środa, 16 czerwca 2010

Akademicki NIKT i KTOŚ

Nazywam się NIKT i jestem kanclerzem Wyższej Szkoły …. w Z.”

Tak zaczyna się list, jaki otrzymał jeden ze znaczących w pedagogice uniwersyteckich profesorów, któremu proponuje się, by opuścił mury swojej uczelni i zatrudnił się w niepublicznej szkole wyższej. Poziom arogancji osiąga tu szczyty, skoro właściciel szkoły niepublicznej zwraca się do przedstawiciela władzy jednej z jednostek uniwersyteckich, by nie tylko sam zrezygnował z pracy, ale i zachęcił do tego swoich współpracowników. Autor tego listu pisze bowiem, co następuje:

W mojej uczelni mamy dwa kierunki studiów A i B. W związku z uruchamianiem studiów drugiego stopnia na kierunku Pedagogika jestem zainteresowany nawiązaniem współpracy z profesorami lub dr habilitowanymi nauk humanistycznych w dyscyplinie naukowej pedagogika w postaci zatrudnienia na pierwszym etacie. Dlatego pozwalam sobie napisać do Pana Profesora i złożyć propozycję nawiązania ewentualnej współpracy z naszą Uczelnią. Bardzo proszę o odpowiedź”.

Pan NIKT pisze do profesora KTOŚ z pełnym przekonaniem, że jego oferta jest bardziej wartościowa od pracy w szacownym, liczącym kilkadziesiąt lat uniwersytecie. Sądzi zapewne, że stwarza lepsze warunki do pracy, ale nie bierze pod uwagę tego, że jeśli one mają dotyczyć jedynie procesu kształcenia, to trafiają „kulą w płot”, bo jeśli ten KTOŚ nadal chce być KIMŚ, nie zgodzi się na ograniczenie jego dotychczasowej pracy naukowo-badawczej do roli „wyrobnika” godzin dydaktycznych, do bycia pionkiem w tak zwanym „minimum kadrowym”. Już sama nazwa wskazuje, że jeśli KTOŚ miałby być jedynie częścią czyjegoś MINIMUM, to zaprzeczałby swojej dotychczasowej roli, pasji czy zaangażowaniu. Musiałby chcieć zgodzić się być NIKIM, dodatkiem do kogoś, kto sam jest NIKIM. Dać się zredukować do NICOŚCI, to „naukowa śmierć”.

A co proponuje ów właściciel? NICOŚĆ, bo jeśli sądzi, że temu profesorowi zależy na wartościach materialnych, to się myli. Trzeba być NIKIM, trzeba być samemu zredukowanym do wartości najmniej trwałych, by tak myśleć i tak postrzegać kogoś, kto jest KIMŚ. To prawda, że są na rynku profesorowie, którzy dali się utowarowić, jak mówił w swoich wystąpieniach o pacjentach kandydat na Prezydenta RP - Jarosław Kaczyński. Dla nich nie ma miejsca na godność, przyzwoitość, tylko liczy się kasa, bo nie pracując dla uczelni, nic jej nie dając poza własną pozycją i ważnością, która ma ochraniać ich prawo do czerpania jednostronnych korzyści, nie afiliując swoich publikacji i udziału w konferencjach, istotnie podtrzymują przeświadczenie, że tacy są wszyscy. Otóż nie są. Profesor, który mi przekazał informację o wspomnianej powyżej ofercie, nie tylko, że nie odpisał na nią, ale i słusznie ją skomentował: - „do śmieci”.

Znajdzie się jednak taki NIKT, który ją przyjmie. Zły pieniądz wypiera lepszy, ale w tym przypadku chodzi mimo wszystko o to, by ten lepszy (KTOŚ) nie stał się tym złym (NIKIM).

6 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze!

    Wydaje mi się, że ponadto doszło do ekscesu co do sposobu składania propozycji zatrudnienia Profesorowi. Zwyczajnie, na pewnym poziomie, w przypadku pewnych spraw, w odniesieniu do określonych osób należy sprawę (prośbę, życzenie, postulat ...) przedstawić osobiście. W takich sytuacjach korespondencyjnie, czy telefonicznie, to można się na rozmowę twarzą w twarz.

    Spróbujmy wyobrazić sobie, że jakiś wójt stara się premierowi przedstawić prośbę w imieniu gminy za pośrednictwem "Skype'a".
    Jakoś trudno.

    Wspomniany spec od "komercjalizacji wiedzy" (to takie popularne teraz) zachował się jak typowy komercjalizator (słowo "prywatyzja" stało się podejrzanie po dzisiejszym "wyborczym" orzeczeniu warszawskiego sądu).

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  2. Poprostu żenada, ciekawe, czy ów kanclerz juz niżej upaść nie może. Jestem zdumiony ograniczeniem umysłowym i brakiem poszanowania ludzkiej wartości. Nie wszystko/wszystkich da się kupić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko ma swoją cenę....

    OdpowiedzUsuń
  4. wszystko -tak, ale wszyscy - nie.Tej różnicy, subtelnej ów i nie tylko ten kanclerz nie pojmuje i nie pojmie.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja widzę w tym komentarzu pewną skłonność do histerii.Podzielam opinię,że forma oferty jest karygodna, bez klasy i znajomości zasad dobrego wychowania.Takich propozycji nie składa się listownie a zaprasza na rozmowę, ale już ton oburzenia jest pretensjonalny i zwyczajnie czuje się tu wybujałe Ego pana profesora tej prestiżowej, wspaniałej uczelni.Opozycja Nikt i Ktoś jest potwierdzeniem tego co zauważyłam w środowisku naukowym już dawno. Samozachwyt nad samym sobą i pozycja Siłacza Nauki, nieważne ze za grosze, ważne ze z poczuciem Misji. Mierzi mnie ten literacki portret polskiego naukowca w wymiętym swetrze i rogowych okularach ciułającego do następnego miesiąca. Jakiż prestiż nadaje się Nauce, tak nie szanując naukowców? Co zrobi młody,zdolny człowiek który chciałby działać na polu nauki? Najpierw oszaleje z radości,że może zostać na Tym Uniwersytecie, potem będzie odbierał pensje,które sukcesywnie będą wpędzać go we frustrację. Poniżające sytuacje typu (prawdziwe):niech Pan pojedzie na Uniwersytet X( chodziło o znaną uczelnie w USA,gdzie studiował młody teraz doktorant)i zrobi te badania.Świetnie cieszy się młody, interesująca propozycja.Tylko podróż musi sobie opłacić sam, uczelni nie stać na to,a Pan tam studiował, prawda?To na pewno ma pan tam przyjaciół gdzie mógłby pan nocować.!!! Autentyk.Człowiek czuje się jak szmata.Ambicje.Aspiracje.OD mgr do doktoratu od doktoratu do hab i profesura,zbieranie punkcików, jakieś idiotyczne przepisy. Nie dziwię się ze jak ktoś już dobrnie do prof to musi sie czuć Kimś przed światem.Przynajmniej przed samym sobą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle tylko, że ten kanclerz oferuje pracę w swojej uczelni nie po to, by ów literacki portret polskiego naukowca uległ zmianie, by on mógł się wreszcie rozwijać naukowo, wyjeżdżać na konferencje naukowe, publikować, gdczuć się KIMŚ przed światem i ptrzed sobą, gdyż to są koszty, których on wcale nie zamierza ponosić dla dobra tego ambitnego i zdolnego naukowca. On zatrudnia go po to, by ten harował na jego zyski i możliwość wyprowadzania pieniędzy z uczelnianej kasy. Wystarczy popatrzeć, co się takiego stało w tych wielkich niepublicznych szkołach wyższych, które miały być alternatywą dla biednych uniwersytetów i biednych doktorów czy profesorów. Kanclerze potworzyli "firmy krzaki", a profesorowie mają być tu alibi i osłoną ich ciemnych interesów.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.