29 maja 2026

Uniwersytet – teatr, z którego uciekają widzowie



Felieton prof. Stanisława Czachorowskiego Odszkolnić uniwersytet, czyli o mądrości w czasach sztucznej inteligencji” jest jednym z tych tekstów, które warto czytać nie jako instrukcję obsługi przyszłości, lecz jako zapis intelektualnego niepokoju człowieka uniwersytetu. Nie znajdziemy w nim gotowych recept ani łatwego zachwytu nad sztuczną inteligencją. Znajdziemy natomiast coś znacznie cenniejszego – odwagę postawienia pytania, czy współczesny uniwersytet nie stał się zbyt podobny do szkoły.

Idealnie trafia w zakres debaty naukowej, która rozpoczyna się dzisiaj w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie na temat cyberprzestrzeni i wirtualnych światów. W ostatnich latach obserwujemy bowiem zjawisko, którego nie można już wyjaśnić wyłącznie zmianami demograficznymi. Na uczelniach ubywa studentów, a jeszcze szybciej ubywa studentów na wykładach. Nie jest to wyłącznie kwestia frekwencji. To sygnał głębszej zmiany kulturowej. Studenci coraz częściej głosują nogami. Jeżeli nie opuszczają studiów całkowicie, to opuszczają te formy kształcenia, które uznają za nieprzynoszące wartości dodanej.

W tym sensie felieton Czachorowskiego trafia w samo sedno problemu. Nie dlatego, że proponuje wykorzystanie AI w dydaktyce. Takie postulaty pojawiają się dziś wszędzie. Istotniejsze jest jego spostrzeżenie, że sztuczna inteligencja nie tworzy kryzysu uniwersytetu, lecz go ujawnia. Kiedy algorytm potrafi streścić podręcznik, wygenerować poprawny esej czy uporządkować wiedzę szybciej niż człowiek, musimy zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście istotą studiów było przekazywanie informacji?

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, to uniwersytet rzeczywiście znalazł się w sytuacji przypominającej los cechów rzemieślniczych po rewolucji przemysłowej. Jeżeli jednak odpowiedź brzmi „nie”, wówczas pojawia się szansa na odnowienie jego sensu.

Warto jednak spojrzeć na problem jeszcze szerzej.

Najnowsze badania OECD PIAAC pokazują, że znaczna część dorosłych posiada trudności nie tylko z krytycznym myśleniem, ale nawet z rozumieniem bardziej złożonych tekstów czy rozwiązywaniem nowych problemów. Jednocześnie raport Education at a Glance 2025 wskazuje, że nigdy wcześniej tak wielu młodych ludzi nie posiadało dyplomu wyższej uczelni. Otrzymujemy więc paradoks naszych czasów: rośnie liczba absolwentów, ale niekoniecznie rośnie poziom kompetencji, które powinny być owocem studiowania.

Być może właśnie tutaj znajduje się najważniejszy kontekst dla postulatu „odszkolnienia uniwersytetu”.

Szkolny model edukacji opiera się na reprodukcji wiedzy. Uniwersytet historycznie miał pełnić inną funkcję. Miał być miejscem formowania sądu, rozwijania samodzielności intelektualnej i wprowadzania do wspólnoty uczonych. Tymczasem w wielu przypadkach sam zaczął przejmować logikę szkoły: sylabus jako program do zrealizowania, egzamin jako kontrola zgodności odpowiedzi z oczekiwanym kluczem, student jako odbiorca treści.

Nie jest przypadkiem, że równocześnie obserwujemy trzy zjawiska:

  • masowe rezygnacje studentów ze studiów,
  • odpływ młodych naukowców z uczelni,
  • wzrost znaczenia alternatywnych form uczenia się, wspieranych przez technologie cyfrowe i AI.

Każde z tych zjawisk można analizować osobno. Łącznie tworzą jednak obraz kryzysu relacji między uniwersytetem a rzeczywistością społeczną.

Felieton Czachorowskiego nie jest buntem przeciwko wiedzy ani przeciwko wymaganiom. Wręcz przeciwnie. Jest przypomnieniem, że wymagania akademickie nie mogą być utożsamiane z pamięciowym opanowaniem treści. W świecie, w którym wiedza jest powszechnie dostępna, coraz większego znaczenia nabierają umiejętności interpretacji, selekcji, syntezy i odpowiedzialnego wykorzystania informacji.

Dlatego szczególnie cenne wydają się fragmenty, w których autor opisuje własne eksperymenty dydaktyczne: wyjście ze studentami do parku, próby przekształcenia egzaminu w proces refleksji, wykorzystanie AI jako narzędzia wspierającego uczenie się, a nie zastępującego myślenie. Nie są to gotowe rozwiązania. Są raczej świadectwem poszukiwania nowego języka edukacji.

I być może właśnie w tym tkwi największa wartość tego tekstu.

Nie jest to manifest technologiczny. Nie jest to także nostalgiczne narzekanie na młode pokolenie. Jest to głos profesora, który dostrzega, że świat się zmienił, a wraz z nim musi zmienić się również dydaktyka akademicka.  Pozostaje jednak pytanie jeszcze bardziej fundamentalne. Czy rzeczywiście chodzi o „odszkolnienie” uniwersytetu?  

Felieton prof. Stanisława Czachorowskiego można czytać jako wezwanie do reformy dydaktyki akademickiej. Ale można go też odczytać głębiej – jako apel o odzyskanie przez uniwersytet własnej tożsamości. Nie tej odziedziczonej po dziewiętnastowiecznej szkole, lecz tej, która legła u podstaw samej idei akademii: wspólnoty ludzi poszukujących prawdy, a nie jedynie reprodukujących wiedzę.

Uniwersytet wciąż lubi o sobie myśleć jak o świątyni wiedzy. Wystarczy jednak wejść do pierwszej lepszej sali wykładowej, by poczuć, że to jest raczej teatr. Nie jest to teatr awangardy, nie laboratorium sztuki, lecz teatr prowincjonalny, grający wciąż tę samą sztukę sprzed pół wieku. Studenci? Siedzą jak znudzeni widzowie, wlepieni w telefony, częściej obecni w świecie AI niż w notatkach z wykładu. Profesor? Recenzuje własny monodram, w którym tylko on zna pointę.

Studenci rezygnują. W Polsce nawet 30–40% porzuca studia, a na niektórych uczelniach znika 70% pierwszorocznych. Nie dlatego, że „nie dali rady”, ale dlatego, że dali sobie spokój. Bo kto chce płacić za bilety na spektakl, którego dramaturgia kończy się w akcie pierwszym? Bo kto ma czas siedzieć na wykładach, kiedy w sieci można nauczyć się więcej, szybciej i praktyczniej?

Nie tylko studenci uciekają. Z kulis wychodzą też młodzi naukowcy. Zamiast pisać, badać, tworzyć – toną w biurokracji, raportach i sprawozdaniach. Zamiast grać w pierwszym rzędzie, wybierają zejście ze sceny. Bo po co zostać w teatrze, w którym role główne grają ci sami od dekad, a dla młodych zostają tylko statystki?

Konserwatywna dydaktyka, zabetonowane struktury, mania kontroli zamiast dialogu – to główne rekwizyty tego spektaklu. I choć świat AI oferuje scenę pełną świateł i nowych możliwości, uniwersytet broni swojej kurtyny jakby od niej zależało przetrwanie cywilizacji. Tyle że widownia pustoszeje.

Wniosek? Uniwersytet dziś przypomina teatr formy bez treści. Sala coraz bardziej pusta, aktorzy schodzą ze sceny, reżyserzy powtarzają stare frazy. Możemy dalej w to grać – aż zostanie tylko echo w pustych murach. Albo możemy przepisać scenariusz: z widza zrobić współautora, ze studenta – twórcę, a z nauki – żywą sztukę. 

W świecie AI sztuka dopiero się zaczyna.  

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam