O
nowatorach w polskiej oświacie od lat pisze się wiele, by z jednej strony
docenić ich ogromny trud i wkład w rozwój praktyki i teorii pedagogicznej, z
drugiej zaś strony by podtrzymać ich zapał i zachęcić kolejne pokolenia
niepokornych, twórczych nauczycieli do osobistego, autorskiego zaangażowania
się na rzecz reform oświatowych. Okres radykalnej zmiany ustrojowej w 1989 r. i
otwarcia społeczno - politycznego zaowocował w naszym kraju niezwykle
dynamicznym wzrostem szkół niepublicznych oraz pojawieniem się głównie w
edukacji wczesnoszkolnej w szkołach publicznych kilkuset klas i programów
autorskich.
Naukowcy
zawsze doceniali nieporównywalny trud i wkład w rozwój praktyki i teorii
pedagogicznej nauczycielek i nauczycieli przedszkoli i szkół alternatywnych, by
podtrzymać ich zapał a zarazem zachęcać kolejne pokolenia twórczo niepokornych
pedagogów do osobistego, autorskiego zaangażowania się na rzecz zmian w
placówkach oświatowych. Okres radykalnej zmiany ustrojowej w latach 1989-1997
jest już tylko wspomnieniem tych, którzy mieli szczęście do otwartości władz
resortu edukacji na profesjonalną, a więc i odpowiedzialną zmianę w
edukacji. Skutkowało to dynamicznym wzrostem przedszkoli i szkół
niepublicznych oraz pojawieniem się głównie w edukacji wczesnoszkolnej i
ponadpodstawowej w szkołach publicznych 10 tys. klas i programów autorskich.
Mieliśmy
nadzieję, że prawo do pluralizmu edukacyjnego będzie chronione i doceniane
przez rządzących. Wierzyliśmy, że postsolidarnościowe elity, które wraz ze
związkowcami zakorzeniały się w strukturach władz państwowych i sejmowych nie
zdradzą polskiego społeczeństwa. Niestety, jak każda rewolucja, tak i ta
pożarła swoje dzieci.
Prawo
do wyboru między alternatywnymi możliwościami kształcenia i wychowywania
młodych pokoleń odradzającej się demokracji zostało "sprzedane"
partyjniackim interesom postsocjalistycznych i postsolidarnościowych kadr,
które nie wyzbyły się syndromu homo sovieticus, koncentrując służbę
na zdobywaniu i utrwalaniu własnej władzy, a tym samym dorabianiu się kosztem
społeczeństwa.
Od
czasów przejęcia władzy przez SLD i PSL w 1993 roku rozpoczął się proces
ukrytego hamowania, blokowania i niszczenia pluralizmu edukacyjnego, by nie
dopuścić do procesu zmian w dydaktyce, kreowaniu wewnątrzszkolnych wspólnot
oraz eksperymentowaniu różnymi środkami, różnorodnymi rozwiązaniami
organizacyjnymi i metodami dla dobra dzieci i młodzieży. Po dzień dzisiejszy
edukację publiczną (raczej quasi publiczną) i niepubliczną traktuje się jak
folwark partii władzy do realizowania politycznych interesów i promowania się
mini-strów w mediach, by dzielić środowisko oświatowe na pro-zetenpowskie i
anty-solidarnościowe (i na odwrót), lewicowe w kontrze do prawicowego. Ważne, by można było niekompetentnie, cynicznie, bo populistycznie sterować edukacją w strategii top-down.
W
czasie 12. Polskich Dni Montessori, które zorganizowała Katedra Teorii
Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego wraz z Polskim Stowarzyszeniem Montessori na
Wydziale Nauk Wychowaniu UŁ, mogliśmy spojrzeć wstecz, podzielić się wiedzą i
aktualnymi doświadczeniami oraz pokazać czekające nas trendy w najbliższej
przyszłości w odniesieniu do pedagogiki pajdocentrycznej Marii
Montessori.
Okazuje
się, że rozwój w Polsce placówek afirmujących humanistyczną antropologię
dziecka i podporządkowaną jej praktykę, metodyką nauczania-uczenia się,
wdrażania dzieci do samopoznania, samokontroli, samokształcenia, samowychowania,
samorozwoju, samodzielności z uwzględnieniem także ich uspołecznienia nadal
jest w Rzeczpospolitej ograniczany gorsetem polityki ustawodawczej i nadzorczej
władz oświatowych. Nie lubią urzędasy konkurencyjnej, alternatywnej praktyki
kształcenia i wychowania, bo wymyka im się spod kontroli i odsłania mizerię nie
tylko nadzoru pedagogicznego, ale i całego oprogramowania ustrojowego w
polskiej oświacie.
Pedagodzy
montessoriańscy nie muszą szukać odpowiedzi na absurdalne pytania, czy
podejście Włoszki sprzed ponad stu lat jest (bardziej) wartościowe, prawdziwe,
słuszne, zasadne, efektywne itp. od powszechnej edukacji w placówkach
państwowych czy - jak w III RP - pozorujących ich publiczny status. Oni po
prostu robią swoje, niezależnie od zmian w MEN, w strukturach władzy, bo chcą
być nie tylko konsekwentni i merytorycznie odpowiedzialni za swoje
zaangażowanie zawodowe, ale przede wszystkim spójni z antropologią pedagogiczną
Marii Montessori, która odpowiada ich kulturze osobistej, pedagogii serca w
relacjach z dziećmi/uczniami.
Pedagodzy
montessoriańscy szanują tradycje kulturowe, psychorozwojowe, społeczne, ale i zróżnicowanie religijne czy światopoglądowe rodziców ich podopiecznych, dlatego to, co jest nadal zakazane
w przestrzeni placówek samorządowych, realizują w sferze prywatnej. W dniu
otwarcia 12. Polskich Dni Montessori poprzedziły referaty i doniesienia z
badań naukowych występy dzieci z Samorządowego Przedszkola nr 220 oraz z Przedszkola św. Anny.
Przypomnę
zatem, że alternatywni zawsze mieli "pod górę". Problem
wdrażania pedagogiki alternatywnej przez polskich nauczycieli w przedszkolach
czy szkołach publicznych wciąż nie jest zjawiskiem bezkonfliktowym. Pierwsze
próby adaptacji w polskich przedszkolach i szkołach podstawowych od
początku lat 90. pedagogiki Marii Montessori nie spodobało się ortodoksyjnym
publicystom na scenie polskiej prawicy czy przedstawicielom niektórych władz
samorządowych. Trzeba było tylko znaleźć jakieś argumenty na rzecz przeciwstawienia
się zwolennikom tej pedagogiki.
Jednego
z redaktorów miesięcznika „Polska Rodzina” zaniepokoiło zorganizowanie przez
Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego konferencji naukowej, która
poświęcona była powyższej pedagogice. Oburzony był tym, że uczestniczyła w niej
ponad setka studentów i pedagogów, a ponadto ukryto jeszcze przed
nimi „rzeczywiste”, ideologiczne cele owej koncepcji kształcenia i wychowania.
Ba, powołano oddział Polskiego Stowarzyszenia Montessori, którego współtwórcą
był zarazem dyrektor jednej ze szkół Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców.
Także w Łodzi, ponoć nieświadome "antychrześcijańskich"
przesłanek tej pedagogiki siostry Bernardynki otworzyły przedszkole
montessoriańskie. Zgroza :)
Temu,
który postanowił przeciwstawić się eksponentom pogańskich ośrodków wystarczyły
rzekome związki Marii Montessori ze środowiskami teozoficznymi,
feministycznymi czy antyklerykalnymi. Publicysta (M. Masny, 1995 nr 2) wykorzystał zdarzenia z życia
nie tyle i nie tylko samej Montessori co osób, z którymi być może nawet nie
miała kontaktu, ale nie można po kilkudziesięciu latach ich w żaden sposób
zdementować. Insynuacje, pomówienia, demagogiczne asocjacje wykorzystuje się
jako właściwe narzędzie walki z czymś, co wydawałoby się, że stanowi już kanon
współczesnej pedagogiki reform. Komu się będzie chciało dementować, wyjaśniać
lub tłumaczyć artefakty, kalumnie czy typowe dla ideologicznej propagandy
„zarzuty”? Tak jest po dzień dzisiejszy!
Dobrze się zatem stało, że tegoroczne Polskie Dni Montessori zagościły w murach Wydziału Nauk o Wychowaniu UŁ, a wiodącym tematem był związek pedagogiki Montessori z współczesną myślą pedagogiczną. Przypomniałem uczestnikom, że trzydzieści jeden lat temu pisała o tym dr Małgo9rzata Miksza dysponując jedynie syntezami już mało współczesnej myśli pedagogicznej, bo ocenzurowanej w czasach PRL w wydaniu Ludwika Chmaja oraz Kazimierza Sośnickiego.
Dopiero najnowsze metateoretyczne studia ukazały się pod koniec lat 90. XX wieku.
Przebieg obrad dokumentowali pracownicy Wydziału - Joanna Cesarz i Zbigniew Piotrowicz, a w logistyczną organizację debat włączyli się także studenci pedagogiki. Za to wszystkim w tym miejscu serdecznie dziękuję, bo "moja" Katedra zapoczątkowała w 1992 roku cykliczną, międzynarodową debatę naukowo-oświatową na temat edukacji alternatywnej na świecie a dziś znakomicie kontynuuje ją i pogłębia Katedra Pedagogiki Wieku Dziecięcego pod kierunkiem dr hab. Moniki Wiśniewskiej-Kin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam