Program
PISA jest formalnie prezentowany jako narzędzie diagnostyczne do doskonalenia
systemów edukacyjnych. Jego konstrukcja metodologiczna zapewnia częściową porównywalność
wyników uczniów między systemami szkolnymi, które działają często w radykalnie różnych
kontekstach kulturowych, ustrojowych, gospodarczych i społecznych. Porównywalność ta jest
dostępna tylko wtedy, gdy rozpatrywane dane poddają się standaryzacji. Tym
samym PISA strukturalnie faworyzuje systemy, które standaryzują, kontrolują i
centralnie zarządzają procesami kształcenia.
System
inwestujący w autonomiczność szkół, kreatywność, budowanie wspólnoty i
wychowanie obywatelskie nie pasuje do tych wartości, które eksponują zdobywanie jak najwyższego miejsca w rankingu, bo nie dają się one skwantyfikować. Udział w programie
badań tego typu jest przewrotny, bowiem pośrednio nagradza ustroje
zarządzane centralistycznie.
Andy
Hargreaves i Dennis Shirley piszą, że opieranie polityki oświatowej
na rankingach międzynarodowych pomiarów, pomija rozumienie kontekstu, w którym
są one przeprowadzane. Rządy państw finansujące badania PISA potrzebują ich jako
argumentu legitymizującego własne decyzje: dobre wyniki mają świadczyć o
słuszności obranego modelu kształcenia, zaś złe wyniki — uzasadniać zaostrzenie
kontroli i standaryzacji w procesie nauczania i egzaminowania. W obu przypadkach PISA
wzmacnia centralne sterowanie oświatą.
W
Polsce mechanizm ten jest szczególnie mocno zaawansowany. Kolejne rządy
przypisywały sobie zasługi z tytułu pozytywnych wyników piętnastolatków
uczestniczących w badaniach PISA w latach 2009–2012. Nikt nie dociekał, czy wysokie
wyniki piętnastolatków nie były wówczas w istocie dziedzictwem
zdecentralizowanej, oddolnej kultury edukacji szkolnej w latach
dziewięćdziesiątych, a więc tej, którą od 1999 roku sukcesywnie
demontowano.
OECD jest prywatną organizacją zrzeszającą
kraje wysokorozwinięte gospodarczo, a zatem jej mandat dotyczy
polityki ekonomicznej, a nie edukacyjnej. Wejście OECD do obszaru edukacji za
pośrednictwem m.in. badań PISA, jest aktem politycznym, który eksponuje rolę edukacji
w osiąganiu wzrostu gospodarczego.
Szkoła
ma kształcić kapitał ludzki do wykorzystywania globalnej wiedzy. Wartości,
których nie da się przełożyć na wskaźniki produktywności, znajdują się poza
horyzontem tej logiki, o czym piszą Heinz-Dieter Meyer i Aaron Benavot w
rozprawie zatytułowanej: PISA, Power and Policy (2013).
Dowodzą w niej, jak PISA stała się globalną organizacją zarządzającą edukacją,
mimo iż nie posiada demokratycznego mandatu w tej dziedzinie.
Gert
Biesta w rozprawie pt. Dobra edukacja w epoce pomiaru (2010)
dokonuje filozoficznie najgłębszej analizy tej polityki, wprowadzając
rozróżnienie między tym, co mierzalne, a tym, co
jest wartościowe w edukacji. Jego zdaniem kultura pomiaru regularnie
wypiera z edukacji to, co jest wartościowe ale niemierzalne, na rzecz tego, co
poddaje się pomiarom ilościowym.
Profesor
King's College London - Stephen Ball w rozprawie pt. Global
Education Inc. (2012) oraz The Education Debate podejmuje
krytykę urynkowienia edukacji. Jej centralne pojęcie to edu-business —
organizacja korporacyjna, która zarabia na międzynarodowych badaniach
porównawczych, ale i narzędziach konsultingowych, powoływaniu organów,
organizacji rankingowych i think tanków finansowych przez wielki biznes. Ball
dokumentuje, że PISA nie jest neutralnym pomiarem, ale ekosystemem
ekonomicznym, który żyje z jej wyników. Dotyczy to także kadr IBE-PIB, które
przejęły środki budżetowe na badania OECD, częściowo diagnozując wybrane
kompetencje dzieci, młodzieży i osób dorosłych.
Poul
Mikkelsen i inni badacze duńscy dokonali analizy sieci powiązań między OECD a
wielkimi korporacjami edukacyjnymi, a więc źródłami przepływu środków
finansowych i osobistych. Pearson Education, światowa korporacja edukacyjna,
jest głęboko uwikłana w PISA zarabiając na diagnozie i wprowadzaniu
jednocześnie zmian. McKinsey & Company regularnie publikuje raporty
interpretujące wyniki PISA i rekomendujące reformy, a następnie jest
zatrudniona przez rządy do przeprowadzenia tych reform.
Diane
Ravitch — była wiceminister edukacji USA, autorka pracy pt. Reign
of Error (2013) oraz Slaying Goliath (2020), przeszła
spektakularną intelektualną drogę od zwolenniczki standaryzacji do jej
najostrzejszej krytyki. Dowodzi, jak korporacje edukacyjne — przede wszystkim
amerykańskie, ale także działające globalnie — wykorzystują wyniki badań PISA
do prywatyzacji szkół publicznych, wprowadzania systemu bonów edukacyjnych i
rozmontowywania samorządności szkolnej. Jej zdaniem wydatki na badania PISA nie
poprawiają jakości krajowej edukacji.
Alex
Molnar i Faith Boninger w pracy pt. The Commercial Transformation of
Public Education zauważają różnice w zainteresowaniach korporacyjnych
w polityce oświatowej przez takie organizacje, jak OECD, które
formalnie są organizacjami międzyrządowymi, ale w praktyce realizują agendy
firm technologicznych, wydawniczych i konsultingowych.
Zdaniem
Harveya Goldsteina — profesora statystyki University of Bristol wyniki PISA są
na tyle szerokie, a pozbawione uwarunkowań ustrojowych, kulturowych itp., że
nie jest uprawnione twierdzenie, że zajęcie miejsca trzydziestego w rankingu
osiągnięć w danym pomiarze w stosunku do nastolatków z kraju osiągających
miejsce dwudzieste nie powinno być traktowane jako dowód na wyższość
jednego systemu nad drugim.
Svein
Sjøberg dokonał analizy stricte metodologicznej badań PISA z której wynika,
żezadania z nauk przyrodniczych są kulturowo zakorzenione w
anglosasko-zachodnioeuropejskiej tradycji myślenia o wiedzy. Co z tego, że na
szczycie są uczniowie z Korei Południowej, Singapuru lub Japonii, skoro w
tych krajach są najwyższe wskaźniki stresu szkolnego wśród młodzieży.
Dlaczego
studia krytyczne badań międzynarodowych nie przebijają się do opinii
publicznej? Głównym powodem jest podważanie pozycji związanych z tymi
badaniami podmiotów, które zbudowały swój autorytet na danych PISA, a więc
kadry ministerstw edukacji, think tanków, korporacji edukacyjnych, a nawet
akademików. Badania są finansowane z budżetów państw uczestniczących w nich.
W
tym kontekście ciekawy jest paradoks fiński. Finlandia stanowi
przypadek szczególnie pouczający, a będący skutkiem sukcesu uczniów w badaniach
PISA, który był przez lata interpretowany w niewłaściwy sposób. Z wyników
fińskich uczniów wyciągano wniosek, by jeszcze bardziej standaryzować,
mierzyć jakość pracy szkół, kontrolować pracę nauczycieli. Tymczasem
fińscy piętnastolatkowie osiągnęli sukces właśnie dlatego, że świadomie
odrzucali standaryzację kształcenia i zewnętrzny pomiar.
Pasi
Sahlberg określała ten sukces fińskim paradoksem — bowiem
kraj, który odrzucił logikę tego, co Sahlberg określa skrótem GERM (Ruch na
rzecz reformy edukacji globalnej), osiągał w rankingach tej logiki lepsze
wyniki niż kraje, które ją przyjęły. Warto zwrócić uwagę na kolejną
pułapkę w tych analizach. Kiedy Finlandia uzyskała niższe wyniki w kolejnej
edycji badań PISA, to pojawiła się w tym kraju presja społeczna, by wprowadzić do
szkół rozwiązania standaryzacyjne.
Centralizm jest samospełniającą się przepowiednią. Centralne władze oświatowe definiują, czym jest sukces edukacyjny, czyniąc to w logice mierzalnych wyników. Szkoły, które konkurują o jak najlepszych uczniów, dostosowują się do tej procedury.
Nauczyciele, którzy chcą być uznawani za skutecznych, kształcą
pod wymierne testy egzaminacyjne, które są ogniwem centralizacji polityki oświatowej.
Skoro centrum wie, co należy mierzyć, to powinno wiedzieć również, jak uczyć.
Władze kraju, które utrzymują centralizm oświatowy a uczniowie osiągają w badaniach międzynarodowych dobre wyniki, mają argument, że taki ustrój jest efektywny. Nie bez powodu egzaminy zewnętrzne w Polsce są kalibrowane tak, by wskaźnik niepowodzeń egzaminacyjnych nie zagrażał sprawującym władzę.
Kraj, który
centralizuje edukację, ale uczniowie osiągają słabe wyniki, ma argument, że
centralizm się nie sprawdza lub nie sprzyja rozwojowi umiejętności uczniów,
które są konieczne do rozwiązywania zadań testowych. W tym przypadku nie pada
pytanie o zasadność samej centralizacji.
Badania PISA nie mają służyć pomiarowi tego, co jest niemierzalne. To oczywiste. Udział w tym badaniu nie wymaga od nastolatków zdolności do deliberacji i współtworzenia reguł funkcjonowania w szkole. Nie wymaga też empatii, odpowiedzialności za innych ani rozumienia korzyści z tytułu zawierania kompromisu.
PISA nie ma służyć diagnozie autorytetu moralnego czy poziomu zaufania między nauczycielami a rodzicami uczniów. Nie diagnozuje też tego, czy piętnastoletni uczeń jest bardziej dojrzały do życia w społeczeństwie, do udziału w samorządzie, ponoszenia odpowiedzialności za wspólnotę niezależnie od troski o własne interesy. Kultura pomiaru wypiera kulturę zaufania i odpowiedzialności za wspólnotę.
Nie należy jednak wyciągać z zasygnalizowanych powyżej studiów krytycznych wniosku, że międzynarodowe badania PISA są niewłaściwe czy niepotrzebne. Stanowią one bowiem wartościową fotografię niektórych kompetencji osób objętych tym badaniem, ale nie są źródłem wiedzy o jakości kształcenia i wychowania w państwie, które finansuje udział w tym programie.
Każdy kraj ma niepowtarzalny ustrój szkolny, jego infrastrukturę, curriculum, zasoby kadrowe i uczniowskie oraz budżet wraz z kryteriami jego wysokości i podziału. W tym sensie PISA nie uwzględnia tego, co jest nieporównywalne a kluczowe dla osiągnięć i niepowodzeń szkolnych uczniów.


