24 maja 2026

Pedagogika Marii Montessori wobec współczesnej myśli pedagogicznej

 


 

 

O nowatorach w polskiej oświacie od lat pisze się wiele, by z jednej strony docenić ich ogromny trud i wkład w rozwój praktyki i teorii pedagogicznej, z drugiej zaś strony by podtrzymać ich zapał i zachęcić kolejne pokolenia niepokornych, twórczych nauczycieli do osobistego, autorskiego zaangażowania się na rzecz reform oświatowych. Okres radykalnej zmiany ustrojowej w 1989 r. i otwarcia społeczno - politycznego zaowocował w naszym kraju niezwykle dynamicznym wzrostem szkół niepublicznych oraz pojawieniem się głównie w edukacji wczesnoszkolnej w szkołach publicznych kilkuset klas i programów autorskich. 

Naukowcy zawsze doceniali nieporównywalny trud i wkład w rozwój praktyki i teorii pedagogicznej nauczycielek i nauczycieli przedszkoli i szkół alternatywnych, by podtrzymać ich zapał a zarazem zachęcać kolejne pokolenia twórczo niepokornych pedagogów do osobistego, autorskiego zaangażowania się na rzecz zmian w placówkach oświatowych. Okres radykalnej zmiany ustrojowej w latach 1989-1997 jest już tylko wspomnieniem tych, którzy mieli szczęście do otwartości władz resortu edukacji na profesjonalną, a więc i odpowiedzialną  zmianę w edukacji. Skutkowało to dynamicznym wzrostem przedszkoli i szkół niepublicznych oraz pojawieniem się głównie w edukacji wczesnoszkolnej i ponadpodstawowej w szkołach publicznych 10 tys. klas i programów autorskich.

Mieliśmy nadzieję, że prawo do pluralizmu edukacyjnego będzie chronione i doceniane przez rządzących. Wierzyliśmy, że postsolidarnościowe elity, które wraz ze związkowcami zakorzeniały się w strukturach władz państwowych i sejmowych nie zdradzą polskiego społeczeństwa. Niestety, jak każda rewolucja, tak i ta pożarła swoje dzieci. 

Prawo do wyboru między alternatywnymi możliwościami kształcenia i wychowywania młodych pokoleń odradzającej się demokracji zostało "sprzedane" partyjniackim interesom postsocjalistycznych i postsolidarnościowych kadr, które nie wyzbyły się syndromu homo sovieticus, koncentrując służbę na zdobywaniu i utrwalaniu własnej władzy, a tym samym dorabianiu się kosztem społeczeństwa. 

Od czasów przejęcia władzy przez SLD i PSL w 1993 roku rozpoczął się proces ukrytego hamowania, blokowania i niszczenia pluralizmu edukacyjnego, by nie dopuścić do procesu zmian w dydaktyce, kreowaniu wewnątrzszkolnych wspólnot oraz eksperymentowaniu różnymi środkami, różnorodnymi rozwiązaniami organizacyjnymi i metodami dla dobra dzieci i młodzieży. Po dzień dzisiejszy edukację publiczną (raczej quasi publiczną) i niepubliczną traktuje się jak folwark partii władzy do realizowania politycznych interesów i promowania się mini-strów w mediach, by dzielić środowisko oświatowe na pro-zetenpowskie i anty-solidarnościowe (i na odwrót), lewicowe w kontrze do prawicowego. Ważne, by można było niekompetentnie, cynicznie, bo populistycznie  sterować edukacją w strategii top-down. 

W czasie 12. Polskich Dni Montessori, które zorganizowała Katedra Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego wraz z Polskim Stowarzyszeniem Montessori na Wydziale Nauk Wychowaniu UŁ, mogliśmy spojrzeć wstecz, podzielić się wiedzą i aktualnymi doświadczeniami oraz pokazać czekające nas trendy w najbliższej przyszłości w odniesieniu do pedagogiki pajdocentrycznej Marii Montessori. 

 

Okazuje się, że rozwój w Polsce placówek  afirmujących humanistyczną antropologię dziecka i podporządkowaną jej praktykę, metodyką nauczania-uczenia się, wdrażania dzieci do samopoznania, samokontroli, samokształcenia, samowychowania, samorozwoju, samodzielności z uwzględnieniem także ich uspołecznienia nadal jest w Rzeczpospolitej ograniczany gorsetem polityki ustawodawczej i nadzorczej władz oświatowych. Nie lubią urzędasy konkurencyjnej, alternatywnej praktyki kształcenia i wychowania, bo wymyka im się spod kontroli i odsłania mizerię nie tylko nadzoru pedagogicznego, ale i całego oprogramowania ustrojowego w polskiej oświacie. 

Pedagodzy montessoriańscy nie muszą szukać odpowiedzi na absurdalne pytania, czy podejście Włoszki sprzed ponad stu lat jest (bardziej) wartościowe, prawdziwe, słuszne, zasadne, efektywne itp. od powszechnej edukacji w placówkach państwowych czy - jak w III RP - pozorujących ich publiczny status. Oni po prostu robią swoje, niezależnie od zmian w MEN, w strukturach władzy, bo chcą być nie tylko konsekwentni i merytorycznie odpowiedzialni za swoje zaangażowanie zawodowe, ale przede wszystkim spójni z antropologią pedagogiczną Marii Montessori, która odpowiada ich kulturze osobistej, pedagogii serca w relacjach z dziećmi/uczniami.   

Pedagodzy montessoriańscy szanują tradycje kulturowe, psychorozwojowe, społeczne, ale i zróżnicowanie religijne czy światopoglądowe rodziców ich podopiecznych, dlatego to, co jest nadal zakazane w przestrzeni placówek samorządowych, realizują w sferze prywatnej. W dniu otwarcia 12. Polskich Dni Montessori poprzedziły referaty  i doniesienia z badań naukowych występy dzieci z Samorządowego Przedszkola nr 220 oraz z Przedszkola św. Anny. 

Przypomnę zatem, że alternatywni zawsze mieli "pod górę". Problem wdrażania pedagogiki alternatywnej przez polskich nauczycieli w przedszkolach czy szkołach publicznych wciąż nie jest zjawiskiem bezkonfliktowym. Pierwsze próby adaptacji w polskich przedszkolach i szkołach podstawowych od początku lat 90. pedagogiki Marii Montessori nie spodobało się ortodoksyjnym publicystom na scenie polskiej prawicy czy przedstawicielom niektórych władz samorządowych. Trzeba było tylko znaleźć jakieś argumenty na rzecz przeciwstawienia się zwolennikom tej pedagogiki. 

Jednego z redaktorów miesięcznika „Polska Rodzina” zaniepokoiło zorganizowanie przez Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego konferencji naukowej, która poświęcona była powyższej pedagogice. Oburzony był tym, że uczestniczyła w niej ponad setka studentów i pedagogów, a ponadto ukryto jeszcze przed nimi „rzeczywiste”, ideologiczne cele owej koncepcji kształcenia i wychowania. Ba, powołano oddział Polskiego Stowarzyszenia Montessori, którego współtwórcą był zarazem dyrektor jednej ze szkół Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców. Także w Łodzi, ponoć nieświadome "antychrześcijańskich" przesłanek tej pedagogiki siostry Bernardynki otworzyły przedszkole montessoriańskie. Zgroza :) 

Temu, który postanowił przeciwstawić się eksponentom pogańskich ośrodków wystarczyły  rzekome związki Marii Montessori ze środowiskami teozoficznymi, feministycznymi czy antyklerykalnymi. Publicysta (M. Masny, 1995 nr 2) wykorzystał zdarzenia z życia nie tyle i nie tylko samej Montessori co osób, z którymi być może nawet nie miała kontaktu, ale nie można po kilkudziesięciu latach ich w żaden sposób zdementować. Insynuacje, pomówienia, demagogiczne asocjacje wykorzystuje się jako właściwe narzędzie walki z czymś, co wydawałoby się, że stanowi już kanon współczesnej pedagogiki reform. Komu się będzie chciało dementować, wyjaśniać lub tłumaczyć artefakty, kalumnie czy typowe dla ideologicznej propagandy „zarzuty”?   Tak jest po dzień dzisiejszy! 

Dobrze się zatem stało, że tegoroczne Polskie Dni Montessori zagościły w murach Wydziału Nauk o Wychowaniu UŁ, a wiodącym tematem był związek pedagogiki Montessori z współczesną myślą pedagogiczną. Przypomniałem uczestnikom, że trzydzieści jeden lat temu pisała o tym dr Małgo9rzata Miksza dysponując jedynie syntezami już mało współczesnej myśli pedagogicznej, bo ocenzurowanej w czasach PRL w wydaniu Ludwika Chmaja oraz Kazimierza Sośnickiego. 


Najnowsze metateoretyczne studia ukazały się dopiero pod koniec lat 90. XX wieku.     

Przebieg obrad dokumentowali pracownicy Wydziału - Joanna Cesarz i Zbigniew Piotrowicz, a w logistyczną organizację debat włączyli się także studenci pedagogiki. Za to wszystkim w tym miejscu serdecznie dziękuję, bo "moja" Katedra zapoczątkowała w 1992 roku cykliczną, międzynarodową debatę naukowo-oświatową na temat edukacji alternatywnej na świecie a dziś znakomicie kontynuuje ją i pogłębia Katedra Pedagogiki Wieku Dziecięcego pod kierunkiem dr hab. Moniki Wiśniewskiej-Kin.     

 


23 maja 2026

Pytanie otwierające istotne różnice w reakcji naukowców na wojnę w Ukrainie

 




Czy w krajach Europy Zachodniej ukazały się rozprawy podejmujące w tak wielodziedzinowym ujęciu problem wojny w Ukrainie i jej tragicznych skutków? O odpowiedź na to pytanie zwróciłem się do AI (Claude), która wyszukała w bazach wiedzy naukowej interdyscyplinarne podejścia do wojny ukraińskiej w publikacjach zachodnioeuropejskich naukowców. Moje pytanie otworzyło istotną perspektywę porównawczą w stosunku do rozpraw polskich uczonych, którzy prowadzą badania w paradygmacie ilościowym, i jakościowym, a przywoływałem je przez cztery lata w swoim blogu. 

Odpowiedź jest złożona i ujawnia coś ważnego o miejscu polskich monografii na mapie światowej humanistyki. 

Co istnieje — i czego brakuje? 

Zachodnia twórczość naukowa na temat wojny w Ukrainie jest ogromna, ale niemal całkowicie rozproszona w osobnych dziedzinach i dyscyplinach nauk. Warto przyjrzeć się każdym z nich.

Nurt psychologiczno-kliniczny jest najbardziej rozbudowany. Badaczki Nataliia Frolova z Uniwersytetu Dnieprowskiego i Roxane Cohen Silver z UC Irvine opublikowały w 2024 roku w PLOS Medicine analizę zbiorowej traumy Ukraińców, dzieląc wojnę na trzy sześciomiesięczne okresy i śledząc ewolucję jej skutków psychicznych dla społeczeństwa. 

European Psychologist poświęcił specjalny numer ukraińskiej psychologii w warunkach wojennych, obejmując zagadnienia od etyki pracy psychologicznej po zmiany zdrowia psychicznego dzieci. Tego rodzaju publikacji są setki, zawierając artykuły m.in. w Frontiers in Psychology, European Child & Adolescent Psychiatry, International Journal of Social Psychiatry. Wszystkie jednak operują w paradygmacie klinicznym: mierzą, diagnozują, proponują interwencje. nihHogrefe

Nurt politologiczno-historyczny to drugi wielki zbiór rozpraw naukowych. Profesor Andrew Wilson z UCL wydał piąte wydanie The Ukrainians: The Story of How a People Became a Nation, obejmujące inwazję 2022 roku, a dziennikarz Luke Harding opublikował Invasion: The Inside Story of Russia's Bloody War and Ukraine's Fight for Survival

W Niemczech ukazała się seria publikacji historyczno-politycznych — Wolfgang Benz zebrał eseje w tomie Die Ukraine: Kampf um Unabhängigkeit (Metropol 2023), Franziska Davies wydała Die Ukraine in Europa. Traum und Trauma einer Nation (wbg Theiss 2023). Są to jednak diagnozy geopolityczne, nie humanistyczne w sensie, który nadaje temu słowu Michał Paluch i współpracujący z nim autorzy "Słownika wyrazów ratujących życie" (Kraków-Warszawa, 2023). UCL

Nurt filozoficzno-etyczny jest skromniejszy, ale istnieje. Specjalny numer Studia Philosophica Estonica został poświęcony wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Próbuje się w nim łączyć wgląd akademicki z analizą aktualnych wydarzeń. Przeczytamy w nim esej Mychaila Wynnyckyja o doświadczeniu zła podczas rosyjskiego ataku na Kijów. Autor łączy w nim świadectwo osobiste z argumentacją filozoficzną. Zawarte w tym periodyku artykuły są napisane językiem specjalistycznym. APA

Ukraiński poeta jako leksykograf

Najbardziej uderzającą analogią do polskiego Słownika pod red. M. Palucha jest dzieło ukraińskie, a nie zachodnioeuropejskie. Ostap Slyvynsky, poeta i wiceprezes PEN Ukrainy, stworzył w 2022 roku projekt dokumentalny Dictionary of War. Jest  to zbiór krótkich tekstów opartych na wypowiedziach ofiar i świadków rosyjskiej inwazji. W każdym monologu jedno najważniejsze słowo staje się tytułem hasła, a historia jest jego definicją. Słownik mówi zatem nie tylko o doświadczeniach rozmówców, ale o samym języku, o tym, jak zmienia się on w czasie wojny oraz jak jedne słowa powracają z przeszłości, a inne tracą znaczenie. IWM


Slyvynsky jest autorem pięciu tomów poezji i słownika wojennego, który ukazał się w Niemczech, Polsce, Czechach, Bułgarii, Słowacji i Macedonii. Angielskie tłumaczenie wydało w 2024 roku wydawnictwo Lost Horse Press. Recenzenci zwracają uwagę, że podobnie jak The Language of War Ołeksandra Mycheda, słownik Slyvynsky'ego bada, jak nawet najprostsze słowo może zmienić, przekształcić i skurczyć swoje znaczenie w czasie intensywnych emocji wojennych. uchicagoworldliteraturetoday

Paralela z polskim Słownikiem wyrazów ratujących życie jest uderzająca — i to na wielu poziomach: w obu przypadkach forma leksykograficzna jest gestem humanistycznym, nie naukowym; w obu słowo staje się świadectwem; w obu autorzy zbierają głosy zwykłych ludzi, ale w Polsce - także ekspertów. Różnica jest jednak fundamentalna: Slyvynsky zbiera głosy z wnętrza — ofiar, żołnierzy, wolontariuszy ukraińskich. Paluch i jego zespół budują dialog między polskim uczonym, pedagogiem czy psychologiem a ukraińskim uchodźcą, który żyje między pedagogiką a traumą, między nauką a czułością.

Czego nie ma w Europie Zachodniej na temat wojny w Ukrainie? 

Przeszukując literaturę zachodnioeuropejską, nie znajdujemy monografii, która łączyłaby jednocześnie: pedagogikę, psychologię traumy, lingwistykę, filozofię języka, teologię, twórczość dzieci, świadectwa ocalałych i refleksję etyczną nad powojniem — i czyniła to w trybie pilności, która byłaby pisana w trakcie trwania konfliktu, jako bezpośrednia odpowiedź wspólnoty uczonych i ofiar.

Ukraińscy wydawcy od 2022 roku opublikowali ponad 120 nowych tytułów pomagających dzieciom i nastolatkom radzić sobie z wojną. Jest to zjawisko kulturowe bez precedensu historycznego, ale jest to literatura terapeutyczna dla dzieci, a nie synteza humanistyczna. The Conversation

Zachodnioeuropejskie uczelnie akademickie wydaje się są niezdolne lub niechętne do tego rodzaju natychmiastowej reakcji syntetycznej. Preferuje się w nich artykuły badawcze, recenzowane, metodologicznie poprawne a przez to spóźnione wobec dramatu wojny, o którym piszą.

Co z tego wynika dla polskiego piśmiennictwa naukowo-oświatowego? 

Paradoksalnie właśnie brak zachodniej analogii podkreśla oryginalność Słownika wyrazów ratujących życie. Polska humanistyka może właśnie dlatego, że Polska jest geograficznie i historycznie najbliżej tej wojny, zdobyła się na coś, czego nie uczyniła humanistyka zachodnioeuropejska, a tym bardziej amerykańska: na interdyscyplinarną, etycznie zaangażowaną, pisaną w czasie rzeczywistym odpowiedź, która łączy naukowy warsztat z osobistym świadectwem i pedagogiczną troską o przyszłość.


(we współpracy z AI. ChatGPT 5).

22 maja 2026

Paragraf 275

 




Po wpisie na temat upadku kultury uniwersyteckiej, jak po uderzeniu w stół, odezwały się przysłowiowe nożyce. Cyniczni gracze wykorzystują nieznane im problemy w nauce i relacjach międzyludzkich w danej uczelni do tego, by tylko podgrzewać atmosferę, zaspokajać czyjeś kompleksy, fobie lub mechanizmy obronne z różnych zresztą a skrywanych powodów.   

Otrzymałem list od osoby, która - jak na adiunkta/-kę ma znaczące osiągnięcia naukowe pracując w jednym z krajowych uniwersytetów. Niestety, konflikt interpersonalny uruchomił już sytuację proceduralną, bo wszczęto wobec niej postępowanie dyscyplinarne. Dlatego odpowiedziałem jej „po koleżeńsku”, lecz bardzo ostrożnie, by ją uspokoić, uporządkować fakty, odradzałem dalsze emocjonalne wypowiedzi i wskazałem na konieczność zabezpieczenia praw procesowych. 

Nie jest to właściwy moment na obronę, ale konieczny dla rekonstrukcji zdarzeń, dowodów i wykazania proporcji reakcji władz uczelni. Najważniejsze jest to, że  e-mail tej osoby, którego treść sprawiła, że  wykorzystano go do manipulacji, był niewątpliwie ironiczny, ale zasadnie krytyczny. W jego treści, której tu nie mogę ujawnić, nie było czegoś, co można określić jako oczywiste „podżeganie do niestosownej aktywności”. 

Autor/-ka posłużył/-a się raczej krytyką procedury awansowej i standardów instytucjonalnych w danym uniwersytecie, używając być może zbyt ostrych sformułowań, ale mieszczących się w granicach wypowiedzi pracowniczej i akademickiej. 

Odpowiedzialność dyscyplinarna nauczyciela akademickiego dotyczy czynu uchybiającego obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu, co wynika z art. 275 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Jednak postępowanie nie może służyć penalizacji samej krytyki instytucjonalnej, jeśli nie dotyczy ono naruszenia dóbr osobistych czy realnego wezwania do realizacji obowiązków akademickich. 

Każde takie zdarzenie jest odrębne sytuacyjnie, kulturowo, psychospołecznie i instytucjonalnie. Przypomnę, że w dwóch dekadach XXI wieku, a szczególnie od ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce" z 2018 roku nasiliły się akty dyscyplinujące wobec nauczycieli akademickich, a nawet wykluczające ich z uniwersytetów lub dążące do tego rozwiązania. Dzieje się to wbrew podstawom wartościom akademickim,  ale także kulturowym, relacyjnym-psychospołecznym. 

Nikt przecież nie broni i nie powinien chronić w uczelni akademickiej osób, które dopuszczają się czynów przestępczych, których rodzaje są określone w kodeksie karnym. Słusznie podmioty wewnątrzuczelniane ujawniają przemoc fizyczną czy przestępczość materialną, korupcję, oszustwa dydaktyczne, certyfikacyjne czy nadużycia władzy itp. Jednak włączanie do tego sporów na tle światopoglądowym, religijnym, cywilnym czy tym bardziej różnic paradygmatycznych jest już czymś niestosownym, a wykorzystywanym przez władze uczelni do realizacji celów ukrytych przed własnym środowiskiem i/lub opinią publiczną.          

Przypomnę w tym miejscu tylko kilka przykładów:

L. Moroz-Grzelak (2013). Jeszcze o anonimowych recenzentach. W odpowiedzi na artykuł Profesora Zbigniewa Spendela, NAUKA 3/2013 • 157-161.

Leszek Jażdżewski  tak pisał w 2013 roku: "Faktycznie zmowa milczenia otacza ten uczelniany feudalizm, ponieważ zarówno studenci, jak i młodsi pracownicy naukowi mają za dużo do stracenia. Otwarta krytyka  czy, nie daj Boże, skarżenie się gdzieś wyżej są uznawane za poważne wykroczenia i przykładnie karane. Solidarność korporacyjna na uczelniach wyższych ma się świetnie".

W 2014 roku Rektor UMK w Toruniu był oskarżany o promocję satanizmu za udostępnienie auli na koncert zespołu  Behemot. 

W 2014 roku genderyści, anarchiści zakłócili wykład otwarty socjologa prof. Zygmunta Baumana na uniwersytecie, za co zostali surowo ukarani. Na Uniwersytecie Jagiellońskim miał otrzymać tytuł doktora honoris causa Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, ale część profesorów uznała, że to lewicowiec i zwolennik genderyzmu. Godności tej odmówiono. 

W 2018 roku ceniony w UAM w Poznaniu ksiądz prof. Paweł Bortkiewicz stanął przed komisją dyscyplinarną za krytykę europosłów, którzy opowiedzieli się za sankcjami dla Polski. Przywołał słowa marszałka Józefa Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”.  

W tym samym roku kierujący Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego dr hab. Jan Majchrowski został pozbawiony funkcji tutora na Uniwersytecie Warszawskim "(...) po wpisie na planie zajęć, że wymieniony w nim prof. Wojciech Sadurski "nie odpowiada poziomowi", który on "uważa za właściwy i odpowiedni dla profesora UW". Władze uczelni uznały wpis za oburzający i zapowiadają kroki dyscyplinarne".

Krajowa Sekcja Nauki "Solidarności" ostrzegała w 2018 roku, że wrócił na uczelnie zamordyzm. "Na poziomie uczelni zwiększa władzę rektorów kosztem znaczenia organów kolegialnych i dziekanów wydziałów. Uczelnią będzie więc zarządzał rektor i nie będzie musiał liczyć się z niczyim zdaniem, ponieważ przyznane w niektórych sprawach funkcje opiniodawcze nie ograniczają jego jednoosobowej władzy.

W 2019 roku władze UMK w Toruniu zawiesiły w czynnościach nauczyciela akademickiego prof. dr. hab. Aleksandra Nalaskowskiego. Powodem miał być opublikowany na łamach tygodnika "Sieci" przez pedagoga felieton o "tęczowej zarazie". Co z tego, że po wszczętym postępowaniu dyscyplinarnym przywrócono Profesora do pracy akademickiej, skoro jego "grillowanie" w macierzystej uczelni trwało tak długo i intensywnie, że sam odszedł na wcześniejszą emeryturę. Był to jeden z najwybitniejszych polskich profesorów pedagogiki, b.dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych, dyrektor Instytutu Pedagogiki, autor znakomitych rozpraw naukowych. 

Podobnie odeszła w 2020 roku z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach socjolog - prof. Ewa Budzyńska, która - mimo umorzenia wobec niej postępowania dyscyplinarnego za przytoczenie przez nią w czasie zajęć ze studentami klasycznej definicji rodziny oraz nazwanie dziecka w fazie prenatalnej istotą ludzką -   nie zgodziła się na cenzurowanie treści jej wykładów. 

W roku 2021 zostało wszczęte na KUL postępowanie dyscyplinarne wobec ks. prof. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego "(...) za to, że wstawił się za uwięzioną osobą w sytuacji, kiedy nie było potrzeby jej więzienia (co jest wzorem prawdziwej postawy chrześcijańskiej) oraz nieodcięcie się od wypowiedzi innego pracownika uniwersytetu, doktora habilitowanego Przemysława Czarnka, który odmawiał równych praw innym obywatelom".

Lista jest długa...