sobota, 21 września 2013

Ornitologicznie o inkluzji norm społecznych - kulturowych

Czy pedagog powinien wiedzieć, co to jest dobre wychowanie? Niektórzy, nawet utytułowani, być może znają odpowiedź na to pytanie. Kto wie, czy nawet nie udzielają jej swoim uczniom lub studentom, a może i nawet o tym piszą w duchu pedagogiki inkluzyjnej. Mają swojego mistrza w naszym środowisku, który od lat powtarza, że pedagog - badacz jest jak ornitolog - ma opisywać i wyjaśniać zachowanie się ptaków, ale nie musi umieć latać tak jak one.

Dobre wychowanie jest tym, co wyróżnia ludzi na tle innych osób z deficytem rozwoju społeczno-moralnego. Tak to już niestety jest, że jak kogoś własna rodzina nie wychowała, to szkoła niewiele już mu pomogła, zaś uzyskanie stopnia czy tytułu naukowego, pełnienie funkcji kierowniczej czy akademickiej roli w takim lub innym środowisku nie zakryje braku taktu, obcesowości. Można mieć kapitał intelektualny, ekonomiczny, a nawet społeczny, ale jak się nie posiada kapitału kulturowego, tu znaczy, że nie jest się osobą kulturalną. Nawet potocznie kultura utożsamiana jest ze sztuką, tradycją, ale i obyciem towarzyskim, dobrymi manierami i dobrym wychowaniem. W języku łacińskim cultura agi- to uprawa i uszlachetnianie roli, colere - to ogół tego, co pielęgnujemy. W I w. p.n.e. Cyceron – mówił o cultura animi odnosząc ją do filozofii – gdzie kultura to „uprawa umysłu”, „kultura duszy”, czyli kształcenie albo doskonalenie człowieka, które nie powinno być identyfikowana tylko z twórczością artystyczną.

Istnieje ścisły związek między kulturą a edukacją, o czym znakomicie pisze Anna Brzezińska we wstępie do znakomitej rozprawy Jerome S. Brunera pt. Kultura edukacji, (Universitas, 2006, s. XVI): Jedno nie istnieje bez drugiego. KULTURA kształtuje umysł, dostarcza swoistej „skrzynki z narzędziami”, dzięki której konstruujemy obraz świata i siebie samych. EDUKACJA – to nie tylko programy szkolne, rytuały i egzaminy, ale to rodzaj intymnej relacji „zanurzonej” w kulturze, która ustanawia kontekst dla nauki szkolnej.

Niektórzy o osobie niewychowanej, pozbawionej kultury osobistej, ale wysoko usytuowanej w hierarchii społecznej mówią, że jej "słoma wychodzi z butów", czyli że ten ktoś jest prostakiem, chamem, prymitywnym homo sapiens. Nic mu wówczas nie pomoże ani uczestniczenie w debacie naukowej na temat roli inkluzji w edukacji, ani tym bardziej znajomość - zresztą z drugiej ręki - definicji tej kategorii pojęciowej. I choćby nie wiem, jak się wytężał, to nie udźwignie, taki to ciężar.

Skąd wzięło się to powiedzenie, że komuś słoma wychodzi z butów? Jedno z wyjaśnień ma rodowód męski, wojskowy i muszę przyznać, że niektórzy naukowcy idealnie pasują do opisu niepoprawnego blogera: W Polsce międzywojennej utarł się zwyczaj, że takim rekrutom, którym mimo usilnego zaangażowania i szczerych chęci ciągle mylił się krok w trakcie marszu, urządzano oddzielne zajęcia, podczas których nogę lewą dla ułatwienia nazywano „słomą” zaś prawą „sianem”. I tak, kiedy na placach musztry echo niosło do znudzenia wykrzykiwane komendy: „słoma-siano, słoma siano”, wiadomo było, że trwa mozolne szkolenie wyjątkowo ociężałych umysłowo adeptów sztuki maszerowania.

Najbardziej klasycznym wyjaśnieniem tego stanu anomii moralnej jest to, o charakterze biblijnym: Cham (hebr. חָם Ḥam), – według biblijnej Księgi Rodzaju najmłodszy z 3 synów Noego, przodek ludów Kanaanu i Afryki. Od jego imienia wzięła się nazwa ludu Chamici. Za swoje zachowanie w stosunku do ojca został, wraz z potomstwem, przeklęty przez Noego (stąd chamem określa się człowieka źle wychowanego, gbura, prostaka)

Jest też źródło kobiecych poglądów na ten temat, bo Katarzyny Nosowskiej: Z butów ster­czy słoma, li­tera­turę zna z op­ra­cowań lek­tur, bu­racza­na da­ma. Kto rodzi się pros­ta­kiem, pros­ta­kiem prze­mija, choćby słoma w bu­tach ze złota była. ;

Mamy też w necie spojrzenie sportowe na ów fenomen: Kibice Legii należą do grupy tych podziwianych w Polsce i za jej granicami ze względu na wysokiej jakości doping i oprawy. Jak wiadomo sami o sobie mają niemałe mniemanie i szczycą się z ‚bycia Warszawiakami’ (chyba nie trzeba szerzej tłumaczyć). Raz na jakiś czas jednak, słoma im z butów wystaje niemiłosiernie… Niby chcą być fajni, pokazać siłę a wychodzi wieśniacko. Przeszło rok temu pojawiła się jego spersonalizowana wersja, kiedy to o ówczesnym prezesie PZPN śpiewano: "Byłeś legendą, zostałeś ostatnią m...";

Jest też turystyczno-krajoznawcze wyjaśnienie tego syndromu: - Polak na urlopie to nie jest zwykły Polak. To Polak wyrwany ze swojego środowiska. Nie musi za bardzo przejmować się tym, co powiedzą koledzy z pracy czy sąsiedzi. Ma urlop, więc "wrzuca na luz". I wtedy często wyłażą z niego najbardziej paskudne cechy. ;

O chamstwie niektórych Polaków piszą też blogerzy: Zastanawiające jest to w jaki sposób ludzie z nami rozmawiają. Na żywo grzecznie i kulturalnie, chociaż zdarza się bez obcesowo. Natomiast przez internet chamsko. Chamstwo wyziera zewsząd, ..., ale także ujął się za nimi Janusz Kochanowski (tragicznie zmarły w katastrofie smoleńskiej Rzecznik Praw Obywatelskich, pisząc w 2009 r.: - Internet zaangażował w komentowanie dziejących się wokół nas wydarzeń miliony często obojętnych do tej pory osób. Stał się jednym z najważniejszych narzędzi budowania społeczeństwa obywatelskiego. W żadnym wypadku nie należy ograniczać tej przestrzeni środkami technicznymi czy jakąś inną formą działania przypominającą dawna cenzurę".

Można przebywać w teatrze, filharmonii czy zasiadać w dostojnej społeczności, ale ona nie jest w stanie zastąpić, zakryć tego, co wychodzi z prawdziwej natury niezsocjalizowanej osoby. Można posługiwać się teoriami wielkich intelektualistów, czytać ich teksty nawet ze zrozumieniem, ale jak ktoś stosuje w pedagogice zasadę, że im więcej chamstwa, tym większy szacunek i uznanie, to się myli. Takie mamy czasy, że chamstwo prędzej czy później wychodzi na jaw. Co z tym uczynić? Nie spotkałem się z propozycją analizy tego zjawiska na zjeździe, który podejmował kwestie edukacji, różnicy i inkluzji. No bo i jak tu mówić o sprawie, która mogłaby boleśnie dotknąć niektórych prelegentów? Jedyna szansa, że może jakiś doktorant spróbuje podjąć ten problem, bo ma on ewidentnie pedagogiczny charakter.

Na początku było słowo. Znakomity nauczyciel (także nauczycieli) Dariusz Chętkowski, bloger POLITYKI, już 6 lat temu nie wytrzymał chamstwa, z którym spotykał się na co dzień w - wydawałoby się elitarnym - liceum ogólnokształcącym w Łodzi. Pisał tak:

Dyskutowaliśmy w pokoju nauczycielskim o tym, jak należy traktować ucznia, który zachowuje się niczym “skończone chamidło”. Padały głosy, że wobec chama też trzeba być chamem. Taki ordynarny typ nic nie rozumie, jeśli nie weźmie się go za twarz. Najlepiej - twierdzono - żeby poczuł na własnej skórze, co to znaczy traktować drugiego człowieka jak śmiecia. “Ja do niego podchodzę zawsze ostro i dzięki temu mam z nim spokój” - pochwaliła się nauczycielka z długim stażem. Ciekawe, jak jest dzisiaj, czy rzeczywiście przez te lata udało mu się zwalczyć chamstwo chamstwem?


Tym, co lubią i tym, którzy nienawidzą prof. Zygmunta Baumana, zacytuję tezę, jaką wypowiedział w jednym z wywiadów, a która dotyczy także kreatorów wiedzy pedagogicznej:
(...) moralna postawa uczonego nie jest lukrem na metodologicznym cieście; jest mąką, z jakiej się ciasto wiedzy socjologicznej ugniata."

Jak ktoś nie chce czytać i słuchać naukowców, a wychowuje swoje dzieci lub ich nie wychowuje, ale za to wspiera je w ich rozwoju, to może sięgnąć po znakomitą książeczkę, jaką wydał Grzegorz Kasdepke - zdobywca Nagrody Edukacyjnej XXI za książkę "Bon czy ton. Savoir - vivre dla dzieci". Ten tytuł ma już czternaste wydanie! Jego bohaterami jest wiecznie kłócące się ze sobą rodzeństwo: Kuba i Buba. Moja córka uwielbia krótkie opowiadania o nieznośnych bliźniakach. Razem czytamy je codziennie.

Już we wstępie Autor wyjaśnia dzieciom - Co to jest savoir-vivre? - w następujący sposób:

Mniej więcej to samo, co bon ton, tylko że trudniej się to wymawia. No dobrze, a co to jest bon ton? Wiedza o tym, jak człowiek dobrze wychowany zachowuje się w różnych sytuacjach.

Hm.... , a kto to właściwie jest ten dobrze wychowany człowiek?

Ktoś, kto nie zachowuje się jak małpa i kogo nie trzeba chować do szafy, gdy przychodzą goście.

Czyli każdy, kto przeczyta tę książkę i czegoś się z niej nauczy!"



Niestety, niektórzy jej nie przeczytają, nawet jak mają wnuczki, więc już niczego się nie nauczą. Nas jednak swoimi postawami uczą bardzo dużo.


2 komentarze:

  1. Nic dodać, nic ująć. Widzieliśmy to i słyszeliśmy na Zjeździe Pedagogicznym. Tak a jest dzisiejsza neolewica, byli funkcjonariusze PZPR przebrani w szaty pedagogów (bez)krytycznych wobec własnych dewiacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, świetna książeczka-kupiłam ją kilka lat temu mojej córeczce, a póxniej korzystałamz niej na zajęciach z dziećmi. Super-polecam również dla dorosłych;-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.