wtorek, 27 lipca 2010

Moda na psychologię


W dodatku Gazetapraca.pl Gazety Wyborczej (26.07.2010) Tomasz Wysocki pisze o fenomenie studiów psychologicznych, które w tym roku, podobnie zresztą jak w latach ubiegłych, cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród kandydatów na bezpłatne studia uniwersyteckie, a nawet płatne, ale w nielicznych szkołach wyższych niepublicznego sektora. Skąd taka moda? Zdaniem dr Bogny Bartosz z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego wynika to z atrakcyjności kierunku studiów i ich programu, który kojarzy się kandydatom z możliwością poznania człowieka, jego psychiki, z receptą na to, jak żyć. Jest ów pęd na psychologię także pochodną osobistych problemów samych kandydatów, rodząc nadzieję, że uda się je w toku studiów rozwikłać czy podać terapii. No i wreszcie winne są temu media, które mocno lansują ów kierunek kształcenia wyższego.

A mnie się wydaje, że jest jeszcze czwarty powód owej atrakcyjności, w wyniku którego tylko w Uniwersytecie Wrocławskim ubiegały się o indeks na psychologię w tym roku 43 osoby na … jedno z 56 miejsc. Wystarczy zatem, że w niewielu uczelniach w kraju prowadzone jest kształcenie na kierunku psychologia, a tam, gdzie ma to miejsce, ograniczy się liczbę miejsc, by nagle liczba kandydatów wydawała się niezrozumiałą czy wprost „kosmiczną”. Tymczasem, tylko niewiele wyższych szkół publicznych i niepublicznych ma uprawnienia do prowadzenia studiów na tym kierunku, a to dlatego, że są to jednolite, 5-letnie studia, które wymagają zatrudnienia do ich prowadzenia nauczycieli akademickich. Musi to być dla nich podstawowe miejsce pracy, a na to mogą sobie pozwolić tylko nieliczne jednostki organizacyjne szkolnictwa wyższego.

Na domiar wszystkiego, minimum kadrowe dla jednolitych studiów magisterskich na kierunku „psychologia” jest wyższe, niż dla innych kierunków studiów (np. dla pedagogiki czy socjologii), bowiem stanowi ono zatrudnienie co najmniej sześciu nauczycieli akademickich posiadających tytuł naukowy lub stopień naukowy doktora habilitowanego, w tym co najmniej pięciu nauczycieli akademickich posiadających dorobek naukowy w zakresie danego kierunku studiów i jednego nauczyciela akademickiego reprezentującego dziedzinę naukową związaną z danym kierunkiem studiów, albo jednego spełniającego warunki oraz zatrudnienie co najmniej ośmiu nauczycieli akademickich posiadających stopień naukowy doktora, spośród których co najmniej czterech posiada dorobek naukowy w zakresie danego kierunku studiów, a czterech – w zakresie dziedziny naukowej związanej z danym kierunkiem studiów.

Co robią uczelnie, by spełnić ów wymóg? Niektóre wypychają doktorów psychologii, by po nieudanej próbie habilitowania się z tej nauki, dokonali tego wyczynu z zakresu pedagogiki, bo ponoć łatwiej i pewniej. I tak też się dzieje w niektórych przpadkach. Obserwujemy od kilku lat przesuwanie się części mocno zaawansowanych wiekiem psychologów do pedagogiki mimo, że ich dorobek z tą nauką ma niewiele wspólnego. Kiedy jednak już tę habilitację uzyskają, zaliczani są do minimum kadrowego na… psychologii, a nie na pedagogice, bo tam jest i tak inflacja. Moda na psychologię? Oczywiście, ale i zarazem na pedagogikę "psychologiczną" (Czesi używają nawet tej nazwy: "psychologicka pedagogika"). Kiedy dojdzie do synergii, mamy nowe twory specjalnościowe w postaci "psychopedagogiki". Jest to ani psycho-, ani pedagogika, ale coś prawie… a prawie robi różnicę.

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam, poszukałam w google i znalazłam np. pedagogikę specjalność psychopedagogika z detektywistyką lub specjalność psychopedagogika sytuacji kryzysowych
    link do szkoły http://www.wsb.net.pl/charakterystyka-szczegolowa-24

    Przyznam się jako osoba niebędąca ani pedagogiem ani psychologiem nie bardzo rozumiem po co to wszystko i dlaczego? Może to efekt uboczny studiowania psychopedagogiki twórczości.

    OdpowiedzUsuń
  2. ale za to jak ładnie brzmi.... Można zostać w przyszłości Rutkowskim albo Bondem, zapisać się do CBA, ABW, MSWiA i wszystko gra. Jak pedagogikę dopadnie kryzys, to wykształcenie będzie jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Akurat psychopedagogika twórczosci to chyba zly przyklad i z niej bym sie nie zzymala. Tworczosc wymaga interdyscplinarnego podejscia, to i takie w wielu uczelniach jest oferowane... Studia sa pedagogiczne z wieksza niz w standardach wiedza z psychologii. Nikt nikgo nie mami zostaniem psychologiem czy psychopedagogiem. Studenci maja dyplomy pedagogow o okreslonej specjalnosc...

    OdpowiedzUsuń
  4. 43 osoby na miejsce? To bardzo ciekawe, jednak nierzeczywiste. Moja siostra w tym roku zdawała maturę i złożyła dokumenty aplikacyjne na trzech uczelniach, w sumie na sześć kierunków. Podobnie zrobili wszyscy jej znajomi. Myślę wiec, że te liczby są nieco naciągane. Na psychologie też złożyła, ale to kompletna rezerwa. Roszady będą we wrzesniu i miejsca sie pozwalniaja, gdy tacy seryjni kandydaci wycofają dokumenty z rezerwowych kierunków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ktoś chyba ma problem z liczeniem. Na psychologię na UWr zgłosiły się w tym roku 1853 osoby na 56 miejsc, co daje 33 osoby na miejsce, a nie 43, jak to zostało tutaj podane.

    Odsyłam do strony z newsem z Uniwersytetu.

    http://www.uni.wroc.pl/wiadomo%C5%9Bci/najpopularniejsze-prawo-dziennikarstwo-i-psychologia

    OdpowiedzUsuń
  6. problem z liczeniem ma dziennikarz GW. Tacy to dzisiaj fachowcy.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.