Od
przeszło dwóch dekad doświadczam, jak zmienia się rola profesora w naukach
społecznych. Tradycyjnie był on arbitrem jakości, strażnikiem granicy
dojrzałości i osobą zdolną powiedzieć: to jeszcze nie jest
doktorat, habilitacja czy profesura. Od zmian ustawowych, które
podporządkowały proces awansu naukowego procedurom administracyjno-prawnym jako
"ważniejszym" od naukowego sensu czyichś dokonań, coraz
częściej staje się interpretatorem standardów, weryfikatorem
kompletności a bywa, że autorem recenzji „bezpiecznych”, odpornych na
odwołania.
Nie
oznacza to, że profesorowie przestali być rzetelni. Wielu z nich nadal czyta,
ocenia, docenia lub dostrzega poważne błędy i odmawia nadania stopnia
naukowego. Problem polega na tym, że taka postawa przestała być normą wspólnot
naukowych w ramach dyscyplin, a stała się aktem indywidualnej
rzetelności, w tym i/lub odwagi.
Rzetelna
odmowa nadania stopnia naukowego bywa dziś traktowana jako problem
proceduralny, który należy „zrównoważyć”, a nie jako naturalny wynik osądu
naukowego. Skoro ktoś coś napisał, opublikował, wytworzył, to mu się należy bez
względu na jakość, naukową wartość.
Odmowa
poparcia czyjegoś wniosku staje się testem kultury akademickiej. W zdrowej
kulturze naukowej nie jest ona porażką, lecz elementem procesu dojrzewania.
Tymczasem obecny system akademicki patologizuje odmowę, wymusza jej
nadmierne uzasadnianie, przenosi ciężar dowodu na recenzenta, sprzyja
decyzjom koncyliacyjnym.
W
efekcie doktorat czy habilitacja coraz częściej stają się potwierdzeniem
spełnienia rzekomo formalnych warunków, a nie rozpoznaniem granicy dojrzałości.
W niektórych środowiskach akademicki dyskusja na temat standardów, praktyk
awansowych pełni rolę laboratorium zmian. Próbuje się bronić jakości w
ramach procedur, ale jednocześnie ujawnia się ograniczenia tego podejścia.
Jeśli
stopień naukowy ma pozostać kategorią naukową, a nie wyłącznie administracyjną,
musi stać się miejscem sądu także sądu negatywnego. Nie da się tego osiągnąć
jakości wyłącznie przez mnożenie standardów, formalizowanie kryteriów
oceniania. Konieczne jest obdarzenie zaufaniem do odpowiedzialności profesorów
jako arbitrów sensu. W istocie dojrzałość nauki mierzy się nie liczbą
stron rozprawy czy publikacji, lecz zdolnością powiedzenia "już" lub
„jeszcze nie”.
Wydanie
kilku artykułów, ani nawet ich cykl, nie dowodzi dojrzałości
naukowej, lecz najdalej posuniętej formalizacji procedur, które tę
dojrzałość mają zastępować. Cykl artykułów nie dowodzi
zdolności do syntezy, nie dowodzi odpowiedzialności za całość
problemu, nie dowodzi samodzielności myślenia, nie dowodzi
dojrzałości epistemicznej, tym bardziej w rozwiązywaniu tych problemów, w których
uczestniczy zespół naukowy. Może dowodzić sprawności
metodologicznej, zdolności funkcjonowania w obiegu czasopism
czy kompetencji projektowo-publikacyjnej, a to są kompetencje
wtórne.
Niepokojące
jest to, jak łatwo zastąpić sąd naukowy procedurą kpa, która w przypadku
składania odwołania od odmowy nadania im stopnia naukowego stanowi
nie dowód dojrzałości naukowej, lecz desperacji. Przywołałem jakiś
czas temu pozew do WSA kandydata do tytułu profesora, któremu RDN odmówiła
poparcia, w treści którego podważał zreferowanie recenzji z konkluzją negatywną
do opinii rady dyscypliny na temat tej profesor w zupełnie innym postępowaniu.
On sam w nim nie uczestniczył, więc nie mógł, a tym samym nie powinien
dokonywać jakichkolwiek porównań. Jednak to uczynił.
Okazuje
się, że ustawowy język „wysokich, wybitnych, oryginalnych wymagań” w istocie
maskuje obniżenie progu. W polskim systemie awansowym zaczyna być bardziej
istotna od naukowej jakości czyichś prac, retoryka dowodząca „znacznego
wkładu”, „spójności cyklu”, „odpowiednika monografii” itp.
Środowisko
naukowe danej dyscypliny próbuje ratować sens, nie kwestionując
formy. Zamiast powiedzieć, że „tego nie da się zrobić bez
napisania rzetelnego dzieła”, mówi się post factum „upozorujmy
rzekome dzieło z artykułów” jako rzekomo ich cykl. To jest strategia
adaptacyjna a nie epistemiczna.
Jak
pisałem blogu 6 stycznia br. psychologia nie okazała się laboratorium
dojrzałości nauki, lecz pierwszą nauką w dziedzinie nauk społecznych, w
której w pełni ujawnił się rozpad kryteriów jej rozpoznawania. „Cykl
artykułów nie jest i nie może być dowodem dojrzałości naukowej”, ale może
dowodzić sprawności publikacyjnej vs dojrzałości
epistemicznej. Chyba warto zdemaskować tę iluzję, w którą
wpada cały system.
Takie
podejście służy obronie językowej i normatywnej, a nie epistemicznej,
gdyż nie kwestionując formy, podważa się sens tworzenia prac naukowych.
Zamiast stwierdzić, że „bez dzieła nie da się dowieść dojrzałości
naukowej”, mówi się: „zróbmy dzieło z artykułów”. Jest to strategia
zrozumiała, która jednak nie rozwiązuje problemu rzeczywistego wkładu w rozwój
dyscypliny naukowej, lecz go maskuje.
Ten
sam stopień naukowy - doktora czy doktora habilitowanego przyznawany jest na
podstawie radykalnie różnych kryteriów epistemicznych. Oznacza to, że
doktorat lub habilitacja przestają być kategorią naukową, a stają
się kategorią administracyjną przypisaną do dyscypliny. Kilka
artykułów stanowi dowód bez dowodzenia naukowej wartości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam