(foto moje: Galeria Sztuki APS - prace dyplomowe studentów edukacji artystycznej w APS)
Wczoraj
odbyła się debata naukoznawcza w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii
Grzegorzewskiej w Warszawie, która dotyczyła standardów naukowych osiągnięć
osób ze stopniem naukowym doktora habilitowanego. Jej seminaryjna forma była
zapowiadana w mediach społecznościowych, toteż uczestniczyli w niej akademicy z
różnych uczelni w kraju, którzy prowadzą od szeregu lat badania pedagogiczne i
jest nadzieja, że jako doświadczeni pedagodzy będą ubiegać się o nominację na
tytuł naukowy profesora.
Wprowadzenia
do procedury awansowej dokonała dyrektorka Instytutu Pedagogiki prof. APS dr
hab. Aleksandra
Tłuściak-Deliowska, otwierając
zarazem przestrzeń do wspólnej rozmowy nie tylko o procedurach. Była to już
kolejna z cyklu naukoznawczego sesja w APS, którą poprzedzały spotkania
odrębnie poświęcone postępowaniom: w sprawie nadania stopnia doktora a
następnie doktora habilitowanego.
Seminarium
otworzyła wypowiedź Profesora Jarosława
Gary na temat kluczowej w takim postępowaniu
wartości monografii profesorskiej i pozostałych rozpraw naukowych, które
powinny cechować się głębszą konstrukcją narracyjną w stosunku do osiągnięć
badawczych w okresie przedhabilitacyjnym. Nie bez znaczenia dla rozpoznania
wybitnego wkładu w naukę jest autorski charakter dzieła, ale także subiektywne
i intersubiektywne aspekty pracy akademickiej kandydatów do profesorskiego
awansu.
Nie
ma jak mówił J. Gara - katalogu powtarzalnych doświadczeń osób po
habilitacji, poza ustawowymi wymaganiami, toteż jako pedagog ogólny uważa, że
przedstawiane do oceny dzieła muszą być rozpoznawane przez czytelników jako
ściśle pedagogiczne, odpowiadające właściwemu dla naszej dyscypliny
przedmiotowi badań. Nie wolno pomijać tradycji, kanonu wiedzy, a zarazem dbać o
wypracowane przez poprzednie pokolenia uczonych wzorce i etos badań
naukowych.
Profesor Stefan
M. Kwiatkowski jako wieloletni recenzent także
osiągnięć naukowych kandydatów/ek do tytułu profesora zaproponował dekalog
warunków, których spełnienie powinno zapewnić im nominację z rąk Prezydenta RP.
Nawiązał także do wypowiedzi prof. Anny
Odrowąż-Coates, która podzieliła się znaczeniem i
formami aktywnej współpracy pedagogów z zagranicznymi uczelniami, by udział w
międzynarodowych konferencjach nie był sprowadzany jedynie do wygłoszenia
referatu, ale sprzyjał nawiązywaniu i rozwijaniu trwałych kontaktów
badawczych.
Stefan
M. Kwiatkowski mówił zaś o tym, spełnienia jakich kryteriów oczekuje od
kandydatów do tytułu profesora, a mianowicie: "1. oryginalności
problemu badawczego, 2. istotności naukowej problemu badawczego, 3.
znaczącego wkładu w rozwój wiedzy, 4. interdyscyplinarności badań, 5.
znajomości literatury i jej krytycznej analizy, 6. wysokiego poziomu
metodologicznego własnych badań, 7. rzetelności i dochowania procedur w
referowaniu wyników badań, 8. unikania nadmiernych uogólnień w interpretacji
danych, 9. głębokości interpretacji i 10) spójności konstrukcji monografii
profesorskiej".
Rzeczywiście,
największym paradoksem postępowań profesorskich jest to, że negatywnie oceniane
są osiągnięcia osób, które spełniają wszystkie formalne, ustawowe warunki bycia
wybitnymi uczonymi. W polskiej pedagogice coraz częściej pojawia się
sytuacja pozornie paradoksalna, skoro kandydaci do tytułu profesora posiadają
dorobek solidny, rozpoznawalny, osadzony w dyscyplinie, a mimo to otrzymują
jedną czy nawet dwie recenzje z negatywną konkluzją.
Nie
dlatego, że ich praca jest słaba. Przeciwnie, dlatego, że jest dobra, tyle że —
jak wynika z praktyki recenzenckiej — dobra to jeszcze nie znaczy
wybitna. Konflikt między solidnością a wybitnością nie jest incydentalny,
gdyż ma charakter systemowy i odsłania coś znacznie głębszego niż indywidualne
oceny recenzentów. Ujawnia kryzys wspólnego rozumienia tego, czym jest nauka w
pedagogice, a nawet - jak pisał o tym w swojej książce profesor prawa Hubert
Izdebski: "Ile nauki jest w nauce".
Jeśli
przyjrzeć się uważnie recenzjom, warstwa pozytywna jest wyraźna i powtarzalna.
Kandydaci publikują dużo i systematycznie, prowadzą badania przez
wiele lat, rozwijają spójne obszary problemowe, są obecni w
środowisku krajowym i międzynarodowym, angażują się w dydaktykę,
organizację nauki i życie akademickie. Nie są to zatem przypadkowe czy
powierzchowne osiągnięcia, ale profile, które w wielu uczelniach akademickich
na Zachodzie uznano by za wystarczające do osiągnięcia najwyższych stanowisk.
Można
powiedzieć, że osiągnięty zostaje poziom „dobrego uczonego”, rzetelnego,
pracowitego, kompetentnego, a jednak stwierdzenie przez recenzenta
o wybitności dokonań jawi się jako próg nieoczywisty. Recenzenci
wymagają czegoś więcej, czegoś, co nie zawsze jest jasno nazwane, ale
konsekwentnie egzekwowane. Tym „czymś” jest wkład poznawczy rozumiany nie
jako suma publikacji, lecz jako przekroczenie istniejącego stanu
wiedzy, wprowadzenie nowej kategorii, perspektywy lub
modelu, zdolność do wyjaśniania, a nie tylko opisywania zjawisk
oraz budowanie własnego programu badawczego, a nie jego powielanie.
Innymi
słowy, nie chodzi o to, ile zostało zrobione, lecz o co została wzbogacona
dotychczasowa wiedza naukowa. O ile solidność jest kategorią
ilościowo-jakościową, o tyle wybitność traktowana jest jako kategoria
epistemologiczna. W wielu przypadkach dorobek pozostaje na poziomie
opisu zamiast wyjaśnienia, opiera się na istniejących teoriach, bez
tworzenia nowych, rozwija wcześniejsze wątki, ale nie otwiera nowych pól
badawczych czy wykazuje poprawność metodologiczną, lecz nie prowadzi do
istotnych odkryć.
Wszystko
to mieści się w granicach dobrej nauki, ale profesura - przynajmniej w swojej
idei - zaczyna się tam, gdzie nauka przestaje być tylko poprawna, a zaczyna być
twórcza w sensie poznawczym. Nie ma w naukach społecznych i humanistycznych
jednego modelu wybitności. Na barkach kandydatów do tytułu spoczywa jej
wykazanie publikacjami, które są załączone do recenzji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam