wtorek, 20 kwietnia 2010

Edukacja wobec wyzwań i zadań współczesności


Jubileusz 40-lecia Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach został uświetniony konferencją naukową, której obrady otworzyły władze uczelni, senator RP prof. Adam Massalski, dr hab. Jolanta Szempruch – inicjatorka konferencji oraz patronujące jej władze województwa świętokrzyskiego.

Sesję naukową zapoczątkowały referaty plenarne profesorów-członków Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN: Stefana Kwiatkowskiego, Lecha Witkowskiego, Bogusława Śliwerskiego i Mirosława J. Szymańskiego. Problemy edukacji szkolnej, polityki oświatowej konfrontowane były z procesami reform i patologiami, jakie mają miejsce w szkolnictwie wyższym. Zdaniem S. Kwiatkowskiego są takie dyscypliny nauk pedagogicznych, które przedmiot swoich badań mają niejako „wnoszony przez życie na tacy”, gdyż zmuszane są przez codzienność do zainteresowania się problemami społecznymi i uwarunkowaniami rynku pracy, stąd daje się zauważyć szczególna dynamika badań w pedagogice społecznej i pedagogice pracy. Zabrakło jednak głosu naszego środowiska wówczas, kiedy rozstrzygały się losy Deklaracji Bolońskiej, a teraz wszyscy odczuwamy dyskomfort w wyniku procesów strukturalnych i programowych, jakie wynikają z dostosowywania procesu kształcenia do europejskich rozwiązań.

Zdaniem przewodniczącego KNP PAN zaniedbaliśmy rozwój dydaktyk szczegółowych w wyniku odmówienia im naukowego charakteru, a to negatywnie odbija się na kształceniu w szkolnictwie powszechnym, gdyż nauczyciele nie są wspomagani przez naukę najnowszymi rozwiązaniami problemów programowych i metodycznych. Także decydenci nie chcą korzystać z dorobku nauk pedagogicznych, gdyż istnieje duża przepaść między stanem ich rozwoju teoretycznego a praktycznymi aplikacjami nawet najbardziej interesujących modeli poznawczych. Warto zatem włączać do zespołów badawczych nauczycieli, praktyków, by podejmując eksperymenty pedagogiczne, weryfikować najciekawsze rozwiązania edukacyjne.

Nie powinno być obojętne to, jakie kierunki studiów kończy dzisiaj polska młodzież, gdyż mamy przestarzałą i nieadekwatną do potrzeb rynku pracy strukturę kształcenia. O ile w Finlandii na kierunkach technicznych studiuje 37% młodzieży, o tyle w Polsce zaledwie 20%, a to oddala nasz kraj od możliwości konkurowania z innymi. Istotny jest wkład nauk pedagogicznych w kapitał jednostkowy i społeczny. Nie będą dobrze funkcjonować placówki oświatowe, szkoły wyższe, jeśli nie będą miały swoich liderów, jeśli nie będą w nich budowane więzi społeczne. Pedagogika powinna ułatwiać procesy transformacji do kapitalizmu społecznego, a nie indywidualnego, gdyż młodzież zaczyna uciekać w prywatność, nie chce uczestniczyć w działaniach zbiorowych. Musimy zastanawiać się nad tym, co czynić, by młodzi ludzie chcieli działać na rzecz dobra wspólnego, by chcieli działać razem.

Ostatnią kwestią, jaką poruszył prof. S. Kwiatkowski, był udział przedstawicieli KNP PAN w pracach resortu nauki i szkolnictwa wyższego nad ramami kwalifikacji dla szkolnictwa wyższego, a więc nad opracowaniem przez nasze środowisko deskryptorów efektów uczenia się studentów. Procesy zmian wymuszają orientację nie na treści kształcenia, ale na jego efekty, wymierne wskaźniki. I nic dziwnego, że właśnie ten problem wywołał największą dyskusję, bowiem uczestnicy debaty pytali, jaki ma sens biurokratyczne operacjonalizowanie wyników takich procesów kształcenia, jak myślenie twórcze, innowacyjność czy postawy krytyczne.

Po tym wystąpieniu odczytałem referat prof. Lecha Witkowskiego pt. KONIEC KULTURY UCZENIA SIĘ W PEDAGOGICE. Nie mógł bowiem dojechać do Suchedniowa ze względu na swoją chorobę. Przygotowane przez tego humanistę wystapienie było ważnym wezwaniem wszystkich uczestników tej debaty do pogłębionych lektur dzieł naukowych. w ostro, a nawet prowokacyjnie skonstruowanej wypowiedzi, pisał m.in.:

Rzadko się zdarza, abyśmy mieli poczucie stykania się z ważnymi ustaleniami badawczymi, które tworzą wręcz zmianę optyki i stylu myślenia o sytuacjach, w jakich przychodzi nam działać, zwłaszcza zawodowo, czy stanowiących sedno naszego odniesienia do współczesności społecznej i kulturowej. Muszą one być zaskoczeniem dla nas samych, bywa wpisywać się w paradoksalne ujęcia, jakie burzą obiegowe wyobrażenia i nastawienia. Jeszcze rzadziej uzyskujemy ustalenia badawcze, które wręcz upominają się o radykalną zmianę praktyki w jakiej uczestniczą całe środowiska, utrwalające jako normę coś co da się obnażyć jako groźną patologię. Etos wpisany w grecką kategorię paideia czy w misję uniwersytetu, jako instytucji kultury odsłaniającej i osłaniającej kolejnym pokoleniom pokłady refleksji i mądrości, jakie zawdzięczamy największym duchom ludzkości, coraz bardziej ustępuje pod presją targowiska i władczego sankcjonowania fikcji, pozoru i oszustwa. Na dodatek najgorsze zjawiska w życiu akademickim rosną w siłę, a nawet w butę, znika wstyd, zaciera się ślady po wydziedziczeniu z kultury i nie przystawaniu do jej misji. Współczesność i przyszłość humanizmu akademickiego, wartość wiedzy i edukacji są w potwornym zagrożeniu. Tym większym, że w większości nie zdajemy sobie z niego sprawy, ignorując, lub zaklinając językiem i gestami pozbawiającymi wrażliwości i wyobraźni. (...)

Szczytem zaskoczenia, a nawet szoku poznawczego było dla mnie uświadomienie sobie, dzięki Baumanowi i Bourdieu tezy o tym, że pomimo ogromnej skali zachowań, praktyk i instytucji składających się na procesy „uczenia się”, nie mamy do czynienia z KULTURĄ uczenia się, a jedynie ze zrytualizowaniem pozoru, ekonomią oszustwa, dominacją manier typowych dla postawy konsumpcyjnej w kształcie wrogim podmiotowości obywatelskiej i realnego uczestnictwa w kulturze. Na Zjeździe Pedagogicznym w Lublinie postawiłem tezę o degradacji funkcji kulturowej uniwersytetów, rozwijając ją w wizję pogłębiania z ich udziałem stanu wydziedziczenia z kultury. Ukoronowaniem tego stała się moja zasadnicza niezgoda na utrwalanie także w podręcznikach (np. z pedagogiki ogólnej) absurdalnej fikcji rzekomego dochodzenia do głosu społeczeństwa wiedzy, gdy wszystko zdaje się krzyczeć że wartość wiedzy podlega wyparciu w zachowaniach ludzi zdobywających dyplomy i w trybie reformowania procesów kształcenia. (...)

Ukoronowaniem tego pesymistycznego buntu stało się moje zrozumienie, że z naszej winy niknie szansa na funkcjonowanie uniwersytetu jako miejsca, którego podstawową funkcją jest dawanie okazji do prawdy obcowania z mądrzejszymi od siebie, w najgłębszym kulturowo sensie, z innych epok, z innych przestrzeni refleksji i dokonań. (...) śledząc socjopatologię władzy akademickiej, jaka coraz częściej daje o sobie znać w naszych środowiskach, że sami marząc o tym, aby wielkie postaci kultury wysokiej były autorytetami mobilizującymi twórczo do działań edukacyjnych rozwijających duchowo to w swojej większości pracownicy naukowo dydaktyczni uczelni wyższych, często funkcjonują tak, jak gdyby sami nie byli zdolni uznawać i wykorzystywać impulsów z przestrzeni wielkich dokonań kulturowych płynących. Profesorowie najróżniejszych maści i zaawansowania intelektualnego nie umieją często pokazać studentom co warto czytać, czym i kim warto myśleć, komu sami potrafią zawdzięczać ważne impulsy składające się na skalę długu wdzięczności i duchowego wzbogacenia, w jakie obszary dziedzictwa symbolicznego warto wchodzić. Uświadomiłem sobie, że coraz częściej życiem akademickim (dydaktycznym, naukowym) kierują w różnych środowiskach ludzi gorsi intelektualnie, zamiast lepszych, sami nie będący wyróżniającymi się postaciami kultury i nie mający prawa do funkcjonowania (pomimo kapitału władzy) jako depozytariusze wiedzy i kapitału symbolicznego nawet na poziomie i w zakresie własnych dyscyplin i specjalizacji.

Temat mojego referatu, który wygłosiłem w formie prezentacji multimedialnej, brzmiał: O autodegradacji pedagogiki jako nauki i kierunku kształcenia . Idealnie zatem dopełniał powyższy referat. Przypomniałem kluczową dla tej analizy tezę Sergiusza Hessena:
Wyższa szkoła naukowa powinna być (…)przede wszystkim ogniskiem badań naukowych,
jej nauczyciel – czynnym badaczem, samodzielnym uczonym, rozszerzającym swą pracę naukową (…) student – uczestnikiem pracy badawczej wykładającego i o tyle też początkującym uczonym, miejsce zajęć (…) – powinno być miejscem, gdzie odkrywa się nowe prawdy naukowe, gdzie się wykłada i sprawdza wyniki dopiero co dokonanych odkryć.


Przedmiotem analizy uczyniłem wybrane obszary działalności naukowo – badawczej pedagogicznych środowisk akademickich, dokonując także oceny jakości kształcenia na kierunku pedagogika na podstawie danych PKA. Brak jest syntetycznych danych
o środowisku naukowym pedagogów i stanie jego rozwoju naukowego. Musiałem zatem dokonać własnej analizy wtórnej danych, jakimi dysponuje MNiSW czy Centralna Komisja ds Stopni Naukowych i Tytułu. Z tych ostatnich wynika bowiem, że w latach 2006-2007 z wszystkich dyscyplin nauk społecznych i humanistycznych habilitację uzyskało – 577 osób, w tym pedagodzy stanowią zaledwie 4,8%. W przypadku nadania stopni doktorskich dotyczyło to analogicznie 2238 osób, w tym zaledwie 7,2% pedagogów. Liczba nadanych stopni doktora w 2008 r. spadła do najniższego poziomu od roku 2001, liczba nadawanych tytułów profesora spadła od 2002 r. Względnie stała jest liczba uzyskiwanych przez pedagogów habilitacji w latach 2002-2008.

Przedstawiłem też własną analizę wniosków, jakie kierowali do MNiSW pedagodzy z całego kraju (w ciągu ostatnich trzech lat) o sfinansowanie tematów badawczych. Wykazałem na podstawie badania recenzji grantów pedagogicznych, jak kardynalne błędy były popełniane przez ich autorów i jakie tego mogą być przyczyny. W ostatniej części referatu wskazałem na zjawiska patologii kształcenie na kierunku pedagogika w sytuacji, gdy ma tu miejsce jego powszechność. W 2008/2009 r. aż 12% wszystkich studiujących w Polsce podjęło studia właśnie na pedagogice w jednej ze 127 szkół wyższych (publicznych i niepublicznych). Badając raporty PKA wskazałem na najważniejsze, a celowe lub niezamierzone błędy czy zaniechania, i to głównie ze strony podmiotów prowadzących uczelnie. Referat zakończyłem tezą b. rektora KUL - ks. prof. Mieczysława Krąpca:

Podstawowa powinność uczelni „wewnętrzna”- wobec jej członków, to powinność (samo)wychowania studentów i profesorów do odpowiedzialnego uprawiania nauki, do rzetelności i dociekliwości w badaniach naukowych, do poddawania swych osiągnięć osądowi kompetentnego gremium, wysłuchania krytyki i chętnego udziału w dyskusjach naukowych.

Szalę goryczy przelało wystąpienie prof. dr hab. Eugenii Potulickiej z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, która mówiła o tym, jak aktualnie brzmią jej pierwsze analizy z początku lat 90.XX w. polityki neoliberalnej w polityce oświatowej w państwach Europy Zachodniej. Program partii neoliberalnych jest bowiem tak jawny, jak i ukryty. Przygotowując studentów do krytycznego myślenia powinniśmy zwracać uwagę na konieczność dekonstruowania tej polityki, by zobaczyć, jak ów program rzutuje na rozwój młodych pokoleń. Gdyby przyjrzeć się ewolucji tej polityki także w Polsce, to można ją najłatwiej dostrzec w sektorze przede wszystkim niepublicznego szkolnictwa wyższego. Zdaniem E. Potulickiej cechują tę orientację następujące postawy i zjawiska u osób, które podlegają wpływom powyższej ideologii:

1) Pierwszym typem owych wpływów jest tzw. „oligarchia korporacyjna”, która dąży do maksymalizowania zysków w jak najkrótszym czasie kosztem jakości kształcenia i prowadzenia badań naukowych. Właściciele szkół wyższych przyjmują postaw typu: Chciwość jest dobra, trzeba zatem zarabiać, ile się tylko da, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się skończy dobra koniunktura. Wykorzystuje się zatem nauczycieli akademickich, przypisując korzyści własnej rangę moralną. Niepohamowana chciwość zgodnie z zasadą, że wszystkie chwyty są dozwolone sprawia, że w ich rozproszonym cynizmie wszystko wydaje się dozwolone. Nikt już nie zwraca uwagi na to, co jest słuszne, co jest moralne, gdyż wartością dominującą nie jest rozwój dyscypliny i środowiska naukowego, wysoka jakość kształcenia studentów, ale pogoń za pieniądzem.

2) Drugi typ orientacji, jaki wyróżniła prof. E. Potulicka to „nowi producenci”, czyli menedżerowie szkół wyższych, którzy żądają od swoich współpracowników niewolniczego oddania ich firmie. Cechuje ich zerowa odporność na ludzkie przeżycia, poczucie niesprawiedliwego podziału dochodów, działanie zgodnie z zasadą niszczącą więzi społeczne (dziel i rządź), by zatroszczyć się jedynie o siebie. W tak zarządzanej firmie edukacyjnej nauczyciele sprzedają samych siebie, rezygnując z własnej godności i wolności.

3) Trzecim typem są tzw. „konsumenci”, a więc ci, którzy z konsumpcji właśnie czynią środek do własnego wyzwolenia. Ich interesuje jedynie to, by studia były miłe, łatwe i przyjemne. Właściciele uczelni rozbudzają kampaniami reklamowymi potrzeby, które mają charakter otoczkowy, a więc są wyzwalana u osób mimo, iż one wcześniej nie pragnęły dążyć do sugerowanych im celów. W tym zakresie tak nauczyciele, jak i studenci są obiektami manipulacji.

4) Czwartym typem ofiar neoliberalizmu są „producenci prostych prac”, czyli tzw. klasa robotnicza, która została zdegradowana i wykluczona. W szkolnictwie wyższym są nią pracownicy administracji i techniczni, z którymi tak zawiera się kontrakty o pracę, by nie mieli poczucia bezpieczeństwa. Obniża się im zarobki i przeciwdziała powstawaniu związków zawodowych. Najlepszym tego przykładem była ostatnio mająca miejsce także w Polsce sytuacja pomijania przez właścicieli wyższych szkół niepublicznych związków zawodowych we wprowadzaniu zmian w statutach tych uczelni. Tam jednak, gdzie nie działają związki zawodowe, właściciele szkół gwarantują sobie wyłączne prawo do takich zmian, dzięki czemu mogą dowolnie, poza kontrolą senatów czy rad wydziałów wpływać na zmiany organizacyjne czy kadrowe. Tu obowiązuje zasada „wykorzystywania, zużywania ludzi i ich wyrzucania”, jeśli okazują się niepokornymi wobec swoich przełożonych. Władze uczelni zajmują wobec swoich pracowników postawy instrumentalne, ograniczając ich krytyczne myślenie czy wypowiedzi.

5) Piątą grupę tworzą tzw. „przestępcy”, czyli kryminogenni giganci, którzy wykorzystują luki w prawie, by w sposób bardziej wysublimowany pomnażać własne zyski. Mamy przykłady wielu uczelni, których właściciele naruszając prawo, poszerzali obszary swoich wpływów, by pomnażać własne dochody.
Swój referat prof. E. Potulicka zakończyła analizą sytuacji dzieci w świecie cynizmu, hipokryzji i coraz silniejszego ich wykorzystywania do różnych celów.

4 komentarze:

  1. Tak, refleksja nad studiami może być chyba tylko smutna i gorzka... Nie mam pojęcia kto wmówił Polakom, że muszą być magistrami. Przecież (teoretycznie) nie muszą, często nawet nie nadają się do tego. Ale życie mówi co innego - musisz mieć ten papierek.
    Dobrze, że chociaż uświadamiacie sobie, że ta katastrofa ze studiami to Wasza wina (choć po lekturze wpisu o hipokryzji nie wiem czy to wiele zmienia). Tak, to wasza wina! Skoro już przyszło tylu marnych studentów, to dlaczego nie pracujecie z nimi, by te kamienie (diamenty to chyba przesada) trochę podszlifować? Dlaczego zanurzacie nas w nieprzyjemne kąpiele bezbarwnych, bezwonnych, nie mających na nas żadnego wpływu definicji? Tylko po to, żeby mieć pełną listę wykonanych na nas operacji? Czemu w ogóle podejmujecie się takiego zadania, jeśli wiecie, że nic Wam z tego nie wychodzi??? Tylko nie mówcie mi już ani słowa o pieniądzach, to jest śmieszne. Nie jesteście wolontariuszami, a każdą pracę można (teoretycznie) wykonać dobrze.
    Przez Was, łamię sobie teraz głowę na jakie pójść studia by czegokolwiek się nauczyć, nie wstydzić się zabierać głosu na wykładach przy gronie pokpiwających studentów, żeby nie umrzeć z nudów, żeby nie zostać niewolnikiem Waszych niedoskonałości i kompleksów. Nie chcę tak studiować, nie chcę ale muszę :( Muszę mieć ten papierek.... :(

    Ewelina, studentka między BA a MA

    OdpowiedzUsuń
  2. Studia to nie szkółka podstawowa. Jeśli nie podobają mi się jakieś zajęcia, to mogę to zakomunikować władzom uczelni, mogę za pośrednictwem samorządu studenckiego upomnieć się o interwencję, by nie było tego typu zajęć. Jest Pani odsobą dorosła, więc nie musi Pani milczeć, tylko upomnieć się w swojej uczelni o godne warunki kształcenia. Kto Pani każe musieć tak studiować? A samej nie można uczynić z tych studiów wartości dodanej? Kto ma to załatwić za Panią, jak nie Pani - Pani Ewelino?
    Najłatwiej jest narzekać, a JP II mówił: wymagajcie od siebie nawet wóczas, gdy od Was tego nikt nie wymaga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na jakim świecie Pan żyje? Upomnieć się na uczelni o godne warunki kształcenia? Że prowadzenie zajęć się nie podoba? Koleżanka z kolegą (lub na odwrót) nic nie zrobi, a ja nie zdam egzaminu z przedmiotu. Proszę zrobić badania, ankiety, przeanalizować sytuację, potem radzić, co można zrobić. Podpowiem tylko - NIC nie można zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję poczucia zniewolenia i bierności. Na to nic nie poradzę. Problem tkwi w anonimowym, który już wie, że nie zda. To może warto nauczyć się i powalczyć? Najłatwiej zrzucić winę na los, na innych, na "nie da się"...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.