poniedziałek, 23 lipca 2012

Czas na urlop




„IMPULS” nie jest na urlopie

Mnie natomiast czas wyjechać.

Muszę zadbać, by w okopie

blogu nie dać się „zajechać”.


Ci, co muszą w domu zostać

lub do pracy chodzą latem,

mogą w inny sposób sprostać

temu, co ma chłostać batem

przejaw każdej patologii

błędów i manipulacji,

które w upał leżą w chłodni

od początku tych wakacji.



Po urlopie, wesół, zdrowy

sięgnę do raportów NIK-u.

Muszę bowiem być gotowy,

by ostrzegać czytelników.



Teraz luz od moich postów,

wpisów oraz komentarzy.

Piszę o tym prosto z mostu:

Nic gorszego się nie zdarzy.


Blog to nie jest elementarz

można przejrzeć stare wpisy,

by zamieścić swój komentarz

oszczędzając długopisy.



Krótko letnie credo streszczę:

kiedy prześlesz swą opinię,

w komentarzach ją zamieszczę.

W wirtualu nic nie zginie.


Wpisów w blogu jest już z tysiąc,

można je spokojnie czytać,

Sam nie mogę jednak przysiąc,

że nie będę czegoś pisać.










niedziela, 22 lipca 2012

Nowa metodologia oceny jednostek naukowych


została opracowana przez Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych i ogłoszona w projekcie Rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie kryteriów i trybu przyznawania kategorii naukowej jednostkom naukowym. Potrzeba znacznego zmodyfikowania metodologii oceny jednostek naukowych wynikła z doświadczeń z przeprowadzonej przez Radę Nauki w 2010 r. oceny parametrycznej jednostek naukowych. Jedną z niedoskonałości poprzedniego systemu oceny było określanie końcowej oceny jednostek naukowych, z uwzględnieniem sumy punktów przyznanych w ramach poszczególnych kryteriów oceny. Nowa metoda eliminuje w znacznym stopniu niedoskonałości poprzednich ocen.

Warto zainteresować się tym dokumentem, gdyż o ocenie parametrycznej jednostek naukowych decydują m.in. osiągnięcia naukowe zatrudnionych w nich pracowników akademickich.

Przy kompleksowej ocenie poziomu naukowego prowadzonych przez jednostkę badań naukowych lub prac rozwojowych oraz ich efektów, która będzie miała miejsce w przyszłym roku, obejmując ostatnie cztery lata, zostaną zastosowane nowe kryteria. Według nowej metodologii każdej z jednostek naukowych będą przyznane cztery odrębne oceny w odniesieniu do następujących kryteriów:

1) osiągnięcia naukowe i twórcze;

2) potencjał naukowy;

3) materialne efekty działalności naukowej;

4) pozostałe efekty działalności naukowej.

W ramach każdego z kryteriów będą oceniane parametry dostosowane do rodzaju i profilu naukowego jednostek naukowych oraz do specyfiki każdej z czterech grup dziedzin nauki. Punkty za te kryteria nie będą sumowane.

Istotą tej oceny jest umożliwienie wyłonienia i wskazania Ministrowi Nauki i Szkolnictwa Wyższego wiodących pod względem jakości działalności naukowej lub badawczo-rozwojowej jednostek naukowych, znacznie wyróżniających się poziomem prowadzonych badań naukowych lub prac rozwojowych. Zaprojektowano zestaw dodatkowych kryteriów, przy pomocy których spośród jednostek naukowych kwalifikujących się do kategorii A zostaną wybrane jednostki zasługujące na przyznanie kategorii A+. To te jednostki otrzymają najwyższe dotacje z budżetu państwa na swój rozwój i prowadzenie badań naukowych.

Jednym z elementów oceny jednostki naukowej są publikacje jej pracowników w renomowanych czasopismach naukowych. W celu zapewnienia jednolitej oceny publikacji Minister będzie ogłaszał nie rzadziej niż raz w roku, w formie komunikatu, w biuletynie na stronie podmiotowej Ministra oraz na stronie internetowej urzędu obsługującego Ministra wykaz wybranych czasopism wraz z liczbą punktów przyznawanych w procesie oceny jakości działalności jednostek naukowych za artykuły naukowe zamieszczone w tych czasopismach.

Wykaz będzie się składał z:

1) części A – zawierającej liczbę punktów dla publikacji zamieszczonych w czasopismach posiadających współczynnik wpływu Impact Factor (IF), znajdujących się w bazie Journal Citation Reports (JCR);

2) części B – zawierającej liczbę punktów dla publikacji w czasopismach naukowych nieposiadających obliczonego współczynnika wpływu Impact Factor (IF);

3) części C – zawierającej liczbę punktów dla publikacji w czasopismach naukowych znajdujących się w bazie European Reference Index for the Humanities (ERIH).

W związku z wprowadzoną zasadą aktualizowania wykazu czasopism co najmniej raz w roku kalendarzowym przyjęto, że za publikację w czasopiśmie umieszczonym w wykazie będzie przyznawana liczba punktów według wykazu obowiązującego na koniec roku, w którym ukazała się publikacja.

Kompleksową ocenę jakości działalności naukowej i badawczo-rozwojowej jednostek naukowych będzie przeprowadzał Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych. Organ ten kończy w grudniu 2012 r. swoją skróconą kadencję, a zatem oceny dokona jego nowy skład, który jest wybierany jesienią br.

Na ten dokument czeka już od dłuższego czasu środowisko akademickie, poza wyższymi szkołami zawodowymi czy wyższymi szkołami prywatnymi, które w 96% (dotyczy to pedagogiki) nie mają podstaw do ubiegania się o uzyskanie oceny parametrycznej. Ich rolą jest głównie kształcenie na studiach I i/lub II stopnia. Nie prowadzą one badań naukowych w ścisłym tego słowa znaczeniu, a część z nich symuluje jedynie takie, które warunkują prawo do kształcenia na poziomie magisterskim (studia II stopnia).

Wybrani rektorzy i dziekani uniwersytetów, akademii i politechnik będą musieli zastanowić się nad prowadzeniem takiej polityki kadrowej, by zatrudniać i/lub utrzymywać zatrudnienie w jednostkach akademickich takich nauczycieli, którzy są w stanie konkurować dla nich o jak najwyższą ocenę parametryczną.

Zmodyfikowano i ujednolicono parametry oceny w zakresie potencjału naukowego jednostek naukowych. Są one następujące:

1) posiadane przez jednostkę naukową uprawnienia do nadawania stopni naukowych doktora lub doktora habilitowanego oraz stopni doktora lub doktora habilitowanego sztuki;

2) rozwój własnej kadry naukowej;

3) udział pracowników jednostki naukowej w rozwoju kadr naukowych innych jednostek naukowych;

4) osiągnięcia świadczące o potencjale naukowym jednostki naukowej, w tym funkcje pełnione przez jej pracowników we władzach zagranicznych lub międzynarodowych towarzystw, organizacji i instytucji naukowych lub artystycznych, w szczególności w redakcjach międzynarodowych czasopism naukowych oraz członkostwo w zespołach eksperckich powołanych przez organy i instytucje państwowe oraz instytucje zagraniczne lub międzynarodowe, wydawanie przez jednostkę naukową czasopisma naukowego wymienionego w części A lub części C wykazu tych czasopism ogłaszanego przez Ministra (postulat Rady Głównej Instytutów Badawczych oraz Pracodawców RP).

Nastąpiły istotne zmiany w ocenie publikacji naukowych. Nie zwiększono liczby punktów przyznawanych za autorstwo rozdziałów w monografiach naukowych, gdyż zakłóciłoby to relacje między punktami przyznawanymi za autorstwo całych monografii naukowych w stosunku do punktacji za rozdziały w tych monografiach.

Natomiast zwiększono do 5 liczbę punktów przyznawanych za autorstwo rozdziału w monografii w językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim lub włoskim lub języku podstawowym w danej dyscyplinie naukowej (może to być język polski pod warunkiem, że będzie to wynikać ze specyfiki danej dyscypliny naukowej).


Ocena osiągnięć naukowych i twórczych jednostki naukowej, obejmie następujące parametry (wymieniam tylko te, które będą dotyczyć pedagogiki):

1) publikacje w czasopismach naukowych wymienionych w części A wykazu ministra;

2) publikacje w czasopismach naukowych wymienionych w części B wykazu ministra;

3) publikacje w czasopismach naukowych wymienionych w części C wykazu ministra;

4) recenzowane publikacje o objętości co najmniej 0,5 arkusza wydawniczego, w języku podstawowym w danej dyscyplinie naukowej lub w językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim lub włoskim, zamieszczone w zagranicznym czasopiśmie naukowym niewymienionym w wykazie czasopism naukowych.

5) (...);

6) monografie naukowe;

7-10) (...)

2. Monografie naukowe, w szczególności: edycje tekstów źródłowych, leksykografie, (...) tłumaczenia publikacji zagranicznych wraz z opracowaniem redakcyjnym, tematyczne encyklopedie i leksykony, komentarze do ustaw, opracowania krytyczne tekstów literackich, słowniki biograficzne i bibliograficzne, bibliografie, (...), a w zakresie grupy nauk humanistycznych i społecznych (...) także opracowania naukowe zawierające spójne tematycznie referaty wygłoszone na konferencji lub konferencjach naukowych, zalicza się do osiągnięć naukowych i twórczych jednostki naukowej, jeżeli spełniają łącznie następujące warunki:

1) stanowią spójne tematycznie, recenzowane opracowania naukowe;

2) zawierają bibliografię naukową;

3) posiadają objętość co najmniej 6 arkuszy wydawniczych;

4) są opublikowane jako książki lub odrębne tomy;

5) przedstawiają określone zagadnienie w sposób oryginalny i twórczy.

3. Do osiągnięć naukowych i twórczych jednostki naukowej nie zalicza się monograficznych artykułów opublikowanych w czasopismach, skryptów i podręczników akademickich, powieści, zbiorów poezji, zbiorów opowiadań i reportaży, pamiętników i dzienników oraz wznowień monografii naukowych.

4. Do osiągnięć naukowych i twórczych jednostki naukowej zalicza się - w grupie nauk humanistycznych i społecznych - rozdział w monografii naukowej stanowiący opracowanie naukowe o objętości co najmniej pół arkusza wydawniczego (...).


Należy pamiętać o tym, że Autor lub współautor publikacji lub monografii naukowej jest zobowiązany do wskazania swojej podstawowej jednostki naukowej lub jednostki naukowej jako miejsca realizacji badań naukowych lub prac rozwojowych, których wyniki stanowią podstawę do opracowania tej publikacji lub monografii naukowej, zwane dalej „afiliacją”.


Liczbę punktów za artykuły w czasopismach określi minister w odrębnym wykazie czasopism.

Za autorstwo monografii naukowej w języku podstawowym w danej dyscyplinie naukowej lub w językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim lub włoskim - otrzymamy - 25 pkt;

Za autorstwo monografii naukowej w języku polskim (jeżeli język polski nie jest językiem podstawowym w danej dyscyplinie naukowej) lub w języku innym niż języki: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski lub włoski - 20 pkt;

Za autorstwo rozdziału w monografii naukowej w języku podstawowym w danej dyscyplinie naukowej lub w językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim lub włoskim - 5 pkt;

Za autorstwo rozdziału w monografii naukowej w języku polskim (jeżeli język polski nie jest językiem podstawowym w danej dyscyplinie naukowej) lub w języku innym niż języki: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski lub włoski – 4 pkt;

Za redakcję naukową monografii wieloautorskiej w języku podstawowym w danej dyscyplinie naukowej lub w językach: angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim lub włoskim - 5 pkt;

Za redakcję naukową monografii naukowej wieloautorskiej w języku polskim (jeżeli język polski nie jest językiem podstawowym w danej dyscyplinie naukowej) lub w języku innym niż: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski lub włoski – 4 pkt.

W związku z wprowadzoną zasadą aktualizowania wykazu czasopism co najmniej raz w roku kalendarzowym przyjęto, że za publikację w czasopiśmie umieszczonym w wykazie będzie przyznawana liczba punktów według wykazu obowiązującego na koniec roku, w którym ukazała się publikacja.




sobota, 21 lipca 2012

Czasopismo studenckich kół naukowych i doktorantów


Otrzymałem informację o tym, że rozpoczęto nabór tekstów do nowego, interdyscyplinarnego czasopisma prezentującego osiągnięcia naukowe studentów i doktorantów. Jak podaje prezes Fundacji „Fundusz Pomocy Studentom" - Robert Pawłowski:

Publikacje mogą być wynikiem prac kół naukowych, innych formalnych lub nieformalnych grup realizujących cele naukowe w środowisku akademickim, a także osób indywidualnych.
Pierwszy numer „StRuNy – Biuletynu Młodych Naukowców” ukaże się 8 października 2012 roku. Nieprzekraczalny termin przyjmowania kompletnych publikacji, spełniających wszystkie wymogi formalne, to 20 sierpnia 2012 roku.

Autorem może być student lub doktorant urodzony po 1 stycznia 1983 roku, mający polskie obywatelstwo lub studiujący na polskiej uczelni.
Zgłoszenie powinno zawierać:
• artykuł naukowy,
• streszczenia artykułu (w języku polskim i angielskim),
• recenzję artykułu,
• podstawowe informacje dla wydawcy o projekcie naukowym i autorze artykułu.


Szczegółowe informacje są dostępne na stronie czasopisma.

Pierwszy numer czasopisma jest wydawany w ramach zadań zleconych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Redakcja prosi o poinformowanie na stronach internetowych uczelni o możliwości zgłaszania tekstów do tego czasopisma.
kontakt@pomocstudentom.pl

piątek, 20 lipca 2012

Niekonstytucyjny brak dostępu do edukacji



Nie ma dnia, by nie pojawiał się jakiś kolejny atak na nauczycieli. Po co wyjeżdżali na wakacje? Nawet nie wiedzą, że w tym czasie, kiedy oni nie odpoczywają, tylko w ramach swoich urlopów spędzają czas w roli wychowawców na koloniach, obozach, biwakach, inni "ryją" pod nimi, jak krety, byle dodać łyżkę dziegciu do ich samozadowolenia. Być może nikt nie zwraca nawet uwagi na to, że już od dłuższego czasu kto(?)ś tworzy klimat medialnej nagonki na nauczycieli, by osłabić pozycję związkowców w ich negocjacjach z samorządowcami, którym MEN, ponoć z lubością - jak donosi prasa - przypatruje się i stwarza warunki do prowadzenia rozmów.

Ktoś podrzucił mediom kolejny, jakże naganny passus, że oto gminy kultywują nauczycielski przywilej, rzecz jasna - zdaniem prawników - niekonstytucyjny, gdyż dotyczący preferowania w przyjęciach do przedszkoli publicznych dzieci nauczycieli. Nie daj Panie Boże, żeby do przedszkola przyjęto dziecko nauczycielki, która w nim pracuje. Toż to jest nepotyzm najgorszego wymiaru, a nawet większy od tego, jaki mamy w zatrudnianiu w spółkach skarbu państwa lub w urzędach centralnych członków rodzin PSL i PO.

Ciekawe, co w tym kraju jest konstytucyjne, a co nie jest, skoro od ponad 5 lat rządów koalicji PO+PSL wszyscy wiedzą, a prezes Waldemar Pawlak to nawet potwierdzał publicznie, że nepotyzm jest czymś właściwym? W przypadku nauczycielskich dzieci sprawę kilka lat wcześniej załatwiła lewicowa minister Krystyna Łybacka, która w 2004 r. usunęła z ustawy Karta Nauczyciela zapis preferujący przy rekrutacji dzieci nauczycieli. Dała się wówczas przekonać rzecznikowi praw obywatelskich prof. Andrzejowi Zollowi, który stwierdził, że ten zapis jest sprzeczny z konstytucyjną gwarancją równości wobec prawa oraz równym dostępem do edukacji.

Tyle tylko, że każdy rodzaj zastosowanej preferencji, a te mają miejsce w odniesieniu do dzieci także nienauczycielskich, jest niekonstytucyjny, gdyż nie gwarantuje równości wobec prawa oraz równego dostępu do edukacji tym, którzy nie mieszczą się w preferencyjnych kryteriach. Wprowadzanie do zasad przyjęć do przedszkoli, że pierwszeństwo będą miały dzieci np. matek samotnie je wychowujących, albo z rodzin o niskich dochodach jest tak samo niekonstytucyjny, jak ten, by preferować rodzeństwo małego kandydata czy dzieci pracowników administracji przedszkola.

Górnicy mają deputat węglowy, mundurowy, policjanci, wojskowi i strażacy także, a był nawet taki okres, że te grupy zawodowe posiadały własną sieć placówek opiekuńczo-wychowawczych, ośrodki wypoczynku, pomocy lekarskiej itd., itd. Czy specjalne kliniki dla pracowników rządu i ich rodzin są konstytucyjne, czy nie są?

Jak nauczyciel ma pełnić swoją misję publiczną lub niepubliczną, opiekując się i kształcąc cudze dzieci, kiedy swoje musi zamknąć w mieszkaniu, bo nie ma dla niego miejsca w przedszkolu, gdyż za dużo zarabia? Jak ma wykonywać swój zawód kolejarz, tokarz, mechanik, lekarz, adwokat, piekarz itd.,itd., skoro nie ma zapewnionej przez panstwo konstytucyjnej gwarancji dostępu jego dziecka do edukacji? To znowu winni są nauczyciele? To ich dzieci zabierają miejsca dzieciom rodziców innych zawodów lub bezrobotnych? Może przyjrzymy się realizacji konstytucyjnych wartości przez państwo w wydaniu PO-PSL-owskim i zapytamy władze, dlaczego tworzy sytuacje strukturalnego niedoboru nie tylko rodzinom nauczycielskim?






czwartek, 19 lipca 2012

Jak rząd odpowiada posłom w sprawach edukacji, nauki czy młodzieży


Zaobserwowałem interesujące zjawisko w naszym Sejmie. Odnoszę wrażenie, że można nawet mówić o pewnych prawidłowościach, a może i obowiązujących regułach, która nigdzie nie są zapisane, ale - jak to w życiu - stają się ważniejsze od wszelkich ustaleń natury administracyjno-prawnej. Interesuje mnie rzecz jasna w tym przypadku praca Sejmu, który to organ powinien nie tylko ustanawiać prawo, ale i sprawować nadzór nad sprawowaniem władzy przez rząd, by prawo było należycie respektowane. Kiedy zajrzymy do dokumentacji Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, to dostrzeżemy, następujące prawidłowości w dziedzinie interpelacji poselskich.

Interpelacja poselska polega na wystosowaniu przez posła zainteresowanego jakimś problemem pisemnego pytania, kwestionującego działania, politykę rządu, w tym przypadku - MEN. Pytanie takie kierowane jest drogą służbową, poprzez Marszałka Sejmu do Prezesa Rady Ministrów lub konkretnego ministra. Powinno ono być uzasadnione, a więc poparte chociażby krótkim przedstawieniem stanu faktycznego nagannej sytuacji, do której się odnosi. Adresat interpelacji ma na udzielenie odpowiedzi ściśle określony termin 21 dni, chociaż w uzasadnionych przypadkach może on być wydłużony. W pracach Sejmu przewiduje się także możliwość przeprowadzenia nad interpelacją debaty parlamentarnej.

Przyjrzałem się temu, o co pytają posłowie i jaką dysponują wiedzą, którą czynią podstawą do sformułowania interpelacji. Warto takiemu zagadnieniu i procesowi poświęcić odrębną pracę badawczą, to może przed kolejnymi wyborami Polacy zastanowią się, czy rzeczywiście oddawać głos na takiego czy innego kandydata na posła, bo a nóż wejdzie do rządu lub będzie kierował pracami np. Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Tacy posłowie opanowali sztukę milczenia i obca im jest jakakolwiek refleksja krytyczna, gdyż musiałaby mieć charakter samokrytyki. Nie po to pełnią funkcje kierownicze, by krytykować samych siebie. Oni są doskonali, a jeśli nawet mają świadomość tego, że nie są, to przecież sztuka dyplomacji parlamentarzysty z parti władzy lub pełniącego z jej nadania kierowniczą rolę polega na tym, by nie dać sobie tego udowodnić. Zwracam zatem uwagę tylko na niektóre prawidłowości w tym procesie:

Prawidłowość pierwsza:

Interpelacje składają jedynie posłowie opozycji, natomiast nie mają żadnych pytań, wątpliwości, uwag czy skarg posłowie partii koalicyjnej władzy oraz tej partii opozycyjnej, której powierzono przewodniczenie w/w Komisją. Nie mają zatem żadnych uwag i zapytań posłowie PO, PSL i Ruchu Palikota, bo przewodniczącym Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży jest technik z tej właśnie "opozycyjnej" partii. Można zatem wyciągnąć wniosek, że za politykę władzy w zakresie oświaty, nauki i w sprawach młodzieży odpowiedzialność ponoszą nie dwie, ale trzy partie. Dobrze by zatem było uświadomić młodzieży, nauczycielom i naukowcom, że Ruch Palikota jest w ich sprawach "ukrytym" koalicjantem PO i PSL.

Prawidłowość druga:

Posłowie muszą czekać tak długo na odpowiedź ministra czy jego zastępcy, aż otrzymana informacja, wyjaśnienie, odpowiedź nie będzie im już do niczego potrzebna, poza może odnotowaniem w ich politycznym cv, że złożyli np. 30, 50 czy 120 interpelacji. W tzw. międzyczasie wydarzy się wiele zła, patologii itp., których nic nie powstrzyma. Być może niektórzy posłowie tylko po to składają zapytania czy interpelacje, co widać np. po tych samych pytaniach lub problemach, jakie są kierowane do władzy przez posłów z tej samej partii, ale z różnych regionów kraju.

Prawidłowość trzecia:

Pisemna odpowiedź przedstawiciela władzy na interpelację posła najczęściej jest "obejściem" problemu, a już nigdy nie jest przyznaniem się władzy do tego, że ośmielający się sformułować pytanie, miał jakąś cząstkę racji. ONI nigdy nie mają racji. Tu obowiązuje prawo. Punkt 1 - władza ma zawsze rację, punkt 2 - jeśli władza nie ma racji, patrz punkt 1.

Prawidłowość czwarta:

Jeśli obywatel zatroskany o sprawy dobra publicznego będzie chciał via interpelacja poselska uzyskać wyjaśnienie patologicznego stanu rzeczy w naszym kraju, to może z tym zwrócić się o pomoc do posła ze swojego okręgu wyborczego, by ten - niejako w jego imieniu - skierował stosowną interpelację do określonego ministra. Jeśli głosował na którąkolwiek z partii władzy lub z partii, której poseł przewodniczy Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, to może być pewien, że tą drogą nie uzyska żadnej pomocy. Zdarza się, że problemem jest skorzystanie z pomocy posła partii opozycyjnej, gdyż w tym przypadku może akurat okazać się, że jej przedstawiciel w Parlamencie wcale nie podziela obywatelskiej diagnozy lub skierowanie takiej interpelacji może zaszkodzić jego własnym interesom (np. zawodowym). Koło się zatem zamyka.


Egzemplifikacja:

Interpelacja nr 3527
do ministra edukacji narodowej w sprawie kosztów poprawy wizerunku MEN

Szanowna Pani Minister! Zwracam się do Pani Minister z interpelacją w sprawie kosztów poprawy wizerunku MEN. Propozycje szkodliwych zmian, brak rzetelnego przygotowania reform w aspekcie merytorycznym i finansowym oraz brak komunikacji ze społeczeństwem powodują, że kolejne reformy wprowadzane przez MEN są porażką.

Rodzice nie skorzystali z możliwości posyłania dzieci sześcioletnich do szkół, a reforma programowa, która ma obowiązywać od września w szkołach ponadgimnazjalnych, budzi ogromne kontrowersje wśród uczniów i nauczycieli, którzy dopiero teraz są informowani o istotnych zmianach. Niestety, ministerstwo zarówno w tej, jak i w poprzedniej kadencji sztywno trzyma się schematu: wprowadzenie szkodliwych zmian, brak społecznego dialogu, szybka kampania informacyjna na chwilę przed wdrożeniem reformy. Billboardy, spoty reklamowe, lokowanie produktu w serialach nie przyniosły rezultatów.

W ten sposób utopione zostały fundusze, które z powodzeniem mogłyby zostać przeznaczone na merytoryczne przygotowanie zmian. Ministerstwo nie wyciągnęło wniosków i próbując ratować mocno nadszarpnięty wizerunek, obecnie zatrudnia nowych specjalistów od tworzenia strategii komunikacyjnych. Zapewniam Panią Minister, że nie ma uczciwego sposobu, aby obronić reformy wdrażane obecnie przez MEN.

Dotychczasowe ˝PR-owskie˝ posunięcia MEN były szokujące, np. pełnienie funkcji rzecznika resortu przez osobę, która na spotkaniach z młodzieżą uczyła, jak kłamać i manipulować. Mam nadzieję, że dojdzie Pani Minister do konstruktywnych wniosków i skończy z marnowaniem pieniędzy publicznych na propagandowe działania.

W obecnej sytuacji MEN powinien otwarcie przyznać się do rozlicznych błędów i zaproponować program naprawczy, zamiast bezładnie walczyć o zszargany wizerunek, zatrudniając specjalistów od propagandy. Poprawa wizerunku Ministerstwa Edukacji Narodowej mogłaby zostać osiągnięta tylko poprzez uczciwą pracę nacechowaną troską o edukację i wychowanie kolejnych pokoleń Polaków. Jednocześnie pragnę Pani Minister przypomnieć, że warto słuchać partnerów społecznych. To za Pani kadencji jako ministra edukacji Polacy głodują w obronie nauczania historii. Powinna Pani z tych wszystkich doświadczeń wyciągnąć wnioski.

W związku z powyższym proszę Panią Minister o odpowiedź na następujące pytania:

1. Jakie są koszty zatrudnienia specjalistów od propagandy w Ministerstwie Edukacji Narodowej?

2. Czy środków na zatrudnianie specjalistów od wizerunku nie należałoby przeznaczyć na znacznie ważniejsze potrzeby oświatowe, np. zwiększenie subwencji oświatowej, szczególnie dla szkół na obszarach wiejskich, obecnie masowo likwidowanych?

Z poważaniem
Poseł Jadwiga Wiśniewska

Warszawa, dnia 29 marca 2012 r.


Odpowiedź ministra edukacji narodowej
na interpelację nr 3527 w sprawie kosztów poprawy wizerunku MEN

Szanowna Pani Marszałek! Odpowiadając na interpelację pani poseł Jadwigi Marii Wiśniewskiej przesłaną 4 kwietnia 2012 r. (SPS-023-3527/12), dotyczącą poprawy wizerunku Ministerstwa Edukacji Narodowej, informuję, że Ministerstwo Edukacji Narodowej nie zatrudnia specjalistów od propagandy.

Moim obowiązkiem wynikającym z art. 61 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej jest rzetelne informowanie społeczeństwa o wszystkich zmianach zachodzących w systemie oświaty. Również ustawa o dostępie do informacji publicznej w art. 3 i 4 oprócz określenia uprawnień obywatela w zakresie uzyskiwania informacji publicznej wyraźnie wskazuje na obowiązek jej udostępniania przez administrację publiczną. Ustawa Prawo prasowe w art. 11 ust. 4 nakłada na członków Rady Ministrów obowiązek powoływania rzeczników prasowych w urzędach organów administracji rządowej, a ustawa o Radzie Ministrów w art. 39 ust. 3 pkt 2 lit. b stanowi o konieczności utworzenia w każdym ministerstwie komórki właściwej do spraw informacji.

Przepisy te obligują mnie do prowadzenia rzetelnych działań informacyjnych służących do realizacji postulatu transparentności działania administracji publicznej oraz urzeczywistnieniu prawa obywateli do jawności życia publicznego. Specyfika systemu oświaty sprawia, że działania informacyjne dotyczące jakichkolwiek zmian w oświacie muszą być prowadzone profesjonalnie i na szeroką skalę, gdyż dotyczą bezpośrednio wielu grup: uczniów, ich rodziców, nauczycieli, dyrektorów szkół i placówek, a także jednostek samorządu terytorialnego.

Pragnę zapewnić Panią Marszałek, że dokładam wszelkich starań, żeby jakość przekazywanych tym grupom informacji była jak najwyższa.
Z wyrazami szacunku
Minister
Krystyna Szumilas
Warszawa, dnia 24 kwietnia 2012 r.


No i co? Da się tu wykryć jeszcze jakieś prawidłowości?






środa, 18 lipca 2012

Puls akademickiego biznesu


Sezon letni przynosi urlopowiczom coraz to nowsze sensacje. Nie ma to, jak opalając się na przylegającej do hotelu (all inclusive) plaży w Egipcie, poserfować - zamiast po falach pobliskiego morza, to po stronach internetowych doniesień z frontu przygotowań do dożynek nowego roku akademickiego.

Akcja toczy się w jednej z wyższych szkół prywatnych, która prowadzi kształcenie m.in. na kierunku pedagogika.

Występują m.in.:

- założyciel "wsp" (ZK);

- prorektor "wsp" Y - na drugim etacie, bez znaczącego dorobku, ale za to habilitowany; (PRy)


Scena I:

ZK: Oj Boże, siadaj sobie tutaj...

PRy: Dziękuje ci, że znalazłeś chwilę czasu.

ZK: No.

PRy: Jestem zmęczony, tyle mam spraw na głowie. Tak to się potoczyło niespodziewanie. Ja to w ukryciu robię dla ciebie, trzymam.

ZK: Tylko zrobię to... piloty położę.

PRy: Widzę, że ty tu masz zegar fajny i rzeźbę. Poczekaj, wziąłem ci jakąś butelkę, żebyś po prostu, przy okazji, wziąłem taką większą, żeby się szybko nie skończyła.

ZK: Ty samochodem jesteś dzisiaj? Moim, znaczy się służbowym?

PRy: Tak, tak, ja samochodem, to ja dzisiaj nie mogę. Zaskoczył mnie, to prawda.

ZK: Dlaczego, co się stało, bo k...a dla mnie to jest niezrozumiałe. Nie zgodził się?

PRy: Każdy mnie o to pyta. Niby nic się nie stało. Nie mogę być u ciebie rektorem, a w uniwerku dyrektorem instytutu, na drugim etacie, bo mnie natychmiast wyleją, a bez tego i tak niewiele już znaczę. Wszystkie rzeczy, co ja robiłem na wydziale jakoś wyszły, nad podziw dobrze. W końcu cały rok się opier..... , by jak najwięcej czasu i sił poświęcać twojej szkole, bo z tego, to mam chociaż kasę, a tam tylko stanowisko i nędzną płacę... .

ZK: Dobra, ale co kopnęło rektora, że nie chce się zgodzić na to, byś był na wydziale na drugim etacie? W końcu u mnie nie musisz firmować nauki, bo nie mamy uprawnień i długo mieć nie będziemy. Zresztą mi na tym nie zależy. Mówię tak innym, jak to jest ważne, żeby w ogóle chcieli się u mnie zatrudnić. Niech się zatrudniają i robią na nas... he, he, he...

PRy: Trzymaj tę postawę w tajemnicy, w tajemnicy… Słuchaj, na wydziale to ja kryję minimum kadrowe, kurde d... po prostu daję. Ja tam pół milimetra się nie angażuję, bo to sama mafia. Nic, tylko mnie lekceważą, a przy tym zazdroszą, że prorektorem jestem.... nie jedynym zresztą, to niech wyrywają. A przecież wiesz, że Wiesiu jest prorektorem u konkurencji i jakoś go tolerują. Bo swój.... ku... i daje im zarobić, albo mają wobec niego zobowiązania.

ZK: No to o co chodzi, że tak się tym przejmujesz? Za rok możesz u mnie być rektorem, zatrudnię twoją żonę, córkę, zięcia, kogo będziesz potrzebował. A co, kasy nam jeszcze starczy, a resztę weźmiemy na umowy zlecenie.

PRy: Tylko to mnie trzyma, bo teraz, póki jeszcze jestem w uniwerku, to mogę parę rzeczy ci załatwić... jestem w PKA, mam koleżankę w ministerstwie... załatwi się dojście do kasy na kolejny grant.

ZK: nooo, ale musisz u mnie się bardziej postarać... znaleźć ludzi do pracy na etat, bo inaczej ten interes mi padnie. Widzisz, co się dzieje, jak tylko prasa podała, że mamy ... no wiesz...

PRy: Przecież wiesz dobrze, że ja tam pół milimetra się nie angażuję i wszystko jest dobrze. Kowalski co chwilę wymyślał jakieś prace na rzecz KRK-a, nowe plany studiów.

ZK: Co to k...a jest? Niech sam zapier.... he, he, he...

PRy: he, he, he... Tyle lat traktuje ten wydział jako swoją własność, to niech się postara. Ja nie będę na niego robił.

ZK: Chyba mnie nie zawiedziesz? Tyle lat inwestuję w ciebie, zatrudniając na funkcji rektora słupa, więc musisz być lojalny. Moje decyzje są tu kluczowe, a zobaczysz, że dobrze na tym wyjdziesz i twoja rodzina. Tamten i tak nie orientuje się w niczym i nawet nie ma zamiaru. Nikt go nie ruszy, bo w tym środowisku też nikt go nie zna.

PRy: No jasne, nic nie traci, tylko zyskuje. W końcu zatrudniłeś mu żonę, to niech podpisuje ci faktury i uchwały senatu. Za coś w końcu tę forsę bierze.

ZK: To mój kolega, więc nie odmawia. Musimy likwidować te spółki, w których są niepożądane osoby, a tworzyć nowe, także dla twojej żony. Będziesz zabezpieczony k... i nie pożałujesz. Wszystko jednak w szkole musi grać tak jak ja chcę. A jak będą problemy, to się załatwi. Znam gościa z ministerstwa... już ci mówiłem kiedyś o nim, jak załatwiłem z nim rejestrację szkoły.

Na straganie w dzień targowy
takie toczą się rozmowy:
http://archiwum.pb.pl/2637286,96862,to-sie-nadaje-do-prasy

wtorek, 17 lipca 2012

Przemoc w rodzinie i pomoc jej ofiarom


Smutne są polskie statystyki społecznie negatywnych zjawisk ostatnich lat. Okazuje się, że 113 tys. osób rocznie pada ofiarą przemocy w rodzinie, w tym jedną czwartą ofiar stanowią dzieci i młodzież. Doświadczający nieludzkiego traktowania przez osoby bliskie czy współmieszkańców (partnerów) powinni wzywać do interwencji policję, by ta powstrzymała sprawcę zła przed dalszymi atakami a zarazem założyła ofiarom jego przemocy tzw. Niebieską kartę. Taką kartę mogą też założyć lekarze, którzy dokonują obdukcji czy psychiatrzy, kiedy zgłasza się do nich osoba z prośbą o pomoc na skutek domowego mobbingu wobec niej. Po raz pierwszy wprowadzono u nas powszechnie niebieske karty w 1998 r. celem dokumentowania przez policję przebiegu zdarzeń, jego skutków i planowania pomocy ofiarom, którymi stają się także bezbronne dzieci. Niebieska karta jest także dowodem np. w postępowaniu dotyczącym znęcania się sprawcy nad rodziną czy w postępowaniu rozwodowym.

Niebieska karta składa się z dwóch części, którymi dysponują interweniujący w związku z przemocą domową funkcjonariusze Policji oraz z dwóch kolejnych, które stanowią podstawę do monitorowania dalszych faz tego procesu. Jak wynika z prawa (ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW z dnia 13 września 2011 r. w sprawie procedury "Niebieskiej Karty" oraz wzorów formularzy "Niebieska Karta") - Wszczynając procedurę, podejmuje się działania interwencyjne mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa osobie, co do której istnieje podejrzenie, że jest dotknięta przemocą w rodzinie. Rozmowę z osobą, co do której istnieje podejrzenie, że jest dotknięta przemocą w rodzinie, przeprowadza się w warunkach gwarantujących swobodę wypowiedzi i poszanowanie godności tej osoby oraz zapewniających jej bezpieczeństwo.

Karta A dokumentuje zgłoszoną sytuację i co zastano na miejscu, a także jakie działania podjęto, natomiast Karta B opisuje najważniejsze przestępstwa związane z przemocą domową oraz dane teleadresowe instytucji i organizacji pozarządowych, do których ofiara może się zwracać o pomoc. Tę pierwszą Kartę wypełnia interweniujący funkcjonariusz na miejscu zdarzenia w obecności sprawcy. Stanowi ona zapis faktu interwencji związanej z przemocą i może stanowić dowód w postępowaniu procesowym w sytuacji, gdy ofiara postanowi złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Ten dokument jest tez podstawą do odwiedzenia w ciągu siedmiu dni od zaistniałej interwencji przez właściwego funkcjonariusza dzielnicowego rodzinę i przeprowadzenia wywiadu środowiskowego, a następnie dalszego monitorowania sytuacji w danej rodzinie (nie rzadziej niż raz w miesiącu).

Najczęściej ofiarami przemocy są kobiety, które nie bardzo wiedzą, jak rozwiązać problem, którego skutki promieniują nie tylko na ich własne zdrowie fizyczne i duchowe, ale także na ich potomstwo. Sprawa jest niezwykle trudna, bowiem z jednej strony pojawia się poczucie wstydu, któremu towarzyszy bezradność i pytanie egzystencjalne, co mają dalej począć, z drugiej zaś strony jest jakaś nadzieja, że sytuacja może ulegnie zmianie na korzyść? Ofiary staja przed dramatycznym dylematem: tkwić w toksycznym środowisku, akceptować je, znosić upokorzenia, licząc na poprawę sytuacji, czy może przerwać doświadczanie różnego rodzaju opresji, by ratować siebie i dzieci, skoro nie ma już nadziei na pozytywną zmianę zaistniałej sytuacji?

Nie wszystko przecież jest stracone. wiele osób może liczyć na pomoc najbliższej rodziny, inne zaś na wsparcie organizacji pozarządowych, placówek opiekuńczych czy socjalnych. Znam rodzinę, która udzieliła kilka lat temu wsparcia matce uciekającej przed własnym, dorosłym "synem-narkomanem", który usiłował ją zabić w chwili ataku narkotycznego głodu. W Łodzi już 1035 matek znalazło schronienie w Domu Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej. Właśnie 1 lipca 2012 roku minęło 20 lat od dnia przyjęcia pierwszej matki. Od samego początku w Domu pracują Siostry Antonianki, wspierane przez świeckich specjalistów. Od 2000 roku Dom funkcjonuje w strukturze Centrum Służby Rodzinie w Łodzi, którym kieruje ks. prałat Stanisław Kaniewski.

Dom Samotnej Matki zapewnia całodobowy pobyt matkom w ciąży i z małymi dziećmi. Stwarza warunki umożliwiające powrót do rodziny i społeczności, zapewnia pomoc w uzyskaniu samodzielnego mieszkania oraz pomaga w rozwiązywaniu problemów. Mamy mogą przebywać w Domu do roku czasu; w szczególnych sytuacjach czas pobytu może zostać wydłużony o kolejny rok. Dzięki pracy Domu, mamy z dziećmi chroniące się przed przemocą, bezdomnością i skrajnym ubóstwem, mogą zbudować zdrową rodzinę. Pomagamy zanim dzieci trafią do domu dziecka.

Dom prowadzony jest we współpracy z Miastem Łódź – Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Łodzi oraz Fundacją Służby Rodzinie „Nadzieja”. Kamieniem milowym było wybudowanie nowoczesnego budynku w Łodzi, przy ul. Broniewskiego 1a, który zapewnia bardzo dobre warunki pobytu oraz wsparcia. Inwestycja ta była współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.



poniedziałek, 16 lipca 2012

Powstaje Światowy Raport Nauk Społecznych - 2013

Moja Doktorantka, pani mgr Arleta Suwalska przetłumaczyła tekst zapowiedzi raportu, który powstaje, a jego idea może przydać się zainteresowanym nim osobom, ktore nie mają czasu na dokonywanie jego translacji na język polski. Ów krótki dokument dotyczy problematyki raportu, jaki ma powstać, jak również procedury zgłaszania się osób do jego współtworzenia i kryteriów selekcji propozycji. Autorzy zainteresowani wspólpracą proszeni są o przekazanie Zastępcy Dyrektor Generalnej UNESCO do spraw Nauk Społecznych i Humanistycznych, do dnia 20 lipca 2012, pod adres issc@worldscience.org swojego curriculum vitae wraz ze wstępną propozycją (expression of interest), opracowaną według zasad określonych w załączonym poniżej dokumencie.

Przekazuję zatem powyższą informację tą drogą z uwagi na wspomniany bliski termin zgłaszania propozycji oraz ważne adresy internetowe znajdujące się w otrzymanym z UNESCO materiale. Jeżeli ktoś ma jeszcze chwilę czasu na zastanowienie się i włączenie do tego procesu, to może też skontaktować się z prof. Sławomirem Ratajskim, Sekretarzem Generalnym Polskiego Komitetu do spraw UNESCO
(Tel. 22 624 24 96 w. 108; Tel./faks 22 620 33 62).
Poniżej szybkie tłumaczenie tego materiału:

Kontekst i wniosek

W roku 1999 UNESCO opracowało pierwszy Światowy Raport Nauk Społecznych (World Social Science Report, WSSR). Dziesięć lat później otrzymało mandat od ISSC na przygotowanie drugiego raportu. Światowy Raport Nauk Społecznych wyszedł w czerwcu 2010 r. i dotyczy „ wiedzy, która dzieli”. Jest to pierwszy z tej serii dokument zwracający uwagę na kluczowe wyzwania stojące przed naukami społecznymi w związku z szybko zmieniającą się rzeczywistością, na ewolucję udziału w nich nauk społecznych i ich zdolności odpowiadania na te wyzwania oraz na potrzebę opracowania rekomendacji dla dalszej praktyki i polityki w naukach społecznych. Raport z 2010 r. można pobrać ze strony ISSC, która teraz przygotowuje kolejny Raport Światowy, jaki zostanie opublikowany przez UNESCO i wydany w październiku 2013. Raport dotyczy problemu: „Zmiana globalnego środowiska naturalnego. Transformatywny wpływ nauk społecznYCH (”Changing Global Environments: Transformative Impact of Social Sciences).

Zmiany klimatyczne i szersze zmiany środowiska naturalnego przyczyniają się do bezprecedensowych wyzwań i możliwości. Efekty tych zmian są nieuniknione. Ich wpływ na ludzkie życie widzimy wszędzie, w szczególności w krajach najbiedniejszych i najmniej rozwiniętych. Znany jest wpływ zmian klimatycznych na aktywność ludzką. Jednak rozwiązanie wynikających z tego problemów nie wyłoni się bez zmiany ludzkiego stylu życia i aktywności. Nie zrównoważy ono problemów, jeżeli nie spojrzymy krytycznie na problem nierówności, biedy czy sprawiedliwości.

Biorąc pod uwagę pewne problemy jak: energia, woda, użytkowanie gruntów, urbanizacja, wzrost liczby ludności, rolnictwo, bioróżnorodność, edukacja, katastrofy naturalne itd., pojawiają się w naukach społecznych fundamentalne pytania, które powinny być postawione w sytuacji czy próby zmiany w środowisku globalnym, a mające na celu doprowadzenie do bardziej efektywnych, sprawiedliwych czy powstrzymujących rozwiązań. Te próby zawierają pytania dotyczące: 1) bieżących i rozłożonych w czasie zmian środowiska naturalnego, 2) warunków i wizji zmian w praktyce nauk społecznych, tak samo jak w przypadku pracy indywidualnej lub grupowej, 3) interpretacji i subiektywnego podejmowania decyzji.

Powyższe problemy tworzą podwaliny dla badań w naukach społecznych. Co więcej, definiują one rolę wiedzy dla badania zmian środowiska naturalnego, precyzując co może i powinno być zrobione w celu stworzenia ram dla konkretnych rozwiązań w tym obszarze. Pytania te są jak soczewki do zrozumienia zmian w środowisku naturalnym, wbudowane w systemy społeczne.

W roku 2013 dyrektor i zespoły edytujące uzyskają fundusze z Scientific Advisory Committee na opracowanie takiego raportu przez stypendystów z różnych dziedzin i części świata.

Potencjalni uczestnicy powinni wysłać zainteresowanie udziałem w tym projekcie do WSSR do 20 lipca 2012, wskazujac jedynie (nie więcej, niż na stronę) na to:

* w którym obszarze podstawowym (cornerstone) chcą wziąć udział;

* Jakie chcą rozwijać główne argumenty?

* Jakiego kraju i regionu będzie dotyczyć ich zainteresowanie eksperckie?

* Jakie zamierzają zastosować metody analiz?

* Jakie będą wykorzystane dane i źródła?


Wszystkie propozycje będą opiniowane przez WSSR - zespół składający się ze specjalistów różnych dyscyplin i z różnych regionów świata. Będą preferowane udziały osób, które wezmą pod uwagę transformującą rolę nauk społecznych w zakresie konkretnych problemów, przekrojowych spraw, jak płeć, różnorodność kontekstowa, braki, ryzyka i możliwości, zmiany i nowe możliwości.

Raport będzie zawierał wszystkie rodzaje danych empirycznych nauk społecznych - ilościowe, jakościowe, teoretyczne i stosowane. Wybrani uczestnicy będą proszeni o dostarczenie ich prac do końca listopada 2012. Praca powinna mieć 1500 wyrazów. Wszystkie prace będą złożone do recenzji. Oczekuje się następujących ram do cornerstone (fundamentalnych problemów) dla uczestników:

Zmiany środowiska naturalnego:

1)Jakie realne zagrożenia - tak aktualnie, jak i rozłożone w czasie - wpływają na środowisko naturalne, jakie są konsekwencje dla regionów, dla ludzi z marginesu społecznego, dla społeczeństw krajów zaawansowanych ekonomicznie?

2) Jakie są konsekwencje zmian środowiskowych dla życia społecznego, dla instytucji takiej jak rodzina, dla dobrobytu społecznego, legalnych zasad, praw i obowiązków, prywatno-publicznych wzajemnych interakcji, dla spójności i solidarności społecznej?

Warunki i wizje zmian, Interpretacja i subiektywne podejmowanie decyzji

1)Co dynamizuje indywidualne i grupowe zmiany w kontekście praktyki społecznej i nawyków społecznych?

2) Jak możemy przyspieszyć i skalować procesy odnoszące sukcesy, zrównoważone lokalnie i akcje zmieniające społeczeństwo?

3) Czy media i nowe modele życia społecznego sprzyjają zmianom ?

4) Kto decyduje w sprawie wymaganych zmian? Czy zmiany powinny być wynikiem debat czy partycypacji? Jakie są realistyczne alternatywy i możliwe tłumaczenia tych procesów?

5) Jaki system wartości i wierzeń leży u podstaw zmian środowiska, kreuje różne wizje różnych typów społeczeństw, do których powinniśmy dążyć?

6) Jak w naszych czasach rozwoju badań nad naukami społecznymi rozumiemy denializm (ang. denialism) i obojętność?


Odpowiedzialność i etyka

1) W jaki sposób najlepiej wprowadzić na pierwszy plan dla ludzi biednych, zagrożonych biedą i przyszłych pokoleń normatywną agendę w przestrzeń ekspertyz, polityki i praktyki?

2) Jakie sposoby wpływają na agendy i procesy podejmowania decyzji?

3) W jaki sposób najlepiej zwiększyć dostarczanie i zastosowanie wiedzy dla zmian środowiska naturalnego?

4) Jak integracja lokalnej, rodzimej wiedzy prowadzi do efektywnych rozwiązań dla klimatu i innych zmian środowiska naturalnego? Jeżeli te zmiany są widoczne, to jak je najlepiej zrealizować?

5) Jakie instytucje podejmujące decyzje i jakie struktury potrzebujemy na różnych poziomach rozwiązywania spraw zmian klimatycznych? Czy skala globalnego zarządzania jest wciąż istotna?

Zmiany praktyki badań i nowe sposoby pracy w naukach społecznych

1) Czy prace w środowisku globalnym zmieniły wpływ na praktykę badań społecznych?

2) Jakie zmiany przewidujemy w przyszłości dzięki rozwojowi nowych dyscyplin i nowych sposobów pracy?

- Jakie są przeszkody do badań interdyscyplinarnych? Jak je możemy przezwyciężyć dzięki nowym instrumentom zarządzania, ewaluacji praktyki badawczej i mechanizmom finansowym?



Jeśli nawet nikt nie skorzysta z możliwości czynnego włączenia się w konstruowanie takiego raportu, to warto wiedzieć, że taki powstanie i jaki będzie zakres jego treści.

niedziela, 15 lipca 2012

Wyższe szkoły czyszczenia, czyli edukacja gnid


Na rynku edukacyjnym furorę powinien zrobić nowy kierunek studiów interdyscyplinarnych, ale koniecznie z udziałem w tym pedagogiki, pod nazwą "czyściciel".

Nareszcie można go realizować dzięki reformie Barbary Kudryckiej, która jest dumna z tego, że uczelnie mogą dowolnie konstruować oferty kształcenia. Dowolnie, to znaczy pod dyktando pracodawców, rynku pracy, a ten generuje najróżniejsze zawody, które wymagają coraz bardziej elastycznych umiejętności, bo przecież pracodawcom nie chodzi o wiedzę absolwentów szkół wyższych, tym bardziej o wiedzę naukową, tylko o kompetencje praktyczne czy wąskie umiejętności.

Sięgnijmy do ofert i zobaczmy, że pojawił się na rynku niezwykle "interesujący" zawód, łączący w sobie umiejętności komunikacyjne, manipulacyjne i andragogiczne. Firmy potrzebują osoby, które będą potrafiły zniszczyć życie pracownikom i doprowadzą do odejścia tych nieposłusznych. Chodzi o to, by odpowiednio "wykształcona" osoba potrafiła tak rozpoznać relacje międzyludzkie w przedsiębiorstwie, zorganizować w nim intrygi, by doprowadzić do odejścia zbędnych pracowników, to znaczy osób, które są niezadowolone z zarządzania nią, np. wyższą szkołą prywatną, firmą ekonomiczną, farmaceutyczną itp., a w firmach publicznych - działaczy związkowych. Ostatni podmiot mobbowania dotyczy bardziej oświaty, bo w szkolnictwie prywatnym związki zawodowe w ogóle nie istnieją.

Działalność takich „specjalistów" ma na celu doprowadzenie niewygodnych dla szefa osób do głębokiego zranienia psychicznego, wytrącenia ich z życia zawodowego i osobistego. Kim są "czyściciele"? To przedstawiciele różnych zawodów, prawnicy, byli pracownicy służb specjalnych, tzw. trenerzy lub konsultanci, fachowcy do wynajęcia na polskim rynku, którzy zajmują się "naprawianiem", restrukturyzacją przedsiębiorstw, firm, w tym także wyższych szkół prywatnych.

W związku z tym, że coraz bardziej zaostrza się walka konkurencyjna na rynku usług akademickich, niektórzy ich właściciele korzystają z tego rodzaju metod, zatrudniając "ludzi do brudnej roboty". Ci najbardziej skąpi i przebiegli właściciele firm akademickich, którzy wolą "załatwiać" sobie niepokornych nauczycieli akademickich czy pracowników administracji tanimi sposobami, zatrudniają do tych celów żony, mężów lub kochanki już pracujących osób w firmie, by jako czyściciele wykazali się nie tylko efektywnością operacyjnego działania typu rozpoznanie, kto i co mówi o szefostwie, ale i jakie są warunki jego osobistego życia, co można z tego wykorzystać do manipulowania nim, osaczania go i szantażowania, by bezwzględnie podporządkował się woli kierownictwa, albo sam odszedł z pracy. W tym celu organizują różnego rodzaju akcje tzw. spotkania, wyjazdy integracyjne czy obowiązkowe towarzyszenie szefowi w czasie wakacji, by z pomocą alkoholu, tanich zabaw i atrakcji wydobyć od pracowników ich skryte problemy, które będzie można potem doskonale wykorzystać do manipulacji.


Na polskim rynku działa już wiele firm konsultingowych zajmujących się "czyszczeniem", a więc potrzebującym specjalistów, którzy nie dadzą się w tej roli rozpoznać, prowadząc indywidualną działalność gospodarczą pod najróżniejszymi tytułami. W jednym z dużych szpitali klinicznych zatrudniony w nim "czyściciel" badał relacje interpersonalne pod kątem tego, jak rozbić w nim związki zawodowe doradzając szefowi zaszczuwanie i zamykanie ust pracownikom. W celu spacyfikowania "sprawiających trudności pracowników" w jednej z wyższych szkół prywatnych właściciel "zatrudnił" kochanka, którego zadaniem było terroryzowanie pracowników, w tym głównie nieposłusznych władzy zbyt samodzielnych pracowników naukowych, a cała operacja odbywała się z pomocą komisji specjalnej powołanej przez założyciela szkoły do oceny osiągnięć naukowych. Głównymi oceniającymi w niej byli "czyściciele", czyli pracownik fizyczny bez matury oraz dwóch członków bez żadnych kompetencji akademickich. Skład takich zespołów „czyścicieli” zmienia się w zależności od nastrojów i rozpoznawanej przez właściciela ich skuteczności.

Podstawową metodą działania czyściciela jest mobbing, dzięki któremu może on pacyfikować załogę. Zdarza się, że tym czyścicielem jest sam pracodawca. Jeśli jest to osoba przez niego zatrudniona, to najczęściej jest przedstawiana załodze jako doradca, a w istocie agent instruujący mobbera-szefa, dyrektora, co ma czynić, kim manipulować, kogo zastraszyć. Tu pracodawca rzadko działa bezpośrednio. Właściciel np. takiej "wsp" organizuje w zależności od natężenia poczucia nieposłuszeństwa załogi częściej lub rzadziej zebrania-operatywki, w trakcie których ma miejsce pokazowe maltretowanie psychiczne wybranej osoby i mobilizowanie lojalnych osób do uczestnictwa w tym procederze. Głównym celem takiego postępowania jest zamykanie ust i wygaszanie lękiem ewentualnych działań potencjalnych przeciwników oraz budowanie lojalnej frakcji popleczników, usłużnych wazeliniarzy.

Jak twierdzą naukowcy: mobbing najczęściej nie jest jedynie metodą podtrzymywania władzy niekompetentnej osoby, lecz sposobem podtrzymania patologicznych relacji pracowniczych, za którymi stoją często przestępcze powiązania o charakterze korupcyjnym, nepotyzm, dyskryminacja itd.

Zgodnie zatem z reformą kształcenia akademickiego wyższe szkoły mają nieograniczone możliwości oferowania kierunków studiów i specjalności pod dyktando także patologicznych potrzeb - zamówień rynku pracy. Tego chcieliście i na to się godziliście? To macie. Nie jest bowiem prawdą, że dzięki takim regulacjom prawnym zainteresowani rozwijaniem nauki skupią się na celach powszechnie pożytecznych i cywilizacyjnie wartościowych. Już nawet wiem, gdzie można zorganizować "dobre praktyki" dla przyszłych czyścicieli.

sobota, 14 lipca 2012

Ile nas kosztuje Ministerstwo Edukacji Narodowej?


Skoro napuszcza się dziennikarzy na nauczycieli, by pokazać na kilku przypadkach, jakimi są finansowymi krezusami i jak świetnie im się żyje, nic nie robiąc, bo w końcu praca w szkole to sama przyjemność, błogie lenistwo i okazja do spotkań z koleżankami i kolegami, to sięgnijmy wraz z niektórymi posłami po dane na temat najwyższego dla oświaty urzędu. Ktoś musiał zabrać się za nauczycieli, by nie narzekali, że mają źle, skoro coraz więcej osób odczuwa pogorszenie się ich życiowej sytuacji.

Nauczycielom nie może być lepiej. Wiadomo, uczniowie przeszkadzają im w pracy, więc pedagodzy muszą się przed nimi jakoś bronić - a to zadadzą im klasówkę, a to każą coś przepisywać, byle tylko nie zawracali im głowy, a to skierują kogoś niekompetentnego na zastępstwo, a to wyświetlą film (tzw. nauczyciel-zastępczy) itp. W końcu nauczyciel, też człowiek, więc gdzieś i kiedyś musi się napić kawy czy herbaty. Nie po to dyrekcja zainstalowała elektroniczny zamek z kodem szyfrowym w pokoju nauczycielskim, by uczniowie jak intruzi pałętali się i wiecznie czegoś od nich chcieli. Tak więc, drogi narodzie, trzeba skończyć z tymi obibokami, dołożyć im nawet podwójnie liczbę godzin pracy, a raczej przebywania w miejscu pracy, odebrać wszystkie możliwe przywileje i niech poczują, co to znaczy dobra korporacja, z dyrektorem z pejczykiem, śmieciowymi umowami, ustawicznym lękiem o potencjalną utratę miejsca pracy, czyli spotkań ze znajomymi.

Spójrzmy zatem dzięki interpelacji posła Przemysława Wiplera, kto czuwa nad zarządzaniem oświatą w Polsce i kto obsługuje tych, którzy realizują te zadania? Zatrudnienie według stanu na dzień 31 grudnia 2011 r. w Ministerstwie Edukacji Narodowej oraz jednostkach organizacyjnych podległych ministrowi wyniosło 1491 etatów. Od 2008 r. , kiedy to władzę objęła w tym resorcie Platforma Obywatelska wraz z PSL stan zatrudnienia wzrósł o ponad 200 etatów, gdyż w 2008 r. było 1210 etatów. Brawo! Niech MEN jeszcze ponarzeka o przeroście zatrudnienia w szkolnictwie, w przedszkolach, czyli na pedagogicznym froncie, a po cichu powiększa armię urzędników, ekspertów, doradców, utrzymuje gabinet polityczny, by nie było wątpliwości, że oświata jest podporządkowana (częściowo jak w PRL) interesom politycznym będącej u władzy partii.

Ile kosztuje utrzymywanie armii urzędników, których wpływu na jakość edukacji nie chce zbadać naukowo Instytut Badań Edukacyjnych, bo musiałaby to być także częściowo autodiagnoza, nie wiemy? W 2011 r. MEN wydało tylko na umowy o dzieło i umowy zlecenia ok. 3,2 mln zł. Kwoty wydatkowano głównie na wynagrodzenia dla rzeczoznawców. Samo zaś Ministerstwo Edukacji Narodowej i jednostki organizacyjnie podległe ministrowi tego resortu na podstawie umów o dzieło i umów zlecenia wydatkowało w 2011 r. 99 mln.371 tys. zł. Posłowi nie wyjaśniono, ile wyniosły łącznie płace prawie 400 pracowników MEN, a przecież wiadomo, że kwoty wydatkowane na ten urząd w większości dotyczą tego zobowiązania. Ci, którzy przed wyborami upubliczniali stan swojego majątku, po odejściu z resortu już tego nie uczynili. Łatwiej jest zainteresować dziennikarzy tym, ile zarabia polski nauczyciel. Czy minister J. Pitera zajmowała się lobbingiem w oświacie i szkolnictwie wyższym, korupcją, która tych resortów nie ominęła? Raportów na ten temat nie mamy. Mamy natomiast śledztwa dziennikarzy, którzy donoszą z frontu:

"Sprawdziliśmy ich pensje i godziny pracy. Okazuje się, że rzadko kiedy biorą "gołe etaty" , dorabiają głównie nadgodzinami. A ich zarobki zależą nie tylko od doświadczenia, lecz także od miasta, w którym pracują" (GazetaPraca.pl z dn. 9.07.2012). Oczywiście, nauczyciele są tak pazerni, że "rzadko kiedy biorą "gołe etaty", bo skoro mają tak niskie pensum, to muszą dorobić na BMW i wykończanie własnych willi. A ile zarobili urzędnicy MEN na udziale w projektach unijnych, niezależnie od pobierania własnych "głodowych" pensji?

piątek, 13 lipca 2012

Kto nauczycielom daje i odbiera...


Można sięgnąć do wypowiedzi premiera Donalda Tuska sprzed lat, a najlepiej z tych okresów, kiedy albo nadchodziły wybory samorządowe czy parlamentarne, albo właśnie PO je wygrywała, by dostrzec, że nastąpiło jakieś dziwne przemieszczenie akcentów w stosunku do nauczycieli: od miłości, szacunku i uwielbienia, czego wskaźnikiem stawały się coroczne podwyżki płac, do poniżania, pomniejszania i obciążania winą za kryzys finansowy państwa i samorządów. Nie przypominam sobie, by nauczyciele sami żebrali o podwyżki. Od kilkudziesięciu lat znoszą upokorzenia z godnością, będąc w grupie elit tego kraju jedną z nieustannie manipulowanych przez kolejne rządy profesji.

Ktoś może powiedzieć, że to przez związki zawodowe i ustawę Karta Nauczyciela, w tym przez przywileje, jakie ta społeczność zawodowa uzyskała w stanie wojennym "od Wojciecha Jaruzelskiego". Jeszcze trochę, a uwierzymy, że ten stan był możliwy dzięki dobrze wówczas opłacanym nauczycielom. Niech tak twierdzi, jeśli w to wierzy, bo ja nie jestem aż tak naiwny. Można zapytać, czy słuszne jest dzisiaj wywoływanie w społeczeństwie negatywnych postaw wobec tej grupy zawodowej tak, jakby ona cokolwiek i komukolwiek ukradła, czegoś pozbawiła wbrew istniejącemu prawu? Nauczycielom od lat płacono mało, toteż nie bez powodu mówiono o proletaryzacji tego zawodu. Ustawowe rozwiązania miały wyrównywać ów poziom strat materialnych przywilejem dłuższych wakacji, przejściem na emeryturę po 30 latach pracy, dodatkami dla nauczycieli wiejskich itp. Ach, zapomniałem o urlopie na poratowanie zdrowia. Rozumiem, że władze po to wprowadziły te urlopy, by w ukryty niejako sposób dotować niskopłatnych nauczycieli. Mało zarabiacie, to pójdźcie sobie na roczny, płatny urlop zdrowotny? Czy taka była intencja tego urlopu? Czy może specyfika tego zawodu sprawia, że część nauczycieli, bo nie dotyczyło i nadal nie dotyczy to wszystkich, wymaga szczególnego zadośćuczynienia? A może zdrowie nauczycieli tak się poprawiło, że te urlopy istotnie nie są konieczne?

Kto to policzył? Kto to obiektywnie wykazał? Ze znanych mi badań na temat wypalenia zawodowego nauczycieli wynika, że ok. 23%, czyli co piąty wymaga poważnej terapii, a kolejne 25% jest tym wypaleniem zagrożonych. Innymi słowy, prawie co drugi nauczyciel jest wyczerpany lub na granicy wyczerpania ze względu na warunki pracy i płacy w szkolnictwie publicznym, a kiedy chce skorzystać z przysługującego mu urlopu na poratowanie zdrowia, wyrzuca mu się to jako bezczelność, wyłudzenie, życie na koszt społeczeństwa. Być może są tacy, którzy to wyłudzają, ale od czego jest organ władzy państwowej? Dlaczego odbierać innym to, co jakiś margines być może traktuje jako okazję do relaksu? A wśród posłów czy w rządzie nie ma ludzi marginesu, tzn. wyłudzających korzyści z tytułu istniejących ku temu możliwości (rachunki za paliwo mimo braku samochodu, wyłudzanie diet za udział w posiedzeniach, w których się nie uczestniczy ale podpisuje listę obecności, łapownictwo, powiązania z mafią, nieuczciwymi lobbystami itp.)?

Gdyby to były takie kokosy, to do nauczycielskiego zawodu powinni pchać się "drzwiami i oknami" najwybitniejsi i najzdolniejsi absolwenci szkół średnich, a następnie szkół wyższych, a jednak... nie pchali się i nie pchają. Jeśli już, to zabiegają o możliwość wykonywania tego zawodu w większości ci, dla których jest on czymś więcej, niż tylko miłość do dzieci, chęć pracy z nimi, ale także albo przede wszystkim jest on pasją pomagania innym w ich rozwoju, kształcenia młodych pokoleń, dzielenia się z nimi własnym mistrzostwem, wprowadzania młodszych w świat, by zmieniać go wspólnie z nimi. Nikt nie policzył i nie zbadał, jak wiele osób wykonuje ten zawód z autentyczną pasją, zaangażowaniem, radością współtworzenia i ustawicznego eksperymentowania, uczenia się, bycia z innymi i dla innych.

Ministerstwo Edukacji Narodowej wolało zamówić badania dotyczące czasu pracy nauczycieli, by wykazać za ich pośrednictwem, że ci mają go za dużo dla siebie, dla swoich rodzin, a za mało go poświęcają swoim uczniom, niż zdiagnozować efektywność czasu pracy własnych urzędników, w tym także ministra i wiceministrów. Jakaś dziwna cisza zapanowała nad wynikami tych badań. Czyżby okazało się, że jest inaczej, niż chciałaby tego władza? Po co jest konstruowana wraz z mediami antynauczycielska kampania w okresie wakacyjnym, kiedy Polacy wyjeżdżają na urlopy, odpoczywają i mają więcej czasu na lekturę, także codziennej prasy? Niech poczytają sobie o nauczycielach-darmozjadach, którzy potrafią "wyciągnąć" nawet ponad 8 tys. zł. miesięcznie, a przecież powinni być nadal ubogimi krewnymi w stosunku do średniej klasy ... średniej. Ilu z nich zarabia ponad 8 tys. zł.? A jeśli mieliby wszyscy zarabiać tę kwotę, to byłoby to za dużo? Ze względu na co? Co ma być tu punktem odniesienia?

Media jednak chętnie okładają nauczycieli "kijami oskarżeń" za wyłudzanie z kasy państwowej nienależnych im przywilejów. Nienależnych od kiedy? Od tego roku czy od przyszłego? A jakie są standardy tego, co nauczyciele powinni posiadać? Kto określił to minimum ekonomiczne, kulturowe, społeczne? Niech naród się dowie, że to przez nauczycieli budżety samorządów wkrótce zostaną rozsadzone i nie będzie już co z nich finansować, poza edukacją przedszkolną i szkolną. Niech obywatele wiedzą, że to przez nauczycieli jedynym rozwiązaniem tej trudnej finansowo sytuacji jest łączenie szkół, prywatyzowanie niektórych placówek oświaty publicznej, umieszczanie przedszkoli w kontenerach (hit oszczędnościowy tego roku!), zwalnianie tym samym nauczycieli i zatrudnianie tych z najniższymi kwalifikacjami, bo są dla gmin tańsi. Kto im na to zezwolił? B. minister edukacji K. Hall obniżyła wymóg poziomu wykształcenia dla nauczycieli, a K. Szumilas jeszcze to utrwala, więc niby dlaczego gminy miałyby nie skrzystać z tej strukturalnej zachęty władzy? Tak samo skorzystają, jak niektórzy nauczyciele z urlopu na poratowanie zdrowia.

Jak mówił ostatnio jeden z prezydentów miast: Podstawowy problem polega na tym, że państwo centralnie reguluje wszystkie kwestie związane z zarządzaniem oświatą, przerzucając na samorządy obowiązek realizacji tych zadań. Odgórnie ustalony jest czas pracy nauczycieli i ich średnie zarobki, samorząd ma nawet ograniczone możliwości przekazywania czy łączenia szkół . Czy rzeczywiście winni są temu nauczyciele? Tak, bo proszę zobaczyć, jak manipuluje się tu zmiennymi, kiedy ten sam prezydent miasta wyciąga ze swojej diagnozy (tezy) obciążony błędem logicznym wniosek:

Skutek jest taki, że system edukacji jest bardzo nieefektywny. Nakłady na edukację rosną, a jednocześnie kształcimy coraz mniej uczniów. Nie widać też znaczących postępów w podnoszeniu jakości nauczania.

Co ma piernik do wiatraka? Jaka jest zależność przyczynowo-skutkowa między centralistycznym regulowaniem przez rząd - przez premiera i ministra edukacji narodowej niemalże wszystkich kwestii związanych z funkcjonowaniem polskiej oświaty, w tym także zawodu nauczyciela, a brakiem efektywności systemu edukacji? A może należałoby wytłuszczoną czcionką pisać o tym, że MEN nie wykorzystało pieniędzy przeznaczonych w zeszłym roku na dokształcanie nauczycieli!

Może by tak władze państwowe i samorządowe przestały prowadzić między sobą wojnę o wpływy kosztem nauczycieli i uczniów? Może posłużyłyby się chociaż raz wskaźnikami, które byłyby przekonywującym dowodem na występowanie jakichkolwiek związków między jednym a drugim czy trzecim czynnikiem? Może należałoby skończyć z tymi pseudozarzutami, że nauczyciele boją się cyfrowej szkoły, tylko należałoby się zastanowić nad tym, z jakiego powodu niektórzy pedagodzy krytykują ten projekt jako częściowo nonsensowny?

czwartek, 12 lipca 2012

Nauczyciel o sublimacji wojny

Kilka lat temu dr Marek Mencel opublikował swój esej w miesięczniku Nowa Szkoła"(nr 10/2006), który wówczas zatytułował - "Mecz piłkarski, czy(li) sublimacja wojny". Poprosiłem Autora o wyrażenie zgody na przedruk w blogu, pamiętając jak komentujący moje wpisy w okresie EURO 2012 pan Dariusz apelował o nieschodzenie ze ścieżki sportowych metafor, skoro zbliża się Olimpiada w Londynie. Doskonale M. Mencel nawiązuje w artykule do sportowej metafory w postulowaniu koniecznych zmian w polskiej edukacji. Zbliża się Olimpiada, a i o niej - jak się okazuje - siedem lat temu także była mowa.

Oto zatem esej, którego treść potwierdza, jak bardzo myśli pedagogów, które rodzą się w określonym miejscu i czasie, przekraczają te wymiary, stając się aktualnymi po latach. To tak, jakby wychowanie, kształcenie nie miały na nic wpływu i trzeba nieustannie powracać do tych samych problemów oraz nadziei, ktore pozwolą na ich rozwiązanie z udziałem powyższych procesów:


Nawiązując do edukacji sportowej naszych dzieci, chciałbym zastanowić się nad widowiskiem piłkarskim jako „sublimacją” wojny. Od dłuższego już czasu, oglądając mecze piłkarskie mam wrażenie, że słucham relacji wojennych z tego, co dzieje się na boisku, a więc ze zmagań „wojennych”.

Dawniej, wojna była najczęściej grą korzyści, a niekiedy tylko pojedynkiem najlepszych rycerzy (chorągwi) opartym na honorowych zasadach. II wojna światowa chyba po raz pierwszy w historii wprowadziła „totalną grę” bez zasad, w której ponadto ginęli też „widzowie” (osoby cywilne). Chodziło o zniszczenie przeciwnika, a nie o pokonanie według pewnych zasad. Już Aztekowie „kopali piłkę”, ale przegranych w tym meczu czekała śmierć. Futbol w swej obecnej formie pochodzi z Anglii, a więc kraju dżentelmenów. Jest więc dżentelmeńską odmianą wojny. Beckham, w telewizyjnej reklamie, też występował w roli starożytnego rycerza.

Współczesny mecz piłkarski to gra (wojna?) z zasadami (totalna – dzięki telewizji). Jest nawet sędzia. Oto terminologia piłkarska (wojenna?), używana również w telewizyjnych relacjach z meczów: atak, obrona, napastnik, obrońca, egzekutor, selekcjoner, spalony, rzut karny, faul, uderzać, strzelać, rezerwa, skrzydło, przedzierać się, wojownik itd. Nazwy niektórych drużyn piłkarskich: Ajaks, Legia, Gwardia, Spartak też są „wojenne”, a na koszulkach zawodników widnieją godła państw lub herby „wojenne”, czyli logo sponsorów. W „meczu-wojnie” uczestniczą też widzowie; hymny, przezwiska, gwizdy, bójki, „barwy wojenne” – również na twarzach. Dawniej też tak się straszono, a najlepsi zawodnicy-wojownicy decydowali często o rezultacie wojny.

„Mecze-wojny” mogą być europejskie (mistrzostwa europy), światowe (mistrzostwa świata) lub regionalne. Mecze towarzyskie to manewry. Są też ćwiczenia-treningi (niekiedy objęte ścisłą tajemnicą). Spikerzy, czyli „komentatorzy wojenni” darzą nas informacjami o zawodnikach (klubach) oraz „wiedzą” historyczną, a obserwatorzy czuwają nad przekupnymi ostatnio (niestety) „sędziami wojennymi”.

„Jeżeli ani jedno państwo nie ma ministerstwa agresji, a wszystkie mają ministerstwa obrony, to skąd biorą się wojny?” – pyta Sławomir Mrożek. Sami je „organizujemy”, tak jak zawody w piłce nożnej! Obecnie trzeba wymyślić grę, która będzie sublimacją terroryzmu. Terroryzm nie jest bowiem wojną, czy nawet grą wojenną; to brak jakichkolwiek zasad, a w zamachach giną głównie osoby postronne, nawet nie „widzowie”. 7 lipca 2005 r. dotknął on boleśnie stolicę ojczyzny futbolu – Londyn. Dzień wcześniej Anglia cieszyła się z wiadomości o organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku. Może to właśnie igrzyska olimpijskie mogłyby być „sublimacją” współczesnego terroryzmu, zamiast być jego areną, jak to miało miejsce w Monachium w 1972 roku? Może...

(Marek Mencel)

środa, 11 lipca 2012

Elitarny klub pedagogów habilitowanych w Polsce

został wczoraj powiększony o kolejną jego Członkinię - dr Alicję Żywczok z Uniwersytetu Śląskiego. Habilitowana jest autorką czterech monografii: Filozoficzne korzenie pedagogiki radości, Kraków 2000; Wychowanie do radości życia, Warszawa 2004; Aksjologia odkrycia naukowego – studium rozwoju i wychowania osobowości naukowych, Toruń 2009 i dysertacji habilitacyjnej pt. Ku afirmacji życia. Pedagogiczne podstawy pomyślnej egzystencji (Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego 2011).

Warto odnotować, bo już częściowo wspominałem w blogu o niektórych przewodach habilitacyjnych z naszej dyscypliny, że w bieżącej kadencji Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, a więc od lutego 2011 r. uzyskały habilitację następujące osoby - w kolejności wyznaczania recenzentów w ich przewodach przez Centralną Komisję (w nawiasie podaję nazwę uczelni, w której przewód został przeprowadzony, co nie musi być tożsame z miejsce zatrudnienia):

1) Agnieszka Konieczna(Akademia Pedagogiki Specjalnej w Warszawie)

2) Wioletta Danilewicz (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

3) Danuta Lalak (Uniwersytet Śląski w Katowicach)

4) Witold Jan Chmielewski (Uniwersytet Wrocławski)

5) Agnieszka Weiner (Akademia Pedagogiki Specjalnej w Warszawie)

6) Tomasz Gmerek (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

7) Małgorzata Lewartowska-Zychowicz (Uniwersytet Gdański)

8) Maria Groenewald (Uniwersytet Gdański)

9) Maria Reut (Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu)

10) Małgorzata Kowalczyk (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu)

11) Beata Mazepa-Domagała (Uniwersytet Śląski w Katowicach)

12) Bogusław Milerski (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

13) Dariusz Stępkowski (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy)

14) Urszula Bartnikowska (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

15) Jerzy Halicki (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy)

16) Agnieszka Żyta (Uniwersytet Gdański)

17) Beata Nowak (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

18) Aleksandra Zawiślak (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy)

19) Agnieszka Gromkowska-Melosik (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

20) Zdzisław Kazanowski (Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie)

21) Agnieszka Nowak-Łojewska (Uniwersytet Gdański)

22) Ryszarda Cierzniewska (Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu)

23) Sławomir Banaszak (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

24) Jolanta Wojciechowska (Uniwersytet Gdański)

25) Joanna Ostrouch Kamińska (Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu)

26) Beata Jachimczak (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)

27) Alicja Żywczok (Uniwersytet Śląski w Katowicach)

28) Danuta Wajsprych (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu)

29) Agnieszka Wałęga (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu)

30) Beata Dyrda (Uniwersytet Śląski w Katowicach)

31) Kinga Kuszak (Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu)




Wszystkim doktorom habilitowanym serdecznie gratuluję i życzę dalszej pracy twórczej, pasjonujących wyników badań naukowych, a w okresie wakacyjnym odpoczynku od napięć i trosk związanych nie tylko z ich przygotowaniami do kolokwium i wykładu habilitacyjnego.







wtorek, 10 lipca 2012

Jaka jest szkoła?


Na okres wakacyjny Oficyna Wydawnicza "Impuls" opublikowała książeczkę dra Marka Adama Mencla pod tytułem: Jaka jest szkoła od A do Ż? Szkolne abecadło (niepełne) (2012). O wcześniejszej książce autora tej pracy pisałem nieco wcześniej w "Pedagog w blogosferze 2008/2009" Kraków 2009, s. 50-53). Kiedy słońce przygrzewa nas na plaży lub musimy odbyć dłuższą podróż z możliwością czytania po drodze, albo gdy nieustannie myślimy o szkole, do której przyjdzie nam wrócić pod koniec sierpnia, przygotowując klasę do nowego roku szkolnego, możemy spokojnie sięgnąć po wspomniany tytuł. Jest to bowiem lektura o polskich szkołach, także ad absurdum. Napisał ją refleksyjny nauczyciel, niepokorny badacz oświatowej rzeczywistości a zarazem trasformatywny pedagog, który scholé otium i scholé negotium zna od podszewki. Co ważne, jest nauczycielem, który mimo uzyskania stopnia naukowego doktora nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika, nadal uczestniczy w akademickim ruchu myśli, spotkaniach i debatach prowadzonej przez prof. Marię Dudzikową Sekcji Samokształceniowej Doktorów Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, łącząc praktykę i bogate doświadczenie zawodowe z najnowszą wiedzą z zakresu pedagogiki szkolnej i porównawczej czy polityki oświatowej.

Jak na alfabet przystało, przegląd typów i modeli szkół zaczyna się od pytania o "atrakcyjną szkołę", a potem pojawia się już szkoła:

"Babska" (mam nadzieję, że nasze genderówy się nie obrażą), "Bez bazy, sprzętu i zaplecza", "Bezpieczna",

"Czasowa",

"Demokratyczna", "Dobra, czyli szkoła dobroci", "Do-kształcająca się", "Dyrektorska",

"Ekologiczna",

"Firmowa (bez reklamy?)", "Funkcyjna (bez autorytetów?)",

"Gorsza",

"Hallówkowa, czyli artykuł 42", "Honorowa", "Humanitarna",

"Informatyczno-informacyjna", "Integracyjna",

"Językowa",

"Konkursowa", "Kulturalna czy sportowa",

"Licealna" , "Licha",

"Małomiasteczkowa", "Menedżerska", "Miejska", "Miłosierna", "Monitorowana, czyli "scholaptikon", "Mundurkowa",

"nadzorowana, czyli nadzór w edukacji", "Nasza", "Nauczająca czy ucząca się?", "Nauczycielska", "Niedokończona", "Nowa",

"Oceniana i oceniająca", "Opiekująca się",

"Papierkowa, tylko na papierze?", "Partnerska", "Patriotyczna", "Plagiatowa", "Pogimnazjalna", "Polityczno-ekonomiczna", "Pomaturalna", "Pozorowana, czyli pozór w demokratycznej edukacji", "Projektowa","PR-owska", "Prywatna", "Publiczna",

"Reformowana", "Religijna", "Rodzicielska", "Rozmawiająca",

"Seksualna, czyli o przygotowaniu do życia w rodzinie", "Socjotechniczna", "Sponsorowana", "Stara",

"Tania", "Teatralna",

"Uczniowska", "Uspołeczniona", "Uśmiechnięta",

"Wesoła", "Wiejska", "Wirtualna, czyli o dwóch światach", "Wychowująca", "Wypalona",

"Zawodowa", "Zdrowa"., "Zespołowa", "Zewaluowana", "Zielona, czyli o roli "zielonego" w ekonomii",

"Żałobna", szkołą żałoby?", "Żeby szkołą... (była szkołą?), czyli zakończenie.

Każdy może dodać sobie znany typ szkoły, by poszerzyć niniejszy katalog. SZKOŁA bowiem - zgodnie ze swoim starogreckim znaczeniem słowa scholé - jest miejscem spokoju, wolności, odpoczynku, tajemniczego uroku, oddania się czynnościom sprawiającym radość. Sam upomniałbym się o nieobecne w tej niepełnej klasyfikacji modele szkół:

"Anarchistyczna", "Autorska", "Autorytarna", "Antypedagogiczna",

"BEZ, czyli: "bez Murów, "bez Sensu", "bez Nauczyciela", "Bezpłciowa", "bez Korepetycji", "bez Przemocy", "bez Szkoły", "Bezstresowa", "(byle-)Jakości",

"Chałowa",

"dla Dziecka" (school4child), "Dialogu",

"Eksperymentalna", "Ekumeniczna" , "Europejska",

"Fair Play", "Fundamentalistyczna", "Filozoficzna", "Filantropijna",

"Gościnności",

"Harcerska"

"Innowacyjna",

"Klasyczna", "Koedukacyjna",

"Laboratorium", "Liberalna", "Liderów",

"Marzeń", "Międzynarodowa",

"Ortodoksyjna", "Otwarta",

"Pisania", "Pozoru", "Pracy", "Przedsiębiorczości", "Przetrwania", "Przyjazna", "Przyszłości",

"Radosna", "Rodzenia",

"Stowarzyszona UNESCO", "Środowiskowa",

"Tradycyjna",

"Uśmiechu",

"Zabawy", "Zawodowa", "z Klasą", "z Pasją", "z Profilem",

"Zróżnicowana"

itd., itd.

Może w czasie wakacji wymyślimy jeszcze jakąś nazwę i odpowiadającą jej misję? A może wymyślimy zupełnie nową szkołę, szkołę bez szkoły czy szkołę szkoły?

poniedziałek, 9 lipca 2012

Procesualny zarys teorii - także oświatowej - władzy


Socjolog, profesor Jadwiga Staniszkis opublikowała znakomite studium pt. "Zawładnąć. Zarys procesualnej teorii władzy" (Scholar, Warszawa 2012). Jest ono konieczne każdemu, kto zajmuje się makropolityką w swoich projektach czy badaniach społecznych. W zależności od tego, czego ona dotyczy, czytelnicy będą sięgać zapewne po różne argumenty, jakie pojawiają się w tej książce. Niniejsza publikacja wieńczy bowiem kres potocznych analiz fenomenu władzy na rzecz ustrukturyzowanego i logicznie skonstruowanego przez tę Autorkę modelu złożoności i współzależności procesów panowania, a w tym przypadku zawładnięcia społeczeństwem przez sprawujących władzę.

Książka pojawia się w kluczowym dla naszego życia momencie, bo coraz bardziej jest widoczne to, jak obecne elity władzy politycznej nie tylko reprodukują się dzięki kolejnej kadencji, ale przede wszystkim konsolidują swoją siłę sprawczą. To dzięki niej coraz głębiej penetrują nasze codzienne życie i degradują możliwość wykonywania przez nas własnych powinności w ramach ról społeczno-zawodowych. Jak niezwykle trafnie to zauważa J. Staniszkis - proces zawładnięcia to warunek istnienia władzy (czyli - jej odpowiednia intensywność), który odnosi się do trzech typów relacji angażujących nie tylko samą formułę władzy ale także społeczny i kulturowy kontekst, w którym się ona realizuje". (s. 10)

Dzięki rozprawie J. Staniszkis lepiej zrozumiemy na czym polegają trzy rodzaje dyktatu, jakim operuje w państwie władza, a więc:
1) dyktat idei (w wydaniu bolszewickim, ale i unijnym)
2) dyktat formy (za pomocą ekonomii norm i możliwości wyboru sposobu obecności prawa),
3) dyktat mocy.

Mamy w tej książce przeprowadzoną metaanalizę percepcji władztwa w wymiarze zawładnięcia, dzięki której możliwy staje się opis i wyjaśnienie przy jego pomocy np. mechanizmów rozpadu struktur panowania władzy socjalistycznej, popełnionych przez opozycję błędów przy zawieraniu kontraktu z upadającym reżimem ("Okrągły Stół") czy powody niewykształcenia się po 1989 r. silnej i trwałej zasady społecznej w relacjach między władzą a społeczeństwem.

Autorka interesująco odsłania, wprowadzaną przez kolejne ekipy rządzące w naszym państwie w wyniku integracji europejskiej czy procesów globalizacyjnych - miękką przemoc strukturalną, która prowadzi do zauważalnego już obniżenia standardów materialnych w sferze realnej i redukcji standardów społecznych w wyniku coraz gorszej jakości oraz mniejszej dostępności usług publicznych czy towarzyszącego temu systematycznego regresu strukturalnego (poziom technologiczny) oraz przerzuceniu problemów na przyszłe pokolenia.(s. 18)

W Polsce nie ma już dyktatu idei, który zastąpiła deaksjologizacja panowania. Jak pisze J. Staniszkis: "Zwiększyło to jeszcze arbitralność i bezkarność władzy, z jednej strony, i demoralizację społeczeństw, z drugiej strony. Utrata zdolności rozróżniania między "dobrem" a "złem" w planie moralnym (i destrukcja tych kategorii poprzez ideologiczne zawładnięcie nimi, decydujące o wektorze oceny) zniszczyła, czy też raczej zdewaluowała język. Odbudowa życia społecznego po owej historycznej katastrofie, jaką był komunizm, trwa do dziś i jeszcze się nie zakończyła.(s. 33)

W sytuacji zużycia się w Polsce komunistycznego dyktatu idei, władze III RP panują przez generowane kryzysy i kapitalizm polityczny. Wprowadza się do norm prawnych dyktat idei nierozpoznawalnych dla społeczeństwa, które - przy niemożliwości oparcia panowania na własnej tradycji aksjonormatywnej - wzmacnia się dyktatem formy w bardzo dyskretny sposób - przez różnego rodzaju procedury, rozbicie autonomii instytucji i środowisk itp. Jest to więc miękka, ale skuteczna metoda odpaństwowienia i na tym polega jej główny moment władczy. (s. 39)

Nie ma w Polsce społeczeństwa obywatelskiego, ani też społeczeństwa autonomicznego wobec tego, co ma jeszcze miejsce w innych państwach UE, gdyż nie ma w Polsce możliwości absolutyzowania, choćby w minimalnym stopniu, określonego kanonu moralnego. To rozbicie jedności i integralności przestrzeni normatywnej, gdy moralność publiczna i indywidualna często rozchodzą się, nie tylko narusza rzymską zasadę "słuszności" prawa, ale również prowadzi do odspołecznienia. Utrudnia bowiem jednostce pełną identyfikację z przestrzenią publiczną. (s. 44)


Dyktat mocy polega na tym, że najważniejszym celem panowania nie jest realizacja jakiejś idei, jakiejś misji, ale koncentrowanie się władzy przede wszystkim na utrwalaniu samej siebie. Jeśłi przyjrzymy się temu, jak sprawuje swoje władztwo MEN w stosunku do oświaty i jej podmiotów, to zauważymy, że w tym resorcie (podobnie zresztą, jak i w innych) reżyseruje się określone sytuacje, by wykazać, że ośrodek tej władzy jest jedynym gwarantem porządku i zapewnienia społeczeństwu dostępu do wykształcenia. Potwierdza się także dzięki studium J. Staniszkis - wykazywany przeze mnie m.in. w książce "Problemy współczesnej edukacji. Dekonstrukcja polityki oświatowej III RP" (Warszawa 2009) czy Edukacja pod prąd (II wyd. Kraków 2008)to, jak od 1993 r., a więc od powrotu w resorcie edukacji lewicy do władzy, następował proces upartyjniania systemu oświatowego w naszym państwie oraz jak MEN inspirował w różnych fazach politycznego panowania w okresie III RP konflikty i nadużywał czy zużywał symbole, by manipulować społeczeństwem i środowiskiem oświatowym.

niedziela, 8 lipca 2012

Jedyny koncert sir Eltona Johna w Polsce


miał miejsce wczoraj, w Łodzi, w pięknej i przestronnej hali Atlas Arena. Elton John przyleciał do Łodzi własnym samolotem. Koncert rozpoczął się punktualnie o godz. 19.30 występem duetu utalentowantych wiolonczelistów z Chorwacji - "2 Cello": Luca Sulica i Stjepana Hausera, którzy genialnie wykonali utwory m.in. U2 i Nirvany. W kilkanaście minut później na scenie zjawił się sir Elton John śpiewając "Peli pili peli". Ktoś z pierwszego rzędu podał mu po tym utworze pluszowego bociana, który rozbawił artystę. Wielokrotnie po wykonywanych uwtorach podchodził do brzegu sceny pozdrawiając tłumnie zgromadzoną publiczność.

Koncert został bardzo dobrze przygotowany. Na wielkim ekranie za towarzyszącymi Eltonowi Johnowi muzykami i żeńskim chórem, pojawiały się animacje, stwarzające estetyczny podkład do każdej z jego piosenek. Siedzący dalej od sceny mogli być bliżej muzyków, dzięki dwóm telebimom i profesjonalnie rejestrowanym przez kamerzystów wydarzeniom na scenie. Kiedy Elton John śpiewał poruszający emocje utwór "Candle in the wind", na ekranie pojawiły się płonące znicze. Mogliśmy usłyszeć większość jego największych przebojów, jak: Bennie and the Jets, Levon, Grey Seal, Tiny Dancer, Philadelphia Freedom, Hey Ahab, Funeral for a Friend / Love Lies Bleeding czy Rocket Man, toteż nic dziwnego, że kilkutysięczna publiczność doskonale bawiła się i reagowała na jego zachęty, gesty, by śpiewać razem z nim.


Im bardziej koncert zbliżał się ku końcowi, tym coraz więcej osób zaczęło gromadzić się na płycie hali i tańczyć. Dochodzili do nich widzowie, którzy siedzieli w górnych sektorach hali koncertowej, by zachęcić piosenkarza do bisowania. Elton John zaczął jednak rozdawać ze sceny autografy. Ktoś wstawił na scenę małą dziewczynkę, by ta zdobyła podpis artysty. Elton John podpisał się na podanym przez nią folderze, a następnie ucałował. Podobno po raz pierwszy zdarzyło się w trakcie jego koncertów, że rozdawał autografy! Owacyjne przyjęcie artysty przez polską publiczność sprawiło, że wyjątkowo dał się namówić do wykonania jeszcze jednego utworu na pożegnanie z polską publicznością. Część osób zdażyła już wyjść, bo nie przypuszczała, że może być "dogrywka", autentyczne sam na sam z zachwyconą koncertwem widownią.

Układ programu przypominał mi trochę zasady dobrej, skautowej zbiórki, bowiem niezwykle dynamicznie zaśpiewane i zagrane przez artystę utwory rockowe przeplatane były nastrojowymi narracjami muzycznymi i genialnym śpiewem, wciąż wielobarwnym, dźwięcznym, poruszającym i porywającym zarazem. Wbrew temu, co zapowiadali dziennikarze, artysta nie przebierał się w czasie swojego koncertu, ani też nie było w jego trakcie żadnych ekscesów czy manifestów. Dominowała natomiast sztuka muzyczna i doskonale bawiąca się publiczność. Dobrze, że zapowiadane tournee jednego z najbarwniejszych muzyków ostatnich dekad miało miejsce w Łodzi, bo ponoć został odwołany jego drugi koncert w Gdańsku. Część zawiedzionych tym wielbicieli jego sztuki zdołała dojechać jeszcze na łódzki koncert. Warto było!

Dla naukowców wakacje są czasem przygotowań do ich własnych "koncertów" w nowym roku akademickim. Nie bez znaczenia jest to, gdzie ci najlepsi będą "występować" - w szkołach typu remiza strażacka, w pięknych uniwersyteckich aulach czy w wynajętych salach widowiskowych. Być może wykłady niektórych z nich trzeba będzie odwołać, gdyż nie znajdą się na nie klienci. Czyżby czekał nas "krokodyli rock" 2012/2013?


Bilety na koncert były bardzo drogie. To był zapewne powód, dla którego łódzka Atlas Arena nie była wypełniona po brzegi, a w Gdańsku trzeba było odwołać drugi koncert Eltona Johna. Może organizatorzy powinni zmienić swoją zachłanną mentalność na tę, którą od lat stosują już biura turystyczne, a mianowicie na wprowadzenie oferty typu "last Minute"? Może uczelnie publiczne, które nie zdołają wypełnić miejsc na studiach niestacjonarnych też zastosują 30 września br. taką ofertę - taniej, a przy tym dydaktyczne all inclusive?

sobota, 7 lipca 2012

Dlaczego ukrywa się przed kandydatami na studia statuty wyższych szkół prywatnych?

Zacznijmy od poszukiwania odpowiedzi na pytanie: Dlaczego niektórzy założyciele – właściciele wyższych szkół prywatnych ukrywają przed kandydatami i studentami oraz ich nauczycielami statut szkoły?


Jeśli zajrzymy na stronę uniwersytetów czy akademii, politechnik lub innych typów szkół publicznych, to bez żadnego problemu znajdziemy na nich Statut, a więc uczelnianą konstytucję, w której zapisane są najważniejsze kwestie regulujące jej życie, procesy czy wydarzenia. Nieco inaczej jest z wyższymi szkołami prywatnymi, tzw. wsp, gdzie tylko nieliczni ich właściciele ujawniają statut. Na stronach tych szkół jest wiele informacji, tylko nie ma tej najistotniejszej dla oceny poziomu jej wiarygodności. Są nawet informatory mówiące o tym, dlaczego warto podjąć studia właśnie w tej szkole wyższej, ale … bez opublikowania w nich nawet regulaminu studiów, nie wspominając już o Statucie. Są też szkoły, które tylko dlatego nie udostępniają na swoich stronach internetowych regulaminów i statutu, gdyż kandydaci czy studiujący mieliby problemy z odnalezieniem się w ich zawiłościach. Jak jest naprawdę? Powód wydaje się być prosty. Założyciele nie chcą, by kandydaci na studia i osoby już studiujące dowiedzieli się, na jakich zasadach dana „wsp” funkcjonuje.

To właśnie w Statucie musi być informacja o tym, na jakiej podstawie prawnej działa dana uczelnia, kto jest jej założycielem oraz jakie ma uprawnienia. Ze Statutu także wynika jakie dana „wsp” ma cele, jak zamierza je realizować, jak jest zorganizowana, (jaką ma strukturę), jakie ma organy oraz jaki jest ich zakres działania. Jest też w Statucie mowa o tym, kto może być w takiej szkole nauczycielem , jaki jest jego czas pracy oraz jakie ma obowiązki, a także na jakich zasadach nawiązywany jest z nim stosunek pracy. Statuty informują o sposobie rekrutowania i pozycji studentów w uczelni, o ich obowiązkach, a także o mieniu, finansach i działalności gospodarczej tych szkół. Mało kto interesuje się przepisami przejściowymi, w których znajduje się informacja o tym, kto może tę uczelnię zlikwidować i na jakich zasadach oraz kto staje się po jej likwidacji właścicielem majątku.

Powróćmy jednak do kluczowego dla tego postu pytania. Istotną kwestią, którą powinien zainteresować się ten, kto chce studiować lub pracować w tzw. wsp, jest to, kto jest założycielem „wsp” – czy jest to osoba prywatna (fizyczna), stowarzyszenie, spółka, fundacja, związek wyznaniowy lub kościół? Od tego zależy bowiem to, czy taka szkołą ma gwarancje względnej wiarygodności i stabilności, czy może na skutek niekompetentnego lub pozorowanego zarządzania nią jest jedynie „pralnią brudnych pieniędzy”, hurtownią dyplomów, kioskiem lub remizą strażacką – jak sygnalizują to studenci tych placówek, które były, są lub mogą wkrótce znaleźć się w stanie upadłości (likwidacji).

Ciekawostką może być np. to, kiedy założyciel zapisuje w statucie, że ma uprawnienia do pełnienia roli kanclerza lub powołania na to stanowisko innej osoby. To taka schizoidalna okoliczność powodująca, że ktoś zawiera z samym sobą umowy o pracę, o płacę, uniemożliwiając innym podmiotom kontrolowanie majątku szkoły. Tym samym taki majątek, który pochodzi m.in. z wpływów z czesnego i wpisowego studentów czy z zysków z kontraktów badawczych realizowanych przez uczelnię, staje się własnością założyciela-kanclerza. Nie grozi to, z czym mieliśmy wielokrotnie już do czynienia w szkołach prywatnych, że kanclerz jako odrębny podmiot, wyprowadzał środki z budżetu szkoły, prowadząc do jej upadku. Tu taki założyciel może to czynić na własne konto.
Kolejną interesująca kwestią jest to, jak w takiej „wsp” jest powoływany rektor. Są szkoły, w których rektora wybiera i powołuje senat.

W większości jednak takich „wsp” rektora powołuje i mianuje założyciel, zaś dla zmylenia nauczycieli prosi o opinię organ, jakim jest senat szkoły. Nawet , gdyby senat był przeciw, a niechby tylko spróbował, to założyciel i tak mianuje rektorem, kogo tylko chce, byle ten posiadał stopień naukowy doktora. Nie muszą tu być istotne jakiekolwiek inne kryteria – kompetencji akademickich, naukowych, zgodności wykształcenia z profilami kształcenia studentów itp. W takiej sytuacji rektor nie ma nic do powiedzenia, poza jedynie tym, czy zamierza uczestniczyć w grze, czy nie, czy będzie podpisywał faktury kanclerza, czy nie, gdyż nie dysponuje w takiej relacji akademicką suwerennością. Każda jego propozycja, nawet najdalej korzystna dla środowiska szkoły, musi być zaakceptowana przez założyciela, a tu woluntaryzm jest decydującym kryterium. Ten zawsze może powiedzieć: NIE bo NIE. I żeby się nie wiem, jak wytężał, to nie podźwignie, taki to ciężar – jak pisał poeta.

Nooo, chyba, że założyciel musi się z takim rektorem liczyć, bo bez niego jego szkoła nie zachęcałaby do podejmowania w niej studiów i pracy. Jeśli bowiem założyciel stawia na osobę, na jej autorytet, to znaczy, że chce budować wizerunek szkoły jako placówki wiarygodnej. To tylko kwestia czasu, jak długo jest tym zainteresowany. Jeden ze znanych mi uniwersyteckich profesorów, kiedy miał propozycję objęcia funkcji rektora „wsp”, szybko zorientował się po rozmowie z założycielem, że tu nie chodzi o żadną naukę, o wysoką jakość kształcenia, tylko o utrzymanie produkcji. Stwierdził wówczas, że w tej sytuacji nie splami swojego akademickiego statusu i dorobku. Byli tacy, co splamili i musieli na łamach prasy i w telewizji tłumaczyć się, dlaczego, pełniąc funkcję rektora, dopuścili do regularnego łamania prawa.

Jeśli założyciel zamierza prowadzić szkołę tak, jak każde przedsiębiorstwo usługowe – USŁUGI DLA LUDNOŚCI – to nie ma znaczenia, kto jest tu rektorem, dziekanem czy nauczycielem akademickim. Tu trzeba spełnić tzw. progowe warunki formalno-prawne, a i te nie są spełniane, byle nie podpaść organom kontroli państwowej, albo ryzykować, że nie zostanie się przyłapanym na oszustwie. Do produkcji musi być towar, który pozyskuje się jak najmniejszym kosztem, by mieć jak najwyższy zysk. Ważne, by byli klienci, którzy są gotowi płacić za tę usługę. Kiedy idziemy do hipermarketu, to nie interesujemy się tym, kto jest jego dyrektorem, kto nas obsługuje. Podobnie ma się z tak zarządzanymi „wsp” , że ich założyciele traktują je jak hipermarket potencjalnie dostępnych dyplomów, za które klienci muszą zapłacić – rejestracją, uczęszczaniem lub nie uczęszczaniem (w modelu e-lerningowym) na zajęcia dydaktyczne, zaliczaniem i zdawaniem egzaminów, regularnym uiszczaniem czesnego itp.

Nie ma zatem znaczenia, kto nas obsługuje w środku, kto jest w dziale promocji, kto wciska nam produkty do spróbowania, kto siedzi przy kasie. Można dla osłony pozoru ubrać personel w togi i birety, zamówić insygnia „władzy akademickiej”, wydawać własne publikacje, czasopisma czy gadżety. Ma to głównie odwrócić uwagę klientów od tego, co jest tak na prawdę w środku „pudełka czekoladek”. Smacznego.