15 kwietnia 2026

Wartość edukacji i wychowania szkolnego nie zależy od nowelizacji ustawy

 


Kontynuuję z SI analizę projektu ustawy Prawo oświatowe, która rzekomo zawiera gwarancje respektowania praw ucznia w szkołach quasi publicznych. Poniżej zestawiam deklaracje z realnymi mechanizmami działania szkoły jako instytucji przymusu (a nie wolnego wyboru) i władztwa autorytarnego nauczycieli wobec uczniów:        

Deklaracja ustawy vs. realny mechanizm działania szkoły

DEKLARACJA USTAWY

REALNY MECHANIZM DZIAŁANIA SZKOŁY

Uczeń ma prawo do godności i podmiotowego traktowania 

Relacja szkolna pozostaje asymetryczna: nauczyciel ocenia, klasyfikuje, decyduje o promocji. Podmiotowość jest ograniczona przez władzę oceniającą.

Uczeń ma prawo do nauczania zgodnego ze współczesną wiedzą pedagogiczną 

Brak mechanizmu weryfikacji jakości dydaktyki. Dominują rutyny, podręcznik, presja egzaminacyjna i „realizm organizacyjny” edukacji (np. plan nauczania, dostęp do kadry nauczycielskiej itp.).

Uczeń ma prawo do wolności wypowiedzi i światopoglądu 

Granice tej wolności wyznacza nauczyciel, dyrektor ale też „statut szkoły”. W praktyce – rozstrzyga o tym autocenzura uczniów.

Uczeń ma prawo do sprawiedliwego i jawnego oceniania 

Ocenianie pozostaje w dużej mierze uznaniowe (interpretacja kryteriów, styl nauczyciela, „ukryte standardy”).

Uczeń ma prawo do składania skarg bez konsekwencji 

W kulturze szkoły funkcjonuje nieformalny mechanizm „nie wychylaj się”. Skarga bywa postrzegana jako naruszenie lojalności.

Uczeń współuczestniczy w życiu szkoły (samorząd) 

Samorząd ma funkcje symboliczne (np. organizacja wydarzeń okolicznościowych), a nie realną władzę decyzyjną.

System rzeczników chroni prawa ucznia 

Rzecznicy są osadzeni w systemie administracyjnym. Uczeń musi korzystać z tej samej struktury, która jest przedmiotem skargi.

Wychowanie ma charakter naprawczy (kontrakty, mediacje) 

W praktyce szkoły często skracają ścieżkę do sankcji (presja czasu, liczba uczniów, brak zasobów, chowanie niepożądanych zachowań pod przysłowiowy "dywan" itp). 

Uczeń ma prawo do równowagi między nauką a czasem wolnym 

System egzaminacyjny i presja wyników generują przeciążenie (zadania domowe, korepetycje, testy).

Uczeń ma dostęp do informacji o funkcjonowaniu szkoły 

Formalna dostępność informacji nie jest równoznaczna z ich realnym zrozumieniem   i wpływem. Transparentność nie oznacza współdecydowania.

Uczeń jest chroniony przed dyskryminacją 

Dyskryminacja przyjmuje formy ukryte (język nauczycieli, selekcja oczekiwań, etykietowanie).

Postępowanie wobec ucznia jest sprawiedliwe (prawo do obrony) 

Procedura odbywa się w ramach tej samej instytucji – brak niezależnego arbitra.

Prawo do rozwoju zainteresowań i talentów 

Realizowane głównie poza szkołą (rodzina, rynek edukacyjny), nie w jej strukturze.

Szkoła upowszechnia wiedzę o prawach ucznia 

Wiedza o prawach nie przekłada się na ich zastosowanie – brak kultury prawnej i odwagi działania.

 

Im bardziej szczegółowo ustawa opisuje prawa ucznia, tym bardziej przenosi ich realizację do systemu, który pozostaje hierarchiczny i centralistyczny. Każda szkoła i jej społeczność jest inna, toteż prawa powinny być ustanawiane lokalnie a nie centralnie.  To, że prawo istnieje, a istnieje i nie jest respektowane, nie zmienia relacji władzy między nauczycielami a uczniami. 

Szkoła nie działa według prawa, lecz według tego, co w ramach prawa jest możliwe do realizacji w jej codziennej logice funkcjonowania. Andrzej Janowski pisał na podstawie badań psychospołecznych o ukrytym programie szkoły, którego rozpoznanie w każdej z nich demistyfikuje nonsens powyższych projektów. Nie bez powodu powstało nawet Stowarzyszenie "Umarłe Statuty", które - o dziwo - popiera ten absurdalny projekt zaprzeczając własnej narracji.

Nie wystarczy ustanowić i wkomponować w ustawę prawa ucznia. Trzeba jeszcze zmienić instytucję, która decyduje, czy to prawo w ogóle stanie się realnym doświadczeniem wszystkich uczniów i ich nauczycieli. 

Poproszona o analizę dydaktyczną SI zaproponowała następujące ćwiczenie pt. „Gdzie znika sens prawa?”

Cel dydaktyczny

  • rozwinięcie myślenia krytycznego,
  • rozróżnianie poziomów: prawo – instytucja – praktyka,
  • demaskowanie pozorności regulacji edukacyjnych,
  • uświadomienie studentom mechanizmów działania szkoły.

Instrukcja dla uczestników zajęć: 

Zadanie:

Wybierz jeden przepis z projektu ustawy dotyczący praw ucznia. Następnie przeanalizuj go na trzech poziomach:

1. POZIOM PRAWA (deklaracja)

  • Co dokładnie obiecuje ten przepis?
  • Jakie wartości za nim stoją?
  • Jak powinno wyglądać idealne zastosowanie?

2. POZIOM INSTYTUCJI (mechanizm)

  • Kto odpowiada za realizację tego przepisu?
  • Jakie procedury go „obsługują”?
  • Jakie są ograniczenia (czas, kadry, przepisy szkolne)?

3. POZIOM PRAKTYKI (rzeczywistość)

  • Jak to wygląda w realnej szkole?
  • Co nauczyciel/uczeń faktycznie czyni?
  • Jakie pojawiają się nieformalne reguły? 

FINALNE PYTANIE (kluczowe):

Na którym poziomie i dlaczego „znika sens” tego przepisu?

Uzasadnij swoją odpowiedź na podstawie:

  • doświadczeń szkolnych,
  • obserwacji,
  • wiedzy pedagogicznej.

Proponuję przeprowadzenie takiego ćwiczenia z radą pedagogiczną a następnie z członkami samorządu uczniowskiego i rady rodziców. Warto skonfrontować analizę wypowiedzi trzech podmiotów, by przekonać się, że papier jest cierpliwy i wszystko zniesie.    

Nie ma wątpliwości, że projekt MEN tworzy język praw ucznia, ale zarazem zamyka je w procedurach, podporządkowuje strukturze nadzoru i uzależnia ich realizację od instytucji, którą mają ograniczać. W efekcie nowelizacja prawa nie wzmocni podmiotowości uczniów, lecz organizuje sposób, w jaki będą oni mogli pozornie z tych praw korzystać. 

Widać tu klasyczny mechanizm działalności pozornej (propagandowej) MEN: władza deklaruje, że dopiero od uchwalenia ustawy nastąpi rzekoma emancypacja dzieci w szkole, która funkcjonuje w rygorze hierarchicznego nadzoru pedagogicznego. Szkoła nie działa według prawa, ale według swojej kultury organizacyjnej i pedagogicznej. O tej ostatniej rozstrzygają nauczyciele (w dużej części niedocenieni, niegodnie wynagradzani, wypaleni zawodowo, sfrustrowani, politycznie afirmujący lub kontestujący zmiany ustawowe itp.).

To samo prawo w jednej szkole będzie działać jako narzędzie dialogu, a w innej jako instrument kontroli proceduralnej. Różnica nie tkwi zatem w ustawie, tylko w kulturze szkoły, a o tym nie decydują miliony wydane na międzynarodowe badania OECD. Nie reformuje się szkoły ustawą, ale podejściem nauczycieli do uczniów, gdy zamykają drzwi klasy.

Nonsens kreowanej przez IBE-PIB deformy polega na tym, że pozoruje zmianę, podczas gdy nie zmienia kluczowych dla niej warunków, czyli:

  • nie zmienia wynagrodzeń nauczycieli,
  • nie zmienia zakresu ich autonomii,
  • nie zmienia przeciążenia systemu,
  • nie zmienia logiki egzaminacyjnej.

Władza państwowa, która nie potrafi zapewnić uczniom wartościowej profesji nauczycielskiej, zaczyna mnożyć przepisy, które mają ukryć słabość resortu edukacji. To nie jest różnica między „brakiem praw” a „ich wprowadzeniem”, ale różnica między systemem opartym na normach i pedagogice a systemem opartym na prawie i procedurze.

Projekt ustawy zatroskanej rzekomo o prawa ucznia, jest w istocie ustawą o tym, jak państwo chce te prawa kontrolować i interpretować.  Tym samym nie wzmacnia rangi praw ucznia, gdyż obniża rangę szkoły jako wspólnoty zdolnej do ich rozumnego stosowania.

Podsumujmy:

OBSZAR

NORMA ISTNIEJĄCA (Prawo oświatowe)

NOWA WERSJA (projekt 2026)

CO SIĘ FAKTYCZNIE ZMIENIA

Prawa ucznia (ogólnie)

Wynikają z Konstytucji, ustaw i są konkretyzowane w statucie szkoły

Skodyfikowane w jednym katalogu ustawowym 

Zmiana formy (kodyfikacja), nie treści

Sprawiedliwe ocenianie

Już obowiązuje (ustawa + statut)

Powtórzone jako prawo ucznia 

Wzmocnienie retoryczne, brak nowej treści

Bezpieczeństwo, brak przemocy

Obowiązek szkoły (art. 1, 68 PO)

Rozszerzenie katalogu (np. cyberprzemoc) 

Doprecyzowanie, nie zmiana zasady

Udział ucznia w życiu szkoły

Samorząd uczniowski + udział w radzie szkoły

Rozszerzenie praw wyborczych i partycypacyjnych 

Formalne wzmocnienie, bez gwarancji realnej sprawczości

Rozstrzyganie sporów

Rada szkoły: organ deliberacyjny (nauczyciele–uczniowie–rodzice)

Procedury administracyjne + rzecznicy + dyrektor

Przesunięcie z deliberacji → do procedury

Rola statutu szkoły

Kluczowa: konkretyzacja praw i obowiązków

Ograniczana przez szczegółowe regulacje ustawowe

Ograniczenie autonomii szkoły

Rada szkoły

Potencjalnie silny organ współzarządzania (art. 80–81 PO)

Nadal istnieje, ale jej rola w praktyce jest przez system odwołań i decyzji marginalizowana

De facto osłabienie funkcji uspołeczniającej

Interpretacja norm

Rozproszona (szkoła, statut, wspólnota)

Centralizowana (rzecznicy, nadzór, procedury)

Centralizacja interpretacji prawa

Skargi uczniowskie

Możliwe w ramach szkoły i KPA

Rozbudowany system rzeczników

Instytucjonalizacja zamiast relacyjności

Obowiązki ucznia

Określane w statucie + ogólne normy ustawowe

Skodyfikowane ustawowo 

Usztywnienie i ujednolicenie

 

Nie jest to zatem projekt ustawy wzmacniającej prawa ucznia, ale nowelizacja ustawy likwidującej jej samorządność na rzecz władztwa administracyjnego, które przyznaje sobie prawo do interpretowania tych praw i obowiązków. Od 1999 roku rządzący dewastują solidarnościowy model szkoły samorządnej jako wspólnoty nauczycieli-uczniów i ich rodziców na rzecz politycznie poprawnej i nadzorowanej z tej perspektywy instytucji nadzoru administracyjno-prawnego. 

SZKOŁA JAKO WSPÓLNOTA

SZKOŁA JAKO INSTYTUCJA

Typ demokracji

deliberacyjna

proceduralna

Źródło norm

wspólnota

ustawodawca

Rozwiązywanie konfliktu

dialog

decyzja

Rola ucznia

współtwórca

wnioskodawca

Rola nauczyciela

Tutor, animator

wykonawca prawa    

Doświadczenie
wychowawcze

    odpowiedzialność

     roszczeniowość

 

W kolejnym wpisie pokażę wewnętrzną sprzeczność projektu nowelizacji tej ustawy.


(foto: BŚ   - plakat w APS)



14 kwietnia 2026

Jak MEN wzmacnia centralizm


 

Opublikowano przyjęty przez Radę Ministrów projekt ustawy Prawo oświatowe (Dz. U. z 2025 r. poz. 1043 - Projekt nowelizacji z dnia 27 marca 2026 r.)  w zakresie  praw i obowiązków ucznia. Jeśli ktokolwiek chciałby opinii na temat zasadności tej regulacji, to wystarczy, że wrzuci do AI zapytanie o wartość proponowanej zmiany. 

Znający obecne prawo oświatowe i byli lub są jeszcze nauczycielami zorientują się, że ministra Barbara Nowacka kontynuuje swoją propagandową walkę o pozytywny wizerunek dla wdrażanej pseudoreformy. Prawdopodobnie rządzący liczą na to, że dzięki tej ustawie powiększą grono zwolenników w przyszłorocznych wyborach, bo przecież nie o prawa ucznia i jego obowiązku w istocie tu chodzi.  

AI odsłoni pozór zapisanych w ustawie rzekomych zalet, które można odczytać w perspektywie teorii wychowania humanistycznego i troski władz o polską demokrację. Zobaczmy na czym polega manipulacja semantyczna MEN: 

Po pierwsze projekt akcentuje normatywne zakotwiczenie rzekomej podmiotowości ucznia, co miałoby świadczyć o tym, że najważniejsza zmiana ma charakter aksjologiczny: uczeń przestaje być „adresatem oddziaływań”, a staje się podmiotem praw i wolności (prawa do godności, równego traktowania, prywatności, wolności od przemocy i dyskryminacji  oraz wolności światopoglądowej i wypowiedzi).  Mogłoby z tych zapisów wynikać, że szkoła przestaje być instytucją „przymusu socjalizacyjnego”, a staje się przestrzenią gwarantowanych uczniom podmiotowych relacji.

Po drugie, wprowadza się fałszywą tezę rzekomego powiązania prawa uczniów do edukacji z aktualną wiedzą pedagogiczną („nauczania i wychowania opartych o metody uznane przez współczesne nauki pedagogiczne”). Tymczasem wiemy, że wprowadzana w Polsce reforma nie ma związku z współczesną wiedzą nauk pedagogicznych, tylko z naukami o zarządzaniu i ekonomią, których kadry (IBE) niekompetentnie wprowadzają regulacje z państw o innej kulturze, odmiennym ustroju szkolnym, innym poziomie wynagrodzeń nauczycieli i infrastrukturze, a więc nie znając i nie rozumiejąc ich faktycznych uwarunkowań jako nieadekwatnych do warunków polskiego szkolnictwa.

Po trzecie, zapowiada się rzekome wzmocnienie transparentności procesu edukacyjnego, skoro projekt ustawy ma gwarantować uczniom dostęp do statutu szkoły, programów nauczania, rozkładu zajęć i zasad oceniania. To do kwietnia 2026 roku uczniowie nie mieli do tego dostępu???  Znakomicie. Ministra przyznaje tym samym, że od 2024 roku jest patologia w powyższym zakresie. Samoocena? 

Po czwarte, ponoć dopiero dzięki tej ustawie zaistnieje partycypacja uczniowska, bowiem uczeń zyskuje realny udział w samorządzie, wpływ na wybór opiekuna samorządu i możliwość składania skarg bez represji. Czytając takie banały można spaść z krzesła ze śmiechu.

Po piąte, ustawa przewiduje wprowadzenie systemowej ochrony praw ucznia, którą ma zapewnić wielopoziomowa administracja rzeczników: szkolnego, gminnego / powiatowego, wojewódzkiego i krajowego.  W tym zakresie MEN kompromituje swoje dotychczasowe a sloganowe przesłanie o wzmacnianiu partycypacji uczniów w rozwiązywanie problemów wewnątrzszkolnych, skoro mają być tu reprezentowani przez rzeczników. To ci dopiero wymyślono etaty dla kolejnych pasożytów oświatowych, których obywatele mają utrzymywać płacąc podatki.

Po szóste, wciska się rzekomą proceduralną sprawiedliwość naprawczą, bowiem "negatywne" postępowanie nauczyciela wobec ucznia zawiera prawo ucznia do obrony, domniemanie jego niewinności i zasadę rozstrzygania wątpliwości na korzyść ucznia. Proponuję wzmocnić te zapisy kodeksem prawa administracyjnego, by uczniowie mogli odwoływać się do sądów administracyjnych w swoich sprawach. Mamy zatem propozycję wychowywania bazującego na domniemanej niewinności uczniów i domniemanej winy nauczycieli. Niech wreszcie nauczyciele się lękają.

Po siódme, tylko dzięki tej ustawie pojawią się działania wychowawcze zamiast ponoć teraz stosowanych wobec uczniów kar, czyli najpierw ma być rozmowa, po niej zawarty z uczniem kontrakt, a jak uczyni szkodę, to ma ją naprawić i przeprosić. Na końcu tej praktyki są przewidziane sankcje karne.    

Po ósme, ustawa deklaruje ochronę ucznia przed nadmierną penalizacją, w tym usuwanie informacji o karach po odpowiednim czasie i możliwość dostosowania kar do rozwoju ucznia. Dzięki temu ma się uniknąć „stygmatyzacji szkolnej” oraz pojawić się szansa na resocjalizację i rozwój. 

Po dziewiąte, ustawa ma zapewnić równowagę między uczeniem się a czasem wolnym ucznia, bowiem zawiera prawo do czasu wolnego (co za łaska) i rozwijania zainteresowań. Dzięki tej ustawie zostanie wzmocniony dobrostan ucznia jako naczelny cel polskiej edukacji. 

Po dziesiąte, dopiero ta ustawa ma przyczynić się do upowszechniania wiedzy o prawach ucznia, o funkcji edukacyjnej prawa. Nareszcie szkoła będzie miała obowiązek „upowszechniać wśród uczniów wiedzę o prawach”, by oni wreszcie dowiedzieli się, nie tylko o tym, co im wolno, ale dlaczego. 

Czy to MEN czy IBE-PIB wcisnął AI bullshit w stylu: "Po raz pierwszy ustawodawca próbuje uczynić z ucznia nie przedmiot szkolnej władzy, lecz podmiot prawa"?

 

Trudno zgodzić się z funkcjami założonymi projektu tej ustawy, gdyż zawiera ona  wewnętrznie sprzeczne zapisy, które kompromitują jej ukrytych autorów. Czekam zatem na krytyczną analizę ryzyka, paradoksów i pozorności stanowienia o prawach i obowiązkach ucznia w Polsce, w której o edukacji rozstrzyga centralistycznie stanowione prawo i partyjnie zdeterminowana w walce o władzę ministra tego resortu wraz z jej urzędnikami.

Lektura tego projektu ujawnia wiele absurdów, które nie są tylko „techniczną niedoskonałością legislacyjną”, lecz strukturalną sprzecznością między językiem emancypacji a logiką kontroli systemowej. To nie jest ustawa o prawach ucznia, ale projekt ustawy o administracyjnym, ideokratycznym zarządzaniu prawami ucznia. Nie liczę  na opinie pedagogów specjalizujących się w pedagogice emancypacyjnej czy krytycznej, toteż będę kontynuował analizę tego bubla MEN.   

 

 

13 kwietnia 2026

Dygitalizacja, digitalizacja i transformacja cyfrowa w szkolnictwie wyższym

 



Dziś publikuję przesłaną mi z prośbą o umieszczenie w blogu recenzję książki, której jakiś czas temu także poświęciłem uwagę. To monografia Andrzeja Paradysza zatytułowana „TRANSFORMACJA CYFROWA SZKOLNICTWA WYŻSZEGO W KONTEKŚCIE ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU. ZARYS PROBLEMATYKI”, która została wydana w 2025 r. w Poznaniu przez Wydawnictwo Naukowe  FNCE. Autorem poniższej recenzji jest prof. dr hab. Tadeusz Wawak z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wybitny ekspert w zakresie badań szkolnictwa wyższego:


"W opiniowanej pracy Andrzej Paradysz przedstawił zarys szkolnictwa wyższego w Polsce na tle globalnych przemian oraz ewolucję uczelni w dobie cyfryzacji, (de)globalizacji oraz rosnącej roli wiedzy jako kluczowego zasobu rozwoju. Szczególną uwagę zwrócił na bardzo ważną rolę jaką pełni obecnie w szkolnictwie wyższym cyfryzacja (dygitalizacja, digitalizacja) i rodząca się transformacja cyfrowa, skierowana do studentów, wszystkich pracowników szkół wyższych, której znaczenie w rozwoju uczelni będzie szybko wzrastać, zwłaszcza w obszarze badań naukowych, procesu dydaktycznego i zarządzania. Zdaniem Autora transformacja cyfrowa pojawiająca się w szkolnictwie wyższym doskonale wpisuje się w koncepcje zrównoważonego rozwoju uniwersytetu. Jednocześnie może sprawnie dokonać się za sprawą możliwości, które generuje postępująca czwarta rewolucja przemysłowa, której symbolem jest Sztuczna Inteligencja i Internet Rzeczy

W związku z niepohamowanym  rozwojem koncepcji Przemysłu 4.0. pojawiły się nowe zawody a zarazem  zmianie ulegają wymogi stawiane obecnie dotychczasowym zawodom. Pojawia się przed MNiSW zadanie szybkiego i skutecznego zreformowania modelu kształcenia na poziomie wyższym i edukacji niższego szczebla, które  powinno odpowiadać wyzwaniom Przemysłu 4.0. stawiającego na interdyscyplinarne, międzywydziałowe, uniwersyteckie podejście, będące połączeniem wiedzy i umiejętności z kilku dyscyplin wiedzy i nauki. 

Reforma nauki i szkolnictwa wyższego Dr.  J. Gowina z 2018 r., polegająca na tworzeniu wąskich, głęboko wyspecjalizowanych kierunków studiów idzie w przeciwstawnym kierunku. Czas zawrócić z tej błędnej drogi, ponieważ obecny model kształcenia w ramach uczelni preferuje wąskie specjalizacje nazwane kierunkami, które są niedostosowane do wyzwań jakie niesie  ze sobą Przemysł 4.0. i rozpocząć poprawną budowę Uniwersytetu 4.0. 

Na szczególną uwagę zasługują przedstawione przez Autora uwarunkowania zewnętrzne Przemysłu 4.0., który jest nowym paradygmatem działalności organizacji  (w tym uczelni), opartym na cyfrowym łańcuchu wartości. Zapewnia on lepszą komunikację  pomiędzy rozmaitymi interesariuszami, co prowadzi do rewolucyjnych przemian społecznych, ekonomicznych, ekologicznych i politycznych. Jednocześnie sprzyja rozwojowi automatyzacji, cyfryzacji, optymalizacji i ekonomizacji wielu obszarów działalności człowieka. 

W oparciu o obszerną cytowaną literaturę Autor wyciągnął słuszny wniosek, że szkolnictwo wyższe w Polsce, będące pod presją przeobrażeń  technologicznych, ekonomicznych i kulturowych jest zmuszane do ciągłego przeobrażania się i dostosowania do wymagającego otoczenia krajowego i zagranicznego. Dania już w 2007 r. wdrożyła ICT w obszarze szkolnictwa wyższego, począwszy od cyfryzacji administracji, w oparciu o umowy pomiędzy państwem a uniwersytetami, dotyczącymi cyfryzacji instytucji szkolnictwa wyższego. Natomiast w Polsce dopiero w 2019 r. Rada do spraw Certyfikacji zwróciła uwagę na konieczność całościowej transformacji cyfrowej systemu edukacji i szkolnictwa wyższego oraz postulowała wdrożenie rządowego programu transformacji systemu kształcenia, obejmującego także uczelnie. 

W oparciu o przestudiowane liczne opracowania badaczy Autor stwierdził, że uczelnie powinny przeprowadzić transformację technologiczną jednocześnie ze zmianą kulturową  w kierunku kultury cyfrowej, pamiętając  o tym, że wdrażana strategia transformacji cyfrowej nie tylko powinna modyfikować modele edukacyjne, ale także redefiniować potrzeby i oczekiwania studentów  w zglobalizowanym świecie edukacyjnym. Tymczasem w szkolnictwie wyższym pojawiają się liczne przeszkody zrównoważonej transformacji cyfrowej uczelni, do których zaliczył: hierarchiczne struktury organizacyjne, brak koncentracji na szybko zmieniających się potrzebach studentów, brak odpowiedniej, poprawnie realizowanej strategii oraz nieodpowiednia kultura organizacyjna, która nie jest otwarta na: przestrzeń, innowacje, zmiany oraz wewnętrznie. 

Autor zauważył, że w kontekście zrównoważonej transformacji cyfrowej  w szkolnictwie wyższym najważniejsza staje się komunikacja  i współpraca między wszystkimi interesariuszami powiązanymi z uczelniami oraz realizacja potrzeb rozwojowych studentów, którzy podejmując prace zarobkowe, będą częściej domagać się  hybrydowego lub „całkowicie cyfrowego” modelu dokształcenia. Dlatego też uczelnie muszą opanować 15 elementów składających się na transformację cyfrową oraz skuteczną, dojrzałą kulturę cyfrową (s.199-202). 

Zadania stojące przed szkolnictwem wyższym są ogromne, a zaległości  przedstawione w ocenianym opracowaniu wymagają od MNiSW oraz uczelni szybkiego podjęcia skutecznych działań. Od 21.12.2020 r. nakładane były na Polskę wysokie kary przez Komisje Europejską z tytułu nie przeprowadzenia transpozycji w obowiązującym terminie dwóch lat do prawa polskiego dyrektywy (UE) 2018/1972 ustanawiającej Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej (która weszła w życie 20 grudnia 2018 r.) Przepisami wdrażającymi w Polsce  ten europejski kodeks była uchwalona ustawa z dnia 12 lipca 2024 r. Prawo komunikacji elektronicznej i związana z nią ustawa – Przepisy wprowadzające ustawę, które weszły w życie 10 listopada 2024 roku i zastąpiły obowiązujące wcześniej Prawo telekomunikacyjne. Wprowadzone prawo komunikacji elektronicznej, zdaniem Autora było powszechnie krytykowane; a moim zdaniem nie wdrażało w sposób zadawalający dyrektywę (UE) 2018/1972 w Polsce.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Uniwersytetów w 2022 r. przygotowało strategię rozwoju certyfikacji dla instytucji szkolnictwa wyższego, która koncentrowała się na wspieraniu budowy infrastruktury cyfrowej, rozwijaniu kompetencji cyfrowych oraz promowaniu innowacji  w edukacji i badaniach naukowych. W Polsce, jak dowodził Autor, ograniczono się do przyjęcia w lutym 2023 r. skromnego Programu Rozwoju Kompetencji Cyfrowych 2023-2030, który ma się skupić na tworzeniu stabilnego systemu edukacji i szkoleń. 

Łączne wydatki na realizacje tego programu wyniosą „zawrotną kwotę” 234 mln. zł. na osiem lat, czyli niecałe 30 mln rocznie. Cyfryzacja usług publicznych obecnie finansowana jest przez fundusz FERC, który dysponuje budżetem 11, 4 mld zł. A cyfryzacja uczelni jest tylko jednym z wielu obszarów tematycznych programu. Autor słusznie stwierdził, że rządowe działania są nie wystarczające.  Środki finansowe przeznaczone na ten cel były i są znikome.  

Przeprowadzenie transformacji cyfrowej szkolnictwa wyższego w Polsce wymaga olbrzymich nakładów finansowych, którymi nie dysponujemy. Jednocześnie musimy przeprowadzić transformację cyfrową edukacji w ramach wymagań jakie niesie Przemysł 4.0. i Uniwersytet 4.0, co znacznie zwiększa koszt społeczny. Zdaniem Autora (s. 152) równocześnie musimy pamiętać o tym co stwierdzili Autorzy rządowego Programu Rozwoju Kompetencji Cyfrowych w roku 2023, że „Niski poziom kompetencji cyfrowych polskiego społeczeństwa może odbić się negatywnie na skali  i tempie transformacji cyfrowej i wzroście gospodarczym jak również mniejszym komforcie życia obywateli.” 

Z kolei w raporcie OECD wyróżniono w 2022 r. cztery obszary fokusowe w celu poprawy jakości nauczania  i uczenia się cyfrowego: pedagogika cyfrowa, wsparcie dla wykładowców, wsparcie dla studentów ora sprzężenie  zwrotne i monitorowanie wydajności (s.248). Podzielam pogląd Autora, że nadal nie ma w wielu uczelniach w Polsce systemu zarządzania wiedzą i informacją ponieważ brakuje u nich zrozumienia takiego systemu. W części uczelni wprowadza się systemy, metody i koncepcje w zarządzaniu informacją zaciągnięte z przedsiębiorstw (s.133-134).  

Nie ulega wątpliwości, że szkolnictwo wyższe w Polsce trawi wielowymiarowy kryzys, którego źródła sięgają nauczania początkowego w szkolnictwie podstawowym, którego nie rozwiążą powierzchowne i pozorowane reformy, motywowane często partykularną podbudową ideologiczną i polityczną, oddziaływującą negatywnie na  jakość: prowadzonych badań naukowych, kształcenia i jakość zarządzania w szkolnictwie wyższym na szczeblu ministerstwa właściwego dla nauki i szkolnictwa wyższego oraz uczelni publicznych i niepublicznych. 

W pełni podzielam pogląd Autora udowodniony w rozdziale drugim, że wszystkie reformy szkolnictwa wyższego w Polsce po 1989 roku, które negatywnie oceniałem z różnych powodów, były nieudane i nie przyniosły zamierzonych następstw i korzyści. Jednocześnie nie uwzględniały nawet potrzeby certyfikacji edukacji i szkolnictwa wyższego. Rozpoczęte w 2025 r. prace nad kolejna reformą nauki i szkolnictwa wyższego także nie uwzględniają konieczności transformacji cyfrowej w tym resorcie i oczywiście nie rokują nadziei na oczekiwane efekty i pozytywną ocenę.

 Oceniana książka autorstwa Andrzeja Paradysza jest obszernym, pionierskim opracowaniem naukowo-popularnym, obejmującym w szerokim zakresie rodzącą się transformację cyfrową szkolnictwa wyższego sporządzonym na podstawie bardzo dobrze dobranych pozycji obszernej literatury ujętej w spisie: bibliografia (300) i netografia (87). Napisana jest przejrzystym, poprawnym, zrozumiałym i niehermetycznym językiem. Dostarcza bardzo ważnych i potrzebnych informacji dotyczących rodzącej się transformacji cyfrowej uczelni w ramach rewolucji Przemysł 4.0 i Uniwersytet 4.0., wymagającej sformułowania nowych zasad i wymogów stawianych zatrudnionym, przełożonym i podwładnym oraz wzrostu kompetencji menadżerskiej kadry w polskiej gospodarce. Te kwestie są przedmiotem zainteresowania Autora ocenianej książki. Opracowanie to jest kierowane do osób, które są zainteresowane poszerzeniem swojej wiedzy w zakresie transformacji cyfrowej.

 

Słownik:

Dygitalizacja (ang. Digitization) – to pierwszy krok polegający na przekształceniu informacji analogowej w formę cyfrową. Digitalizacja (ang. Digitalization) – na tym etapie wykorzystuje się technologie cyfrowe do usprawnienia istniejących procesów. Transformacja cyfrowa (ang. Digital Transformation) – to najgłębszy poziom zmiany, która obejmuje przemyślenie strategii, modeli biznesowych i kultury organizacyjnej dzięki technologiom cyfrowym".