sobota, 5 października 2013

Polityczne pozostałości pedagogiki PRL






Otrzymałem w tym tygodniu dwie zbliżone do siebie tematycznie korespondencje. Jedną okazała się znakomita książka profesora Romualda Grzybowskiego pt. Polityczne priorytety i elementy codzienności socjalistycznej szkoły. Wybór studiów poświęconych dziedzictwu edukacyjnemu PRL-u (Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2013). Obok ośrodka białostockiego ze szkołą naukową prof. E. Kryńskiej), także gdańscy historycy wychowania nasycają naszą wiedzę wynikami swoich badań pedagogiki i oświaty m.in. na usługach PRL-owskiego reżimu. Od 1992 r. nie udało się naszemu środowisku przeprowadzenie poważnej debaty naukowej na temat minionego uwikłania nauk pedagogicznych zarówno w dobre, jak i – niestety w dużej mierze - patologiczne współdziałanie naukowców i nauczycieli z ówczesną władzą. Jak słusznie pisze we Wstępie do książki R. Grzybowski:

„Dorobek składający się na treść dziedzictwa kulturowego może być wysoko oceniony lub odrzucany, nobilitowany lub kontestowany. Dziedzictwo kulturowe posiada bowiem zdolność „trwania w czasie”. Oznacza to, że poszczególne jego elementy posiadają zdolność odradzania się po okresach krytyki czy wręcz negacji ich wartości przez przedstawicieli społeczeństwa (części elit) w danej epoce. Warto tę rozprawę przeczytać, by włączyć się tak w reinterpretację i nowe, także krytyczne odczytanie minionego dorobku przedstawicieli nauk o wychowaniu, jak i w kontynuowanie badań tego okresu oraz by wykorzystać źródła historyczne czasu PRL dla zrozumienia edukacyjnej współczesności.
Przypominam przy tej okazji, że niniejszą rozprawę poprzedziło ukazanie się pokonferencyjnych tomów pod redakcją profesora R. Grzybowskiego , a zatytułowanych:

- Zaangażowanie? Opór? Gra? Szkic do portretu nauczyciela w latach PRL-u (Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń) oraz

- pod jego współredakcją wraz z Elżbietą Gorloff i Andrzejem Kołakowskim pt. Edukacja w warunkach zniewolenia i autonomii (1945-2009) – (Kraków: Impuls).



Mam tu na uwadze naukę, która znalazła się w labiryncie bez wyjścia, w jakiejś ślepej uliczce, pustce, a może i samoświadomości własnego „odchodzenia” z obszaru i dziedzin nauk. Pedagogika staje się nauką bez nadziei w państwie totalitarnym, gdyż jednostka i społeczeństwo, w tym prowadzący badania naukowe i aplikujący ich wyniki w praktyce muszą w nim dostosowywać swoje postawy i wiedzę do narzuconej im władzy (ideologii, struktur, itp.). Jeśli tego nie czynią, to są wykluczani z przestrzeni publicznej, a więc z nauki, kultury i edukacji, a często też prześladowani. Ten typ pedagogiki należy do nauki funkcjonującej w państwie totalitarnym, gdzie cenzura polityczna i przemoc (także fizyczna) wobec naukowców niszczyła jej podstawy teoretyczne, praktyczne i zasoby ludzkie, gdzie mieliśmy do czynienia z tendencją do zduszania wszelkich różnic w obszarze humanistyki i nauk społecznych jeśli nie wykazywały one bezwzględnej zbieżności z doktryną marksistowsko-leninowską i wspierającą je filozofią pozytywistyczną. W takiej przestrzeni politycznej stosowana była logika dwuwartościowa typu: albo jedno, albo drugie w ocenianiu przydatności, prawdziwości czy słuszności określonych dokonań w nauce.

Swoisty „kanibalizm” naukowy mający na celu tępienie odmiennej pedagogiki, filozofii wychowania i kształcenia, niszczenia autorytetów lub zmuszania część z nich do wyrzeczenia się własnych dokonań w imię egzystencjalnego przetrwania, wzmacniany był także w Polsce, w okresie PRL, usuwaniem z kraju, z uniwersytetów pedagogów posługujących się innym językiem, innymi przesłankami od tych narzucanych przez władzę. Dzisiaj też to ma miejsce tyle tylko, że w nieco innym wymiarze i kontekście. Warto zatem przeczytać te rozprawy.

Natomiast drugim listem, jaki otrzymałem z Pomorza (stempel poczty – Elbląg), był anonim (takie to czasy, że jak w okresie PRL ludzie boją się odsłaniać swoją tożsamość) , którego „autorzy” – jak wynika z treści, ale i z braku podpisów – informują mnie, że „za nadzór nad kierunkiem studiów na jednym z wydziałów pewnej uczelni publicznej odpowiadają trzej emerytowani oficerowie polityczni z czasów PRL w osobach... (tu są podane ich nazwiska i funkcje), które legitymują się dyplomami komunistycznej Wojskowej Akademii Politycznej im. Szefa NKWD Towarzysza Feliksa Dzierżyńskiego. „ Autorzy proszą o zainteresowanie się czynników oficjalnych problemem komunistycznej patologii kadrowej w państwowym szkolnictwie wyższym, szczególnie teraz, w okresie bezrobocia.


W związku z tym, że nie jestem czynnikiem władzy, która mogłaby w tej sprawie cokolwiek uczynić, upowszechniam tę informację, bo może historycy wychowania i/lub dziennikarze śledczy przeprowadzą badania biograficzno-problemowe jakże swoistej spuścizny PRL.






20 komentarzy:

  1. "Dzisiaj też to ma miejsce tyle tylko, że w nieco innym wymiarze i kontekście." No właśnie. Przedtem zniewolenie, a teraz wykluczenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze zjawisko tu opisane ma znacznie szersze rozmiary, bowiem kilka (tylko o kilku wiem) Państwowych Szkół Zawodowych jest opanowanych przez byłych oficerów, absolwentów tej "szacownej" uczelni. Dodam do tego, że uzyskali w strukturach wojskowych doktoraty, a habilitacje (jeżeli mają) w większości na Słowacji. Panowie ci są niezwykle solidarni, wszak nauczyła ich tego "firma" i zajęta przez nich uczelnia państwowa jest już własnym "poletkiem"! Zastanawiam się jakie siły czuwają nad spokojnym trwaniem tego zjawiska. A może my zajęci sobą na uczelniach akademickich zapomnieliśmy o kształceniu w uczelniach zawodowych, niestety pozostawiając tę kwestię często przypadkowym ludziom! Robią wiele szkody całemu systemowi edukacji, bo przecież do tych uczelni trafia młodzież z mniejszych i słabszych kulturowo środowisk i mamy kwadraturę koła. Panie Profesorze czy istnieją realne możliwości na rozbicie tego układu!
    Humanistka

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaskółko Droga Twój komentarz ( z godziny 11;50) wskazuje na całkowite zagubienie i brak rozeznania w rozpoznaniu toczącej się podstępnej wojnie kulturowej w Polsce po 1989 roku. Fachowcy od potępionego ( ale dopiero potępionego po formalnym upadku reżimu PRL i związanego z nim wychowania socjalistycznego) z dnia na dzień stali się propagatorami lewackiego wychowania liberalnego. To są ci sami ludzie. To jest ta sama formacja ideologiczna i mentalna.. Wczoraj (jako marksiści) walczyli o wyzwolenie klasy robotniczej, dzisiaj ( porzuciwszy "wysokokominową" klasę robotniczą, mam na myśli likwidację wielkich zakładów pracy i związaną z tym marginalizację związków zawodowych - nie widzi Pani tego Pani Jaskółko?) teraz obrali sobie za cel obronę uciemiężonego ( a jakże !) WYKLUCZONEGO " nowego proletariatu". Komuniści - jak Pani przypuszczam nie wie, bo nie połapała się Pani na tych ich przekręcie, - to są ludzie, którzy zawsze chcą komuś zrobić dobrze! Ostatnio, przyodziawszy się w nowe szaty liberalnych demokratów - z wielkim zapałem walczą z WYKLUCZENIEM. Budzi to naturalną sympatię u każdego przyzwoitego człowieka . Także - co oczywiste - u Pani Jaskółki. Taką samą jaką budziły hasła teoretyczne Komunizmu ( Wolność Równość i Braterstwo - przejęte z ideologii Rewolucji Francuskiej)). Realizacja tych pięknych haseł ( w postaci tak zwanego realnego socjalizmu/komunizmu) to zbrodnicze dwudziestowieczne nieludzkie totalitaryzmy ( faszyzm i komunizm). Ta sama formacja ideologiczna, z którą Pani naiwnie sympatyzuje – z powodu braku rozeznania - znowu chce światu ( walcząc tym razem pod równie pięknym porywającym przecież każdego przyzwoitego człowieka hasłem ) jak zawsze chce zrobić komuś dobrze. No cóż. Oni KOMUNIŚCI TAK MAJĄ . Łatwo ich rozpoznać: to jest formacja - niezależnie od tego w jakim czasie się sami nazywają- ostatnio , po ewidentnym skompromitowaniu się jako komuniści nazywają się postępowymi liberalnymi demokratami, nową lewicą itp.. Ale zajmują się tym samym co zawsze. Uciemiężonymi, zniewolonymi przez burżuazję, zacofany Kościół katolicki i wciąż niewyemacypowany (świetne określenie!- lewackich postępowców) ciemnogród maści wszelakiej.
    Pani Jaskółko , jeśli ten mój komentarz nie dotrze do Pani ( bo - przykładowo - zostanie uznany, że nie warto go pomieścić w niniejszym blogu - to po jakimiś czasie - obiecuję to Pani - przeczyta go Pani. Oczywiście, gdzie indziej. Wówczas być może zreflektuje się Pani, komu i po co zależało na tym, żeby tych moich uwag .do Pani skierowanych nie mogła Pani przeczytać . Mówiąc nieelegancko - jako przyzwoity człowiek , bo tak Panią postrzegam - dała się Pani najzwyczajniej wpuścić w maliny. Tak zresztą jak większość "słusznie " oburzonych przeciwko WYKLUCZANIU. Czyli wspiera Pani w dobrej wierze Kogo? Tych samych "zmutowanych" (wersja zachodnia marksizmu!) bolszewickich cwaniaków. Widać, że skutecznie Panią uwiedli. Pani Jaskółko - a wyjątkowo niebezpieczne jest to uwiedzenie, któremu Pani uległa. Na pocieszenie Pani ( ale co to za pociecha???) udało się to zrobić nie tylko z Panią. Wcześniej zrobiono to z wielu przyzwoitymi ludźmi w Europie zachodniej. To prawdziwy majstersztyk uwiedzenia. Uwiedzeni nie mają świadomości swojego uwiedzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Anonimowy 5 października 2013 22:49;
      Proszę wybaczyć, jednakże zgadzając się w zasadzie z tym na co anonimowy zwraca uwagę, pozwolę sobie zapytać - czy Człowiek wyznający ideały i wartości humanistyczne może pozwolić sobie na niedostrzeganie globalnych, a zarazem lokalnych dysfunkcji życia społecznego (także wykluczenia)? Czy obrona status quo i wspieranie działań korporacji (lub godzenie się na nie), które przyczyniają się jak mniemam do odrzucenia ponad połowy ludzkości świata może zapewnić Człowiekowi Kultury życie w zgodzie z samym sobą? I na koniec, czy Człowiek ten nie chcąc być Komunistą zmuszony jest do bierności obywatelskiej?
      Pozdrawiam - Andrzej

      Usuń
  4. Pewnie są takie możliwości, ale pewnie będzie , że "Jaś nie doczekał" :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogi Anonimie z 22:49 posądzanie mnie, kobiety dobrze po 50tce o nieznajomość tamtej rzeczywistości i obecnej rzeczywistości jest ciut śmieszne. Pracowałam na tzw. komunistycznej uczelni i pracowałam na uczelniach w XXI wieku. Poznałam mechanizmy i tych pierwszych, i tych drugich. I muszę przyznać, że te pierwsze, mimo "zniewolenia" były bardziej przyjazne pracownikom naukowym. Dlaczego mówię o współczesnym wykluczeniu na uczelniach? Ano teraz do uczelnianego, sory "koryta" dorwały się "Młode wilczki", które wiozą się na plecach innych, bez pardonu wygryzają starych zasłużonych pracowników z dorobkiem, którzy nie mieli z tamtym układem nic wspólnego- tak, takich było i jest nadal bardzo dużo. Te młode wilczki podpinają się pod publikacje swoich młodszych lub starszych kolegów, robią habilitacje na Słowacji, nagminnie plagiatują i za nic mają etykę wyższych szkoły. To jest zupełnie inaczej wychowane pokolenie, które jest nauczone przeć do przodu po trupach. W swoim awansie naukowym również. Im wystarczy czasem podpowiedzieć, że stary pracownik pracuje od czasów tzw. komunizmu i już młodziak ma haka przy poparciu innych. A często bywa, że ten stary zupełnie z "komunizmem" nie miał nic wspólnego. Jedyna jego wina to ta, że zbyt długo pracuje i "zajmuje" miejsce młodym gniewnym i ideologicznie słusznym.
    Zaczynałam pracę na uczelni w połowi lat 80 tych- niech mi anonim powie jaki to straszny komunizm wtedy na uczelniach był.
    Zostałam dwa razy bez pracy- wykluczona- nie dlatego, że byłam jakoś mocno ( w ogóle) ideologicznie zaangażowana, tylko dlatego, że trzeba było zrobić miejsce znajomym królika.
    Anonim tu strzela niemal jak z "Berty" ciężkim kalibrem, przywołuje totalitaryzmy, lewackość, komunizm, zniewolenie.... nich się anonim sobie przyjrzy, czy czasem nie ma choroby , która nazywa się nienawiść i zaślepienie.
    Nikomu i niczemu nie dałam się zwieść. Brzydzę się każdym objawem nietolerancji- anonim robiąc niemal wykład o zagrożeniach i skutkach komunizmu, wykazał total nietolerancję. Zapomniał, ze również ideologie prawicowe mogą być skrajnie totalitarne.

    A w ogóle, co anonima tak naprawdę w moim stwierdzeniu, tak strasznie ubodło, że wykazał tak ogromny wysiłek na napisanie obszernego komentarza????
    Czyżby kawa była rano gorzka i szef w pracy nieprzyjemny?
    Zanim anonim znowu zacznie się wściekać na lewicę, niech anonim spojrzy w lustro i zada sobie pytanie- "Czy ja aby naprawdę wierzę w to z czym się afiszuję?"

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimie- do którego skierowałam odpowiedź- Jeżeli mam te słowa przeczytać jeszcze gdzie indziej, to gdzie? I dlaczego, tak odważnie pisząc o "zbrodniach" komunizmu, komunistów i neokomunistów- nie masz odwagi całkiem normalnie podpisać się pod komentarzem?
    I jeszcze jedna uwaga- chyba anonim nie ma pojęcia co znaczy słowo wykluczony i co znaczy zostać wykluczonym. Zawsze i wszędzie, jeżeli będę tylko mogła, będę tym wykluczonym pomagała.
    A uwieść dałam się tylko mojemu mężowi:):):)
    Mam wrażenie, że Twój komentarz anonimie, to jest jakaś wprawka przed manifestacją skrajnych prawicowców:(

    OdpowiedzUsuń
  7. A całemu przedmiotowi Wiedza o Społeczeństwie (programy, podręczniki, olimpiady) szefuje były zastępca szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego odpowiedzialny za wojnę psychologiczną płk Wojtaszczyk (oczywiście prof.dr hab.!) ....

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyjątkowo zasmucające i niepokojące jest to, że nasi współcześni pedagodzy salonowi - mieniący się za odnowicieli akademickiej pedagogiki po 1989 roku nie skrywają swojego uwielbienia dla - przykładowo - prof. Zygmunta Baumana. Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu propagandowo od lat nadymana na najlepszą uczelnię pedagogiczną (prywatną) w Polsce - nadała nawet Baumanowi doktorat honorowy. "Ukąszenie Baumanem " jest tak głębokie i skuteczne, że nasza lewacka/postmodernistyczna profesura nie jest w stanie zrewidować swojego stosunku do tego byłego stalinowskiego politruka i aparatczyka. .Mimo, że w ostatnim okresie można się było dowiedzieć to i owo o tym wychowawcy kadr ideologicznych w PRL-u .Zauważmy, że idol naszej postępowej profesury (a innej w zasadzie nie ma, a jeśli jest to kompletnie zmarginalizowana) - Zygmunt Bauman nie dokonał krytycznej oceny PRL. Tłumaczył raczej, że po 1945 roku „najlepsze rozwiązania proponowali komuniści”. W III RP stalinowski informator - pseudonim "SEJMON", politruk, propagator marksizmu i wychowawca kadr PZPR stał się autorytetem i wzorcem godnym naśladowania. Zwłaszcza, że trudno zgodzić się z opinią, że do 1968 r. Bauman był osobą represjonowaną przez aparat komunistyczny. Wręcz przeciwnie, to on ten system aktywnie tworzył – najpierw zbrojnie, a potem umysłowo, w sferze naukowo-ideologicznej.

    Jako cel stawiano sobie wykształcenie elity partyjnej oraz stworzenie nowego środowiska „naukowego”, wyznającego naukowy marksizm, całkowicie podporządkowanego centrali PZPR. Bauman kierował w tej partyjnej uczelni pracownią socjologiczną przy Katedrze Filozofii i Socjologii WSNS. Jego zespół zajmował się socjologią partii komunistycznej, badaniem działalności, struktury i wewnętrznym życiem PZPR. Prowadził również seminarium dyplomowe i magisterskie z zakresu stosunków politycznych.
    W latach 60. WSNS stała się przechowalnią dla osób, które aktywnie budowały komunizm w okresie stalinizmu. Kierownikiem Zakładu Badań Społecznych Klasy Robotniczej był np. docent Stanisław Widerszpil, który w 1944 r. ukończył kurs NKWD w Kujbyszewie…(Zob..".Nasz Dziennik", 4.07.2013). I jeszcze jedno. Napisałem wcześniej , że nasi współcześni admiratorzy Baumana nie skrywają swojego dlań uwielbienia. Gwoli prawdy godzi się odnotować, że po nagłośnieniu niechlubnej przeszłości Baumana - coś jednak w szeregach jego żarliwych apologetów drgnęło. Jeden z nich ( ze swojego blogowego archiwum)usunął swój wpis poświęcony Baumanowi. .Być może zreflektował się, że treść wpisu przekroczyła granice śmieszności. Znany pedagog/blogier w szacunku dla geniuszu Baumana (relacja ze spotkania w Dolnośląskiej Szkole Wyższej z profesurą akademickiej pedagogiki) dokonał wpisu w pozycji "na klęczkach" .W zarysowanym kontekście powstaje pytanie: czy istnieje jakaś granica niegodnych czynów, po których od ich sprawcy nie powinno się wymagać bycia autorytetem moralnym dla wszystkich, zwłaszcza zaś dla prominentnych reprezentantów akademickiej pedagogiki? Narzuca się jeszcze drugie pytanie , którego adresatem musi być Pan Profesor Śliwerski - jako Przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Chodzi o list /anonim z Pomorza. Panie Profesorze, czy Pana zdystansowanie się od tej sprawy ( pod pretekstem, że nie jest Pan czynnikiem władzy, która mogłaby w tej sprawie cokolwiek uczynić) - ograniczył się Pan do upowszechnienia tej informacji, bo może historycy wychowania i/lub dziennikarze śledczy przeprowadzą badania biograficzno-problemowe jakże swoistej spuścizny PRL
    Czy to jest aby w porządku?, czy godzi się ,aby KNP PAN., którym Pan kieruje mógł tak ostentacyjnie demonstrować swoją niemoc, obojętność i brak zainteresowania złem? Budzi to moje najwyższe zaniepokojenie, ponieważ służy banalizowaniu i oswajaniu ZŁA w akademickiej pedagogice .A do tego Pan ręki przykładać nie powinien...
    Z wyrazami stosownego szacunku - "niewyemancypowany" , anonimowy(póki co) teoretyk wychowania.
    .

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimie!
    Do bełkotu nienawiści nie będę się odnosić. Marny z Pana teoretyk wychowania, skoro nie rozumie Pan fundamentalnej Zasady bycia PEDAGOGIEM. Ten bowiem ma wpisane w profesję pochylanie się nad słabszym, potrzebującym wsparcia, potrzebującym pedagogicznego zaangażowania i bełkot ideologiczny tego nie zbruka. Koleżanka Jaskółka wyartykułowała to wyraźnie! Pan Anonim zieje nienawiścią, a my w pedagogice humanistycznej, bo przecież innej nie ma, mamy pomagać nawet takim frustratom! O zgrozo, z Pańskim nastawieniem nie można być pedagogiem, Pan jest toksyczny!
    Humanistka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Pani Humanistko, dlaczego bełkot nienawiści?! Ponad połowa Polaków (sondaż Homo Homini) twierdzi, że wciąż mamy niewyrównane rachunki z PRL- em
      i to nie tylko w odniesieniu do przestępstw, których sprawcami byli funkcjonariusze aparatu władzy i aparatu represji! Nie dokonano rozrachunku z całą masą zdrajców, którzy długie lata służyli czerwonemu zaborcy. Nie tknięto niestety refleksją rozrachunkową komunistycznej przeszłości w obszarze pedagogiki, dlatego nie dziwi frustracja spowodowana kilkoma refleksjami Anonima na temat uwikłania w naukowym środowisku pedagogów w praktyki, które pokazują, jak trudno zdystansować się do czasów stalinowskiego totalitaryzmu. A co do insynuacji ‘bełkotu nienawiści’, to jako żywo przypomina mi to pomysł penalizacji „mowy nienawiści” autorstwa posłów PO, którzy celują w upowszechnieniu języka nienawiści, podżegając
      i znieważając przeciwników politycznych.
      Anonimowi dziękuję za Jego refleksje.
      walma

      Usuń
  10. Gdy czyta się reakcję (anonimowej humanistki z dnia 6 października, 23:04 na mój wpis, a także wpis Anonimowej Jaskołki ) to widać, że mamy do czynienia jeszcze z jedną ofiarą/wychowanką "Gazety Wyborczej". Uformowani mentalnie przez Adama Michnika humaniści dysponują narzędziem metodologicznym radzenia sobie (choć kochają wszystkich - zwłaszcza INNYCH) z przeciwnikiem. Tym skalpelem metodologicznym jest - jak Pani humanistce dobrze wiadomo - zarzut "mowy nienawiści" i słynne nią (czyli nienawiścią) "zionięcie" . Do tego klasycznego już zestawu oplucia oponenta należy zarzut "antykomunizmu jaskiniowego". Pani sprawa, że potraktowała mnie w porywie dobrego/ludzkiego/humanistycznego serca zestawem niekompletnym. Dlaczego Pani humanistka dla mnie taka łaskawa ?Przecież na pewno podpadam także pod lewacką, postępową/humanistyczną definicję "homofoba", "fundametalistę" i fanatyka religijnego itd., i tp, trala la la . Wielki poeta rosyjski, Osip Mandelsztam , uciekając przed aresztowaniem, przez humanistów Pani pokroju powiedział zdanie, które przeszło do historii: jesteśmy w łapach humanistów. Współcześnie jeden z nich (humanistów) Richard Dawkins – profesor z uniwersytetu w Oksfordzie - twierdzi, że teoria o istnieniu Boga jest wielce szkodliwą teorią, która nie pozwala milionom ludzi na całym świecie uznać prawd odkrytych przez naukowców. W książce „Bóg urojony”, która trafiła również do polskich księgarń ów humanista przedstawił naukowe motto, które brzmi tak: Atakuję Boga, wszystkich bogów, wszystko cokolwiek nadnaturalnego gdziekolwiek i kiedykolwiek zostało wynalezione .Jako ideowy ateista ubolewa, że niewierzący w przeciwieństwie do ugrupowań religijnych, nie są zorganizowani i nie mają lobby. Równocześnie atakuje się (w ramach humanizmu , przez Panią reprezentowanego, jeśli dobrze Pani poirytowanie moim wpisem zrozumiałem) ontologiczną różnicę między życiem zwierzęcym, a życiem człowieka. Mam tu na uwadze presję pewnych nurtów obecnej HUMANISTYCZNEJ cywilizacji zmierzających do „uczłowieczenia zwierząt” i „zezwierzęcenia ludzi” oraz pojawiania się form miłości do zwierząt większych niż miłości do ludzi. Nie po drodze mi z takimi humanistami. Dobrodziejko, "zionąca Tolerancją" Humanistko: Proszę, bardzo proszę pozwolić mi być fundamentalistą moherowym....obiecuję, ze ani Panią nie zaaresztuję, ani nie zwolnię z pracy. To ostatnie (wyrzucenie z pracy) - nie wiem czy Pani o tym wie - już spotyka takich jak ja. I gdzie to ma miejsce? Ano w świecie zdominowanym przez czujnych i tolerancyjnych BOLSZEWICKICH HUMANISTÓW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Anonimowy 7 października 2013 16:22 ;
      W dużej mierze żyjemy jak mnie się zdaje w dobie New Age. Ponadto czy nie odnosi Anonimowy wrażenia, że zarówno gender, anty-komunizm, anty-holocaust itp. to nic innego jak tylko "ideologiczny handel" odbywający się w dużej mierze w przestrzeni wirtualnej?, bowiem przecież ani lewa, ani też prawa strona politycznej areny nie ma żadnego realnego planu naprawy tego kraju, który jak historia uczy niszczony jest zarówno przez tych z zachodu jak i ze wschodu (bo przecież jedni i drudzy naszym kosztem robią między sobą deal).
      Pozdrawiam - Andrzej

      Usuń
    2. Panie Andrzeju,
      podniósł Pan równocześnie kilka wątków i dodatkowo zachęcił aby im się przyjrzeć w ich praktycznej realizacji. Myślę, że unicestwił Pan w ten sposób od samego początku nadzieję na sensowną, zdyscyplinowaną rozmowę. Na tym etapie lewackiej rewolucji kulturowej ( jeśli dobrze Pana pojmuję - wedle Pana dokonuje się ona ( w mało ważnej) przestrzeni wirtualnej i nic dobrego Polsce nie przynosi. Pełna zgoda. Ale tylko - pozornie nie przynosi. Robi swoje. Czego Pan – niestety - nie zauważa. Powoli (bo potrzeba na to – mówią fachowcy od rozpoznania tej manipulacji 15- 20 lat) oswaja – mianowicie - z głupotą i na tym etapie skutecznie realizuje więc swoje cele zgodne ze strategią neobolszewików (m.inn. A. Gramsci, P. Freire – powiem o tym słówko poniżej).Słowem: to oczywiste, że nie można się spodziewać po nich niczego dobrego , bo materialistyczny, bezbożny komunizm jest zawsze zbrodniczy. Zarówno ten wschodni - z czasów PRL - jak i jego mutacja zachodnia przemycana do Polski po instytucjonalnym upadku komunizmu, czyli po 1989 roku. Nawiasem mówiąc ostatnio - we wrześniu br.- nad VIII Zjazdem Pedagogicznym w Gdańsku „zwycięsko” i pysznie unosił się duch kulturowego, neomarksistowskiego dawno skompromitowanego – ale wciąż zwycięskiego – dzięki wcześniejszemu ogłupieniu lewicy akademickiej - lewactwa wszelkiej maści. Znamienne i to nie jest przypadek, że organizatorzy Zjazdu (wielu z nich było na stypendiach w Zachodnich uczelniach i tam się zatruło postmodernistycznym barbarzyńskim postępem) na patronów ideowych Zjazdu wybrali sobie między innymi "najwybitniejszego interpretatora Marksa"- genialnego włoskiego komunistę Antonio Gramsciego. A więc tego komunistę , który jeszcze przed wojną opracował subtelną strategię bezkrwawego budowania państwa totalitarnego, obiecując ( a jakże by inaczej ) stworzenie bolszewickiego raju na ziemi . Nauczał i miał rację, że trzeba tylko zawładnąć świadomością ludzi !) . Ta strategia jest właśnie z wielką konsekwencja - także w Polsce - realizowana. Koniec. Kropka. Ale kto by się tym przejmował? , zwłaszcza w czasach, gdy „spiskowa teoria dziejów” jest przez „Gazetę Wyborczą” surowo zakazana.
      Dokończę w następnym wpisie za chwilę - "niewyemancypowany" teoretyk wychowania.

      Usuń
    3. Ciąg dalszy..do p. Andrzeja od "Niewyemancypowanego"
      ..........................
      Nie sposób więc zrozumieć tego co się w Polsce dzieje ( i co słusznie Pana niepokoi) – bez tej właśnie perspektywy poznawczej. I jeśli z pomocą Ducha Świętego (a bez tej interwencji nie ma Pan szans) się Pan szczęśliwie ocknie – to zapyta Pan sam siebie: skąd mi też do głowy przyszło temu draństwu pleniącemu się wszędzie – się dziwić… Czy pomyślna realizacja strategii Antonio Gramsciego (a to jest poza dyskusją i mam nadzieję, że tego Pan nie kwestionuje) miałaby/mogłaby - przynieść Polsce jakiejś rozumne DOBRO? To przecież niemożliwe!. Myślę - proszę mnie wyprowadzić z błędu, jeśli się mylę- , że pogubił się Pan diagnozując źródła niszczenia , ale i naprawy „tego kraju”, staczania się i upadku współczesnej Polski. Rzeczywiście Polska ginie (ale oczywiście jeszcze jak zawsze nie zginęła!!!) i tu się z Panem zgadzam. Ale to co Pan wymyślił – to złowieszczy znak potwierdzający skuteczność iście szatańskiej neomarksistowskiej koncepcji zwycięstwa budowy komunistycznego raju na ziemi bez użycia przemocy, bez rewolucyjnego przelewu krwi. Co Pan takiego - zrobił? A co dla mnie jest tak bardzo bulwersujące i niepokojące w najwyższym stopniu. Ano zaliczył Pan ANTY – KOMUNIZM (to prawda, że wymienia Pan jeszcze gender.. za chwilę to Panu dokładnie przypomnę w czym upatruje Pan nieszczęście Polski ) do przyczyn niszczenia i powolnego upadku Polski. Otóż z nadzieją , że nie pozwie mnie Pan za naruszenie dóbr osobistych ( uszczegółowienie tego przestępstwa w państwie prawa to owa słynna „mowa nienawiści” kneblująca usta nielicznym oponentom dominujących sił postępu , wolności i nieograniczonej tolerancji…) powiem , że to mi przypomina jakiejś SZALEŃSTWO. Pogardę dla rozumu. Jak mam Pana pojąć? Dlaczego Pan to zrobił? Twierdzę, więc z przykrością ( bo Pan przecież mój rodak jest i tuszę , że dobrze naszej wspólnej Ojczyźnie Polsce życzy) , że jednak się Pan umysłowo pogubił. Dlaczego? Nie powinien Pan Panie Andrzeju – jeśli mamy się traktować poważnie "włożyć do jednego worka" ideologii gender, ANTY- KOMUNIZMU, antyholocaustu itp " . To przecież typowe pomieszanie z poplątaniem. I proszę mi wybaczyć pewną złośliwość: to co Pan powiedział pasuje raczej do luzackiego, obyczajowo postępowego programu niejakiego Kuby Wojewódzkiego niż do Blogu – Pana Profesora B. Sliwerskiego. Pan Profesor Śliwerski - ogólnie rzecz biorąc- choć wywodzi się z tej samej luzackiej postępowej formacji kulturowej co Kuba W. – na to sobie przecież jednak nie zasłużył. Oj nie. Znam i czytam Pana Profesora od lat. Jest między nimi jednak różnica. Błagam więc o litość dla mnie w tej rozmowie: mam bowiem poczucie, że tak jednak nie wypada. A Pan to jednak zrobił. Co Pan zrobił – powtórzę raz jeszcze - zrównał Pan ideologię gender , która ma przecież swoje korzenie właśnie w komunizmie z ANTY- komunizmem i potępia Pan obie te formacje ( o! przepraszam powinienem naukowo nazwać to narracjami) na jednym oddechu...
      Teraz już - bez żartów - Panie Andrzeju pytam Pana - czy ma Pan świadomość, że ten zabieg ( to Pana stwierdzenie, diagnoza (?)) musi zwalić z nóg - każdego. Kto tylko odnosi się z jako takim respektem do własnego rozumu. Rozum (no, znowu dla uniknięcia nieporozumienia - opatrzmy to zastrzeżeniem, że mam na myśli tradycyjny, „niewyemancypowany” rozum tzw. normalnego człowieka) takiej głupoty/myślowego kociokwiku przecież nie wytrzyma. Rzecz jasna – wracając do wątku „zwalenia z nóg” - wcześniej nie mając tego świadomości doprowadzając - swojego rozmówcę nieuchronnie - do „zapalenia mózgu”. Przepraszam za potoczne, a nie naukowe określenie uszkodzenia tego narządu. Który to narząd/mózg ongiś, przed przełomem postmodernistycznym – jak pamiętamy - bardzo był przydatny uczonemu.
      Ciąg dalszy (ostatni fragment) za chwilę.

      Usuń
    4. Ostatni fragment do Pana Andrzeja od "Niewyemancypowanego" teoretyka wychowania
      ......................................
      A dziś coraz bardziej marginalizowany przez dominujący zwycięski salon pedagogiczny. O dziwo, dzieje się tak mimo, że wychowani na lewicowym J. Habermasie nasi rodzimi salonowcy twierdzą, iż „źródłem Dobra i Prawdy nie jest metafizyczne niebo idei, lecz mówienie”. Prawda - zapewniają – rodzi się w dyskursie prowadzonym w ramach wspólnoty komunikacyjnej: im dłużej się na jakiś temat rozmawia, tym pewniejsza jest prawda…i tak narodził się ( zapewne dobrze Pan o tym wie, więc przepraszam, że się rozgadałem) legendarny już dyskurs pedagogiczny. Bez niego ( dyskursu) nie ma pedagogiki – przypominają salonowcy „od zawsze” takim jak ja „niewyemancypowanym”. Korzystam może z okazji i zapytam pedagogów salonowych brylujących od lat w pedagogicznym MÓWIENIU/ dyskursie: Panowie! i Panie! - czy w związku z lichą kondycją nauk pedagogicznych w Polsce nie warto by przystąpić do DYSKURSU, czyli P O- GADAĆ/P O - MÓWIĆ o roli i ewentualnej obecności ROZUMU w DYSKUSIE pedagogicznym?. Podtytuł mógłby brzmieć jakoś tak: Próba rehabilitacji rozumu – zagrożenia i nadzieje. Co Wy (Prześwietny, Szanowny salonie) na to? I na koniec wracam do Pana, Panie Andrzeju. Myślę sobie , że gdyby ktoś Pana - nie daj Boże chciał - za tę głupotę osądzić, napiętnować ( choć za poglądy pod żadnym pozorem nie wolno tego robić) ja Anonimowy teoretyk wychowania zapewniam Pana uroczyście , że "wyjdę z podziemia" i będę Pana bronił ile mi sił starczy. Jeśli jednak nie udało by mi się Pana wybronić - to z bólem serca mógłbym się zgodzić, aby skazano Pana, co najwyżej, na karę pogrożenia palcem z zawieszeniem na dwa lata. Uff, ale się rozgadałem…..
      Pozdrawiam Pana serdecznie - „niewyemancypowany” teoretyk wychowania.
      .

      Usuń
    5. Szanowny Panie Niewyemancypowany;
      Musze przyznać, ze rzeczywiście rozbawił mnie Pan niemal do łez … to bardzo dobrze. Zgadzając się z ogólnym przesłaniem Pana wpisu pragnę jednak podjąć pewną próbę rehabilitacji, bowiem nie chciałbym zostać „zlinczowany” przez pospólstwo zarówno z lewej strony jak i prawej (choć po prawej Pan pewnie sytuuje elity, które chyba z debaty toczącej się w naszym kraju nieco się wycofały – piszę to przy założeniu, że „coś” się jednak toczy).
      Dostrzegam (choć może faktycznie jestem krótkowidzem), że ta „wojna kulturowa” rozgrywająca się przy pomocy Internetu, gazet (np. Gazety Polskiej, Wyborczej) itp. itd. zredukowana została jedynie do „handlu ideami”. Cóż to za niezależność „Telewizji Niezależnej”, której z tego co mi wiadomo platformę ma Solorz? Ponadto proszę luknąć do np. W. J. Burszty Kotwice pewności. Wojny kulturowe z popnacjonalizmem w tle…

      To co dokonuje się w cyberkulturze jest bardzo ważne i niestety rzutuje na rzeczywisty żywot (szczególnie jego jakość) wielu ludzi, choć idzie mi tu głównie o młodych. Jak dla przykładu rozmawiam z 22 –letnią podobno pełnosprawną zarówno umysłowo? jak i fizycznie kobietą, która „wyjeżdża” do mnie ironicznie z tekstem „co słychać u Jezuska? A w dalszej rozmowie na temat Boga potrafi jedynie z trudem „wybełkotać”, że został On wymyślony przez ludzi nie podając żadnych argumentów – to musze przyznać, że jako człowiek „wiedzący” o Jego istnieniu zaczynam się martwić o dzisiejszą młodzież. Oczywiście nie chciałbym tu generalizować, jednakże przykładów jest wiele, z drugiej strony mamy przecież pokolenie JPII itp.
      Wydaje mi się, że prawicowe bardzo chwytliwe hasło (z resztą lewicowe też nie są gorsze pod tym względem) anty-komunizm jest jedynym celem politycznym „prawej” krajowej areny politycznej. Dla ścisłości „anty-komunizm” wymieniłem jedynie w kontekście „handlu ideologicznego” czyli zbijania mamony w ramach odpowiedzi na w dużej mierze „wykreowane” (choć oczywiście zbrodni Komunistom zapomnieć nie można i z nich należy ich także rozliczyć, w sposób cywilizowany np. pozbawiając majątku itp.) potrzeby wielu ludzi w Polsce.
      Andrzej

      Usuń
    6. cd.
      Natomiast jedyne na co mogę zwrócić uwagę przy tej idei i reprezentującym ją formacjom to bierność i obojętność wobec wielu innych problemów społeczeństwa polskiego. Brak autentycznych działań mających na uwadze zmianę obowiązującego „chaosu”, a wręcz jego zniesienie. Potrzeba by m.in. (i głownie za pomocą cyberkultury) wyposażać ludzi w umiejętności i narzędzia niezbędne do kreowania porządku demokratycznego. Nawiązując do wpisu Pana Wiesława 3 października 2013 05:28 (patrz: Pedagodzy po SZKOLE, naukowo-etycznie-limerycznie) rzeczywiście może być tak, że przeciętny rodzic (bo Pana Wiesława wbrew temu co pisze o to nie podejrzewam) miałby problemy z konstrukcją ankiety (Pedagog pomóc wszystkim z osobna chyba nie jest w stanie) odnoszącej się do działalności szkoły, a nie mówiąc już o czymś takim jak powołanie rady szkoły itp.
      Chciałbym od grup powołujących się na prawicę lub do niej pretendujących usłyszeć coś więcej aniżeli „precz z komuną”, bowiem co po niej? A kto ją wypędzi? Za czyje pieniądze to zrobi? W Jaki sposób? Jakim kosztem? Itp.
      Proszę się nie martwić nie „zionę nienawiścią” (może bardziej „ogniem” w znaczeniu biblijnym). Inną kwestią jest fakt, że brak w tym kraju zarówno autentycznej lewicy jako przeciwwagi (bowiem krytyka rozwija, a nie uwstecznia) jak też świadomej prawicy. Oczywiście to tylko moje zdanie Pan zgadzać się z nim nie musi – ja nie mam zamiaru w związku z tym Pana wyzywać czy „opluwać” .
      Nie przepadam osobiście za cool Kubą W., którego medialna tożsamość realnie nie istnieje o czym chyba wielu szczególnie młodych Polaków nie raczy pomyśleć (proszę mi wierzyć - stary nie jestem). Nie zwykłem też wrzucać wszystko i wszystkich do jednego wora (patrz komentarze; Pedagodzy dyskutują o edukacji wobec różnicy i inkluzji)

      Mam też nadzieję, że „potoczne” zapalenie mózgu szybko Anonimowemu minie, natomiast wychodzenie z „okopów” potrzebne mam nadzieje nie będzie. Prawda sama się obroni Panie Niewyemancypowany. Po za tym odnoszę wyraźnie wrażenie, że na ostatnim Zjeździe chcąc nie chcąc Anonimowego „naukowo krew zalała” (Czerwona – a jakże!).
      Korzystając z okazji proszę o odp. na kilka moich pytań z dnia 6 października 2013 12:06 (powyżej).
      Dziękuję bardzo za poświęcony czas (choć zdaje sobie sprawę, iż na - jak mniemam - bezrobociu jest go nie mało) z poważaniem i uznaniem nie tylko dla Pana poczucia humoru - Andrzej

      Usuń
    7. Szanowny Niewyemancypowany;
      W związku z naszą sensowną i zdyscyplinowaną dyskusją W. J. Burszta w jednym z wywiadów zauważa:
      "Pojawił się też bardzo niebezpieczny dla kultury zwyczaj poniżania przeciwników. Argumenty rzeczowe zeszły na dalszy plan. Internet jest przepełniony obelgami i służy temu, aby żadna dyskusja nie była już możliwa".
      Pozdrawiam Pana ciepło - Andrzej

      Usuń
  11. Piękna riposta, Anonimie - gratuluję! Doprawdy trzeba nam większej jasności w rozumieniu dzisiejszej rzeczywistości. Dzięki za Pana refleksje, za wskazanie przynajmniej niektórych problemów.
    Z pozdrowieniami.
    walma

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.