sobota, 20 grudnia 2014

Wieści dla Polaków oraz Czechów jako nie tylko habilitacyjnych turystów na Słowację



Słowacka Komisja Akredytacyjna ogłosiła sankcję karną wobec KU w Rużomberoku. Wydział Pedagogiczny tego Uniwersytetu stracił kolejne prawo - tym razem na trzy lata - do habilitowania i nadawania tytułu profesora z pracy socjalnej . Piszę o tym, gdyż Uczelnia nie raczy informować o tej sankcji, co może wprowadzać w błąd osoby zainteresowane "habilitowaniem się" w tym Uniwersytecie.

Po audycie Słowackiej Komisji Akredytacyjnej w czerwcu 2014 r. stwierdzono, że nie były przestrzegane na Wydziale Pedagogicznym kryteria obowiązujące szkoły wyższe, które mają prawo do nadawania tytułu naukowo-pedagogicznego docenta. Ubiegający się o ten tytuł kandydaci nie mieli doświadczeń zawodowych oraz dorobku w zakresie pracy socjalnej.

Nowy minister szkolnictwa (fot.) nie uznał odwołania obecnego Rektora KU w Rużomberoku (a byłego członka Słowackiej Komisji Akredytacyjnej) od tej decyzji i podpisał wniosek obejmujący sankcją ten Wydział. Po raz kolejny okazało się, że Wydział noszący w nazwie - PEDAGOGICZNY - i to w dodatku w Katolickim Uniwersytecie - okazał się siedliskiem antypedagogicznego łamania prawa, jakie obowiązuje na Słowacji w szkolnictwie wyższym.

Tak więc potwierdziły się liczne skargi, także profesorów słowackich uniwersytetów, na niegodziwe nadawanie docentur - najpierw w zakresie pedagogiki, a teraz z pracy socjalnej, z której to w ostatnich latach coraz większa liczba Polaków uzyskiwała ten tytuł.

Prawo do "habilitowania" z pedagogiki Wydział KU utracił w 2009 r. i do tej pory go nie odzyskał. Nie przeszkadza to jednak tej uczelni, by przyznawać docentury z tzw. dydaktyk przedmiotowych, które z pedagogiką niewiele mają wspólnego, gdyż tytuł w zakresie "dydaktyki katechizacji" odpowiada polskiej katechetyce, a ta jest dyscypliną w dziedzinie nauk teologicznych.

(fot. Minister Szkolnictwa, Nauki i Sportu Republiki Słowackiej Juraj Draxler)

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Polsce powinno reagować na tę sytuację, gdyż w polskich uniwersytetach, akademiach, państwowych i niepublicznych szkołach zawodowych zatrudnia się na stanowiskach samodzielnych pracowników naukowych osoby, które przywiozły ze Słowacji dyplom uzyskany na Wydziale Pedagogicznym KU w Ružomberku w sposób niezgodny nawet z tamtejszymi wymogami. Zatrudnianie w naszym kraju osób z dyplomem słowackiej katechetyki nie może być podstawą do zaliczania takich osób do nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika, tylko w naukach teologicznych.

Zainteresowanie "habilitowaniem się" z katechetyki przez Polaków jest na tym Uniwersytecie coraz większe wśród pedagogów, prawdopodobnie dlatego, że nie ma już możliwości uzyskania docentury z pracy socjalnej i pedagogiki. To, że uzyskują tytuł docenta polscy księża czy osoby po teologii jest oczywiste i nie budzi niczyich zastrzeżeń, bowiem ubiegają się o nią - jak sądzę - w zakresie zbieżnym z dziedziną nauk teologicznych w naszym kraju.

Jest to zdumiewające, że w środowisku akademickim, po którym należało spodziewać się nie tylko respektowania prawa, ale także wzorowego prezentowania wartości nauki społecznej Kościoła Katolickiego, mamy do czynienia z tak głęboką patologią. Tę zresztą wykorzystała część Polaków, która z różnych powodów nie zamierzała habilitować się czy ubiegać się o tytuł profesora w III RP.

Szkolnictwo wyższe na Słowacji stało się dla jednych szansą (nie można zaprzeczyć, że zdarzają się w Polsce sytuacje pozamerytorycznych blokad w awansie naukowym), a dla innych, bez kompetencji i bez dorobku naukowego - okazją do podwyższenia swojego akademickiego statusu i czerpania z tego tytułu odpowiednich korzyści.

Dobrze się stało, że Słowacka Komisji Akredytacyjna wreszcie reaguje na patologie na Słowacji. W niczym nie zmienia to faktu, że tytuł docenta nie jest równoważny polskiej habilitacji mimo zapisów w dwustronnej umowie międzynarodowej o uznawalności dyplomów słowackich. Nie wiadomo, kto w Polsce lobbował w MNiSW i MSZ na rzecz tej ścieżki awansowej.

Nasze środowisko akademickie powinno skupić się na pomocy naukowej tym nauczycielom akademickim, którzy chcą rozwijać się i awansować w szkolnictwie wyższym. Należy powstrzymywać "turystykę habilitacyjną" na Słowację, gdyż w ten sposób niszczymy nie tylko podstawy akademickiego istnienia i rozwoju, ale przede wszystkim partycypujemy w patologii i hodowli pseudonaukowców w naszym kraju. Powinniśmy troszczyć się o naukę, o wysoką jakość kształcenia, ale nie w sposób, który generuje odwrotne tego efekty.

Rektorzy i dziekani ponoszą pełną odpowiedzialność za tę patologię, jeśli zatrudniają w swoich jednostkach osoby z dyplomami, które nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistym dorobku naukowym, dydaktycznym i organizacyjnym, zaś ich dyplomy nie są zbieżne z dyscyplinami naukowymi określonymi przez MNiSW (2011). Wkrótce napiszę o Polakach, którzy hańbią nasze środowisko na Słowacji z racji akademickiego oszustwa.

Natomiast przejdę do pozytywnej informacji. Zainteresowani przebiegiem "wykładu habilitacyjnego" i "obroną pracy habilitacyjnej" z teorii kształcenia katechetycznego w KU w Rużomberoku mogą udać się do tego pięknego, górskiego miasteczka, by posłuchać i zobaczyć na własne oczy, jak taki proces przebiega. Tymczasem trzymajcie kciuki za powodzenie kolejnych Polaków, którzy będą zabiegać o docenturę z katechetyki:


Przewodniczący Rady Naukowej Wydziału Pedagogicznego KU v Ružomberku zawiadamia, że w dniu 20 stycznia 2015 na tym Wydziale (Hrabovska cesta 1, w sali posiedzeń odbędą się dwa postępowania:


• o godz. 9:00 dr Stanisław GULAK - adiunkt w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego wygłosi wykład pt. „Kognitívne, emociálne a psychomotorické oblasti náboženskej výchovy” i będzie bronił pracy habilitacyjnej pt. „Étos v didaktike náboženskej výchovy budúcich ošetrovateľov” w ramach kierunku kształcenia nr 1.1.10 "Odborová didaktika – Teória vzdelávania náboženskej výchovy". Kandydat na docenta jest doktorem nauk teologicznych w zakresie teologii dogmatycznej. Swoją dysertację doktorską pt. "Nauka Franciszka Dziaska o łasce" obronił w 1998 r. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w Lublinie. Jego publikacje dotyczą m.in. etyki i katechetyki.

• godz. 10:30 ks. dr Grzegorz ŁUSZCZAK SJ - adiunkt a zarazem Prorektor ds. Organizacji i Rozwoju Akademii IGNATIANUM w Krakowie - wygłosi wykład pt. „Vzťah medzi školskou didaktikou a katechetickou didaktikou“ oraz będzie bronił rozprawy habilitacyjnej pt. „Miesto a význam komunikácie v najdôležitejších systémoch školskej a katechetickej didaktiky-smerom k didaktike dialógu” także w zakresie kierunku kształcenia nr 1.1.10 Odborová didaktika – Teória vzdelávania náboženskej výchovy." Ksiądz doktor jest z wykształcenia magisterskiego teologiem (studia ukończył w BOBOLANUM w Warszawie na Papieskim Wydziale Teologicznym, zaś doktoryzował się na UKSW w Warszawie w dziedzinie nauk teologicznych, specjalność: katechetyka. Tak więc konsekwentnie kontynuuje swoją aktywność naukową.

Jak to dobrze, że w Polsce nie trzeba już odbywać kolokwiów habilitacyjnych i wygłaszać wykładu habilitacyjnego. No, ale w naszym kraju nigdy nie było czegoś takiego jak obrona pracy habilitacyjnej, w dodatku nieopublikowanej, a więc niedostępnej szeroko rozumianej opinii akademickiej.





31 komentarzy:

  1. Pielgrzymki na Słowację będą trwały, ale zabawne, że po tytuł z katechetyki.Produkcja trwa i to jest smutne, gdyż owa sytuacja kompromituje również polskie MNiSzW za ewidentny brak reakcji i podjęcia stosownych działań zaradczych.Najwyraźniej takich uczonych nam potrzeba.Owoce zbierzemy stopniowo za 10-12 lat.Ach, ta nasza chłopska, swojska, polska demokracja.Dla każdego coś miłego.Oczywiście wedle pojemności kieszeni jego.Żartobliwie kończę swoje rozważania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze, pisze Pan o ponoszeniu odpowiedzialności za tę patologię przez rektorów i dziekanów. A co jeśli dziekani i rektorzy też są po "habilitacji" z Rużomberoka? Wcale nie jest to rzadkie zjawisko, bo wypromowanych w ten sposób samodzielnych pracowników są dziesiątki. Czy wierzy Pan w to, że będą oni pomagać tym, którzy nie zamierzają kontynuować turystyki habilitacyjnej? Nawet jeśliby interweniowało ministerstwo. Przecież uczelnie są autonomiczne. Chyba nic się nie da z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam wiele osób habiltowanych na Słowacji. Żadna z nich nie ma liczącego się dorobku naukowego!!!!!!! Ludzie, którzy bronią tych miernot powinni sobie zrobić solidny rachunek sumienia. Okres światęczny to odpowiedni czas na to

    OdpowiedzUsuń
  6. Niektóre z tych osób pełnią odpowiedzialne funkcje akademickie również w publicznych (o zgrozo !!!!) uczelniach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość poza pewnymi wyjątkami, szkół wyższych publicznych w RP, niewiele się różni od niepublicznych szkół wyższych.Wszyscy pędzą za etatem, pensją, dodatkowym zleceniem, kursem, szkoleniem itd.,itp.Badania naukowe w polskim szkolnictwie wyższym publicznym stanowią produkt uboczny ich działalności.Nauczyciele akademiccy twierdzą, iż otrzymują wynagrodzenie za dydaktykę stąd wybór jest prosty itd.Ponadto MNiSzW ograniczyło środki na działalność statutową jednostek organizacyjnych szkół wyższych publicznych.Dlatego mamy, co mamy w 2005 r. nakłady na szkolnictwo wyższe w RP wynosiły w relacji do PKB 1%, a dziś ok.0,86%. Praktycznie nie ma w Polsce uniwersytetów badawczych.Może jest to związane ze wzrostem wskaźnika scholaryzacji i innymi perturbacjami, ale może za 10-11 lat sytuacja się poprawi.Tak sądzę.Na koniec być może osoby, a które zdobyły tytuł docenta na Słowacji są potrzebne na określonych stanowiskach w publicznych szkołach wyższych.Egzotyka jest dopuszczalna.

      Usuń
  7. Tak tylko na marginesie (informacja ze słyszenia, od kogoś kto jest akurat w trakcie habilitacji w Niemczech, nie weryfikowałem źródeł): w niektórych landach niemieckich nie ma obowiązku publikacji rozprawy habilitacyjnej, leży ona sobie spokojnie w archiwum; w innych - obowiązek publikacji jest, ale w określonym czasie od nadania stopnia. W zasadzie warto było zrobić porządną analizę porównawczą kryteriów uzyskiwania samodzielności naukowej w UE, bo mam wrażenie, że skupiając się na Słowacji tracimy szerszy obraz. Aha, jeszcze jedno - ostatnio usłyszałem także o przypadkach odmowy nadania docentury polskim kandydatom przez słowackie uczelnie (w przeciwieństwie do większości komentatorów miewam czasem kontakt z ludźmi robiącymi stopnie na południe od nas, z różnych skądinąd przyczyn). Nie dotyczyło to wspomnianej przez Pana uczelni, ale jednak..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę podać, ile było takich przypadków? Ja znam akurat z Bańskiej Bystrzycy przypadek pedagożki, która miała negatywną recenzję, negatywny był też wniosek komisji, a Rada Wydziału i tak nadała jej docenturę.

      Usuń
  8. Pan Ł, nie jest juz księdzem od dłużego czasu, wybrał calkiem odmienne zycie niz zakon i nie pracuje na uczelni

    OdpowiedzUsuń
  9. No to juz ręce opadaja po przeczytaniu artykulu i komentarzy...

    OdpowiedzUsuń
  10. Co do Rużemberoka i Katechetyki się zgadzam. Ale nie można wszystkiego uogólniać. To pana FOBIA już od wielu lat by pomniejszać dorobek naukowy i stopnie uzyskane poza granicami kraju. W krajach anglosaskich nie ma tej tytułomanii jak w Polsce. Ostatnio byłem w Norwegii i tam też zrezygnowano z tytułu profesora. Może trochę pokory. Proszę zastanowić się dlaczego polskie czasopisma pedagogiczne nie posiadają współczynnika impact factor. Czytam Produkowane przez pana recenzje monografii, potwierdzają tylko lokalny charakter polskiej pedagogiki. jesteśmy w Europie, stwórzmy wspólny system kwalifikacyjny, a nie gloryfikujmy tylko polskiego. jak do dzisiaj nie polscy naukowcy zdobywają Noble, z takimi fobiami mamy marne szanse na wspólne projekty w programie Horyzont 2020 itd. A prawo Panie Profesorze, w tym umowy międzynarodowe naszego państwa należy przestrzegać i to nie tylko w odniesieniu do Słowacji. Reasumując mistrzami świata w kwalifikowaniu kadr naukowych nie jesteśmy, ale myślimy ze tak, tylko wyników na skalę międzynarodową jak na lekarstwo. Nie wiem czy Pan moją ripostę opublikuje, mówią, że takie posty Pan kasuje. Ale apeluję o rozsądek i szerse spojrzenie na naukę pod kątem europejskim a nie stawianie naszego systemu jako wzoru, bo na pewno on nim nie jest. A może Pedagogika to taka nauka, nie wiem , pedagogiem nie jestem, ale mam szacunek do innych systemów, słowackiego również, pan widać nie. Czy pan czasami też kiedyś w tym systemie nie istniał, coś domnie dotarło, ale nie wiem czy to prawda? A zmian unifikacyjnych Pan nie powstrzyma. Na koniec zapytam filmowo... proces boloński, mówi to Panu coś? Pozdrawiam i mam nadzieję, ze choć jeden głos krytyczny wobec Pana poglądów Pan umieści, bo do tej pory takiego nie widziałem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do anonimowego z 3 stycznia, g.23:31,
      Przepraszam za błąd językowy - assistance professor, gdyż poprawnie winno być assistant professor.

      Usuń
  11. Do anonimowego z 3 stycznia g. 23:31,

    Odniosę się do kilku twoich spostrzeżeń umieszczonych w tym poście, a które uważam za chybione i fałszywe.Piszesz, iż w krajach anglosaskich nie ma tej tytułomanii jak w Polsce.Naprawdę? W Wielkiej Brytanii po uzyskaniu stopnia naukowego doktora, a później tenure - odpowiednik habilitacji, występują określone stanowiska służbowe/tytuły: lecturer, senior lecturer, reader - tytuł przyznawany za wybitne osiągnięcia naukowo - badawcze, organizacyjne na polu nauki, assistance/associate professor, full professor.Wspominasz o Norwegii, gdzie rzekomo zrezygnowano z tytułu profesora.A czy kiedykolwiek taki tytuł tam obowiązywał? Według mojej wiedzy w tej części Europy, to funkcjonowało jedynie stanowisko służbowe profesora.Dlatego, nie przesadzaj z tytułomanią w RP, bo w Europie jest podobny bądź zbliżony, system ścieżki kariery akademickiej i awansu zawodowego, co niewątpliwie związane jest z gradacją.Ponadto w Europie nie powstał i wątpliwe jest, aby się narodził wspólny system kwalifikacji.Różnice kulturowe są i pozostaną odmienne.Nieprawdą jest, iż polskie środowisko akademickie gloryfikuje tylko rodzimy system stopni naukowych i tytułu naukowego.Kwestia nagród Nobla jest osobna, a fakt, iż nie mamy laureata owej nagrody jest bardzo złożony.Przede wszystkim związany jest z podejściem polskich politykierów i legislatorów do sektora wiedzy - szkolnictwa wyższego i nauki, od 1989 r. czyli przysłowiowej transformacji ustrojowej.Pauperyzacja środowiska akademickiego w RP, połączona z nędznym finansowaniem sektora wiedzy, od ponad 25 lat dała i daje takie, a nie inne efekty.Szkolnictwo wyższe - 0,86% PKB, nauka - 0,7 - 0,8% PKB, to nie wymaga komentarza.O poziomie nauki w danym kraju świadczy jej rola, znaczenie w społeczeństwie, kulturze narodowej i gospodarce.W Trzeciej Rzeczypospolitej sektor wiedzy jest traktowany, jak piąte koło u wozu.To fakt, a nie fobia.Wspominasz o programie Horyzont 2020 i naszych marnych szansach na wspólne projekty.Poczytaj więcej o owym programie, a zrozumiesz do kogo jest adresowany.Polscy uczeni będą tutaj tylko ogniwem, w ramach wspólnych konsorcjów z prywatnymi i zagranicznymi firmami.Właściwie głównym beneficjentem tego programu będą oddziały dużych, zagranicznych koncernów w RP.Także fobie też są bez znaczenia w programie Horyzont 2020.Reasumując, chcąc uczestniczyć w poważnych grantach naukowych, badawczych np. ERC, to trzeba posiadać również, określony wkład własny na realizacje danego grantu, odpowiednie zaplecze naukowo - badawcze i kontakty np. z sektorem gospodarki itd.Fobie też tracą tutaj znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaufanie obdarzone przejściem na Ty, to dla mnie splendor. Ale w tej dyskusji śmielej mi będzie pisać panie Profesorze. Horyzont 2020 adresowany jest poza konsorcjami uczelni z biznesem także do konsorcjów uniwersytetów , gdzie uczeni maja pochylić się nad ważnymi dla Europy problemami np. związanymi z bezpieczeństwem człowieka w wielu jego aspektach( zdrowotnym, socjalnym, żywnościowym itp.) To nie tylko chodzi o alians polskiego uczonego z biznesem, choć te programy są najistotniejsze, ale takze o alians uczonych z uniwersytetów europejskich i krajów aspirujących do UE. Mocno sekunduję takim pomysłom, np. konsorcjum uczelni badających problem bezpieczeństwa żywnościowego w krajach post sowieckich w kontekście produkcji gospodarstw małych i średnich. To fenomenalny pomysł i należy podziwiać, że uczeni z 7 krajów( w tym Gruzji, Armenii, Rumunii i Także... Słowacji) zechcieli tym problemem wspólnie się zająć. Jest tam wiele tematów także związanych z naukami społecznymi i kształtowaniem obywatelstwa w Europie itp. Taki wspólny projekt ( nie w horyzoncie 2020) realizowany jest przez UMB Bańska Bystrzyca z uczelniami Węgier, Rumunii, Bułgarii i Francji, rokrocznie uczestniczę w konferencjach, które podsumowują te działania. Chodzi mi o to Panie Profesorze, ze nie powinniśmy mówić tylko o meandrach polskiej nauki (też pedagogiki) a widzieć, ją w kontekście europejskim, nie li tylko polskim. stąd potrzeba publikowania zagranica, uczestniczenia w konferencjach u sąsiadów i dalej, bo od takiego globalnego podejścia do nauki nie uciekniemy. Stąd mój apel o szacunek do innych systemów szkolnictwa wyższego innych niż polski, a wcale nie gorszych, a być może wolnych od zaściankowości i wyzywania się od cymbałów i miernot, co miałem okazję z postu od jednego anonimowego wyczytać. Proszę, się też zastanowić, czy ten blog powinien wzniecać emocje, a tak jest teraz, czy być płaszczyzną konstruktywnej dyskusji, o którą zapewne Panu Profesorowi chodzi? Obserwując wpisy z całym szacunkiem dla Pana Profesora, są one mierne i cymbałowate, pozbawione analizy zjawiska, a przepełnione emocjami. Pozdrawiam raz jeszcze.

      Usuń
    2. Dziękuję też Panie Profesorze za tak długie odpowiedzi, którymi mnie Pan obdarza, widać jest o czym pisać i choć z wieloma tezami się Pan nie zgadza, szanuje pan inne poglądy i jest pan zwolennikiem dyskusji a nie emocjonalnej wymiany postów. Pozdrawiam raz jeszcze

      Usuń
  12. 20:51
    Mam szacunek dla znanego mi środowiska słowackich naukowców. Gdyby tak nie było, nie uczestniczyłbym w projektach naukowych także z ich udziałem lub pod ich przewodnictwem. Proszę nie odwracać kota ogonem. Ja piszę o tym, na co także narzekają słowaccy naukowcy - a mianowicie na nieuczciwość naukową niektórych Polaków , ale także Czechów. Tymi ostatnimi się nie zajmuję, bo to nie moja sprawa. Natomiast warto poświęcić uwagę recenzjom dorobku niektórych Polaków ubiegających się o docentury na Słowacji. Koń by się uśmiał. A tu trzeba zapłakać, bo te osoby z dyplomami są zatrudnieni w polskich uniwersytetach i akademiach i to także w wyniku ich nędzy młode pokolenia są zablokowane w rozwoju i szansach na udział także w badawczych programach międzynarodowych. Warto uruchomić wyobraźnię, czym to skutkuje i będzie skutkować w przyszłości. To nie jest mój problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płakać nie należy nad tym problemem, bo jest kroplą, ale nad całym polskim szkolnictwem wyższym nad sobotnio niedzielnymi prywatnymi szkółkami wyższymi, których ponad 300, bez studentów stacjonarnych, nad brakiem dorobku osób statecznych naukowo, nad utrzymywanymi na siłę II etatami w szkołach prywatnych i wreszcie nad minimami kadrowymi które tworzą 70 latkowie, sprawni do śmierci i czasami bywało po śmierci. Zapłakać można by też nad jakością niemiędzynarodową polskiej pedagogiki, kilkakrotnie wspominałem o czasopismach z impact factorem. A co do dyplomów mimo wszystko jeśli masz rację kolego profesorze to uogólniasz i tworzysz atmosferę nagonki. przyjrzyj się obecnym wymogom na docenturę to zobaczysz analogię do naszych wymogów habilitacyjnych, łącznie z potrzebą publikowania w czasopismach karentowanych. U Ciebie na blogu, poza Twoimi wypowiedziami nie ma rzeczowej dyskusji, tylko nagonka, ale to Ty Profesorze taką atmosferę tworzysz od wielu już zresztą lat. Dokładnie znasz ten system, wiesz, że za docenturę trzeba zapłacić mniej niż za polską habilitację, a pisząc o kupowaniu habilitacji stwarzasz wrażenie jakby to było za łapówkę.A płatności są tam przejrzyste. O czym wiesz, bo w tym systemie byłeś.

      Usuń
    2. Anonimowy nie jest jedynym komentatorem, który usiłuje pomniejszać skalę tego zjawiska. W KU w Ružomberku płaci się ok.6 tys. EUR a w Wyższej Szkole św. Elżbiety w Bratysławie 10 tys. Proszę zatem najpierw dobrze zapoznać się z faktami, bo zaśmiecanie tworzy celowy chaos informacyjny. O patologii szkolnictwa w Polsce piszemy w Roczniku Pedagogicznym KNP PAN. Także w moich książkach czy redagowanych przez profesorów M.J. Szymańskiego lub L. Witkowskiego. Liczę na to, że anonimowy włączy się w naprawę tej sytuacji a nie będzie grał w ping ponga.
      Chwalę tych polskich naukowców, którzy uzyskali na Słowacji docenturę, jeśli potrafią to w naszym kraju udokumentować także własnymi i nowymi rozprawami naukowymi. Lepiej będzie jak Anonimowy da chociaż jeden, konkretny argument za swoimi racjami. Moje mają empiryczne podstawy. Dowody, których wiele osòb musi się wstydzić, stąd hejtuje gdzie tylko się da. Nic to nie zmieni.

      Usuń
  13. W publicznych słowackich uczelniach tego zjawiska nie ma. Tam płatności oscylują ok 2000 euro ( w Polsce ok 15 000 zł) a warunki brzegowe są ściśle określone u nas niekoniecznie. Jeśli to funkcjonuje w tych szkołach o których Pan profesor pisze to proszę zawsze konkretnie, a nie stwarzać wrażenia że wszędzie, mam inne doświadczenia, jeśli chodzi o publiczne uniwersytety. Mam wielu znajomych profesorów w Uniwersytetach w Preszowie, Koszycach, Bratysławie i Bańskiej Bystrzycy, których takie stawianie sprawy oburza. Trzeba konkretnie, gdzie patologia o tym pisać, ale nie stwarzać wrażenia, że wszędzie, bo tak to odbierają komentatorzy, którzy o sprawie raczej mało wiedzą, ale przyłożyć tak bezinteresownie za pana podpuszczeniem lubią. I proszę sprawdzić, czy teraz jest taki nalot Polaków np na wydziałach w Bańskiej Bystrzycy, lektura stron o przewodach habilitacyjnych świadczy zupełnie o czymś innym. O naprawie tego co w Polsce dużo by mówić. I to nie temat na bloga, a może na środowiskowe spotkania ministra i szanownego CK ze społecznością akademicką....

    OdpowiedzUsuń
  14. KU w Rużomberoku jest uczelnią publiczną, podobnie jak Uniwersytet J.A. Komeńskiego w Bratysławie. Warto rzucić okiem na toczące się przewody i także na to, o czym pisałem, a mianowicie na powody zawieszenia praw KU w Rużomberoku z pedagogiki i pracy socjalnej.
    Jak widać każdy z nas ma innych znajomych. Ja na przyzwoitość swoich przyjaciół - profesorów i docentów nie narzekam.
    Nie ma co porównywać Słowacji z kilku milionami obywateli z Polską, a tym samym z krajem, który ma zaledwie kilka uczelni prywatnych a naszym, gdzie jest ich ponad 300. Nie jestem sprawcą prawa o szkolnictwie wyższym i nie ja lobbowałem w MNiSW, by ten skandaliczny proceder drenowania kieszeni polskich podatników i ich dzieci miał miejsce. Proszę zatem kierować uwagi i zastrzeżenia do ministry nauki i szkolnictwa wyższego oraz do PKA - nie(wy)udolnej instytucji w naprawie polskiego szkolnictwa. Niech każdy robi swoje i za to odpowiada. Nadal Anonimowy nie pochwalił się wybitnymi osiągnięciami naukowymi Polaków , którzy uzyskali docenturę na Słowacji. Jakoś ani jeden nie uzyskał prawdziwej habilitacji - DrSc. Dlaczego?
    .

    OdpowiedzUsuń
  15. Profesorze,
    niech Pan spojrzy do umowy międzynarodowej miedzy Polską a Słowacją. Jest tam tabela z odpowiednikami stopni i tytułów naukowych. Nie tylko DrSc ale także Doc. jest równoważny polskiej habilitacji. A Pan ciągle swoje...

    OdpowiedzUsuń
  16. Umowę znam doskonale. Anonimowy zapewne też i chyba z niej sam skorzystał. Dlatego tak komentuje? To proszę dociec-komu zależało na tym, by obok DrSc dopisać Doc.? Jaka jest różnica między DrSc -w pełni odpowiadającym polskiej habilitacji a Doc? -
    Proszę odpowiedzieć na pytanie - czy w Polsce można przedłożyć jako monografię naukową wydrukowaną pracę doktorską jako warunek habilitacji ??? Czy tatuś może być recenzentem synalka?

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli zna Pan takie przypadki to czemu nic z tym Pan nie robi? To sprawy dla prokuratury. Czas zacząć działać a nie tylko gadu, gadu...

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy powinien wiedzieć, że robię w tej sprawie wszystko to, co do mnie należy. Wszystkie służby w III RP zostały o tym powiadomione. Proszę się nie martwić. Warto spojrzeć na stronę docentur w KU w Rużomberoku i zamieszczone na niej pisma wiceminister D. Nałęcz wnioskujące o wstrzymanie postępowania jednemu z Polaków. Nie ma sensu bleblanie, jak się nie zna sprawy. To anonimowy gadu gaduje. Niech się nie lęka i nie pęka.

    OdpowiedzUsuń
  19. I jeszcze jedno jakoś słabo pan przekonuje władze, które nie zamierzają żadnych umów zrywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby się anonimowy nie zdziwił.

      Usuń
    2. Nie tylko nie zamierzają umów zrywać ale nawet pozwalają docentom z Różomberga zasiadać w KRK :) :) :)

      Usuń
  20. No i chwała wybitnym pedagogom wyhabilitowanym w Polsce na rodzimej literaturze, chwała. I jeszcze pytania o impact factor pism pedagogicznych, której to odpowiedzi starannie Pan unika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słabo anonimowy zna dorobek polskich uczonych, bo pewnie czyta tylko samego siebie albo jakąś inną nędzę. Nie unikam odpowiedzi na pytania. Czekam aż anonimowy poda chociaż tych wybitnych docentow z Polski z publikacjami z wysokim impact factorem.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.