Po wpisie na temat upadku kultury uniwersyteckiej, jak po uderzeniu w stół, odezwały się przysłowiowe nożyce.
Cyniczni gracze wykorzystują nieznane im problemy w nauce i relacjach
międzyludzkich w danej uczelni do tego, by tylko podgrzewać atmosferę,
zaspokajać czyjeś kompleksy, fobie lub mechanizmy obronne z różnych zresztą a
skrywanych powodów.
Otrzymałem
list od osoby, która - jak na adiunkta/-kę ma znaczące osiągnięcia naukowe
pracując w jednym z krajowych uniwersytetów. Niestety, konflikt interpersonalny
uruchomił już sytuację proceduralną, bo wszczęto wobec niej postępowanie
dyscyplinarne. Dlatego odpowiedziałem jej „po koleżeńsku”, lecz bardzo
ostrożnie, by ją uspokoić, uporządkować fakty, odradzałem dalsze emocjonalne
wypowiedzi i wskazałem na konieczność zabezpieczenia praw procesowych.
Nie
jest to właściwy moment na obronę, ale konieczny dla rekonstrukcji zdarzeń,
dowodów i wykazania proporcji reakcji władz uczelni. Najważniejsze jest to,
że e-mail tej osoby, którego treść sprawiła, że wykorzystano go do
manipulacji, był niewątpliwie ironiczny, ale zasadnie krytyczny. W jego treści,
której tu nie mogę ujawnić, nie było czegoś, co można określić jako oczywiste
„podżeganie do niestosownej aktywności”.
Autor/-ka
posłużył/-a się raczej krytyką procedury awansowej i standardów
instytucjonalnych w danym uniwersytecie, używając być może zbyt ostrych
sformułowań, ale mieszczących się w granicach wypowiedzi pracowniczej i
akademickiej.
Odpowiedzialność
dyscyplinarna nauczyciela akademickiego dotyczy czynu uchybiającego obowiązkom
nauczyciela akademickiego lub godności zawodu, co wynika z art. 275 ustawy
Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Jednak postępowanie nie może służyć
penalizacji samej krytyki instytucjonalnej, jeśli nie dotyczy ono naruszenia
dóbr osobistych czy realnego wezwania do realizacji obowiązków
akademickich.
Każde
takie zdarzenie jest odrębne sytuacyjnie, kulturowo, psychospołecznie i
instytucjonalnie. Przypomnę, że w dwóch dekadach XXI wieku, a szczególnie od
ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce" z 2018 roku nasiliły
się akty dyscyplinujące wobec nauczycieli akademickich, a nawet wykluczające
ich z uniwersytetów lub dążące do tego rozwiązania. Dzieje się to wbrew
podstawom wartościom akademickim, ale także kulturowym,
relacyjnym-psychospołecznym.
Nikt
przecież nie broni i nie powinien chronić w uczelni akademickiej osób, które
dopuszczają się czynów przestępczych, których rodzaje są określone w kodeksie
karnym. Słusznie podmioty wewnątrzuczelniane ujawniają przemoc fizyczną czy
przestępczość materialną, korupcję, oszustwa dydaktyczne, certyfikacyjne czy
nadużycia władzy itp. Jednak włączanie do tego sporów na tle światopoglądowym,
religijnym, cywilnym czy tym bardziej różnic paradygmatycznych jest już czymś
niestosownym, a wykorzystywanym przez władze uczelni do realizacji celów
ukrytych przed własnym środowiskiem i/lub opinią publiczną.
Przypomnę
w tym miejscu tylko kilka przykładów:
L.
Moroz-Grzelak (2013). Jeszcze o anonimowych recenzentach. W
odpowiedzi na artykuł Profesora Zbigniewa Spendela, NAUKA 3/2013 •
157-161.
Leszek
Jażdżewski tak
pisał w 2013 roku: "Faktycznie zmowa milczenia otacza ten
uczelniany feudalizm, ponieważ zarówno studenci, jak i młodsi pracownicy
naukowi mają za dużo do stracenia. Otwarta krytyka czy, nie daj Boże,
skarżenie się gdzieś wyżej są uznawane za poważne wykroczenia i przykładnie
karane. Solidarność korporacyjna na uczelniach wyższych ma się świetnie".
W
2014 roku Rektor UMK w Toruniu był oskarżany o promocję satanizmu za
udostępnienie auli na koncert zespołu Behemot.
W
2014 roku genderyści, anarchiści zakłócili wykład otwarty socjologa prof.
Zygmunta Baumana na uniwersytecie, za co zostali surowo ukarani. Na
Uniwersytecie Jagiellońskim miał otrzymać tytuł doktora honoris
causa Przewodniczący Komisji Europejskiej José
Manuel Barroso, ale część profesorów uznała, że to lewicowiec i zwolennik
genderyzmu. Godności tej odmówiono.
W
2018 roku ceniony w UAM w Poznaniu ksiądz prof. Paweł Bortkiewicz stanął
przed komisją dyscyplinarną za krytykę europosłów, którzy opowiedzieli
się za sankcjami dla Polski. Przywołał słowa marszałka Józefa
Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”.
W
tym samym roku kierujący Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego dr hab. Jan
Majchrowski został
pozbawiony funkcji tutora na Uniwersytecie Warszawskim "(...) po
wpisie na planie zajęć, że wymieniony w nim prof. Wojciech Sadurski "nie
odpowiada poziomowi", który on "uważa za właściwy i odpowiedni dla
profesora UW". Władze uczelni uznały wpis za oburzający i zapowiadają
kroki dyscyplinarne".
Krajowa
Sekcja Nauki "Solidarności"
ostrzegała w 2018 roku, że wrócił na uczelnie zamordyzm. "Na poziomie
uczelni zwiększa władzę rektorów kosztem znaczenia organów kolegialnych i
dziekanów wydziałów. Uczelnią będzie więc zarządzał rektor i nie będzie musiał
liczyć się z niczyim zdaniem, ponieważ przyznane w niektórych sprawach funkcje
opiniodawcze nie ograniczają jego jednoosobowej władzy.
W
2019 roku władze UMK w Toruniu zawiesiły w czynnościach nauczyciela
akademickiego prof. dr. hab. Aleksandra Nalaskowskiego. Powodem miał być
opublikowany na łamach tygodnika "Sieci" przez pedagoga felieton o
"tęczowej zarazie". Co z tego, że po wszczętym postępowaniu
dyscyplinarnym przywrócono Profesora do pracy akademickiej, skoro jego "grillowanie"
w macierzystej uczelni trwało
tak długo i intensywnie, że sam odszedł na wcześniejszą emeryturę. Był to jeden
z najwybitniejszych polskich profesorów pedagogiki, b.dziekan Wydziału Nauk
Pedagogicznych, dyrektor Instytutu Pedagogiki, autor znakomitych rozpraw
naukowych.
Podobnie
odeszła w 2020 roku z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach socjolog - prof.
Ewa Budzyńska, która - mimo umorzenia wobec niej postępowania
dyscyplinarnego za przytoczenie przez nią w czasie zajęć ze studentami
klasycznej definicji rodziny oraz nazwanie dziecka w fazie prenatalnej istotą
ludzką - nie zgodziła się na cenzurowanie treści jej
wykładów.
W
roku 2021 zostało wszczęte na KUL postępowanie dyscyplinarne
wobec ks. prof. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego "(...) za to, że
wstawił się za uwięzioną osobą w sytuacji, kiedy nie było potrzeby jej
więzienia (co jest wzorem prawdziwej postawy chrześcijańskiej) oraz nieodcięcie
się od wypowiedzi innego pracownika uniwersytetu, doktora habilitowanego
Przemysława Czarnka, który odmawiał równych praw innym obywatelom".
Lista jest długa...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam