Ujawnienie patologii w środowisku akademickim nie
kończy patologii, lecz uruchamia jej odwetową fazę. Podobnie jest z ujawnieniem recenzji krytycznej o czyjejś pseudonaukowej rozprawie, która miała być podstawą habilitacji czy ubiegania się o tytuł profesora.
W
monografii o turystyce habilitacyjnej adiunktów z Polski na Słowację wyraźnie pokazałem, że nie był to
marginesowy incydent, lecz wieloletni mechanizm awansu „na skróty”, w wielu przypadkach bazujący na oszustwie. Niektórzy korzystali z niespójności prawa, bilateralnej umowy między RP a Słowacją i patologię ministerialnego nadzoru. Już we wstępie do rozprawy wprowadzam kategorię anomii
jako rozpadu struktur aksjonormatywnych w polskiej nauce, osłabienia kontroli społecznej,
kryzysu zaufania do zarządzających uczelniami i resortem nauki oraz braku autorytetów w
środowiskach akademickich. To jest bardzo ważne, bo pokazuje, że „turystyka
habilitacyjna” nie była tylko problemem prawnym, lecz
moralno-epistemologicznym.
Prowadząc w tym zakresie badania nie opisałem wyłącznie samej procedury
uzyskiwania słowackich tytułów, lecz także reakcje akademickich środowisk słowackich i polskich na ujawnianie
patologii. Osobny rozdział nosi tytuł „Maskowanie
aktywności i danych”, a w nim znajdują się podrozdziały o skrywaniu w Polsce (po dzień dzisiejszy) słowackich
habilitacji, kazusach, fałszowaniu dokumentów, plagiaryzmie i akademickich
sieciach recenzenckich. To nie jest więc tylko opowieść o luce formalnej, ale studium środowiskowego kamuflażu.
Ceną za ujawnienie patologii jest
możliwość zemsty tych, którzy utracili przywilej korzystania z patologicznej
ścieżki. Psychologicznie i socjologicznie jest to zrozumiałe, choć moralnie
odrażające. Ten, kto demaskuje mechanizm, staje się w oczach beneficjentów słowackich docentur i profesur nie
obrońcą standardów, lecz sprawcą ich utraty: utraty drogi awansu, prestiżu,
wpływów, stanowisk, a czasem także akademickiej legendy zbudowanej na wątpliwej
podstawie.
W
tym sensie mamy do czynienia z odwróceniem winy. Nie jest winny ten, kto
skorzystał z nadużycia, lecz ten, kto je nazwał. Nie jest problemem deformacja
procedury awansowej w szkolnictwie wyższym, lecz „wścibstwo” badacza. Nie jest zagrożeniem fikcyjny awans, lecz jego udokumentowanie. Na tym polega klasyczny mechanizm anomii epistemologicznej: środowisko
zaczyna bronić własnej niewiedzy, potrzeby jej pozyskania, ponieważ wiedza zagraża jego interesom.
Kreatorzy patologii akademickiej, o której od trzech dekad pisze prof. em. Marek Wroński nie mszczą się dlatego, że zostali skrzywdzeni, ale dlatego, że zostali pozbawieni bezkarności. Sprawa plagiatów, podobnie jak słowackich awansów pokazuje też, że autonomia akademicka może zostać perwersyjnie użyta przeciwko samej idei universitas. Zamiast chronić prawdę przed polityczną lub administracyjną ingerencją, władze uniwersytetów mogą zacząć chronić środowisko naukowe i opinię publiczną przed prawdą o sobie. Wtedy autonomia zmienia się w immunitet, a solidarność akademicka w zmowę milczenia.
To jest szczególnie groźne, ponieważ po zamknięciu patologicznej ścieżki problem nie znika. Przenikają do struktur akademickiej władzy ludzie, biografie, stanowiska, recenzje, awanse, wpływy i zobowiązania. Pozostaje pamięć tych, którzy wiedzą, komu zawdzięczają ujawnienie mechanizmu. Dlatego odwet nie musi być jawny, bowiem może przybierać formę przemilczenia, izolowania, podważania intencji, insynuacji, blokowania inicjatyw, recenzenckiej nieżyczliwości, środowiskowego chłodu.
W
nauce zemsta za ujawnienie patologii rzadko wygląda jak zemsta. Częściej
wygląda jak procedura, rzekomo zatroskany o dobro nauki pozew sygnalisty, recenzja, opinia, dystans, odmowa, milczenie albo cyniczna troska
o „dobre imię środowiska”.
Ta
sprawa jest więc bardzo mocnym przykładem nie tylko patologii awansowej, lecz
także patologii reakcji na prawdę, a to jest najgłębszy poziom naukowej destrukcji. Pojedynczą patologię można opisać, udokumentować, zablokować. Znacznie trudniej
naprawić środowisko, które uważa, że większym zagrożeniem od patologii jest
ten, kto ją ujawnia.
Mechanizm odwetowy nie wyrasta z rzeczywistego doświadczenia krzywdy, lecz z obrony zagrożonego interesu. Jego istotą jest odwrócenie wektora winy: beneficjent patologicznej procedury zaczyna przedstawiać siebie jako ofiarę, a osoby ujawniające deformację nauki jako agresorów naruszających jego godność, reputację lub prawo do awansu.
Rzekome poczucie krzywdy pełni tu funkcję maskującą: pozwala przekształcić odpowiedzialność za udział w patologii w oskarżenie wobec tych, którzy domagali się prawdy, jawności i elementarnej rzetelności akademickiej. Kwestia odwracania ról ze sprawcy w ofiarę, z oszusta, cwaniaka w osobę mobbingowaną przez zwierzchnika jest wzmacniana także przez prawo, które wprowadza regulacje dotyczące sygnalistów, powoływania komisji dyscyplinarnych, ale sprawcy patologii mogą jako pierwsi wykorzystać to narzędzie do wytworzenia obrazu bycia ofiarami a nie sprawcami patologii?


