wtorek, 20 marca 2012

O wyższości "wyższych" szkół prywatnych nad świętem akademickiej edukacji




W ekonomii używa się określenia dumping łupieżczy, jako ten rodzaj polityki, którego celem jest zdobycie jakiegoś rynku i wyeliminowanie konkurencji, poprzez zaproponowanie cen niższych od kosztów wytworzenia.

Do tak rozumianego konkurowania w szkolnictwie wyższym zachęciło ministerstwo przede wszystkim większość tzw. "wsp" (wyższych szkół prywatnych, w tym pedagogicznych, humanistycznych, administracji publicznej, zarządzania itd., itd.), które funkcjonują na polskim rynku jak przedsiębiorstwa. Mają one mniejsze i gorsze zasoby kadrowe, toteż nie są w stanie sprostać praktyce prawdziwego kształcenia akademickiego i prowadzenia badań naukowych. Ich celem jest przede wszystkim mnożenie zysków ich założycieli - właścicieli oraz lobbujących w ich interesach osób, często powiązanych z resortem czy jego organami. Rolą takich „wsp” jest odebranie uniwersytetom i akademiom z rynku większej części młodzieży i osób dorosłych, które chcą uzyskać dyplom wyższego wykształcenia. W świetle zmienionego prawa uczelnie publiczne nie mogą zwiększyć w czasie rekrutacji na studia limitu przyjęć ponad 2% ubiegłorocznego poziomu. Natomiast wszystkie "wsp" mogą przyjmować na studia bez jakichkolwiek ograniczeń, byle tylko zainteresowani byli w stanie za to zapłacić. Tu nie ma żadnych limitów.

Przedsiębiorstwa gospodarcze stosują dumping łupieżczy, kiedy stosują praktykę nieuczciwej konkurencji. W Polsce wyższe szkoły prywatne też stosują takie praktyki, tyle tylko że są one tak opakowane, by nie było łatwo rozpoznać ich destrukcyjny charakter. Klienci tego nie zobaczą, gdyż rozwiązania tych szkół wpisane są w reguły gry, do których dopuściło ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego, wprowadzając w ub. roku częściowo sprzyjające temu zmiany w prawie. Wszystko zatem toczy się pod parasolem ochronnym. Uniwersytety, akademie, uczelnie publiczne, w których trwają aktualnie wybory nowych władz, nawet nie dostrzegają tego, jak powoli i systematycznie są eliminowane z rynku przez podmioty pozbawione wszelkich skrupułów. Profesorowie walczą o majestat władzy, a właściciele "wsp" o pieniądze swoich przyszłych klientów. W tych pierwszych kusi się splendorem, misją, togami i wysokimi dodatkami do pensji, a w tych drugich mianuje się władze, w niektórych wypadkach pozbawione wszelkich skrupułów i akademickich wartości, do realizowania rynkowej gry na rzecz zwiększania zysków lub przetrwania.

O to chyba chodziło komuś, kto lobbował w projektowaniu i zatwierdzaniu przez Parlament ustaw reformujących szkolnictwo wyższe. Bardzo dobra taktyka, której skutki już widać w ofertach wyższych szkół prywatnych. Uniwersytety i akademie będą trzymać poziom, a jakże, tu zaś nie ma takiej potrzeby, bo przecież nie o poziom chodzi, tylko o przedsiębiorstwo, o firmę pod znakiem szkoły wyższej. Kilka tylko przykładów z kraju:

- Chcesz dyplom magistra? Co będziesz się męczył w uniwersytecie czy akademii przez cztery semestry, jak możesz ten dyplom "kupić" sobie szybciej, w krótszym czasie, bo już po trzech semestrach.

- Chcesz być bardziej konkurencyjny na rynku, zgodnie z wzorami konkurencyjności "wsp", w której mógłbyś studiować? Zobacz, jak świetnie się rozwija. Tu możesz ukończyć w cztery semestry aż dwa kierunki studiów! Na uniwersytecie czy w akademii zapewne nie miałbyś na to ochoty, nie miałbyś takiej motywacji, ale tu, w takiej wyższej szkole prywatnej, to stworzy się warunki ku temu, by można było uzyskać podwójne magisterium w dwa lata! To jest dopiero hit tego roku! Na to jeszcze nie wpadły władze uniwersytetów czy akademii.

- Zajrzyjmy na strony takich "wsp", gdzie znajduje się informacja o tym, jakie pytania najczęściej zadają ich władzom studenci lub kandydaci na studia:

- Kiedy i gdzie mogę znaleźć wykładowcę? A po co go szukasz? Do czego jest oni ci potrzebny? Przecież wiadomo, że studia są po to, byś mu nie zawracał głowy. Na uniwersytecie to ma on swój dyżur, czas na konsultacje. Tu, bez przesady. Napisz maila. Nie trać czasu na chodzenie, jeżdżenie, spotykanie się, czekanie. Wykładowcę znajdziesz off-line.

- Gdzie mogę znaleźć materiały wysyłane przez wykładowców? No właśnie. Wykładowca nie jest od tego, żeby wykładać, tylko od tego, żeby wysyłać. Sprawdź zatem zabezpieczenia w swojej skrzynce pocztowej, bo może masz wirusy?

- Co mam zrobić jak nie zaliczyłam/em przedmiotu? Nie martw się. W "wsp" zatroszczą się o to, żebyś zaliczył. To jest niemożliwe, żebyś miał z tym kłopot. W końcu ważne jest twoje wykształcenie, a nasz zysk.

- Jak uzyskać wpis warunkowy na kolejny semestr, jeśli się zdarzy, że w takiej "wsp" ktoś jednak się na ciebie uwziął i postanowił w trosce o zakres jakości nie dać ci zaliczenia? Nie martw się. Od tego jesteśmy, byś wpłacił nam kilkaset złotych, złożył podanie, a rektor czy prorektor, dziekan czy prodziekan i tak je rozpatrzy pozytywnie. Na nas zawsze możesz liczyć. Co innego w uniwersytecie czy w akademii. Tam są wredne typy, tylko czyhające na to, by wywalić studenta, nie zaliczyć mu.

- Kiedy będę miał zajęcia z profesorem z dorobkiem naukowym? W "wsp" nie będą cię stresować takimi kontaktami. W "wsp" takich się nie zatrudnia, bo i po co. Po pierwsze nie ma takiej potrzeby. Minister Barbara Kudrycka zadbała o to, byś mógł mieć zajęcia zamiast z jednym doktorem, to z dwoma magistrami, a zamiast z jednym chociaż profesorem, z dwoma doktorami. Doceń trud ministerialnej reformy na rzecz "podwyższenia" jakości kształcenia! Tu wystarczy, żebyś drogi kliencie miał fizyczne poświadczenie o tym, że ktoś, coś "wykłada". Umówmy się, że nie przyszedłeś na studia do tej szkoły, by studiować, tylko by mieć dyplom. Po co ci zatem do tego profesor? Nie wystarczą ci wykładowcy magistrzy, doktorzy czy profesorzy bez habilitacji lub bez nominacji prezydenckiej? A co to za różnica? Dyplom to dyplom. Nikt nie ma w nim opublikowanych nazwisk wykładowców. Pracodawcom to też nie jest do niczego potrzebne. Chcesz zbierać autografy, to gnaj na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej i tam czyhaj na tych, których podpis możesz spieniężyć na pokrycie chociaż jednej opłaty za studia.

17 komentarzy:

  1. Czy na tych publicznych uczelniach doktorzy po pięćdziesiątce, co uzyskali doktorat w 30 wiośnie swego życia to też "wysoka" kadra, lepsza od tej w WSP?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nikt tego nie powiedział. Tyle samo są warci, co doktorzy i profesorowie na emeryturze w słynnych wsp, którzy nic nie tworzą, nie piszą, ledwo dochodzą lub dojeżdżają na zajęcia, sapią, śpią, gadają pierdoły z własnego życia lub anegdoty o własnych wnuczkach, są nieprzygotowani, ale za to zalicza się ich do minimum kadrowego. Oj, minimum to jest widoczne także w wielu innych zakresach...

      Jacek

      Usuń
  2. Po czym się poznaje, że ktoś jest dobry dla nauki? Po tytule, długości stażu pracy?
    Dla mnie żadne z tych kryteriów nie jest odpowiednie.
    Taki Gauck w Niemczech- to tylko pastor. Jego poprzednik to pracownik naukowy, który oszukał w swoim doktoracie.
    Czy Nowak z WSP jest gorszy od Nowaka z Uniwersytetu? Nie sądzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry przykład. Jak Nowak jako założyciel szkoły czy jej rektor lekceważy prawo, minimalizuje warunki realizacji zadań edukacyjnych, lekceważy badania naukowe i naukowców, to jego kapitał czy stopnie naukowe sa tyle samo warte, co miniona prezydentura w Niemczech.
      Jeśli Nowak jako profesor czy doktor na drugim etacie w szkole prywatnej pozoruje swoją pracę, bo ważniejsza i rozliczana jest jego aktywność w uniwersytecie na I etacie, to różnica jest istotna - jak między Trabantem a Toyotą. Tu bierze kasę podtrzymując pozór i lipę, a tam kreuje swój wizerunek akademicki.
      Jeśłi założyciel szkoły prywatnej choć raz oszukał swoich współpracowników, to nei ma co liczyć, że będzie dalej taki, jak Gauck. Wprost odwrotnie. Kasę ulokuje w tym, jak zamaskować swoje lewe interesy pod pozorem prowadzenia prywatnej akademii czy "wsp". Czy to prawda, że ten, który ponoć miał zakupić AHE już się z tego wycofał?
      Czy to prawda, że np. w Wyższej Szkole X w Łodzi prowadzi się nabór na pedagogikę, ale nie ma tam już żadnej kadry naukowej, gdyż większość odeszła i procesuje się z jej właścicielem o zwrot niezapłaconych pensji?
      Nie wiesz, po czym się poznaje, że ktoś jest dobry dla nauki?

      Czesław

      Usuń
  3. Bardzo ostry artykuł zaserwował Pan Profesor dzisiaj!
    Powiem tak. Ukończyłem dwa licencjaty: zarówno uniwersytecki jak i prywatnej szkoły. Uniwersytecki dał mi zawód, prywatny poszerzył zainteresowania. Na uniwersyteckim studia wspominam jako gehennę (2 krotnie miałem stypendium naukowe ciężko zapracowałem na to), wiecznie spóźniający się i olewający nauczyciele, na prywatnym nigdy się nie zdarzyło. Nie obchodzi mnie to czy profesorowie są mianowani przez prezydenta, tacy najbardziej olewali nas studentów na uniwersytecie. A z magistrami w prywatnej szkole też można było wymienić poglądy. Bo nie tytuł świadczy o wrażliwości i wiedzy człowieka. To moje zdanie. Nie bronię wsp i nie bronię uniwerku... po prostu nie róbmy z wsp siedliska tylko i wyłącznie zysku... bo jak ktoś chce to się nauczy... studia są od studiowania a nie są szkółką niedzielną...czy liceum.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam negatywne doświadczenia ze studiów w wsp. Arogancja pań w dziekanacie. Mają wieczne pretensje, że coś się od nich chce. Mamy oprócz czesnego mnóstwo dodatkowych opłat. Koleżanka jest w senacie. Jak opowiada, to się zastanawiam, po co komu taki teatr? Rektor jest totalnym niemotą. Nie ma o niczym pojęcia. Prorektor przytakuje we wszystkim założycielowi szkoły. Nasze pytania czy opinie są zbywane.
    Zajęcia prowadzą różni nauczyciele; świetni i beznadziejni. Jak wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak bardzo nie odpowiada Ci ta uczelnia to po co tam studiujesz?????????????!!!!!!!!!!!!!!!! Jest wiele szkół prywatnych i nie można zmienić...ale nie najlepiej narzekać.

      Usuń
    2. już kończę. odetchnę od tej stęchlizny po egzaminie. Poinformuję także znajomych o tym, by nie pakowali się do tego dna. Ot.

      Usuń
    3. Przykre jest to, że twierdzisz iż jest to dno, bo to dno będziesz przedstawiać w pracy. Ot

      Usuń
    4. Tak, i będę mówić, gdzie się tego dna nauczyłam. Następnym razem będę uważniej wybierać szkołę.

      Usuń
    5. Widzisz...w życiu dorosłym nie wybiera się drogi życiowej jak obuwie w sklepie, które zawsze możesz wymienić lub oddać...

      Usuń
  5. Panie Profesorze!

    Ukończyłam studia doktoranckie na Uniwersytecie” a pracuje już na drugim „wspie” pierwszy był szkołą utworzoną przez towarzystwo, drugi jest „prywatnym przedsiębiorstwem”.
    Nie mogę zgodzić się z Pana tezami, coraz częściej studenci przychodzą studiować do „WSP” ponieważ mają po porostu lepsze warunki: nie tylko w infrastrukturze ale również od strony naukowej. Czy tak przez Pana Profesora wychwalane Uniwersytety mają do zaoferowania lepsze propozycje dydaktyczne czy naukowe? W sytuacji ustawianych konkursów kadrowych? Braku selekcji kadry? Rozbudowanej administracji i biurokracji? Ja znam swoich studentów i mój dziekan również, mamy współprace naukową z instytucjami zagranicznymi... Na naszym wspie pracują na drugim etacie najlepsi wykładowcy z Uniwersytetu ( a ich gorsi koledzy otrzymują nadgodziny na Uniwersytecie).
    Jako młody naukowiec nie chce pracować na uniwersytecie, bo to właśnie wsp umożliwia mi lepsze warunki rozwoju, których Uniwersytet (mimo, że ukończyłam go jak jedna z najlepszych doktorantek) nigdy nie był w stanie mi zaoferować.
    Zastanawiam się dlaczego Pan Profesor od pewnego czasu piszę tylko o negatywach szkolnictwa wyższego...I dlaczego tylko piszę w końcu PAN jako instytucja też może wpłynąć na naszą rzeczywistości akademicką.
    Z wiosennymi pozdrowieniami
    Zadowolona pracowniczka wsp

    OdpowiedzUsuń
  6. W uczelniach publicznych Pań w dziekanacie (a nawet bibliotece i innych działach) boją się czasem nawet wykładowcy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Diabeł tkwi w szczegółach. Profesor natomiast napisał o ogólnym zjawisku wciskania przez prowadzących wyższe szkoły prywatne, jako przedsiębiorstwa kandydatom na studia kitu. Oczywiście, niektórzy będą zadowoleni z pracy w takich firmach. Co za różnica, czy pracują w hurtowni, w hipermarkecie czy w prywatnej szwalni. Ważne, żeby mogli zarobić. Tylko jakoś nie chcą się pochwalić tym, ile muszą odpracować w tych wsp godzin dydaktycznych i dodatkowych nie mając absolutnie wsparcia w ich rozwoju naukowym. Istotnie, to tłuczenia godzin mają świetne warunki. W końcu muszą pracować za drugoetatowych profesorów z uniwersytetu, za tych, co dojeżdżają i nic ich nie obchodzi, wymyślać projekty, dzięki którym wzrośnie kasa na koncie firmy, tylko nie w ich dorobku akademickim. Dlaczego nie piszą tu o tym, że firma pod szyldem wsp nie pokrywa im kosztów udziału w konferencjach, nie jest zainteresowana, bo i nie ma kim, by wesprzeć ich naukowo, że muszą sami, na własną rękę szukać pomocy u swoich właśnie w uniwersytetach? Jak jest im tak dobrze w tych wsp, to niech w ich kadrze szukają pomocy i wsparcia. Zajdą daleko... ho, ho, ho, może nawet na Słowację. W tych przedsiębiorstwach jest jak w hipermarkecie - przychodzisz do pracy i wychodzisz, a po godzinach musisz jeszcze odsiedzieć. Nie ma tu związków zawodowych, nie ma osłony socjalnej, za to jest kasa do wyczerpania zasobów. Już widzimy, jak sypią się kolejne szkółki tego typu.
    Można opakowywać ten fałsz i wmawiać sobie, że jest nam dobrze tylko dlatego, że nie mamy innego wyboru, że nigdzie indziej nas nie przyjęto do pracy, albo sami ją porzuciliśmy dla kasy. Ktoś tu pisze o pieknej infrastrukturze. Komu ona służy? Emerytom? Spotkaniom z władzami, żeby je przekupić, zatrudnić czyjegoś kuzyna lub bezrobotną córkę, urządzić w patio raz w roku grilla czy galerię? A po co wydawnictwo, które jest tylko przykrywką do wysysania pieniędzy i głaskania ego kanclerza? No jasne, szkoła padnie, będzie oficyna do wydawania komiksów. Wystarczy zobaczyć, jaki chłam wydają te szkółki. Jakie czasopisma, prace zbiorowe? Niech każdy kandydat na studia w tych szkółkach popatrzy, jakie są wielkie, chociaż są małe. Zalożyciel mojej szkoły wydał nawet w swoim wydawnictwie rozprawę, która okazała się plagiatem. Taki poziom, takie kadry, taka etyka... , więc i taka też jest dydaktyka. Inny kanclerz publikuje swoje impresje, gazetki, foldery. Na to idą pieniądze, na makulaturę, dlatego ucieka się do wirtualnej edukacji, kształcenia e-learningowego, czasopism on-line, by lipę oferować przy jak najmniejszych kosztach, a jak największym pozorze. Profesor zwraca uwagę na procesy, zjawiska, które mają miejsce w ponad 300 wyższych szkołach prywatnych, ale także w ponad 120 uczelniach publicznych. W każdej jest lepiej i gorzej, ale w większości tzw. wsp jest po prostu nędznie i lepiej nie będzie, bo nie o edukację w nich chodzi. Przynajmniej ja tak to zrozumiałam.

    Realistka

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowni czytający wspaniały blog Pana Profesora.

    Ja też pracuję w "wsp". Obecnie zaczęłam prowadzić wielce interesujące seminarium mgr.

    Dlaczego interesujące?

    Juz tłumaczę.

    Jest to I rok tzw. SUM - studiów uzupełniających magisterskich. W grupie mam studentów od sasa do lasa - i tych, którzy ukończyli na I stopniu pedagogikę (o róznych profilach dyplomowania, od coachingu po ped. przedszkolną!) i tych, którzy do tej pory z pedagogiką nie mieli nic wspólnego - są więc panie po studiach I stopnia (licencjacie) z socjologii, są panie po europeistyce (sic!!!) są panie po pielęgniarstwie i zarządzaniu :(

    Na pierwszym spotkaniu uroczo i ochoczo oznajmiły mi, że one nie będą pisały prac badawczych, bo nie wiedzą co to metodologia, a w pracy z dzieckiem to nie liczy się wykształcenie ale praktyka, a one wszystkie bardzo kochają dzieci. O róznicach programowych nie wspomnę - mają do zaliczenia po 3 po 4 przedmioty przy tak drastycznej zmianie kierunku i to 1,5 roku przez obroną pracy mgr!

    Oto prawdziwe oblicze reformy.

    Degrengolada przez duże D.

    Panie Profesorze - opadły mi ręce i szczęka z wrażenia. Jak ja mam pracować w takich warunkach - czy mam upokorzyć panie publicznie, przy grupie, negując ich poglad, że do cyt: "najważniejsza jest praktyka, a tej nauczę się w pracy" (wszystkie liczą, że dyplom da im pracę w instytucjach oswiatowych), skoro i załozyciel WSP, i panie w dzienanacie i inni pracownicy zajmujący się tzw. "organizacją" twierdzą, że mają one rację, klepią je po plecach licząc po cichu pieniądze z czesnego???? skoro wszyscy mówia: "tak,da Pani radę, tak, ma Pani zupełną rację..."

    Liczę po cichu, że mam jeszcze 1,5 roku, żeby je czegoś nauczyć. Lichych prac nie przyjmę, bo każdego dnia chcę spokojnie spogladać w lustro...

    Zwolnić się nie zwolnię - przecież pracować gdzieś trzeba :(
    Małgorzata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się, że to jest zły pomysł iż w 1,5 roku mają napisać pracę magisterską jak oni nie potrafią napisać w 2 lata-bzdura kompletna. Tak samo się zgodzę, że jest to nie poważne przyjmowanie ludzi z różnych innych kierunków gdzie muszą zrobić różnice programowe (i jak to zrobić teraz w 1,5 roku). Nie zgodzę się, że Panie w dziekanacie przyklepują i mówią, że studeńci dadzą radę, one widzą realistycznie a inni nie (są niestety nie dopuszczane do głosu, są stawiane przed faktem dokonanym). Panie z dziekanatu zawsze niestety będą te najgorsze (one po pierwsze nie mają wpływu na pomysły odgórne, tylko niestety muszą odpierać ataki bo na nich studeńci się wyżywają np. podwyżki czy dodatkowe opłaty czy jakieś inne pomysły), one pomagają naciągają wszelkie granice aby udało się studentowi ale kiedy student na dzień dobry jest chamski i wulgarny bo uważa, że jak płaci to ma mieć wszystko i może nie szanować innych to niech się nie dziwi, że te Panie się bronią (każdy ma prawo być szanowany, jesteśmy ludźmi nie zwierzętami). Nie da się tam liczyć pieniędzy!!!! One na każdym kroku są odbierane.

      Usuń
  9. W szkole prywatnej, w której studiuję płaci się:
    za egzamin dyplomowy 450 zł
    za wznowienie studiów 250 zł
    za wpis warunkowy z powtarzaniem 1 przedmiotu - 300 zł
    za wpis warunkowy z powtarzaniem 2 przedmiotów - 500 zł.

    Pod pozorem troski o jakośc oblewa się studentów, skreśla, a kasy dzięki temu przybywa. Na I roku jakoś wszyscy zdają, tylko na II i III zaczyna się sieczka. Wiadomo, kto potem będzie szukał innej szkoły. Zostaje i płaci.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.