Kiepskie perspektywy dla nauki i szkolnictwa wyższego


Minister Jarosław Gowin ogłosił główne kierunki polityki resortu w zakresie szkolnictwa wyższego i nauki. Zapewne nie zachwycą akademickiego środowiska. Nie ma tu w ogóle mowy o znaczącym wzroście nakładów na naukę i kadry naukowe. Może dlatego minister Gowin ucieka w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej od tej kwestii. Ba, dziennikarze nawet nie pytają, bo zdaje się, że pytać im o to nie wolno lub nie jest to dobrze widziane.

Tymczasem to finanse rozstrzygają o tym, jakie będzie młodzieży chowanie, skoro za priorytet uznaje szef resortu "wspieranie na uczelniach dydaktyki na wysokim poziomie". Nie bardzo rozumiem, jak można wspierać dydaktykę na wysokim poziomie, skoro władze resortu przeznaczają na tę funkcję szkół wyższych marne grosze. Ba, to polityka resortu sprawiła, że narzucony wskaźnik przyjęć młodzieży na studia pozbawia dostępu do najlepszych uczelni właśnie tych, o których minister rzekomo się troszczy.

Proszę zobaczyć, jak stawiane jest pytanie i jaka na nie pada odpowiedź:

PAP: A co z kolejnymi ustawami? Przygotowany jest już podobno projekt dotyczący ulg podatkowych dla osób, które studiują na uczelniach prywatnych. Czy ten projekt trafi pod obrady Sejmu?

Jarosław Gowin: - To wymaga decyzji na szczeblu koalicji rządowej. Można dalej nie dostrzegać, że część studentów jest krzywdząco traktowana, bo musi za studia płacić. W dodatku najczęściej jest to młodzież z mniejszych ośrodków, z gorzej sytuowanych rodzin. Osoby mniej zamożne płacą więc podwójnie: nie tylko za swoje studia, ale w dodatku z ich podatków – czy podatków ich rodziców – są finansowane studia zamożniejszej młodzieży wielkomiejskiej. Od wielu lat opowiadam się za likwidacją tej jaskrawej niesprawiedliwości, ale nie udało mi się jeszcze uzyskać sojuszników dla tego projektu.

Otóż minister powinien przyznać, że część polskiej młodzieży jest krzywdząco traktowana z powodu przymusu finansowania własnych studiów w wyższych szkołach prywatnych, gdyż rząd PiS od czterech lat karze finansowo uczelnie państwowe za przyjmowanie studentów w liczbie przekraczającej wskaźnik 1:13 (na jednego nauczyciela akademickiego: maks. 13 studentów). Tym samym to polityka tego rządu spycha w sferę niedostępności do akademickiego wykształcenia tych, którzy z racji wysokich limitów przyjęć nie mają żadnych szans na bezpłatne studia.

Twierdzenie, że jak jest mniej studiujących, to dydaktyka jest na wyższym poziomie, ośmiesza władze ministerstwa. To resort wykluczył z parametrów finansowania szkół wyższych jakość kształcenia studentów i kształcenia doktorantów, które nie są już przedmiotem ewaluacji.

Jarosław Gowin wprowadził jeszcze jeden czynnik degradujący jakość dydaktyki w państwowym szkolnictwie wyższym, bo że w prywatnym jest ona na jeszcze niższym poziomie z racji zlikwidowania minimów kadrowych (uczyć każdy może, trochę lepiej lub nawet gorzej), to już nie ulega wątpliwości. Tym czynnikiem jest zmiana rangi kształcenia.

Od ustawowej regulacji resortu nauki i szkolnictwa wyższego nowych zasad oceny parametrycznej - nie jednostek akademickich, ale dyscyplin naukowych - wiadomo, że dydaktyka nie może być priorytetem czy znaczącą troską nauczycieli akademickich, gdyż ci, żeby mogli w ogóle pracować w uczelniach państwowych muszą zdynamizować własne badania naukowe, aplikować o środki zewnętrzne (a nie uczelniane) na projekty badawcze i publikować w periodykach oraz wydawnictwach listy MNiSW.

Tym samym, żeby przetrwać, nawet z najlepszą wolą zatroszczenia się o studentów, najpierw muszą zapewnić sobie miejsce pracy naukowo-badawczej. Nie dość, że marnie zarabiają, to jeszcze muszą żebrać o niedostępne dla nawet bardzo dobrych wniosków środki w ramach konkursów NCN, gdyż tam są one także ograniczone. Co zatem czynią władze wielu uczelni państwowych? Przyznaje się do wiedzy na temat tej manipulacji, a będącej wynikiem polityki władzy, minister J. Gowin odpowiadając na pytanie dziennikarza PAP:

PAP: Co państwo chcą zrobić, aby poprawić jakość dydaktyki na uczelniach?

J.G.: Szansa, którą przewidzieliśmy w Konstytucji dla Nauki – nowa ścieżka dydaktyczna, nie została przez środowisko wykorzystana. Na żadnej uczelni nie podjęto przemyślanej próby otwarcia przed wybitnymi dydaktykami nowych perspektyw. Obserwujemy za to zjawisko jednoznacznie negatywne – przesuwanie na etaty dydaktyczne słabych naukowców. Przestrzegam, że ministerstwo nie zamierza biernie się temu przyglądać! W najbliższych miesiącach na pewno będziemy zastanawiali się nad rozwiązaniami, które zachęcą do tego, by ścieżkę dydaktyczną w dobrym tego słowa znaczeniu otwierać. A jeżeli będzie trwało to zjawisko przesuwania na stanowiska dydaktyczne osób, które nie powinny na uczelni pracować, wprowadzimy zmianę w algorytmie finansowym. A to sprawi, że tego typu praktyki będą dla uczelni nieopłacalne.


To w końcu, jakie praktyki w uczelniach są opłacalne? Co minister rozumie, przez opłacalność i dlaczego nie docieka rzeczywistych powodów warunkowania przez resort demoralizacji akademickiej?