czwartek, 20 października 2016

Wyższe szkoły prywatne - BŁĄD HTTP 500



Niektórzy twierdzą, że mamy do czynienia ze zjawiskiem WSP jako "wyższych szkół perfidii" albo "wyższych szkół pozoranctwa", bowiem niż demograficzny z pełną brutalnością odsłonił ich rzeczywisty stan od lat przewidywanego upadku. W sieci krążą już nawet wulgarne określenia na "wsp" jako "wspieranie s........ politechnik" czy "wyższe szkoły p.......... .

Właśnie zniknęły z mapy szkolnictwa wyższego dwie wyższe szkoły pedagogiczne - jedna to WSP w Łodzi, a druga to WSP ZNP w Warszawie. Obie miały innych założycieli, podobnie jak i ich rozwój oraz upadek następował w przewidywalnych, ale odmiennych warunkach. Każda z nich powstawała także w innym czasie, bowiem warszawska, związkowa uczelnia została założona w 1995 r., natomiast łódzka w 8 lat później. Nie ma to jednak znaczenia, skoro obie upadły tak nisko, że straciły swój wizerunek w przestrzeni publicznej szybciej, niż ponad 250 innych wyższych szkół prywatnych w kraju.

Nie znam kulis upadku WSP ZNP czy WSP w Łodzi, ale wirtualne media nie szczędzą na ten temat informacji. Rektorami tej pierwszej Uczelni byli tak znakomici dydaktycy z Uniwersytetu Warszawskiego, jak prof. dr hab. Tadeusz Lewowicki czy Stefan Mieszalski. Ten pierwszy jest już od wielu lat na emeryturze, zaś ostatni powrócił na macierzysty Wydział Pedagogiczny UW.

Gorzej stało się ze studentami i pozostałą kadrą akademicką, bowiem władze ZNP zawarły porozumienie z - zaskakująco konkurencyjną jak dotychczas - Warszawską Wyższą Szkołą Humanistyczną im. B. Prusa, która działa od 2002 r. pod tym samym patronem, czyli Związkiem Nauczycielstwa Polskiego przekazując studentów pierwszej szkoły do tej drugiej. Nauczycielski związek zawodowy prowadzi zatem w WWSH kształcenie na kierunku pedagogika, gdzie od początku edukuje się studentów na Wydziale Humanistycznym w zakresie "Kulturoznawstwa" oraz od niedawna także "Diennikarstwa i komunikacji społecznej".


Rekrutuje się zatem kandydatów na studia na nieistniejącym (przynajmniej na stronie szkoły) Wydziale Pedagogicznym, który ma kształcić studentów pedagogiki. Oczywiście, chodzi tu zapewne o kontrakt przeniesienia dotychczasowych studentów WSP ZNP do WWSH im. B. Prusa. Ani studenci, ani ewentualni kandydaci nie znajdą na stronie WWSH informacji o kadrze pedagogicznej, nie wspominając już o dziekanie Wydziału czy programie kształcenia.

Nie wiadomo zatem, czy jest to sztuczny twór, by doprowadzić dotychczasowych studentów pedagogiki z WSP ZNP do końca studiów i wygasić ich kierunek, czy może tli się jakaś iskierka nadziei na odtworzenie pod patronatem ZNP pedagogicznej szkoły wyższej? Prasa i władze Ministerstwa Edukacji Narodowej wykorzystują zaskakującą politykę szkolną władz tego związku zawodowego do walki z jego liderem - Sławomirem Broniarzem. Minister Zalewska użyła nawet upadku WSP ZNP jako dowodu na to, że prezes Związku nie powinien wypowiadać się na temat reform szkolnych w kraju, skoro nie potrafi zadbać o związkową placówkę.

Protestowali przeciwko likwidacji WSP ZNP studenci i nauczyciele akademiccy. Dlaczego Prezes ZNP pozwolił na likwidację jednej, by "wcisnąć" do struktury drugiej szkoły patronackiej "niedokończonych" studentów? Nie wiemy. Jak nie wiadomo o co chodzi, to zapewne poszło o kasę. Wypowiadał się o dziwnych kulisach likwidacji szkoły ZNP jeden ze zwolnionych z pracy profesorów:

To dziwna likwidacja. W połowie czerwca likwidator wchodzi do placówki i umieszcza na tablicy ogłoszeń nowy regulamin uczelni. Nie kontaktuje się w ogóle z władzami akademickimi. Mało tego, wymienia zamki w drzwiach dziekanatu i rektoratu uczelni. Wreszcie wysyła lub wręcza zwolnienia dyscyplinarne wszystkim pracownikom akademickim. Zgodnie ze statutem likwidator ma obowiązek dokonać bilansu zamknięcia szkoły na dzień, w którym przejmuje placówkę. Do tego plan działań, plan wydatków. Nic takiego nie miało dotąd miejsca! A 16 lipca minie miesiąc odkąd likwidator pojawił się w WSP ZNP.

To tak fatalnie pracowali tam akademicy-pedagodzy, że trzeba było ich dyscyplinarnie zwolnić? Co robiły w zakresie nadzoru i kontroli MNiSW i PKA, skoro pojawiały się już kilka lat wcześniej sygnały o problemach tej szkoły?

Kto postanowił studiować w tej tzw. "wsp" to przeczyta płytką charakterystykę kierunku PEDAGOGIKA, która jest ponoć nauką "(...) o rozwoju, wychowaniu oraz kształceniu przez całe życie. Studia w Warszawskiej Wyższej Szkole Humanistycznej Im. B. Prusa zapewnią wszechstronne przygotowanie do pracy z wychowankiem na wszystkich szczeblach szkolnictwa oraz kompetencje niezbędne w procesie edukacji."

Kto po tak ogólnikowej zapowiedzi podjąłby tam studia? Widać, że prowadzący nie mają pojęcia o zatrudnieniu na rynku pracy po pedagogice. Nie podaje się nazwisk kadry akademickiej, a szkoła dostała z MNiSW via PKA zgodę na prowadzenie studiów licencjackich i magisterskich? To już jest tak źle z organami kontroli i oceny jakości kształcenia?


No i mamy drugi przypadek, łódzkiej WSP, która znika z mapy po cichu, w milczeniu, a może i w poczuciu wstydu tych, którzy prawdopodobnie doprowadzili do jej upadku. Zaglądam na resztkę danych o tej szkole i widzę, że w gronie dotychczasowych kadr rektorami byli - doktor nauk medycznych, były profesor UŁ-historyk myśli pedagogicznej (może opisze źródła jej upadku, o ile zachował archiwa), pedagog specjalna - a zarazem dyrektorka przedszkola oraz na końcu gaszący światło, licealny nauczyciel, doktor filozofii.

Na stronie szkoły czytamy: Szanowni Studenci. Samorząd WSP zaprasza na spotkanie z Władzami Uczelni w siedzibie WSP w dniu 08-10-2016 o godzinie 10.00 w auli (sala teatralna). Jednocześnie informujemy, iż w dniach 7-9-10-2016 wszystkie zajęcia są odwołane.


Pod linkiem „Władze WSP” kierowani jesteśmy na stronę "Strategia Rozwoju Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi na lata 2012-2017". Zdaje się, że misja zakończyła się wcześniej.

W wielu tzw. "wsp" nie pomogły hasła o rzekomych procedurach jakości kształcenia, misji, wizji itp., skoro coraz mniej młodzieży dokonywało wyboru tych placówek jako godnego miejsca własnych studiów. Być może silna konkurencja najlepszej w tym regionie uczelni publicznej - Uniwersytetu Łódzkiego z Wydziałem Nauk o Wychowaniu - sprawiła, że absolwenci szkół ponadgimnazjalnych woleli studia w pewnym i wartościowym kadrowo środowisku akademickim.

Tak kończyć będzie każda "wsp", której założyciel i kanclerz nie inwestowali w jakość zatrudnianych nauczycieli akademickich, w ich niepowtarzalną aktywność, pasję i wartość w nauce, albo jeśli byli nacinani przez pasożytów z dyplomami doktorów czy doktorów habilitowanych, którzy załapywali się na funkcje, do senatów, byle tylko mieć wyższy dodatek przy niskiej jakości własnego zaangażowania i pracy. Kant bywał zatem dwustronny: albo kombinował i wyprowadzał kasę założyciel lub kanclerz (ileż mamy artykułów na ten temat w mediach!), albo pseudonauczyciele wykorzystujący swoje dyplomy do zarabiania i niczego więcej.

Ten okres, wbrew pozorom, jest jednak szczęśliwy dla polskiego społeczeństwa, bowiem odsłania fikcję, pozory, hipokryzję, czarny biznes, cwaniactwo i wzbogacanie się wielu założycieli kosztem troski o akademickość, o naukę i rozwój kadr. Nie ma się co dziwić, że będzie to skutkowało kolejnymi likwidacjami wyższych szkół prywatnych. Zostaną tylko te, których założyciele przez kilkanaście co najmniej lat inwestowali w naukę, badania, współpracę międzynarodową, a nie w infrastrukturę jako ewentualny spadek do kolejnego biznesu, już pozaakademickiego.

Tak, tak, pozostaną tym założycielom budynki, ich wyposażenie, które będą mogli bez płacenia tak wysokiego VAT-u, jak pozostali przedsiębiorcy czy usługodawcy, przekształcić w nowe firmy - hotele, centra konferencyjne, teatrzyki, sale klubowe, restauracje, biura czy kafejki. Tak oto wykorzystano naiwność studentów, teoretyczne państwo, by pod pozorem akademickiego kształcenia rozwijać ewentualnie przyszłościową bazę pod inne interesy.

Studiujący w wielu wyższych szkołach prywatnych nawet nie wiedzą, że być może już są przedmiotem ukrytych transakcji, przetargów, handlu ich "rejestracją" i gwarancjami płacenia czesnego na poczet rychłej wyprzedaży ich "istnienia". W końcu "handluje się sztuką ludzką" zapisaną na studia kierunkowe czy podyplomowe. Zawsze ktoś to kupi. A studiuje ..... .

Na szczęście są jeszcze w naszym kraju wyższe szkoły przyzwoitości, wyższe szkoły perfekcjonizmu, a więc takie, których założyciele i rektorzy (nawet zmieniający się w ciągu lat ich rozwoju) inwestowali, a nie konsumowali środki z czesnego i kładli duży nacisk na wysoki poziom pracy akademickiej kadr oraz studiujących. Dzięki temu szkoły te uzyskiwały z biegiem lat uprawnienia do nadawania stopni naukowych z różnych dyscyplin, rozwijały nowe kierunki kształcenia i dbały o jak najwyższej jakości kadry naukowe. Na stronach tych uczelni, kiedy będziemy chcieli zobaczyć, kto jest tam wykładowcą, kto rektorem i dziekanem czy kierownikiem zakładu, jaki ma rzeczywisty dorobek naukowy oraz osiągnięcia, nie spotkamy się z komunikatem: BŁĄD HTTP 500.





3 komentarze:

  1. Pracuję od 30 lat jako nauczycielka klas młodszych. Studiowałam w WSP ZNP w Warszawie. Obroniłam tam licencjat z pedagogiki. Pracę magisterską z nauczania wczesnoszklonego obroniłam na UW. Ale najwięcej wiedzy potrzebnej mi do pracy uzyskałam w Studium Nauczycielskim przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie. Tego było mało, więc jeszcze uczęszczałam na studia podyplomowe z oligofrenopedagogiki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doga Pani Lusio, jeżeli mogę. Profesor nie próbuje umniejszyć nikomu jego wykształceniu, nikt nie wątpi w Pani kompetencje czy umiejętności, którymi podzieliła się z nami, "bo przecież każdy kwiat pachnie tak dobrze jak on sam". Wskazuje jedynie na bezczelny proceder tworzenia WSP jako maszynek do zarabiania pieniędzy.

      Usuń
  2. a co z małymi szkółkami państwowymi z których kanclerze i króliki zrobili swój prywatny folwark? To jest dopiero patologia!

    OdpowiedzUsuń