12 lutego 2026

Małe jest piękne

 


 

 Kilkanaście lat temu ukazał się w Polsce przekład książki Małe jest piękne. Ekonomia z założeniem, że człowiek się liczy autorstwa Ernst Friedrich Schumacher. Kiedy dotarła do mnie najnowsza publikacja prof. Barbara Kromolicka pt. Mała wspólnota – WIELKA SPRAWA. Wspólnota Sióstr Uczennic Krzyża w Szczecinie, natychmiast uruchomiło się skojarzenie z wydaną w 1973 roku książką brytyjskiego ekonomisty, która weszła do kanonu myśli humanistycznej w naukach ekonomicznych. Jej autor dokonał wnikliwej analizy wzrostu gospodarczego drugiej połowy XX wieku w najwyżej rozwiniętych krajach świata, wskazując jednocześnie na jego rewers: narastającą stratyfikację społeczną, ubóstwo, biedę, bezrobocie oraz odczłowieczające warunki pracy.

Pedagogika chrześcijańska funkcjonuje jako jedno z wielu znaczących podejść do wychowania i kształcenia, które jest zakorzenione jednocześnie w naukach humanistycznych, społecznych i teologicznych. Spór między pedagogiką chrześcijańską a pedagogiką świecką nie dotyczy metod, lecz antropologii pedagogicznej oraz aksjologicznego sensu wychowania. Nie domaga się ona monopolu w edukacji publicznej, lecz sprzeciwia się monopolowi sekularyzmu, który pod pozorem neutralności eliminuje transcendencję z przestrzeni refleksji pedagogicznej. 


Obecność pedagogiki chrześcijańskiej w systematyce współczesnych kierunków pedagogiki nie jest anachronizmem, lecz świadectwem trwałego napięcia wpisanego w kulturę europejską: między immanencją a transcendencją, techniką a sensem, skutecznością a prawdą o człowieku.


Niewielka objętościowo publikacja pedagog społecznej z Uniwersytetu Szczecińskiego zwraca uwagę na wielką społeczną i misyjną rolę sióstr jednego z wielu zgromadzeń zakonnych Kościoła katolickiego w Polsce, które wspierają osoby doświadczające nieszczęścia, życiowych dramatów czy zaniedbania w zaspokajaniu podstawowych potrzeb egzystencjalnych i duchowych. W klimacie sporów ideologicznych, światopoglądowych i kulturowych, których celem bywa marginalizowanie Kościoła, wiary i religii w życiu społecznym, działalność zgromadzeń zakonnych – prowadzona od wieków w formule non profit – bywa niedostrzegana i niedoceniana.

W przestrzeni szeroko pojmowanej biedy jest miejsce dla każdej instytucji i organizacji, które udzielają pomocy dzieciom, dorosłym i osobom starszym w rozwiązywaniu życiowych problemów, a także wspierają państwo w działalności oświatowej, opiekuńczej i poradniczej. Zgromadzenia zakonne prowadzą żłobki, przedszkola, szkoły, placówki aktywności wolnoczasowej i szkoleniowej, sprzyjając zaspokajaniu zróżnicowanych potrzeb społecznych.

„Także podejmowane działania na rzecz osób wykluczonych i marginalizowanych, poprzez tworzenie miejsc wsparcia, integracji i bezpieczeństwa socjalnego, mają istotne znaczenie nie tylko w wymiarze praktycznym, lecz również symbolicznym, bowiem podkreślają znaczenie miłosierdzia i troski o każdego człowieka” (Kromolicka, 2025, s. 9).

Od czterdziestu trzech lat liczebnie niewielka Wspólnota Sióstr Uczennic Krzyża służy lokalnej społeczności wielką pomocą, wspomagając wiernych i świeckich, chroniąc ich, regenerując i aktywizując siły społeczne oraz indywidualny potencjał rozwojowy. Choć w społeczeństwie otwartym funkcjonuje wiele podmiotów – państwowych i pozarządowych – zajmujących się wspieraniem osób pozbawionych możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb, w każdym kraju, także określanym mianem państwa dobrobytu, istnieje zapotrzebowanie na pomoc nie tylko materialną, lecz również duchową, kulturową, terapeutyczną czy resocjalizacyjną. W przestrzeni ludzkich spraw nie ma potrzeby antagonistycznej rywalizacji między tymi, którzy chcą i potrafią dzielić się wartościami prawdy, dobra i piękna.

Książka B. Kromolickiej łączy te trzy wymiary jako efekt monograficznych badań naukowych, których podmiotem jest opisana Wspólnota. Studenci przygotowujący się do pracy socjalnej, opiekuńczej, wychowawczej, pielęgnacyjnej czy terapeutycznej mogą zobaczyć, jak metodologicznie badać środowisko pomocowe i misyjne: nie tylko kronikarsko rekonstruować jego działalność, lecz także odsłaniać to, co na co dzień pozostaje niewidoczne, a co trwa w ludzkiej pamięci jako doświadczenie bycia obdarzonym, zaopiekowanym czy wspartym.

Poprawnie przeprowadzone badania naukowe odzwierciedlają nie tylko to, co udokumentowane i zarchiwizowane, lecz dotąd nieopracowane, ale przede wszystkim odsłaniają ludzki wymiar służby bliźnim. Sprzyja to zarazem samym siostrom w uświadamianiu sobie wartości i skali osobistych dokonań. Osoby świeckie mogą dzięki tej książce poznać historyczne, prawne i społeczne uwarunkowania działalności charytatywnej Kościoła katolickiego, a studiujący – dowiedzieć się, jak prowadzić badania metodą monografii pedagogicznej.

Każdy proces formacji osobowej, wychowawczej, inkulturacyjnej czy resocjalizacyjnej przynosi efekty odroczone w czasie. Uwidaczniają je m.in. wypowiedzi sióstr uczestniczących w badaniach: 

„Najwięcej radości przynosi fakt, gdy młodzi po latach formacji i spotkań mają w sobie moc, żeby stanąć na własnych nogach, są odpowiedzialni i kształtują środowisko, które wokół nich jest (…) Odnaleźli oni swoją wartość i nie lękają się konfrontacji ze światem, bo wiedzą, że mają wiele do dania” (s. 106).

"Teraz dla młodzieży jest to naturalne, że wsiadają w pociąg i jadą. Wtedy było to znacznie trudniejsze. Jeśli ktoś pochodził z małego miasteczka, to nie było to takie proste, żeby gdzieś wyjechać. Na taki wyjazd długo zbierało się pieniądze. Dlatego zależało nam, żeby na takich wyjazdach (wyjazdowe rekolekcje - dop. moje) młodzi mogli skorzystać nie tylko duchowo, ale aby mogli też zaczerpnąć trochę kultury, żeby mogli zobaczyć miejsca, do których pewnie sami by nie pojechali. Kiedyś pojechaliśmy do Kościeliska. bo tam przyjęła nas pani Teresa do swojego domu. Dla wielu z nas to był pierwszy wyjazd w góry" (tamże). 

„Zachęcałyśmy do tego, żeby po powrocie z rekolekcji młodzi wcielali w życie pomocniczość i mieli otwarte oczy na to, w czym mogą pomóc swoim rodzicom. Często rodzice dawali nam później świadectwo, że nie poznają swoich dzieci, które zaczynały sprzątać mieszkanie z własnej woli, lub zaczynały pomagać w przygotowaniu obiadu. Myślę, że to były takie wymierne efekty, nie tylko w wymiarze wiary, ale też w takim ludzkim, społecznym"  (s. 108).

Dzięki tej rozprawie poznajemy różnorodne formy współpracy sióstr z osobami w potrzebie, ale także mające charakter profilaktyki społeczno-wychowawczej, edukacyjnej formacyjnej, a nawet warsztatowej. Szczególnie interesujące są opisy działań adresowanych do kobiet poszukujących własnej tożsamości, równowagi i umiejętności odpoczynku – traktowanego nie jako egoizm, lecz warunek zdrowych relacji rodzinnych i społecznych.  Jak relacjonuje jedna za sióstr: 

"Dzisiaj ludzie poszukują swojej tożsamości. Kobiety poszukują swojej kobiecości. Ogromnym problemem jest też nieumiejętność odpoczywania. Niejedna kobieta ma wdrukowane, albo inni jej wmówili, że musi być zapracowana, żyć ciągle dla innych, a co za tym idzie nie mieć czasu dla siebie. Trafiają do nas takie kobiety, które od razu widać, że nie potrafią zadbać o siebie. A następnym razem przyjeżdżają i mają włosy uczesane i zrobiony makijaż. Wyglądają po kobiecemu i same sobie zaczynają się podobać. Widać, że pomyślały o sobie, a niekiedy jest to prosty gest, który poprawia jej relacje z mężem i dziećmi. Te kobiety stają się bardziej zrelaksowane. Wiedzą, że odpoczynek to nie grzech" (s. 114).  

Jako badacz edukacji alternatywnej dowiedziałem się ponadto o powstaniu w 2012 roku unikatowej w skali oświaty dorosłych Szkoły Liturgicznego Animatora Muzycznego – placówki nieformalnej, lecz adresowanej do osób zaangażowanych w liturgiczną posługę muzyczną. Nie jest to klasyczna szkoła powszechnej i obowiązkowej edukacji, ale placówka adresowana do osób, które są lub chcą zostać animatorami liturgicznego ruchu muzycznego, a więc angażujący się "(...) w liturgiczną posługę muzyczną, prowadząc śpiew jako kantor, członek scholii czy chóru, a także będąc animatorem muzycznym grupy duszpasterskiej, wspólnoty czy ruchu" (s. 117).

Z analiz uniwersyteckiej badaczki wynika niezwykle cenna społecznie działalność Wspólnoty Sióstr na rzecz wspomagania rozwoju dzieci, młodzieży, osób z niepełnosprawnościami, seniorów i chorych, a także osób doświadczających defaworyzacji społecznej i edukacyjnej. Autorka książki pokazuje, że nawet działania podejmowane w ciszy i bez rozgłosu mogą mieć trwały, głęboki wpływ na życie jednostek i wspólnot lokalnych.

W pełni zgadzam się z prof. Barbarą Kromolicką, że tak niewielu może uczynić tak wiele.

Pedagogika społeczna otrzymała zatem kolejną książkę dokumentującą badania środowiska autentycznie oddanego formacji chrześcijańskiej, dowodzącą, że pedagogika „małych nurtów” humanistycznych – w tym chrześcijańskich – znajduje w polskiej kulturze naukowej żywe zainteresowanie zarówno wśród osób świeckich, jak i zaangażowanych w realizowanie społecznej nauki Kościoła katolickiego.

Wartością dodaną publikacji jest także wykaz i charakterystyka działalności społecznej 56 żeńskich zgromadzeń zakonnych, które znakomicie dopełniają dorobek takich prac, jak Pedagogie katolickich zgromadzeń zakonnych pod redakcją Janina Kostkiewicz czy klasyczna już rozprawa Mariusza Cichosza Działalność społeczno-wychowawcza Kościoła katolickiego w środowisku lokalnym.

   





W świecie późnego, coraz bardziej drapieżnego kapitalizmu, w którym logika efektywności, konkurencji i redukcji kosztów wypiera wrażliwość na słabość i kruchość ludzkiego życia, szczególnego znaczenia nabiera zasada pomocniczości. To ona przypomina, że żadna instytucja – ani państwo, ani rynek, ani pojedyncza organizacja pozarządowa czy wyznaniowa  – nie jest w stanie samodzielnie odpowiedzieć na całość ludzkich potrzeb egzystencjalnych, społecznych i duchowych. 

Pomocniczość zakłada współobecność i współodpowiedzialność różnych podmiotów: wspólnot lokalnych, organizacji obywatelskich, zgromadzeń zakonnych, wolontariuszy i osób świeckich, którzy nie rywalizują ze sobą o prymat skuteczności, lecz uzupełniają się w trosce o dobro wspólne. 

Działalność Wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża, opisana w książce Barbary Kromolickiej, stanowi wyrazistą ilustrację tej zasady – pokazując, że „małe” wspólnoty mogą nie tylko łagodzić skutki systemowych nierówności, lecz także przywracać sens pojęciom solidarności, odpowiedzialności i godności osoby ludzkiej w rzeczywistości, która zbyt często sprowadza człowieka do roli kosztu lub czyjegoś kapitału.

 

11 lutego 2026

Korepetycje jako szara strefa czy alibi polityki niekompetentnych władz MEN?

 




W Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł Magdalenay Warchala-Kopeć pt. "Ile kosztuje matura? Na korepetycje chodzą już niemal wszyscy, ceny rosną w zawrotnym tempie". Jak autorka informuje czytelników: 

"Coroczne badanie CBOS, które monitoruje wydatki rodziców na edukację dzieci, od lat pokazuje rosnące zainteresowanie płatnymi zajęciami pozaszkolnymi. W roku szkolnym 2025/2026 aż 80 proc. rodziców zadeklarowało, że zainwestuje w tego typu zajęcia. To najwyższy wynik w historii i wyraźny wzrost względem poprzedniego roku, gdy podobną deklarację składało 73 proc. badanych".  

Jednak M. Warchala-Kopeć nie ma do końca racji, bowiem ponoszenie przez rodziców kosztów z tytułu udziału ich dziecka w zajęciach pozaszkolnych nie dotyczy tylko czy w ogóle korepetycji, ale udziału w zajęciach wolnoczasowych a rozwijających dziecięce pasje, zainteresowania czy uzdolnienia. Elżbieta Putkiewicz prowadząc niezwykle ważne badania korzystania z korepetycji przez uczniów w Polsce już w tytule raportu sugerowała, że są one szarą strefą edukacji.    

Rzeczywiście, korepetycje w Polsce są zjawiskiem od dziesiątek lat, będąc bardziej problemem rodziców aniżeli ich dzieci, głównie nastolatków w okresie poprzedzającym  egzamin państwowy - ósmoklasisty czy maturalny. Nie są też wyłącznie następstwem niskich płac nauczycieli, skoro przy tak nędznym wynagradzaniu część z nich wspomaga rozwój dzieci czy  młodzieży. Lubią swoją profesję, bo cenią sobie kontakt z uczniami, których rozwój osobowościowy stanowi dla wielu nauczycieli wyjątkową "zapłatę" za ich pracę w trudnych warunkach.   

To jednak jest wygodnym alibi władz państwowych, które od lat nie potrafią albo nie chcą tak zorganizować płacowych warunków pracy nauczycielskiej w szkole, by  zwiększać poziom satysfakcji z jakości kształcenia bez względu na to, których uczniów miałby ten proces dotyczyć, skoro w publicznej edukacji nie chodzi tylko o tych najzdolniejszych, utalentowanych czy o specjalnych potrzebach rozwojowych. 

Powszechnie uważa się, że skoro nauczyciele zarabiają mało, to muszą dorabiać, chociaż dotyczy to głównie nauczycieli przedmiotów selekcyjnych a egzaminacyjnych. Rodzice się boją, martwią o swoje pociechy, więc płacą podwójnie za publiczną edukację (płacąc podatki i za korepetycje). Uczniowie są pozbawieni realnego wsparcia autodydaktycznego w szkole, więc biorą korepetycje. Wszyscy przyjmują to jako normę, ze  zrozumieniem.

Problem w tym, że ta empatia służy do unieważnienia odpowiedzialności systemowej władz państwowych. Jeśli korepetycje są „naturalną reakcją rynku”, to MEN nie musi zmieniać podstaw programowych, nie musi doskonalić egzaminów zewnętrznych, szkoła nie musi uczyć inaczej,  a zatem i nauczyciel nie musi niczego tłumaczyć skuteczniej. Wystarczy, że ktoś zapłaci za to po godzinach szkolnej quasi edukacji.

Określam tę sytuację jako patologię, która ma w Polsce charakter strukturalny, systemowy, skoro korepetycje nie są wsparciem, lecz warunkiem sukcesuobejmują niemal wszystkich maturzystów (co potwierdzają CBOS i analizy rynku), a wynikają z przeładowanych podstaw programowych, selekcyjnej matury i rekrutacji punktowej, braku indywidualizacji nauczania oraz erozji zaufania do szkoły i egzaminów. W praktyce nastolatkowie pozbawieni korepetycji ryzykują wykluczenie ze starań dostania się na bezpłatne studia

Dorabianie korepetycjami nie jest zatem neutralnym zjawiskiem. Nauczyciel w Polsce ma bowiem prawo dorabiać korepetycjami, gdyż prawo tego nie zakazuje. Gdyby tak nawet było, to przecież można „podrzucać” uczniów innemu nauczycielowi i wszystko jest lege artis. 

Jednak to nie jest neutralne dla systemu szkolnego. Jeśli w szkole sprawdza się i ocenia, promuje lub pozbawia promocji, a poza szkołą tłumaczy się i ratuje, to szkoła przestaje być miejscem nauki. Staje się bramką selekcyjną, przez którą przechodzą tylko ci, których rodziców stać na „abonament edukacyjny”. 

Nie jest to zatem spór o intencje  nauczyciel, ale o mechanizm systemu, który premiuje bierność dydaktyczną.  Korepetycje są w nim bowiem mechanizmem demobilizacji kultury kształcenia w szkole.  Najbardziej destrukcyjne w polskiej wersji ukrytej systemowo  zachęty a nawet presji do korzystania z korepetycji nie jest to, że są drogie, ale to, że zwalniają kadry nauczycielskie z obowiązku zmian w m.in. sferze własnych kompetencji a MEN godnego wynagradzania za nie. 

Skoro uczniowie „i tak nauczą się poza szkołą”, rodzice „i tak dopłacą”, nauczyciele „i tak nadrobią własne dochody prywatnie”, to po co redukować przeładowaną  podstawę programową? po co inwestować w indywidualizację? po co zmieniać ocenianie, skoro spełniają swoją funkcję zasady selekcji? po co uczyć, skoro wystarczy egzekwować? Po o lepiej płacić, skoro olimpijczyków, laureatów konkursów przedmiotowych mają w swoich klasach nauczyciele o tym samym poziomie wynagrodzeń co ci, którzy tylko narzekają na niskie płace? 

Korepetycje są prywatnym buforem porażki polityki oświatowej kolejnej formacji kierowniczej w MEN. Oficjalnie mówi się o legalnych korepetycjach, działalności gospodarczej, podatkach, a nieoficjalnie wszyscy wiedzą, że ogromna część rynku działa poza systemem. I to też jest wygodne. 

Państwo nie musi liczyć skali zjawiska, nie musi go monitorować, nie musi odpowiadać na pytanie, dlaczego szkoła nie wystarcza, a jeśli nawet pojawiają się w przestrzeni publicznej powyższego rodzaju wyniki diagnoz, to zawsze można je lekceważyć, bo ministrowie i ich kadry kierownicze nie ponoszą żadnej odpowiedzialności cywilnej, karnej czy administracyjnej. Im większa ignorancja wśród ministrów, tym wyższej są lokowani w strukturach władz poselskich czy administracji państwowej.  

Szara strefa korepetycji nie jest patologią uboczną, ale funkcjonalnym elementem systemu, który pozwala udawać, że wszystko działa. Każda kolejna debata publiczna o skali korepetycji, bo przecież nie sejmowa, omija jedno z zasadniczych pytań: Czy dziś w Polsce można z satysfakcją zdać zewnętrzny egzamin państwowy bez korzystania z korepetycji? 

Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to nie mamy do czynienia z rynkiem usług edukacyjnych, ale pogłębiającym się kryzysem szeroko pojmowanej polityki oświatowej państwa polskiego. Mamy bowiem do czynienia z ukrytym podatkiem edukacyjnym, płaconym w PLN przez rodziców i rodziny nauczycieli, ale także obciążającym wszystkie podmioty stresem negatywnym. Państwo pobiera ten podatek pośrednio, a odpowiedzialność przerzuca na rynek.

Zadania egzaminacyjne są tak kalibrowane, żeby ich wyniki „jakoś się zgadzały z ustanowioną przez polityków władzy dopuszczalną normą niepowodzeń. Dla części nauczycieli bilans  finansowy się domyka, bo sobie dorobią online, a więc bez specjalnego wysiłku i strat czasowych, a dla opinii publicznej, bo może tkwić w fałszywym przeświadczeniu: „tak było, jest i będzie”, a może nawet tak jest wszędzie, także w innych krajach. 

Jedynym podmiotem, który nie ma wyboru, jest uczeń, który uczy się, że szkoła nie służy rozumieniu, wiedza jest towarem, a sens nauki zaczyna się dopiero po opuszczeniu budynku. 

Nikt nie będzie rozliczał władz resortowych z uczciwości i współodpowiedzialności , mimo że nie tylko sam wzrost wydatków rodziców na korepetycje, ale konieczność z sięgania po nie obnaża każdą reformę edukacyjną. Czy po kolejnej deformie rodzice będą mogli zrezygnować z korepetycji bez ryzyka porażki dziecka? 

Tego nie wiemy, ale upublicznione założenia, które niewiele mają wspólnego z psychopedagogicznymi fundamentami procesu kształcenia i samokształcenia pozwalają na hipotezę, że nadal będzie w szkolnictwie zarządzanie nędzą, zaś korepetycje będą pełnić rolę szczególnego rodzaju alibi.

Proszę nie odczytywać mojego wpisu jako zobowiązania nauczycieli do większego poświęcenia. Nie apeluję o heroizm, misję ani „zaciskanie zębów dla dobra dzieci”. Przeciwnie, odrzucam ten język jako wygodne narzędzie dla każdej władzy populistycznej a lekceważącej naukę, w tym także nauki ekonomiczne. Mit nauczyciela-siłaczki działa zawsze tak samo, a mianowicie państwo nie płaci, nie organizuje i pozoruje reformy, a w zamian oczekuje „lepszego nauczania”, większego zaangażowania
i moralnej odpowiedzialności za skutki własnych zaniedbań.

Nie mówię nauczycielom: „pracujcie więcej”, ale że „nie da się dobrze uczyć w warunkach, które temu zaprzeczają”. Jeśli nauczyciel pracuje w przeładowanej klasie, realizuje absurdalnie szczegółową podstawę programową w systemie klasowo-lekcyjnym, jest obciążony biurokracją off-i online, a otrzymuje wynagrodzenie, które nie pozwala na godne życie i inwestowanie we własny rozwój, to żądanie, by dodatkowo „uratował system”, jest nadużyciem.

Dlatego krytyka zjawiska korepetycji nie jest krytyką nauczycieli. Jest krytyką MEN, które używa rynku korepetycji jako alibi, by nie zmieniać polityki kadrowej, płacowej i organizacyjnej. To oznacza, że nauczyciele nie powinni musieć lepiej, skuteczniej, innowacyjnie edukować siebie i innych do uczenia się przez całe życie.

Jeśli korepetycje są dziś konieczne, to nie dlatego, że nauczyciele są zbyt mało ofiarni, lecz dlatego, że system opiera się na ich przeciążeniu i przerzuca koszty swojej niewydolności na rodziny. Apeluję zatem nie tyle o więcej pracy, ale o odmowę zgody na moralne szantażowanie nauczycieli. Pytanie, które naprawdę powinniśmy zadać, brzmi „Dlaczego władze III RP wciąż nie czynią tego, co do nich należy?” W końcu utrzymujemy te władze płacąc podatki. 

10 lutego 2026

Niemalże dziesięciomilionowa "Moc relacji" IBE-PIB z MEN

 

Młody dziennikarz - Paweł Mrozek pyta: "Co naprawdę dzieje się w miejscu, w którym powstaje reforma edukacji? Dlaczego tak wielu pracowników mówi o aferach? Czy ktokolwiek faktycznie panuje dziś nad polityką edukacyjną w Polsce?"

Odpowiedź znajdziecie poniżej. 

https://glospokolenia.pl/2026/02/afera-w-instytucie-badan-edukacyjnych-awangarda-klamstw/?fbclid=IwY2xjawP2ts5leHRuA2FlbQIxMABicmlkETFtS2JwQ1NqVjdtWlcxZGs0c3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHoGdbEtan8rVtgr7Hir6WBB73L-4KvINrc11_nCryfxD2XGyX0Ptt3DOsPmA_aem_hYEHKFVRo9enBgkcbKH0Hg 



Pytajcie - a może się dowiecie? Może zainteresuje się tym tekstem Prokuratura Krajowa i CBA? Można skorzystać z poniżych form pozyskania danych.


WNIOSEK DO MINISTERSTWA EDUKACJI (MEN)

Adresat:
Ministerstwo Edukacji
Biuletyn Informacji Publicznej MEN

Temat: Wniosek o udostępnienie informacji publicznej – projekt „Moc Relacji w Edukacji”

Treść wniosku:

Na podstawie art. 2 ust. 1 w zw. z art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r.
o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2022 r. poz. 902),
zwracam się z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej przedsięwzięcia „Moc Relacji w Edukacji”, ustanowionego komunikatem Ministra Edukacji z dnia 18 września 2025 r.

W szczególności wnoszę o udostępnienie:

1.     pełnej treści umowy dotacyjnej (wraz z załącznikami), zawartej pomiędzy Ministerstwem Edukacji a Instytutem Badań Edukacyjnych – Państwowym Instytutem Badawczym, dotyczącej realizacji przedsięwzięcia „Moc Relacji w Edukacji”;

2.     harmonogramu rzeczowo-finansowego przedsięwzięcia, stanowiącego podstawę realizacji i rozliczenia dotacji;

3.     sprawozdań merytorycznych i finansowych (częściowych i/lub końcowych), złożonych przez IBE-PIB w ramach rozliczenia dotacji;

4.     informacji o wynikach kontroli lub audytów, jeżeli były prowadzone przez MEN lub na zlecenie MEN w odniesieniu do realizacji ww. przedsięwzięcia;

5.     informacji o podjętych lub planowanych działaniach nadzorczych, jeżeli w toku realizacji lub rozliczenia projektu stwierdzono nieprawidłowości.

6.   wykazu pracowników MEN  i Fundacji Evidence Institute realizujących zadania w ramach tego projektu. 

Proszę o udostępnienie informacji w formie elektronicznej (skany dokumentów) na adres e-mail wskazany w nagłówku wniosku. 

Jednocześnie wskazuję, że wnioskowane dokumenty mają charakter informacji publicznej w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy, gdyż dotyczą gospodarowania środkami publicznymi oraz realizacji zadań publicznych.

Z poważaniem
[imię i nazwisko – opcjonalne]


MEN ma na odpowiedzi: 14 dni Jeśli MEN odmówi lub „rozmyje” odpowiedź – to podstawa do skargi na bezczynność. 


WNIOSEK DO IBE-PIB

Adresat:
Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut Badawczy
Biuletyn Informacji Publicznej IBE-PIB

Temat: Wniosek o udostępnienie informacji publicznej – realizacja projektu „Moc Relacji w Edukacji” 

Treść wniosku:

Działając na podstawie art. 2 ust. 1 oraz art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r.
o dostępie do informacji publicznej, wnoszę o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej realizacji przedsięwzięcia „Moc Relacji w Edukacji”, finansowanego z dotacji Ministra Edukacji.

W szczególności wnoszę o udostępnienie:

1.     kopii umowy dotacyjnej zawartej pomiędzy IBE-PIB a Ministerstwem Edukacji w związku z realizacją projektu;

2.     szczegółowego zestawienia wydatków poniesionych w ramach projektu (wg kategorii budżetowych);

3.     sprawozdania końcowego merytorycznego z realizacji projektu;

4.     wykazu produktów i rezultatów projektu, w tym:

o    raportów badawczych,

o    materiałów szkoleniowych,

o    materiałów kampanii informacyjnej,

o    repozytoriów, narzędzi lub publikacji powstałych w ramach projektu;

5.     informacji, czy projekt „Moc Relacji w Edukacji” był przedmiotem kontroli wewnętrznych, audytu lub kontroli zewnętrznej, a jeżeli tak – kopii wystąpień pokontrolnych.

6.   wykazu pracowników MEN  i Fundację Evidence Institute realizujących zadania w ramach tego projektu. 

Proszę o udostępnienie informacji w formie elektronicznej.

Wskazuję, że wnioskowane informacje dotyczą realizacji zadania publicznego oraz gospodarowania środkami publicznymi, a zatem stanowią informację publiczną w rozumieniu ustawy.

Z poważaniem
[imię i nazwisko – opcjonalne] 


Mam też nadzieję, że profesorowie (ponoć reprezentujący) KNP PAN przedstawią na najbliższym posiedzeniu Komitetu informację na powyższy temat.  W dn. 11 lutego IBE opublikowało Oświadczenie:   



a Paweł Mrozek udzielił "Tygodnikowi Powszechnemu" wywiadu: