wtorek, 8 maja 2012

O szkolnictwie wyższym na żywo

Dzięki internetowi i dobrodziejstwu TVP-2 odtworzyłem moduł programu publicystycznego "Tomasz Lis na żywo", który dotyczył szkolnictwa wyższego. A wzięli w nim udział: Prezes PZU - jeden z największych pracodawców w Polsce - Andrzej Klesyk, psycholog SWPS prof. Rafał Ohme (powrócił z USA, co miało być szczególnym atutem Gościa programu), minister naszego resortu prof. Barbara Kudrycka i dziennikarz, dyrektor niepublicznego LO na Bednarskiej w Warszawie - Jan Wróbel.

Cztery odrębne światy, które nie miały szansy spotkać się i wzajemnie zrozumieć, bo w takim programie (27 min.) muszą być uproszczenia, skróty, banały i przypadkowe poglądy. Prawie każdy z rozmówców zaprzeczał samemu sobie, bo nie pamiętał , co powiedział kilka minut wcześniej. Tomasz Lis miał zaś dwie tezy, które rzucił dyskutantom na pożarcie:

1) Studia w Polsce są mało przydatne, gdyż i tak rynek pracy nie jest zainteresowany źle wykształconymi absolwentami. Po co nam te setki tysięcy osób z wyższym wykształceniem, które de facto jest mało warte?

2) Lepiej jest w Polsce utrzymać jeden - dwa najlepsze uniwersytety, niż utrzymywać ponad setkę publicznych, a niepubliczne wyższe szkoły najlepiej jest wykluczyć z tego rynku. Tylko wówczas Polacy będą w stanie konkurować o najwyższe płace, laury, nagrody na świecie. A zatem lepiej nastawić się na elitaryzm, niż na egalitaryzm w kształceniu akademickim.

No i zaczęło się. Oczywiście najpierw pracodawca, czyli Prezes PZU stwierdził, że studia w Polsce nie przygotowują do pracy i do jej aktywnego poszukiwania, całkowicie rozmijając się z oczekiwaniami pracodawców. Mamy zbyt dużo indywidualistów, a zbyt mało absolwentów przygotowanych do pracy w zespole i do kierowania zespołami. Innymi słowy pracodawcy potrzebują konformistów, gotowych oddać swoje życie dla korporacji, lojalnie i nieustannie być dyspozycyjnymi, a zarazem innowacyjnymi i zaangażowanymi dla kierownictwa firmy. Szef korporacji nie przyjmie nikogo do pracy, kto nie ma w sobie pasji... oddania się firmie . To musi być ktoś, kto budzi się rano i chce iść do pracy, by tam realizować się przez cały dzień, a może i dłużej. Polska szkoła natomiast kształci konformistów, osoby o niskim zapale, z brakiem pomysłu na życie, czyli pracę. Prezes wie, że w polskich szkołach wyższych nie da się przygotować młodych do tak rozumianych oczekiwań rynku pracy, gdyż zbyt mało jest tu zagranicznych profesorów. Polskimi siłami, we własnym sosie, nie zmieni się kształcenia w szkolnictwie wyższym.

Psycholog nie miał zbyt wiele możliwości, by wypowiedzieć się na jakikolwiek temat, bo co rzucił jakąś myśl, to mu przerywano. Chyba miał być tu "ozdobnikiem", dumą, że są w polskich uczelniach profesorowie wykształceni w USA. Nic dziwnego, że zdążył jedynie powiedzieć, iż w Ameryce wskaźnikiem dobrego wykształcenia nie jest dyplom, tylko to, jaka jest średnia zarobków absolwentów danej uczelni. Wskazał na trzy poziomy koniecznych umiejętności, z których polscy studenci realizują tylko dwa, a mianowicie: umiejętność opisywania, wyjaśniania i .. przewidywania. Nasze społeczeństwo ma tę zaletę w porównaniu z amerykańskim, że my chcemy zmienić status quo, a oni chcą je za wszelką cenę utrzymać. w USA jest jednak wysoki odsetek młodych ludzi z pasją, a u nas jest bardzo mały, bo jesteśmy kształceni ku temu, by nie wierzyć we własne możliwości.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego miała chyba najwięcej czasu antenowego, chociaż red. T. Lis nie zrozumiał, o co chodzi, kiedy usiłowała wytłumaczyć zasady Krajowych Ram Kwalifikacyjnych jako rewolucyjnego narzędzia do zmiany jakości kształcenia. Tu widać było podejście na rzecz standaryzacji, bo wprawdzie nie ma już standardów kształcenia, ale zastąpiono je warunkami ramowymi, w których pracownicy uczelni mają wykazać się swoją oryginalnością, autonomią i orientacją na praktyczne kształcenie. Pani minister użyła nawet metafory "3-pokojowego mieszkania", w którym są pokoje: wiedzy, umiejętności praktycznych i kompetencji społecznych. Zabrakło tylko w tym mieszkaniu balkonu i toalety. Wydaje się, że jest to mało ambitny plan, skoro młodzi absolwenci woleliby być może budować własne domy, posadzić w ogrodzie drzewo i spłodzić dzieci. Była to jednak najbardziej optymistyczna wypowiedź, bez narzekania na nasze środowisko, któremu resort oferuje w ramach programów unijnych ogromne środki wsparcia finansowego na stworzenie i wyposażenie nowoczesnych laboratoriów, na wspieranie młodych talentów w ramach "diamentowego grantu" (200 tys. zł dla najbardziej ambitnych i twórczych studentów na realizację ich własnej pasji badawczej). Z jednej strony pani minister jest przeciwna kreowaniu uczelni flagowych, bo w najlepszych są też najsłabsze kierunki studiów, a w najsłabszych zdarzają się najlepsze, z drugiej strony liczy na to, że młodzież, tegoroczni maturzyści zaczną wybierać te uczelnie, w których spotkają najlepszych naukowców, profesorów z pasją. Tak więc najwybitniejsi absolwenci szkół ponadgimnazjalnych powinni wybierać uczelnie z najwybitniejszą kadrą. Przyszłość polskiej młodzieży zależy od tego, jaką wybiorą uczelnię i czy jej pracownicy są wybitni, mają pasję i potrafią tworzyć nowe programy kształcenia i kierunki studiów.

Dyrektor liceum ponarzekał, uzupełniając dyskusję o poziom krytyki - w pierwszej kolejności adresując ją do naszej młodzieży, która nawet po maturze nie jest dojrzała, wystarczająco dorosła, bo jednak woli w całej swojej naiwności wybierać studia, by nie podejmować odpowiedzialnych decyzji za własne życie (Aleksander Kamiński nazywał to zjawisko juwenalizacją). Młodzi nie potrafią dokonywać wyborów. Dlaczego? Winna jest temu szkoła - oczywiście publiczna, której narzucono standaryzację, a zatem niszczono innowacyjność, pasję uczniów i nauczycieli. Ponadto w szkołach lekceważy się uczniów dobrych z nadzieją na to, że mogą być jeszcze lepsi, demotywuje ich do realizacji własnych zainteresowań (szkoła ich nie chce rozwijać, bo kształci pod testy). Ciekawą propozycją był apel do MEN, by odpuścił już tę standaryzację oraz by młodzież mogła wreszcie uczyć się z pasją tego, co ja najbardziej interesuje. Dostało się też nauczycielom akademickim, którzy w swojej masie, bo rzecz jasna są wyjątki, nie posiadają "słuchu wewnętrznego" i nie potrafią reagować na potrzeby i zainteresowania samych studentów. Z tego tez powodu ich źle edukują.

The End.

(http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/tomasz-lis-na-zywo/wideo/07052012-2150/7076062)

4 komentarze:

  1. Najpierw wypowiem się jako teoretyk

    Kiedyś tłumacząc swoim koleżankom czym jest "presupozycja" w logice posłużyłem się następującym pytaniem "który z waszych kolegów jest najprzystojniejszy i dlaczego właśnie ja". Wydaje się, (i jest to największy dramat" wszelkich debat i pseudo-debat poświęconych rzeczywistości edukacyjnej w naszym kraju), że swoista presupozycja towarzysząca każdej podobnej dyskusji zawiera się już w samych już właśnie pytaniach mających na celu zaradzić złej sytuacji w jakiej znajdują się absolwenci wszelkich szkół także tych wyższych. Pytamy bowiem, "co zrobić aby w tej brutalnej kapitalistycznej rzeczywistości student, który właśnie otrzymuje dyplom miał szansę na odnalezienie się na rynku pracy". Nie pytamy jednak "co zrobić aby owej brutalnej rzeczywistości edukacyjnej stawić opór". Tak oto we wszelkiej debacie poświęconej szkolnictwu i trudnością z nim związanych towarzyszy dialektyka właściwa logice kapitalistycznej. W takiej perspektywie podstawowym kryterium służącym ocenie danego zjawiska jest jego potencjalna "opłacalność"...nie opłaca się kształcić filozofów, pedagogów socjologów itd...Jak bowiem wykorzystać potencjał humanisty tak aby pomnożył zyski firmy w której ma pracować...firmy, dla której wszelka etyka, moralność, prawda (czymkolwiek by była) jest kategorią nie tylko abstrakcyjną ale i zbędną.

    Oglądałem ten program i z przerażeniem wyciągałem wnioski, których żaden z rozmówców nie chciał sformułować wprost...z nie mniejszym przerażeniem słuchałem też maturzystów/studentów a nawet absolwentów którzy kierując się wyborem studiów kierowali się kryterium tego "co się opłaca".

    Teraz wypowiedź praktyka

    Jeśli przyjąć tezę, że o tym czy będziesz "kimś" decyduje to ile będziesz zarabiał (a na bazie tezy takiej funkcjonować mają wkrótce wszelkie instytucje oświatowe) to doradzając swojemu przyjacielowi jaki winien wybrać kierunek także odpowiedziałbym, że "taki, który zwiększy jego szansę na znalezienie dobrze płatnej pracy"...Tak oto staję się hipokrytą...

    Cóż zacytuje na koniec słowa Pani Agnieszki Holland, która w kontekście krytycznej refleksji nad stanem współczesnej kultury powiedziała, że "...hipokryzja zbiorowej świadomości charakterystycznej dla rzeczywistości kapitalistycznej polega na tym, że choć wszystko wolno kupić to i tak za nic nie trzeba płacić"

    napisałbym więcej, ale oczy same mi się zamykają

    p.s

    Jest pewna znakomita scena w kultowym już filmie "Matrix" reż. (L, A. Wachowscy) kiedy to Morpheus oferuje Neo dwie pigułki mówiąc:

    "- To jest twoja ostatnia szansa.
    - Potem już nie będzie odwrotu.
    - Bierzesz niebieską pigułkę a historia się kończy. Budzisz się w swoim łóżku i wierzysz w cokolwiek tylko chcesz.
    - Bierzesz czerwoną pigułkę, zostajesz w Krainie Czarów, a ja pokażę ci jak głęboka jest królicza nora..."

    ...czy w świecie w którym wszystko jest na sprzedaż a o wartości czegokolwiek decyduje wartość rynkowa opłaca się naszym studentom zaglądać w króliczą norę i szukać prawdy?

    ...c.d.n...?

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem to wprost i brutalnie: w Polsce nie ma rynku pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Nie ma rynku pracy, chociaż jest praca, której nie każdy chce się podjąć.

      Prezes PZU, który wystąpił w tym programie, akurat nie nalezy do tych pracodawców, dzięki którym Polska może konkurować w świecie z kimkolwiek, chyba, że o zyski dla władz korporacji. PZU niczego nie wytwarza, tylko pasożytuje na ludzkich lękach, zagrożeniach, nieszczęściach i nadziejach.
      Cóż to zatem za wzór pracodawcy, który miałby przyciągać nie wiem jak inteligentną młodzież?
      Kiedy więc na temat jakości kształcenia wypowiada się taki pracodawca, tzn., że potrzebuje ludzi do pracy w usługach dla ludności. Z tego nie powstaną nowe leki, technologie leczenia, technologie budowlane, informatyczne itd., itd. Dlaczego do takiego programu nie zaproszono Prezesa DELLA czy Philipsa?

      Minister szkolnictwa wyższego nie potrafiła wytłumaczyć, na czym polega wprowadzona przez nią reforma. Redaktor Lis nic z jej wypowiedzi nie zrozumiał. Ja też. Okrągłe a miejscami mętne słówka i dobre samopoczucie.

      Red. Jan Wróbel - jak się wydaje - częściej jest w mediach, niż w swojej szkole. To jest fenomen pracy edukacyjnej. Dlaczego jednak nie zaproszono tu dyrektora szkoły publicznej i to nie z najwyższej półki rankingu licealnego?

      Tadeusz

      Usuń
    2. Takie listy "pracowdawców" krążą po internecie:


      Czesc!

      Czy zechcieliscie by znalezc prace w ciagu lata, przy jakiej moglibyscie przedluzac wasza powszednia prace i miec duza okazje dla dodatkowego dochodu az do 2000 euro za miesiac?

      W chwili obecnej nasza firma posiada kilka wolnych miejsc pracy na nadchodzace lato.
      Szukamy ludzi, ktore sa przewaznie samo-umotywowane, dynamiczni, inteligentni, entuzjastyczni i profesjonalni, zeby dolaczyc do naszego zespolu fachowcow jako przedstawicieli regionalni.
      Wybrany kandydat bedzie rozwijal i wspieral istniejace relacje z naszymi klientami i musi byc zdolny pracowac z roznymi ogolnymi klientami.

      Przecietne wynagrodzenie Regionalnego Przedstawiciela Finansowego zlozy 2000 euro miesiecznie.
      Wczesniejsze doswiadczenie nie jest konieczne, poniewaz zapewniamy doskonale szkolenie, a po dwoch tygodniach okresu probnego i szkolenia nabedziecie duzo doswiadczenia z pomoca naszego nauczania technicznego i programow rozwoju przywodztwa.

      Wasz wiek, plec, zawod, rasa nie maja znaczenia - podstawowe wymagania sa odpowiedzialnosc i pracowitosc.
      Nalezy rowniez pamietac, ze jest to praca w niepelnym wymiarze czasu, i wiekszosc zadan zostana przedstawione w pierwszej polowie dnia.

      Jesli znajdujecie to interesujacym, zyczliwie prosimy was podac swoj numer telefonu w formacie miedzynarodowym, w tym kody dostepu, aktualne miasto zamieszkania i nasz specjalista ds. personelu skontaktujesie z wami wkrotce, zeby dostarczyc wiecej szczegolow o tej pracy.

      Do uslyszenia.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.