22 maja 2026

Paragraf 275

 




Po wpisie na temat upadku kultury uniwersyteckiej, jak po uderzeniu w stół, odezwały się przysłowiowe nożyce. Cyniczni gracze wykorzystują nieznane im problemy w nauce i relacjach międzyludzkich w danej uczelni do tego, by tylko podgrzewać atmosferę, zaspokajać czyjeś kompleksy, fobie lub mechanizmy obronne z różnych zresztą a skrywanych powodów.   

Otrzymałem list od osoby, która - jak na adiunkta/-kę ma znaczące osiągnięcia naukowe pracując w jednym z krajowych uniwersytetów. Niestety, konflikt interpersonalny uruchomił już sytuację proceduralną, bo wszczęto wobec niej postępowanie dyscyplinarne. Dlatego odpowiedziałem jej „po koleżeńsku”, lecz bardzo ostrożnie, by ją uspokoić, uporządkować fakty, odradzałem dalsze emocjonalne wypowiedzi i wskazałem na konieczność zabezpieczenia praw procesowych. 

Nie jest to właściwy moment na obronę, ale konieczny dla rekonstrukcji zdarzeń, dowodów i wykazania proporcji reakcji władz uczelni. Najważniejsze jest to, że  e-mail tej osoby, którego treść sprawiła, że  wykorzystano go do manipulacji, był niewątpliwie ironiczny, ale zasadnie krytyczny. W jego treści, której tu nie mogę ujawnić, nie było czegoś, co można określić jako oczywiste „podżeganie do niestosownej aktywności”. 

Autor/-ka posłużył/-a się raczej krytyką procedury awansowej i standardów instytucjonalnych w danym uniwersytecie, używając być może zbyt ostrych sformułowań, ale mieszczących się w granicach wypowiedzi pracowniczej i akademickiej. 

Odpowiedzialność dyscyplinarna nauczyciela akademickiego dotyczy czynu uchybiającego obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu, co wynika z art. 275 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Jednak postępowanie nie może służyć penalizacji samej krytyki instytucjonalnej, jeśli nie dotyczy ono naruszenia dóbr osobistych czy realnego wezwania do realizacji obowiązków akademickich. 

Każde takie zdarzenie jest odrębne sytuacyjnie, kulturowo, psychospołecznie i instytucjonalnie. Przypomnę, że w dwóch dekadach XXI wieku, a szczególnie od ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce" z 2018 roku nasiliły się akty dyscyplinujące wobec nauczycieli akademickich, a nawet wykluczające ich z uniwersytetów lub dążące do tego rozwiązania. Dzieje się to wbrew podstawom wartościom akademickim,  ale także kulturowym, relacyjnym-psychospołecznym. 

Nikt przecież nie broni i nie powinien chronić w uczelni akademickiej osób, które dopuszczają się czynów przestępczych, których rodzaje są określone w kodeksie karnym. Słusznie podmioty wewnątrzuczelniane ujawniają przemoc fizyczną czy przestępczość materialną, korupcję, oszustwa dydaktyczne, certyfikacyjne czy nadużycia władzy itp. Jednak włączanie do tego sporów na tle światopoglądowym, religijnym, cywilnym czy tym bardziej różnic paradygmatycznych jest już czymś niestosownym, a wykorzystywanym przez władze uczelni do realizacji celów ukrytych przed własnym środowiskiem i/lub opinią publiczną.          

Przypomnę w tym miejscu tylko kilka przykładów:

L. Moroz-Grzelak (2013). Jeszcze o anonimowych recenzentach. W odpowiedzi na artykuł Profesora Zbigniewa Spendela, NAUKA 3/2013 • 157-161.

Leszek Jażdżewski  tak pisał w 2013 roku: "Faktycznie zmowa milczenia otacza ten uczelniany feudalizm, ponieważ zarówno studenci, jak i młodsi pracownicy naukowi mają za dużo do stracenia. Otwarta krytyka  czy, nie daj Boże, skarżenie się gdzieś wyżej są uznawane za poważne wykroczenia i przykładnie karane. Solidarność korporacyjna na uczelniach wyższych ma się świetnie".

W 2014 roku Rektor UMK w Toruniu był oskarżany o promocję satanizmu za udostępnienie auli na koncert zespołu  Behemot. 

W 2014 roku genderyści, anarchiści zakłócili wykład otwarty socjologa prof. Zygmunta Baumana na uniwersytecie, za co zostali surowo ukarani. Na Uniwersytecie Jagiellońskim miał otrzymać tytuł doktora honoris causa Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, ale część profesorów uznała, że to lewicowiec i zwolennik genderyzmu. Godności tej odmówiono. 

W 2018 roku ceniony w UAM w Poznaniu ksiądz prof. Paweł Bortkiewicz stanął przed komisją dyscyplinarną za krytykę europosłów, którzy opowiedzieli się za sankcjami dla Polski. Przywołał słowa marszałka Józefa Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”.  

W tym samym roku kierujący Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego dr hab. Jan Majchrowski został pozbawiony funkcji tutora na Uniwersytecie Warszawskim "(...) po wpisie na planie zajęć, że wymieniony w nim prof. Wojciech Sadurski "nie odpowiada poziomowi", który on "uważa za właściwy i odpowiedni dla profesora UW". Władze uczelni uznały wpis za oburzający i zapowiadają kroki dyscyplinarne".

Krajowa Sekcja Nauki "Solidarności" ostrzegała w 2018 roku, że wrócił na uczelnie zamordyzm. "Na poziomie uczelni zwiększa władzę rektorów kosztem znaczenia organów kolegialnych i dziekanów wydziałów. Uczelnią będzie więc zarządzał rektor i nie będzie musiał liczyć się z niczyim zdaniem, ponieważ przyznane w niektórych sprawach funkcje opiniodawcze nie ograniczają jego jednoosobowej władzy.

W 2019 roku władze UMK w Toruniu zawiesiły w czynnościach nauczyciela akademickiego prof. dr. hab. Aleksandra Nalaskowskiego. Powodem miał być opublikowany na łamach tygodnika "Sieci" przez pedagoga felieton o "tęczowej zarazie". Co z tego, że po wszczętym postępowaniu dyscyplinarnym przywrócono Profesora do pracy akademickiej, skoro jego "grillowanie" w macierzystej uczelni trwało tak długo i intensywnie, że sam odszedł na wcześniejszą emeryturę. Był to jeden z najwybitniejszych polskich profesorów pedagogiki, b.dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych, dyrektor Instytutu Pedagogiki, autor znakomitych rozpraw naukowych. 

Podobnie odeszła w 2020 roku z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach socjolog - prof. Ewa Budzyńska, która - mimo umorzenia wobec niej postępowania dyscyplinarnego za przytoczenie przez nią w czasie zajęć ze studentami klasycznej definicji rodziny oraz nazwanie dziecka w fazie prenatalnej istotą ludzką -   nie zgodziła się na cenzurowanie treści jej wykładów. 

W roku 2021 zostało wszczęte na KUL postępowanie dyscyplinarne wobec ks. prof. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego "(...) za to, że wstawił się za uwięzioną osobą w sytuacji, kiedy nie było potrzeby jej więzienia (co jest wzorem prawdziwej postawy chrześcijańskiej) oraz nieodcięcie się od wypowiedzi innego pracownika uniwersytetu, doktora habilitowanego Przemysława Czarnka, który odmawiał równych praw innym obywatelom".

Lista jest długa...

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam