wtorek, 6 grudnia 2011

Akademicka bajka o toksycznym królu , macosze i królewnie Śnieżce

Znacie bajkę o Królewnie Śnieżce? Znacie. Nie szkodzi, warto poznać ją raz jeszcze, tyle tylko, że w pseudoakademickiej scenerii.

Był taki okres, kiedy założyciel pewnej szkoły wyższej żył sobie na akademickim zamku bez trosk, miał cerę jak wosk, niczego jemu nie brakowało aż do czasu, gdy pod wpływem nagłej choroby opuściła go żona. Król pozostał z osieroconą córką – Królewną Śnieżką. Początkowo rozpaczał, ale gdy tylko na jego akademickim dworze pojawiła się pracowita służka, szybko się koło niej zakręcił i zaczął dzielić z nią od czasu do czasu swoje łoże. Wstydził się jej głęboko, gdyż popełnił mezalians.

Służka nie miała wykształcenia średniego, była zwykłą kobietą pracującą to tu, to tam. Nic dziwnego, że Król nigdzie się z nią nie pokazywał, a nawet nie potrafił okazywać jej swoich uczuć. Czyżby ich nie było? Czyżby to była gra w emotikony? Nie wiedział, że ona zwabiła go na chucie, by w istocie wykorzystać jego dobra do rozbudowy własnego księstwa? Doskonale przejrzała jego potrzeby, toteż zainstalowała mu w gabinecie kanclerskim lustro, by mógł dopytywać się nieustannie: lustereczko, powiedz przecież, kto jest najlepszym akademickim menedżerem na świecie?”

Król spoglądał w zwierciadło i zachwycając się samym sobą, śpiewał:

Niejeden król

jest głupi jak srul

ale nie ja

cha, cha, cha, cha.

Ja jestem mężem

W kieszeni z wężem

Ciąży na mnie wpadka

To jest zagadka

Kto ją odgadnie

Zaraz przepadnie…


Kiedy jego córka Śnieżka dorosła i stała się powabną, piękną i mądrą kobietą szybko się okazało, że cały dwór ją uwielbiał. Śnieżkę kochali wszyscy, ponieważ i ona wszystkich kochała, lubiła i szanowała. Każdy mógł na nią liczyć. Nie znała dnia ani nie liczyła godzin, by służyć swojemu Panu i Władcy, który nie mógł tego znieść, że Królewna chciałaby się habilitować. Przecież Król lepiej wie, niż jego podwładni, co jest dla nich dobre, to on ma rozstrzygać o ludzkich losach, a tym bardziej o swojej córce - Śnieżce.

Wkrótce okazało się, że jest ona bardziej lubiana od jego kochanki, znienawidził ją, gdyż dwór wcale nie akceptował jego postawy, decyzji i matactw, jakie czynił, by marnotrawić na uciechy macochy coraz więcej pieniędzy studentów płacących za studia na jego zamku. Śnieżka była piękniejsza, mądrzejsza i wierna swoim studentom oraz współpracownikom na królewskim dworze. Każdego szanowała, angażowała się w dodatkowe projekty i wykonywała je z wielką pieczołowitością. Nic dziwnego, że studenci do niej lgnęli, a pracownicy administracji zamku ją uwielbiali.

Król, jak się okazało, był narcystycznym psychopatą, pił jakieś mikstury, jadał robale i wdychał brunatne opary, jeździł na narty, na żagle, na wycieczki, pił i trwonił majątek swojego akademickiego dworu, oszczędzając na wszystkim, co musiało wiązać się z zatrudnianiem jak najlepszych nauczycieli akademickich, fałszując dokumentację, prowadząc nielegalnie zamiejscowe punkty kształcenia, zmuszając poddanych, by zdobywali pieniądze z grantów i projektów na własne etaty, na wyjazdy konferencyjne czy zagraniczne, na prowadzenie badań naukowych, itp., byle tylko niczego od niego nie chcieli.

Król nie cierpiał, kiedy ktokolwiek czegokolwiek od niego oczekiwał. To on miał prawo do stawiania wymagań, bezwzględnego posłuszeństwa i lojalności (usłużności) swoich poddanych. Jego niewykształcona kochanka otrzymywała zadania typowe dla królewskich doradców, z czym zresztą dobrze się czuła, bo mogła dowartościować swoją pozycję.

Któregoś dnia Król usiadł przed lustrem i zapytał:

Powiedz lustereczko przecie,

kto najlepiej prowadzi wyższą szkołę w świecie,

powiedz lustro, bo cię stłukę,

kto nie płaci za naukę

kto się chce habilitować

i zaczyna w zamku knować?

Król miał swoich szpiegów, którzy podsłuchiwali gdzie tylko się da, byle tylko wydobyć na jaw informacje o tym, jak dalece osoby z najbliższej rodziny, znajome czy zatrudnione na akademickim dworze nie pochwalają metod zarządzania, które z każdym rokiem prowadziły dwór do upadku.
Lustereczko odpowiadało Królowi:

Czemu sądzisz, drogi królu

że w tej szkole jest jak w ulu

Śnieżka jest jak mrówcza matka

przy niej każda twoja wpadka

jawi się jak katastrofa

weź do władzy filozofa

niech porządki ci wprowadzi

co dzień komplementy sadzi

Lustro cię nie oszukuje

- żaden ci nie dorównuje.

Król mógłby znieść wszystko, tylko nie to, że jego córka-Śnieżka będzie się habilitować. Był z tego powodu tym bardziej wściekły, że Śnieżka, jako wyemancypowana panienka, postanowiła sama opuścić dwór i zatrudnić się na uniwersytecie. Nigdy się z tym nie pogodzę! – wysyczał Król złowrogo i niewiele myśląc, zawołał swoją rektor-macochę, bo w międzyczasie awansował swoją kochankę, by ta przebrawszy się za Anonima, skreśliła list do władz dziekańskich ostrzegając je przed tą, która miała być unicestwiona. Jeszcze tego by brakowało, żeby Śnieżka uzyskała wolność naukową. Pamiętaj – zwrócił się Król do swojej rektor - albo rozkaz mój wykonasz, albo sama tutaj skonasz.


Cóż było robić. Macocha nie kochała Króla, lękając się jego macek oraz jego podwładnych, toteż napisała anonimowy list do dziekana uniwersytetu, by ostrzec go przed Śnieżką. W toksycznym liście zawarła same nieprawdziwe informacje, pomówienia, sugestie, które ubrała w słowa czy określenia ze świadomością tego, że i tak nikt nie ośmieli się sprawdzić ich fałszu.

Król nie mógł doczekać się reakcji dziekana na anonim – paszkwil, toteż zapytał lustereczko:

Powiedz lustro, jak tam władza

Powiedz, lustro, kto mnie zdradza,

Powiedz szczerze lub nieszczerze

Mówi: wierzę czy nie wierzę.

A lustro na to:

Dziekan nie jest taki głupi

anonimu nikt nie kupi

w uniwerku - to się liczy,

co nauka nam wytyczy

ważne są tu publikacje

a nie twe manipulacje

nikt nie wierzy twoim słowom

które zioną wredną mową

każdy może to rozpoznać

trzeba tylko sobą zostać.
.

9 komentarzy:

  1. Degeneracja maksymalna. Najgorsze jest to, że ten proces przyspiesza, kiedy już się wydaje, że osiągnął dno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety to choroba, która dotyka większość uczelni publicznych i niepublicznych. Czy to znów mowa o tej wyższej szkole prywatnej, z której zaczynają uciekać najlepsi naukowcy, a studenci zastanawiają się czy nie wykonać ewakuacji???

    OdpowiedzUsuń
  3. To tylko mikołajkowa bajka.

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie jest jedno jedyne królestwo..... znam jeszcze inne.

    OdpowiedzUsuń
  5. jak świat światem,bajka toczy się cyklicznie prze życie i aż wierzyć się nie chce, że kolejne pokolenia dają się w nią wciągnąć:)
    przecież w bajce i tak DOBRO zwycięża!
    chociaż jak to z dobrem i moralnością bywa każdemu się wydaje, że ma na nie monopol, jednak doświadczenia dnia codziennego (dzisiejszego)pokazują jak bardzo można się pomylić w subiektywnym postrzeganiu rzeczywistości,
    i dobrze, że na świecie są dobre Wróżki i Wróżkowie oraz mądre Krasnale, które nadają tor biegowi spraw...
    Macocha z "władcą" skończą tak jak na nich przystało i wcale nie jest tak, że mnie to cieszy, smuci raczej, że głupcy zawsze do tego dążą!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jacek, gratuluję decyzji :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. W pewnym księstwie zorganizowano konferencję naukową. Oj wielu rycerzy habilitowanych, profesorów i zwykłych ciurów doktorskich się zjechało.
    Wieczorem po umysłowych szaleństwach referatowych odbył się bankiet. Oj okowita płynęła małym strumykiem, jadło było przednie. Strudzeni zmaganiami całodniowymi uczestnicy zalegli w izbach gościnnych.
    Ale jeden z habilitowanych wysoko, chyba nawet nie powiatowy profesor (tu spuszczę zasłonę milczenia) jedna białogłowę sobie upatrzył. Jął zatem pukać delikatnie do jej pokoju). Ta dowiedziawszy kto ją chce odwiedzić i w jakim jest stanie, nie wpuściła zalotnika.
    On coraz większy raban czynić zaczął, nawet kopnął w drzwi parę razy.
    Potem ktoś z zacniejszych odciągnął go od drzwi, dał jeszcze okowity i zalotnik padł zmęczony i usnął.
    Na drugi dzień białogłowa wygarnęła mu co o nim i o jego zachowaniu myśli, publicznie go zbeształa.
    On odwarknął jej, że póki żyje, habilitacji żadnej nie zrobi, on już tego przypilnuje. A miał takie możliwości.
    I słowa dotrzymał.
    O czym mi owa białogłowa opowiedziała, a ja na tym przyjęciu nie byłem, miodu i wina nie piłem. Ale historyje przekazuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy rzeczywiście był to jedyny powód, dla którego ta białogłowa nie jest habilitowana? A może tak usprawiedliwia swoją nicość?

    OdpowiedzUsuń
  9. Co za pytanie?!
    Wiadomo przecież, że trzeba swój honor mieć... Obiecał? Obiecał... Słowa dotrzymał? Czyli porządny człowiek jest...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.