(Ilustracja: wygenerowana z pomocą narzędzia AI ChatGPT / DALL·E według koncepcji autora,
2 czerwca 2026).
W
stenogramach Sejmowej Komisji Edukacji nie ma odzwierciedlenia rzekomo
istotnego sporu w społeczeństwie, który sprowadzałby się do kwestii: „korzystać
w kształceniu dzieci i młodzieży z mediów cyfrowych" albo "nie
korzystać”. Dominuje raczej spór o warunki sensownej
cyfryzacji. Argumenty „za” dotyczą tego, że szkoła musi przygotować
uczniów do świata cyfrowego, uczyć korzystania z AI, wdrażać do krytycznego
myślenia, cyberbezpieczeństwa i zapewniać równość dostępu do cyfrowego
świata.
Argumenty
„przeciw” nie są najczęściej antytechnologiczne, lecz antyfetyszystyczne. Ci,
którzy je wypowiadają, ostrzegają przed mediami cyfrowymi jeśli są stosowane
bez pedagogicznego przygotowania nauczycieli, bez krytycznej weryfikacji AI, z
pominięciem higieny cyfrowej. Cyfrowe media nie mogą być centralnym środkiem
zmian programowych bez naukowej diagnozy oraz technologią, która zamiast służyć
relacjom społecznym, zaczyna je wypierać czy ograniczać.
W
debatach sejmowych nawiązywano do badań naukowych raczej punktowo
i funkcjonalnie, a nie w trybie pogłębionej debaty z udziałem uczonych,
dydaktyków akademickich. Odwołania do badań naukowych pojawiały się jako
uzasadnienie nowelizacji programów kształcenia ogólnego, potrzeba ewaluacji lub
jako ostrzeżenie przed technologicznym entuzjazmem. Nie była to jednak dyskusja
akademicka z przywołaniem literatury, autorów, metaanaliz czy jasno opisanej
metodologii.
Przykładowo,
przywołano pilotaż narzędzia "zeszyt.online"
dla 50 tysięcy uczniów uczących się matematyki, który został poddany badaniu
przez pracowników IBE. Zaproponowane narzędzie ma zrewolucjonizować
nauczanie matematyki wśród uczniów od czwartej do ósmej klasy szkoły
podstawowej. Ministerstwo Edukacji deklarowało, że „Polityka
cyfrowej transformacji edukacji” ma podlegać corocznej ewaluacji, realizowanej
przez Instytut Badań Edukacyjnych, ale w stenogramie z obrad Komisji
Edukacji nie znajdziemy wyjaśnień, jakie uwzględniono wskaźniki, dobór
próby, kryteria osiągnięć itp.
Przywoływano
w czasie obrad Komisji badanie Związku Cyfrowa Polska, w którym miało
uczestniczyć około 80 tys. uczniów, oraz IT Fitness Test dotyczący praktycznych
umiejętności cyfrowych. Jak się okazuje, jest to badanie raczej
diagnostyczne niż naukowo-analityczne, które pokazuje skalę problemu, lecz nie
rozstrzyga, jaka interwencja dydaktyczna najlepiej działa w tym zakresie.
W
debacie o laptopach wskazywano, że badania kompetencji cyfrowych Polaków w
wieku 18–25 lat sytuują Polskę nisko w Europie pod względem podstawowych
kompetencji cyfrowych osób wchodzących na rynek pracy. Jednak tego typu
argument ma charakter cywilizacyjno-diagnostyczny. Brakowało wskazania
konkretnego źródła, metodologii i związku przyczynowego między zakupem laptopów
a rzekomą poprawą kompetencji.
Nawiązywano
też w czasie obrad Komisji do wcześniejszego programu „Cyfrowa szkoła”, z
którego miała wynikać, że sprzęt cyfrowy powinien być mobilny, używany na
różnych przedmiotach i powiązany ze szkoleniem nauczycieli. Było to raczej
odwołanie do doświadczenia wdrożeniowego niż do badań naukowych w ścisłym tego
słowa znaczeniu.
Mówiono
także o dewastacyjnym wpływie mediów społecznościowych na najmłodszych oraz o
ryzyku traktowania chatbotów AI jako „przyjaciół” lub substytutów
relacji. To ważny wątek psychopedagogiczny, ale w stenogramie z obrad
Komisji Edukacji ma charakter ostrzegawczej diagnozy, bez przywołania
konkretnych badań, raportów czy autorów.
Ministra
K. Lubnauer wskazywała, że są kraje, które „zachłysnęły się
informatyzacją” i zaczęły wycofywać się z nadmiernej ekranizacji
szkoły. Jej wypowiedź była ogólna, bez wskazania konkretnych państw,
raportów ani danych porównawczych. Można więc powiedzieć, że badania
były obecne jako ozdobniki propagandowe, ale nie miały żadnego znaczenia dla
podejmowanych uchwał.
Najmocniej
pojawiły się trzy nurty: diagnoza kompetencji cyfrowych, ewaluacja
skuteczności narzędzi AI oraz postulat corocznej oceny polityki
cyfrowej transformacji. Słabiej obecne były natomiast badania
psychologiczne, pedagogiczne i neurokognitywne, które dotyczą znaczenia
ekranów, mediów społecznościowych i AI w rozwoju dzieci i młodzieży.
Najbardziej
uderzające w treści obrad sejmowej Komisji Edukacji jest to, że dyskusja
poselska częściej korzystała z badań jako argumentu pomocniczego niż
jako podstawy sporu o model procesu kształcenia i roli edukacji. Innymi słowy,
badania służyły uzasadnieniu deformy edukacji albo jej krytyce, ale rzadziej
prowadziły do pytania zasadniczego: jaka pedagogika cyfrowa jest
rozwojowo, społecznie i poznawczo uzasadniona?
W
wielu fragmentach tych debat widać raczej polityczno-interwencyjny styl rozmowy
niż poważną refleksję nad polityką publiczną. Problem nie polega na tym, że
posłowie mają różne poglądy, gdyż to jest naturalne. Jego istotą jest to, że
spór zbyt często przesuwa się z pytania: jak technologia ma służyć
rozwojowi ucznia, nauczyciela i szkoły? na pytania zastępcze: kto
kupił sprzęt, kto zawinił, kto ma rację, kto kogo rozliczy, kto jest bardziej
nowoczesny?
W
efekcie debata o cyfryzacji edukacji staje się rozmową o urządzeniach,
przetargach, bonach, laptopach, tabletach, pracowniach AI, a nie o
pedagogicznym sensie technologii. Rzeczywiście przypomina to rozmowę, w której
każdy przynosi własne pretensje, podejrzenia albo hasła, ale brakuje wspólnego
stołu eksperckiego. Najbardziej brakuje tam kilku poziomów namysłu:
Po
pierwsze — naukowej diagnozy. Nie wystarczy powiedzieć, że uczniowie mają
niskie kompetencje cyfrowe albo że szkoły potrzebują sprzętu. Trzeba zapytać:
jakie kompetencje? u których uczniów? w jakich środowiskach? w jakich typach
szkół? co jest problemem — brak sprzętu, brak metodyki, brak czasu, brak
krytycznego myślenia, brak relacji, brak koncentracji?
Po
drugie — teorii pedagogicznej. Debata o cyfryzacji bez pedagogiki staje
się debatą technokratyczną, a przecież pytanie zasadnicze brzmi: czy media
cyfrowe mają wspierać samodzielność ucznia, współpracę, twórczość, krytyczność,
personalizację uczenia się — czy tylko przyspieszyć wykonywanie zadań?
Po
trzecie — etyki rozwoju dziecka. AI i media społecznościowe nie są
zwykłymi pomocami dydaktycznymi, gdyż wkraczają w procesy poznawcze,
koncentrację uwagi, emocje, relacje, samoocenę, język i wyobraźnię dziecka. To
zaś wymaga debaty aksjologicznej, psychologicznej, a nie tylko
administracyjnej.
Po
czwarte — polityki publicznej opartej na dowodach. Skoro państwo wydaje
miliardy złotych na edukację, to powinno być jasne, jaki
rozwiązuje problem, jakimi narzędziami, według jakich wskaźników, w jakim
czasie i jak sprawdzi skutki? Bez tego polityka cyfryzacji staje się serią
akcji: kupić, rozdać, przeszkolić, ogłosić sukces.
W
tym sensie debaty sejmowe odsłaniają nie tylko spór o technologie, ale także
głębszy deficyt, jakim jest brak kultury prowadzenia polityki edukacyjnej jako
troski o dobro wspólne, a nie jako kolejnej odsłony walki politycznej między PO
a PiS.
źródła:
Pełen zapis obrad Komisji Edukacji i Nauki:
* (Nr 14) z dnia 22 lutego 2024 r.
* (Nr 82) z dnia 17 grudnia 2025 r.
* (Nr 87) z dnia 12 lutego 2026 r.
(we współpracy z AI. ChatGPT 5).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam