czwartek, 27 listopada 2014

Naukowcy UW w obronie ludzkiej (pracowniczej) godności


Miałem nadzieję, że sprawa nie stanie się przedmiotem publicznej debaty, skoro młodzi akademicy skierowali pismo do JM Rektora Uniwersytetu Warszawskiego w sprawie ochrony godności zatrudnianych przez zewnętrzne firmy - dla potrzeb tej uczelni - pracowników obsługi. Kapitalizm w odnowionej formule postsocjalistycznego państwa mógł zaistnieć z zachowaniem chociaż części wartości, jakie były w nim obecne w sferze zawodowej. Tak się jednak nie dzieje, bowiem spychane przez rząd do roli instytucjonalnego żebraka uczelnie publiczne coraz silniej poddawane są presji mechanizmów rynkowych. Te zaś są nieubłagalne - jeśli coś jest państwowe, to musi być utrzymywane jak najmniejszym kosztem i bez oglądania się na straty kulturowe, naukowe, w tym personalne, zaś jeśli jest prywatne, to musi dawać właścicielowi jak największy zysk, bez względu na towarzyszące temu straty ludzkie.

Moje pokolenie może zatem już tylko wspominać te czasy, kiedy w gmachu uniwersytetu zatrudniony był na stałym etacie portier, szatniarz i osoby odpowiedzialne za czystość, ład i porządek. Miało to ogromne zalety przy - także wówczas mającym miejsce - deprecjonowaniu tych zawodów na tle innych. Każdy, kto wchodził do budynku instytutu był rozpoznawany przez portiera, który wydawał klucze do pomieszczeń. Osoby obce były przekierowywane przez niego do odpowiednich pomieszczeń tak, by mogły bez kluczenia po budynku znaleźć właściwą osobę. Portier znał wszystkich pracowników instytutu, świetnie orientował się w tym, kto jest studentem, kto pracownikiem, a kto gościem. Był zatem tym strażnikiem przestrzeni publicznej, który w pełni się z nią identyfikował poczytując sobie za zaszczyt wykonywanie w niej zadań.

Podobnie było z pracownikami obsługi. Pamiętam panią Helenkę z Instytutu Pedagogiki UŁ, która dbała o każde pomieszczenie tak, jak by to było jej mieszkanie. Nie tylko regularnie sprzątała, odkurzała, podlewała kwiaty, ale i brała do domu firanki, by je wyprać i wysuszyć, a następnie powiesić w gabinetach pracowników naukowych. Pilnowała, by krzesła nie były przenoszone z jednych sal do innych, zaś kosze do śmieci i popielniczki były przez nią na bieżąco opróżniane. Mimo trudności ze zdobyciem środków czystości starała się, by stoliki błyszczały, w sali był zapach świeżości (troszczyła się o ich wietrzenie w czasie przerw lub po zajęciach), a zbytecznie włączone światła gaszone. To, czego wówczas nie było, a ona na to nie miała wpływu, to papieru toaletowego, gdyż był towarem luksusowym.

Pani Helenka przywoziła nam z rodzinnej wsi świeże mięso, jajka czy śmietanę, dzieliła i sprzedawała pracownikom naukowym, którzy nie mieli czasu i sposobności, by uzyskać te towary na rynku. Półki sklepowe były przecież puste, a wymienione produkty na kartki. Zdarzało się, że szła do kolejki, by kupić starszej pani profesor kartkowy przydział na drób czy mięso z kością. Odnoszę wrażenie, chociaż być może jest to sentymentalne wspomnienie, że tworzyliśmy solidarną wspólnotę. Studenci mogli ukryć się w pokoiku pani Helenki przed nielubianym docentem. Jeden z nich mógł jemu wmówić, że jest sam, gdyż reszta jest na obowiązkowych praktykach. W ten sposób odwoływano czasami wykład. Osłabionym podróżą studentom zaocznym czy asystentom pani Helenka zaparzyła herbatkę "Popularną" albo "Gruzińską", bo tylko takie otrzymywaliśmy w ramach socjalnego przydziału pracowniczego.

Po 25 latach transformacji jest coraz mniej w naszych uniwersytetach takich pań Helenek, uczelnianych gospodyń, które lubiły swoją ciężką pracę, spotykając się z oznakami szacunku i wdzięczności ze strony naukowców i studentów. Mamy dzisiaj sytuację jako żywo odzwierciedlającą to, co wydarzyło się z systemem informatycznym Państwowej Komisji Wyborczej. Był przetarg, ale środki na stworzenie oprogramowania tak niskie, że firmy gwarantujące najwyższe standardy realizacji zadania nawet nie walczyły o to zamówienie publiczne. Ot, ochłap dla początkujących. Państwowa instytucja dysponowała bowiem klinicznie niskim budżetem na swoje zadania. Zadania podjął się wcale nie lepszy podmiot.

Co mają czynić rektorzy, dziekani, dyrektorzy instytutów państwowych, którzy muszą utrzymać infrastrukturę na właściwym poziomie, ale nie otrzymują na to adekwatnych środków? Najpierw ustalają niski poziom płac dla pracowników administracji, technicznych czy obsługi - bo ci zawsze byli gorzej opłacani jako tzw. kadra pomocnicza - a następnie, w wyniku coraz niższych dotacji, zwalniają ich z pracy, by zostali oni ponownie zatrudnieni, ale już przez tzw. firmy zewnętrzne, podwykonawcze. To coś w rodzaju targu niewolników. Jak ktoś chce pracować, to najpierw musi wzbogacić się na jego pracy właściciel pozauniwersyteckiej firmy, bo przecież nie jest dobroczyńcą - tylko biznesmenem czy biznesmenką, a następnie, ów pracodawca, po potrąceniu kosztów wykonywanej pracy, ustala podwładnym pensję na jak najniższym poziomie.

Nic dziwnego, że młodzi naukowcy Uniwersytetu Warszawskiego, świadomi wyzysku właścicieli owych firm w stosunku do pracowników obsługujących zadania w ich uczelni, postanowili nie tylko wyrazić swój sprzeciw, ale i zatroszczyć się o godne ich potraktowanie, co przedstawili w swoim liście do JM Rektora. Dla mediów jest to temat tak samo świetnie się sprzedający, jak rzekoma afera z Kubusiem Puchatkiem. dziennikarze nie dociekają rzeczywistych powodów zaistniałego stanu rzeczy, tylko "walą na oślep", byle jak najwięcej na tym zarobić. Oni też są zapewne zatrudniani w takim samym systemie jak wspomniani pracownicy obsługi w UW. W prasie pojawiły się tylko fragmenty lub omówienia listu doktorantów. Zobaczmy zatem, z czym, zwrócili się do JM Rektora:

Apel do Rektora UW w sprawie praktyk podwykonawstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

PROŚBA DO J.M. REKTORA UW PROF. MARCINA PAŁYSA
WS. STOSOWANIA PRAKTYKI OUTSOURCINGU
NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKIM

Szanowny Panie Rektorze,

Zwracamy się do Pana Rektora w ważnej społecznej sprawie, wykraczającej daleko poza ramy konkretnego przypadku i dotykającej społeczeństwa jako całości, studentów, absolwentów UW, jak i osób zatrudnionych w szerokiej strukturze Uniwersytetu.

Polską opinię publiczną poruszyły niedawno wiadomości o wykorzystaniu i oszukaniu personelu sprzątającego przez firmę zewnętrzną z siedzibą za granicą, wynajmowaną między innymi przez dwa polskie uniwersytety. Osoby te zostały pozbawione zarówno należnej im - skądinąd głodowej - zapłaty, jak i możliwości dochodzenia swoich praw. Uniwersytety umyły ręce w obydwu sytuacjach, zasłaniając się tym, że nie są stroną w sprawie, ze względu na "brak zawiązania stosunku prawnego z uczelnią".
Umożliwiła im to coraz powszechniejsza na rynku pracy – stosowana również wobec studentów i absolwentów UW - praktyka podwykonawstwa (tzw. outsourcingu).

Wiemy, że takie praktyki są stosowane na Uniwersytecie Warszawskim między innymi na Wydziale Zarządzanie, Wydziale Pedagogicznym, Centrum Sportu i Rekreacji, Centrum Nowych Technologii, oraz Starym BUWie. Uważamy, że Uniwersytet Warszawski jako instytucja społecznie odpowiedzialna nie powinien stwarzać okazji do nadużyć. Nie czekajmy na tragedię. Już teraz zrezygnujmy z tych niedobrych praktyk. Już teraz zadbajmy o to, żeby osoby te, pracujące w naszych szeregach nie były zależne od łaski bądź niełaski podwykonawców, upewnijmy się, że nie zostaną tak czy inaczej oszukane. Tylko umowy o pracę, zawarte bezpośrednio z Uniwersytetem, mogą to im gwarantować.

Problem złych praktyk, stosowanych przez firmy zewnętrzne, został już także podjęty przez ustawodawcę. Aktualnie zakończył się proces legislacyjny, nowelizacji Prawa zamówień publicznych, która m.in. umożliwi zleceniodawcy wymuszenie na zleceniobiorcy zatrudnienia pracowników na podstawie umowy o pracę, w przypadkach, gdy będzie to uzasadnione rodzajem wykonywanych czynności. Tekst nowelizacji został już podpisany przez Prezydenta. Widać więc, że ustawodawca dostrzegł znaczenie zatrudnienia na umowę o pracę.

Prośba, którą kierujemy do Pana, bardzo dobrze wpisze się w ducha tych zmian i stanowić będzie cenny przykład do naśladowania dla innych polskich uczelni. Mamy poczucie, że podwykonawstwo ma swoje uzasadnienie wyłącznie w przypadkach kiedy rodzaj wykonywanych przez pracownika czynności ma charakter doraźny/tymczasowy. Nie jest to z pewnością przypadek personelu sprzątającego czy pracowników technicznych, z których usług Uniwersytet korzysta w trybie ciągłym, a ich praca jest niezbędna dla funkcjonowania instytucji.

Zwracamy się do Pana Rektora z prośbą o rezygnację z praktyki outsourcingu, gdyż uważamy, że Uniwersytet Warszawski jako największy i najlepszy polski uniwersytet powinien dać w tej sprawie przykład dobrych praktyk, zgodnie ze swoją historyczną rolą. Zwracamy się za tą prośbą również dlatego, że konieczność cywilizowania stosunków zatrudnienia nie dotyczy wyłącznie personelu sprzątającego. Tak potężny pracodawca w największym polskim mieście obarczony jest odpowiedzialnością za wytyczanie wzorców postępowania na linii pracownik-pracodawca. W szczególności, zgodnie ze swoją rolą wychowawcy, Uniwersytet powinien dawać przykład dobrych praktyk swoim studentom, którzy sami zostaną w przyszłości pracodawcami, będą decydować o kształcie prawa pracy, lub zajmą stanowiska urzędnicze związane z organizacją pracy.

Obowiązkiem Alma Mater jest zapewnienie nie tylko rzetelnych warunków nauki podczas studiów, ale również odpowiedzialność za studenta-absolwenta. Chcemy, by Uniwersytet śledził karierę swoich absolwentów nie tylko poprzez zestawienia w formie tabel i zestawień liczbowych, ale był – również przez instytucjonalny przykład - inicjatorem kampanii na rzecz stabilnego zatrudnienia, tak ważnej w przypadku osób dopiero wkraczających na rynek pracy.

Jesteśmy przekonani, że na największej uczelni wyższej w Polsce, określenia 'społeczność' czy 'wspólnota' nie powinny pełnić roli pustych frazesów. Tymczasem stosowana wobec niektórych pracowników praktyka outsorcingu prowadzi do segregacji, podważającej ideę takiej wspólnoty. Oczekujemy, że UW będzie stanowił dobry przykład dla innych pracodawców, silnie protestując wobec praktykom wyzysku.

Z wyrazami szacunku
Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej


Nie odnoszę się do reakcji Rzecznika Prasowego UW, ani jej tu nie przytaczam, gdyż dotyczy ona treści artykułu Agnieszki Kublik i Grzegorza Sroczyńskiego pt. „Piętnaście minut u rektora”, jaki ukazał się na łamach "Gazety Wyborczej". Wynika jednak z niej to, co dotyczy powyższego protestu, a jest naświetleniem - być może nawet nieznanych faktów, których dziennikarze nie poszukiwali a protestujący nie znali. Pani Rzecznik stwierdza bowiem:

Uniwersytet Warszawski zatrudnia ponad 600 osób na stanowiskach obsługi (w tej grupie są m.in. szatniarki, portierzy i sprzątaczki). Są to osoby zatrudniane na podstawie umowy o pracę i korzystające z pełnych praw przysługujących pracownikom uczelni (w tym m.in. dofinansowania wypoczynku, 13. pensji etc.). Taki model zatrudniania funkcjonuje od lat i uczelnia nie planuje zmian w tym zakresie.

Tak więc może jednak nie jest tak źle, jak zostało to opisane przez protestujących i dziennikarzy GW. Może jednak warto byłoby upomnieć się o to, by rektorzy uczelni państwowych mieli środki na utrzymanie, zabezpieczenie i właściwe funkcjonowanie instytucji, za które ponoszą przecież odpowiedzialność?


9 komentarzy:

  1. Dziennikarze poskromili butę rektora, który ma za nic ludzkie dobro i nie wykazuje odruchów humanitarnych. Wiem to z własnej sprawy na uczelni. Jest to grupa, której się wydaje, że jest nietykalna i może robić co chce nie podlegając żadnej krytyce ani kontroli. Ktoś wreszcie pokazał mu, kim jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa nie dotyczy, niestety, jedynie pracowników obsługi. Współpracuję (umowa o dzieło) z jedną z publicznych uczelni od kilku lat prowadząc dla niej zajęcia (mam doktorat i dorobek naukowy, nigdzie nie mam etatu). Co roku mam bardzo dużo godzin zajęć, znacznie powyżej ustalonego dla pracowników etatowych pensum. I co? Nie ma mowy o etacie, bo uczelnia musi oszczędzać, a ja staję się ofiarą wielkiej ekonomicznej machiny. Uczelni, co oczywiste, bardziej opłaca się mamić mnie obietnicami i podsuwać umowy o dzieło niż wesprzeć mnie w naukowym rozwoju.

      Usuń
  2. Szczerze, nie bardzo podoba mi się, że Pani Helenka stała w kolejce po mięsko dla swoich przełożonych. Niespecjalnie łączy mi się to z godnością pracownika, o której tu miała być mowa. Pranie firan uczelnianych we własnym domu, to także nie jest rozwiązanie. Swoją drogą ciekawe, czy szacowne grono zasugerowalo, że choć czas firan upierze samodzielnie? A bylo i jest co prać, bo do dziś pamiętam kłęby dymu papierosowego w katedrach UŁ.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy się myli. Pani Helenka przywoziła mięso w czasach, kiedy go nie było w Polsce w sklepach, a dzieliła nie tylko dla przełożonych, ale i asystentom. Nikt z nas nie był jej przełożonym. Jeśli anonimowy nie pamięta dobrze tych czasów, to może sobie tak pisać. Niektórzy towarzysze PZPR mieli w bufetach KŁ PZPR bez kartek. W socjalizmie nikogo nie obchodziło, czy jest coś czyste czy nie. Firanki mogły wisieć brudne. Nie musiała ich prać i nikt jej do tego nie zobowiązywał. Czyniła to z własnej woli i poczucia estetyki. Anonimowy za to pamięta kłęby dymu. To niewiele mu pozostało z tamtych lat w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oświadczenie Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej ws. spotkania z JM Rektorem UW Marcinem Pałysem ws. stosowania praktyki outsourcingu w UW Warszawa, dn. 27 listopada 2014

    Postanowiliśmy zwrócić się do JM Rektora Marcina Pałysa z prośbą o wspólne przyjrzenie się sytuacji pracownic i pracowników zatrudnionych w ramach outsourcingu na Uniwersytecie Warszawskim. Dzięki współpracy z NSZZ „Solidarność” UW uzyskaliśmy informację, że na Uniwersytecie Warszawskim – m.in. na Wydziale Zarządzania, Wydziale
    Pedagogicznym, w Centrum Sportu i Rekreacji, Centrum Nowych Technologii oraz w „Starym BUW-ie” – stosowana jest praktyka outsourcingu (m.in. wobec osób zajmujących się sprzątaniem).
    Powodem naszego zaniepokojenia była sytuacja, do której doprowadziło nadużywanie tej praktyki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Przypomnijmy, że w Poznaniu firma podwykonawca zniknęła, nie wypłaciwszy pracownicom skądinąd
    niezwykle niskich – by nie rzec: głodowych – wynagrodzeń. Uniwersytet zaś stwierdził, że nie może im w żaden sposób pomóc, ponieważ nie pozostaje z nimi w stosunku prawnym. Dopiero po tym fakcie wyzyskiwane pracownice zdecydowały się na protest. Jest to
    zupełnie zrozumiałe, ponieważ większość z nich znajduje się w trudnej sytuacji materialnej.
    Protest – i związana z nim groźba utraty pracy – stanowi ostateczność.
    Jesteśmy przekonani, że konieczne jest zabezpieczenie sytuacji pracowników, zanim podobne wypadki powtórzą się w Warszawie. Niestety, w obecnej sytuacji nie mamy żadnej gwarancji, że tak się nie stanie. Władze uczelni nie mają bowiem realnej kontroli nad tym,
    czy pracownicy zatrudnieni przez podwykonawcę są zatrudnieni zgodnie z prawem, a także, czy otrzymują godne i zgodne z obowiązującym prawem wynagrodzenie.
    Jak słusznie pisze Rzecznik UW, Pani Anna Korzekwa, podczas spotkania z JM Rektorem oczekiwaliśmy przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, „czy uczelnia przed podpisaniem umowy z zewnętrznymi instytucjami sprawdza, na jakich warunkach te firmy zatrudniają
    swoich pracowników. Rektor UW wyjaśnił, że na gruncie ustawy o zamówieniach publicznych nie ma takiej możliwości.”
    Wynika z tego, że w obecnej sytuacji nie istnieje możliwość, by władze uczelni, na rzecz której wykonywane są ww. prace, skontrolowały, czy np. sprzątaczki pracujące w UW są zatrudnione zgodnie z obowiązującym prawem. Przypomnijmy, że w przypadku, gdy zachodzi stosunek pracy, jedyną zgodną z prawem formą zatrudnia jest umowa o pracę. Jak stanowi Art. 22. § 1. Kodeksu Pracy:
    „Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.
    § 1(1). Zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy.
    § 1(2). Nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1.”
    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  5. Umowa o pracę nie jest zatem wyjątkowym przywilejem lub nagrodą za dobre sprawowanie. Jest formą zatrudnienia wymaganą przez ustawodawcę w określonych warunkach.

    Czy w obecnej sytuacji władze uczelni mają możliwość wyegzekwowania tego prawa lub chociażby sprawdzenia, czy jest ono przestrzegane, a także – skontrolowania, czy wysokość
    wynagrodzenia pracowników zatrudnionych na UW w ramach outsourcingu odpowiada odpowiednim standardom? Niestety, nie. „Jak podkreślał [JM Rektor] administracja uniwersytetu jest związana prawem o przetargach publicznych, które pozostawia dobrej woli przekazywanie »zleceniodawcy« informacji o zarobkach pracowników firm”.

    Na ten problem właśnie chcemy zwrócić uwagę i wspólnie poszukać środków zaradczych. Z pewnością nie jest naszym celem budowanie jakichkolwiek antagonizmów. Dlatego w piśmie skierowanym do JM Rektora przedstawiamy propozycje pozytywnych rozwiązań.
    Jak napisaliśmy w naszej prośbie, złożonej na ręce JM Rektora, problem złych praktyk, stosowanych przez firmy zewnętrzne, został już także podjęty przez ustawodawcę. Aktualnie zakończył się proces legislacyjny nowelizacji Prawa zamówień publicznych, która m.in. umożliwia zleceniodawcy wyegzekwowanie od zleceniobiorcy zatrudnienia pracowników na podstawie umowy o pracę w przypadkach, gdy będzie to uzasadnione rodzajem wykonywanych czynności. Tekst nowelizacji został już podpisany przez Prezydenta; nowelizacja obowiązuje od 19 października 2014 roku. Widać więc, że
    ustawodawca dostrzegł znaczenie zatrudnienia na umowę o pracę.

    Nie jesteśmy oczywiście przeciwnikami podwykonawstwa jako takiego. Jednak ma ono swoje uzasadnienie wyłącznie w przypadkach, kiedy rodzaj wykonywanych przez pracownika czynności ma charakter doraźny/tymczasowy. Nie jest to przypadek personelu sprzątającego, ochroniarzy czy pracowników technicznych, z których usług Uniwersytet
    korzysta w trybie ciągłym, a ich praca jest niezbędna dla funkcjonowania instytucji. Outsourcing stosowany jest często jako metoda ograniczania tzw. pozapłacowych kosztów pracy. Kierowanie się przy przetargu jedynie kryterium najniższej ceny prowadzić może do
    sytuacji, gdy podwykonawca, by osiągnąć zysk i zrekompensować sobie niską cenę usługi, „oszczędza” na ubezpieczeniach i emeryturach pracowników, zatrudniając ich na podstawie tzw. „umów śmieciowych”.
    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdajemy sobie sprawę, że stosowanie outsourcingu przez uczelnie ma pewne przyczyny strukturalne i systemowe. Podstawową przyczyną jest niedofinansowanie szkolnictwa wyższego. Nasz Komitet wielokrotnie zwracał na to uwagę, postulując podniesienie wydatków z budżetu na naukę (wydatki te od niemal dwóch dekad sytuują się zdecydowanie
    poniżej średniej obowiązującej w Unii Europejskiej). Przygotowujemy również propozycję całościowej reformy systemu finansowania szkolnictwa wyższego. Nasza propozycja przenosi akcent z czynników czysto ilościowych („pogłówne” za studenta podstawowym
    źródłem dochodów uczelni – co prowadzi do obniżania standardów nauczania) na kryteria jakościowe, stymulujące inwestycje w badania i rozwój oraz gwarantujące instytucjonalną ciągłość, niezbędną do prowadzenia długoterminowych i dalekosiężnych badań. Zanim jednak uda się wprowadzić konieczne reformy strukturalne, warto już teraz wspólnie promować dobre praktyki, takie jak zatrudnianie pracowników, którzy zajmują się utrzymaniem infrastruktury uniwersytetu na podstawie stabilnych i godnie opłacanych umów. Pojawia się zatem możliwość ograniczenia złych praktyk towarzyszących outsourcingowi.
    Pozytywnym rozwiązaniem, wpisującym się w trend najnowszego ustawodawstwa, jest takie konstruowanie umów, by warunkiem uczestnictwa w przetargach było zatrudnianie pracowników na umowę o pracę.
    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dlatego całkowicie zgadzamy się ze stanowiskiem Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Warszawskiego w sprawie
    podwykonawstwa z dniu 18.11.2014 r., w którym „S” postuluje, by już na etapie formułowania warunków przetargu oraz podczas całego czasu trwania umowy uniwersytet wymagał:
    1. zatrudnienia pracowników wykonujących daną usługę na podstawie umów o pracę;
    2. wynagradzania pracowników co najmniej na poziomie obowiązującego minimalnego wynagrodzenia (ok. 11zł/godz.);
    3. zachowania tych standardów przez cały okres trwania umowy podwykonawczej.
    Warto na koniec zaznaczyć, że nadużywanie umów śmieciowych nie dotyczy wyłącznie pracownic i pracowników zajmujących się sprzątaniem (choć ich sytuacja na rynku pracy – ze względu na niskie zarobki, a często również wiek – jawi się jako szczególnie ciężka).
    Problem niepewnych, sprekaryzowanych i niestabilnych warunków zatrudnienia dotyczy rosnącej liczby osób – w tym również wielu ludzi młodych, absolwentów uczelni. Coraz częściej pojawiają się informacje o stosowaniu outsourcingu także w stosunku do osób wykonujących na uniwersytecie pracę dydaktyczną. Można się zatem obawiać, że brak
    reakcji na nadużywanie tej praktyki i związane z tym patologie może prowadzić do swoistego równania w dół. Dziś na ‘zoutsourcowanych’ umowach śmieciowych zatrudnione bywają często sprzątaczki, jutro ta forma zatrudnienia może zostać narzucona nauczycielom języków obcych (o podobnych praktykach w AWF w Katowicach informuje
    w cytowanym wyżej stanowisku „S” UW). Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, gdy w niedalekiej przyszłości ta forma zatrudnienia narzucona zostanie prowadzącym ćwiczenia i wykładowcom.
    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego warto już dziś dyskutować i wprowadzać w życie pozytywne rozwiązania i dobre praktyki. Proponując takie rozwiązania, apelujemy nie tylko do pewnych wspólnych wartości (takich jak solidarność czy poszanowanie konstytucyjnego prawa do godnego zatrudnienia). Apelujemy również do wspólnego interesu i dbałości o dobro wspólne.
    Pytanie, czy chcemy cywilizować warunki zatrudnienia, jest pytaniem o ścieżkę rozwoju cywilizacyjnego. Czy chcemy opierać naszą gospodarkę jedynie na taniej pracy i maksymalnym obniżaniu jej kosztów (nawet ze szkodą dla pracowników)? Czy raczej – na
    inwestycjach w kapitał ludzki i innowacje? Czy możliwa jest budowa „gospodarki opartej na wiedzy” i stymulowanie popytu wewnętrznego, przekładającego się na rozwój gospodarczy, jeśli będziemy tolerować psucie rynku pracy przez powszechne stosowanie
    umów śmieciowych? Jesteśmy przekonani, że budowa nowoczesnej gospodarki, w której uniwersytet będzie odgrywał dynamizującą rolę, jest możliwa tylko wtedy, gdy wybierzemy model inwestowania w ludzi i wysokie standardy.
    Jesteśmy przekonani, że wprowadzenie takiego rozwiązania na wiodącym polskim uniwersytecie, jakim jest Uniwersytet Warszawski, stanowić będzie cenny przykład do naśladowania dla innych polskich uczelni. Z pewnością wprowadzanie wysokich standardów zatrudnienia będzie też dla UW wizerunkowym zyskiem, a nie stratą. Członkom
    naszego Komitetu, wśród których znajdują się absolwenci i pracownicy Uniwersytetu, zależy na tym, by UW był postrzegany jako „rzetelny i odpowiedzialny pracodawca, ceniony przez pracowników za stabilność zatrudnienia”. Z pewnością zależy na tym również władzom uczelni. Dlatego jesteśmy przekonani, że możemy liczyć na współpracę w
    rozwiązaniu problemów, jakie stwarza zatrudnianie w systemie outsourcingu.

    OdpowiedzUsuń