27 kwietnia 2017

Protest slawistów przeciwko trybowi wprowadzania zmian w trzech ustawach o nauce



W państwie demokratycznym nie tylko sprawujący najwyższe urzędy piszą do siebie listy, ale i naukowcy tak czynią, kiedy uważają, że planowane przez polityków zmiany nie są godne poparcia czy może wzbudzają szczególny niepokój. Oto kolejny list, który trafił do mojej poczty z prośbą o jego upowszechnienie:

Informuję, że wykonując uchwałę 24/2017 Rady Naukowej naszego Instytutu Prezydium RN przygotowało i zamieściło na portalu Change.org protest adresowany do Prezydenta RP, Premier RP oraz Wicepremiera i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeciwko trybowi wprowadzania do obiegu społecznego sprawy zmian w ustawach o PAN, szkolnictwie wyższym oraz o nadawaniu stopni i tytułów naukowych. Bardzo byśmy prosili o Państwa podpisy pod tym protestem, a także o rozpowszechnienie wiedzy wśród swoich znajomych, by i oni mogli wspomóc nas swoimi protestami. Podpisy zebrane do poniedziałku wieczora będą we wtorek rano przekazane Pani Dyrektor, by mogła je zabrać na seminarium z udziałem Ministra Gowina - będzie to dodatkowe wspomożenie jej argumentacji.

Z wyrazami szacunku

prof. dr hab. Ryszard Grzesik - Przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Slawistyki PAN

Read the letter
Letter to
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Prezes Rady Ministrów
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego
Protest przeciwko trybowi wprowadzania zmian w trzech ustawach o nauce


Rada Naukowa Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk (Uchwała 24/2017 ) z niepokojem odnotowuje brak rzetelnej polityki informacyjnej oraz transparentnej i demokratycznej debaty nad planowanymi zmianami w ustawach o PAN, szkolnictwie wyższym oraz o nadawaniu stopni i tytułów naukowych.

Informacje, docierające do nas z mediów, strony internetowej MNiSW czy incydentalnych spotkań z przedstawicielami Ministerstwa, budzą obawy, że planowane w dotychczasowym trybie reformy przynieść mogą skutki odwrotne od zamierzonych. Zmiany wprowadzane pospiesznie w warunkach chronicznego niedofinansowania badań naukowych oraz uniwersytetów państwowych doprowadzą naszym zdaniem do nieodwracalnych szkód – dalszego obniżania jakości i kreatywności badań oraz do postępującego spadku pozycji polskich jednostek naukowych i akademickich w międzynarodowych rankingach. Niespotykane tempo planowanych zmian legislacyjnych zagraża poczuciu stabilizacji naukowców i nauczycieli akademickich, niezbędnej do prowadzenia rzetelnych badań oraz kształcenia młodej kadry naukowej.

Od podmiotów odpowiedzialnych za politykę naukową państwa domagamy się pełnego i jednoznacznego przekazu o celach i kierunkach planowanych zmian, a także merytorycznych i demokratycznych konsultacji ze środowiskami nauki polskiej. Ze swojej strony widzimy możliwość wypracowania przez środowiska naukowe i akademickie takich projektów zmian, które oparte będą na dotychczasowym doświadczeniu, dorobku i tradycji, a zarazem wyjdą naprzeciw potrzebom współczesności i wyzwaniom stawianym przez najlepsze instytucje naukowe i akademickie w świecie.
List przekazujemy do wiadomości publicznej z apelem o rozpowszechnianie i podpisywanie.

Rada Naukowa Instytutu Slawistyki PAN




26 kwietnia 2017

Kto przemilcza a kto ujawnia zaniżanie subwencji oświatowej?



Pan dr Bogdan Stępień powołał przed laty do życia Instytut Analiz Regionalnych, by oferować zainteresowanym podmiotom gospodarczym, w tym także samorządom terytorialnym, które są podmiotami prowadzącymi placówki oświatowo-wychowawcze (m.in.przedszkola i szkoły), własne ekspertyzy.

Wśród wielu studiów analitycznych zwraca m.in. uwagę na to, że każdy rząd - niezależnie od tego, jaką reprezentuje opcję ideologiczną i która partia jest jego ostoją - jest zobowiązany do opracowania wzoru podziału subwencji oświatowej i zgodnie z nim przydzielania środków finansowych na dany rok. Okazuje się jednak, że albo władze czynią to celowo, albo niekompetentnie, skoro stosowana przez nie metodologia prowadzi do absurdów np. nie uwzględnia nauczycieli szkół niepublicznych podczas naliczania kwoty subwencji oświatowej, ale uwzględniania ich podczas jej podziału.

Można sformułować hipotezę, że owa "metodologia" staje się przedmiotem swoistej gry politycznej, bowiem - jak wynika z ekspertyz B. Stępnia - od kilkunastu lat mamy do czynienia z permanentnym zaniżeniem przez Ministerstwo Edukacji Narodowej subwencji oświatowej na każdy kolejny rok kalendarzowy, przy równoczesnym zwiększaniem zadań i związanych z nimi coraz wyższych kosztów.

Zaglądając na stronę powyższego Instytutu przekonamy się, że fakt bezczelnego zaniżania przez władze PO i PSL subwencji oświatowej był przedmiotem licznych interpelacji posłów opozycji, wówczas przede wszystkim z PIS (Machałek Marzena - Sekretarz Stanu w MEN - posłanka PiS, Mazurek Beata - Rzecznik PiS - posłanka PiS, Moskal Kazimierz - poseł PiS i Osuch Jacek - poseł PiS).

Słusznie zatem dr B. Stępień pyta, czy posłowie PiS - bardzo zatroskani o polską edukację i jej finansowanie w poprzedniej kadencji, staną na wysokości zadania i również tym razem nagłośnią problem, kierując do Ministra Finansów oraz Ministra Edukacji Narodowej interpelacje w trosce o dobro wspólne? Nie można przecież w duchu prawa i sprawiedliwości, prawdy i rzetelności godzić się na to, by minister edukacji twierdziła, że są zabezpieczone w budżecie państwa środki na oświatę, i w tym roku będą nawet wyższe, od ubiegłorocznych, podczas gdy z "twardych" wyliczeń statystycznych rysuje się obraz temu zaprzeczający!

Posłowie minionej koalicji rządzącej przez 8 lat skupili się teraz na inicjatywie referendalnej w sprawie "reformy" ustrojowej szkolnictwa. Nie mają czasu na wyliczanie błędów formacji rządzącej, gdyż do tego trzeba mieć fachowców. Tymczasem PO takowych nie miała, więc trudno, by teraz nagle mogła się "odkuć" za wytykanie jej za okres 2008-2015 ignorancji, bezczelności czy/i manipulacji w resorcie edukacji.

Osoby zajmujące się jednak metodami badań naukowych sięgają po narzędzia analiz, które są odporne na uwikłania ideologiczne, polityczne, interesy partyjne czy propagandowe. Fakty są faktami. Matematyczne dane nie podlegają elastycznemu naginaniu ich do oczekiwań władzy czy czyichś aspiracji, tylko są weryfikowane lub odrzucane zgodnie z prawami obowiązującymi w naukach ścisłych!


Zdaniem dra B. Stępnia - wbrew powszechnym zapewnieniom p. Anny Zalewskiej, obecnie wdrażana reforma ustrojowo-programowa szkolnictwa została nie tylko źle zaplanowana, źle przemyślana, ale i błędnie policzona, gdyż subwencja oświatowa na rok 2017 jest zaniżona o prawie pół miliarda złotych (486 870 tys. zł). Tym samym MEN nie ma koniecznych środków na likwidację gimnazjów, a co dopiero mówić o reformie programowo-metodycznej.

"Zaniżenie subwencji oświatowej na dany rok budżetowy ma bardzo poważne konsekwencje nie tylko dla obecnych, ale i przyszłych finansów samorządowych, bo w myśl art. 28 ust. 1 ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, zaniżona kwota subwencji na dany rok, staje się podstawą do jej ustalania na rok kolejny. Zatem zaniżenie subwencji oświatowej na rok 2017 będzie mogło mieć swoje konsekwencje w latach następnych".


25 kwietnia 2017

Korzenie, źródła i narracje edukacji

Dajmy sobie spokój z przepychankami z politykami, bo - jak widać - są oni wiedzoodporni, aroganccy, prymitywni w uzależnianiu losów polskich dzieci i młodzieży od własnych gier partyjnych o władzę. Nic dziwnego, ze wykorzystują w tym celu najnowsze techniki manipulacji i propagandy politycznej, bo społeczeństwo - w swej większości - i tak nie ma czasu na weryfikowanie populistycznych argumentów o rzekomo dobrej zmianie i dobrej szkole. To nie ministerstwo o tym decyduje.

Czas powrotu do źródeł, korzeni, by narracje o szkole stały się przedmiotem rzeczywistej refleksji tak w środowisku rządzących, polityków władzy i opozycji czy kadr kształcących przyszłych nauczycieli. Obecni i tak obie poradzą. Gorzej zawsze mają dzieci, uczniowie, gdyż oni nie mają wyboru, są skazani na szkołę w wersji hard- lub softpolitycznej, mniej lub bardziej indoktrynującej. Jest okazja do zwarcia szeregów, do kolejnej rozmowy o edukacji. Stwarza ją najnowsza książeczka prof. Aleksandra Nalaskowskiego z Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu. Zanim ktoś podejmie decyzję o tym, by jej w ogóle nie czytać lub jednak czytać z odpowiednim dla siebie uprzedzeniem wobec autora, to lepiej niech da sobie spokój.

Najnowsza książka "Nalaska", jak mówią o tym Profesorze zwolennicy Jego znakomitego znawstwa szkoły powszechnej i uniwersytetu, w odróżnieniu od większości autorów, polityków czy krytyków, którzy pamiętają ją tylko z własnego dzieciństwa i młodości, jest powrotem do wcześniej utrwalanych myśli, idei i refleksji. Autor jest bowiem mistrzem nie tylko naukowej eseistyki, ale także hermeneutą rzeczywistości edukacyjnej, która wymaga wielokrotnego namysłu. Jak sam pisze w "Zaproszeniu do lektury":

Przeglądając własny dorobek i penetrując twardy dysk w komputerze, odnalazłem sporo tekstów nigdzie nieopublikowanych, zaczętych, a nieskończonych, których pisanie zarzuciłem z powodu albo braku pomysłu, albo zniechęcenia czy też szwankującego niekiedy zdrowia. Z obecnej perspektywy niektóre z nich uznałem za całkiem sensowne i postanowiłem nad nimi jeszcze popracować. Jakkolwiek nie nad wszystkimi i nie od razu.

Wracałem do nich, zmieniałem, zostawiałem, wracałem. Każdy z badaczy ma swój warsztat pisarski i własny sposób przelewania myśli na papier. (...) Dużą przygodą było komponowanie tej książki z zachowaniem strategii, aby jeden tekst uzupełniał inny, a niekiedy go wyjaśniał, lub też stał w świadomie ułożonym kontrapunkcie.
(Edukacja. Korzenie-źródła-narracje, Kraków: Impuls 2017, s. 5-6)

Tomik otwiera "Pierwszy wykład", w którym ma miejsce odsłona mentalności i postaw studentów pokolenia NETT (akronim z języka angielskiego: young people not in employment, education or training). Nie tylko swoim studentkom (kobiety bowiem stanowią zdecydowaną większość w środowisku studiujących pedagogikę) "maluje" własnymi metaforami, inteligentnymi analogiami, odwołaniami do wiedzy historycznej, geograficznej, architektonicznej, kulturowej, psychologicznej itd. naukę, by - zanim się w nią zagłębią na poważnie, parametrycznie i kaerkalnie - nie znienawidzili jej istoty i ponadczasowej misji.

Nalaskowski jest od dawien dawna wytrawnym obserwatorem codzienności, strażnikiem pamięci historycznej, patriotą z krwi i kości, empatycznym etykiem pedagogicznym, ale i wiarygodnym dekonstruktorem kłamstwa, fikcji, pozorów dającym w ostatnich latach szczególne świadectwo chrześcijańskiej postawy. To nie sprzyja korporacyjnej przychylności, bo kto lubi, kiedy uświadamia mu/jej się nakładanie obcej skóry dla ukrycia własnych braków.

Kiedy jeden z wykładów poświęcił sumieniu i występkowi przekonuje nas, że chciał w ten sposób: (...) pokazać tkwiący w nich (studentach - przyp. BŚ) potężny potencjał, do którego można dotrzeć, tylko dokopując się do korzeni, by potem iść pod prąd, zawsze pod prąd, dotrzeć do źródeł. (s.140)

Toruński pedagog zawsze szedł pod prąd paradygmatów, akademickiego środowiska, pedeutologicznego mainstreamu, mód czy ideologicznie determinowanych obyczajów społecznych, najpierw podskórnie buntując się przeciwko fundamentalizmowi marksistowsko-leninowskiemu, a w nowej rzeczywistości ustrojowej - neoliberalnemu chaosowi m.in. w sferze edukacji. Sam stworzył dzięki ostremu postrzeganiu świata wiele nowych pojęć, które wyrażają to, co dotychczas umykało naszej uwadze, a co trafnie określa mianem pedagogicznego nadrealizmu oraz niewidoczności pogranicza.

W tej rozprawie wprowadza kolejny, zaskakujący bon mot pedagogiczny -"ZMATOWIONE WYCHOWANIE", 'NIEWIDOCZNE POGRANICZA" i "ZATUPANA CODZIENNOŚĆ". Pokazuje, jak to się stało, że niektóre pojęcia zostały odarte z prawdy, stając się swoim zaprzeczeniem. Znacznie wcześniej ks. prof. Janusz Tarnowski tworząc książkę o wychowaniu, rozpoczął analizę jego istoty od odpowiedzi na pytanie, czym wychowanie nie jest. Skoro myślimy słowami, to i wychowanie może być przez nie zabłąkane, zmatowione, kiedy "(...) usilnie próbujemy urządzić edukację w kształcie hybrydy, mieszanki chrześcijaństwa z wolnym rynkiem, sami szarpiąc się pomiędzy porządkiem hierarchicznym i liberalnym agnostycyzmem". (s. 24)

Miejscami, jak sam pisze o swoim podejściu do narracji, bywa ortodoksyjny, upraszczający zjawiska lub prowokacyjny. Tym samym niektóre z zamieszczonych tu esejów mogą być znakomitą okazją do budowania ze studentami pól sporu o sens wychowania, kształcenia, dyskutować z nimi o relacjach socjalizacyjnej władzy i submisji, prawach dziecka (ucznia), prokreacyjnej beztrosce, erotyce, interhomo, międzykulturowości lub kulturowej kolektywizacji, o sztuce, sacrum, zabawach, bibliotece, itp.

W zamykającej tomik "Parerdze" Aleksander Nalaskowski trochę opowiada o sobie, o własnym warsztacie pracy dydaktycznej, o tym, czego oczekiwał kilkadziesiąt lat temu od wykładowców uniwersyteckich, którzy przygotowywali go do asystenckiej roli, o konfrontowaniu się z nowymi subdyscyplinami nauk pedagogicznych, o świecie wartości, uniwersyteckim sacrum i profanum.

Jest też w tej książce mowa o pedagogice w cztery strony, którą tworzyliśmy w pierwszej połowie lat 90. XX w., w różnych ośrodkach uniwersyteckich - jako pokolenie idących pod prąd: On, Zbyszko Melosik i Tomasz Szkudlarek. "Rozeszliśmy się ze swoją nauką, szkołami w cztery strony, ale wiemy, dokąd możemy wrócić - do wspólnych korzeni, gdzie ogrzewa nas ponadnaukowa i pozamerytoryczna prawdziwa przyjaźń. (s. 128)

Uzbrajam się zatem w cierpliwość ufając, że za jakiś czas znowu będę miał okazję do podzielenia się z czytelnikami refleksją na temat kolejnej książki Aleksandra Nalaskowskiego. Warto czekać, bo żadna z dotychczasowych nie skutkowała rozczarowaniem. Odnotuję zatem na koniec fragment z recenzji profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, dr hab. Anny Murawskiej, która niezwykle trafnie podsumowała wartość tego pozornie małego dzieła:

Książka jest niewielkiej objętości. Niech jednak ta fizyczność, w połączeniu z lekkim językiem, który ma już chyba status znaku firmowego autora, nie zmyli czytelnika. Lekki język zwodzi i uwodzi, ale to trudna książka, w której każde słowo jest ciężkie i nie ma słów niepotrzebnych. Wydają się dobrane z największym namysłem i precyzją, bez cienia przypadkowości, aby znaczyły to, co – wedle intencji piszącego – znaczyć powinny.