niedziela, 18 marca 2012

Naga prawda o habilitacjach (nie tylko) made in Slovakia?


Bloger „Belfer”- osoba ambitna i twórczo zaangażowana w pracę akademicką - postanowił zamienić się w meta-recenzenta habilitacji w kraju. Teza wstępna, jaka leżała u podstaw jego aktywności detektywistycznej, brzmi: Być może są jakieś jednostkowe przypadki wyłudzeń przez Polaków habilitacji na Słowacji, ale nie można czynić żadnych generalizacji w tym zakresie. Jak stwierdza:

(...) każdy przejaw oszustwa, naciągania, powinien być wskazany i piętnowany- ale na zasadzie konkretnej osoby, a nie całości i wszystkich osób, robiących tam habilitację. Bo nie tylko nieudacznicy i „beztalencia” bez dorobku, jak się często wmawia, wybierają tam tą procedurę.

Co ciekawe, Belfer nie dokonuje analizy dorobku naukowego żadnego z habilitowanych na Słowacji polskich, a przecież jakże wybitnych naukowców, bo wie, że są utalentowani i z wielkim dorobkiem, tylko niedostrzeganym i/lub niedocenianym w kraju. Mnie się wydaje, że akademicka uczciwość w obronie słusznej sprawy wymagałaby właśnie pokazania dowodów na ten stan rzeczy, a nie uciekania w ogólniki i frazesy.

Co nam proponuje Belfer w zamian, bo dowodów na swoją tezę nie przytacza? Proponuje nam interview, wywiad, ale nie biały wywiad, bo ten zastosuje do polskich habilitowanych, tylko „miękki”, swobodny to znaczy, że przyjmuje na wiarę to, co mu ktoś powie bez dociekania istoty jakże kluczowych spraw. On wie, bo rozmawiał z jedną panią w wieku – jak to się dzisiaj modnie określa 55+, a ona, pominąwszy kwestię swojego, a niedocenianego przez starców (wiek 70+), „dorobku naukowego” w Polsce, odsłoniła mu prawdę. Nareszcie ktoś potwierdził to, czemu Belfer chciał swoim wpisem zaprzeczyć. Oto mamy empiryczny dowód anonimowej pani doktor przekazany anonimowemu blogerowi. Cytuję zatem:

Mam znajomą, która na dniach (na pewno w tym roku) będzie startowała z habilitacją na Słowacji, rodzina ją wspomogła finansowo, sprzedała auto. Powiedziała do mnie tak:
- wiesz, chciałabym jeszcze do emerytury (około 10 lat) normalnie popracować.

Pytam się, co masz na myśli mówiąc: normalnie?

Aby mieć składki emerytalne odprowadzane, mieć trzynastkę, jakieś socjalne sprawy. Przecież jak pójdę na emeryturę z tej szkoły co teraz pracuję na umowę śmieciową- to mi na czynsz nie starczy.

Ja ją rozumiem.

Startowała od wielu lat we wszystkich konkursach od gór do wybrzeża do szkół publicznych- zawsze z wiadomym skutkiem, wygrywali ci, co mieli wygrywać.

Pytam się jej, ale wiesz, Słowacja jest teraz passe.

- Mam to w ……. (tu użyła brzydkiego wyrażenia), mogą mnie potem po habilitacji zatrudnić nawet w jakiejś lokalnej „WSP”, ale publicznej, będę miała normalnie, ambicji na „wiodące uczelnie” już nie mam.

Po co tak wielu rzuca się na te habilitacje gdzie popadnie? Aby mieć „normalnie”, jakaś pewność pracy przynajmniej na 3-4 lata, z socjalem, z normalnością.


Doprawdy, powinniśmy zatem śledzić sukcesy na Słowacji pani Doktor 55+ i życzyć jej jak najlepiej, także tego, by po sukcesie, bo ten przecież jest wiadomy (ona już wie!), mogła podwyższyć sobie emeryturę z pieniędzy podatników. Wprawdzie nie wybierze pracy w czołowych uczelniach kraju (te zapewne „biłyby się o jej zatrudnienie”), ale skorzysta z głodu doktorów habilitowanych w jakiejś państwowej wyższej szkole zawodowej, albo nawet jakiejś wsp. Zapewne, podzieli się swoimi osiągnięciami w zakresie tego, jak zdobywa się taki awans, a Belfrowi machnie dyplomem słowackiego docenta przed nosem, by żałował, że jeszcze nie zdobył się na ten ambitny krok. Frajer. Nie myśli o swojej przyszłej emeryturze!

Belfer nie przytacza w swoim blogowym wpisie tego, z jakim dorobkiem startuje na Słowacji jego znajoma? Po co? Przecież odkryła karty. Habilitantka okazała się naga.

Bloger postanowił jednak wcielić się w detektywa Rutkowskiego i dokonać oceny jakichś trzech doktorów habilitowanych w kraju, bo – jego zdaniem – trzeba przyjrzeć się „lokalnemu podwórku”. A o nim pisze tak:

Pozwoliłem sobie poszukać i ocenić „dorobek” 3 dr hab., którzy „zrobili” habilitację w Polsce, jeszcze zanim sama habilitacja zaczęła być tak pożądana. Otóż te wymienione osoby przed sama procedurą habilitacyjną miały z punktu widzenia Anno Domini 2012 dorobek mizerny, jeśli by nie powiedzieć; słaby. Mówimy tu o habilitacjach w obszarze pedagogiki. W dwóch przypadkach jedna monografia i kilka artykułów, w jednym przypadku dwie monografie i kilka artykułów. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że inni mieli zdecydowanie „lepszy” dorobek i więcej publikacji.

Teraz odrzucane są osoby z 4 monografiami i bardzo znacznym dorobkiem w tym z grantami zagranicznymi, konferencjami zagranicznymi, pracą w innych krajach (prowadzenie zajęć) itd., znajomością języka. Są też habilitacje mizerne, które jakimś dziwnym trafem „przechodzą”, a wszyscy wkoło wiedzą dlaczego tak się stało: bo znajomy znacznego profesora, bo nowa żona itd.
Nie będę tu wymieniał uczelni i nazwisk- bo nie o to w tej całej sprawie tu chodzi, gdzie „starsi wiekiem i stopniem” reglamentują innym przystąpienie do swego grona i swego obszaru zarobkowania
.”

Sam byłbym ciekaw metodologii badań Belfra czyjegoś dorobku. Jak on do tego doszedł, że ktoś ma jedną, dwie czy trzy publikacje, kilka artykułów, a został habilitowany? Gdzie jest publikowany pełen wykaz takiego dorobku?

Pojawia się insynuacja, wyjaśniająca ten stan rzeczy, choć przecież niczym nie udokumentowana, ale za to jak ładnie brzmi: „pewnie to ktoś znajomy jakiegoś profesora”, a to starsi wiekiem (pewnie 60+) nie dopuszczają wybitnych szczeniaków (30+) do habilitacji mimo, iż ci mają znakomity dorobek, a to wreszcie ktoś sobie zmienił żonę na młodszy model (pewnie na 40+) a ta to wykorzystała, itd., itd.

Tak powstają mity, które sprzyjają samousprawiedliwianiu braku własnej pracy twórczej, naukowo-badawczej. Złej baletnicy…

A swoją drogą, czy pani minister Barbara Kudrycka połączy narrację Belfra z innymi informacjami na temat słowackich habilitacji? Polskim przewodom przyjrzy się Centralna Komisja, bo tej powierzona jest możliwość przeprowadzania stosownych kontroli. Proponuję Belfrowi, by powiadomił o swoich odkryciach ten organ, a sprawa zostanie zbadana. Tylko potrzebne tu są konkrety, a nie insynuacje.

(źródło: http://okiembelfra.blogspot.com/2012/03/habilitacja-made-in-pol
and.html)

19 komentarzy:

  1. Czyż nie opisał tego, co ma niejednokrotnie miejsce?
    Pełne wykazy dorobku takich osób są niekiedy znane ze stron ich rodzimych uczelni, gdzie się je wykazuje z podziałem na lata. Jeżeli ktoś habilitował się w roku np. 1990- łatwo można sprawdzić co napisał do tego czasu. Znam jedno nazwisko (już na emeryturze jest ta osoba), która habilitację miała z jedną monografią i polskimi publikacjami w niewielkiej ilości, przed 1990 rokiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy w kraju prawie 600 samodzielnych pracowników naukowych przypisanych do pedagogiki jako ich dyscypliny naukowej. Wśród nich jest ok. 120 osób, które uzyskały habilitacje w Rosji, na Ukrainie, w NRD, na Słowacji i w Czechach. Są też tu osoby, które mimo otrzymanych negatywnych recenzji ich dorobku naukowego, a szczególnie ich rozprawy habilitacyjnej, zostały dopuszczone do kolokwium i zdały je, uzyskując habilitację. Nie ma wśród nich z lat 1990-2011 ponad 100 doktorów, których habilitacje, kolokwia habilitacyjne zostały odrzucone przez recenzentów, członków rad wydziałów.
      Tak więc sytuacja nie jest tak jednoznaczna, ani w kraju, ani poza granicami. Nikt nie kwestionuje zagranicznych habilitacji, jeśli zostały one uzyskane na podstawie uczciwie i zgodnie z obowiązującymi wymogami prawa, potwierdzając rzeczywisty poziom naukowy habilitantów, imponujący dorobek, a nie fakt "załatwienia" sobie "patentu" na stanowisko samodzielnego pracownika naukowego. Tacy nie tylko, że nie są samodzielnymi pracownikami naukowymi, ale i kulturowymi szkodnikami, bo demoralizują młode pokolenia ufające w czystość nauki, w pasję prowadzenia badań i kształcenia na podstawie autentycznych kompetencji innych. To, o czym napisał Belfer, potwierdza jedynie smutną rzeczywistość destrukcji nauki przez pseudonaukowców z habilitacjami, którzy kompromitują pedagogikę w obszarze nauk społecznych i humanistycznych, bowiem dla nich habilitacja jest jedynie kolejnym, zakupionym dyplomem do zachowania miejsca pracy i uzyskania wyższej emerytury. Im nie chodzi o naukę i godność zawodu, gdyż tego typu kategorie są im zupełnie obce.

      Usuń
  2. Drogi Panie Profesorze;
    ...To już zaczyna być męczące...Ten opis wymagań (języki,monografie itp..) współczesnej pedagogiki. Czy chce Pan zasugerować ,że obecni "prawdziwi" prof. ,ci nie-słowaccy spełniają takie wymagania? Monografie - eseje pedagogiczne to też nauka ? Wielu, sprawnych w piórze ( filologów- głównie ) popisując sie swoim zręcznym " co kto powiedział a co to powiedział ( temu prof ) tłumacz" ,uderzając przy tym w oczywiste słabości naszego systemu ,ma się pysznie .Ale...czy to naprawdę podnosi poziom? Może pedagogiki tak - gdyby przyjąć popularność mierzoną liczbą publikacji .Ale nauki???
    Panie Profesorze,cenię sobie fakt,że Ktoś inicjuje dyskusję o edukacji.Ale...niechże to będzie dyskusja o takowej.
    Nie wykluczam również tego,że może niewłaściwie odbieram intencje tej strony www. Jeżeli tak jest ,to Errare humanum est.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy widzę zmienia temat. Zaczynamy dyskutować o tym, co jest naukowe, a co nie? To proszę wyłożyć swoją teorię i kryteria naukowości a wówczas unikniemy banału.

      Usuń
    2. Riposta przyjeta :)
      Ale ...takie wyczyny ,jak udawadnianie ,że "Pedagogika (jest)jako nauka " pozostawiam ulubionym wykładom starej gerenacji.
      Ze swoje strony proponuję namysł nad tym ,co jest esejem ,a co jeszcze nie. Może to jest droga do odejścia od pompatycznego banału w kolejnych "Dziełach", które tym samym wyjdą poza "...kulturę masową".
      A tak,poważniej traktując tekst , to informacja o tym co sie dzieje na drodze do zdobywania szlachectwa w pedagogice może i jest "jakoś tam" ważna ,ale Panie Profesorze , to temat na posiedzenia wąskiego towarzystwa ?
      Czy rzeczywiście problem tkwi w tym, na której Sorbonie Pan X zdobył szlachectwo? Czy też w tym czy potrafi nosić kontusz i szablę ? :)

      Licząc na Pana dalsze zaangazowanie w dzieje edukacji zycze konstruktywnych powiewów wiosny.

      Usuń
  3. Ja odbieram wpis Belfra oraz wypowiedź pani doktor nieco inaczej. Myślę, że część uczciwych ludzi, którzy publikowali, jeździli sporo na konferencje, a którzy wciąż nie mogą znaleźć dobrego zatrudnienia, z powodu frustracji są w stanie postąpić nieetycznie, tylko po to by mieć "normalne życie".

    Do tego umowy śmieciowe i sytuacja na rynku pracy dla osób 50+ (czy 55+) może stanowić dodatkową motywację by tą habilitację zdobyć za wszelką cenę, nawet gdyby miało to prowadzić do porzucenia swoich przekonań i wartości. Uważam to za normalne, gdyż instynkt samozachowawczy prowadzi ludzi do takich zachowań. Każdy chce, aby było go stać na leki, czynsz i chleb (czasem nawet z szynką).

    Choć oczywiście można takie działania piętnować to trzeba pamiętać, że uczelnie też mają wiele za skórą, są siedliskami różnych patologii (m.in. transparentność konkursów). Ryba psuje się od głowy i niektórzy profesorowie również z publicznych uczelni dają przykład. Nawet jak ktoś jest uczciwy, a głową mury nie może przebić od wielu lat, to chyba nie pozostaje mu nic innego jak stać się kolejnym przykładem nieuczciwości akademickiej.

    W PRL kradziono nawet łyżeczki i inne przedmioty, które były dobrem luksusowym. Jak wiele jest w stanie zrobić dzisiaj człowiek by żyć godnie, "dokuśtykać" jakoś do emerytury i nie umierać jako doktor przy śmietniku (nawiązując do tej normalności, do której dąży pani doktor z rozmowy Belfra)?

    Uważam, że problem ten jest złożony i wielopłaszczyznowy. Nie każdy robi habilitację, bo jest jakimś psychopatą łasym na stanowiska, zaszczyty, chcącymi oszukać innych i śmiać się z tych co są uczciwi. Są też normalni, którzy chcą normalności. Uważam, że znacznymi czynnikami, które mogą motywować do takich działań może być w przypadku niektórych sytuacja dla osób po pięćdziesiątce oraz umowy śmieciowe, które cofają nasz kraj do XIX-wieku, a także konkursy, o których niedawno pojawiły się wpisy na blogu Profesora. W moim przekonaniu gdy system społeczno-ekonomiczny jest zły to łatwo o złe postępowanie ludzi. Myślę, że między innymi z powyższych powodów Belfer uważał, że każdy przykład trzeba traktować jednostkowo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Profesorze
    Tak jak wspomniałem, nie będę się wspierał nazwiskami, podawał przykładów, gdyż musiałbym uzyskać zgodę tychże osób.
    Jakiś czas temu miałem taką nieprzyjemną sytuację, gdy opisując pewne dobre praktyki (tu akurat nie o habilitacje chodziło, ale o szkoły) podałem w tym kontekście pewien wzór do naśladowania, z nazwiska, jak postępować się powinno. Wymieniłem kilka nazwisk i jedna z tych osób zażyczyła sobie, aby przy następnych publikacjach nie podawać jej osoby, gdyż sobie tego nie życzy z różnych powodów, w tym zawiści ze strony kolegów po fachu, a także dlatego, że jest skromna osobą.
    Tak więc to, że czegoś "dotykam" z racji kontaktów z taką osobą, rozmów- nie upoważnia mnie do podawania ich nazwisk czy dorobku.
    Z drugiej strony skąd wiem o słabym dorobku niektórych z nich?
    Dwie osoby z różnych powodów są mi znane, o nich jest rozmowa w kuluarach, ich dorobek do sprawdzenia, pokusiłem się o to i dokonałem tego. Każda z tych osób funkcjonuje w Nauce Polskiej, ma opisany dorobek na stronach WWW. uczelni, na których pracowała lub pracuje.
    Przyrównując tą moją znajomą opisywana, co idzie w kierunku Słowacji, patrząc na jej dorobek, bez rozpatrywania jakości, ma tego więcej aniżeli dwóch wymienionych doktorów habilitowanych (jeden powiedzmy habilitował się w okolicach 1990 roku- nie podam dokładnie, aby nie był/a rozpoznawalny). Jeżeli idzie o jakość, nie jest to moja dziedzina specjalistyczna, ale są to pozycje (monografie) recenzowane przez czołówkę pedagogów z Polski, swego czasu ta znajoma jakiś czas pracowała w jednej z wiodących uczelni.
    Pytanie, dlaczego wybiera Słowację- nie zamyka w tym momencie kwestii, że jest mierna, słaba, niech już tam „robi ta habilitację” i sczeźnie w jakimś WSP. To kwestia szersza.
    Inna znajoma startująca na jesieni na Słowacji- ma dopiero dorobek. Przepraszam, ale również nie podam jej danych. Podjęła taka decyzje po odrzuceniu habilitacji dwóch osób z pewnego ośrodka akademickiego, gdzie pracuje. Jej decyzja była tylko tym podyktowana, bo nie rozumiała zasad, dlaczego te osoby „odpadły”?
    Przy okazji pytanie: ile osób w ostatnich powiedzmy 10 latach, którzy nie mieli możliwości zatrudnienia na uczelni publicznej- obroniło habilitację- Pan Panie Profesorze powinien mieć te dane, bez podawania nazwisk?
    Jako zła baletnica startowałem w konkursach na uczelnie publiczne.
    Miałem powiedzmy dwie monografie w dorobku i 40 artykułów w recenzowanych czasopismach w tym po angielsku. Warunkiem otrzymania posady był DOROBEK i możliwości uzyskania w jakimś bliżej nieokreślanym czasie habilitacji.
    Wie Pan Panie Profesorze kto wygrał.
    Nie ja, zła baletnica, ale primadonna z jedną publikacja w „gońcu lokalnym”. W innym konkursie byli zdziwieni, skąd ja o nim wiem? Wygrała osoba z 3-4 artykulikami, ale spełniała wymagania, to znaczy 20 lat pracowała jako adiunkt na uczelni- bo takie było wymaganie na dużej uczelni publicznej.
    Więc jak ci wszyscy, którzy mając dorobek, starajcą się (w tym roku wydaję 1200zł tylko na same konferencje bez dojazdów własnej kieszeni, o innych kosztach nie wspominając a są ogromne) będą potraktowani przy ubieganiu się o habilitację, jeżeli pracowali na WSP? Czy tylko chcą poprawić swój byt? Ja chcę badać, robie to, jakbym powiedział ile kosztowały mnie badania do najnowszej książki- to włos jeży się na głowie, bo wszędzie jeździłem, drukowałem, prosiłem, dzwoniłem, tłumaczyłem itd. Recenzje też kosztują.
    Niestety zła baletnica zawsze będzie zła!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nie umiem pojąć... to znaczy ile trzeba mieć na czynsz złotówek, żeby robić habilitację? Czy zarobki dr są niższe niż 2000zł netto? Bo jeśli nie, to rozumiem, owa pani dohhhtór chyba mieszka w willi, że nie stać na czynsz. Jak się moralność chowa do kieszeni i chce się zarabiać kasę, to proponuję sprzedawać polisy na życie, a nie pracować w edukacji, bo ta nigdy nie była beczką złota.!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowny Panie Profesorze! W imieniu osób rzetelnie robiących habilitacje w kraju, stających do kolokwium, przechodzących przez ucho igielne recenzji - uprzejmie proszę o obronę! Za chwilę okaże się, że oszuatsami akademickimi i naukowymi jesteśmy my z naszymi nie-dość-naukowymi pracami, a nie zdublowane doktoraty jako habilitacje gdzieś tam, gdzie oko nie sięga...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że jeszcze kilka lat i przegłosują to za pomocą tzw. demokratycznych procedur. Ministerstwo stoi po stronie tych, co to uratują dzięki takim oszustom wyższe szkółki prywatne. Z tego, co wiem, to nie ma reakcji na stanowisko Komitetu Nauk Pedagogicznych w tej sprawie. Milczenie jest ZŁÓTÓWKĄ.

      Usuń
  7. Nawet gdyby zarobki doktora wynosiły 2000 zł netto (wynoszą trochę więcej; niektórym kwota się mnoży przez pracę na paru uczelniach) to jest to kropla w morzu potrzeb (ważne jest też gdzie mieszka doktor), gdyż w tym zawodzie są ponoszone duże koszty na konferencje, publikacje, dojazdy, noclegi, książki, ksero. Urzędnicy czy nawet pracownicy kas w Lidlu opuszczając stanowisko pracy nie dokładają do niego, a jak już to nie muszą się tyle "szkolić" (książki, konferencje), rozwijać co naukowcy. Z roku na rok rosną ceny konferencji, dlatego też obiecane podwyżki na uczelniach muszą być, gdyż będzie to kolejny gwóźdź prowadzący do trumny szkolnictwa wyższego i postępującej zapaści kulturalnej i intelektualnej w kraju.

    W Polsce owszem edukacja nie jest żyłą złota (choć jest to półprawda - prywatne kursy, szkolenia, języki, korepetycje), aczkolwiek nie wszędzie tak jest (np. Japonia, USA, kraje skandynawskie), a tam gdzie edukacja i nauka jest dofinansowana nauczyciele i naukowcy przypuszczalnie nie mają takich moralnych dylematów, czyli kombinować czy wegetować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałbym habilitacji w Polsce. Ale pracuję na uczelni niepublicznej. Jest pewien problem: która uczelnia publiczna w Polsce przyjmie mój wniosek o habilitację? Mam wpłacić należne pieniądze za przewód na konto uczelni- czy wpłacić w kasie?
    Tak się nie da, a nikomu nie dam pieniędzy swoich (np. kanclerzowi), aby oszukując wpłacił w swoim imieniu.
    Nie chcę tej habilitacji w prywatnej uczelni w Polsce, chcę ja w publicznej wiodącej w Polsce!
    Mogę tak zrobić? Ano ustawa tego nie przewiduje.
    Gdzie tak mogę zrobić- tylko na Słowacji.
    Jestem oszustem akademickim czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto ustawę czytać dokładnie. Zgodnie z jej nowelizacją każdy może złożyć wniosek o przeprowadzenie przewodu habilitacyjnego, jeśli dysponuje właściwym dorobkiem naukowym. Wniosek kieruje do CK i wskazuje radę wydziału, która ma przeprowadzić to postepowanie. Jeśli są spełnione wymogi formalne, to zawiera umowę z dziekanem wydziału, na podstawie której pokrywa koszty przewodu. Tak więc nie trzeba być oszustem akademickim. W starym trybie (kolokwium +wykład habilitacyjny) istotnie, nie można samemu pokryć kosztów przewodu.

      Usuń
  9. Pan napisał:

    "Sam byłbym ciekaw metodologii badań Belfra czyjegoś dorobku. Jak on do tego doszedł, że ktoś ma jedną, dwie czy trzy publikacje, kilka artykułów, a został habilitowany? Gdzie jest publikowany pełen wykaz takiego dorobku?"

    Chciałem Pana poinformować, że jest takie coś jak Google Scholar:

    http://scholar.google.com/

    ktory jest bardzo dobrym narzędziem do szukania prac naukowych, i jednocześnie sprawdzania czyjegoś dorobku

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpisałam nazwisko dr hab. R.S-Z., która habilitowała się na Słowacji. Może anonimowy cappo też to uczyni i zobaczy, ile publikacji zostanie w tej wyszukiwarce wskazanych? ZERO! Jakieś suylabusy, jakieś info o konferencjach. To takie macie informatory?

      Usuń
    2. capo.di.tutti_capi23 marca 2012 22:59

      nie znam zadnej R.S-Z. i szczerze mowiac nie interesuje mnie ta osoba, moge jedynie stwierdzic jedno:

      jesli ktos nie ma na scholar zadnego dorobku, to jego prace (o ile takowe posiada) nie istnieja w obiegu miedzynarodowym, wiec sa duze podejrzenia ze z jego dorobkiem jest b. marnie

      A jesli Anonimowy chce drazyc temat dr hab. R.S-Z., to niech poda nazwisko

      Usuń
  10. capo di tutti capi- cóż za piękny nick. To pewnie rozprowadzacz polskich habilitacji na Słowacji, Nawet pasuje. Ciekawe, w jaki pierścień go całują?

    OdpowiedzUsuń
  11. Mizeria finansowa chyba powoduje tę zawiść...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ma tu zawiści, tylko mizeria naukowa słowackich przewodów.

    L.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.