08 stycznia 2026

Profesor jako recenzent: od sędziego sensu do strażnika procedury

 


 




 

 

Od przeszło dwóch dekad doświadczam, jak zmienia się rola profesora w naukach społecznych. Tradycyjnie był on arbitrem jakości, strażnikiem granicy dojrzałości i osobą zdolną powiedzieć: to jeszcze nie jest doktorat, habilitacja czy profesura. Od zmian ustawowych, które podporządkowały proces awansu naukowego procedurom administracyjno-prawnym jako "ważniejszym" od naukowego sensu czyichś dokonań,   coraz częściej staje się interpretatorem standardów, weryfikatorem kompletności a bywa, że autorem recenzji „bezpiecznych”, odpornych na odwołania.

Nie oznacza to, że profesorowie przestali być rzetelni. Wielu z nich nadal czyta, ocenia, docenia lub dostrzega poważne błędy i odmawia nadania stopnia naukowego. Problem polega na tym, że taka postawa przestała być normą wspólnot naukowych w  ramach dyscyplin, a stała się aktem indywidualnej rzetelności, w tym i/lub odwagi.

Rzetelna odmowa nadania stopnia naukowego bywa dziś traktowana jako problem proceduralny, który należy „zrównoważyć”, a nie jako naturalny wynik osądu naukowego. Skoro ktoś coś napisał, opublikował, wytworzył, to mu się należy bez względu na jakość, naukową wartość. 

Odmowa poparcia czyjegoś wniosku staje się testem kultury akademickiej. W zdrowej kulturze naukowej nie jest ona porażką, lecz elementem procesu dojrzewania. Tymczasem obecny system akademicki patologizuje odmowę, wymusza jej nadmierne uzasadnianie, przenosi ciężar dowodu na recenzenta, sprzyja decyzjom koncyliacyjnym.

W efekcie doktorat czy habilitacja coraz częściej stają się potwierdzeniem spełnienia rzekomo formalnych warunków, a nie rozpoznaniem granicy dojrzałości. W niektórych środowiskach akademicki dyskusja na temat standardów, praktyk awansowych pełni rolę laboratorium zmian. Próbuje się bronić jakości w ramach procedur, ale jednocześnie ujawnia się ograniczenia tego podejścia.

Jeśli stopień naukowy ma pozostać kategorią naukową, a nie wyłącznie administracyjną, musi stać się miejscem sądu także sądu negatywnego. Nie da się tego osiągnąć jakości wyłącznie przez mnożenie standardów, formalizowanie kryteriów oceniania. Konieczne jest obdarzenie zaufaniem do odpowiedzialności profesorów jako arbitrów sensu. W istocie dojrzałość nauki mierzy się nie liczbą stron rozprawy czy publikacji, lecz zdolnością powiedzenia "już" lub „jeszcze nie”.

Wydanie kilku artykułów, ani nawet ich cykl, nie dowodzi dojrzałości naukowej, lecz najdalej posuniętej formalizacji procedur, które tę dojrzałość mają zastępować. Cykl artykułów nie dowodzi zdolności do syntezy, nie dowodzi odpowiedzialności za całość problemu, nie dowodzi samodzielności myślenia, nie dowodzi dojrzałości epistemicznej, tym bardziej w rozwiązywaniu tych problemów, w których uczestniczy zespół naukowy. Może dowodzić sprawności metodologicznej, zdolności funkcjonowania w obiegu czasopism czy kompetencji projektowo-publikacyjnej, a to są kompetencje wtórne. 

Niepokojące jest to, jak łatwo zastąpić sąd naukowy procedurą kpa, która w przypadku składania odwołania od odmowy nadania im stopnia naukowego stanowi nie dowód dojrzałości naukowej, lecz desperacji. Przywołałem jakiś czas temu pozew do WSA kandydata do tytułu profesora, któremu RDN odmówiła poparcia, w treści którego podważał zreferowanie recenzji z konkluzją negatywną do opinii rady dyscypliny na temat tej profesor w zupełnie innym postępowaniu. On sam w nim nie uczestniczył, więc nie mógł, a tym samym nie powinien dokonywać jakichkolwiek porównań. Jednak to uczynił.    

Okazuje się, że ustawowy język „wysokich, wybitnych, oryginalnych wymagań” w istocie maskuje obniżenie progu. W polskim systemie awansowym zaczyna być bardziej istotna od naukowej jakości czyichś prac, retoryka dowodząca „znacznego wkładu”, „spójności cyklu”, „odpowiednika monografii” itp.

Środowisko naukowe danej dyscypliny próbuje ratować sens, nie kwestionując formy.  Zamiast powiedzieć, że „tego nie da się zrobić bez napisania rzetelnego dzieła”, mówi się post factum „upozorujmy rzekome dzieło z artykułów” jako rzekomo ich cykl. To jest strategia adaptacyjna a nie epistemiczna. 

Jak pisałem blogu 6 stycznia br. psychologia nie okazała się laboratorium dojrzałości nauki, lecz pierwszą nauką w dziedzinie nauk społecznych, w której w pełni ujawnił się rozpad kryteriów jej rozpoznawania. „Cykl artykułów nie jest i nie może być dowodem dojrzałości naukowej”, ale może dowodzić  sprawności publikacyjnej vs dojrzałości epistemicznej. Chyba warto zdemaskować tę iluzję, w którą wpada cały system. 

Takie podejście służy obronie językowej i normatywnej, a nie epistemicznej, gdyż nie kwestionując formy, podważa się sens tworzenia prac naukowych. Zamiast stwierdzić, że  „bez dzieła nie da się dowieść dojrzałości naukowej”, mówi się: „zróbmy dzieło z artykułów”. Jest to strategia zrozumiała, która jednak nie rozwiązuje problemu rzeczywistego wkładu w rozwój dyscypliny naukowej, lecz go maskuje. 

Ten sam stopień naukowy - doktora czy doktora habilitowanego przyznawany jest na podstawie radykalnie różnych kryteriów epistemicznych. Oznacza to, że doktorat lub habilitacja przestają być kategorią naukową, a stają się kategorią administracyjną przypisaną do dyscypliny. Kilka artykułów stanowi dowód bez dowodzenia naukowej wartości. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam