Raport
Akcji Uczniowskiej jest dokumentem gniewu, rozczarowania i zarazem próbą
sformułowania własnego programu naprawy szkoły. Nie jest to naukowa ekspertyza,
ani wynik badania opinii młodego pokolenia, ale jego manifest. Uczniowie mówią
językiem mocnym, chwilami publicystycznie przerysowanym, ale właśnie dzięki
temu dobrze oddają temperaturę doświadczenia szkolnego. Najważniejsze jest tu
nie samo „świadectwo” wystawione minister edukacji, lecz fakt, że młodzi ludzie
odwracają logikę oceniania: skoro szkoła każdego dnia ocenia uczniów, to
uczniowie zaczynają oceniać szkołę, ministerstwo i klasę polityczną.
Raport
zaczyna się od bardzo ostrej diagnozy: polska szkoła jest systemem, który
rozlicza ucznia z wyniku, ale nie widzi prowadzącej do niego drogi, wysiłku, stresu, punktu
startowego ani warunków życia. Autorzy odrzucają więc szkołę jako maszynę
selekcyjną, w której człowiek zostaje sprowadzony do cyfry, średniej, paska na
świadectwie i wyniku egzaminacyjnego. Jednym z centralnych akcentów ich raportu
jest sprzeciw wobec szkoły jako instytucji klasyfikowania, a nie rozwoju.
Drugi
mocny wątek dotyczy nieprzystawalności szkoły do życia. Uczniowie piszą, że
szkoła nie przygotowuje ich do dorosłości: do rynku pracy, do trudnej sytuacji
na rynku mieszkaniowym, podatków, kredytów, zdrowia psychicznego, rozumienia
informacji, współpracy czy krytycznego myślenia. Ich zarzut nie sprowadza się
do banalnego hasła „mniej teorii, więcej praktyki”. Chodzi raczej o to, że
wiedza szkolna jest według nich zbyt często encyklopedyczna, pozbawiona
związku z realnymi problemami młodego człowieka. W tym sensie raport jest
oskarżeniem szkoły o anachronizm.
Trzeci wątek to kryzys dobrostanu psychicznego. Akcja Uczniowska domaga się psychologa na stałym etacie w każdej szkole, szybszego dostępu do psychiatry i terapeuty, programów antyprzemocowych, profilaktyki uzależnień, edukacji zdrowotnej i seksualnej oraz bardziej ludzkiej organizacji dnia szkolnego.
W postulatach nastolatków wybrzmiewa doświadczenie szkoły jako środowiska przeciążenia psychospołecznego, toteż krytykują zbyt wczesne rozpoczynanie lekcji, zbyt długi dzień zajęć szkolnych,
presję ocen, prace domowe, hałas, przepełnione klasy, brak intymności w
toaletach, brak przestrzeni do odpoczynku. Nie jest to już tylko spór o podstawę
programową, ale o elementarne warunki godnego funkcjonowania dziecka i
nastolatka w placówce oświatowej.
Czwarty
blok postulatów dotyczy nierówności. Autorzy raportu piszą o pozornie bezpłatnym
dostępie do sieci internetowej, o braku darmowych podręczników w szkołach ponadpodstawowych,
braku ciepłych posiłków, niewystarczającym wsparciu uczniów z uboższych rodzin,
niezdolności władz do zlikwidowania rynku korepetycji, o braku finansowania
wycieczek krajoznawczych oraz lekceważeniu pomocy dla uczniów-uchodźców
wojennych. To bardzo ważny głos, bo młodzież pokazuje, że „bezpłatna szkoła”
jest często fikcją. Koszty dojazdu, podręczników, korepetycji, wycieczek czy
zajęć dodatkowych realnie decydują o szansach edukacyjnych.
Piąty
wymiar raportu dotyczy podmiotowość uczniów, a raczej jej umniejszania. Akcja
Uczniowska chce silniejszych samorządów uczniowskich, szkolnych budżetów
obywatelskich, realnego respektowania praw uczniów i rodziców do oceniania
pracy szkoły, rzecznika praw uczniowskich, „przewietrzenia statutów szkolnych”
oraz realnej partycypacji młodych w decyzjach dotyczących jej kultury. Wybrzmiewa
tu chyba najważniejsza pretensja wobec władzy: uczniowie nie chcą być dekoracją
w procesie konsultacji reform szkolnych, zdjęciem na konferencji czy
„młodzieżowym dodatkiem” do polityki. Chcą być stroną rozmowy.
Raport
jest także mocno pronauczycielski. Mimo ostrej krytyki szkoły, nie czyni
nauczycieli głównymi winowajcami powyższych zjawisk. Przeciwnie, zawiera
postulat godnych wynagrodzeń, odbiurokratyzowania awansu, ochrony prawnej
nauczycieli, powiązania awansu zawodowego z wynagrodzeniami oraz większej
autonomii pedagogicznej. Młodzież dostrzega, że szkoły nie da się zmienić wbrew
nauczycielom. Uczniowie i nauczyciele zostają w tym dokumencie przedstawieni
jako pasażerowie tego samego, ale źle pilotowanego statku czy samolotu.
Najbardziej problematyczny jest język raportu: bardzo emocjonalny, konfrontacyjny, miejscami politycznie oskarżycielski. Metafory Titanica, Matrixa, Ministerstwa Prawdy, kapitańskiego mostka czy spadającego samolotu budują mocny efekt retoryczny, ale mogą też ułatwiać oponentom zlekceważenie tego dokumentu jako młodzieżowej publicystyki. Nie powinno to jednak przesłaniać istoty sprawy.
Za
tą publicystyczną narracją kryje się bardzo czytelny katalog uczniowskich doświadczeń, jak zmęczenie, brak wpływu, poczucie uprzedmiotowienia, nierówności,
niedostosowanie szkoły do współczesności i utrata zaufania wobec MEN nie dotrzymującego obietnic.
Podsumowując, raport Akcji Uczniowskiej jest świadectwem zerwanego kontraktu między młodym pokoleniem a państwem. Z jednej strony szkoła wymaga od nich dyscypliny, odpowiedzialności, podporządkowania i wyników, ale z drugiej strony władze oświatowe same nie spełniają własnych zobowiązań z okresu przedwyborczego.
Nie sprzyjają to poczuciu
bezpieczeństwa, sprawczości, aktualizowaniu wiedzy, równości szans ani realnemu
przygotowaniu do życia. Dlatego ten raport warto czytać nie jako „polityczny” atak
na ministerkę, lecz jako sygnał potrzeby dokonania głębszej zmiany. Uczniowie
nie chcą już być wyłącznie przedmiotem reform, ale jej współautorami.
(źródło "świadectwa" )

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam