poniedziałek, 18 stycznia 2016

Bezsensowne wysłuchanie oświatowe



Jakiś czas temu pisałem, dlaczego nie wezmę udziału w wysłuchaniu publicznym, jakie zorganizował m.in. Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego na temat projektowanych przez PiS - i częściowo już wdrożonych - zmian w systemie szkolnym. Jeden z pracowników naukowych podesłał mi link do nagrania tego wysłuchania, którego przebieg i treść potwierdziła słuszność podjętej decyzji. TOTALNA STRATA CZASU. Skoro go jednak straciłem, to podzielę się tym doświadczeniem z innymi.

Nie twierdzę, że w swej całości wypowiedzi uczestników wysłuchania obywatelskiego były bez sensu, bo trzeba byłoby określić, co miałoby być kryterium dla tego typu oceny. Jeśli miałaby być nim - ocena minionych ośmiu lat rządów w MEN polityków PO i PSL - to trzeba przyznać, że odliczyli się niektórzy beneficjenci owych reform. Dominowały tu wypowiedzi "wyczyszczone" z elementów krytyki, bo - jak mówiła pani Dziekan Wydziału na temat opublikowanego "Stanowiska członków Rady" - "Oczywiste, że były różnice zdań, to te fragmenty usuwano".

Na UW było dokładnie tak samo, jak w poprzednim ustroju. Co nie pasuje do obowiązującej doktryny, musi być usunięte. Ponoć powstała (nie wiemy, kiedy i gdzie?) baza raportów naukowych dotyczących polskiej edukacji. To one powinny stać się bazą do refleksji na temat kierunku i metod koniecznych zmian. Zakłada się zatem, że owa baza jest bezdyskusyjna, wiarygodna i politycznie wartościowa. Nie jestem przekonany, skoro duża część tzw. raportów powstawała na zamówienie MEN i była przez ten urząd cenzurowana. Pomijam już kwestie metodologiczne, które - poza obliczeniami statystycznymi - nie najlepiej świadczą o niektórych wykonawcach z naukowymi stopniami.

Kiedy zatem pani Dziekan mówiła o tym, że zmiany w systemie oświatowym "(...) nie powinny być wynikiem pospiesznych decyzji, bowiem nie da się z całego systemu usunąć jeden element, by nie naruszyć całości", to w 100 proc. zgadzam się z tą tezą. Tyle tylko, że urzędnicy i politycy PO i PSL właśnie tak postępowali i jakoś nie przypominam sobie protestów naukowców z tego powodu, i z tego środowiska, poza krytyką ze strony KNP PAN. Czyżby 3 lata temu nie wyjmowano jednego elementu z całego systemu?

W książce państwa Elbanowskich pt. "ratuj maluchy! Rodzicielska rewolucja" (2015) czytam, że MEN zapłaciło naukowcom z UW za przygotowanie ekspertyzy na temat przygotowania szkół do przyjęcia 6-latków (s. 32). Oczywiście ekspertyza była pozytywna.



Absolutnie trafna była też opinia, że (...) trzeba brać pod uwagę opinie ekspertów, praktyków i rodziców, a te są bardzo różne." Należało jednak do niej dodać, że ówczesna władza miała "swoich" ekspertów, rodziców (także obecnych w czasie tego wysłuchania) i praktyków, którym obce były kwestie naukowych uzasadnień, bowiem korzystniejsze okazywało się uzasadnianie zmian wybiórczo dobieranymi poglądami niektórych naukowców. Komitet Nauk Pedagogicznych PAN podkreślał w swoich opiniach podobnie, jak miało to miejsce w wypowiedzi pani Dziekan, że wiek rozpoczynania obowiązku szkolnego jest sprawą wtórną w stosunku do funkcji edukacji wczesnoszkolnej.

Natomiast profesor zaprzeczyła badaniom pracownika UW i IBE (prof. UW R.Dolaty i dra M. Sitka), ale także wynikom badań longitudinalnych prof. Zbigniewa Kwiecińskiego (honorowego przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego) głosząc tezę, że szanse edukacyjne dzieci nie zależą od wykształcenia rodziców. Zupełnie bezkrytyczny wobec manipulacji danymi z-ca dyrektora ds. badawczych IBE dr Michał Sitek nadal głosił tezę o tym, że brakuje mocnych argumentów opartych na badaniach wśród dyskutujących tu. My mamy takich niewiele, ale jak mamy, to rzadko z tego korzystamy. IBE badało 6-latków w 2012 i 2014. Środowisko naukowe ustosunkowuje się bez wnikania w dane.

Nie wiem, czy to jest przejaw intelektualnego autyzmu, arogancji czy dalszej manipulacji opinią publiczną? Opublikowane wyniki rzekomych badań z nauką nie mają wiele wspólnego. Jeszcze do tego pana to nie dotarło.



To prawda, że potrzebna jest w przypadku każdej reformy (...) analiza konsekwencji ekonomicznych i społecznych takiej decyzji". Wiemy jednak, że obniżenie wieku obowiązku szkolnego przez poprzednią ekipę MEN miało spowodować skutki ekonomiczne i społeczne pod pozorem wyrównywania szans edukacyjnych dzieci. O skutkach psychopedagogicznych nie będę tu pisał, bo wielokrotnie wskazywałem na pseudonaukową manipulację, jakiej dopuścili się w tej właśnie kwestii pracownicy Instytutu Badań Edukacyjnych.


Od reformy ustrojowej szkolnictwa pod koniec lat 90. XX w. nie było w Polsce żadnych badań dotyczących sieci placówek wychowania przedszkolnego ani też diagnozy potrzeb i aspiracji rodziców w środowiskach rzekomo zaniedbanych, sprzyjających wykluczeniu społecznemu czy edukacyjnie defaworyzowanych. Z jakiego zatem tytułu państwo miałoby zmusić rodziców czy prawnych opiekunów dzieci od urodzenia do 5 roku życia, aby koniecznie oddali swoje dzieci pod codzienną, instytucjonalną pieczę? Czy nasze dzieci są własnością profesorów UW z ich pedagogicznymi roszczeniami instytucjonalizacji nadopiekuńczości państwa wobec nich, a dla rzekomego ich dobra? Czy ktoś pytał, czy i jaki odsetek rodziców dzieci w wieku 3-5 lat rzeczywiście chce i potrzebuje dostępu do przedszkoli?

Może jednak warto sięgnąć do Konstytucji III RP i Ustawy o systemie oświaty, by doczytać, że państwo ma spełniać rolę pomocniczą, a nie tworzyć po raz kolejny w naszych dziejach "kołchozy" sterowanej przez MEN indoktrynacji. Dlaczego rządzący ukrywają przed społeczeństwem dyrektywy Unii Europejskiej w kwestii wymuszonego zwiększenia liczby dzieci objętych edukacją przedszkolną? Może należy podać te wskaźniki, a nie zasłaniać się naukowcami, którzy - jak prawnicy i marketingowcy - mogą do każdej politycznej tezy "dorobić" właściwą interpretację?

Prof. Krzysztof Konarzewski okazał się tu mistrzem analogii, bowiem przyrównał odwracających stan psychopedagogicznej normalności do "strażaków, którzy sami podpalają las, by potem jechać do pożaru i go gasić". Tego typu działania określił mianem "interesownego szkodnictwa" ."Nie pochwalamy ale wiemy, po co on to zrobił. Mamy w MEN do czynienia ze szkodnictwem bezinteresownym. Nie mówi jednak, po co to się robi. PiS walczy z Tuskiem, bo to on zdecydował o sześciolatkach."


Zgadzam się z profesorem, że to władze PO i PSL popełniły kardynalny błąd każąc dostosowywać się niedojrzałym do uczenia się w szkole dzieciom do tej instytucji, zamiast uczynić odwrotnie. Potwierdził znane nam od lat fakty: Oddziały są duże, nauczyciele są zmęczeni, jest problem świetlic, cateringu, ale ... to są dwa przejściowe lata. Potem miało być w porządku. Odcinalibyśmy kupony od zmiany. Przez dwa lata cierpiałyby dzieci, rodzice, ale mamy teraz lepszy system szkolny, bo te placówki się zmieniły. Fajnie. W końcu przez dwa lata nie cierpiałyby dzieci profesora. Nikt mu nie zapewni, że będzie to, co miało być.


Powinny być żłobki i przedszkola w każdym środowisku życia Polaków, w którym na podstawie analiz demograficznych i badania potrzeb instytucjonalnej opieki zapewnia się do nich dostęp, bez względu na stopień ubóstwa czy zamożności. Płacimy podatki, więc mamy prawo oczekiwać wywiązania się samorządów i warunkujących ich budżet władz państwowych z powinności wobec podatników. Nie trzeba tu "wciskać kitu" na temat wyrównywania szans edukacyjnych, bo wyrównywać można co najwyżej asfalt, jak się go dobrze wyprodukuje i położy. Przyjdzie walec i wyrówna. W edukacji nikt niczego nikomu nie wyrówna. Czas przestać podtrzymywać mit dla celów odmiennych od możliwości jego spełnienia.

Oczywiście, nie mogło zabraknąć na tym spotkaniu w UW pani Ligii Krajewskiej, prawej ręki b. minister edukacji Katarzyny Hall, która trafnie przedstawiła się sama jako "gorszy sort Polaków". Miało być dowcipnie, ale okazało się prawdziwe, skoro postanowiła bronić biznesu swojej pryncypałki narzekając ironicznie na to, że "ludzie wychodzą z radości na ulice. Zmniejszono teraz o 22 mln. dotację na dzieci w edukacji domowej.". Nagle MEN pozbawiło nieuzasadnionych dochodów panie, które nadużyły szyldu edukacji domowej do zupełnie innych celów. W świetle powyższego hipokryzją jest kończący wypowiedź apel tej pani: "Nie krzywdźmy dzieci, które niczemu nie zawiniły."

Spotkali się i rozeszli. Nic z tego nie wynika, ani dla oświaty, ani dla polityki, ani dla prawa, ani dla rodziców, ani dla dzieci.

(źródło: memów politycznych - Facebook)

16 komentarzy:

  1. >Oddziały są duże, nauczyciele są zmęczeni, jest problem świetlic, cateringu, ale ... to są dwa przejściowe lata. Potem miało być w porządku. Odcinalibyśmy kupony od zmiany. Przez dwa lata cierpiałyby dzieci, rodzice, ale mamy teraz lepszy system szkolny, bo te placówki się zmieniły.<
    Ten cytat dowodzi "głębi" kompetencji prof. Konarzewskiego [ciekawe ile zarobił w spotach reklamujących 6-latki w szkole ;-) ]. Potworny tłok w szkołach podstawowych, i to narastający bo kolejne roczniki są liczniejsze, trwałby bez reformy PiS dokładnie przez 5 lat!!! Tyle czasu w podstawówkach byłoby całe SIEDEM roczników. Gwałtowne zwolnienia nauczycieli nauczania początkowego odbyłyby się nie we wrześniu b.r. tylko za 2 i 3 lata (i tak się odbędą), kiedy roczniki kumulacji (po 1,5 rocznika ) będą opuszczały nauczanie początkowe ... ;-) A potem to samo z nauczycielami klas 4-6, gimnazjów i liceów ... :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w trzech szkołach które znam nawet już teraz jest normalnie, grupy małe, nauczyciele się przystosowali i uczą zabawą, świetlice dobrze prowadzone. a obraźliwe wpisy dowodzą braku kultury (również i autora bloga)

      Usuń
    2. Bloger zna więcej szkół niż tylko trzy i w odróżnieniu od anonimowego komentatora nie uznaje fałszowania rzeczywistości. Może to sobie anonimowy ewaluator oceniać jako obraźliwe, bo prawda jest bolesna. Trudno. Nic na to nie poradzę, że niektórzy nie dochowują jej wierności.

      Usuń
  2. W swojej wypowiedzi na wysłuchaniu mówiłem, że dane IBE są cytowane zarówno przez przeciwników, jak i zwolenników obniżenia wieku szkolnego. Tak, te dane były, są i będą przedmiotem manipulacji. Dane z badań społecznych świetnie się do tego nadają, ale też na tym polega funkcjonowanie współczesnych mediów, które potrzebują prostych i jasnych komunikatów. Badania nie dostarczają ostatecznych odpowiedzi, pokazują co najwyżej przesłanki, argumenty, którymi można się wspierać - świetnie pisał o tym Giandomenico Majone w niedocenianej książce Dowody, argumenty i perswazja w procesie politycznym (http://scholar.com.pl/sklep.php?md=products&id_p=1330). Dlatego też potrzebne są różne badania prowadzone przez różne instytucje, krytyczna ich ocena i piętnowanie nadużyć w korzystaniu z danych. Czy badania 6 i 7-latków autorzy projektowali i prowadzili pod wpływem MEN lub jakichś innych (ciemnych) sił? Nie. Zrobiliśmy wszystko, żeby rzetelnie przygotować narzędzia badawcze, wylosować próbę badawczą, przeprowadzić badanie i napisać raport. Czy można było to zrobić lepiej? Na pewno tak, i dziś wiele elementów badania zaprojektowalibyśmy inaczej. Przeprowadzając badanie korzystaliśmy z doświadczenia firm badawczych: TNS OBOP i CBOS, wspieraliśmy się opiniami ekspertów i recenzentów. Odnoszę wrażenie, że wielu pedagogów wyrabia sobie pogląd o naszych badaniach na podstawie doniesień prasowych i informacji medialnych, nie sięgając do źródeł w postaci raportów z badań i zbiorów danych. Jak dotąd do IBE nie zgłosił się żaden pedagog, który chciałby się przyjrzeć tym danym (choćby po to, żeby wykazać nam manipulowanie danymi). A szkoda, bo brakuje nam ugruntowanych, opartych na danych argumentów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Problem polega na tym, że państwo w IBE nie rozumiecie, albo nie chcecie zrozumieć, że uzyskane przez Was dane są artefaktami. Proszę zatem nie odwracać kota ogonem i nie twierdzić, że uzyskaliście wiarygodne dane, tylko nikt nie chce ich inaczej czytać i interpretować. Skoro już koncepcja badań była błędna, to uzyskane w ich toku dane są na śmietnik. Powinniście to Państwo wiedzieć, a nie publikować raporty, które kompromitują was jako naukowców. Czas najwyższy zrozumieć, że nie prowadzi się badań sondażowych na temat osiągnięć szkolnych w sytuacji, kiedy jedna grupa (sześcio-i siedmiolatków jest w szkołach) a tzw. grupa kontrolna jest w przedszkolach, w których zabraniano im uczenia się tego samego, czego uczyły się dzieci z grup szkolnych. Jeśli jeszcze tego nie rozumiecie, to doprawdy podajcie się do dymisji, bo wydane na te diagnozy miliony są wyrzucone w błoto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Badania IBE przeprowadzone na 6- i 7-latakach warte są tyle, co papier, na którym zostały przedstawione a pomimo tego IBE wydał na nie około 4 mln zł. Kolejne 4 mln IBE wydał na PR promujący jego wizerunek i jego "badania".

      Przeprowadzone przez IBE badania na 6- i 7-lataków - dla potrzeb porównawczych tych grup - były przeprowadzone na grupach niereprezentatywnych i nigdy nie powinno się takich badań prowadzić.

      Ww. badania IBE są totalną kompromitacją dla ludzi, którzy je prowadzili, wspierali, finansowali oraz nimi kierowali.

      IBE oraz ORE powinny zostać zlikwidowane.

      Bogdan Stępień
      www.iar.pl

      Usuń
  4. Oczywiście, że są nieporównywalne - do tego potrzebny byłby eksperyment. Ale samo stawianie tej sprawy w ten sposób, że posłanie sześciolatków do szkół (zamiast zostawiania ich w przedszkolach) uczyni z nimi cuda jest naiwne - podobnie jak myślenie, że samo wstawienie dziecka do przedszkola wyrówna jego szanse - co Pan celnie punktuje. Dzięki tym danym wiemy, że już na starcie sześciolatki wysłane przez rodziców do pierwszej klasy miały, średnio rzecz biorąc wyższy poziom inteligencji oraz wyższy poziom umiejętności od innych sześciolatków. Rzekome zakazywanie uczenia czytania i pisania było najwidoczniej mało skuteczne, bo różnice w przyrostach czytania i pisania między grupami nie są wcale tak duże, a w umiejętnościach matematycznych ich nie widać. To powinno się Panu spodobać, bo pokazuje odporność dzieci i nauczycieli na różne pomysły urządzania edukacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan, jako z-ca dyrektora IBE oraz sam dyrektor IBE jesteście z wykształcenia socjologami i zrobiliście za czasów PO-PSL z IBE organem propagandy MEN.

      Niech Pan wraz z p. Michałem Federowiczem znajdą krztę honoru w sobie i natychmiast się podadzą do dymisji.

      Niech Panowie oszczędzą wstydu dla polskiej nauki!

      Bogdan Stępień
      www.iar.pl

      ps. Gdyby co, to proszę spojrzeć na >> http://www.iar.pl/aktualnosci/2015-01-20_eduentuzjasci.html. Gdyby to było mało, to proszę spojrzeć na >> http://www2.pwe.ug.edu.pl/wp-content/uploads/2015/05/nr-27-Kamil-St%C4%99pie%C5%84-Bogdan-St%C4%99pie%C5%84.pdf, a gdyby to było jeszcze mało, to więcej jest na www.iar.pl.

      Usuń
    2. Do pana M. Sitka:
      Doprawdy, niewiele pan rozumie z metodologii badań. Oczywiście, nie dostrzega pan także tego, że w grupie sześciolatków były te z pełną gotowością szkolną, bo zostały skierowane do szkół w okresie, kiedy nie musiały w nich realizować obowiązku szkolnego. Na tym polega upadek socjologii i psychologii edukacji w wydaniu IBE. Wstyd.

      Usuń
    3. Wyjaśniam, choć bez większych nadziei, że przekonam. Badanie o którym mowa przeprowadzaliśmy w roku szkolnym 2012/2013. Wtedy do pierwszej klasy poszło ok. 20% sześciolatków (decyzję o wcześniejszym posłaniu dziecka do 1 klasy pozostawiono rodzicom). Ponieważ przygotowując badanie nie mieliśy informacji o tym jak rozłożą się decyzje rodziców w poszczególnych szkołach i przedszkolach, zdecydowaliśmy, że badani 6 i 7 latkowie zostaną wylosowani z rejestru PESEL i że potrzebujemy określoną liczbę (min. 500) dzieci w poszczególnych kategoriach (posłane wcześniej, w zerówce przeszkolnej i w zerówce szkolnej). Szczegóły losowania próby były elementem oceny ofert firm zgłaszających się do przetargu (losowanie i przeprowadzenie badania było zadaniem firmy badawczej, a narzędzia badawcze przygotowało IBE). Przetarg wygrało konsorcjum dwóch firm badawczych: CBOS oraz TNS OBOP. W uproszczeniu, schemat losowania adresów wymagał wylosowania i odwiedzenia większej ilości adresów, tak by przeprowadzić odpowiednią liczbę badań z sześciolatkami, którzy poszli do szkoły w wieku 6 lat (których było najmniej). Po zakończeniu badania poprosiliśmy specjalistów z firmy badawczej o porównanie zrealizowanej próby z dostępnymi już wtedy danymi SIO o rozkładzie 6 i 7 latków w szkołach i przedszkolach i wyliczenie wag analitycznych korygujących odstępstwa od struktury w populacji. Zarzuty, że działaliśmy w zmowie ze specjalistami z CBOSu i TNS OBOP lub zmusiliśmy ich do zafałszowania danych są absurdalne. Natomiast ograniczeniem tego badania, jest to, że uniemożliwia ono wypowiadanie się o tym, co stanie się w sytuacji gdy do pierwszej klasy poszliby wszyscy sześciolatkowie. To jest moim zdaniem przyczyna całego zamieszania z interpretacją tych wyników. Nie można też porównywać danych z tego badania z danymi egzaminacyjnymi z czasów, gdy do pierwszej klasy wysyłano ok. 1 proc. sześciolatków, którzy nota bene też sobie lepiej radziły od wielu swoich starszych kolegów i koleżanek. W 2012/2013 sześciolatkowie posłani do 1 klasy radzili bardzo dobrze już w momencie rozpoczęcia nauki w pierwszej klasie, ale była to specyficzna grupa, bo rodzice najwyraźniej kierowali się swoimi przekonaniami o gotowości szkolnej tych dzieci, a nie innymi argumentami (co jest też interesującym i nieoczywistym wynikiem). Uzyskane wyniki nie są więc sprzeczne z tym o czym pisze w swoim artykule Bogdan Stępień, że średnio rzecz biorąc starsze dzieci lepiej sobie radzą niż młodsze. Ale koniecznie trzeba też podkreślić, że różnice w średnich są mylące, bo umiejętności dzieci są bardzo zróżnicowane, dzieci rozwijają się w różnym tempie, a z czasem te różnice zanikają, co widać w danych z innych wielu innych badań.

      Usuń
  5. Myślę, że z wszystkich wypowiedzi przebija żal, że to nie oni zarobili 4 miliony złotych na badaniach realizowanych w IBE. Wstyd. Dyskusja siegnęła rynsztoka. Taki polsko-polski chlewik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, zamiast się przedstawić po ludzku z imienia i nazwiska wypisujesz totalne bzdury.

      Osobiście wraz z moimi pociechami przeprowadziłem badania na temat wyników uczniów ze sprawdzianu po 6-klasie. Badania te zostały wykonane społecznie i są całkowicie przeciwne od wyników badań IBE - czytaj organu propagandy MEN (PO-PSL).

      Przestań się anonimie ośmieszać, na tym bardzo ważnym BLOGU - na temat polskiej oświaty.

      Bogdan Stępień
      www.iar.pl

      Usuń
  6. Nikomu niczego nie żałuję. Niech zarabia i 10 mln czy 200 mln., byle uczciwie i mądrze, a nie wciskał społeczeństwu bubel. Nie ma powodu , by usprawiedliwiać partactwo pod szyldem rzekomych badań naukowych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Abstrahując od tego kto ma rację uważam, że poziom dyskusji jak na tzw. naukowców jest na tym blogu żenujący. Mam na myśli kulturę prowadzenia debaty. Niedługo zaczną się Panowie obrzucać inwektywami zamiast merytorycznie dyskutować. Trochę za dużo jadu.
    Poza tym powoływanie się na książkę Państwa Elbanowskich może być ryzykowne. Czytałam ich tzw. raport i nawiązując do kwestii metodologicznych, bardziej przypominał książkę skarg i zażaleń niż rzetelnie opracowane badanie. A właśnie tak próbowano go reklamować. Maria Wójcik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Mario,

      Bardzo dobrze, że z imienia i nazwiska nam się Pani tutaj przedstawiła – tak trzeba, ja nigdy tego nie unikam, i doceniam Pani decyzje o swoim się tu ujawnieniu. Ma Pani racje, że „poziom dyskusji jak na tzw. naukowców jest na tym blogu żenujący”. Pytam jednak Panią, kto jest tu wg. Pani „tzw. naukowcem”?

      Czy zapoznała się Pani już z filmem IBE zaprezentowanym pod adresem https://www.youtube.com/watch?v=h4nmJnTBSwk?
      Jeżeli nie, to proszę się z nim zapoznać, a jak się Pani już z nim zapozna, to niech Pani tu od siebie nam coś napisze. Proszę przyjąć ode mnie informację - jako pewną, że liczba oglądań ww. filmu to głównie moja zasługa.

      Przy tej okazji zachęcam Naszego Gospodarza, czyli Pana Profesora Śliwerskiego do poświęcenia temu tematowi kolejny wpis.

      Pozdrawiam serdecznie Panią
      i wszystkich czytelników blogu P. Prof. Śliwerskiego,
      Bogdan Stępień

      Usuń
    2. Panie Bogdanie, obejrzałam i mam dwie uwagi ale nie do filmu. Dlaczego? Bo nie takich zagadnień dotyczył mój wpis. Nie opowiadam się po stronie zwolenników obniżenia wieku rozpoczęcia edukacji szkolnej ani ich przeciwników. Chodziło mi o dwie kwestie:
      1. Poziom dyskusji (np. przy wzywaniu do złożenia do dymisji nie znalazłam merytorycznego uzasadnienia, które by mnie satysfakcjonowało). Od razu zaznaczę, że nie mam nic wspólnego z IBE ani żadną instytucją związaną z edukacją. Domyślam się, że film miał być tym uzasadnieniem.
      2. Przy dużym wyczuleniu na kwestie metodologiczne ze strony Pana oraz prof. Śliwerskiego (i słusznie), powoływanie się na teksty państwa Elbanowskich może być ryzykowne. Ich raport (lekturę książki sobie darowałam) powstawał na zasadzie „drodzy rodzice, piszcie do nas o tym, z czego jesteście niezadowoleni”. Doceniam ich zaangażowanie ale nie podoba mi się manipulowanie danymi i nazywanie tego raportem.
      Pozdrawiam, Maria

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.