04 lipca 2026

Metodologicznie niepoprawny raport OPZZ i ZNP z badania opinii nauczycieli

 


Każdy raport na polityczne zamówienie jest obciążony samosprawdzająca się hipotezą, nawet wówczas, gdy akademicy świadomie tego nie zakładają. Trudno bowiem posądzać zespół badawczy doktorek habilitowanych i doktorek - pedagożek z Uniwersytetu Warszawskiego o to, że postanowiły celowo zmanipulować proces diagnostyczny w środowisku nauczycielskim. 

Zapewne chciały dobrze, zamierzały przeprowadzić z dużą starannością diagnozę, podobnie jak czyni to prowadząca pseudonaukowe badania na temat mobbingu, ale jak popełnia się fundamentalne błędy metodologiczne i merytoryczne, to trudno, by uważnego czytelnika raportu zachwycała  treść. 

Mamy w tym raporcie do czynienia z nadużyciem interpretacyjnym uzyskanych wyników badań, które nie upoważniają do tak alarmistycznych wniosków! Badania kliniczne psycholog Zofii Sęk czy innych psychologów w świecie dowodzą wypalenia zawodowego czy obciążeń psychospołecznych w danym zawodzie na poziomie ok.30 proc. 

W raporcie UW-ZNP ewidentnie dochodzi do przesunięcia od wyniku ankietowego do alarmistycznego twierdzenia o stanie nauczycieli jako grupy zawodowej. Nie tyle same dane są bezwartościowe, ile ich interpretacja i komunikacyjne opakowanie przekraczające granice uprawnionego wnioskowania.

Najważniejsze nadużycie widoczne jest w trzech miejscach:

Po pierwsze, „skumulowane obciążenie stresorami” zostaje zamienione na „skumulowany stres”, a przecież to nie to samo. Respondenci oceniali częstość i uciążliwość wybranych problemów zawodowych, a autorzy zbudowali z tego syntetyczny wskaźnik. Nie mierzono jednak stresu klinicznie, biologicznie ani za pomocą pełnej procedury psychologicznej. Raport sam opisuje ten wskaźnik jako przeciętny poziom obciążenia badanymi stresorami w pracy nauczyciela.

Po drugie, samoopis objawów somatycznych zostaje przedstawiony językiem cierpienia zdrowotnego. SSS-8 nie jest badaniem lekarskim, nie diagnozuje chorób somatycznych ani psychosomatycznych. To skala deklarowanych dolegliwości z ostatnich siedmiu dni. Tymczasem zdanie „60% nauczycieli cierpi na silne dolegliwości somatyczne” brzmi tak, jakby ustalono kliniczny lub medyczny fakt. Poprawniej byłoby mówić: „60% badanych uzyskało wysoki lub bardzo wysoki wynik w samoopisowej skali objawów somatycznych”.

Autorki raportu użyły pełnej ośmiopozycyjnej skali, ale wynik jest nadzwyczaj wysoki. Oryginalna walidacja SSS-8 traktuje ją jako rzetelną samoopisową miarę obciążenia objawami somatycznymi, a progi kategorii są następujące: 0–3 minimalne, 4–7 niskie, 8–11 średnie, 12–15 wysokie, 16–32 bardzo wysokie. Tymczasem w tym badaniu nie mamy do czynienia z diagnoza kliniczną, lecz klasyfikacją poczucia obciążenia powyższymi objawami.

Po trzecie, wyniki z badanej próby zostają komunikacyjnie uogólnione na nauczycieli jako takich. Raport obejmował dużą próbę, zastosowano procedury doboru i wagi, ale autorzy sami wskazują na takie ograniczenia, jak: deklaratywny charakter danych, możliwą autoselekcję, wpływ aktualnego stanu psychofizycznego, ograniczenia pamięci i brak możliwości wnioskowania przyczynowo-skutkowego. To powinno wymuszać ostrożny język, a nie wzmacniać alarmistyczne tezy.

Jeżeli wcześniejsze badania psychologiczne, zwłaszcza klinicznie lub psychometrycznie lepiej osadzone, wskazywały na znacznie niższe odsetki poważnego wypalenia czy silnych obciążeń, to wynik „50 proc.” powinien natychmiast uruchomić pytania: co dokładnie mierzono, jak zbudowano progi, czy narzędzie było porównywalne, czy próba nie była obciążona autoselekcją, czy nie mamy do czynienia z efektem retoryki środowiskowej, a nie z rzeczywistym skokiem klinicznego wypalenia.

Ostrożnie trzeba zatem traktować rzekome „50 proc.”, gdyż ta liczba nie oznacza „wypalenia” według OLBI, lecz zaklasyfikowanie do wysokiego lub bardzo wysokiego skumulowanego obciążenia stresorami według autorskiego wskaźnika; sam raport wyjaśnia, że wskaźnik opiera się na ocenach uciążliwości stresorów w skali 0–5 i arbitralnie przyjętych przedziałach: niskie, umiarkowane, wysokie, bardzo wysokie.

Najuczciwszy wniosek powinien brzmieć nie: „co drugi nauczyciel doświadcza wysokiego stresu”, lecz: 

„W badanej próbie połowa respondentów została zaklasyfikowana do kategorii wysokiego lub bardzo wysokiego deklarowanego obciążenia stresorami zawodowymi, według autorskiego wskaźnika skonstruowanego na potrzeby raportu. Wynik ten sygnalizuje poważne poczucie przeciążenia wśród respondentów, ale nie może być utożsamiany z klinicznie potwierdzonym poziomem stresu lub wypalenia zawodowego nauczycieli w Polsce.”

Warunki badania sprzyjały odpowiedziom protestacyjnym, ekspresyjnym i strategicznym.

W badaniach deklaratywnych respondenci nie tylko „odtwarzaj własny stan psychiczny”, ale również komunikują ocenę swojej sytuacji, własne poczucie krzywdy, oczekiwanie zmiany, niezgodę na warunki pracy. Jeżeli badanie było zamówione przez związek zawodowy, dotyczyło stresu, płac, przeciążenia i warunków pracy, to respondenci mogli je odczytać nie jako neutralny pomiar naukowy, lecz jako kanał artykulacji roszczeń zawodowych.

Nie musi to oznaczać świadomego fałszowania odpowiedzi przez nauczycieli. Częściej działa w takim przypadku bardziej subtelny mechanizm. Nauczyciel odpowiada „zgodnie z prawdą przeżywaną”, ale w sytuacji badania uruchamia się rama: „wreszcie ktoś pyta nas o krzywdę, przeciążenie, niskie płace i lekceważenie”. Wtedy skale samoopisowe przestają być tylko narzędziem pomiaru stresu, a stają się także narzędziem ekspresji frustracji zawodowej. 

Raport ZNP/UW może być użyteczny jako dokument, który pokazuje, że znaczna część nauczycieli czuje się przeciążona, niedoceniona i pozostawiona bez wystarczającego wsparcia. 

Można więc powiedzieć bardzo precyzyjnie: badanie ujawnia skalę deklarowanej frustracji, obciążenia i poczucia przeciążenia zawodowego, ale nie dowodzi skali rzeczywiście klinicznego stresu ani wypalenia nauczycieli. Alarm jest politycznie zrozumiały, ale metodologicznie nadmierny. W takim kontekście badanie mogło zarejestrować nauczycielską świadomość kryzysu w oświacie.

 

Badacze nauk społecznych od lat apelują o krytyczne myślenie, o rzetelność, trafność i intersubiektywną komunikowalność badań naukowych, ale sam fakt ich przeprowadzenia przez osoby ze stopniami naukowymi nie musi czynić ich wiarygodnymi. Może i powinno, ale ... no właśnie, mam poważne zastrzeżenia, uwagi krytyczne do tego raportu i czynienia z niego wiodącej narracji na temat tego, jak poważna jest zapaść w środowisku polskich nauczycieli. 

Raport zapewne jest świadectwem krzywdy zawodowej ale nie wolno go utożsamiać z naukowym badaniem stresuOpublikowane komunikaty, streszczenia a nawet materiały propagandowe (graficzne) stanowią swoistego rodzaju wciskanie opinii publicznej kitu. 

Rekomendacje są adresowane do MEN, samorządów i dyrektorów, toteż pojawia się język mobilizacji polityczno-związkowej („Czas na odpowiedzialność systemu”.), a nie neutralnej prezentacji wyników badania. Pojawia się też zdanie, że „nie można uczyć osób podlegających systemowi, jak lepiej znosić system, który je przeciąża”.

Najbardziej znaczące jest twierdzenie w komunikacie ZNP że nauczyciele pracują „kosztem własnego zdrowia i życia rodzinnego”, podczas gdy badanie miało charakter przekrojowy i nie pozwala rozstrzygać o zależnościach przyczynowo-skutkowych.  „Wysoki wynik w SSS-8” zostaje wyrażony językiem nauk medycznych, skoro nauczyciele cierpią na silne dolegliwości somatyczne. W debacie publicznej brzmi to dramatycznie, ale metodologicznie zaciera różnicę między deklaracją objawu a diagnozą zdrowotną.

Działacze ZNP nie muszą znać się na metodologii badań społecznych, ale skoro zamówili je na Wydziale Pedagogicznym UW, to mają prawo je cytować wszem i wobec jako wiarygodne, poprawne i bezdyskusyjne. Takimi jednak one nie są.

 


ZNP używa raportu jako dokumentu presji społecznej i politycznej, do czego ma prawo jako związek zawodowy. Nie powinno się wtedy udawać, że komunikat  z badań sondażowych jest omówieniem ustaleń naukowych, gdyż zostały one przeprowadzone przez pracowników uniwersytetu. 

Nie kwestionuję doświadczanej przez nauczycieli krzywdy, lecz sposób, w jaki z ich deklaracji uczyniono alarmistycznie brzmiące quasi-kliniczne sądy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam