Cyklicznie
pojawiają się zaproszenia na jednodniową debatę metodologiczną, której
organizatorzy sformułowali bardzo szeroki zestaw pytań dotyczących metodologii
badań pedagogicznych, epistemologicznych ograniczeń poznania, granic dowolności
decyzji badawczych oraz sposobów ich sankcjonowania. Są to pytania ważne, a
nawet fundamentalne.
Nie
biorę w nich udziału, gdyż publikowane rozprawy w ramach postępowań o nadanie
stopnia naukowego doktora czy doktora habilitowanego nie odzwierciedlają
mądrości referujących w czasie tych seminariów. Z każdym rokiem jest coraz
gorzej, coraz niższy poziom samoświadomości metodologicznej nienauczonych
kandydatów na uczonych. Chyba jest to "studnia bez dna" - chociażby minimalnych
kompetencji czy przynajmniej odnotowania w rozprawie zaistniałych lub spowodowanych
przez badaczy ograniczeń poznawczych.
Moja
rezerwa nie dotyczy zatem intencji organizatorów, lecz formuły debat, w
trakcie których każde z postawionych pytań w zapraszającym do udziału
komunikacie mogłoby stanowić przedmiot osobnego seminarium, konferencji lub
długofalowego programu badawczego. Zgromadzenie ich w jednej, jednodniowej
formule czyni niemożliwym rzetelne i pogłębione odniesienie się do
któregokolwiek z nich.
Do
udziału w seminariach zgłasza się kilkadziesiąt osób chyba tylko po to, by
asekuracyjnie zaistnieć w świadomości prowadzących je profesorów. Czas na
prezentację własnego tematu mieści się w granicach 10-15 minut, a nie ma go w
ogóle na wspólną analizę krytyczną, dyskusję, na dostrzeżenie możliwości lub
barier w zastosowaniu określonego paradygmatu badań i związanych z nim
przesłanek epistemologicznych, antropologicznych, aksjologicznych i
metodycznych.
W
takiej konfiguracji dyskusja nieuchronnie przesuwa się z poziomu analizy
metodologicznej na poziom deklaratywnych narracji: ogólnych
refleksji, bezpiecznych odniesień teoretycznych i wypowiedzi, które nie
wymagają odniesienia do konkretnych decyzji badawczych, projektów empirycznych
ani własnych błędów poznawczych. Zamiast problematyzacji praktyk badawczych
pojawia się ich opis w trybie normatywnym lub życzeniowym.
Tymczasem
pytania o granice dowolności metodologicznej, przeszkody epistemologiczne czy
mechanizmy sankcjonowania mają sens poznawczy wyłącznie wtedy, gdy odnoszą się
do konkretnych przypadków: realnych badań, realnych decyzji, realnych
konsekwencji. Bez tego pozostają na poziomie ogólników, które trudno poddać
krytycznej weryfikacji.
Preferuję
debaty wyraźnie sproblematyzowane, z jasno określonym przedmiotem analizy i
ograniczonym zakresem pytań. Nadmiar problemów w jednej formule nie poszerza
pola refleksji, lecz je rozmywa, tworząc przestrzeń, w której każdy może
umieścić dowolną narrację, bez konieczności jej epistemologicznego
uzasadnienia.
Jedynie
z tych powodów nie biorę udziału w tego typu seminariach, gdyż poważna
refleksja metodologiczna wymaga precyzji, ograniczeń i gotowości do analizy
własnej praktyki badawczej. Najlepiej służą temu seminaria doktorskie czy
podoktorskie, wielodniowe szkoły letnie a także monograficzne debaty nad osiągnięciami kandydatów do
tytułu profesora, by zainteresowani nie doświadczali rozczarowań lub mieli szansę na
wzmocnienie wartości własnych projektów badawczych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam