sobota, 14 stycznia 2017

Eksperci Komitetu Nauk Pedagogicznych o projektach podstaw programowych



Zespół Edukacji Elementarnej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, którym kieruje pani dr hab. prof. APS Józefa Bałachowicz (fot.) przygotował dla Ministerstwa Edukacji Narodowej opinię o projektach Podstawy Programowej Wychowania Przedszkolnego oraz Podstawy Programowej edukacji wczesnoszkolnej. w związku z tym, że kierowane do Ministerstwa opinie naukowców różnych środowisk nagle giną i nikt nie wie, gdzie one się znajdują, publikuję tę opinię w tym miejscu:

W trosce o dobro edukacji dziecka pedagodzy skupieni w Zespole Edukacji Elementarnej działającym przy Komitecie Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk przedstawiają opinię dotycząca projektów podstawy programowej wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej, przedstawionych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej 30 listopada 2016 roku. Komentarze i uwagi, które przesyłamy, są efektem przemyśleń, dyskusji, ustaleń naukowych i wynikiem badań diagnozujących stan polskiej edukacji dziecka. Chcielibyśmy, aby wspomogły proces wartościowych zmian w tak ważnych dokumentach, jakimi są podstawy programowe wczesnej edukacji dziecka.

Uwagi ogólne

Zmiany programowe w edukacji dziecka są niezbędne. Eksperci skupieni w Zespole Edukacji Elementarnej, ponadto badacze oświatowi, naukowcy z różnych dziedzin wiedzy zwracają uwagę na potrzebę gruntownych zmian w wielu obszarach funkcjonowania edukacji. Dotychczas to standardy programowe i efekty przyswajania wiedzy przez młodego człowieka stały się priorytetem polityki edukacyjnej, natomiast zaniedbano obszary całożyciowego uczenia się, demokratyzacji środowiska edukacyjnego, wspierania rozwoju autonomicznej i refleksyjnej jednostki, wartości wspólnotowego życia, kreatywnego i innowacyjnego uczenia się, rozwijania umiejętności zadawania pytań badawczych i twórczego poszukiwania odpowiedzi.

Spodziewamy się, że przyjęta w podstawach programowych filozofia myślenia o edukacji młodego człowieka przyczyni się do naprawy braków zauważanych przez środowisko pedagogów, bo treść przedstawianych przez MEN tekstów podstaw programowych, jeśli staną się obowiązującymi dokumentami, będzie miała istotny wpływ na rzeczywistość szkolną małego ucznia, jego doświadczenia i zasoby rozwojowe. Jest to naszym zdaniem obecnie jedyny powód tworzenia nowego dokumentu podstawy programowej.

Edukacja jest zawsze praktyczną realizacją jakiejś wizji modelu rozwoju kultury, jakichś wyborów co do kierunku rozwoju społeczeństwa, oczekiwanej jakości życia, orientacji i aspiracji ekonomicznych, i form demokratycznej praktyki społecznej. Wobec tego przygotowanie tak ważnych dokumentów oświatowych wymaga niezwykle starannego współdziałania wielu środowisk ekspertów, innowacyjnych nauczycieli, rodziców, twórców kultury, przedstawicieli różnych dziedzin gospodarczego i społecznego życia.

Przedstawione 30 listopada 2016 roku do opinii projekty podstawy programowej wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej są dokumentami, które wymagają gruntownych zmian. Dostrzegamy w nich pozytywne zapisy, wskazujące na uznane kulturowo wzory pracy z dzieckiem, ale jednocześnie obok tego występują zapisy zaprzeczające osiągnięciom współczesnej wiedzy naukowej, wynikom badań krajowych i międzynarodowych oraz wynikom innowacyjnej praktyki pedagogicznej.

Możemy przypuszczać, że projekty opiniowanych dokumentów zostały przygotowane w pośpiechu, bez dochowania należytej staranności metodologicznej w zakresie tworzenia dokumentów edukacyjnych i ich weryfikacji. Dostrzega się w nich wyraziście brak jasnych założeń w zakresie filozofii edukacji, wartości w obszarze indywidualnego i społecznego oddziaływania edukacji, wspierania rozwoju dziecka, jego autonomii i samodzielności poznawczej, konstruktywistycznej wizji społecznego uczenia się, budowania wspólnoty itp.

Język opiniowanych projektów dokumentów jest anachroniczny, wyraża nieaktualne naukowo poglądy dotyczące celów czy budowania środowiska edukacyjnego dziecka, a ponadto zawiera błędy gramatyczne oraz stylistyczne. W takiej postaci dokument z obszaru „oficjalnego dyskursu edukacyjnego” kierowany do twórców programów i praktyków nie tylko wprowadza chaos i dezinformację w obszarze projektowania programów autorskich, oceny oczekiwanych efektów, ale burzy wzajemne zaufanie podmiotów edukacyjnych do ich kompetencji pedagogicznych i przewidywalności podejmowanych działań.

Wobec tego uważamy, że przedstawiane projekty podstaw programowych dla wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej wymagają gruntownej zmiany przez zespoły eksperckie. Nasze komentarze, które przedkładamy są więc natury ogólnej i dotyczą raczej metodologii tworzenia dokumentu, a czynione uwagi szczegółowe służą tylko ilustracji niektórych ujęć. Mamy nadzieję, że przedłożone przez nas sugestie posłużą do przygotowania przejrzystych, spójnych i merytorycznie wartościowych dokumentów.


Opinia dotycząca Projektu podstawy programowej wychowania przedszkolnego dla przedszkoli i innych form wychowania przedszkolnego

Zespół Edukacji Elementarnej zauważa pozytywne aspekty projektu podstawy programowej, takie jak:
deklarację holistycznego podejścia do rozwoju dziecka;

 koncentrację na dziecku, jego aktywności zabawowej i zdobywaniu doświadczeń przez działanie na przedmiotach,

 podkreślanie wymogu dobrego wyposażenia placówek, budowania przestrzeni do nabywania przez dziecko doświadczeń - w sali i poza budynkiem przedszkola;

 podkreślanie, że w przedszkolu nauka czytania i pisania nie może mieć charakteru formalnego;

 zalecenie, „aby estetyczna aranżacja wnętrz umożliwiała celebrowanie posiłków jako kulturalne, spokojne ich spożywanie”, zwrócenie uwagi na nabywanie umiejętności samoobsługowych w czasie posiłków itd.,

 zwrócenie uwagi na konieczność wskazywanie podstaw naukowych przygotowywanych dla przedszkola programów wychowania („program wychowania przedszkolnego zawierać powinien koncepcję organizacji procesu wspierania rozwoju dzieci, opartą na wskazanej przez autora podstawie naukowej oraz strategii pracy z dzieckiem”).

W krótkim przedstawieniu braków i negatywnych aspektów opiniowanej podstawy programowej odwołamy się do znanych poglądów J. Brunera, który stwierdzał, że zasadnicze znaczenie w konstruowaniu teorii i projektowaniu praktyki edukacyjnej przez nauczycieli ma koncepcja umysłu dziecka i jego relacji z kulturą, preferowane sposoby uczenia się i uwarunkowania jego rozwoju. Ważne jest, jakie założenia teoretyczne pracy z dzieckiem prezentują Autorzy podstawy programowej, jaki „dyskurs pedagogiczny”, jaką „pedagogię” kierują do adresatów tej podstawy.

Można wyraźnie odczytać, że Autorzy projektu podstawy programowej dla przedszkola przyjmują:

adaptacyjny model edukacji,

 naturalistyczne podstawy rozwoju dziecka,

 model transmisji kulturowej, cele oparte na behawiorystycznych podstawach konstruowania edukacji,

 cele o charakterze unifikacyjnym; wskazywana jest perspektywa instrumentalizacji działania nauczyciela i dziecka stosownie do wymagań przyszłej edukacji szkolnej, pomijane są inne wymiary personalistycznego wychowania.

Dziecko postrzegane jest przedmiotowo, jako „człowiek do zrobienia”, a nie jako partner, aktywny uczestnik interakcji, interpretujący sytuację społeczną, rekonstruujący swoją wiedzę, swój obraz świata i siebie w świecie.

Dziecko w edukacji holistycznej powinno być traktowane podmiotowo jako osoba: budująca obraz siebie, gromadząca doświadczenia i rekonstruująca je, dokonująca wyborów, odpowiedzialna za własne decyzje, obdarzająca zaufaniem Innego, budująca własną tożsamość w relacjach z innymi, opartą na szacunku i zaufaniu.

Autorzy nie zauważają roli wspólnotowego uczenia się, roli relacji rówieśniczych, zespołowego rozwiązywania problemów przez dzieci, wykonywania zadań w grupie przedszkolnej, tutoringu rówieśniczego. Wśród zadań przedszkola preferują „nauczanie”, co sugeruje podejmowanie przez nauczyciela wychowania przedszkolnego tradycyjnych działań szkolnych.

W projekcie podstawy brak niezwykle ważnych zapisów podkreślających znaczenie wyobraźni i kreatywności dziecka, potrzeby rozwijania jego zdolności twórczych. Elementy zapisów z zakresu wychowania estetycznego w podstawie są rozproszone, co pomniejsza znaczenie tego rodzaju działań wprowadzania dziecka w kulturę, wspierania kreatywności i rozwoju poczucia piękna.

Proponujemy uwzględnienie osobnego obszaru dotyczącego estetycznego i kreatywnego rozwoju dziecka (a w tym wyróżnienie poszczególnych działów wychowania estetycznego, jak ekspresja plastyczna, ekspresja muzyczna, ekspresja taneczno-ruchowa, ekspresja słowna, ekspresja teatralna, jak i ich zagadnień odpowiadających możliwościom i potrzebom estetycznym dziecka w wieku przedszkolnym).

W przypadku plastyki bardziej właściwe byłoby nazwanie aktywności plastycznej dziecka ekspresją plastyczną. Należy zwrócić uwagę na różnorodność stosowania warsztatu plastycznego – technik plastycznych, a także na rozwój ekspresji plastycznej dziecka.

W projekcie pomija się funkcję profilaktyczną i korekcyjną przedszkola, brak też nacisku na edukację zdrowotną oraz odniesień do codziennej praktyki czytelniczej.

Do ogólnych negatywnych aspektów projektu podstawy wychowania przedszkolnego możemy zaliczyć: infantylizację w obszarze oczekiwań rozwojowych dzieci, potoczność języka, błędy merytoryczne w ocenie osiągnięć dzieci i zaleceniach natury pedagogicznej. Jednym z takich przykładów jest zapis:

"Organizowanie zajęć budujących wrażliwość estetyczną w odniesieniu do wielu dyscyplin życia człowieka: mowy, zachowania, ruchu, sztuki, otoczenia i ubierania się" (s. 1). Trudno będzie autorom programów i nauczycielom odczytać zawartą w nim intencję dotyczącą praktyki edukacyjnej i oczekiwań wobec dzieci.

Inne przykłady z obszaru efektów: "komunikuje potrzebę ruchu, odpoczynku itp. (s. 2), posługuje się swoim imieniem" (s. 3). W jakim celu formułuje się takie oczekiwania wobec dzieci 6-7 letnich jako wyniki pracy wychowawczej w przedszkolu?

W tekście pojawiają się np. takie zwroty jak: wykazuje zdolność ciała, poprawnie wypowiada ciche i głośne dźwięki mowy, systematyczne wspieranie i rozwijanie mechanizmów uczenia się czy kompletnie karkołomne z dydaktycznego punktu widzenia określenie efekty realizacji zadań w postaci celów osiąganych przez dzieci.

Poza tym pojawiają się frazy, które pozwalają sądzić, że dziecko w wieku przedszkolnym ma już umiejętność operowania myśleniem symbolicznym (?) wyraża swoje rozumienie świata, zjawisk i rzeczy znajdujących się w bliskim otoczeniu, za pomocą komunikatów niewerbalnych: symboli zawartych (…) czy nazywa symbole i znaki znajdujące się w otoczeniu, wyjaśnia ich znaczenie. Takie przykłady zapisów pokazują, że treści podstawy programowej całkowicie tracą siłę wpływania na praktykę edukacyjną.




Opinia dotycząca Projektu podstawy programowej I etapu edukacyjnego: klasy I-III. Edukacja wczesnoszkolna

W przygotowaniu opinii dotyczącej podstawy programowej edukacji wczesnoszkolnej Zespół Edukacji Elementarnej kierował się ogólnymi założeniami naukowymi dotyczącymi indywidualnej i społecznej roli edukacji, obrazu dziecka i jego rozwoju oraz demokratyzacji środowiska uczenia się podobnie jak to czyniliśmy w odniesieniu do refleksji nad projektem podstawy wychowania przedszkolnego.

Uznajemy edukację wczesnoszkolną jako „edukację fundamentalną”, która ma obejmować umiejętności niezbędne w perspektywie rozwoju ludzkiego, dawać podwaliny pod całożyciowy rozwój i realizację w przyszłości własnych planów życiowych. Zatem ważne jest formowanie wartości i celów wczesnej edukacji jako swego rodzaju „posagu na całe życie”, ukierunkowanie na rozwój podmiotowy, rozwój kompetencji społecznych i emancypacyjnych, kształcenie obywatela, członka społeczeństwa demokratycznego i społeczeństwa wiedzy.

Jest to czas rozwijania ciekawości poznawczej i samodzielności dziecka, zdolności rozumowania i wyobraźni, własnego osądu i poczucia odpowiedzialności, wspierania zdolności twórczych dziecka, motywacji do nauki i umiejętności do samodzielnego uczenia się oraz komunikowania się i współżycia z innymi, a szczególnie rozwijania wiary we własne siły.

To czas przeznaczony na uczenie się pokonywania trudności, uczenie kierowania własną aktywnością i „budowania samego siebie”. Jest to czas kształtowania się kariery szkolnej dziecka i jego przyszłej pozycji społecznej. Istotą modelu edukacji dziecka w otwartym społeczeństwie jest nastawienie na wspieranie rozwoju jednostki, maksymalizację jej osobistego potencjału, rozwoju jej indywidualnych potrzeb, ale wyrażanych w warunkach społecznych w sposób wartościowy.

Opiniowany projekt podstawy programowej edukacji wczesnoszkolnej generalnie nie spełnia takich założeń.

Niemniej chcemy w nim podkreślić niektóre pozytywne aspekty rozumienia edukacji dziecka, jak:

 zwrócenie uwagi na indywidualne podejście do potrzeb i oczekiwań poznawczych dziecka;

 uwzględnienie potrzeby wielokierunkowej aktywności dziecka, organizowanie eksperymentów i doświadczeń z jednoczesnym wykluczeniem mechanicznego (chyba pasywnego) uczenia się dzieci,

 „zapewnienie dostępu do wartościowych rozwojowo źródeł informacji, nowoczesnych technologii oraz przygotowanie ergonomicznej przestrzeni edukacyjnej”, ale należy dodać: sprzyjającej wspólnej zabawie i wspólnemu/grupowemu uczeniu się,

 potrzebę organizacji zajęć dostosowanych do intelektualnych potrzeb i oczekiwań rozwojowych dzieci, wywołujących zaciekawienie, zdumienie i radość odkrywania wiedzy;

 utrzymanie koncepcji kształcenia zintegrowanego i przyjęcie jako podstawowej formy organizowania pracy dziecka dnia jego wielokierunkowej aktywności,

 podkreślenie wagi edukacji technicznej i wychowania fizycznego,

 zapisy osiągnięć w zakresie rozumienia podstawowych zasad i pojęć etyki.

Braki i negatywne aspekty zapisów w projekcie podstawy programowej i możliwości odczytywania ich intencji przez przyszłych autorów programów trudno nam będzie przedstawić, bo błędy zdominowały całą koncepcję podstawy programowej. Wprawdzie Autorzy projektu podstawy programowej stwierdzają, że odnosi się ona bezpośrednio do osiągnięć polskiej pedagogiki wczesnoszkolnej, to jej adaptacyjny i transmisyjny wydźwięk, instrumentalny język celów i oczekiwań oraz fragmenty odnoszące się do organizacji pracy dziecka i nauczyciela wskazują na niektóre pedagogiczne osiągnięcia z lat 80. XX wieku.

Niezrozumiałe jest współcześnie ustalenie celów ogólnych edukacji wczesnoszkolnej w odniesieniu do czterech obszarów rozwojowych dziecka: fizycznego, emocjonalnego, społecznego i poznawczego. Czyżby nie dotyczyły one osoby kształtującej swoją podmiotowość w relacjach ze światem i samym sobą? Ponadto podkreślanie ochrony naturalnego rozwoju dziecka jest trudne do odczytania (s. 1). A może chodzi o indywidualny rozwój dziecka? Jeśli tak, to taki zapis popieramy.

Autorzy projektu podstawy podkreślają raz, że szkoła jako instytucja powinna być przygotowana do tworzenia wszystkim dzieciom optymalnych warunków dla procesu uczenia się, innym razem spotykamy zalecenia realizacji programu nauczania zakładającego osiągnięcie założonych na wstępie efektów kształcenia, co pozostaje w sprzeczności z respektowaniem indywidualności ucznia i uwzględnianiem indywidualnego tempa rozwoju.

Założenie o przedstawieniu celów edukacji w odniesieniu do czterech obszarów rozwojowych prowadzi dalej do kuriozalnych zapisów, np. w zakresie fizycznego obszaru rozwoju uczeń osiąga: umiejętność ochrony własnej i ochrony innych poprzez rozumienie i respektowanie gier, zabaw zespołowych, przepisów ruchu drogowego w odniesieniu do pieszych, rowerzystów, rolkarzy, biegaczy i innych osób, których poruszanie się w miejscu publicznym może tworzyć zagrożenie bezpieczeństwa (s. 3).

W sformułowaniu celów edukacji dziecko traktowane jest przedmiotowo, jako osoba z deficytami, niezdolna do wykonywania czynności złożonych (s. 3). Takie określenia pojawiają się na stronie 4: umiejętność przedstawiania swych doświadczeń uczuciowych przy pomocy prostej wypowiedzi ustnej lub pisemnej, różnorodnych form wyrazu; umiejętność przejawiania szacunku do kolegów, koleżanek, osób dorosłych za pomocą prostych form wyrazu i stosownego zachowania.

Z drugiej strony - znajdują się zapisy oczekiwanych efektów, które uczeń ma je osiągnąć, realizując zadania, wymagające wielokierunkowej aktywności (s. 5), np. "umiejętność rozumienia swoich emocji i uczuć, nazywania ich oraz rozpoznawania tych emocji i uczuć u innych osób (…) różnicowania form ich wyrażania w zależności od wieku" (s. 4).

Są to umiejętności, które trudno opanować dziecku w ciągu edukacji wczesnoszkolnej, uczy się ono ich o wiele dłużej. Podobnie niezrozumiały jest zapis dotyczący ogólnych osiągnięć: umiejętność tworzenia relacji społecznych (s. 4). Pomimo prób zaznaczenia w treści proponowanego dokumentu kwestii tolerancji i otwartości, zauważamy braki w wyartykułowaniu idei wychowania w i dla dialogu międzykulturowego.

Wśród osiągnięć z edukacji polonistycznej ucznia w obszarze Osiągnięcia w zakresie słuchania wymienia się takie, które pokazuję, że uczeń ma rozwinąć predyspozycje do słuchania w sposób służący podporządkowaniu się innym. W zakresie edukacji polonistycznej nie przewiduje się dyskusji, negocjacji, dziecko nie jest kreatorem i twórcą kultury, a tylko „wćwicza się” w przewidziane umiejętności zgodnie z założeniami transmisji kulturowej.

W obszarze Osiągnięcia w zakresie pisania nacisk położony jest na aspekty formalne wypowiedzi, poprawność zapisu (wyraz "poprawność" powtarza się w każdym podpunkcie tego obszaru), nie ma mowy o twórczym pisaniu inspirowanym osobistymi doświadczeniami dzieci, tekstami kultury (przedstawienie teatralne, film, dzieło, książka obrazkowa).

Niejasne są kryteria doboru lektur, zamiast ograniczać wybór lektur, warto byłoby zasugerować, by nauczyciele kierowali się uznanymi propozycjami, np. Złotej listy Fundacji „ABC XXI Cała Polska czyta dzieciom” lub promowanymi w gronie ekspertów z Polskiej Sekcji Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych IBBY. Kanon dziecięcych lektur w XXI wieku powinna cechować różnorodność, muszą znaleźć się w nim książki współczesne i dawne, utwory polskie i tłumaczone z kilku języków światowych.

Niepokojący jest brak edukacji przez sztukę, zwłaszcza tych form teatru dziecięcego (teatru ekspresji), w którym dzieci są twórcami czy współtwórcami widowiska teatralnego. Ponadto wątpliwości wywołują zapisy dotyczące edukacji plastycznej i muzycznej dziecka. Od lat środowisko pedagogów muzyki walczy o etap najważniejszy dla rozwoju muzycznego, o stworzenie możliwości rozwoju muzycznego dzieciom (w przedszkolu) w okresie wczesnoszkolnym.

W ostatniej regulacji oświatowej (podstawa programowa 2014r.) istniał zapis stwarzający możliwość zatrudnienia na tym etapie specjalisty muzyka, choć nie było takiego obowiązku. Trudno uwierzyć, iż po latach intensywnych badań, dowodów, wniosków stajemy dziś znów przed perspektywą realizacji edukacji muzycznej w klasach I-III wyłącznie przez nauczyciela wczesnej edukacji (s. 29).

Chcemy też postulować, aby sięgnąć do istniejącego opracowania pt. Standardy edukacji kulturalnej , które zostały przygotowane przez zespół osób – praktyków i nauczycieli akademickich w ramach grantu (12835/08/FOK/DS.) zleconego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Standardy te zostały zaprojektowane na wszystkie etapy kształcenia, w tym wychowanie przedszkolne i edukację wczesnoszkolną.

Treści kształcenia w Standardach edukacji kulturalnej obejmują: standardy edukacji filmowej i teatralnej, edukacji wizualnej (plastyka, media), edukacji muzycznej. Jest to jedyne w Polsce całościowe opracowanie standardów kształcenia przez sztukę, które obejmuje wszystkie dziedziny sztuki i etapy kształcenia. Jeżeli udałoby się je włączyć do proponowanych zmian podstawy programowej, byłby to bardzo ważny krok w kierunku zmian edukacji przez sztukę i do sztuki dzieci i młodzieży.

W podstawie programowej edukacji matematycznej zauważamy również powrót do zapisów z poprzedniego wieku. W takiej postaci służy ona raczej ćwiczeniu pamięci dzieci, jest zbiorem twierdzeń do opanowania, a nie jest ona narzędziem kształtującym umiejętność myślenia i wspierania kreatywności dzieci.

Na koniec jeszcze raz wracamy do sformułowania celów edukacji wczesnoszkolnej. Na stronach 27-28 czytamy: Podstawa programowa edukacji wczesnoszkolnej zawiera cele do osiągnięcia przez dziecko na końcu pierwszego etapu kształcenia, sformułowane w postaci tzw. efektów kształcenia. I dalej – cele szczegółowe, które osiąga uczeń na końcu klasy trzeciej, w odniesieniu do konkretnych dyscyplin naukowych.

(…) Podstawa przedstawia osiągnięcia możliwe do uzyskania przez całą populację dzieci w danym wieku (s. 27-28). Pomijając karkołomność racji metodologicznych tego stwierdzenia jest to transmisyjna zasada „reprodukcji identycznego”. W społeczeństwie demokratycznym mamy równoległą konkretyzację dwóch głównych zasad: prawo do równouprawnienia w edukacji i prawo do uznania różnicy, czyli uznania rozwoju indywidualności.

Wydaje się, że Autorzy Projektu podstawy programowej edukacji wczesnoszkolnej uwypuklają tylko jedną z tych zasad.

41 komentarzy:

  1. Wygląda na to, że projekty odwołują się do daleko posuniętej instrumentalizacji (odpodmiotowienia) procesu wychowawczego i kształcącego, ale przecież jest to korzystne dla władzy rezygnującej ze standardów demokratycznych na rzecz autorytarnych. przy okazji zaprzepaszcza się dorobek polskiej pedagogiki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani profesor nie przeczytała tych projektów i chyba z głowy napisała co jej ktoś podyktował. W tych projektach jest właśnie dziecko, podmiot edukacji. Jest delikatność, subtelność. Myślenie twórcze, muzyka, plastyka, wyrażanie się przez sztukę. Czytajcie naukowcy , a nie piszcie bzdur proszę. Ciekawe współczesne lektury, prawo do własnych strategii myślenia. Chyba trzeba tu powklejać kolejne punkty z podstawy aby p.profesor zaczęła czytać. Jak nie ma mowy o twórczym pisaniu jak wszędzie jest eksperyment, w tym eksperyment słowem. Lektury są współczesne i dawne, polskie i zagraniczne. Czy ta kobieta w ogóle umie czytać. Afryka Kazika to hit szkolny, dzieciaki czytają, a autor jeździ po szkołach i warsztaty robi.

      Efekty kształcenia - reprodukcja identycznego ? Ale taka jest definicja i tej obecnej podstawy - efekty kształcenia. Cała populacja p.profesor np. będzie pisać opowiadanie, ale Ola na pól strony , Zbyszek na dwie twórczo i z polotem, a Józefa napisze terminologią z Wikipedii. To nie jest reprodukcja identycznego, to wolność i akceptacja innego tempa rozwoju, innych zdolności.

      Usuń
    2. Dlaczego mamy się fascynować Afryką Kazika a nie Anarukiem czy Odarpim, Słoniem Trąbalskim, Stefkiem Burczymuchą czy szewczykiem Dratewką a najlepiej wróćmy do Koziołka Matołka i Wojtka Strażaka

      Usuń
    3. Mam wrażenie że jednak naukowcy przeczytali. Opinia jest bardzo kompetentna. Ja rozumiem, że polska języka - trudna języka, ale warto poszerzać rozumienie tego co ktoś napisał. Ot typowy przykład. Twórczość nie równa się myślenie twórcze. I można podać takich przykładów więcej. To nie ten poziom.

      Usuń
    4. Przez działania twórcze, ekspresję twórczą rozwija się twórcze myślenie. Zapisy są poprawne. Opinia chaotyczna.

      Natomiast Afryka Kazika to współczesna książka, którą fascynują się dzieci same, oczywiście te którym nauczyciele nie wciskają Koziołka Matołka z urzędu. Nam dorosłym podobać się może to co sobie sami wybierzemy.Dobrze ,że autorzy podstawy poszli za wyborem dzieci.

      Usuń
    5. Jest Szanowny Pan w błędzie, gdyby autorzy proponowanej podstawy programowej poszli za wyborem dzieci zaproponowaliby serię o Koszmarnym Karolku, Księgę straszliwej niegrzeczności,serię Szkoła przy cmentarzu, serię Biuro Datektywistyczne Lassego i Mai, serię Magiczne Drzewo Maleszki i kilkadziesiąt innych tytułów wybieranych przez dzieci pewnie czytanych w czasie wolnym.
      To że w Pcimiu Dolnym zachwycają się Afryką Kazika nie oznacza, że w Gnieźnie nie zachwyca się Detektywem Pozytywką G.Kasdepkego.Spontaniczne wybory lekturowe współczesnego dziecka są mocno zróżnicowane i zindywidualizowane. Dzieci zawsze miały w szkole prawo proponować lektury do kanonu. Nie rzadko proponują kryminały, horrory, romansidła, komiksy, fantastykę itp.
      Prowadzone od dekad badania czytelnictwa przekonują iż spisy lektur dla dzieci i młodzieży nie mogą być zamknięte, ograniczone, skończone. W ten sposób zamykamy przestrzeń klasy na tematy tabu wyraźnie obecne w literaturze dziecięcej (wojna, śmierć, odmienność, rozbite rodziny) Jeśli mam w klasie przemoc sięgnę po książki terapeutyczne, jeśli mam dziecko niepełnosprawne nieakceptowane przez innych sięgnę po odpowiednią lekturę gdy mam dziecko uchodźcze znajdę odpowiedni tekst. Proszę zaufać nauczycielom i bibliotekarzom.To naprawdę oddani sprawie książki i czytaniu fachowcy. Jesteśmy już w XXI wieku możemy czytać książki z kolekcji światowej wystarczy mieć łącze.


      http://www.bn.org.pl/o-bn/struktura/instytuty/instytut-ksiazki-i-czytelnictwa/pracownia-badan-czytelnictwa

      Usuń
  2. >W projekcie podstawy brak niezwykle ważnych zapisów podkreślających znaczenie wyobraźni i kreatywności dziecka, potrzeby rozwijania jego zdolności twórczych. <
    Ci "eksperci" od 7 boleści nie rozumieją/nie wiedzą, że w polskim systemie takie zapisy/ich brak to tylko ozdobniki. Nikt ich nie egzekwuje(może to i lepiej!) - podstawa w praktyce(!)to tylko ZAKRES MATERIAŁU do "przerobienia" i, co najważniejsze, odnotowania tego w dzienniku ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wspieranie aktywności dziecka, która kształtuje umiejętność korzystania z rozwijających się umysłowych procesów poznawczych, niezbędnych do tworzenia własnych wzorów zabawy, nauki i odpoczynku;
      wybór (opracowanie) i realizacja programu nauczania opartego na treściach adekwatnych do poziomu rozwoju dzieci, ich możliwości percepcyjnych, wyobrażeń 
i rozumowania oraz uwzględniającego potrzeby i możliwości uczniów rozwijających się w sposób nieharmonijny, wolniejszy, czy przyspieszony……..itd.

      Te sformułowania to nie ozdobniki tylko realne do zrealizowania zadania. Zaprzeczają całej krytyce p.profesor.

      Usuń
    2. Jakie prawo pozwala na takie chamskie odzywki. Ci eksperci "od siedmiu boleści" w przeciwieństwie do anonima, który jak widać, boi się podpisać pod swoimi wypocinami, widzą i rozumieją znacznie więcej niż "anonim" Takie deklaracje są bardzo ważne bo ukierunkowują pracę nauczyciela już na etapie tworzenia fundamentów myślenia o kształceniu.

      Usuń
    3. @ Tomasz Drawicz. Wyobraźnia i twórczość dziecka to znacznie więcej niż to co Pan zacytował.

      Usuń
    4. @Janusz Sikorski
      Ja piszę o REALIACH polskiej, zbiurokratyzowanej w sposób niespotykany w cywilizowanym/rozwiniętym świecie, a Pan(oraz ci pseudoeksperci!) - o szkole i nauczycielach z krainy utopii ... ;-)

      Usuń
  3. Jedynym "ekspertem" w sprawie edukacji w Polsce jest Kościół Katolicki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bzdurna opinia. Ta kobieta nie przeczytała podstaw. W projektach jest przede wszystkim odniesienie właśnie do kreatywności, wyobraźni, samodzielnych strategii uczenia się dziecka. Ta p.profesor chyba czytała z własnych myśli lub nabazgrała to co ktoś jej kazał nabazgrać. WSTYD ZA TAKĄ POLSKĄ AKADEMIE NAUK:

    wspieranie aktywności dziecka, która kształtuje umiejętność korzystania z rozwijających się umysłowych procesów poznawczych, niezbędnych do tworzenia własnych wzorów zabawy, nauki i odpoczynku;

    I co Pani profesor ? Nie ma tu wyobraźni? A rozwijający się proces poznawczy - wyobraźnia - nie jest wyobraźnią?


    O , a może to :

    umiejętność samodzielnego, refleksyjnego, logicznego, twórczego i krytycznego myślenia;

    No i co p.profesor - nie ma tu twórczości ?

    A może to :

    (uczeń przekształca informacje i tworzy innowacje, własne strategie myślenia);

    Naukowcy z PAN to jakieś nieporozumienie. Zanim ocenicie , błagam przeczytajcie bo narażacie swój komitet na śmieszność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw naucz się czytać ze zrozumieniem. To jest zespół działający przy KNP PAN.

      Usuń
    2. Najlepiej by się było nie odnosić do anonimowych wypowiedzi ale...
      Czasem ktoś pisze takie głupoty że po prostu nie mozna nad nimi przejść ot tak, do porządku dziennego. Po pierwsze zwrot "Ta kobieta" w tym kontekstcie zabrzmiał po chamsku. Po drugie mija się z prawdą, bo to opinia zespołu ekspertów, a po trzecie... Te tezy :D...

      "wspieranie aktywności dziecka, która kształtuje umiejętność korzystania z rozwijających się umysłowych procesów poznawczych, niezbędnych do tworzenia własnych wzorów zabawy, nauki i odpoczynku;" - nie, tu nie ma wyobraźni. Proszę się zapoznać ze znaczeniem tego słowa i z definicją wyobraźni.

      "umiejętność samodzielnego, refleksyjnego, logicznego, twórczego i krytycznego myślenia;" - warto się uczyć całe życie. Tak więc podobnie jak w powyższym przypadku - nie, nie ma tu twórczości. Twórcze myślenie nie ma z twórczością wiele wspólnego. To 2 różne sprawy.

      Usuń
    3. A wyobraźnia to nie proces poznawczy? Jeżeli dziecko jest uczone korzystania z rozwijających się procesów poznawczych to wyobraźnia do tych procesów się zalicza. A o tym już Tomasz z Akwinu pisał. A jak dziecko używa wyobraźni to i myślenie twórcze rozwija. Niestety uważam,że anonimowy rozmówca jednak wie o czym napisał.

      Usuń
  5. Panie Profesorze,
    Mam pytanie nieco odbiegające od tematu, ale pozostające w kręgu wątpliwości dot. reformy edukacji. Jestem młodą nauczycielką języka angielskiego w gimnazjum. Dobrze czuję się w pracy z młodzieżą, opiekun stażu i dyrektor potwierdzili, że prowadzę lekcje zgodnie z zasadami metodyki, uczniowie na lekcji są aktywni i chętnie biorą w niej udział. Ze względu na reformę edukacji moje gimnazjum zmieni się w szkołę podstawową. Jedynym sposobem na pozostanie w tej samej placówce jest podjęcie pracy jako nauczyciel j. angielskiego klas najmłodszych. I tutaj pojawia się problem: czy powinnam podjąć się takiego zakresu pracy, jeżeli czuję, że nie mam odpowiednich predyspozycji do pracy z tą grupą wiekową? Czy decydując się na pracę w zawodzie nauczyciela decyduję się na pracę z uczniem w każdym wieku? Rozumiem, że jest to pytanie z rodzaju osobistych i indywidualnych, ale jestem ciekawa zdania Pana Profesora w tej sprawie. Od siebie dodam, że chciałabym, aby moje dziecko było uczone przez osobę, która chce z nim pracować, a nie taką, która musi to robić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może warto spróbować i przekonać się, jak wdzięczna jest edukacja dzieci klas I-III. Też chciałbym, żeby moje dzieci uczyli nauczyciele, którzy lubią swoją profesję i pracę z uczniami. Pani ma kwalifikacje bez kontaktu dydaktycznego z tymi uczniami. Chyba ich nie skrzywdzi, skoro ma taki dylemat.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja ocenię. Czytam tę podstawę z żoną, bo ciekawym jest dokumentem. Myślę,że edukacja informatyczna raczej wybrzmiewa jako zintegrowana aktywność, a nie lekcja. W każdym razie ja to tak odczytuję i dla mnie to jest sensowne.Dobrze,że i to Pani zauważyła. Jako metodyk wie Pani zapewne więcej niż naukowiec. Zauważyłem ,że każde dobro w naszym kraju można zniszczyć będąc profesorem. Raz się pochwali ,że podstawa jest holistyczna, potem zaprzeczając holizmowi napisze się ,że ta sama podstawa traktuje dziecko przedmiotowo, a potem w tym samym opisie autorom podstawy da się wykład ,że holizm zakłada podmiotowość. To jakiś matrix. To w końcu co jest holizm i podmiotowość czy brak holizmu i przedmiotowość?

      Usuń
    2. Dziękuję, że podjął Pan temat. Zwróciłam uwagę na brak odniesienia się do kształcenia informatycznego, ponieważ od kilku dni w artykułach (GW, naTemat.pl) oraz w komentarzach np. na Fb nienaturalnie, nadgorliwie zainteresowanych edukacją wczesnoszkolną wybrzmiewają tupania o wyłączenie tego kształcenia jako "lekcji" informatyki -wg. koncepcji prof. Sysło. Zatem niemożliwe jest w mojej opinii aby eksperci PAN nie dostrzegli tego zagrożenia. W kontekście powyższego zastanawiające jest także dla mnie "parcie" na kontynuację zapoczątkowanego w 2009 roku wydzierania ze zintegrowanej edukacji wczesnoszkolnej zajęć muzycznych (i zapewne także plastycznych, wychowania fizycznego). Takie praktyki zgodnie ze zbiorczym zestawieniem wyników monitorowania realizacji "obecnej" podstawy programowej np. z roku 2014/2015 ma miejsce w blisko 95 % szkół i nie zawsze wynika z troski o ucznia. Moje kontakty z nauczycielami "w terenie" dostarczają informacji, że najczęściej chodzi o łatanie etatów owym specjalistom (często po 1- -cio miesięcznych podyplomówkach), którzy o edukację wczesnoszkolną otarli się tylko w sytuacjach, gdy sami byli uczniami.Nauczyciele klas I -III narzekają, że specjaliści Ci nie chcą się podporządkować integracji metodycznej, treściowej, czynnościowej, organizacyjnej. Wchodzą na "lekcję" i wychodzą równo z dzwonkiem. W niektórych gminach jest to zjawisko na tyle powszechne, że dyrektorzy szkół nic sobie nie robią z wyroków sądowych nakazujących przywrócenie nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej do realizacji tych zajęć. Jak w takich warunkach mają gwarantować holistyczne podejście do organizacji i prowadzenia kształcenia. Nikt tego wątku nie bada w szczegółach jakie jest prawdziwe tło i faktyczne powody takich inicjatyw. Szkoda zatem, że eksperci PAN nie zadbali o rekomendację, z której wybrzmiewały by warunki, w jakich sytuacjach jest to dopuszczalne czy wskazane.

      Usuń
    3. Szanowna Pani, odpisuję, chociaż wolałbym wiedzieć, z kim dyskutuję. Już w innych miejscach kilkoro anonimów przykłada mi z nazwiska, a ja chciałbym przekonać do swoich/naszych racji. Również Pani, że nasze działania to nie są: "lobbystyczne przepychanki pewnych środowisk, aby w klasach I-III wyodrębnić "lekcje" informatyki." Pan Tomasz Drawicz wyjął mi z ust: "edukacja informatyczna raczej wybrzmiewa jako zintegrowana aktywność, a nie lekcja." Szkoda tylko, że w kolejnym zdaniu dodaje "Zauważyłem, że każde dobro w naszym kraju można zniszczyć będąc profesorem." Już się boję, że ma mnie także na myśli. Lobbowanie na korzyść szczytnego celu, a taki nam przyświeca, nie jest niczym złym. Nie są to jednak "przepychanki", jak Pani pisze. I absolutnie nie walczymy o wyodrębnienie lekcji informatyki, chodzi nam tylko o wyodrębnienie zapisów, a ich realizacja powinna pozostać zintegrowana. Mam nadzieję, że jeszcze na wiosnę będę mógł zaprezentować, jako propozycję dla nauczycieli, "co autor ma na myśli".
      Pozdrawiam, Maciej M. Sysło

      Usuń
    4. Szanowny Panie Profesorze Sysło'
      Szkoda, że doczytuję na ten temat od Pana dopiero teraz. Przy tworzeniu podstawy programowej niestety była forsowana wersja "lekcji" -a nie edukacji informatycznej jako zintegrowanej całości. Są na poparcie tegoż materiały, opracowania, są na to poglądy. Lekcja to lekcja. Zintegrowana metodycznie całość wyklucza wyodrębnianie i prowadzenie lekcji w edukacji wczesnoszkolnej. Ja nigdy nie walczyłam z Pana koncepcją kształcenia informatycznego w klasach I -III -ani poprzednią ani obecną. Na to są także materiały, opracowania, moja praktyczna przestrzeń działalności pedagogicznej i stałe poglądy. Dziękuję za sprostowanie. Czyli nie tkwię od daaaawna w żaden sposób w żadnym błędzie. I ja Pana Profesora pozdrawiam.

      Usuń
  8. Przepraszam za natarczywość. Jednak muszę dołożyć coś jeszcze. Eksperci PAN w swej opinii powołują się na badania tylko nie wiemy jakie dotyczące muzyki.Pani profesor uważa,że muzyki powinien uczyć w klasach I - III nauczyciel specjalista. Wcześniej chwali , iż podstawa programowa zachowuje kształcenie zintegrowane. To właśnie muzyka i dziecięce muzykowanie jest elementem integrującym aktywność dzieci i naturalną formą wyrażania ekspresji dziecka. Znów p.profesor zaprzecza sama sobie. Jestem zawodowym rytmikiem i od dawna przyglądam się jak nauczyciele klas I - III aktywizują muzycznie dzieci. Czynią to całkiem sensownie. Gdyby p.profesor poczytała dokładnie podstawę to odnalazłaby zapis o wprowadzeniu nowego instrumentu dla dzieci do nauki na tym etapie. To nauczyciele nauczania początkowego wdrażali ten instrument od lat nawet gdy nie było go w podstawie. Nie zrobili tego specjaliści od muzyki, ale nauczyciele tak często krytykowani. Mój syn gra i jest szczęśliwy. To jest niezwykle budujące ,że autorzy podstawy zauważyli to zjawisko w szkołach i unowocześnili podstawę w tym zakresie.Zapisy dotyczące muzyki są bardzo fachowe. Dla p. profesor muzyki w podstawie nie ma w ogóle. Jest w przedszkolnej i jest w szkolnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako nauczyciel z II stopniami specjalizacji zawodowej z nauczania początkowego zaczynam coraz częściej żałować swojego świadomego wyboru tej specjalności przed 30 laty. Sprowadza się kompetencje nauczyciela klas do rangi "niespecjalisty" w coraz szerszych zakresach. Jeszcze trochę, a będziemy specjalistami tylko od wiązania butów, wycierania zakatarzonych nosów i pląsów. Tym bardziej jest to dla mnie bulwersujące, że tendencje do wykluczania nas jako "niespecjalistów" popiera PAN, a po raz pierwszy zaproponował je i wspierał przez lata miniony rząd z podsekretarzem stanu w MEN, która zaczynała przygodę z edukacją właśnie jako nauczyciel nauczania początkowego.

      Usuń
    2. Szanowny Panie, proszę poczytać wyniki badań jak to nauczyciele klas początkowych rozwijają muzycznie dzieci. Wtedy nie będzie Pan tak entuzjastycznie ich wychwalał.

      Usuń
  9. Jestem nauczycielką nie naukowcem jednak z oburzeniem przeczytałam opinię KNP PAN. To ta opinia jest zbiorem niekonsekwencji w myśleniu osób opisujących projekt. Przecież koncepcja holistycznej edukacji była wprowadzona już w reformie 1999 roku, a wraz z nią nastawienie na podmiotowość dziecka. Projekt obecnej podstawy to uwypukla, a eksperci PAN- u twierdzą ,że widzą w niej uprzedmiotowienie dziecka. Widocznie jak nauczyciel czyta widzi coś innego, a jak naukowiec czyta ten sam dokument widzi to co chce widzieć. Matematyka - własne strategie myślenia, Edukacja polonistyczna - samodzielnie wybiera własne strategie uczenia itd. Rzeczywiście naukowcy chyba czytali wybiórczo ten dokument. Dla mnie jest to podstawa najlepsza z tych które były dotąd. Czytam i rozumiem, dobrze się czyta język podstawy. Nareszcie ktoś odważył się skonstruować efekty w obszarze emocjonalnym i społecznym z tym problem mieli autorzy poprzedniej podstawy. Rozwój sfery emocjonalnej i społecznej jest obecnie bardzo ważny bo był wcześniej pomijany, a nawet zaniedbany. Uważam,że autorzy tej podstawy bardzo szanują rozwój dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam opinię i rzeczywiście mam wrażenie,że są w niej najzwyczajniejsze przekłamania. NIEPOKOJĄCY JEST BRAK EDUKACJI PRZEZ SZTUKĘ. Tej sztuki właśnie autorzy podstawy programowej zaproponowali bardzo wiele. Już w zadaniach szkoły względem nauczania początkowego jest zapis o konieczności organizacji przestrzeni edukacyjnej dla rozwoju wrażliwości estetycznej i zaproponowanie wielu sfer aktywności człowieka w tym odbiór i tworzenie sztuki. To rozumiem jednoznacznie jako wszystko : teatr, film , wszelkie formy artystyczne.
    W języku polskim są opowiadania twórcze i przekształcanie twórcze tekstu. Analiza PAN- u jest kłamliwa.
    Pięknie opracowana w podstawie jest sfera mówienia i słuchania jako efekt kształcenia i wychowania, a eksperci PAN- u nazwali to wćwiczeniem i transmisją kulturową.

    Bardzo zła opinia bo nieuczciwa, niekompetentna krzywdząca projekt. Mam jedynie nadzieję,że autorzy z pokorą przyjmą ten subiektywno - polityczny aspekt wypowiedzenia ekspertów KBN PAN

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo krzywdząca i niekompetentna opinia KBP PAN.

    W podstawie programowej jest usytuowane dziecko jako podmiot edukacji, jest twórcą i odbiorcą sztuki . Zabezpieczone to jest nawet w zadaniach szkoły, a potem w efektach, czyli celach.

    W języku polskim odnajduję :
    - eksperymenty językowe, w mówieniu - naukowość, twórczość
    - układanie opowiadań twórczych
    - opis na podstawie własnych obserwacji i lektury - to także twórczość.

    Osoby redagujące opinię mylą podstawę programową z programem nauczania - opowiadanie twórcze to forma którą posługuje się nauczyciel podczas kształcenia, a nie efekt końcowy pod koniec trzeciej klasy. Nie każde dziecko bowiem powinno być zmuszane do napisania takiego opowiadania.

    Proszę spojrzeć np. na zapis zawarty w opinii :

    " realizację edukacji muzycznej "

    To jest dopiero karkołomne stwierdzenie. Nie realizuje się edukacji muzycznej tylko wykorzystuje się treści edukacji muzycznej do działania dzieci. Realizuje się zadania, a nie edukację. Edukacja muzyczna to nauka, a naukę się studiuje, poznaje a nie realizuje. To dopiero byłoby wćwiczanie i urabianie uczniów.

    Wadliwa opinia naukowców nie zmienia faktu poprawności podstawy dla przedszkola i klas I - III. Widzę spójność pomiędzy nimi i nastawienie na wspieranie rozwoju dziecka. Autorom podstawy należy pogratulować. Dla mnie to pierwsze podstawy uczenia dzieci które po prostu fajnie się czyta. Nauczyciele rozumieją tekst w każdym razie w mojej szkole taką mamy opinię.

    OdpowiedzUsuń
  12. Generalnie wypada się zgodzić z AnnąN, tylko czy oby nie jest tak, ze zadania, to się wykonuje, a realizuje np. program.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Program się realizuje, ale w programach są zadania. Myślę,że zadania także się realizuje, realizacja jest także wykonaniem.
      To jedynie urok naszego trudnego języka i pewna umowa. Komentarz p. Anny bardzo wartościowy i uspokoił mnie. To budujące,że są nauczyciele o niezależnym logicznym myśleniu. Wczoraj rozmawiałem w grupie rytmików i nauczycieli muzyki z okolic Gdańska, Sopotu, Gdyni. Wszyscy uważają,że część podstawy dotycząca przedszkola i klas I - III jest najlepiej uporządkowaną i poprawną propozycja w tej podstawie. Czytaliśmy opinię komisji PAN- u z oburzeniem.

      Usuń
    2. Szanowny Panie Tomaszu, ależ tu nie ma mowy, że komentarz Pani ANNY jest jakiś tam .... . Przeciwnie, jest wyrażona identyfikacja z nim. Poza tym potwierdził Pan trudność naszego języka.

      Usuń
  13. Nie dajcie się Państwo nabrać na grant 12835/08/FOK/DS. Lektury spod tego znaku wcale nie są dobre dla naszych dzieci. To o co zaproponowała komisja PAN w sprawie lektur właśnie jest nie do przyjęcia. Kilka pozycji to prosta droga do relatywizmu moralnego, a także do ideologii krzywdzących rozwój dzieci. Po lekturze propozycji podstawy dla klas I - III mogę jedynie stwierdzić,że są bardzo trafne. Nie stanowią żadnego zagrożenia i właśnie spełniają warunki o których napisała komisja.

    Opinia komisji PAN - chaotyczna, niekonsekwentna bez wyraźnej struktury. Slogany, stereotypy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakoś nikt tu nie wspomina o tym, że na nic zda się rzetelnie opracowana podstawa programowa bez rzetelnie przygotowanej kadry pedagogicznej. Kto dziś kształci uczniów w klasach I-III albo pracuje z wychowankami w przedszkolu? Często czy coraz częściej są to pseudonauczyciele po szemranych studiach podyplomowych typu "Angragog" z Opola a raczej z Brzegu bo firmowany przez Wyższą Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną z tej prowincjonalnej mieściny. Co dziwne w "Andragogu" tłumy słuchaczy bo dyrektorzy szkół podstawowych z Opolszczyzny i ościennych województwa kierują tam swoich nauczycieli by w ciągu kilku miesięcy uzyskali kwalifikacje biologów, chemików, fizyków, historyków, przyrodników. Kuratorium w Opolu przymyka na to oczy. Jak to możliwe, że brzeska szkółka ma takie uprawnienia? Warto wreszcie przyjrzeć się bliżej tej placówce, a ściślej wydawanym przez nią dyplomów upoważniających do uczenia w szkole podstawowej. Inny żeby być polonistami, nauczycielami chemii, fizyki czy przyrody muszą studiować wiele lat a w "Andragogu" w kilka miesięcy ma się takie same kwalifikacje. Panie Profesorze, niech Pan odpowie mia na następujące pytanie: "Czy uczelnia, która nie ma uprawnień do kształcenia nauczycieli fizyki, chemii, języka polskiego ma prawo do edukowania i wydawania dyplomów czy zaświadczeń ukończenia studiów podyplomowych pozwalających na nauczanie tych przedmiotów w szkole? Bo jeśli nie to mamy w opolsko-brzeskim "Andragogu" (stworzonym i kierowanym przez byłego milicjanta)do czynienia z wieloletnią działalnością przestępczą!!! Czas dać temu kres i ukarać winnych!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Szemrane studia przedmówcy dotyczą podyplomówek na publicznych uczelniach także. Robienie nauczycieli dosłownie " robienie " z byłych policjantów, nieudolnych prawników, czy nawet osób bez pracy którzy ukończyli wcześniej filozofię, socjologię itp. na krótkich studiach podyplomowych z zakresu nauczania początkowego i wychowania przedszkolnego to nieporozumienie i krzywda wyrządzana dzieciarni. Do szkół trafiają osoby niekompetentne i tu się zgadzam z przedmówcą. Niestety uczelnie takie twory produkują na morgi bo oferują studia podyplomowe płatne, czasami z grantów. Produkcja papierów trwa. Teraz jakiś prof. Sysło szczuje programowaniem od przedszkola i znów pójdzie kasa na roboty, komputery i oprogramowanie , a nie na rzetelną naukę i przygotowanie nauczycieli. Wkurza mnie ,że miernej klasy informatyk bierze się za edukację dzieci poprzez wrzucanie do szkół programowania, które nie jest programowaniem, a świat naukowy milczy. Żadnego protestu, żadnego komentarza. Swoją drogą nic mnie już nie dziwi. Po przeczytaniu tekstu wstępnego, czyli opinii komisji PAN - u która do rzetelnych, konsekwentnych i mądrych nie należy nie mam złudzeń. Uporządkowana podstawa programowa nic nie da jeżeli ktoś tego porządku przeczytać nie potrafi. Być może więcej takich będzie niekompetentnych po " Andragogu". Ukłony dla rozmówców.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam w klasopracowni starych mebli odświeżonych poprzez oklejenie ich reklamową folią z logo Samsunga pod pretekstem udziału w Mistrzach Kodowania. Nigdy bym nie pozwoliła na to aby w mojej klasie znalazły się sprzęty, wyposażenie "darowane" przez Samsunga i innych, którzy takimi pseudodobroczynnymi "gestami" wkraczają na legalu do szkół z kręceniem swoich biznesów sprzedażowych. Naiwni, "głupi", dający sobą manipulować nauczyciele później jeszcze z wdzięczności głosują na takiego Samsunga jako heh dobroczyńcę roku. Ci sami nauczyciele "troszczą się" aby w nowej podstawie programowej pojawił się przymus objęcia wszystkich uczniów nauką programowania, która wymusi zakup nowych zabawek temu służących -puzzle Scottie Go, roboty i robociki różnej masy (za kwoty jednej sztuki 600+). Domagają się tego programowania, bo już dzisiaj gdy jeszcze nowa podstawa nie weszła w życie uczestniczą osobiście w objazdowych po całej Polsce konferencjach reklamujących, promujących te gadżeciarstwo (oczywiście nie za free). Rada d.s. Informatyzacji Edukacji powołana (po koleżeńsku) w 2014 przez ówczesny MEN lobbuje i prze na przepchanie podstawy nakazującej powyższe bzdury bagatelizując istniejący w 40% szkół problem z niedoposażeniem w podstawowe urządzenia umożliwiające naukę programowania -komputerów brak, a w wielu przypadkach te które są nie nadają się do pojedynku z nowymi zadaniami,które wymagają odpowiedniej pamięci, dostępu do Internetu. Niejaki prof. Sysło w 2009 roku w swoim komentarzu do podstawy programowej dla klas I -III pisze: "Należy pamiętać jednak, że zajęcia komputerowe w klasach 1-3 powinny służyć wykorzystaniu technologii informacyjno-komunikacyjnych do wspomagania nauczania zintegrowanego, natomiast należy unikać czynienia z tych zajęć wyodrębnionego przedmiotu informatycznego, poświęconego posługiwaniu się komputerem i jego oprogramowaniem w oderwaniu od innych zajęć". W roku 2014 zmienia swoje poglądy diametralnie podejmując za wszelką cenę próby narzucenia swojego "autorskiego" projektu nowej podstawy programowej z informatyki dla klas I -III. Rusza wszystkie środowiska swoich kolegów rozsianych po ministerstwach tupiąc nóziami jak małe dziecko "że na I etapie kształcenia wszystko co powyżej jest nieważne -dzieci mają sterować robotami, a nawet je budować". Jego kolesie z Rady d.s. Informatyzacji Edukacji nie pozostają bezczynni. Już od roku przygotowują swoje firmy komputerowe do strategii sprzedażowej w szkołach, które będą musiały zakupić owe robociska i zabawki tym podobne powołując się na MUS -PRZYMUS wynikający z zapisów podstawy programowej. Już się bujają po konferencjach i warsztatach reklamując, promując, wciskając w głowy ogłupionych nauczycieli presję zakupu powyżej opisanych gadżetów na dzień 1 września 2017. Zadbali także o szumny (z nazwy jak do tejposy wynika), ogólnokrajowy pilotaż włączenia nauki programowania do edukacji formalnej. I mają gdzieś fakt, że DOBROWOLNIE do niego zgłosiło się zaledwie 6% szkół. Zatem jaki to pilotaż? Jak na tak niszowej frekwencji można budować jakiekolwiek wnioski kierowane do pozostałych 94%, którzy nie chcą robotów w szkołach i obsesji programowania. Powstała nawet w tym celu witryna promowana przez MEN z błędem literowym w nazwie, którego nikt do tej pory nie wyhaczył choć rażąco rzuca się w oczy. Forum na tej witrynie martwe. Za to są informacje gdzie były, są, odbędą się szkolenia. Zapewne z tych 120 milionów od ministerstwa cyfryzacji. No tak. Przecież szkolenia, szkolenia i szkolenia to kolejna furtka do łupania i napychania portfeli nielicznych. Panie Profesorze Bogusławie Śliwerski' Widzi to Pan, czyta o tym, ..... Dlaczego Pan nie grzmi !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Panie prof. Śliwerski. Natrafiłem u Pana na osi Fb gratulacje dla tego prof. Sysły z powodu założenia bloga o programowaniu. Na jednym wpisie się ostało tym założycielskim z października i teraz bloga już nie ma. Czyżby usunął bo na ten moment swojego interesu nie wytupał w menie? Gdy ktoś żyje autentyczną potrzebą upowszechniania programowania od najmłodszych lat to idzie do przodu pod wiatr i tym bardziej publikuje. A tu foch na miarę przedszkolaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie, wyjątkowo odpowiadam na anonim. Chciałem tylko wyjaśnić, że opublikowałem dwa wpisy i niestety firma prowadząca blog ma kłopoty z serwerem i blog nie jest dostępny. Starsze wpisy i materiały na temat edukacji może Pan znaleźć na mojej stronie http://mmsyslo.pl/, której niestety nie mam czasu na bieżąco wypełniać.
      Pozdrawiam, Maciej M. Sysło
      PS. Korzystając z okazji, chciałbym polecić Panu materiały na mojej stronie, by przekonał się Pan jaki jest prawdziwy "mój interes" w propagowaniu edukacji informatycznej, informatyki i programowania. Mam na uwadze Nasze Dzieci, a wśród nich być może Pańskie dzieci, a może i wnuki.

      Usuń
  18. Wciąż brakuje odpowiedzi o legalność praktyk stosowanych przez "Andragoga" z Opola pod egidą Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Brzegu. Kształcą ze wszystkiego: chemii, fizyki, matematyki, geografii itd., tymczasem wspomniana uczelnia nie ma tego uprawnień. Czuje się jakąś zmowę milczenia. Kurator z Opola przymyka na to oko i nie ma nic przeciwko temu, że dyrektorzy szkół masowo kierują tam swoich pracowników, bo tam uzyskuje się kwalifikacje ekspresowo. Czas dać temu kres!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę napisać donos do ministry. Na pewno chętnie się tam sama pofatyguje, postawi odpowiednie warunki właścicielom a relacje z wizyty - interwencji umieści na stronie menu.

      Usuń
  19. Szanowni Państwo, odpowiem na każdy wpis dotyczący programowania i informatyki w nauczaniu wczesnoszkolnym pod warunkiem, że będzie podpisany imieniem i nazwiskiem (nie będzie anonimem) i nie będzie zawierał obelg pod moim adresem (nie jestem jakimś czy nijakim prof. Sysło), ani pod adresem innych osób (członkowie Rady to nie moi kolesie, a przy okazji Rada pracuje nad edukacją informatyczną od blisko 15 lat, została powołana przez min. K. Łybacką, jest więc ciałem ponad politycznym).
    Pozdrawiam, Maciej M. Sysło

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.