niedziela, 4 grudnia 2011

Nie tylko MEN utrwala błędy w dopuszczanych przez siebie podręcznikach


Problem kardynalnych błędów w polskich podręcznikach przedstawiła na Forum Pedagogów we Wrocławiu dr Anna Jurek z Opola. Dla porównania pokazała, z jakich podręczników uczą się czytania i pisania dzieci w Rosji, które w badaniach PIRLS 2006 zajęły 1 miejsce na świecie (19% uczniów z Rosji osiągnęło najwyższy poziom biegłości w czytaniu). Wielu rodzimych badaczy zwraca uwagę na fakt coraz bardziej obniżającego się poziomu umiejętności polskich uczniów w zakresie czytania i pisania. Badania E. Putkiewicz wykazały, że wielu gimnazjalistów słabo czyta lub nie czyta ze zrozumieniem, co musi być - zdaniem A. Jurek - następstwem złej edukacji uczniów w pierwszym okresie ich alfabetyzacji, a więc kształtowania umiejętności rozumienia prostych związków w tekstach czytanych w języku ojczystym. Ta jakże elementarna kompetencja warunkuje dostęp do kultury symbolicznej i korzystanie z jej zasobów.


Sam przytaczałem w jednej z publikacji porażające wyniki badań Marii Cackowskiej, przeprowadzone po I etapie reformy ustrojowej polskiej oświaty, z których wynikało, że 42% uczniów kończących zintegrowaną edukację wczesnoszkolną legitymuje się przeciętnym poziomem techniki czytania. Istotnie też obniżył się poziom graficzny pisma uczniów, w tym dwukrotnie wzrosła liczba popełniających błędów ortograficznych, spadła wiedza o języku we wszystkich podstawowych działach gramatyki i nastąpił największy regres w zakresie matematyki, w tym znacznie obniżyły się umiejętności wymagające myślenia.

Także Krzysztof Konarzewski zwrócił uwagę w raporcie PIRLS 2006, że w Polsce nie bada się skuteczności rozwiązań programowych i materiałów dydaktycznych, choć w naszych szkołach korzysta się przede wszystkim z tekstów zamieszczanych w podręcznikach i zeszytach ćwiczeń. Podstawa programowa dopuszcza najróżnorodniejsze rozwiązania programowe, i ostrzegał, że nad tą różnorodnością nikt już nie panuje, a de facto nie panuje nad tym MEN. Nic dziwnego, że nauczyciele pracują z podręcznikami i zeszytami ćwiczeń, które posiadają certyfikat resortu edukacji. Czy na tym nam zależy?

W Polsce od połowy lat 70. ubiegłego wieku, mimo wielu krytycznych opinii - jak stwierdza Anna Jurek - w nauczaniu czytania i pisania dzieci w toku edukacji wczesnoszkolnej coraz powszechniej i w coraz szerszym zakresie wykorzystuje się metodę sylabową, która w Rosji uważana jest za metodę nieproduktywną. Sam widzę, jakim powodzeniem cieszą się sprzedawane dla dzieci w wieku 4-7 lat programy komputerowe "Alfabet i nauka czytania" z Bolkiem i Lolkiem, które zostały opracowane na prowadzącej do kryzysu powyższej metodzie. Rodzice kupują, a dzieci się bawią i ... w przyjemny dla siebie sposób sylabizują oraz czytają słówka przy pomocy myszki.

W rozporządzeniu MEN w sprawie podstawy programowej zakłada się, że uczeń klasy I będzie posługiwał się ze zrozumieniem takimi pojęciami jak wyraz, głoska, litera, sylaba, zdanie. Jednocześnie MEN zatwierdza do użytku szkolnego podręczniki, w których autorzy mylą głoski z literami; są przekonani, że sylaba jest strukturą graficzną; podają dzieciom komunikaty dotyczące zdania, które są niezgodne z definicjami wypracowanymi na gruncie lingwistyki.

Niestety, ale ostatni raport OBUT 2011 ocenia poziom poprawności syntaktycznej oraz gramatycznej (według językoznawców składnia to dział gramatyki) jako wysoki, a ortograficznej – jako średni. Nie ma jednak dla takiej oceny rzetelnych wyników badan na dużych próbach, tylko podaje się jeden skan pracy ucznia (być może najlepszego?). W pozostałych rozdziałach raportu autorzy zamieścili więcej prac uczniów, z których nie wynika, by poziom umiejętności dzieci był wysoki czy średni. U nas, niestety, nauczanie wygląda tak: "Jaś idzie do pierwszej klasy podstawówki i cofa się w rozwoju: nawet jeśli w przedszkolu czytał, to w szkole każą mu sylabizować. Nauczyciel, zamiast z nim rozmawiać, tresuje w wypełnianiu kart zadań. A jeśli Jaś będzie miał własne poglądy, zostanie skarcony."
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114377,10744658,Dziecko_ma_robic_zadania_i_nie_dyskutowac.html

Takie raporty potrzebne są chyba tylko ich autorom. Jeśli problemy będziemy bagatelizować (lub ukrywać), zamiast je rozwiązywać, nie zmienimy polskiej edukacji, a nasze dzieci będą poszerzać krąg półanalfabetów. Analizując polskie podręczniki pod kątem metod czytania i pisania, dr Anna Jurek zauważyła, że np. podręcznik "Razem w szkole" (WSiP) proponuje w I kl. przez 8 miesięcy liczenie do 10 na konkretach. REWELACJA! Nie dziwmy się, że tak fatalny jest stan wiedzy matematycznej naszych dzieci. Szkoła zatrzymuje je w rozwoju, a społeczeństwo za to płaci.


86 komentarzy:

  1. Cóż, odnoszę wrażenie, iż nastąpiła pełna zamiana w kolejności celów kształceniam :) Na wczesnym etapie dzieci się wyposaża w wiedzę: jak czytać, jak liczyć, etc. Natomiast nagle w liceum we wszystkich programach mamy nacisk na umiejętności czyli młodzież ma uczyć się, jak się uczyć i jak zdobywać wiedzę, do której mają sięgać, jak będzie im potrzebna. Skutek tego jest prosty. Dziecko w nauczaniu zintegrowanym recytuje definicję czym różni się głoska od litery, ale do końca szkoły podstawowej czyta z błędami.
    Niestety jedynym sposobem na nauczynie się czytania jest czytanie, często i dużo, ale to jest nieefektywne, to jest przecież nudne, więc zmiast przeczytać tekst 5 razy dla nabrania biegłości czytamy raz, a potem rysujemy obrazek do raz przeczytanego tekstu, bo wtedy jest ciekawiej i przyjemniej.........
    Na matematyce to samo, tłumaczymy, jak zrobić konkretny typ zadań, powtarzamy to 2 razy i idziemy dalej. Skutkiem tego są dzieci, które uczą się logarytmów, ale mylą się dodając ułamki, ech....

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie jeszcze gorzej. Obecnie dzieci "dywanikowe" opanowały już wszystkie typy szkół. Dawniej sześciolatki poznawały litery w przedszkolu, teraz dopiero w pierwszej klasie. Czytania uczą się rok krócej niż ich starsi koledzy.
    Mam mieszane uczucia słuchając dukania 15-letniego dryblasa.
    Moim zdaniem jest to skutek cudownych reform, włącznie z ostatnią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cztery lata po ogłoszeniu reformy państwo bada, jak sześciolatki radzą sobie w szkole:
      http://www.rp.pl/artykul/182403,960840-Tylko-dla-zdrowych-dzieci.html

      Usuń
  3. Przede wszystkim w szkole biurokracja ustawiła praktyczną kolejność celów-najpierw sprawy formalne (zapisy sugerujące realizację programu czy programów gdzieś tam zapisanych w imię czyichś interesów czy pozorów, jakieś oceny(ważne są cyferki,nie to co się pod nimi kryje), formalna frekwencja i jej dokumentacja,itp,itd.).Dopiero na końcu, właściwie psim swędem, pojawia się konkretne dziecko(grupa) i jego(jej) rozwój!!!
    To jest w naszej edukacji najbardziej chore!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idzie ku lepszemu:)
      MEN najpierw obciążył nauczycieli nieprawdopodobną biurokracją, a teraz zwolni ich z części tych obowiązków.
      Na tym właśnie polegają reformy MEN!

      Usuń
  4. W trakcie VI Kongresu Obywatelskiego zgłosiłem postulat samolikwidacji MEN, co wzbudziło aplauz sali. To był skrót myślowy. Rozwinięcie brzmi tak: MEN w dotychczasowej postaci jest anachronizmem, jest hamulcem rozwoju i demokratyzacji oświaty w demokratycznym państwie. MEN nie powinien być głównym ośrodkiem decyzyjnym. MEN ma największą władzę w Polsce, władzę nad każdym człowiekiem. Ta władza jest źle sprawowana i będzie źle sprawowana, ponieważ jej zasady są sprzeczne z naturą, logiką, historią, psychologią, zasadami społeczeństwa demokratycznego, zasadami efektywności. Żadna organizacja nie może posiadać tak olbrzymiej władzy, jej ciężar przerasta możliwości jednej organizacji. Nie można rozwijać i reformować oświaty, nie reformując MEN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne.Popieram całkowicie. Jednak sam MEN nie podetnie gałęzi na której siedzi. Niestety..Ale jest do kasacji...A może o to właśnie chodzi..bo głupiutkim społeczeństwem przecież łatwiej się rządzi. A jeszcze głupsi parlamentarzyści (spotkałam się z określeniem że jest tam nadreprezentacja nieudaczników i ludzi pazernych a nieinteligentnych - jakoś tak o to chodziło), którzy zagłosują na to, co im się podsunie - sami nie przeczytają al jeśli nawet , to nie zrozumieją...i może o to chodzi...

      Usuń
  5. Słusznie. Tylko MEN sam musiałby chcieć się zreformować, a tego nie uczyni, bo są w nim zatrudnieni znajomi i członkowie rodzin polityków. To ciepłe posadki za pieniądze podatników.

    Basia O.

    OdpowiedzUsuń
  6. Róbcie jakąś selekcję wśród nauczycieli nauczania początkowego!!! Na rozpoczęcie pracy jakiś test wiedzowy na poziomie gimnazjum! Boże jak widzę , jakie tumany kończą te wątpliwej jakości studia (zresztą przeważnie zaoczne)i przychodzą do pracy do swej macierzystej szkoły (mam na myśli przede wszystkim wieś) , to wcale mnie nie dziwi obecny poziom nauczania .Podręcznik może być z błędami , program nauczania kretyński , ale wystarczy mądry nauczyciel , który świadomie i odpowiedzialnie "przeprowadzi" malucha przez pierwsze lata nauki , zaopatrzy go w niezbędną bazę wiedzy i podstawowych umiejętności .Ale takich nauczycieli młodszych klas już nie ma ! Wiem ,co mówię .Sam jestem nauczycielem matematyki w gimnazjum ,z pokolenia pięćdziesięciolatków .W mojej szkole zatrudnia się obecnie panie , w wi ększści moje byłe uczennice , które jakimś psim swędem pokończyły zaoczne pedagogiki i są "specjalistkami" od nauczania zintegrowanego 'oligofrenopedagogiki(im trudniej , tym mądrzej) i ważniej) ,a powinny być co najwyżej fryzjerkami kucharkami lub ekspedientkami .A póżniej wielkie zdziwienie i niedowierzanie , że dzieci nie umieją czytać ,pisać i liczyć!!!A kto ma ich nauczyć , jak pani sama głupia ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo jak ja dobrze znam ten problem, moje dziecko ma do utraty tchu wypełniać te podręczniki w których błąd na błędzie, dodatkowo w zeszycikach notatki przekopiowane z książek - po co pytam? nawet przerwy pani im zabiera ... a na dodatek co dzień kartkówka, sprawdzian itp w 3 klasie podstawówki. A kiedy te dzieci uczy, że potem sprawdza ich wiedzę? Sprawdza ile rodzic na bieżąco zrobił z dzieckiem, a sama już dawno zapomniała co oznacza jej zawód.Popełnia mnóstwo błędów i ma pretensje, że matka kura domowa zwraca jej na to uwagę. Tylko płakać.Ostatnio omawiali temat dinozaurów, a mi w myśli kotłowało , że teraz "nauczyciel" to wymarły gatunek. Może jeszcze gdzieś zostali, Ci z powołania ...

      Usuń
    2. Moj syn uczęszcza do klasy I i korzysta z podręczników ''PAKIET XXI WIEKU''.
      Z tego co się orientuję dzieci zaczynając edukację w klasie I nie muszą umieć czytać.
      Wychowawczyni mojego syna uczy tylko dzielić na sylaby nad czym ubolewam bardzo na dodatek na samym początku pytała na oceny dzieci co to jest samogłoska i spółgłoska. |Mi akurat chodzi o czytanie, gdyż ta pani nie uczy czytać dzieci za to powtarza do mojego syna, że jak się nie nauczy to dostanie 1. W klasie jest parę dziewczynek co umieją czytać i pani czyta właśnie z nimi tzn pyta je zadane czytanki a te które nie umieją to siedzą po prostu. Mój syn zna wszystkie literki. Ucząc się czytać składa wyraz taki składający się z 3, 4 literek, ale nie wie co dane zdanie oznacza. Pani powiedziała ostatnio dzieciom, że ich jest 27 w klasie a ona jest jedna więc nie ma jak ich nauczyć czytania. Jestem również zbulwersowana podręcznikami jak i ćwiczeniami z których korzystają. Czytanki są nie zrozumiałe, zadania w ćwiczeniach są nie zrozumiałe. Ćwiczę z synem co dziennie czytanie ale ma problemy po złożeniu literek co oznacza dany wyraz a pani nie robi w tym kierunku nic tylko straszy go i krzyczy.

      Usuń
  7. Jestem babcią ośmiolatka , ucznia wiejskiej szkoły , emerytowaną polonistką . W 100% zgadzam się z moim przedmówcą . Pani wychowawczyni większość pracy z uczniem składa na barki rodziców . Praca w klasie polega na bezmyślnym wypełnianiu ćwiczeń .W dziecku nie wyrabia się niezbędnych nawyków , nie utrwala zdobytych umiejętności , tylko "goni " się z programem.Odnoszę nieodparte wrażenie , że nauczycielowi nie zależy na uczniu , uzupełnia tylko dokumentację i"opracowuje" programy naprawcze(?!), które mają za zadanie nie naprawę niedociągnięć dydaktyczno - wychowawczych ,lecz usprawiedliwienie niekompetencji nauczyciela .Jestem całkowicie przekonana , że prawdziwy problem niepowodzeń edukacyjnych starszych uczniów tkwi w nauczaniu początkowym , że to właśnie na tym etapie kształcenia dziecko traci swoje naturalne zdolności , bo nie otrzymuje profesjonalnego wsparcia .Między bajki należy włożyć wspomaganie ucznia zdolnego .Przykład ze szkoły mojego wnuka - jest zorganizowane koło plastyczne , na które musi chodzić cała klasa . Na konkursy pani wysyła prace wszystkich dzieci .I jak dziecko uzdolnione ,w tym przypadku plastycznie , jest wspomagane? "Urawniłowka" ma się znakomicie ...

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja jestem nauczycielem matematyki w szkole podstawowej i od lat toczę boje z nauczycielami nauczania zintegrowanego o to aby wyszli choć odrobinę ponad to co zawiera podręcznik. Wypełnianie podręcznika to jak juz ktoś wspomniał wcześniej kilka rodzajów typowych zadań, które dzieci rozwiązuja w lot, ale już ułożenie poprawnego zdania, które będzie odpowiadać na postawione w zadaniu pytanie przekracza możliwości nawet uczniów uznawanych za najlepszych bo przecież to zawsze było napisane i trzeba było tylko wpisać wynik.
    Każda próba dyskusji z paniami od zintegrowanego kończy się hasłem "bo przewodnik metodyczny tak podaje". To gdyby ktoś przez pomyłkę drukarską w przewodniku metodycznym kazał skoczyć z okna...
    Problem polega na tym, że w całej szkole tylko polonista i matematyk pracujący w klasach IV - VI są rozliczani z efektów swojej pracy bo sprawdzian, natomiast to z jaką wiedzą i umiejętnościami wychodzi dziecko po pierwszym etapie edukacyjnym nikogo nie interesuje. W klasach IV - VI ma nadrobić wszystkie braki. Owszem od lat organizowany jest w naszej szkole test sprawdzajacy na zakończenie nauki po klasie III, ale od lat jest to ten sam test przygotowany przez wydawnictwo dla danego podręcznika i od lat krążący wśród rodziców kolejnych pokoleń uczniów. Na koniec klasy III 90% uczniów uzyskuje maksymalny wynik z takiego testu, a w klasie czwartej nagle okazuje się że wiedza przez wakacje wyparowała. Mam nadzieję, ze wprowadzony zostanie obowiązkowy zewnętrzny test dla trzecioklasistów. Ubiegłoroczne badania pokazują, że wcale nie jest tak różowo jak przedstawiano to do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  9. To nic nowego . Szkoła "upupiała , upupia i będzie upupiać"! Niech żyje Gombrowicz i Mrożek !!! Nauczcie nas czytać ,pisać i liczyć , a reszty sami się nauczymy ! Pozwólcie nam myśleć! Na pohybel współczesnej pseudoedukacjii!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jestem bardzo ciekawa , czy na ten bloog zajrzy choć jedna pani z nauczania początkowego , bo znając ich poziom intelektualny i zainteresowania , mogę dać sobie rękę uciąć ,że nie . Nie sądzę ,że któraś z nich czyta "Politykę', a jeżeli już cokolwiek czyta , to pewnie "Życie gwiazd" czy jakoś tak i "Pudelka" .Wiedzę o świecie czerpie z seriali , a z koleżankami z pracy wymienia się przepisami na diety , ciasta i salatki .To model nauczycielki nauczania "zintegrowanego" Anno Domini 2011 .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech Pani pozwoli, że odniosę się do tych słów - przypuszczeń... Otóż uważam, że jest wielce niesprawiedliwym wrzucać wszystkich nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej do jednego worka.. Ja co prawda, jeszcze nie pracuję w szkole, ale jestem na 3 roku Edukacji Wczesnoszkolnej i Wychowania Przedszkolnego i jak widać- zaglądam na ten blog, zapewniam, że nie czytam ,, Życia gwiazd"?etc. Jeżeli chodzi o mój poziom intelektualny, to uważam,że nie mnie to oceniać, jednak nie sądzę, że dostaję stypendium rektora za osiągnięcia w nauce zupełnie z przypadku - podobnie jak kilka z moich koleżanek.. Zdaję sobie sprawę z tego, że uczelnia nie jest w stanie przygotować mnie do pracy przez ,,wlewanie" we mnie tylko teorii -ale każdemu trzeba dać szansę. Najważniejsze jest kierowanie się w pracy z dziećmi przede wszystkim refleksyjnością. Nauczanie powinno być pasją a nie karą - i niech Pani uwierzy, znam wiele przyszłych nauczycielek, które spełniają te ,,kryteria".. A więc..... - szkoda ręki Droga Czytelniczko Polityki z wysokim poziomem intelektualnym, z bogata listą ,,mądrych" zainteresowań! Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Szkoda ręki. Pozdrawiam

      Usuń
  11. Podzielam wszystkie opinie moich przedmówców. Jestem jdednocześnie mamą i pedagogiem, nauczycielem. Gdyby nie moja świadomość i wyczulenie na liczne braki z jakimi spotykam się m.in. w podręcznikach i sposobie nauczania wychowawczyni mojej córki, dziecko po prostu przepadłoby jak przysłowiowa Andzia w parku.Dużo czasu zarówno ja jak i mój mąż spędzamy na odrabianiu z dzieckiem zadań domowych, a tak na prawdę na ich rozszyfrowywaniu i doszukiwaniu się w nich prawdy. Prostujemy, tłumaczymy. W sumie, to zadaję sobie pytanie, czy mojemu dziecku potrzebna jest taka edukacja wczesnoszkolna, skoro najpotrzebniejszych rzeczy na poziomie klas 1-3 moge sama nauczyć w domu.Starsza młodzież znalazłasposób radzenia sobie z taką szkołą-wagarują, młodsze dzieciaki sa odstawiane do szkół przez rodziców w drodze do pracy i tam "kwitną" w ławkach. W sumie poza wirusam zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym niczego ze szkoły nie wynoszą. Ale jeden plus tego wszystkiego dostrzegam: zarówno poziom podręczników, jak i metody nauczania w szkole dają dzieciom wyraźny sygnał, jak nie powinno być zmuszając do podjęcia sprzeciwu wobec takiej sytuacji. W końcu musi nastąpić "wielki wybuch"

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie podoba mi się, że znowu następują uogólnienia: wszystkie panie z nauczania integracyjnego nie nadają się do zawodu, są intelektualnie sprawne inaczej.
    Nie o to chodzi.
    Znam kilka osób nie nadających się (moim zdaniem), znam też kilka wspaniałych nauczycielek.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgodzę się z tym, że na etapie nauczania wczesnoszkolnego - a także w klasach IV-VI jest tragicznie. Pracuję z synem mojej siostry, który ma straszne problemy w "nadgonieniu" materiału, bo pani NIGDY nie może zdążyć na zajęciach z realizacją planu (no bo przecież tylko plan się liczy). W tej szkole klasy liczą średnio 8-9 uczniów (szkoła niepubliczna), gdybym ja miał w swojej pracy działać, jak rzeczona pani, to chyba bym został zwolniony po miesiącu - uczę w klasach, gdzie najniższa liczba uczniów to 30. Dzieci nie umieją czytać w klasie V, nie umieją liczyć - jednak recytują definicje!!! Co z tego, że mój siostrzeniec wie, na ile sposobów można stopniować przymiotniki, skoro nie umie poprawnie ich odczytać?

    OdpowiedzUsuń
  14. Źródło zła nie leży w nauczycielach, lecz w złej filozofii i organizacji systemu edukacji. System jest oparty na władzy komitetu centralnego, który decyduje co jest dobre dla nauczyciela i ucznia. To jest jedyny system, którego nie udało się zreformować po 1989 roku.
    „problem powstania nowoczesnej szkoły leży (…) w braku silnej grupy, która byłaby w stanie nawiązać kompetentny i stały kontakt z rządem.” Dlaczego ? ” … bo nie znamy ABC-adła społecznego lobbingu.”

    OdpowiedzUsuń
  15. W żadnym z komentarzy nie było stwierdzenia ,że wszystkie panie z nauczania integracyjnego są "intelektualnie sprawne inaczej " , ale chwalebne wyjątki tylko potwierdzają regułę .W mojej szkole np . te zacne panie nie wiedzą , jaka jest różnica między podstawą programową , a poradnikiem metodycznym . Ale to jest tolerowane , bo dyrektor z nadania wójta i plebana też nie wie. Wciskają rodzicom ciemnotę na temat ich dzieci ,wynajdują jakieś debilne deficyty , zadają kretyńskie prace domowe , których dziecko bez pomocy rodzica nie jest w stanie wykonać .A jak dziecko ma głupiego rodzica lub w domu jest jakaś patologia , albo , zwyczajnie brak czasu -to co ? Gimnazjalistom i licealistom raczej rodzice nie pomagają w nauce . I w imię czego mieliby to robić? Przecież to pani "zintegrowana" pobiera wynagrodzenie za swą pracę , a skoro jest ona nieskuteczna ,to powinna taka pani ponosić konsekwencje swych nieskutecznych metod nauczania .Popieram opinie , że większość tych nauczycielek to miernoty , które trafiły do szkoły przypadkiem , nie mając innego pomysłu na życie , a teraz kaleczą dzieci .Zgadzam się z panem ,który napisał , że przed przyjęciem do pracy w nauczaniu początkowym kandydatki powinny zdawać jakiś test z przydatności do zawodu.

    OdpowiedzUsuń
  16. A poza tym -pała za brak podręcznika , zeszytu , za kręcenie się na lekcji .Szóstka za chodzenie na kółko lub udział w akademii ku czci . Jak widać , nie tylko panie z nauczania początkowego mają grzechy na sumieniu .

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzień Dobry! Jestem studentką zintegrowanej edukacji wczesnoszkolnej i wychowania przedszkolnego, studiuję zaocznie na jednym z publicznych Uniwersytetów. Okresowo przechodzę chwile zwątpienia spowodowane poziomem zaangażowania w pracę pozostałych koleżanek z roku. Świadomość tego, iż osoby, które notorycznie ściągają na egzaminach, nie przygotowują się na żadne zajęcia, cechują się niską (nawet bardzo niską) kulturą osobistą będą mogły (teoretycznie) uczyć w przyszłości moje dzieci napawa mnie ogromnym smutkiem. Moja grupa liczy 25 osób z czego 5 osób (słownie pięć) wykazuje się jakimkolwiek zaangażowaniem w studiowanie. Jedyny ratunek widzę w zmianie sposobów egzaminowania oraz w ostrych sankcjach za korzystanie z ściąg na egzaminach (np. skreślenie z listy studentów).
    Wykładowcy, zapewne dostrzegają tą sytuację- a jednak, tylko niektórzy coś z tym robią. Co mogą ci studenci, którzy dostrzegają to "jak jest"? Pisanie petycji z prośbą o podwyższenie poziomu studiów? -tylko kto się pod tym podpisze....
    Z poważaniem
    Regina Pazdur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Panią rozumiem...i te zabrane godziny i to, że jest trzy razy więcej problemów wychowawczych i że naprawdę trudno to wszystko ogarnąć bo od "Pań" wymaga się, żeby były wszystkim. Moje koleżanki zintegrowane mówiły, że z tych podręczników i w oparciu o te programy, które są , dzieci nie mają prawa nauczyć się czytać i pisać bez błędów..."Zintegrowane" (dawniej to była po prostu "nasza pani" a uczyła też liczyć, przyrody , rysowania i robiła z nami ćwiczenia gimnastyczne) robią najcięższą robotę w tym łańcuchu edukacyjnym...w którym dziecko jest na szarym końcu..NIESTETY.

      Usuń
  18. No to może teraz zabierze głos ta pani "zintegrowana" - jak to niektórzy określają...
    Pracuję od ponad 20 lat po ukończeniu dziennych studiów na U. Warszawskim. Po drodze skończyłam jeszcze kilka podyplomówek (w tym informatykę - żeby nie było, że pani stroni od nowinek współczesnej techniki). Znam zatem nauczanie w klasach I-III sprzed reformy, jak i z czasów nieustającej od 1999 r. reformy. Jak sytuacja wygląda obecnie w porównaniu do tej sprzed lat? Oto kilka faktów - może niektórzy się zastanowią co tu wypisują.
    Po pierwsze - na realizację programu mamy nie 23 godziny (jak było na początku mojej pracy zawodowej), ale 18 godz. tyg., z czego: 3 g. zabierane są na w-f, 1 g. - na zajęcia komputerowe (wprowadzono informatykę, ale nie dołożono tej godziny do wcześniej obowiązującego tyg. wymiaru czasu zajęć; odbyło się to więc kosztem m. in. nauki czytania, pisania, liczenia). Z 18 godz. zostaje więc 14 w czasie tyg., które należy przeznaczyć jeszcze na plastykę, technikę, muzykę, no i środowisko społ.-przyr. Na trzy pierwsze zajęcia odliczę 2 g., na środowisko - 1 g. tygodniowo. Zostaje więc 11 godz. - do podziału na 5 dni, czyli trochę ponad 2 godz. dziennie. Komfortowa sytuacja dla nauczyciela - nieprawdaż?
    Po drugie - podstawa programowa - od lat "obcinana" - jak sądzę początkowo z powodu m. in. skracania tygodniowego wymiaru godzin, obecnie zaś z uwagi na 6-latki, które miały przyjść do szkoły, a nie wszędzie przyszły. Tragedią obecnego systemu jest to, że 7-letnie dzieci uczy się programem dla 6-latków! To w zerówce został zahamowany ich rozwój i w efekcie do szkoły przychodzą dzieci 7-letnie całkowicie nieprzygotowane, opóźnione w rozwoju co najmniej o rok. Mądrzy, doświadczeni rodzice nie zrobili krzywdy swojemu dziecku - rozwijali je, uczyli je czytać, pamiętając jaki poziom reprezentowało ich może starsze dziecko w wieku lat 7. Co się dzieje teraz w związku z tym w szkole? W klasie 30-osobowej jest kilkoro dzieci 6-letnich, niektórych mało dojrzałych emocjonalnie, większość dzieci 7-letnich nieznających liter i kilkoro dzieci w mniejszym lub większym stopniu czytających, w tym może jedno, dwoje czytających w stopniu wskazującym na umiejętności dziecka 8-letniego.
    Po trzecie - rozwiązywanie spraw wychowawczych pochłania coraz więcej czasu (w klasach I-III nie ma czegoś takiego jak godzina wychowawcza, poza tym wiele spraw trzeba rozwiązywać "na gorąco") - bo oprócz świetnych dzieciaków, są też dzieci po prostu niewychowane, których rodzice często zasłaniają się nadpobudliwością swojej pociechy i biegną do poradni ppp po odpowiedni "papier", są dzieci z różnymi niepełnosprawnościami (również w klasach zwykłych - nie tylko w integracyjnych), są dzieci z deficytami, które utrudniają im naukę czytania, pisania, liczenia, ... wymieniać można by było długo. Ale chyba każdy nauczyciel klas I-III przyzna, że wzrost problemów wychowawczych można określić jako co najmniej trzykrotny (nie będzie w tym przesady, wręcz odwrotnie!).
    I teraz wszystkich tu piszących te bezsensowne komentarze zapraszam do pracy w takiej klasie. No i oczywiście czekam na super efekty!

    Ubiegnę następne komentarze - przecież ja jako nauczyciel, po studiach, z doświadczeniem powinnam umieć pracować z różnymi dziećmi i w różnych warunkach, jeśli nie - to jaki ze mnie nauczyciel?. Owszem, jestem tego świadoma i robię co mogę, by wychować i nauczyć "moje" dzieci. Ale jak trudna, jak ciężka i wyczerpująca psychicznie to praca wie tylko ten, kto to robi. Nikt więcej!

    I na koniec jeszcze jedno. Współczuję tym rodzicom, których dzieci trafiły na nauczycieli, o których czytałam w powyższych komentarzach (po studiach zaocznych, niedoświadczonych, niedouczonych, itp. Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja istnieje, choć bywa i tak, że nauczyciel po studiach zaocznych jest lepszym nauczycielem niż ten po studiach dziennych.
    A podręczniki? Jest ich zbyt wiele, lepiej byłoby ograniczyć ich liczbę na korzyść jakości. Ale to i tak nauczyciel decyduje, co zrobić na lekcji.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnio mam coś w rodzaju obsesyjnej wizji przyszłości: Polska urządzona przez pokolenie reformy edukacyjnej: ledwie sylabizujący profesorowie, sędziowie szukający precendensów w gazetach, inżynierowie zostawiający konstrukcje domyślności majstra a oni wszyscy leczeni przez lekarzy aspiryną, bo jest dobra na wszystko.
    Reforma edukacji doczekała się opracowań naukowych - chociaz zapewne nie doczeka się Trybunału Stanu...

    Piotr O.

    OdpowiedzUsuń
  20. Do "pani zintegrowanej"-wyjątki potwierdzają regułę , jak to już ktoś wcześniej napisał . Niestety , Pani wpis jest tak obszerny i "matematyczny" , że staje się przez to mało przejrzysty . Czasami mniej znaczy więcej . Jestem nauczycielką tzw . nauczania zintegrowanego , od niedawna na emeryturze .Zgadzam się z Panią co do ilości problemów edukacyjnych . Ale jak szkoła szkołą , istniały one zawsze i zawsze trzeba było sobie z nimi radzić . Jeżeli świadomie i z zamiłowania wybiera się taki zawód , powinno się wiedzieć , że nie będzie łatwo . Skoro ma Pani aż tak źle, to może trzeba pomyśleć o przekwalifikowaniu się i poszukać pracy np . w bibliotece , albo jeszcze lepiej - w czytelni . Tam będzie miała Pani ciszę i spokój . A tak a'propos wychowania na poziomie wczesnoszkolnym -niestety , ogranicza się ono najczęściej do odpowiedzialności zbiorowej . Pani nie chce się rozstrzygać dziecięcych sporów , szukać winnego. Każe się dzieciom przeprosić i uważa sprawę za załatwioną .Pokrzywdzone dziecko zrasta się z poczuciem krzywdy .Następnym razem już nie poskarży się pani , tylko samo będzie próbowało wymierzyć sprawiedliwość . Gratuluję Pani Reginie Pazdur cennych obserwacji . Niestety , wkrótce będzie Pani musiała pracować wśród osób , które Pani trafnie charakteryzuje. Nie będzie łatwo . Życzę powodzenia . Nauczycielka "starej daty" .

    OdpowiedzUsuń
  21. Pani"zintegrowana"!Czy Pani przeczytała przed wysłaniem to , co Pani nawypisywła?!"Zabierane" są wg. pani toku myślenia godziny na wf , informatykę , muzykę , plastykę i środowisko .A co pani myślała -że szkoła to tylko nauka czytania , pisania i liczenia ? To , proszę pani jest kształcenie kompleksowe .Szkoła powinna odkrywać w dziecku predyspozycje , a następnie wspomagać dzieci szczególnie uzdolnione - może właśnie muzycznie , plastycznie czy sportowo . To , co pani wypisuje , tylko potwierdza tezę ,że szkoła zabija talenty . Współczuję dzieciom , które pani "edukuje" . Znam to środowisko . Często panie z nauczania początkowego wręcz chwalą się, że kosztem wf-u czy zajęć artystycznych "gonią" program .Bo dzisiaj się już nie uczy i nie wychowuje - dziś" realizuje się PROGRAM (co za magiczne słowo) . Na zakończenie swojej tyrady przypomnę znane nawet dzieciom przysłowie : "Złej baletnicy ...itd . (rodzic 7-latka , nauczyciel wf-u w gimnazjum )

    OdpowiedzUsuń
  22. Do "Pani zintegrowanej": ciekaw jestem , jak wygląda ta Pani lekcja informatyki . Bo to , co zawiera program - czyli m.in.nabywanie umiejętności posługiwania się sprzętem komputerowym , zachęcanie do korzystania z komputera , wskazywanie użyteczności komputera w nauce , pracy i zabawie i tym podobne bzdury to większość pięciolatków ma już w jednym palcu .Jestem pewien , że uczniowie wiedzą więcej , niż pani . Zamiast ubolewać nad jedną lekcją informatyki w tygodniu , niech Pani wdraża swoich uczniów do korzystania z wartościowych programów edukacyjnych np . wspomagających naukę ortografii .Ta godzina informatyki powinna wspomagać proces edukacyjny , a nie być tylko kulą u nogi nauczyciela .Podobnie zajęcia zaliczane do kategorii "artystyczne" .Strzeliła sobie Pani w kolano , dzieląc się swoimi "głębokimi" przemyśleniami z opinią publiczną .Poprzez to utrwaliła Pani wizerunek sfrustrowanej , niekreatywnej nauczycielki nauczania początkowego , dla której dzieci to jednolita masa diabląt , które należy równo przystrzyc , pozbawiając je indywidualności i ucząc ,że szkoła to zło konieczne .Metodyk

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo ciekawe jest stwierdzenie Pani , która radośnie informuje , że skończyła kilka podyplomówek .Tu nie o ilość chodzi , szanowna Pani , a o jakość . Ukończyłem w latach 80-tych matematykę . Po kilku latach pracy rozpocząłem studia podyplomowe na fizyce .To były dwa lata ciężkiej harówki . Ostatnio "robiłem "tzw. podyplomówkę z informatyki .To była parodia studiów . Wystarczyło być na zajęciach , a czasami ktoś zaprzyjaźniony wpisał obecność . Większość słuchaczy stanowiły panie . W sumie nic dziwnego , przecież to taki sfeminizowany zawód . Lwia część tych , pożal się Boże,"studentek" to osoby nie mające zielonego pojęcia o technologii informacyjnej . I one też kończyły i dostawały dyplomy i szły te "siłaczki" w świat nieść "kaganiec oświaty" i wypisywać na forach , ile się to podyplomówek skończyło . Droga Pani "zintegrowana ! O swoim baaardzo wysokim wykształceniu może Pani opowiadać przy świątecznym stole , a nie na tym forum ,gdzie udzielają się ludzie z "branży" ,którzy cokolwiek orientują się "w temacie" . A swoją drogą -gratuluję Pani , że zajrzała na ten portal .Jest Pani chyba wyjątkiem wśród nauczycieli tej specjalności .Z szacunkiem . Matematyko-fizyko informatyk

    OdpowiedzUsuń
  24. Przeczytałem wszystkie wpisy tutaj. Rzuciło mi się w oczy kilka charakterystycznych cech całej dyskusji, przede wszystkim nasycenie oskarżeniami.
    Nie jestem praktykującym nauczycielem, nie zamierzam podwazać niczyich zawodowych doświadczeń. Nie mogę też zarzucić błędów zadnemu z dyskutantów - bo każdy pisze ze swojej własnej perspektywy w oparciu o konkretne doświadczenie.
    Chciałbym zwrócić uwagę na pewne wspólne punkty, które zauważyłem we wszystkich wypowiedziach:
    1. Przy nauczaniu początkowym za mało jest właściwej pracy pracy z dzieckiem (co to jest "właściwa praca" to juz osobna rzecz)
    2. Wymagania MEN wobec nauczycieli i szkoły wobec dzieci nie mają związku z rzeczywistymi potrzebami kształcenia.
    3. Zamiast współpracy - panuje przerzucanie odpowiedzialności za efekt z mnisterstwa na nauczycieli, z nauczycieli na rodziców, z rodziców na szkołę - a w efekcie płaci za to dziecko swoim rozwojem.
    4. Kryteria sprawdzania stanu wiedzy na każdym etapie kształcenia - od początkowego aż do końca studiów - są niewłaściwe.
    5. Nieodpowiednio kształceni uczniowie na "szkolna fikcję" reagują oporem, który powoduje dalsze zagubienie nauczycieli i problemy w funkcjonowaniu szkoły.
    6. MEN nie podejmuje skutecznych działań dla naprawienia problemów, które obecnie nabieraja katastrofalnych rozmiarów.
    7. Przy rozpoznaniu sytuacji na wszystkich szczeblach reakcja emocjonalna zastępuje reakcję analityczną
    8. Nawet najmądrzejszy nauczyciel nie poradzi sobie bez wsparcia organizacyjnego.
    9. W skali masowej nie rozwija się u dzieci samodzielnego myślenia i szacunku dla własnych decyzji.
    10. Szkolna rzeczywistość kładzie nacisk na działania fasadowe zamiast podstawowych.
    11. Nauczyciele na różnych szczeblach nie sa odpowiednio przygotowywani do tego, co ich czeka w szkole.

    Proszę teraz Szanownych Dyskutantów o opinię: czy we właściwy sposób zebrałem WSPÓLNE zastrzeżenia wszystkich?

    Parada Opornych

    OdpowiedzUsuń
  25. A może by tak paniom z nauczania zintegrowanego (Boże , co za wydumana nazwa !) zakazać korzystania z poradników metodycznych , które są dla nich wyrocznią i treści których kurczowo się trzymają ? Jeden z moich przedmówców zastanawiał się , co mogłoby się stać , gdyby poradnik zasugerował skok przez okno ...Te "poradniki" to nieporadniki , które pozbawiają nauczycielki wszelkiej inicjatywy i kreatywności . Może akurat chociaż do części z nich dotarłoby , że podstawą pracy dydaktycznej nauczyciela nie jest podręcznik i poradnik metodyczny , tylko PODSTAWA PROGRAMOWA ! Dobry nauczyciel , mając dziś do dyspozycji nowoczesne technologie informatyczne , powinien sobie doskonale poradzić bez podręcznika .

    OdpowiedzUsuń
  26. Całkowicie zgadzam się z Paradą Opornych , szczególnie w punktach 8,9 i 10 .

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie jestem nauczycielem, ale przeraziła mnie alternatywna interpunkcja w komentarzach. Nauczcie się, że spację daje się po znaku interpunkcyjnym, a nie przed. Ta reguła tyczy się przecinków, kropek, pytajników i wykrzykników (i może czegoś tam jeszcze).

    OdpowiedzUsuń
  28. Problem jednak polega na tym, że podstawa programowa określa następujące wymagania w zakresie edukacji polonistycznej (umiejętności czytania i pisania - kl. I; analizowania i interpretowania tekstów kultury - kl. III):
    „Uczeń kończący klasę I korzysta z pakietów edukacyjnych (np. zeszytów ćwiczeń i innych pomocy dydaktycznych) pod kierunkiem nauczyciela”.
    „Uczeń kończący klasę III pod kierunkiem nauczyciela korzysta z podręczników i zeszytów ćwiczeń oraz innych środków dydaktycznych”.

    OdpowiedzUsuń
  29. Co to za kretyńska nomenklatura : nauczanie ZINTEGROWANE , klasa INTEGRACYJNA ; zamiast języka polskiego funduje się dzieciom (i rodzicom) EDUKACJĘ HUMANISTYCZNĄ , a zamiast matematyki i przyrody - EDUKACJĘ MATEMATYCZNO - PRZYRODNICZĄ . Zespół wyrównywania wiedzy prowadzi pani OLIGOFRENOPEDAGOŻKA , dzieci nie mają problemów w nauce , tylko DEFICYTY . Dziś się nie kontroluje , tylko MONITORUJE . a swojski rozwój zastąpiła jakże uczenie brzmiąca EWALUACJA . W wymyślaniu coraz "mądrzejszych" terminów MEN jest niezastąpione .Tylko co z tego wynika ? Zamiast świadectwa z ocenami zarówno dziecko jak i przede wszystkim rodzic otrzymuje pełną skomplikowanych terminów informację , która , zamiast objaśniać ,zaciemnia obraz osiągnięć ucznia . Ale chyba o to w tym wszystkim chodzi - nowomowa ma dyskretnie rozmyć problem . To już przerabialiśmy . Za Gomółki .

    OdpowiedzUsuń
  30. Do Adriana X. Oby Pana tylko TAAAKIE!!!błędy przerażały.I dziękuję za wnikliwy instruktaż .A tak na marginesie-co to ma do rzeczy,czy jest Pan nauczycielem,czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Na szczęście nie ma już obowiązku realizowania programów nauczania wydawanych razem z podręcznikami, bo autorzy programu nauczania „Razem w szkole. Program edukacji wczesnoszkolnej. Klasy 1–3” (Warszawa: WSiP 2009) przewidują na przykład, że po ukończeniu klasy I uczeń będzie dysponował umiejętnością czytania sylab ze zrozumieniem (s. 48).

    OdpowiedzUsuń
  32. No tak-czytanie sylab ze zrozumieniem to umiejętność iście akademicka!Ijak tu zachować zimną krew wobec takiego debilizmu! A poza tym autor,recenzent i MEN czują się dobrze?!

    OdpowiedzUsuń
  33. Żenujące to jest i smutne. Ja mam możliwosc śledzenia podręczników do 1 klasy SP na bieżąco. "To mata Toma", "Alan ma matę" i inne bzdety- tego uczą się pisać nasze dzieci w 1 klasie. Syn mówił, że jak pyta panią w szkole coś o otaczającym świecie, co wykracza poza wypełnianie karty- to paniodpowiada, że nie mają czasu, bo trzeba wypełniać kolejne rubryki z zadaniami.
    Maria Montesori w grobie się przewraca.
    Smutne to ale prawdziwe.
    Pozdrawiam.

    ps. "To mata Toma" - absurd

    OdpowiedzUsuń
  34. Całkowicie popieram poprzednią opinię,i przypominam: "Głównym zadaniem pedagogiki M.Montessori jest wspieranie spontanicznej aktywności dzieci oraz danie im szansy na wszechstronny rozwój fizyczny, duchowy,kulturowy i społeczny .Cele te są realizowane między innymi poprzez rozwijanie w dziecku samodzielności,wiary we własne siły i pracę nad osiąganiem długotrwałej koncentracji". M.Montessori krytykowała szkołę,której symbolem była "szkolna ławka" wyrażająca bezruch i tłumienie aktywności dzieci. No cóż, jak widać z tej mądrej pedagogiki zostały tylko "dywaniki", kojarzone obecnie z brakiem dyscypliny i ogólnym rozgardiaszem na lekcjach. I jeszcze słów kilka do Pani, która sama siebie nazwała "panią zintegrowaną". W swoim jakże obszernym wywodzie przedstawiła Pani nie błędy systemowe,a swoje błędy edukacyjne. Szczególnie poraziło mnie Pani niezrozumienie, czym jest program nauczania. Pani przez program rozumie tylko naukę czytania, pisania i liczenia??? Tyle to proponowali nawet naziści narodom podbitym. Jestem przerażony i zdegustowany Pani lekceważącym podejściem do zajęć artystycznych,wychowania fizycznego,informatyki i nauki o środowisku, poprzez które nie może Pani zrealizować "swojego" programu. Niech więc stworzy Pani program autorski- jest przecież taka możliwość.Współczuję dzieciom edukowanym przez panią i jej podobne nauczycielki.A jest ich, niestety,jak mniemam,większość.Jakie to przygnębiające i zwyczajnie smutne. Pedagog starej daty.

    OdpowiedzUsuń
  35. Popatrzcie,państwo,kto uczy nasze dzieci-cytuję "panią zintegrowaną"(wpis z 6 grudnia):*7-letnie dzieci UCZY SIĘ PROGRAMEM dla 6-latków *do szkoły przychodzą dzieci 7-letnie całkowicie nieprzygotowane,OPÓŹNIONE W ROZWOJU CO NAJMNIEJ O ROK, *wzrost problemów wychowawczych można określić jako co najmniej trzykrotny(nie będzie w tym przesady wręcz odwrotnie),*podstawa programowa obcinana(...)obecnie z uwagi na 6-latki,KTÓRE MIAŁY PRZYJŚĆ DO SZKOŁY,ALE NIE WSZĘDZIE PRZYSZŁY.Jestem zszokowana niechlujstwem językowym tej pani.Ona nawet nie zdaje sobie sprawy ze swych deficytów.Swoim przydługim wywodem potwierdziła tylko powszechną opinię o poziomie intelektualnym większości "pań zintegrowanych". Boże,chroń nasze dzieci przed takimi nauczycielami! Przerażona matka 6-latka.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ależ niektórym ulżyło. Boże, chroń moich uczniów przed takimi rodzicami. Dlaczego Państwo nie próbujecie zmienić coś na miejscu, a jedynie wylewacie swoje frustracje w sieci? To pisałam ja, zintegrowana od 27 lat ( w międzyczasie początkowa i wczesnoszkolna) lubiąca dzieci i swoją pracę, a przerażona poziomem dyskusji. Nieodżałowany Stanisław Lem pisał, że dopiero gdy zaczął korzystać z internetu, dowiedział się ilu na świecie jest głupców. Rozmawiajmy merytorycznie, bez inwektyw i irracjonalnego uogólniania.

    OdpowiedzUsuń
  37. Pani nie raczyła chyba zauważyć, że na tym forum wypowiadają się osoby wyjątkowo kompetentne, sądzę, że najczęściej doświadczeni nauczyciele, będący rodzicami i dziadkami oraz ci , którzy muszą zbierać pokłosie po edukacji początkowej.Zarzuca Pani przedmówcom posługiwanie się inwektywami zamiast merytorycznych argumentów, a sama cytuje obraźliwą opinię na temat internautów.To forum musiała Pani pomylić z jakimś tabloidowym koszmarkiem.A tak na marginesie - to czym tak naprawdę poczuła się pani urażona? W zdecydowanej większości dyskutanci opisywali własne doświadczenia. Ktoś tam pokusił się o podsumowanie i tyle. Chyba,że odniosła Pani to do siebie. Ale to już Pani problem."Inteligencja jest to choroba umysłowa - na szczęście mało rozpowszechniona" -stwierdził Ambrose Bierce, amerykański pisarz grozy. Pozdrawiam obrażonych. Nauczyciel i rodzic w jednym.

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozumiem,że pani powołująca się na słowa Lema, nikogo nie obraża, nazywając internautów głupcami? A tak tytułem sprostowania - nie"głupców" tylko "idiotów". Poza tym pragnę przypomnieć szanownej pani, że to forum powstało po to, żeby z niego korzystać, co też i pani skwapliwie uczyniła.Pozdrawiam internautów.

    OdpowiedzUsuń
  39. Witam, tak sobie myślę po przeczytaniu tych komentarzy, że rodzice teraz narzekają na nauczycieli klas młodszych, później będą narzekać na "głupią" historyczkę, "dennego" matematyka itd, potem na "koszmarnych" wykładowców uczelni. Ja mam bardzo dobre doświadczenia, jeśli chodzi o naukę moich dzieci w klasach młodszych. Dajmy dzieciom siebie i swój czas, bo od tego w największej mierze zależy ich dobre funkcjonowanie w życiu i nie stawiajmy wymagań, które przekraczają ich możliwości. A jeśli mówimy o jakimś pokłosiu, to tylko i wyłącznie błędów ministerialnych i to przyznaję, jest masakryczne. Dodam na koniec, że nie jestem nauczycielem i dzięki Bogu, a znajomy lekarz mówi, że on nauczyciela to rozpoznaje od pierwszych słów. Jak myślicie, dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja jednak myślę,że jest pan(pani)nauczycielem, bo jak ten znajomy lekarz rozpoznaję nauczyciela od pierwszych słów.Poza tym wątpię, by ktoś poza nauczycielami zaglądał na tego bloga.Nauczyciel

    OdpowiedzUsuń
  41. A czy na blogi kulinarne zaglądają tylko kucharki? Z pozdrowieniami :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Ja myślę, ba, nawet jestem pewien,że kucharki nie zaglądają na żadne blogi.Chociaż, jak wszędzie, zdarzają się chwalebne wyjątki.

    OdpowiedzUsuń
  43. Problem z doborem treści w podręcznikach dotyczy nie tylko etapu nauczania wczesnoszkolnego.
    Oto krzyk rozpaczy nauczyciela pracującego w liceum:
    "Widziałem nowy podręcznik do chemii dla liceum poziom podstawowy. Omówienie np. mydeł polega głównie na obejrzeniu 3 zdjęć - pani myje głowę, pełno piany i to jest "chemia". Podręcznik to beletrystyka dla 11-latków. MINISTERSTWO CHCE WYCHOWAĆ DEBILI - TAKIMI ŁATWO SIĘ RZĄDZI".
    Cytat pochodzi z forum:
    http://www.glos.pl/node/5384

    OdpowiedzUsuń
  44. W tym roku zaczęłam pracę z kolejną w swojej długiej karierze zawodowej kasą pierwszą. Cały zespół to dzieci sześcioletnie. Od września uczestniczę we wszystkich dostępnych kursach i warsztatach doskonalących pracę z dziećmi, z którymi dotąd nie dane było mi pracować. W podręcznikach widzę sporo błędów (tok wprowadzenia i utrwalenia litery- od teraz drukowanej i pisanej, kaligrafia…), staram się je niwelować, mając na uwadze rzecz najistotniejszą- dziecko wkracza w progi szkoły tylko raz, a pierwsze lata edukacji często determinują kolejne lata w szkole- tego nie można przegapić! Odróżniam podstawę programową od programu, nie traktuję przewodnika metodycznego jak wyroczni….
    Nie mniej, po tym co tu przeczytałam mam ochotę rzucić to wszystko w diabły i rozpocząć karierę kucharki, co to nie zagląda na fora…

    OdpowiedzUsuń
  45. To, o czym Pani pisze, jest sprzeczne z końcowym wnioskiem. Jeśli bowiem czyni Pani tak, jak to opisuje, to wiadomo, że dyskutowana tu kwestia Pani nie dotyczy. Chyba, że szuka się powodu bycia kucharką, bo lepiej jest gotować zupę, niż porządną edukację.

    Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
  46. WITAM, CZYTAJĄC POWYŻSZE OPINIE LUDZI WYKSZTAŁCONYCH JESTEM PRZERAŻONA POZIOMEM DYSKUSJI. lUDZIE UWAŻACIE SIĘ ZA KOMPETENTNYCH, WYKSZTAŁCONYCH I INTELIGENTNYCH. A KTO WAM DAŁ PRAWO KRYTYKOWAC INNYCH (KUCHARKI, KELNERKI ITD)MYSLICIE,ŻE JEŻELI CZŁOWIEK NIE SKOŃCZY STUDIÓW JEST UPOSLEDZONY I NIE POTRAFI SIĘGNĄĆ PO GAZETĘ INNĄ NIŻ "ŻYCIE GWIAZD" ZA BŁĘDY MINISTERIALNE OBWINIACIE WSZYSTKICH DOOKOŁA I BEZWSTYDNIE OBRAŻACIE KOGO POPADNIE. I WY NAZYWACIE SIEBIE LUDŻMI KOMPETENTNYMI CZY NAUCZYCIELAMI. BOŻE CHROŃ MOJE DZIECI PRZED TAKIMI "PSEUDO" WYCHOWAWCAMI.
    NAUCZYCIEL WYCHOWANIA PRZEDSZKOLNEGO

    OdpowiedzUsuń
  47. Podręczniki pełne błędów, ale MEN się tym nie przejmuje. Najważniejsze, by portale edukacyjne pisały dobrze o ich reformie:
    http://www.emetro.pl/emetro/1,85651,10957140,MEN__Piszcie_dobrze_o_naszej_reformie.html

    OdpowiedzUsuń
  48. Dyrektor ORE, która zajmowała się m.in. kontrolowaniem wdrażania podstawy programowej, chyba nie zauważyła żadnych nieprawidłowości. Jeśli takie były sygnalizowane przez rodziców, wolała obciążyć za nie winą nauczycieli:
    http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,10737497,Szescioletni_test_na_pierwszakach.html
    Można zatem mieć obawy, czy sprosta nowym obowiązkom, ponieważ obecnie – jako podsekretarz stanu w MEN – odpowiada m.in. za jakość w edukacji, w tym za podstawę programową i podręczniki.

    OdpowiedzUsuń
  49. Dziennik Gazeta Prawna podaje dziś dane, z których wynika, że jedynie 30% dzieci 6-letnich powinno rozpocząć naukę w szkole. Wielu dzieciom, które już rozpoczęły naukę, trzeba zapewnić dodatkowe zajęcia, by mogły odnieść sukces. A trzeba do tego jeszcze wziąć pod uwagę błędy w podręcznikach dopuszczonych do użytku szkolnego przez MEN.
    http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/594469,70_procent_szesciolatkow_nie_przechodzi_procesu_rekrutacji_do_pierwszej_klasy.html

    OdpowiedzUsuń
  50. Dodatkowe zajęcia wyrównawcze należałoby najpierw zorganizować dla wszystkich osób, które ponoszą winę za błędy w podręcznikach, w tym – dla osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, zatrudnionych w MEN w Departamencie Programów Nauczania i Podręczników.

    OdpowiedzUsuń
  51. Mamy obecnie dziwną i niepokojącą sytuację na rynku podręczników.
    Autorzy podręczników „myślą” za nauczycieli, oferując im różne karty pracy, konspekty zajęć, scenariusze, rozkłady materiału, gotowe sprawdziany. Niektórzy nauczyciele odzwyczaili się od jakiegokolwiek własnego wkładu pracy w przygotowanie zajęć dla uczniów. Młodzi nauczyciele często taką sytuację uznają za normalną i dokształcając się na kursach czy studiach podyplomowych tego samego oczekują od wykładowców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz częściej można spotkać się z roszczeniową postawą młodych nauczycieli wobec wykładowców na studiach podyplomowych. Oczekują nie tylko podania wiedzy na tacy, ale również zgody wykładowcy na skopiowanie za pomocą pendrive'a jego prezentacji. Żałują też, że nie ma uproszczonych wersji artykułów lub ich streszczeń, poszukują więc gotowych opracowań artykułów w internecie. Coraz mniej jest nauczycieli, dla których podjęcie studiów podyplomowych oznaczałoby rzeczywiste studiowanie.
      Nie zamierzam jednak rezygnować z prób przeciwdziałania temu niekorzystnemu zjawisku.

      Usuń
  52. A lektury dla uczniów wydaje się obecnie w ten sposób, że na marginesach, w odpowiednich miejscach, zaznacza się: „Miejsce akcji”, Główny bohater”, „Czas akcji” itp.
    Wydawcy „myślą” za uczniów, kierując się zapewne troską, by dzieci nie musiały same trudzić się odkrywaniem różnych związków i zależności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie. Nauczyciele nie biorą się z sufitu ani z nieba. Są to wychowankowie albo - jak kto woli - efekty - już nowego systemu, który najpierw nie nauczył czytać, nie zaciekawił światem i nie zaszczepił ciekawości czegokolwiek. Efektem tego jest niechęć do podejmowania wysiłku intelektualnego, myślenia choć trochę samodzielnego. Samodzielnej pracy tez nie nauczyło się w szkole gdzie można nic nie robić (bo wszystko czego się nie rozumie "jest głupie") i szkołę spokojnie skończyć. To demoralizuje. Z drugiej zaś strony jest przeświadczenie,że trzeba mieć "papier". Więc trzeba go zdobyć na studiach. Jakichkolwiek. Nie nauczyć się i wiedzieć więcej,nie poszerzać swoją wiedzę i zainteresowania(co poszerzać jak się żadnej wiedzy ani zainteresowań nie ma), ale mieć papier. Nic nie wart, ale kogo to obchodzi. Więc również na studiach prezentuje się wypracowaną w szkole postawę, że wszystko uczniowi się należy, że nauczyciel ma obowiązek ułatwić zrozumienie, dostosować poziom i obniżyć wymagania...A jeśli nie , to dyrektor pyta na dywaniku: a co Pan / Pani zrobiła aby zachęcić ucznia do odrabiania lekcji, do czytania ...do nauczenia się słówek i wzorów? I z takich uczniów jest wielu "studentów". To są pierwsze efekty reformy...Więc nie dziwmy się, że nauczyciele są kiepscy-oni są produktem kiepskiej szkoły, w której , jak ktoś wyżej zauważył, uczeń jest na szarym końcu bo najpierw są podstawy, programy, karty pracy, ćwiczenia do wypełniania a potem programy naprawcze oraz programy pomocy psychologiczno - pedagogicznej...A MEN ma się, niestety, świetnie.I wygląda na to, że jedynie o to chodzi. I że nikt nie pamięta powiedzenia, że takie będą Rzeczpospolite , jakie ich młodzieży chowanie ...

      Anagama

      Usuń
  53. Z niepokojem obserwuję, jak różne "zarazy" z polskich podręczników wczesnoszkolnych przenikają do podręczników dla dzieci przeznaczonych do nauki j. obcych.

    OdpowiedzUsuń
  54. W podręcznikach szkolnych na coraz niższym poziomie jest nie tylko edukacja językowa, ale też matematyczna. I to prawdziwy dramat polskiej szkoły. Jeszcze nie tak dawno więcej wymagano od dzieci, które uczyły się w szkołach specjalnych.
    http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,11247230,Matematyka_w_szkole__nizej_zejsc_juz_nie_mozna.html

    OdpowiedzUsuń
  55. Nauczyciel nie może sam sobie wybrać podręcznika, bo dyrektor decyduje i wybiera to wydawnictwo, które zaoferuje najwięcej dodatkowych pomocy dydaktycznych dla szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wybierz nasz podręcznik, dostaniesz komputer i spa" - "to, co wydawnictwa potrafią zrobić, by sprzedać swoje książki, jest żenujące".
      http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,12201447,Wybierz_nasz_podrecznik__dostaniesz_komputer_i_spa.html

      Usuń
    2. Ostra walka na rynku podręczników. Dla nauczycieli wycieczki lub czajnik:
      http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/ostra-walka-na-rynku-podrecznikow-dla-nauczycieli-wycieczki-lub-czajnik,268314.html

      Usuń
  56. POZIOM TEJ DYSKUSJI JEST PORAŻAJĄCY. ZASTANAWIAM SIĘ, CZY TO JEST CELOWE DZIAŁANIE PANA PROFESORA. CZYTAM PANA KSIĄŻKI, BYŁAM NA WIELU WYKŁADACH I DLATEGO DZIWI MNIE, ŻE WIELKI CZŁOWIEK TOLERUJE TAKĄ DYSKUSJĘ I JĄ PODSYCA. NIE WIEM CO O PANU MYSLEĆ!
    MOZE CHODZI O ZARABIANIE KASY I WIEKSZĄ POPULARNOŚĆ.PRZECIEŻ KSIĄŻKI WSPOMAGAJĄCE NAUCZANIE ORTOGRAFII, GRAMATYKI, MATEMATYKI WYDAWANE PRZEZ ŻONĘ- PANIĄ ŚW.PAMIECI WIESIĘ BYŁY KOMERCJĄ- UZUPEŁNIACZAMI- JAK OBECNE PODRĘCZNIKI. TERAZ PAN KRYTYKUJE PROGRAMY NAUCZANIA, PODRĘCZNIKI. NIKT NIE ZABRANIA NAUCZYCIELOWI REALIZOWAĆ TREŚCI NADOBOWIĄZKOWE! SĄ ONE NAWET WAŻNE I MAJA ODZWIERCIEDLENIE W PROGRAMACH NAUCZANIA. PROSZĘ O TROCHĘ REFLEKSJI

    OdpowiedzUsuń
  57. Oj, Anonimowa, ja wiem za to, co o Pani myśleć. Pani uważa, że nie wolno naukowcom krytykować opublikowanych podręczników do kształcenia naszych dzieci. Autorzy są jak święte krowy. To, że pani dr A. Jurek przedstawia argumenty rzeczowe, Panią nie interesuje. Może Pani napisać do Autorki i dopytać jak ma wątpliwości, albo jest zainteresowana doskonaleniem tego, co ma błędy.
    Cóż to za pedagog, a może i urzędnik MEN, który nie znosi krytyki?

    Pani uwagi są poniżej kultury pedagogicznej. Uprawia Pani demagogię w stylu śp. Leppera. Wstyd. Doskonale Pani wie, skoro przywołuje tu pewne dane, że po pierwsze ten blog nie jest komercyjny, ja nie zarabiam na wpisach, jakie mają tu miejsce, w przeciwieństwie do tysięcy blogów, których autorzy żyją z ich publikowania. Być może nie potrafi Pani tego rozróżniać. To warto się douczyć.
    Po drugie, zeszyty ćwiczeń mojej śp. żony Wiesławy, jak i jej koleżanek ze Szkoły Podstawowej nr 37 w Łodzi realizowane były w szkole publicznej, w ramach klas autorskich, innowacji, a każdy, kto chciał z nich korzystać, musiał je kupić w Wydawnictwie tak, jak ma to miejsce w cywilizowanych krajach. To chyba oczywiste. Skoro wydawca publikował im te zeszyty, to trudno, by rozdawały je za darmo. Tak więc ten argument jest poniżej wszelkiej kultury. Współczuję, że być może jacyś uczniowie czy rodzice mogą mieć z Panią kontakt.

    Natomiast zgadzam się z Pani ostatnim zdaniem. Gdyby uważniej - a może w ogóle - Pani czytała mój blog, to znalazłaby Pani wpis mówiący o tym, że nauczycielom nie jest potrzebny jakikolwiek podręcznik. Do takich należała m.in. moja śp. żona czy Ania Sowińska, które doskonale sobie z tym radziły. Dla Pani to nie jest argument, prawda

    Poziom dyskusji obniża Pani poziom argumenatowania.

    OdpowiedzUsuń
  58. Andrzej Jasiński – pracownik ORE, koordynujący projekt związany z wdrożeniem podstawy programowej, na pytanie, czy nauczyciel musi wybierać podręcznik, odpowiada:

    Żaden przepis nie nakazuje stosowania podrecznika- do żadnego przedmiotu. Jeśli taki podrecznik nauczyciel chce stosować- musi byc on dopuszczony do użytku szkolnego i być na liście MEN.
    http://forum.ore.edu.pl/viewtopic.php?f=2&t=14

    Tylko dlaczego na tej liście są podręczniki z błędami?!

    OdpowiedzUsuń
  59. Sprawdzam prace zaliczeniowe nauczycieli.
    Niektórzy dołączyli kserokopie kart pracy z zeszytów ćwiczeń dla uczniów.
    W kl. IV autorzy proponują ćwiczenia gramatyczne, które są odpowiednie dla I-II klasy, np. przekształcenie prostego zdania oznajmującego na zdanie pytające. Na dodatek wszystkie zdania są zilustrowane obrazkami. Dzieci pozbawia się przez to możliwości ćwiczenia abstrakcyjnego myślenia, bo wszystko mają podane na konkretach.
    Uczyłam kiedyś języka polskiego w klasach I -VIII i nie mogę w to uwierzyć!
    Autorzy traktują wszystkie dzieci jakby były niepełnosprawne umysłowo.
    W taki sposób dramatycznie obniża się poziom nauczania!
    Jak można było takie podręczniki dopuścić do użytku szkolnego?!!!

    OdpowiedzUsuń
  60. 11-letnia koleżanka mojej córki napisała „wypracowanie” złożone z trzech krótkich nieporadnie skleconych zdań.
    Nauczycielka j. polskiego w recenzji pochwaliła dziewczynkę za przestrzeganie trójczłonowej kompozycji.
    Podręczniki niewiele wymagają, to i nauczyciele się nie wysilają.
    W szkole marnuje się możliwości dzieci i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  61. Stwórzmy ranking najgłupszych zadań z podręczników zatwierdzonych przez MEN.

    Na początek proponuję dwa przykłady:
    1) Ćwiczenie w czytaniu ze zrozumieniem w kl. IV:
    Krótki tekst "Grzybobranie" (napisany dużą czcionką jak dla pierwszaków) o tym, jak chłopiec nazbierał w lesie muchomorów, bo nie wiedział, że to są grzyby trujące.
    Pod tekstem są dwa obrazki: jeden przedstawia chłopca zbierającego w lesie grzyby, drugi - starszego mężczyznę łowiącego ryby.
    Zadaniem ucznia jest udzielenie odpowiedzi na pytanie: Który obrazek przedstawia grzybobranie?

    2) Zadanie dla trzecioklasisty:
    Gdzie znajdziesz informacje o wybitnych Polakach?
    a) w Encyklopedii (zapis wielką literą oryginalny)
    b) w podręczniku do matematyki
    c) w książce kucharskiej.

    OdpowiedzUsuń
  62. No oczywiście że w książce kucharskiej...

    OdpowiedzUsuń
  63. Minister edukacji narodowej podpisała w czerwcu 2012 r. rozporządzenie w sprawie dopuszczania do użytku w szkole programów wychowania przedszkolnego i programów nauczania oraz dopuszczania do użytku podręczników

    OdpowiedzUsuń
  64. Tu o konsultacjach prowadzonych przez MEN w sprawie tego rozporządzenia:
    http://kriegspielen.wordpress.com/2012/05/25/proznia-programowa/

    OdpowiedzUsuń
  65. Anonimowy7 grudnia 2011 09:34
    Do "pani zintegrowanej"-wyjątki potwierdzają regułę , jak to już ktoś wcześniej napisał . Niestety , Pani wpis jest tak obszerny i "matematyczny" , że staje się przez to mało przejrzysty . Czasami mniej znaczy więcej . Jestem nauczycielką tzw . nauczania zintegrowanego , od niedawna na emeryturze ."

    Ten wpis, jak również trzy następne, pochodzące z tego samego dnia zawierają identyczne błędy - przede wszystkim interpunkcyjne: spacja przed znakiem przestankowym, brak spacji przed i po po myślniku, niepotrzebny apostrof po "a" w wyrażeniu "a propos". Skoro NAUCZYCIELKA i to ze "starej szkoły" robi takie błędy, to jak będa wysławiać się jej uczniowie?

    O napastliwości tych komentarzu nawet nie wspomnę. O braku merytoryczniości również nie - krytykowany przez nią wpis "pani Zintegrowanej" jest bardzo przejrzysty i zrozumiały. I dlaczego cztery po kolei? Żeby udawać czterech kolejnych "anonimowych" komentatorów?

    Zresztą, nie tylko ta "dyskutantka" jest tutaj napastliwa i agresywna. Smutne.

    OdpowiedzUsuń
  66. Przeczytałam wszystkie komentarze. Zgadzam się z krytyką edukacji wczesnoszkonej i z krytyką nauczycieli. Dla mnie, nauczyciela klas 1-3 ta krytyka jest konstruktywna. Jestem odpowiedzialna za dzieci, które trafiają do mojej klasy. Dostałam kredyt zaufania ich rodziców. To mobilizuje mnie do pracy i poszukiwań. Potrafię przełamywać bariery, nie realizuję ślepo tego co nakazuje nowa podstawa, do kart pracy też mam własny stosunek. Najważniejsze jest dziecko i to co wyniesie z pierwszego etapu nauczania i uczenia się.

    Jestem po lekturze książki dr Anny Jurek i najchętniej zrezygnowałabym z podręczników do klasy pierwszej. Chociaż nie, jeden bym zostawiła. Podręcznik Joanny Białobrzeskiej.

    I tak na marginesie. Nie oglądam seriali, nie czytam plotek.
    Mam wiele zainteresowań i myślę, że niektórymi zaraziłam moich uczniów. O czym po latach dowiaduję się od nich samych.

    OdpowiedzUsuń
  67. Tacy Nauczyciele jak Pani dodają wiary, że z każdą bezmyślną nawet ofertą można sobie poradzić a rodzice mogą spokojnie powierzać Pani swoje pociechy.

    OdpowiedzUsuń
  68. A ja myślę że ci ,którym nie odpowiada nasz system edukacyjny powinni sami uczyć dziecko w domu. Nasze prawo dopuszcza taką możliwość jeśli dyrektor szkoła się na to zgodzi.
    Zalety:
    http://www.dobra-rada.pl/nauczanie-w-domu-za-i-przeciw_1628
    Zalety:
    "Zaletą nauczania w domu jest też fakt, że rodzic może tak zorganizować czas, by nauka w domu odbywała się wtedy, gdy dziecko ma najbardziej chłonny umysł, może w sposób zindywidualizowany wyznaczać przerwy oraz w dowolny sposób urozmaicać naukę. Ponadto system szkolnictwa w Polsce nie do końca jest efektywny, program jest przeładowany, co powoduje brak czasu nauczycieli na zaspokajanie indywidualnych potrzeb uczniów. Co najgorsze, lekcje w szkole zwykle prowadzone są tak, by nad materiałem nadążali najsłabsi uczniowie, co prowadzi do kształtowania ludzi przeciętnych. Szkoła również nie daje dziecku wiedzy praktycznej, nie pokazuje jaki ma związek to, czego się uczy z prawdziwym życiem. Do tego dochodzi tak zwany wyścig szczurów i stres z nim związany. W domowym zaciszu nie ma ocen za osiągnięcia, wszystko odbywa się w przyjemnej atmosferze a dziecko, często o tym nie wiedząc, przyswaja wiedzę samoistnie. Istnieją różne grupy, które zrzeszają rodziców uczących swoje dzieci, w których możliwa jest wymiana doświadczeń, a także pomoc innych opiekunów. Nauczanie w domu chroni także dziecko przed złym wpływem środowiska, przed szerzącą się narkomanią czy przemocą w szkole, a przy tym pogłębia jego więź emocjonalną z rodzicem."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczanie domowe to temat na inną dyskusję.
      Wpis Profesora dotyczył zatwierdzania przez MEN podręczników ze skandalicznymi błędami.

      Usuń
    2. Warto też, by Anonimowy - zamiast wklejać "dobre rady" - zapoznał się z wynikami badań dra hab. MARKA BUDAJCZAKA (UAM). Badania te wykazały, że w polskim systemie edukacji edukacja domowa jest dyskryminowana.

      Usuń
    3. Nie każdy, komu nie podoba się polski system edukacji, ma predyspozycje, kwalifikacje i warunki do tego, by uczyć własne dzieci.

      Usuń
  69. A w podręczniku dla 2 klasy, gdy z rysunku (narysowano tam wieś), dziecko napisało że chłopiec jest "w wiosce", pani to przekreśliła i napisała "na wsi". Bo tak miała w kluczu dostarczonym przez autorów.
    Klapki na oczach i konik posłusznie sobie drepta.......

    OdpowiedzUsuń
  70. "W Polsce od połowy lat 70. ubiegłego wieku, mimo wielu krytycznych opinii - jak stwierdza Anna Jurek - w nauczaniu czytania i pisania dzieci w toku edukacji wczesnoszkolnej coraz powszechniej i w coraz szerszym zakresie wykorzystuje się metodę sylabową, która w Rosji uważana jest za metodę nieproduktywną."

    Dla polskich warunków nie ma znaczenia co uważa się w Rosji na temat nauki czytania metodą sylabową, bo posługujemy się różnymi językami. Tak samo jak metoda czytania globalnego nie jest zbyt przydatna dla Polaka, bo nasz język jest fleksyjny (odmieniamy słowa przez przypadki, w angielskim natomiast nie, więc metoda ma sens w krajach anglojęzycznych).

    Nie jestem pedagogiem, ale wiem, że metoda sylabowa jest bardziej intuicyjna i zgodna z rozwojem językowym niż głoskowanie, chroni dzieci z dysleksją przed dużymi problemami i sprawia, że dzieci które mają problem z łączeniem liter w słowo go nie mają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudno dyskutować z osobą, która nie zna podstaw językoznawstwa (w tym językoznawstwa konfrontatywnego), chociaż wypowiada się na ten temat.

      Języki europejskie oparte są na alfabetycznym systemie pisma. Jednostką alfabetu jest litera. Metody sylabowe pozbawiają uczniów możliwości dokładnego poznania, zbadania i rozpracowania mechanizmów kodowania i dekodowania koniecznych do zdobycia umiejętności w sprawnym posługiwaniu się alfabetycznym systemem pisma, które wymaga opanowania relacji grafo-fonemowych.

      Skuteczność opanowania sztuki dekodowania – czytania na pierwszym poziomie systemu językowego determinuje efektywne funkcjonowanie uczniów na wyższych poziomach tego systemu. Nauka czytania prowadzona jednocześnie z nauką pisania wzmacnia umiejętności dzieci w segmentowaniu słów i pomaga im rozwinąć wiedzę o systemie alfabetycznym. Czynności te nie tylko powinny przebiegać równolegle, ale powinny być realizowane w taki sposób, aby mogły nawzajem się wspierać.

      Metody sylabowe są odpowiednie dla języków opartych na sylabariuszu (np. dla języka etiopskiego), ponieważ w językach tych jednostkami pisma są sylabogramy.

      W językach fleksyjnych (np. pol., ros.) fundamentem systemu językowego jest morfologia.
      Sylaba jest strukturą fonetyczną, częścią słowa mówionego. Nauczanie dzieci czytania metodą sylabową sprawia, że piszą one fonetycznie (szypki,wytrfały), nie kojarzą wyrazów pochodnych z podstawowymi (papuszka, butka, gwiastka) oraz ich form fleksyjnych (przeszkut, obowiąski, niedźwieć), opuszczają litery i cząstki wyrazów (szpki = szybki, wytwały = wytrwały), Posługują się w pisaniu prymitywną strategią klejenia wyrazów z sylab (rowe-że, two-żyć, pod-łóż-ny).

      Metoda fonetyczna ma niekorzystny wpływ nie tylko na ortografię, ale również na semantykę, etymologię, fonologię, morfologię, leksykę, i prozodię, co w poważnym stopniu utrudnia rozumienie czytanego tekstu i tworzenie tekstu pisanego.

      Zachęcam do zapoznania się ze szczegółowymi wynikami badań, np. opublikowanymi w pracy zbiorowej „Nierówność szans edukacyjnych” pod red. W. Żłobickiego i B. Maj (Wyd. Impuls 2012).
      http://www.impulsoficyna.com.pl/nowosci/nierownosc-szans-edukacyjnych,1424.html

      Dopóki nie zmienimy myślenia „co jest dla dzieci najłatwiejsze” na myślenie „co jest najbardziej dla nich korzystne”, dopóty będą pojawiać się takie stwierdzenia jak zaprezentowane powyżej przez M., a uczniowie będą nauczani metodami tylko pozornie ułatwiającymi im posługiwanie się językiem pisanym.

      Przy okazji: metoda globalna nie jest odpowiednia dla j. ang. Wyniki badań i wiele szczegółów na ten temat w: „Języki Obce w Szkole” 2/2009.

      Anna Jurek

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.