poniedziałek, 2 stycznia 2012

Recepta na habilitacyjny sukces na Słowacji


Jeśli jeszcze ktoś nie wie, jak można osiągnąć sukces w tzw. nauce poza granicami kraju np. na Słowacji, to bardzo proszę porównać obowiązujące tam standardy z naszymi. Istotnie, rację ma anonimowy komentator moich wpisów, który usiłuje zapewnić czytelników, że wszystko jest w porządku, że uzyskane stopnie i tytuły naukowe są w świetle prawa unijnego równoprawne. To, że w innych krajach UE są uniwersytety, w których można przeprowadzać postępowanie habilitacyjne czy profesorskie, nie ulega wątpliwości i nikt tego nie kwestionuje. Zapomina się jednak o tym, że istnieją jeszcze regulacje w każdym z krajów UE, które jednoznacznie określają, co jest w nich uznawane za naukę, za dyscyplinę i dziedzinę naukową, a co nie jest.

Ba, każdy słowacki uniwersytet ma jeszcze swoje, wewnętrzne ustalenia dotyczące tego, co uznaje się w nim za dorobek naukowy, a co nie. Tak więc, to, co w Polsce byłoby absolutnie niemożliwe już na etapie wstępnym - dopuszczenia do otwarcia przewodu habilitacyjnego, przykładowo w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberku jest normą pozytywną. Nikt tej normy nie kwestionuje, a tym bardziej my jej nie powinniśmy niczego zarzucać, bo jest to autonomiczna uczelnia w tamtym kraju. Podobnie jest w naszym kraju, w ramach jeszcze obowiązującej do września 2013 r. ustawy o stopniach i tytułach naukowych. To każda jednostka akademicka, dysponująca uprawnieniami do nadawania stopnia doktora habilitowanego w ramach konkretnej dziedziny i dyscypliny naukowej określa, z jakim dorobkiem naukowym i jak udokumentowanym kandydat do awansu naukowego może ubiegać się o otwarcie przewodu habilitacyjnego. Tego też nikt nie kwestionuje ani w kraju, ani poza granicami. Nikomu nic do tego.

Jeżeli ktoś (anonimowy) pisze, że woli habilitować się na Słowacji, bo tam w tej czy innej uczelni jest łatwiej, to zapewne i w naszym kraju krąży ukryty wykaz jednostek, w których jest łatwiej lub trudniej coś uzyskać. Zastanówmy się jednak czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z porównywalnym poziomem naukowym habilitacji. Niech posłużą temu namysłowi następujące pytania:

Czy w którejkolwiek uczelni w Polsce byłoby możliwe uznanie za naukowe rozpraw, które kandydat wydał w założonym przez siebie wydawnictwie, we własnej wyższej szkole prywatnej czy w kierowanej przez siebie państwowej wyższej szkole zawodowej, których recenzentem czy współredaktorem jest zatrudniony przez niego profesor?

Czy byłoby w Polsce dopuszczalne, by członkiem komisji habilitacyjnej takiego kandydata był zatrudniony przez niego prodziekan uczelni oraz inny jej pracownik samodzielny, w której on się habilituje?

Czy byłoby w Polsce możliwe, żeby we własnym dorobku naukowym 90% publikacji ukazało się w wydawnictwie i czasopiśmie wyższej szkoły prywatnej, których jest się założycielem?

Czy byłoby w Polsce możliwe, żeby we własnym dorobku naukowym do habilitacji zaliczano liczbę wypromowanych prac licencjackich czy magisterskich?

Czy byłoby w Polsce możliwe, by do dorobku naukowego kandydata do habilitacji zaliczono jego udział w konferencjach organizowanych we własnej wyższej szkole prywatnej?

Czy byłoby w Polsce możliwe, żeby uznano w dorobku naukowym habilitanta kilkustronicowy artykuł, który został napisany przez czterech autorów?

Czy byłoby wreszcie możliwe w naszym kraju, by w dorobku naukowym habilitanta uznano jako znaczący o jego kwalifikacjach fakt, że zatrudniony w jego wyższej szkole prywatnej profesor wydał swoją rozprawę naukową w wydawnictwie tej szkoły, a wkład naukowy habilitanta polega na odnotowaniu jego nazwiska na stronie książki jako członka rady redakcyjnej?

Czy byłoby wreszcie możliwe w naszym kraju, by w dorobku naukowym habilitanta uznano jako znaczący o jego kwalifikacjach fakt wydania przez jego wydawnictwo wyższej szkoły prywatnej wznowienia rozpraw naukowych (wcześniej wydanych przez inne oficyny) a zatrudnionych u siebie profesorów?

Czy byłoby w Polsce możliwe uznanie za przejaw funkcjonowania w obiegu naukowym rozpraw habilitanta cytowanie ich lub odnotowywanie ich w bibliografii rozpraw naukowców, których zatrudnia się w swojej wyższej szkole prywatnej?

Czy byłoby w Polsce możliwe, żeby uznano w dorobku naukowym habilitanta artykuły z różnych dyscyplin wiedzy jako upełnomocniające jego kwalifikacje naukowe w ramach jednej dyscypliny?

Czy wreszcie byłoby w Polsce możliwe, żeby uznano w dorobku naukowym habilitanta rozprawę, której on nigdy nie napisał, ale wydał ją w swoim wydawnictwie nie informując nawet w wykazie swojego dorobku o nazwisku jej autora?

Czy w Polsce uznaje się jako osiągnięcie naukowe opublikowanie jednostronicowej recenzji książki, w dodatku z innej dyscypliny naukowej, niż habilitacja?

Czy w Polsce w ramach wykazu rozpraw, w których jest się cytowanym, uwzględnia się własne artykuły lub artykuły osoby, z którą jest się spowinowaconym?

Anonimowi obrońcy niektórych habilitacji na Słowacji doskonale wiedzą, jaka odpowiedź na te pytania jest prawidłowa. Dziękujemy za wzbogacenie naszej wiedzy na ten temat i przesłane dokumenty. Teraz widzimy jeszcze lepiej, że nie zawsze to samo znaczy to samo.

8 komentarzy:

  1. Szkoda, że w srodowisku "naukowym" są ludzie dla których odpowiedź na te pytania nie mażadnego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, wszystko jest mozliwe w Polsce i czasami przy przekretach "wielkich" i znanych uczelni
    Slowacja blednie!

    Z pozdrowieniami,

    Marek Wronski

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedno drugiego ani nie usprawiedliwia, ani nie pomniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie usprawiedliwia, ale istotnie pomniejsza. Czyni wręcz tego typu rozważania mało zasadnymi. Nauka polska jest w gigantycznym kryzysie, a problem Słowacji to jedynie wskaźnik zjawiska, a nie jego przyczyna lub sedno.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie twierdzę, że słowacka turystyka habilitacyjna jest powodem kryzysu polskiej nauki. Na szczęście jeszcze nie, ale zajmuję się tu przede wszystkim pedagogiką jako nauką i praktyką, a ta zaczyna doświadczać skutków opisywanych tu zjawisk. Anonimowy może się nimi nie przejmować, skoro tak to komentuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słowacki habilitacje to oczywisty dramat polskiej pedagogiki, ale spadku jakości polskich habilitacji (a także publikacji oczywiście) lekceważyć nie powinniśmy. Perspektywy naszej pedagogiki nie są dobre - grozi nam szybko postępująca marginalizacja. Probierzem będą wyniki pedagogów w dwóch trzech najbliższych konkursach NCN.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szereg pytań... ale mozna zdac je także w kontekście naszego kraju.

    Czy jest w Polsce możliwe, aby jeden kolega drugiemu koledze recenzował prace (doktorskie, habilitacyjne, wydawnicze)?

    Czy jest w Polse mozliwe by habilitację uzyskiwali Ci, któzy mają układy, znają dobre nazwiska, cytują kogo trzeba, mają poparcie osób "znaczących"?

    Czy jest w Polsce mozliwe by młody naukowiec o nieznanym nazwisku dostał się do renomowanego czasopisma punktowanego, podczas gdy do planowanego numeru już od dawna obstawieni są tzw. giganci nauki - (wciąz te same nazwiska)?

    Czy jest w Polsce możliwe by habilitacji nie zrobiły za pierwszym podejściem młode żony znanych profesorów?

    Czy jest w Polsce mozliwe, by ktoś z obecnie panujących profesorów spełniał kryteria, których wg nowej ustawy żąda się od habilitantów, ba nawet doktorantów (np. znajomość języka, nie kazdy profesor przeciez jest w tym taki biegły)?

    Czy jest w Polsce możliwe uprawnianie nauki bez układów, znajomości i tzw. politycznej poprawności?

    Jeszcze parę pytań się nasuwa, ale szkoda słów.... Habilitacja uzyskana w Polsce nie zawsze jest taka czysta i uczciwa, a coraz częściej wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczera prawda, wytyka się źdźbło, a tu belki widać w Polsce. To tylko wierzchołek góry lodowej, niestety. Bardzo nad tym boleję.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.