środa, 31 lipca 2013

Cynicy i makiaweliści (w świetle modelu self-deception) w strukturach szkolnictwa wyższego

To oczywiste, że szkolnictwo wyższe nie jest wolne od patologii postaw także części naukowców, w tym profesorów, którzy wraz z upływającym czasem nie są w stanie skryć swoich rzeczywistych postaw wobec innych. Przez dłuższy czas byli zakorzenieni w służbie oszustwa po to, by lepiej zwodzić innych. Mając jeszcze odpowiednie stanowiska, władzę wykorzystywali swoją makiaweliczną inteligencję do realizacji własnych interesów, więc kiedy ona zbliża się ku końcowi, a przecież role społeczne nie są wieczne, usiłują jeszcze za wszelką cenę wycisnąć z uczelni, instytucji publicznych i niepublicznych, stowarzyszeń, korporacji co tylko się da dla siebie i swoich bliskich. Przy okazji nie omieszkają spalić innym, szczególnie tym, którzy mają wiedzę o ich „dokonaniach”, matactwach, podłych postawach możliwe mosty dojścia do celów, które wcale nie muszą być przedmiotem ich pragnień czy dążeń.

Makiaweliści mierzą jednak innych swoją miarą niegodziwości, toteż są zdumieni, kiedy nagle okazuje się, że ich pozorujące sojusz działania, intrygi, skrywana wrogość, nie tylko się nie sprawdzają, ale i są demistyfikowane przez nich samych. Michael Gazzaniga pisał w swojej książce o „Istocie człowieczeństwa”, że takie osoby nie są w stanie być dobrymi kłamcami, gdyż ich psychopatyczna osobowość utrzymuje ich na powierzchni tylko dzięki sprawowaniu jakiejś władzy, pełnieniu jakiejś funkcji kierowniczej lub wywieraniu w środowisku presji i przeświadczenia, że wiele może. Takie osoby niczym się nie przejmują, bo rdzeń ich systemu wartości został już dawno, w wyniku samookłamywania się przez lata zniszczony, zdegradowany. Są jednak świadkowie, w tym także ofiary ich czynów, więc popadają od czasu do czasu w popłoch nie wiedząc o tym, kto i co jeszcze może zapamiętał. Muszą pilnować, by nie przedostali się do takich struktur władzy, w wyniku której to ich głos byłby słyszalny, a przy tym demistyfikujący ich manipulacje i kłamstwa.

Karmili innych przez lata swoimi opowieściami zza kulis, by jednych pomniejszać, a innych wywyższać tak, aby zabezpieczać pole bezpiecznego funkcjonowania w środowisku, które zdezorientowane tekstami nie wierzy, że mogłaby istnieć tak wielka sprzeczność między tym, co mówili, a tym, o czym pisali. Skuteczne oszukiwanie innych jest jednak możliwe, jak twierdzą kognitywiści, jeśli ktoś wykorzystuje dobrze rozwinięte zdolności poznawcze takie jak pamięć, uwaga czy samokontrola. Jednak wraz z wiekiem, z upływem czasu, w wyniku prowadzonych w różnych środowiskach akademickich grach i manipulacjach zaczynają tracić te zdolności i wpadają w panikę. Wówczas nie pozostaje im już nic więcej jak przejście do otwartej formy walki, w której odsłaniają swoje prawdziwe, a latami skrywane oblicze. Ich działania bazujące na złych, niemoralnych intencjach przynoszą tak długo korzyści, jak długo nie zostaną odkryte.

Użalają się współpracownicy profesora, że ich opuszcza przechodząc do szkoły niepublicznej, bo potrzebuje tylko i wyłącznie kasy. Przez lata byli jego/jej podwładnymi wiedząc, że niczego naukowo dla nich nie czynił(a), w niczym nie wspierał(a), nie pomagał(a), nie zachęcał(a), bo przecież był(a) skupiony(a) na nieustannej pazerności zarabiania i dbania o własne interesy. Inni, niech sobie radzą sami. Wykonywał(a) tylko to, co musiał(a), a i rzeczywistych obowiązków nie spełniał(a), bo przecież zawsze miał(a) od tego swoich podwładnych. On(a) nigdy nie tracił(a). Wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nie mówił tego, bo przecież można było jakoś przeżyć. On(a) nie wymagał(a) od innych, bo i sam(a) nie wymagał(a) od siebie. W sytuacji oszukiwania przez cynika innych, u współpracowników też wytwarza się mechanizm obronny. Potrafią dostosować się do warunków gry tak, by nie rozpoznał(a) ich rzeczywistych postaw wobec siebie. Teraz się cieszą, patrzą na to z ulgą, że wreszcie odejdzie ten(ta), który(a) i tak nic dla nich nie znaczył(a), chociaż mają niepokój związany z tym, kto będzie następcą. Straty jednak są i tak już nie do odrobienia. W tej sytuacji i tak nie ma to już żadnego znaczenia. Będą kwiatki, „miłe” pożegnanie, życzenia i … ulga. I on(a) wie, i oni wiedzą, że tu nie miał(a) szans na dalsze tkwienie z bylejakością dorobku, a w innym miejscu liczy się przecież tylko sztuka osoby z dyplomem, co nareszcie ulokuje go(ją) na właściwym, a czytelnym dla innych miejscu.

Kazusów self-deception jest w naszym środowisku wiele. Traci na tym ono samo, jak i nauka, bowiem rozczarowani relacjami z takimi osobami często sami odchodzą z nauki, z akademickiego środowiska lub realizują się w innych obszarach działań, na terenie których psychopaci nie mają już szans do realizowania swoich mocy. Toksycznym osobom jest z tym zapewne ciężko, ale znajdą sobie inne ofiary, które zaspokoją głód ich potrzeb.


(fot. Wystawa Instytutu Edukacji Artystycznej w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie)

4 komentarze:

  1. Dobrze, że niektórzy odchodzą z uniwersytetów, bo pożytek z nich był tu żaden, a wylądują tam, gdzie powinni, czyli na "śmietnisku lipnych szkółek" i będą współpracować z psychopatycznymi jednostkami, bo tylko tyle potrafią, cynicznie wyciągać dla siebie, nie dając niczego innym. Dobrze o tym piszą w dzisiejszej Gazecie Wyborczej - to koniec pedagogiki jako znaczącego kierunku kształcenia. Koniec jest także dzięki takim miernotom uniwersyteckim, które spsiły się popierając prywatny biznes. Dobrze, że część środowiska wiedziała, kiedy zerwać z tymi "wsp", z tym instytucjonalnym i wspieranym przez ministerstwo oszustwem. Szkoda wielu młodych ludzi, którzy zawierzyli, że otrzymają wykształcenie, a stali się jedynie sponsorami takich przedsięwzięć. Na tym też polega dziki kapitalizm.

    Krytsyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczestniczyłam w posiedzeniu senatu "wsp". Rektor jest ale go nie było. Prorektor, który już nie może doczekać się tego, że zostanie rektorem, po 15 wyszedł. A co go to obchodzi... On jest od tego, by służyć, nie podskakiwać ale nadskakiwać założycielce.
      Będzie takim capo di tutti capi. Jeszcze nie zrozumiał, że historia lubi się powtarzać.

      Usuń
    2. To anonimowa nie wie, że senat to teatr marionetek? A scenę w tej szkole mają?

      Usuń
  2. Nie wiem dlaczego 'lipne szkółki" i prywatny biznes to synonimy? Nie ma lipnych szkółek na wydziałach państwowych uczelni? Nie ma świetnych wydziałów w uczelniach niepaństwowych? Drogie akademickie środowisko-są takie funkcje na uczelniach, które dają dostęp do podań o pracę. Daję słowo- każdy chce dobrze zarabiać i dla poprawienia sobie statusu jest w stanie zrobić naprawdę dużo. Nie ma w tym nic złego- za dobrą pracę trzeba dobrze płacić. Gorzej, jak na wielu państwowych, znakomitych we własnej samoocenie uczelniach ludzie nieźle zarabiają a nie najlepiej pracują...Sprowadzanie problemu, o którym napisał Prof. Śliwerski do rodzaju uczelni, podzielonych według kryterium tego, kto płaci pensje: budżet ( czytaj-my wszyscy) czy student a nie ich jakości prowadzi według mnie na manowce niekończących się waśni, nie popartych niczym żalów i pretensji. Problemem nie są państwowe czy prywatne uczelnie. Problemem jest to, skąd w jednych i drugich biorą się ludzie nie zasługujący na miano nauczyciela akademickiego czy tytuł profesora. Wakacyjnie pozdrawiam, daję słowo , z nie lipnej...Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.