środa, 31 października 2018

Zmarła wspaniała pedagog - Profesor Maria Dudzikowa

Z każdym miesiącem, potem tygodniem, a ostatnio już z każdym dniem spodziewaliśmy się tego najgorszego, chociaż wciąż wierzyliśmy z Rodziną Pani Profesor, że póki tli się iskierka nadziei, to może powiedzie się pokonanie nowotworowej choroby. Niestety, w dniu wczorajszym zmarła w Koninie po prawie dwuletniej walce z rakiem - Profesor MARIA DUDZIKOWA (ur. 23.04.1938 w Ożeninie).

W tak bolesnej dla mnie osobiście, a raniącej serce sytuacji, nie mogę pozbierać myśli. Sięgam pamięcią do każdej z ostatnio spędzonych z Panią Profesor chwil, by nie utracić niczego, co było przedmiotem wspólnej wymiany myśli, marzeń, pragnień, drobnych radości i niepokojących stanów pogarszającego się zdrowia.

Każda ręcznie wypisana przez Profesor kartka z życzeniami czy gratulacjami stawała się osobistym talizmanem, moralnym i duchowym GPS-em. Kiedy dowiedziała się o swoim przeznaczeniu, wpisanym przecież każdemu z nas w ziemską egzystencję, napisała m.in.

"(...) z wiarą i nadzieją, że codzienny trud nie zniszczy radości istnienia i realizacji celów! Jak pisał poeta Edward Szymański w wierszu pt. "Nowy Rok II":

"A nam - wyżej głowa znad ziemi.

A nam - tęcza na skrzydłach rzęs.

Aż się wszystko - jak w baśni odmieni.

Aż się radość odnajdzie i sens".


Trudno jest pogodzić się z odejściem OSOBY o wielkim umyśle, wyjątkowej empatii i silnym charakterze, która tak w czasie pracy zawodowej, jak i od momentu niespodziewanego pojawienia się choroby, na początku nieprzewidywalnej w skutkach, wypełniała każdą chwilę rozmowami z każdym, kto tylko potrzebował Jej rady, wsparcia, sugestii, instrukcji, zachęty, inspiracji czy uczuciowego współbrzmienia. Już nie zdzwoni do mnie, do Ciebie, do kogoś, ani my nie będziemy mogli usłyszeć Jej zatroskanego głosu o naukę i o oświatę.

Dla wielu osób z akademickiego świata była jak Matka ustawicznie martwiąca się o własne dzieci. Każdy Jej doktorant, uczestnik seminarium, członek zespołu samokształceniowego przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, nauczyciel, ot, każdy napotkany rozmówca traktowany był jak ktoś najbliższy, skoro podjął decyzję o pracy naukowo-badawczej czy zaangażowaniu się w nauczycielską misję. Stawał się niejako członkiem Jej Rodziny, bez względu na to, czy był zatrudniony w Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu czy w innej uczelni, czy może był spoza akademickiego środowiska.

Prof. Maria Dudzikowa roztaczała nad każdym skrzydła własnej wyobraźni i serca, wymagając, a nie rozpieszczając, dzieląc się twardą prawdą, a nie fałszywą opinią, by nie ułatwiać komuś samooszukiwania się w stanie własnej niewiedzy. Po wielogodzinnych seminariach zapraszała jeszcze do swojego mieszkania, by nakarmić ugotowaną przez siebie zalewajką i w otoczeniu zapełnionych książkami półek (od podłogi aż po sufit) rozmawiać o naukowych problemach. To w jej mieszkanku, często także na łączach telefonicznych rozmów trwających po kilkadziesiąt minut, rodziły się tematy prac doktorskich, tytuły i zakres treści monografii habilitacyjnych czy pomysły na kolejne konferencje.

Niewiele jest w uniwersytetach osób, które całym życiem służą innym, które z wyjątkową pasją i wiarygodną pracą nad sobą traktują rodzinne, akademickie i społeczne role jako imperatyw moralny. Może ktoś się zastanawia, po co poświęcała każdą chwilę życia będąc już na emeryturze, a więc w okresie "złotej jesieni", kolejnym planom wydawniczym, projektom własnych książek, recenzjom rozpraw tych, którzy naprawdę chcą skorzystać z uprzedzającej potencjalne niepowodzenie mądrości Mistrzyni Myśli, Pióra, Doświadczeń i Wyobraźni. Pracowała bez wytchnienia, często nie dojadła, bo nie miała na to czasu. Wszędzie jednak była punktualnie, a nawet wcześniej, z zapasem, by nikt nie musiał na Nią czekać.

Gdy spojrzymy na tytuły najważniejszych w życiu Marii Dudzikowej książek autorskich, ale i serii wydawniczych, współredagowanych z młodymi uczonymi, stawiającymi pierwsze kroki, to zobaczymy jak pięknie odzwierciedlają one sens i radość życia pedagogiką, myślenia humanistyką i działania polityką (w arystotelesowskim znaczeniu tego słowa jako racjonalnej troski o dobro wspólne). Była nauczycielką języka polskiego, współtworząc ze swoim Mistrzem i Promotorem prof. Heliodorem Muszyńskim szkołę wychowującą, ale inaczej pomyślaną i kreowaną w praktyce. Każdy, kto sięgnie po książkę pt. "Wychowanie przez aktywne uczestnictwo" (Warszawa 1987) przeczyta jakże aktualny wciąż rozdział: "Wychowanie przez role społeczne a niebezpieczeństwo manipulacji", w którym pisze o manipulacji jako zaprzeczeniu wychowania.

Potem pojawiły się tak znakomite rozprawy, jak: "Praca młodzieży nad sobą" (Warszawa, 1993), "Mit o szkole jako miejscu wszechstronnego rozwoju ucznia. Eseje etnopedagogiczne (Kraków, 2001, 2004); "Pomyśl siebie ... Minieseje dla wychowawcy klasy" (Gdańsk, 2007); współredaktorska (z M. Czerepaniak-Walczak) pięciotomowa seria: "Wychowanie. Pojęcia - Procesy - Konteksty (Gdańsk: 2007-2010, wyróżniona "Nagrodą Edukacji XXI wieku" w kategorii "podręcznik akademicki" na 23 Targach Książki Edukacyjnej); współredaktorska (z H. Kwiatkowską) wielotomowa seria: "Palące problemy edukacji i pedagogiki" (Kraków: 2013 - 2015), w tym tom pt. "Sprawcy i/lub ofiary działań pozornych w edukacji szkolnej (red. z K. Knasiecką-Falbierską, Kraków, 2013) z Jej znakomitym tekstem: "Użyteczność pojęcia działań pozornych jako kategorii analitycznej. Egzemplifikacje z obszaru edukacji (i nie tylko)"; współredaktorski zbiór "Interdyscyplinarnie o interdyscyplinarności. Między ideą a praktyką" (z A. Chmielewskim i A. Groblerem, Kraków: 2012), z jej tekstem: "Sytuacja problematyczna interdyscyplinarności w naukach społecznych i humanistycznych (z kryzysem w tle)" oraz współredaktorski tom:"O pasjach cudzych i własnych - profesorowie" (wspólnie z ks. Marianem Nowakiem, Lublin 2015), w którym jest poruszający tekst Profesor pt. "O mojej miłości do książek. Esej osobisty".

Kierowała międzyuniwersyteckim zespołem badawczym (grant MNiSW) pod nazwą: Studenci I roku UAM 2005/06 - 2009/10. Doświadczenia szkolne pierwszego rocznika reformy edukacji a zmiany zasobów jego kapitału społecznego w warunkach szkoły wyższej. Udowodniła, że można poprowadzić zespołowe badania panelowe, których efektem jest seria wydawnicza: Maturzyści 2005' - Studenci UAM w Poznaniu. Tom I: Doświadczenia szkolne pierwszego rocznika reformy edukacji. Studium teoretyczno-empiryczne (red. z R. Wawrzyniak-Beszterdą, 2010); tom II: Kapitał szkolny w szkołach różnego szczebla kształcenia. Diagnoza i uwarunkowania (praca zespołowa 2011); tom IV: Oblicza kapitału społecznego uniwersytetu: Diagnoza - interpretacje - konteksty (praca zespołowa 2013).

O wartości tych badań i sukcesach pracy zespołowej świadczy przyznana Jej zespołowi przez Wydział I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN w 2015 r. Nagroda im Władysława Spasowskiego. Nagrodzone przez PAN tomy są raportem z badań longitudinalnych, które zawierają studium teoretyczne, metodologiczne i interpretatywne wyników badań uzyskanych na wszystkich etapach rekonstruowania szkolnych doświadczeń tej samej populacji respondentów. Poznańsko-zielonogórscy naukowcy dociekali tego, w jakim stopniu uczęszczanie przez młodzież do reformowanej szkoły średniej sprzyjało rozwojowi kapitału społecznego uczących się.

Po raz pierwszy od wielu lat przeprowadzono w naszym kraju badania wzdłużne monitorując na bieżąco, w jakim stopniu szkoła jest środowiskiem, w którym i poprzez które tworzony jest kapitał społeczny oraz jakie można stawiać prognozy pod tym względem. Pani Profesor Maria Dudzikowa jest mistrzynią eseistyki pedagogicznej wydając w ostatnim roku dwa znakomite eseje: Oznaki dehumanizacji szkoły w perspektywie metaforyki odzwierzęcej (w:) Uczłowieczyć komunikację. Nauczyciel wobec ucznia w przestrzeni szkolnej, red. Henryka Kwiatkowska, Kraków 2015) oraz wspomniany esej o miłości do książek.

Kochała kupować i czytać książki, które pochłaniała z niebywała prędkością i głębokim rejestrem ich najważniejszych treści. Pamiętam, jak wybierała się mimo już pierwszych oznak choroby, do Wrocławia, który stał się w 2016 r. Światową Stolicą Książki, by - jak pisała w ostatnim z wyróżnionych tu tekstów - "Jeśli zdrowie pozwoli, wybiorę się w ten dzień, 23 kwietnia do Wrocławia, aby w rocznicę swoich urodzin w taki niecodzienny sposób radować się książkami i z książek, radością apollińską na przemian z dionizyjską. Mimo wszystko... Mimo wszystko... Kto ze mną?"

W najbardziej trudnych w czasie choroby momentach znalazła resztkę sił, by wyjść z domu do księgarni, usiąść na stołeczku i poprosić sprzedającą w niej o pokazanie najnowszych książek z szeroko pojmowanej humanistyki. A ilu nauczycielom akademickim, młodym, zdrowym nie chce się nawet udać do biblioteki, nie wspominając już o księgarni? Maria Dudzikowa czytała cała sobą dla innych. Można było tylko rzucić jakąś myśl, ideę, by natychmiast z jej ust padały tytuły najważniejszych, najbardziej wartościowych książek, które właśnie się ukazały, jak i tych z lat minionych.


Odeszła od nas wspaniała Profesor, o renesansowej mądrości, encyklopedycznej wiedzy, znakomicie wykształcona i wykorzystująca w swoich badaniach oraz wykładach wiedzę z nauk humanistycznych i społecznych, nie tylko z pedagogiki, ale przede wszystkim z literatury pięknej, literaturoznawstwa, językoznawstwa, psychologii, antropologii kulturowej, socjologii i filozofii współczesnej. Była wyjątkową, niepowtarzalną, interdyscyplinarnie badającą fenomeny kształcenia i wychowania, polityki oświatowej i akademickiej. Posiadała i zarażała nas osobistą pasją wielostronnego badania w pedagogice procesów, zdarzeń i instytucji, które są fundamentalne w kulturze i codziennym życiu każdej osoby i każdego społeczeństwa.

Swoją twórczością naukową zapoczątkowała w naukach o wychowaniu nową erę holistycznych, empiryczno-interpretatywnych badań pedagogicznych. Jej zainteresowania poznawcze koncentrują się na problemach interdyscyplinarności w nauce; związku nauki z praktyką; szkole jako podmiotu zmian oraz środowiska rozwoju osobowego uczniów i nauczycieli; życiu codziennym i kulturze szkoły; procesach enkulturacji, wychowania i autokreacji. Odchodziła z poczuciem dramatycznego przecięcia linii życia, ale i szczęścia, że w gronie Jej byłych Uczniów, Współpracowników, Doktorantów są już profesorowie tytularni, doktorzy habilitowani i doktorzy nauk społecznych.

Rozstawaliśmy się z Panią Profesor osobiście, 19 września tego roku w Łagowie, odprowadzając Ją z pochodniami oświetlającymi drogę do mojego samochodu, którym odwoziłem Profesor z dwudziestej piątej pod Jej kierownictwem, a XXXII Letniej Szkoły Młodych Pedagogów KNP PAN do Hospicjum w Koninie, by symbolicznym znakiem płomieni pokazać, jak gorące żegnały Ją serca i jak wiele z tego ciepła i światła postarają się przekazać kolejnym pokoleniom.


Żegnam wieloletnią Wiceprzewodniczącą Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, moją akademicką Mistrzynię, Damę Polskiej Pedagogiki łącząc się w bólu z Jej Mężem - Franciszkiem, Synami wraz z rodzinami. Mam poczucie niepowetowanej straty, ale i zobowiązanie do zachowania i kontynuowania świata Jej wartości i standardów postępowania w humboldtowskim wzorze universitas.


24 komentarze:

  1. Pasja Pani Profesor - nie zapomnimy. Właściwie tak trudno cokolwiek napisać.... Marzena

    OdpowiedzUsuń
  2. Żegnaj Maryniu
    Niech Ci światłość wiekuista 6nigdy nie zagasnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Mario,
    Byłaś dla nas Mistrzynią, Rodziną, Przyjaciółką Najważniejszą, Wzorem Człowieka Mądrego i Dobrego. Dziękujemy za telefon późną nocą czy wczesnym rankiem i pytanie: „Masz ołówek”. Za herbatę o poranku, czy jak już siły już nie ma na nic. Za kartę w chwili zwątpienia z podpisem: Jak mawiał Bob Budowniczy: Damy Radę. Za korale czy chustkę. Za każdą kartkę pracy, referatu, wystąpienia, tekstu przeczytaną w nocy, w przerwie, w pociągu, w parku, nad ranem. Za Letnią Szkołę Młodych Pedagogów i za pracą z całym człowiekiem. Za myślenie czterema półkulami. Za tysiące godzin przegadanych. Za tytuł czy pomysł do pracy. Za głaskanie po głowie wtedy kiedy dobrze w życiu i wtedy gdy okropnie. Za wiersz i dedykacje na każdą okazję, na serca pocieszenie. Za żurek i ogórki kiszone z liściem czarnej porzeczki, tak pyszne po wielu godzinach pracy. Za wspólny śmiech do łez, kiedy grubo po północy, a my przy pracy. Za książkę, której już albo jeszcze nigdzie nie ma. Za rękę ciężką i serce otwarte…. I za wszystko co niewypowiedziane.
    „Pytałem wszystkich – żywych i umarłych:
    Ludzi, chmur, zwierząt, kamieni i traw –
    Z odpowiedzi nielicznych i wielu przemilczeń – jedno jest pewne:
    Sam muszę rozwiązać równanie dwóch praw:
    Życia i Śmierci”.
    Do zobaczenia Kochana Prof. M.D.
    Ewa Bochno

    OdpowiedzUsuń

  4. […] W bladym świetle widać resztki przedmiotów
    znaki zatrudnień i życia ludzi którzy za dnia tu bywali
    miejsca i obrazy czekają na swoje zaistnienie
    ja także kiedy odejdę może w ciemności zaświecę"
    ["SŁUCHAJCIE JAK ECHO ŚPIEWA", Julia Hartwig]
    M.K.B

    OdpowiedzUsuń
  5. Ze wielkim smutkiem przyjąłem Jej śmierć. Już sądziłem że glejak nie wróci...

    Marek Wroński

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Panie Profesorze za tak wzruszające wspomnienie. To Pani Profesor poleciła mi czytanie tego bloga. Jej testament dla mnie jako nauczycielki z prowincji to: możesz "pracować w szkole" lub "być nauczycielem". Pozdrawiam dzieląc smutek ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak mi przykro... Wyrazy współczucia dla Rodziny i Przyjaciół
    Beata Karpińska-Musiał

    OdpowiedzUsuń
  8. To własnie Profesor Dudzikowa pokazała co to znaczy być odważnym i uważnym.Nie bać sie pisać o trudnych ale palących problemach, nie zamykać się w wąskotunelowym myśleniu i czekaniu na poklask...10 lat seminarium...jak to szybko minęło.."a potem,po skóczonej walce pomóż nam rozprostować palce,choćby już była tylko pustka.." JolaS

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy ktoś bliski naszemu życiu umiera,
    Stajemy przed najważniejszą chwilą naszej egzystencji, -
    Zaczynamy dostrzegać pewien m(u)rok nieistnienia:
    Nieskończoność wypełnianą naszą w Niej pamięcią.
    Cześć Jej Pamięci!
    Mariusz Dembiński

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla wielu była wspaniałym Pedagogiem,Nauczycielem,Profesorem, wybitnym Naukowcem, Osobą o wielu odznaczeniach, wyróżnieniach,dyplomach ... Dla mnie była Ciocią. Najbliższą, najlepszą i taką najbardziej "naj" Do zobaczenia Ciociu... kiedyś tam... Asia

    OdpowiedzUsuń
  11. Smutek i wzruszenie są tym silniejsze, gdy miało się okazję obcować z Profesor Marią Dudzikową i bliżej ją poznawać. Słowa tego poruszającego postu ważą wówczas jeszcze więcej. Dziękuję za wpis, a Profesor M.D. za wszelkie impulsy i szanse, którymi szczodrze potrafiła obdarowywać innych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem jedną z wielu tych osób, które doświadczyły naukowej formacji z ręki Pani Profesor, o których pewnie nawet Pani Profesor nie wiedziała, że ich formuje. Nie byłam wśród Jej najbliższych doktorantów i habilitantów, ale i tak doświadczyłam obdarowania, którego nigdy nie zdołam odwdzięczyć. To ledwie kilkanaście spotkań, kilka rozmów, kilka porad, ale za to kluczowych, takich najważniejszych na świecie, które zmieniają wszystko. Dziękuję Pani Profesor – już teraz tylko w modliwie za Pani Duszę, by znalazła najspokojniejszą przystań po pracowitym życiu dla innych, w tym także dla mnie. Nigdy Pani nie zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie sposób wyrazić ile Jej zawdzięczamy - dyskusje, spotkania, pomysły, idee, korekty, zachęty... a najważniejsze, że zawsze była. Jak dobrze, że tyle pozostawiła. Będziemy pamiętać i czerpać z jej pomysłów i publikacji zawsze. Mario spoczywaj w pokoju.
    Zenek

    OdpowiedzUsuń
  14. Pani Profesor Maria Dudzikowa
    pozostanie w mojej pamięci jako Osoba obdarowująca sercem i rozumem.

    Troszczyła się bezinteresownie o wzrastanie innych – potrafiła dostrzec to, kim dana osoba może się stać i wyznaczała rozwojowe zadania pomagając w przekraczaniu samego siebie. Budowała relacje i stwarzała warunki do ich pogłębiania – w trakcie Letnich Szkół Młodych Pedagogów czy Zespołów którym przewodniczyła (Samokształceniowego i Samopomocy Doktorów oraz Badania Kultury Szkoły przy KNP PAN). Dbała o tworzenie i podtrzymywanie więziotwórczych rytuałów. Kochała książki – one dodawały Jej skrzydeł i energii do tworzenia (w tym innych). Nie szczędziła sił i czasu na spotkania ze swoimi uczniami i przyjaciółmi - dzieliła się książkami, ideami, dobrym słowem, poczuciem humoru ale też apaszkami czy koralami. Dzwoniła, by zapytać: „jak sobie radzisz?”, „nad czym teraz pracujesz?”. Uczyła jak pisać i czytać teksty naukowe, jak wymagać od siebie i myśleć o swoim rozwoju w perspektywie długoterminowej. Z pasją działała angażując się w ważne sprawy i pociągając za sobą młodych. Zawsze wysoko stawiała poprzeczkę – innym i sobie.
    Niezłomnie broniła wartości, co do których była przekonana. Odważnie spoglądała w przyszłość planując np. serie wydawnicze, Letnie Szkoły, badania warte podjęcia. Mężnie stawiała czoła chorobie nie ukrywając swoich słabości i wdzięczności za wsparcie. Uczyła, jak być człowiekiem i z drugim człowiekiem.

    Pani Profesor pozostawia nam:
    •własne książki (a w nich idee których w pełni nie jesteśmy jeszcze w stanie odczytać);
    •ludzi, z którymi połączyła nas wspólnymi działaniami;
    •zadania warte kontynuacji;
    •zdjęcia w niezliczonych, niezwykłych sytuacjach;
    •dedykacje (często z drogowskazem);
    •niezapomniane wspomnienia wspólnej pracy i zabawy;
    •słowa wypowiedziane specjalnie dla nas;
    •…
    PANI PROFESOR ZA TO WSZYSTKO SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
    Alicja Korzeniecka - Bondar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza Kochana Profesor M.D. pozostawia nam:
      inspirujące idee
      imperatyw rozwoju - pracy nad sobą i pomagania innym
      radość tworzenia w pocie czoła
      pełnych zapału młodych liderów w świecie pedagogiki
      współczynnik humanistyczny
      skrzydlate słowa, przesłania

      ........
      Dziękuję Marta Krasuska-Betiuk

      Usuń
  15. "W sferze ducha nie ma rozstań". Niech odpoczywa w pokoju...
    MM

    OdpowiedzUsuń
  16. Po śmierci naszej Mamy napisałam ten wiersz a dziś go dedykuję Tobie Maryś, bo po śmierci Mamy byłaś moją drugą Matką.
    Zmartwychwstanie
    Mamo, nie zostawiliśmy Ciebie na cmentarzu samej
    Krzyż na Twoim grobie czuwa
    a nam mówi, że jest żywot wieczny, ciała zmartwychwstanie
    i że Ty też kiedyś z grobu wstaniesz.
    To nic, że wiatr znicze gasi
    że więdną kwiaty... krzyże pozostają
    a z krzyżem umierający nie umierają.

    Siostra

    OdpowiedzUsuń
  17. Tyle pięknych słów już o Pani Profesor MD napisano, a każde prawdziwe... Odeszła Uczona, której celem było wychowanie nowych pokoleń badaczy i pisarzy, ceniących naukową rzetelność, odwagę, uczciwość i prawdę. To niezwykłe, bo wszyscy czuli się przy Pani Profesor wyjątkowo traktowani, każda rozmowa z MD była inna, ważna, rozwijająca... bez znaczenia - czy ganiła, czy chwaliła. Wdzięczna jestem za to spotkanie! Niech spoczywa w spokoju!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani Profesor za jej obecność w moim życiu. Naukowym - upływającym pod hasłem „szukania własnego kawałka podłogi” i „kopania” łyżeczką tam, gdzie był trop. Osobistym – podczas zmagań z przeciwnościami losu. I emocjonalnym, kiedy Jej ciepłe słowo dawało sił do walki o siebie.
      Nieobecność Pani Profesor pozostawi pustkę na zawsze...
      Agnieszka Szplit

      Usuń
  19. Szanowny Panie Profesorze, dziękuję za wpis i słowa, które oddają także myśli i emocje wielu osób związanych z Panią Profesor Dudzikową.
    32 Letnia Szkoła Młodych Pedagogów w Zielonej Górze i pożegnanie Pani Profesor z pochodniami - tak symboliczne i wzruszające - pozostanie w naszych sercach pięknym wspomnieniem.
    „Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali…”

    OdpowiedzUsuń
  20. Pamięci Mistrzyni

    Koniec cierpień, trudów, znoju
    Nadszedł teraz czas spokoju,
    Błękit oczu, dialog żywy,
    Metafory i motywy -
    Zachowam w komnacie serca.

    Już bez Pani, a wciąż z Panią
    Kroczę z wolna nad otchłanią,
    Tez, teorii i koncepcji -
    Poszukując tych percepcji,
    Które człowieka nie zgubią.

    Łzy kapiące w filiżankę,
    Wzrok utkwiony w zdjęcie z ramką,
    Wisła, statek, rejs i szkoła,
    Mej Mistrzyni twarz wesoła,
    Zbliża się do mojej twarzy.

    Lśni łyżeczka posrebrzana -
    Symbol tropu i zadania,
    Raz danego przez M. D.,
    Cała naprzód - praca wre,
    Gra w zielone toczy się.

    Wielu uczniów żegna Panią,
    Jam najmniejszym z nich - wyznaję -
    Jednak myśl ma tuli w żalu,
    Pani Bliskich - serca szalem,
    tkanym z modlitw i szacunku.

    Prof. Marysia - " ta od Zielnej",
    Odeszła, by tam żyć pełniej,
    W niebie - gdzie trwa uczta Boża -
    Spoglądać w życia przestworza,
    Bez cierpienia i stert leków.

    Odpoczywaj, ma Mistrzyni,
    Uczyłaś nas być dla innych,
    Wielu tę naukę zna...
    W myślach dialog z Panią trwa.
    Wsłuchana w Pani nauki,
    Pragnę zgłębiać jej zaułki.

    Z modlitwą,
    Renata Nguyen



    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.