środa, 7 marca 2018

O tym, ile publikować i gdzie oraz za ile


Zdumiewające, że są akademicy, którzy korzystają z ofert rzekomo naukowych wydawców, którzy postanowili zarobić na naiwnych, a poszukujących pewności opublikowania ich rozpraw. Proponują przygotowanie do druku i edycję prac współautorskich, gdzie każdy z trzech autorów napisze rozdział liczący 80 000 znaków. Jak zapewniają, jednostka naukowa zgodnie z rozporządzeniem MNiSW otrzyma za książkę, której nikt z KEJN nie weźmie do ręki, więc może mieć tylko okładkę i puste w środku kartki, aż po 25 punktów, o ile autorzy są z różnych uczelni.

Firma wydawnicza liczy sobie za wydanie takiej książczyny od rozdziału w monografii - 1400 złotych brutto, a jeśli autorzy skorzystają z oferty udziału w konferencji zorganizowanej przez wydawcę, to mogą liczyć na 1299,- zł w promocji. Proszę nie martwić się o recenzje, bo te firma zapewnia z pozytywną konkluzją. W końcu każdy chce tu zarobić - autor na wydaniu pseudonaukowej pracy, wydawca na jego badziewiu, a recenzent na dobrym uczynku dla siebie.

Jeśli jednak autor dostarczy wydawcy recenzję pozytywną, to może nawet negocjować koszty wydania książki. Co ważne, firma zapewnia wydanie rozpraw - jak zapewnia - z najlepszych materiałów, a więc w twardej oprawie i polakierowanej okładce z kolorowym nadrukiem na śnieżnobiałym papierze. To oczywiste, że jest to ważniejsze od treści. Moim zdaniem, do książki powinien być jeszcze załączany flakonik perfum z zapachem odpowiednim do płci autora. Niech sobie wtryśnie pod pachę, pod którą umieści własne "dzieło".

Piszę o tym nie dlatego, by zniechęcać autorów do wydawania pieniędzy na tego typu prace, bo ani mnie to parzy, ani ziębi. Uczulam natomiast recenzentów w postępowaniach habilitacyjnych czy na tytuł naukowy profesora, by zwracali uwagę, gdzie została wydana monografia i kto ją recenzował. Autorzy powinni być świadomi tego, że sam fakt wydania niczego im nie gwarantuje, poza możliwością postawienia publikacji z polakierowaną okładką na półce.

Wielka łaska spotka naukowców i ich akademickie jednostki, jeśli zostanie przyjęty w projektowanej ustawie 2.0 "nowatorski" czy może rozporządzeniu MNiSW pomysł wiceministra, magistra prawa Piotra Müllera, żeby każdy nauczyciel akademicki zadeklarował tylko cztery osiągnięcia naukowe za cztery lata pracy. Zmartwi tym samym właścicieli powyższych firm, którym grozi bankructwo z powodu spadku zamówień.

Jeszcze niedawno twierdzono w resorcie, że naukowcy powinni wydawać jak najwięcej swoich rozpraw, a tu - masz babo placek - tylko po jednej publikacji w roku. Prześcigniemy w ten sposób (ja-)kością nie tylko Chiny, Tajwan, Koreę Południową, ale i USA, Australię i całą Europę Zachodnią. Cóż za nowatorstwo! Dałbym takiemu wiceministrowi wysoką premię. Kto wydał cztery książki, może już nic nie robić, tylko pobierać pensję, za którą wiceminister nie przeżyłby do końca miesiąca, nie mówiąc już o ministrze.

Na marginesie, populistyczne larum w związku z kwartalnymi premiami dla ministrów i wiceministrów za ich pracę w 2017 r. jest nonsensowne. Wysokość płac w rządzie jest skandalicznie niska, dlatego idą do władzy ci, którym albo wystarczają tak niskie pobory, albo są już tak bogaci, że mogą traktować je jak kieszonkowe. Pozostałych może odwiedzić w przyszłości CBA, ale tego jeszcze nie wiedzą, gdyż trwają prace nad ustawą o sygnalistach.

4 komentarze:

  1. Zatem wszyscy czekają - co z ustawą. Czy będzie uchwalona? Kiedy? W czym się będzie różniła od od pierwotnego projektu? Kogo ukarze, pośle do kąta lub na zieloną trawkę?
    Które regiony podupadną i umrą?

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze, a może by tak cykl publikacji na blogu z przeglądem najciekawszych ofert typu "kup sobie punkty"? Ostatnio sporo tego wyszło i nawet 5 certyfikatów dają! Będzie wzięcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boję się, że w ten sposób żadnej książki nie wydam, jeśli nie będę miała kwoty, która jest wymagana przez ewentualnie wyznaczone renomowane wydawnictwa, bo to są kwoty bardzo wysokie. Przyjęcie z góry, że tylko złe teksty ukazują się poza tymi ważnymi oficynami, jest skazywaniem na zagładę twórczości osób, które być może mają coś do powiedzenia, prowadzą badania a nie mają własnej kasy, by wydać np. w Impulsie. Nie zawsze ma się granty i inne źródła finansowania, nie zawsze ma się czas życia, by czekać. Takie postawienie sprawy stawia wydawcę wyżej, niż autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może anonimowa wydać w każdej drukarni, która drukuje ulotki na wybory czy naklejki na słoiki z dżemem. Wpis profesora nie dotyczy żadnego rankingu wydawnictw, bo każdy ma prawo wydawać , gdzie chce, a o ile dobrze wiem, to wiele oficyn wydaje bez jakichkolwiek kosztów wnoszonych przez autora. Od wartości książki zależy to, kto finansuje jej wydanie. Proszę zatem nie wprowadzać w błąd czytelników. Jak napisze pani wartościową książkę, to wyda ją każda oficyna naukowa. W przypadku grantów NCN nie wolno anonimowej podać, w jakiej oficynie wyda swoją książkę i jakie będą tego koszty, gdyż są to środki publiczne i należy przeprowadzić przetarg. Nie ma się zatem czego bać. Proszę pisać rzetelne i wartościowe naukowo rozprawy, a nie prace zbiorowe będące "koszem na śmieci". Złe teksty ukazują się także w renomowanych wydawnictwach UJ, UW, PWN itd.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.