niedziela, 15 grudnia 2013

Bić dzieci czy nie bić? Oto jest pytanie






Raport Rzecznika Praw Dziecka na temat tego, jaki jest stosunek Polaków wobec bicia dzieci przygotowała na podstawie badań pedagog społeczna dr hab. prof. UŚl Ewa Jarosz - właściwie przeszedł bez echa. Odnoszę wrażenie, że nastąpiło już w naszym narodzie wypalenie zainteresowania tym zagadnieniem. Już z wstępu diagnozy wynika troska o losy naszych dzieci w kontekście prawnym. Autorka raportu bowiem stwierdza: Ochrona dzieci przed przemocą w Polsce jest obowiązkiem wynikającym z podpisania przez państwo Konwencji o prawach dziecka, oraz z międzynarodowych powiązań i zobowiązań Polski jako członka różnych struktur międzynarodowych takich, jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, Rada Europy, Unia Europejska, które obligują nasz kraj do przestrzegania umów, deklaracji czy różnych rekomendacji dotyczących ochrony dzieci, ochrony ich praw oraz zapewniania im właściwych warunków rozwoju.

To oczywiste, że Rzecznik Praw Dziecka nie może reprezentować określonej koncepcji, teorii czy filozofii wychowywania dzieci, gdyż musi i może stać na straży tylko i wyłącznie obowiązującego w kraju prawa. Jeśli zatem potrzebne są mu twarde dane empiryczne, to właśnie w tej materii. Ta jednak daleka jest od mentalności, kultury pedagogicznej rodziców, nauczycieli, itp. Istotą przeprowadzonej analizy jest ponowne zainteresowanie się pedagogów i Rzecznika Praw Dziecka tym, czy i w jakim stopniu akceptujemy złe, nierówne traktowanie czy nie tylko seksualne wykorzystywanie dzieci, ale także przez stosowanie wobec nich przemocy w codziennym życiu, w wychowaniu, w szkołach i placówkach opiekuńczo-wychowawczych.

Wiele złego w walce i trosce o ratowanie dzieci przed szeroko pojmowaną przemocą uczynił Jakub Śpiewak z pozarządowej organizacji, fundacji, który sprywatyzował jej finanse dla własnych celów a nie założonych w jej statucie. Spada zatem w kraju zaufanie do takich inicjatyw, wszelkiego rodzaju akcji charytatywnych, stowarzyszeń i fundacji na rzecz rozpoznawania skali przemocy wobec dzieci, gdyż przestępcze w rzeczy samej naruszenie tej misji przez jednego z celebrytów i pupilów mediów trudno się odbudowuje. Kolejnym kampaniom społecznym zaczyna towarzyszyć spadek kapitału społecznego, mierzony m.in. brakiem zaufania, nieufnością, podejrzliwością co do tego, co może się za nimi kryć i kto na nich czy dzięki nim tak naprawdę korzysta?

Obecna diagnoza na ponad tysiącosobowej próbie Polaków, a dotycząca akceptacji bicia dzieci, nie jest pierwszą, bowiem w 2011 r. miała miejsce jej pierwsza edycja , którą było przeprowadzone przez TNS OBOP badanie skutków obowiązywania ustawy nowelizującej prawo o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie w 2010 roku. Także i tym razem chodziło o ustalenie społecznego stosunku do prohibicji kar fizycznych (wprowadzenia zakazu stosowania kar cielesnych przez rodziców) oraz o diagnozę postaw społecznych dotyczących ingerencji w rodzinę z problemem przemocy nad dzieckiem. Dążono też do ustalenia społecznych preferencji co do charakteru ingerencji społecznej w sytuacje przemocy nad dzieckiem. Dodatkowo w badaniach w 2012 roku podjęto też próbę ustalenia postaw społecznych w zakresie bezpośredniego reagowania na sytuację przemocy wobec dziecka.

W świetle zbadanej opinii publicznej w 2013 r. okazuje się, że wśród Polaków nadal utrzymuje się wysoki poziom akceptacji dla przemocy wobec dzieci, chociaż jest on zróżnicowany w zależności od stosowanej przez nich formy przemocy. Wyższa akceptacja dotyczy „łagodnych” postaci przemocy wobec dziecka – tzw. „klapsów” (60%), a niższa odnosi się do sytuacji „poważniejszych” określanych jako bicie, lanie (20%), chociaż w stosunku do poprzedniej diagnozy odnotowano kilkuprocentowy spadek poziomu tej akceptacji. Niepokojące jest to, że ponad jedna trzecia dorosłych Polaków (37%) nie uważa, aby tzw. „lanie” było zachowaniem szkodliwym dla dziecka, w tym zdecydowaną aprobatę dla tego typu postawy wyraziło 7% badanych. Jak się okazuje, niemal co trzeci badany (29%) akceptuje stosowanie przemocy (bicie dzieci) w celach wychowawczych, dla dobra dziecka.
Jak podsumowuje ten Raport prof. Ewa Jarosz: Wyniki te ocenić należy jako zdecydowanie niekorzystne i niepokojące w świetle niskiej efektywności dotychczasowych działań podejmowanych wobec postaw społecznych dotyczących wykorzystywania przemocy w wychowaniu dzieci. Wskazują one na pilną potrzebę zdecydowanie bardziej intensywnej i zintegrowanej a wręcz systemowej społecznej edukacji w zakresie szkodliwości wykorzystywania bicia, w tym pozornie nieszkodliwych klapsów w wychowaniu dziecka oraz w kwestii kształtowania pozytywnych postaw i umiejętności rodziców (opiekunów) w zakresie bezprzemocowego dyscyplinowania dziecka.

Szwankuje nie tylko kultura pedagogiczna w naszym społeczeństwie, ale także świadomość prawna, bowiem co trzeci badany (29%) miał pewną wiedzę o istnieniu prawa zakazującego bicia dzieci, zaś 35% twierdziło, że bicie dzieci jest zgodne z prawem. Większość Polaków (74%) wyraziło akceptację dla ingerencji różnych podmiotów społecznych w sytuacji naruszenia praw dziecka, przy czym z najwyższą akceptacją spotkała się tu policja (12%), pomoc społeczna (10%) oraz szkoła (10%). Badani sądzili, że w stosunku do rodziców stosujących przemoc wobec dzieci należałoby przede wszystkim zaakceptować działania nadzorujące odpowiednich służb (28%) oraz działania pomocowe w sferze psychicznej dla rodziców (radzenia sobie ze stresem i emocjami), na które wskazał co piąty badany (22%). Nie było też akceptacji dla podejmowania przez władze działań o charakterze restrykcyjno - punitywnym np. karanie rodziców wyrokami (11%), odbieranie im dzieci (9%) czy przymusowa terapia dla rodziców (7%). Może wystarczy im oglądanie programów telewizyjnych Superniani.

W podsumowaniu powyższych kwestii prof. E. Jarosz pisze: (...) nadal duża część Polaków (około jedna trzecia) uważa, iż sposób traktowania i wychowywania dziecka jest prywatną sprawą rodziców, w którą to sferę nie powinno się ingerować. Jednocześnie pewnemu osłabieniu uległy postawy, iż jedynie to ktoś bliski rodzinie może „mieszać się” w to, jak rodzice postępują z dzieckiem. W działaniach wobec rodzin z problemem przemocy nad dzieckiem aprobowane są przede wszystkim działania nadzorujące oraz pomocowe (w radzeniu sobie przez rodziców z problemami psychicznymi i stresem). Metody restrykcyjne (wyroki, przymus, odbieranie dzieci) nadal mają zdecydowanie niższą aprobatę społeczną niż nadzorcze i pomocowe, choć w ciągu kilku lat poziom ich wskazań wzrósł.

Zwraca też uwagę utrzymujący się niski poziom aprobaty dla edukowania rodziców w zakresie pozytywnych metod wychowawczych jako sposobu ochrony dzieci przed przemocą. Obraz preferencji społecznych co do działań wobec problemu przemocy nad dzieckiem w rodzinie potwierdza też stosunek do istniejących środków prawnych w tym względzie. Wśród nich nadal odbieranie dziecka rodzicom cieszy się najmniejszą akceptacją, ale też pozostałe środki przymusu (nakaz opuszczenia mieszkania, zakaz zbliżania się) są coraz słabiej aprobowane.



Spada gotowość do społecznego, sąsiedzkiego reagowania w sytuacjach, z których jednoznacznie by wynikało, że ma miejsce stosowanie przemocy fizycznej wobec dziecka. Niespełna połowa badanych (44%) stwierdziła, że byłaby gotowa zwrócić uwagę opresorom na niestosowność takie postępowania. Za nami jest Rok Janusza Korczaka, a przed nami kolejne dziesiątki być może lat zmiany postaw i pozytywnego wyrażania troski o losy dzieci i wspierania ich rozwoju non violence.

8 komentarzy:

  1. A jak się miewa specjalista-teoretyk(?) od bicia i karcenia dzieci "dr"Sławiński?
    Lech Kaczyński zrobił go wicedyrektorem warszawskiego Biura Edukacji, Jarosław Kaczyński uczynił wiceministrem w MEN. Po czym p.Hall dała mu żerować na gigantycznych środkach unijnych poświęconych na Krajowe Ramy Kwalifikacji co za łaskawą zgodą pani Szumilas a obecnie Kluzik na rosnącą w szybkim tempie skalę robi do dziś ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znajomy - pedagog, specjalista od działań pomocowych, pracownik poradni - zareagował na przemoc w sąsiedztwie. Nie znam wszystkich szczegółów, ale m. in. matka wystawiała za karę swoją małą bodajże 3-letnią córeczkę za drzwi, nie wpuszczając płaczącego dziecka do domu. Po zgłoszeniu sprawy przyszła(y?) pani/e z opieki społecznej, której/ych "profesjonalizm" przejawił się w konfidencjonalnym poinformowaniu tamtej kobiety, mniej więcej w takim stylu "rozumie pani - my tu musimy sprawdzić, bo jest donos od sąsiada". Efekt: złośliwość sąsiedzka, niszczenie rzeczy, podrzucanie śmieci, szczytem było zalanie zamka do drzwi wstrzyknięciem kleju typu Butapren. Do tego skargi na tegoż znajomego z panią Prezydent Łodzi włącznie, iż wykorzystuje swoje powiązania zawodowe, by się nam biedną sąsiadką znęcać. Niezrównoważenie kobiety powoduje już lęk nie tylko o jej dziecka, ale także w bezpieczeństwo włąsnych dzieci znajomego. Życie w tym domu stało się udręką. Nie pozostało nic innego, jak wyprowadzić się. Znajomy skierował sprawę do prokuratury. Właśnie kończąc przeprowadzkę, otrzymał zawiadomienie o umorzeniu sprawy ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu. Sprawa znana jest w Łodzi, bo zbieraliśmy pismo z poręczeniem za kolegę. Co wszyscy związaniw ten sposób z tą sprawą mamy powiedzieć innym? Reagujcie? Jeśli służby społeczne, będą tak nieprofesjonalnie wykorzystywały informacje na temat przemocy w rodzinie, w tym wobec dzieci, ludzie stłumią w sobie wszelką gotowość do reagowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale jesli ten zglaszajacy robil to za plecami - to wlasnie robil to zlosliwie - a powinien najpierw otwarcie upomniec, czy raz, czy drugi, zaproponowac pomoc - a nie wstydzac sie wlasnego donosu pokryjomu donosic

      Usuń
    2. Nie mówię, że tego najpierw nie robił - to już Pan dopisał ten scenariusz ze "złośliwością" i "działaniem za plecami". Natomiast moim zdaniem nie musiał wychowywać sąsiadki. Upominamy się o reakcję, interwencja w przypadkach przemocy w rodzinie jest bardzo trudna, Czasem można coś zepsuć zamiast naprawić. Dlatego dobrze, by robili to specjaliści. Dlatego między innymi uruchamia się możliwości zgłoszeń anonimowych. Co z tego, jeśli dla ludzi to ciągle wartościowany negatywnie donos i powód do wstydu - jak to Pan właśnie sam opisuje. Nigdy zatem nie wyjdziemy z błędnego koła takiego myślenia!
      A info o możliwości zgłoszenia (anonimowego "donosu") może jednak kogoś zainteresuje i może pokonując "własny wstyd" uda się jednak pomóc jakiemuś maltretowanemu dziecku:

      "Kampania informująca o miejskiej całodobowej infolinii, na którą można anonimowo zgłaszać przypadki przemocy, przede wszystkim wobec dzieci, ruszyła w Łodzi. Plakaty i ulotki pojawiły się w miejskich instytucjach, autobusach i tramwajach oraz na przystankach.Pod numerem bezpłatnej infolinii 800 112 800 przez całą dobę i cały tydzień dyżurują już psycholodzy i pedagodzy z Miejskiego Centrum Zdrowia Publicznego; wszystkim zgłaszającym gwarantowana jest anonimowość. Miasto zdecydowało się na jej uruchomienie w związku z przypadkami śmierci w Łodzi dwojga małych dzieci pobitych przez swoich opiekunów (...)."

      Usuń
    3. Jeśli ktoś kradnie, to też najpierw należy otwarcie upominać i raz drugi proponować pomoc, czy też zgłaszać odpowiednim służbom? Gdyby ludzie częściej reagowali na przemoc wobec dzieci, może kilku głośnych przypadków zadręczenia by nie było. Nie oceniajmy człowieka, które zareagował, tylko babę wyrzucającą trzylatkę za drzwi.

      Usuń
  3. Przepraszam za literówki - pośpiech :))
    Proszę, by nie odwracały uwagi od problemu.
    Anonimowy z 12.15

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie nadal nie rozumieją, że klaps to bicie a dziecko to człowiek. Bo przecież ludzi bić nie wolno, a dzieci czasem trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zbyt wielu sąsiadów trzeba by było wychować:

    "Co piąte dziecko w Polsce doświadczyło w swoim życiu przemocy fizycznej ze strony dorosłych, a co ósme - wykorzystywania seksualnego (...). Statystyki dotyczące przemocy są szokujące. Maria Keller-Hamela zaznaczyła, że w zestawieniu z Wielką Brytanią czy Stanami Zjednoczonymi to dzieci w Polsce trzy razy częściej doświadczają przemocy ze strony dorosłych.

    http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/960334,Przemoc-wobec-dzieci-szokujace-dane

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.