(Ilustracja: ChatGPT / DALL·E, OpenAI, opracowanie własne z użyciem AI)
Rozpętała
się polemiczna burza w mediach po wypowiedzi ministry edukacji Barbary
Nowackiej, która stwierdziła, że niektórzy rodzice są „zmorą
szkoły”. Dla mnie nie było to żadnym zaskoczeniem, bo przecież ignorancja
łączy się z arogancją, kiedy niepowodzenia w polityce usiłuje się
usprawiedliwiać zewnętrznymi, pozaosobowymi czynnikami. Ministra usiłuje odwrócić uwagę od własnych urzędników, od jej ekspertów i doradców, itp. którzy są tak samo winni chaosowi w polityce oświatowej, jak ona.
Zdumiewające jest to, że nawet publicystka-dziennikarka popiera tę wypowiedź ministry pisząc: "Barbara Nowacka ma świętą rację. Niektórzy rodzice są zmorą szkoły. I może to potwierdzić każdy nauczyciel. Choć w debacie publicznej dominuje oburzenie na słowa ministry edukacji, w szkolnych pokojach nauczycielskich od lat mówi się o tym samym – o rosnącej presji, przekraczaniu granic i relacjach, które coraz częściej zamiast wspierać, skutecznie utrudniają pracę".
Mówiąc o rodzicach jako „zmorze szkół” ministra naruszyła nie tylko dobrze pojęty sens edukacji w kontekście ustawy Prawo oświatowe, ale także, a moim zdaniem - przede wszystkim nie przestrzega Konstytucji III RP, co budzi mój sprzeciw. Wyrażona w preambule Konstytucji zasada subsydiarności oznacza, że instytucje państwowe mogą wkraczać w obszar ochrony tylko tam, gdzie rodzina nie może sobie sama dać rady, , a nie wtedy, gdy władza państwowa wie lepiej, co jest dla nich dobre.
Ministra B. Nowacka działa jak
w PRL decydując o tym, kto jest w szkolnictwie zmorą, a kto nią nie jest.
(źródło: Fb)
Taki
język budzi sprzeciw, gdyż ministra de facto wywyższa się instytucjonalnie w
stosunku do rodziców, którzy utrzymują ją na tym stanowisku, płacąc podatki.
Nowacka też podlega konstytucyjnej hierarchii, więc powinna pamiętać,
że nie wolno jej czynić z władzy resortowej instytucji nadrzędnej wobec
rodziców-obywateli.
Ministra
edukacji, która nie rozumie:
- że subsydiarność to nie slogan, ale
zasada ustrojowa,
- że rodzic powierzający swoje dziecko
szkole jest obywatelem, który ma prawo bronić swoich praw, a
nie być traktowany jak "toksyczny produkt uboczny",
- że dialog z rodzicami jest obowiązkiem
konstytucyjnym, a nie łaską instytucji oświatowej i jej władz.
Nowacka
jako ministra edukacji reprodukuje na poziomie państwowym dokładnie te same
błędy, co każdy poprzedni minister edukacji kwestionujący podmiotowość
rodziców, uczniów czy nauczycieli oraz poniżający ich pejoratywnym określeniem. Ministra zakwestionowała legitymację rodziców do wypowiadania się na temat funkcjonowania edukacji publicznej.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam