Najpierw cytat z wypowiedzi ministry Barbary Nowackiej w ramach briefingu prasowego (za: Ministerstwo Edukacji Narodowej)
"— Założenia mamy ambitne. Zakładam, że co najmniej 20 tys. nauczycieli i nauczycielek w skali kraju osobiście uda się nam jako kierownictwu resortu spotkać na tych rozmowach — mówiła Barbara Nowacka przed pierwszym spotkaniem na trasie „Kierunek: Kompas Jutra”. — Zaczynamy konsultacje dobrej, mądrze przygotowanej, potrzebnej zmiany, która spowoduje, że i młodzież będzie wiedziała, po co się uczy, i nauczyciele odnajdą sens w uczeniu, w sile swojej, w autonomii i prestiżu zawodu. — Mamy w Polsce wspaniałych nauczycieli i nauczycielki, ale chcemy mieć pewność, że będą oni podążać za śladami tworzonej reformy — mówiła ministra. Spotkania mają potrwać do czerwca. "
Analizuję tę wypowiedź ministry ze studentami, gdyż krystalizuje ona istotę centralizmu oświatowego językiem pozornie dialogicznym, a
strukturalnie paternalistycznym. Taka narracja już działa przeciwskutecznie, bez względu na intencje, które są skrywane przez władze resortu edukacji.
Dla społeczeństwa informacja o spotkaniach kierownictwa MEN z 20 tysiącami nauczycieli brzmią imponująco, ale z perspektywy nauczycielskich reakcji ujawnia się zasadniczy problem: konsultacje pojawiają się po sformułowaniu kierunku "wędrówki", a nie przed nim.
Zwróćmy uwagę na język:
- „Kierunek: Kompas Jutra” –
kierunek już jest, chociaż i ten nie jest akceptowany,
- „dobra, mądrze przygotowana zmiana”
– ocena już zapadła,
- nauczyciele mają „odnaleźć sens”, czyli jest on do odnalezienia, a nie do współtworzenia.
Nauczyciele doskonale to rozumieją: „ktoś już zdecydował, a my mamy się w tym odnaleźć”.
Ministra mówi o autonomii, prestiżu, sile nauczycieli, ale zaraz potem pada kluczowe zdanie: „chcemy mieć pewność, że będą oni podążać za śladami tworzonej reformy”. Z punktu widzenia profesjonalizmu nauczycielskiego to sprzeczność logiczna:
- autonomia oznacza prawo do
współdecydowania i różnicowania praktyk,
- „podążanie za śladami” oznacza konformizm
proceduralny.
Dokładnie ten dysonans jest rozpoznawany jako pozorna autonomia przykrywająca realne podporządkowanie. Dlaczego to jest groźne w świetle badań pedeutologicznych?
Nauczyciele nie kwestionują potrzeby zmian, nie odrzucają dialogu, ale nie akceptują sytuacji, w której sens ich pracy jest im „przywracany” odgórnie. Tymczasem tu mamy dokładnie komunikat: reforma sprawi, że nauczyciele odnajdą sens w nauczaniu innych, co dla wielu wrażliwych i ambitnych brzmi jak podważenie ich dotychczasowego profesjonalizmu.
Ministra wprost sugerowała, że dotychczas sensu nie było albo zaginął z ich winy. Jeśli konsultacje są prowadzone, kierunek reformy jest ustalony, a wdrożenie będzie obowiązkowe, to bardzo łatwo w kolejnym kroku powiedzieć: „Rozmawialiśmy. Tysiące nauczycieli uczestniczyło. Jeśli ktoś nie potrafi odnaleźć sensu albo nie podąża, to problem leży po jego stronie”.
Takie podejście do zmian jest prostą drogą do pogłębienia wypalenia, przyspieszenia odejść z zawodu i wzmocnienia oddolnej narracji, którą podzielił się jeden z nauczycieli:
"Znów chce się z nas zrobić przysłowiową Siłaczkę, która będzie na własnych barkach nieść cały ciężar, bo to przecież służba, a nie zawód, misja do wypełnienia. Co to ma wspólnego ze słowami " nauczyciele będą podążać za śladami reformy?" Najważniejsze, by ogłupić społeczeństwo" (tamże).
Nie ma co liczyć na jakiekolwiek uczciwe konsultacje, bo ministra spotyka się z podległymi jej urzędnikami kuratoriów oświaty i też jej podlegającymi dyrektorami placówek oświatowych, jako nadzorem pedagogicznym. Nauczyciele nie mają autonomii, gdyż są adresatami poleceń służbowych, nawet jeśli rozmowa z nimi ma konsultacyjną formę.
W takiej relacji istnieje asymetria decyzyjna, ryzyko sankcji pośrednich (oceny, awans, „wizerunek dyrektora”), a więc istnieje autocenzura oraz przestrzeń zarządzanego konsensusu. W mediach społecznościowych nauczyciele bardzo wyraźnie odróżniają „my w klasie” vs „oni w zarządzaniu”.
Kuratoria nadal są narzędziem kontroli, odpowiadają za ewaluację, zalecenia, interpretację prawa, zaś perspektywy nauczyciela kuratorium to instancja, przed którą się tłumaczę, nie ta, z którą negocjuję sens mojej pracy. W sytuacji „pseudo-konsultacji” nauczyciele wiedzą, że mają one charakter informacyjny, instruktażowy i legitymizujący.
W takim trybie wprowadzania zmian w oświacie nie ma miejsca na oryginalne innowacje, eksperymenty, gdyż wszystko musi mieć charakter wdrożeniowy, naśladowczy. Oni mają iść po śladach wyznaczonych im przez IBE-PIB.
Nic dziwnego, że prawda o ich stosunku do zmian w strategii "tom-down" jest prezentowana przez nauczycieli w mediach społecznościowych, w tym także jako komentarz do oficjalnego dyskursu władzy, bo tam nie grozi im ocena służbowa.
Jeśli więc MEN mówi: „rozmawiamy z nauczycielami”, to oni doskonale widzą, że rzekome konsultacje toczą się w relacji hierarchicznej, z udziałem nadzoru, a to skutkuje odwrotnym efektem do spodziewanego przez nadzór pedagogiczny. Wzmacnia bowiem cynizm, pogłębia bezradność i utwierdza nauczycieli w przekonania, że ich potrzeba profesjonalnej samorealizacji nie ma żadnego znaczenia.
Opór nauczycieli będzie jeszcze większy, gdyż stanowi racjonalną reakcję profesjonalistów na asymetrię władzy. Sens pracy nauczyciela nie jest rezultatem odgórnej reformy, lecz warunkiem wstępnym reform oddolnych. Żadna zmiana systemowa nie może „przywrócić” sensu pracy pedagogicznej, jeśli nie uznaje ona nauczyciela za współtwórcę procesu kształcenia, ale traktuje go wyłącznie jako wykonawcę ustanowionych procedur.
Na koniec kilka charakterystycznych wypowiedzi nauczycieli:
1) "Owszem mamy w Polsce wspaniałych nauczycieli i nauczycielki zarabiających żenująco nisko. Mamy też we władzach ministerstwa osoby nie posiadające minimum kompetencji aby takie stanowisko zajmować. Od 20 lat mamy tylko obietnicę, przekładanie, mamienie oczu, arogancje, uśmiechy i wmawianie nam ,że jest dobrze. Reforma jest przygotowana fatalnie- są w niej bardzo fajne rzeczy a są i rzeczy skandaliczne. 1 Realna podwyżki. 2.Szacunek. 3. Koniec kłamstwa i obłudy. 4. Koniec wykorzystywania szkoły do walki politycznej i promowania własnych idei. 5.We władzach MEN ludzie znający się na edukacji a nie myślący, że się znają. Ostatnie 20 lat to zmarnowany czas. Rządy się zmieniają a my mamy te same obietnice te same problemy, tak samo mało zarabiamy tylko szacunku już do nas przez te głupie decyzje rządzących już nikt nie ma …a jedno się zmienia…Bałagan coraz większy".
2) "Nauczyciele już przeżyli tyle reform, ze nie mają już oczekiwań, entuzjazmu też nam brakuje. Elementy gimnazjum, np. tydzień projektowy to nic nowego. Reforma bez polotu, bez przekonania i bez pieniędzy. Teraz ministra chce rozmawiać? Byłam na wcześniejszym spotkaniu z ministrą (przed wyborami prezydenckimi) padło tam kilka pytań o przyszłość edukacji - dziś nie mam już złudzeń. Rozmawiajmy o reformie, ale nie o pieniądzach, rozmawiajmy o edukacji zdrowotnej, ale nie o pieniądzach, rozmawiajmy o tygodniu projektowym, ale nie o pieniądzach (choćby na materiały), rozmawiajmy o wyjściach/wycieczkach z klasą, ale nie o czasie pracy ponad normę i zasady BHP. Rozmawiajmy...".
3) "Mogę podążać śladami, nie ma problemu. Śladami wyżłobionymi w wyboistej, dziurawej drodze, której nikt nie chce wyremontować bo szkoda pieniędzy. Tylko jak wpadnę w jakąś większą dziurę i zrobię sobie krzywdę to będzie moja wina? Czy wina tych, którzy nie wyremontowali drogi?"
4) "To nie nauczyciele powinni nadążać za reformą. To oni powinni być głównymi podmiotami i mieć swój głos w tych zmianach ( przez swoich przedstawicieli którzy są autorytetami w środowisku). Jeśli to będzie na zasadzie nakazowo-rozdzielczej to słabo to widzę".
5) "Ja na pewno nie będę podążać. Usuwa się większość geografii z klas 5-6, a ja mam nagle uczyć chemii, fizyki. To nie jest tak, że sobie nie poradzę. Ministerstwo wyrzuca do kosza cały mój warsztat pracy. Budowanie nowego mi się nie opłaca, biorąc pod uwagę fakt, że po wyborach znowu może się wszystko zmienić. Brak mi tez już siły na ciągłe zmiany. Wszystko co wypracowałam musiałam po kilku latach wyrzucać i robić od nowa".
Tego typu wypowiedzi, nawet znacznie ostrzejszych, jest więcej niż 20 tysięcy uczestników spotkań z ministrą i jej kompletnie nonsensownych współtwórców. Nic dziwnego, że z przewodniczenia Zespołowi monitorującemu deformę zrezygnował profesor, matematyk, b. wiceminister edukacji. Kolejni też mają iść po śladach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam