10 lipca 2026

Seminaria metodologiczne nie tylko w moim uniwersytecie

 




Cyklicznie pojawiają się zaproszenia na jednodniową debatę metodologiczną, której organizatorzy sformułowali bardzo szeroki zestaw pytań dotyczących metodologii badań pedagogicznych, epistemologicznych ograniczeń poznania, granic dowolności decyzji badawczych oraz sposobów ich sankcjonowania. Są to pytania ważne, a nawet fundamentalne. 

Nie biorę w nich udziału, gdyż publikowane rozprawy w ramach postępowań o nadanie stopnia naukowego doktora czy doktora habilitowanego nie odzwierciedlają mądrości referujących w czasie tych seminariów. Z każdym rokiem jest coraz gorzej, coraz niższy poziom samoświadomości metodologicznej nienauczonych kandydatów na uczonych. Chyba jest to "studnia bez dna" - chociażby minimalnych kompetencji czy przynajmniej odnotowania w rozprawie zaistniałych lub spowodowanych przez badaczy ograniczeń poznawczych.     

Moja rezerwa nie dotyczy zatem intencji organizatorów, lecz formuły debat, w trakcie których każde z postawionych pytań w zapraszającym do udziału komunikacie mogłoby stanowić przedmiot osobnego seminarium, konferencji lub długofalowego programu badawczego. Zgromadzenie ich w jednej, jednodniowej formule czyni niemożliwym rzetelne i pogłębione odniesienie się do któregokolwiek z nich. 

Do udziału w seminariach zgłasza się kilkadziesiąt osób chyba tylko po to, by asekuracyjnie zaistnieć w świadomości prowadzących je profesorów. Czas na prezentację własnego tematu mieści się w granicach 10-15 minut, a nie ma go w ogóle na wspólną analizę krytyczną, dyskusję, na dostrzeżenie możliwości lub barier w zastosowaniu określonego paradygmatu badań i związanych z nim przesłanek epistemologicznych, antropologicznych, aksjologicznych  i metodycznych.  

W takiej konfiguracji dyskusja nieuchronnie przesuwa się z poziomu analizy metodologicznej na poziom deklaratywnych narracji: ogólnych refleksji, bezpiecznych odniesień teoretycznych i wypowiedzi, które nie wymagają odniesienia do konkretnych decyzji badawczych, projektów empirycznych ani własnych błędów poznawczych. Zamiast problematyzacji praktyk badawczych pojawia się ich opis w trybie normatywnym lub życzeniowym.

Tymczasem pytania o granice dowolności metodologicznej, przeszkody epistemologiczne czy mechanizmy sankcjonowania mają sens poznawczy wyłącznie wtedy, gdy odnoszą się do konkretnych przypadków: realnych badań, realnych decyzji, realnych konsekwencji. Bez tego pozostają na poziomie ogólników, które trudno poddać krytycznej weryfikacji.

Preferuję debaty wyraźnie sproblematyzowane, z jasno określonym przedmiotem analizy i ograniczonym zakresem pytań. Nadmiar problemów w jednej formule nie poszerza pola refleksji, lecz je rozmywa, tworząc przestrzeń, w której każdy może umieścić dowolną narrację, bez konieczności jej epistemologicznego uzasadnienia.

Jedynie z tych powodów nie biorę udziału w tego typu seminariach, gdyż poważna refleksja metodologiczna wymaga precyzji, ograniczeń i gotowości do analizy własnej praktyki badawczej. Najlepiej służą temu seminaria doktorskie czy podoktorskie, wielodniowe szkoły letnie a także monograficzne debaty nad osiągnięciami kandydatów do tytułu profesora, by zainteresowani nie doświadczali rozczarowań lub mieli szansę na wzmocnienie wartości własnych projektów badawczych.  

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam