piątek, 14 lutego 2014

Kolejny List Otwarty środowiska pedagogów akademickich



















Mamy rok listów otwartych. Kolejny List Otwarty, jaki do mnie dotarł, tym razem nie ma konkretnego adresata. Otwartość Listu oznacza w swej formie jego płynną komunikowalność. Media informują, że ów List podpisali m.in.

prof. Zbigniew Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Zielonogórskiego,

prof. Zbigniew Kwieciński, przewodniczący Komitetu Rozwoju Edukacji Narodowej PAN,

dr Izabela Desperak z Uniwersytetu Łódzkiego,

dr Maciej Duda z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu,

prof. Mariola Chomczyńska-Rubacha z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, prof. Maria Czerepaniak-Walczak z Uniwersytetu Szczecińskiego.


Tymczasem pomija się kluczową informację, że Inicjatorkami „Listu otwartego” były:

Prof. dr hab. Mariola Chomczyńska-Rubacha, UMK

Dr hab. Dorota Pankowska, prof. UMCS

Prof. dr hab. Maria Czerepaniak-Walczak, Uniwersytet Szczeciński

Dr Iwona Chmura-Rutkowska, UAM

i to w/w Panie zwróciły się do środowisk akademickich o ewentualne zaproszenie do sygnowania listu inne osoby ze swojego środowiska, które zajmują się tą problematyką. Ze względów technicznych prosiły także o osobiste przesłanie maila wyraźnie deklarującego chęć umieszczenia swojego nazwiska pod listem. Czasami tak bywa, że zapomina się o inicjatorach a eksponuje sygnatariuszy. To wszystko w ramach idei gender i równości. A zatem przytaczam treść Listu Otwartego w jego wersji oryginalnej, a nie streszczonej przez media:



Od ponad dwudziestu lat prowadzone są w Polsce badania i analizy naukowe na temat płci społeczno-kulturowej, także w obrębie pedagogiki. Dorobek w tej dziedzinie przedstawiany w licznych publikacjach do tej pory nie wzbudzał szczególnego zainteresowania w pozakademickich kręgach, co utrudniało wprowadzanie problematyki gender zarówno do świadomości społecznej, jak i praktyki pedagogicznej. W związku z tym, mimo iż państwo polskie zobowiązało się zarówno w Konstytucji RP, jak i w innych dokumentach krajowych i międzynarodowych nie tylko do przestrzegania zasady równości kobiet i mężczyzn, ale i do podejmowania działań, które by tę równość rzeczywiście gwarantowały, nadal zauważalna jest dyskryminacja ze względu na płeć w wielu obszarach życia społecznego. Osiągnięcie pełnego równouprawnienia kobiet i mężczyzn wymaga zmiany świadomości społecznej, a ta możliwa jest dzięki edukacji na każdym poziomie kształcenia i wychowania – od przedszkoli po uniwersytety.

Wypełnianie tych zobowiązań w praktyce edukacyjnej jest złożonym procesem, opartym na współpracy środowiska naukowego, nauczycieli, rodziców, przedstawicieli władz lokalnych i oświatowych. Dla wszystkich tych podmiotów jest to trudne zadanie, ponieważ wiąże się ze zmianą społeczną, a ta wymaga przełamania dotychczasowych przyzwyczajeń i stereotypów. Dlatego ważne jest budowanie pozytywnego klimatu w przestrzeni społecznej, medialnej i politycznej dla działań podejmowanych w trosce o demokratyczny i egalitarny charakter polskiej szkoły, a w konsekwencji – polskiego społeczeństwa. Celom tym nie służy histeria rozpętana wokół kwestii „gender” przez niektórych prawicowych polityków i przedstawicieli Kościoła. Dlatego my, pedagożki i pedagodzy naukowo zajmujący się edukacją równościową i antydyskryminacyjną oraz problematyką gender, wyrażamy sprzeciw wobec rozpowszechniania kłamliwych i niezgodnych ze stanem wiedzy przekazów dotyczących gender.

Gender (rodzaj) w odróżnieniu od płci biologicznej (sex) oznacza płeć społeczno-kulturową, czyli to, jakie znaczenie w danym społeczeństwie przypisuje się pojęciom kobiecości i męskości, jakie role wyznacza się jego członkom w zależności od ich płci biologicznej oraz w jaki sposób się je wartościuje. Płeć społeczno-kulturowa występuje w każdym społeczeństwie, jednak to, jaką jest wypełniona treścią zależy od kultury i zmienia się w czasie trwania i rozwoju społeczeństwa. Ideologizowanie pojęcia „gender” m.in. przez przypisywanie mu obszarów, które nie wchodzą w jego zakres, czyli edukacji seksualnej, homoseksualizmu, transsaeksualizmu, pornografii czy pedofilii, jest nadużyciem nie tylko intelektualnym, ale i moralnym. Zawłaszczanie dyskursu publicznego w tej kwestii poprzez ignorowanie dorobku nauki oraz faktów społecznych prowadzi do dezinformacji i tworzenia atmosfery zagrożenia, uniemożliwiając jednocześnie rzetelną dyskusję na temat możliwości przeciwdziałania dyskryminacji.

Działania edukacyjne ukierunkowane na przeciwdziałanie seksizmowi nie mają nic wspólnego ze zmianami w zakresie identyfikacji z płcią biologiczną, a zarzucanie nauczycielkom realizującym takie projekty braku kompetencji i poczucia odpowiedzialności jest wyrazem nieufności wobec całego środowiska oświatowego. Konsekwencją takiego nastawienia może być całkowite wycofanie się z nieśmiałych i mocno spóźnionych prób wprowadzania do edukacji perspektywy gender i prorównościowych działań, które powinny być już dawno w niej „zadomowione”. To nie badacze płci społeczno-kulturowej, autorki programów edukacyjnych czy nauczycielki i nauczyciele prowadzący zajęcia antydyskryminacyjne krzywdzą dzieci, ale ci, którzy blokując te działania, dążą do przywrócenia XIX-wiecznego, patriarchalnego porządku społecznego. Wychowanie utrwalające anachroniczne stereotypy płci jest sprzeczne z zasadami demokracji, podstawami aksjologicznymi polskiego systemu edukacji, a przede wszystkim szkodzi rozwojowi młodych ludzi, ponieważ nie przygotowuje ich do życia we współczesnym świecie.

Szanowni Państwo!

Uważamy, że jako osoby naukowo zajmujące się problematyką płci społeczno-kulturowej w kontekstach edukacyjnych za długo już milczymy wobec agresywnej nagonki „antygenderowej”. W ten sposób pozostawiamy też osamotnione nieliczne osoby – nauczycielki przedszkoli czy działaczki/działaczy organizacji pozarządowych, którzy podejmowali próby wprowadzanie w życie tego, co od lat postulowaliśmy w swoich tekstach. Dlatego napisałyśmy list otwarty, który chcemy wprowadzić do „przestrzeni publicznej”. Prosimy o zapoznanie się z nim i – jeśli Państwo zgadzacie się z jego treścią – podpisania go. Im więcej osób z różnych środowisk akademickich poprze go swoim nazwiskiem, tym jego siła oddziaływania będzie większą (taka mamy nadzieję). Prosimy również o ewentualne zaproszenie do sygnowania listu inne osoby ze swojego środowiska, które zajmują się tą problematyką.



Każdy naukowiec potrafi odróżnić w debacie publicznej jej aspekt naukowy od ideologicznego, co w przypadku gender dotyczy głównie lewej strony sceny politycznej, a to już z nauką niewiele ma wspólnego. To prawda, że są naukowcy czy działacze organizacji pozarządowych, którzy za wszelką cenę będą służyć określonej ideologii, bo tę podtrzymuje przy życiu polityka i udostępniane przez jej funkcjonariuszy różnych korzyści. Nie mogę jednak zgodzić się z tym, że prowadzone przez moje koleżanki i kolegów profesorów czy doktorów z różnych uniwersytetów w kraju badania naukowe na temat - mającej nadal miejsce w Polsce XXI w. - dyskryminacji społeczno-kulturowej, nie tylko ze względu na płeć, ale także wyznanie, rasę czy wiek miałyby być dezawuowane przez czyjąś publicystykę polityczną tylko dlatego, że ktoś chce pod szyldem owej troski o równość realizować własne interesy (często kosztem dzieci i młodzieży). Jak pisał przed niespełna dziesięciu laty prof. Aleksander Nalaskowski, pierwszą cechą dzikości i/lub zdziczenia jest (...) potrzeba jednoznaczności lub - może lepiej - jednoznaczeniowości. W poszukiwaniu jej udajemy się w dzikość jak do raju utraconego. Wyrzucamy to, co według nas niepotrzebne, czyścimy pola i przedpola, redukujemy potrzeby i upodobania do tych najważniejszych. Tak, jakbyśmy chcieli coś zacząć od początku. (A. Nalaskowski, Dzikość i zdziczenie jako kontekst edukacji, Kraków 2005, s. 14)

Może warto przypomnieć Polakom, którzy usiłują zastępować naukę ideologią to, co na ten temat sądził bł. Jan Paweł II: Twórcą zniewolonego dzieciństwa jako zła społecznego był i jest zawsze człowiek. To człowiek, który występuje przeciwko drugiemu człowiekowi. W imię określonych idei buduje on system instytucji i środków przemocy, uruchamia machinę zła, która w różny sposób niszczy jego i jego świat. Mamy wiele przykładów praktyk edukacyjnych, za którymi - pod hasłem działań antydyskryminacyjnych - kryje się destrukcja i desocjalizacja młodych pokoleń, podtrzymywanie stanu antykulturowego i antycywilizacyjnego zdziczenia. A politycy tylko zacierają ręce, bo mogą odwrócić uwagę od naprawdę istotnych spraw oraz problemów dla kraju i społeczeństwa, których oni sami nie rozwiązują.


9 komentarzy:

  1. Dziękuję, Panie Profesorze, za ten komentarz. Nie wiem, jak to się dzieje, że uniwersyteccy (i oczywiście nie tylko) badacze/sympatycy problematyki genderowej nie rozumieją, o co chodzi Kościołowi i osobom przeciwnym promowaniu tej problematyki.
    Otóż NIE CHODZI o przywracanie XIX-wiecznego patriarchalnego społeczeństwa w naszym kraju (i w Europie, bo ta "antygenderowa histeria trwa, drodzy Państwo, w wielu krajach - kto śledzi bieżące informacje, ten wie). Co to w ogóle za pomysł? To odwracanie kota ogonem, odwracanie uwagi społecznej od tego, co naprawdę jest tu problemem. Prawica i Kościół sprzeciwia się niesprawiedliwym stereotypom, sprzeciwia się stanowczo przemocy wobec kobiet, sprzeciwia się dyskryminacji ze względu na płeć (w znaczeniu płci kobiecej lub męskiej). A zatem naukowcy, politycy, dziennikarze i działacze społeczni, a także zdezorientowane społeczeństwo powinno to wiedzieć - tutaj nie ma żadnej różnicy miedzy progenderowcem i antygenderowcem. I tutaj także warto sprzeciwiać się pomówieniom wyżej wymienionych grup i oczywistnym przekłamaniom.
    Czemu natomiast w związku z forsowaniem zagadnień i polityki genderowej sprzeciwia się prawica i Kościół? Temu wszystkiemu, co jest wpisane (niech któryś naukowiec-genderowiec spojrzy prosto w kamerę i bez mrugnięcia okiem powie, że tak nie jest - wątpię czy mógłby to zrobić) w tę problematykę i co BĘDZIE FORSOWANE, jeśli przyjmiemy genderowe pomysły, a są to sprawy: małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez takie pary (w ramach walki z dyskryminacją ze względu na płeć - i tu już się drogi Kościoła i genderowców rozmijają), liberalizacji prawa aborcyjnego (zgwałcona kobieta, czyli taka, która doświadczyła przemocy, ma prawo zamordować dziecko), edukacji seksualnej (w bardzo niedopracowanym i szkodliwym wydaniu) w przedszkolach i szkołach. Czy Państwo (genderowcy) naprawdę tego nie widzą? Wydaje mi się, że genderowcy dobrze wiedzą, w czym tkwią problemy, tylko na forum udają, że wiedzą, o co chodzi Kościołowi. Kościół jest całym sercem z kobietami, z mężczyznami, z dyskryminowanymi, z doświadczającymi przemocy. Ale nie oznacza to, że Kościół będzie się godził na działania służące jednej grupie pokrzywdzonych, a krzywdzące innych. Poza tym, niech piewcy tolerancji i wolności myśli pozwolą łaskawie, że wierzący rodzice nie będą się godzili na to, by ich własne dzieci były instruowane w wieku przedszkolnym, jak szukać zaspokojenia seksualnego. Rodzic ma prawo (uważam, że i obowiązek) powiedzieć w takim momencie "Nie". I proszę, aby genderowcy nie twierdzili tutaj (jak Pani Kozłowska-Rajewicz), że genderowcy zajmują się wyłącznie przemocą wobec kobiet czy grzeczną walką z dyskryminacją. Wszyscy wie,my (a sami genderowcy w pierwszej kolejności), że tak nie jest. A na koniec to, co dla świata uczonych powinno być szczególnie istotne, czyli kwestia, na którą zwrócił uwagę Pan Profesor: jest różnica między nauką a ideologią. Można badać i pisać o płci społeczno-kulturowej w naukowy sposób (co przyznawał wyraźnie także zaszczuwany przez feministki ks. Oko), natomiast czym innym jest forsowanie ideologicznych wymysłów i próba UCZYNIENIA ICH OBOWIĄZUJĄCYM PRAWEM. Bardzo bym była ciekawa, co by odpowiedzieli sygnatariusze tego wyważonego listu, gdyby ich zapytać: czy jesteś feministką/feministką? Czy jesteś zwolenniczką/-kie aborcji? Czy jesteś zwolenniczką/-kiem wprowadzania edukacji seksualnej w wydaniu Pań z Pontonu? Czy jesteś zwolenniczką/-kiem adopcji dzieci przez pary homoseksualne? I tutaj wyszłoby na jaw, kto służy jakim/czyim celom i ile w tym jest nauki, a ile ideologii. I co świadczy o XIX-wiecznych poglądach? To, że Kościół mówi: człowiek to kobieta lub mężczyzna, czy to, że feministka mówi: płód to nie jest człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pełna treść Listu podana jest także na stronie Związku Nauczycielstwa Polskiego i to na tę stronę powołuje się większość portali. Tak też jest pełna (?) lista sygnatariuszy. Nieduża, prawdę mówiąc,
    http://www.znp.edu.pl/element/1919/List_naukowcow_zajmujacych_sie_gender

    OdpowiedzUsuń
  3. 1. W mojej opinii to ważne w tym liście : "Ideologizowanie pojęcia „gender” m.in. przez przypisywanie mu obszarów, które nie wchodzą w jego zakres, czyli edukacji seksualnej, homoseksualizmu, transsaeksualizmu, pornografii czy pedofilii, jest nadużyciem nie tylko intelektualnym, ale i moralnym".
    2. Nie zgadzam się, mając nadzieję, że to "niezręczność stylistyczna": "Wychowanie utrwalające anachroniczne stereotypy płci jest sprzeczne z zasadami demokracji, podstawami aksjologicznymi polskiego systemu edukacji, a przede wszystkim szkodzi rozwojowi młodych ludzi, ponieważ nie przygotowuje ich do życia we współczesnym świecie". Nie utrwalam anachronicznych stereotypów. Pedagogika powinna dyktować trendy a nie za nimi "gonić". A fraza "przygotowanie do życia we współczesnym świecie" to slogan. Gdzie się podziała opcja: ku przyszłości? Jakiej przyszłości? Wszyscy są zgodni, że nieprzewidywalnej. Na przestrzeni rozwoju i zmian w cywilizacji ludzkiej stałym elementem warunkującym przetrwanie gatunku i kultury jest rodzina (kobieta plus mężczyzna plus potomstwo) i funkcje, jakie pełni (np. ekonomiczna, prokreacyjna, seksualna, opiekuńcza, socjalizacyjna). Można wskazać cywilizacje, które upadły, bo poddały się próbie dekonstrukcji roli rodziny. To takie moje spojrzenie w perspektywie dłuższej niż kilka stuleci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkowicie zgadzam się z Panem Profesorem Śliwerskim. Nie jestem pedagogiem sensu stricto, ale mam wieloletnie doświadczenie (zawodowe i organizacji społecznych) na różnych szczeblach edukacji (od dzieci przedszkolnych do edukacji akademickiej). Na tej podstawie, z przykrością stwierdzam, że znaczenie tekstu nigdy (lub prawie nigdy) nie może być oderwane od jej autora. Przedstawiony list otwarty, w pierwszym oglądzie można uznać za zasadny. „Pojęcie gender” zawiera w sobie „naleciałości” kulturowe nie związane z przyczyną pierwotną różnic, czyli płcią biologiczną. Jednakże, obecnie „ideologia gender” wypełnia znamiona neutralności płciowej i całkowicie pomija jakiekolwiek różnice pomiędzy mężczyzną i kobietą. W związku z tym (tak jak to zauważył Profesor Śliwerski) treść listu otwartego należy rozmieć, nie przez sens pierwotny „pojęcia gender”, ale przez nowe znaczenia nadawane przez środowiska promujące „ideologię gender”.
    dr inż. Adrian Nocoń

    OdpowiedzUsuń
  5. A poza tym, dlaczego feministki i badaczki gederowe nie walczą z rzeczywistymi problemami kobiet? Z bezrobociem, nierównymi płacami, kwestią urlopów rodzicielskich, dostępu do przedszkoli i szkół, wynagrodzenia za pracę kobiet w domu (zajmujących się dziećmi, także niepełnosprawnymi)? Czy genderowcom naprawdę się wydaje, że jak da się małej dziewczynce na lekcji - przepraszam - ogórek z prezerwatywą (lekcje Pontonu), a dużej dziewczynce aborcję na życzenie, to już będzie taka wyemancypowana i szczęśliwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajmują się, zajmują. Tymi i wieloma innymi problemami.
      http://www.youtube.com/watch?v=sVnLHVVR568
      https://www.facebook.com/MatkiIKwartalu2013

      A ogórki prosze sobie zostawić na mizerię.

      Usuń
  6. Polecam norweski dokument "Hjernevask" ("Pranie mózgów"), którego autorem jest Harald Eia. "Film wykazał brak podstaw naukowych dla ideologii gender, którą studiuje się w wielu krajach. Po emisji filmu został zamknięty finansowany przez państwo Nordycki Instytut Gender Studies na Uniwersytecie Oslo. Była to jedyna w Norwegii uczelnia zajmująca się ideologią gender".
    tu link do źródła i do filmu:
    http://niewiarygodne.salon24.pl/551558,pranie-mozgow-film-o-nonsensie-ideologii-gender

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Profesorze, pełne uznanie i zapewnienie - nie jest Pan osamotniony w swoim myśleniu i opiniach, a my rodzice i nauczyciele mamy tutaj ważne odniesienie i oparcie dla nas i naszych odczuć, nie naukowych co prawda, ale dopełniających naukowe - głęboko i autentycznie ludzkich.
    Pełen szacunek dla Pana Profesora!

    OdpowiedzUsuń
  8. 1.W Polsce równouprawnienie ma większe tradycje i zaszło dalej niż w wielu krajach rozwiniętych - jeszcze w latach 60-tych czołowe amerykańskie i światowe uczelnie z zakresu nauk przyrodniczych i technicznych, takie np. jak Caltech czy MIT, nie przyjmowały kobiet ... ;-)
    2. Najwięcej problemów tzw. nauce gender dostarczają jej najbardziej nawiedzone miłośniczki i adeptki. Jak ta np., która dostrzegła seksizm fizyków w ... istnieniu fizyki ciała stałego, co się paniusi z męskim przyrodzeniem skojarzyło ... ;-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.