W dniu wczorajszym miałem okazję do spotkania online z pasjonatami nauki, uczonymi reprezentującymi ponad 30 jednostek akademickich w kraju i kilka dyscyplin nauk społecznych. Inicjatorem i gospodarzem spotkania był członek Zespołu Nauk Społecznych Rady Doskonałości Naukowej prof. dr hab. Bernard Wiśniewski, który organizuje w Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej interesujące debaty naukowe w ramach Centrum Metodologii Badań w Naukach o Bezpieczeństwie.
Tematem mojego wystąpienia była dość bolesna kwestia, bo dotycząca erozji postaw wobec nauki. Ta zaś jest rozpoznawalna w wielu sferach funkcjonowania uczelni akademickich. Nie bez znaczenia zatem było rozpoczęcie debaty od studiów naukowych dotyczących kultury uniwersyteckiej, która przestaje być w Polsce pojmowana jako praktykowane obyczaje akademickie w trosce o wartości absolutne a związane z dążeniem badaczy do prawdy.
W literaturze naukowej ujmuje się kulturę uniwersytecką raczej jako normatywno-instytucjonalny sposób funkcjonowania uczelni, w ramach którego bierze się pod uwagę zespół wartości (misja, cele uczelni), praktyk w relacjach między władzami uniwersytetu a pracownikami badawczymi, badawczo-dydaktycznymi, administracyjno-technicznymi, rytuały, reguły komunikacji, sposoby uprawiania nauki, relacje między mistrzostwem a krytyką, autonomią a odpowiedzialnością publiczną czy wreszcie kolegialnością a stylem zarządzania uczelnią i jej jednostkami.
Nie ma już jednej kultury universitas, toteż wyróżnia się kilka jej rodzajów, które przenikają do procesów zarządzania szkołami wyższymi i nauką. Polskie uczelnie akademickie cechuje model hybrydowy, ale to, które z tych kultur stanowią dominantę, każde musi samo rozstrzygnąć.
Jedną z takich kultur jest uniwersytet jako formacja umysłu, kształcenie elit, inteligencji. Nawiązuje się tu do myśli Johna Henry’ego Newmana, dla którego kultura uniwersytecka oznaczała przede wszystkim kulturę intelektu. Tę zaś cechuje orientacja na kształcenie zdolności sądzenia, holistycznego pojmowania wiedzy, prowadzenia sporu i dystansowania się do utylitarnego pojmowania studiów i badań akademickich.
Newmanowska „liberal education” nie czyni swoim zadaniem kształcenie zawodowe, bo od tego powinny być koledże, szkoły zawodowe. Istotną funkcją uniwersytetu ma być właśnie formacja rozumu, dzięki któremu człowiek staje się zdolny do samodzielnego myślenia. W rozprawach przywołujących tę tradycję podkreśla się, że dla Newmana „culture of the mind” była dobrem samym w sobie i podstawowym celem edukacji uniwersyteckiej.
W tym sensie kultura uniwersytecka nie jest „kulturą organizacji”, lecz kulturą sądzenia. Uniwersytet istnieje po to, by chronić przestrzeń, w której wiedza nie zostaje natychmiast podporządkowana interesowi rynku, państwa, ideologii czy administracji. W czasach postprawdy, populizmu i coraz powszechniejszej manipulacji tak pojmowany uniwersytet staje się zagrożeniem dla różnego rodzaju władz państwowych, a nawet akademickich.
Kultura humboldtowska powoli redukowana jest w akademickich środowiskach ze względu na nieprzystawanie do dynamicznych zmian społeczno-politycznych, gospodarczych i militarnych. Wolność badań, jedność nauczania i badań naukowych wyrasta w tym modelu z tradycji Wilhelma von Humboldta, dla którego kultura uniwersytecka oznaczała traktowanie nauki jako sposobu życia akademickiego.
Mistrz i student, choć są nierówni kompetencyjnie, to uczestniczą w tym samym procesie służbie wobec nauki, a nie wobec władzy zorientowanej na heterotelicznie stanowione cele, głównie na osiąganie wartości instrumentalnych. Kultura uniwersytecka jest więc kulturą wspólnoty poznającej, a nie kulturą realizacji mierników kształcenia i parametryzacji badań naukowych.
Trzeci typ kultury universitas to kultura kolegialna. W jej ramach uniwersytet stanowi republikę uczonych. W naukach społecznych bardzo takie ujęcie kultury uniwersyteckiej jest w polskim ustroju przeszłością, bowiem ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce z 2018 roku zapoczątkowała niszczenie kultury kolegialności w imię pozorowanej interdyscyplinarności zespołów badawczych.
Tymczasem ten typ kultury obejmuje autentyczną samorządność akademicką a nie sterowaną przez wyłączone z niej władze rektorskie, dziekańskie czy instytutowe. To troska o rzetelne recenzowanie osiągnięć naukowych, wzajemne wspieranie się badaczy oparte na zaufaniu, przestrzeganie norm debat naukowych, dyskusji, autonomia podstawowych jednostek akademickich, wydziałów, ale i udział uczonych w podejmowanych przez ich reprezentantów decyzjach, bez ich selekcjonowania, stratyfikowania kadr. Ważne jest tu takie kształtowanie uniwersytetu, by nie był zarządzany tak samo jak przedsiębiorstwo, korporacja.
W badaniach nad zarządzaniem uczelniami często przeciwstawia się kolegialność i menadżeryzm, chociaż klasyczne analizy wskazywały, że kultura akademicka wymaga zarządzania nie tylko strukturalnego, ale także symbolicznego, zarządzania znaczeniami, symbolami i dbania o integrację wspólnoty, a nie wyłącznie o hierarchiczne nią sterowanie. Współczesne prace z nauk o zarządzaniu potwierdzają, że przenoszenie korporacyjnych struktur władzy do uniwersytetu zmienia samą naturę instytucji akademickiej.
W tej perspektywie kultura uniwersytecka to nie pozorowanie „dobrych relacji”, by władze uczelni czy wydziałowe mogły zapewnić sobie zarządzanie w kolejnej kadencji. Kultura kolegialna oznacza ustrój epistemiczny, a więc taki sposób zarządzania środowiskiem akademickim, w jaki wspólnota ma prawo do autonomicznego decydowania, co jest wiedzą, kto ma prawo oceniać, jak prowadzi się spór, jak chroni się mniejszościowe stanowiska i jak zapobiega się przemianie autorytetu naukowego w władzę administracyjną, która zainteresowana jest głównie osiąganiem przez siebie wysokich dochodów.
W świetle tego podejścia w universitas pojawia się pytanie: czy uniwersytet nadal tworzy kulturę, czy tylko zarządza produkcją mierzalnych osiągnięć? Readings nie proponuje powrotu do humboldtowskiej harmonii, lecz raczej „wspólnotę dissensu”, a więc ujmuje uniwersytet jako miejsce nieusuwalnego sporu, w którym sens nie jest zadekretowany odgórnie.
Zbliżoną do kultury kolegialnej uniwersytetu jest w literaturze anglosaskiej kultura publiczna szanująca uniwersytet jako dobro wspólne z tej racji, że jest to instytucja publiczna. Stefan Collini w swojej monografii pt. What are universities for?
przeciwstawia się redukowaniu funkcji uniwersytetu do tego, by służył wzrostowi gospodarczemu, produktywności i „zatrudnialności” absolwentów. Autor tej pracy podkreśla, że należy ponownie przemyśleć sens uniwersytetu, jego celów i wartości w warunkach postnowoczesnego społeczeństwa, nieprzejrzystości i czasów ryzyka.
Z tej perspektywy kultura uniwersytecka jest kulturą odpowiedzialności publicznej, ale nie w sensie podporządkowania państwu, ale służenia społeczeństwu właśnie dlatego, że uniwersytet nie powinien być przedłużonym ramieniem władzy państwowej, wymaganiom rynku ani też opinii publicznej. Jego użyteczność polega m.in. na tym, że potrafi być nieużyteczny w doraźnym tego słowa znaczeniu: chroniąc konieczny czas dociekań, myślenia, krytykę, prowadzenie badań podstawowych i dbać o pamięć kulturową.
Kultura akademickiego kapitalizmu (academic capitalism) wpisuje uniwersytet w pole kolonizacji rynkowej. W literaturze krytycznej analizują jej znaczenie Sheila Slaughter i Gary Rhoades. Autorzy "Academic Capitalism and the New Economy. Markets, State, and Higher Education" pokazują, że uniwersytety coraz mocniej angażują się w logikę rynku, komercjalizacji wiedzy, patentów, współpracy z przemysłem i rywalizację o zasoby. Ich książka stanowi analizę coraz bardziej zatartych granic między szkolnictwem wyższym, państwem i geopolityką handlu.
W
tym ujęciu kultura uniwersytecka zostaje poddana interesom gospodarki wolnorynkowej: wiedza przestaje być
przede wszystkim dobrem publicznym, a zaczyna funkcjonować jako zasób ekonomiczny. Nie oznacza to, że współpraca z gospodarką jest czymś niepożądanym. Logika rynku staje się metakulturą uczelni, czyli
nadrzędnym kryterium oceniania wszystkiego: badań, dydaktyki, awansów, relacji
ze studentami i sensu pracy akademickiej.
Ten rodzaj kultury był wdrażany w Polsce z początkiem XXI wieku, w tym powołaniem do życia najpierw Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej a następnie Państwowej (obecnie Polskiej) Komisji Akredytacyjnej, która miała zastąpić humboldtowską kulturę akademicką wyrastającą z tradycji uniwersyteckiej, a nie z samego organu nadzoru państwowego. To
rozróżnienie jest kluczowe, bowiem kultura jakości nie jest tym samym co biurokratyzacja
jakości kształcenia i prowadzenia badań naukowych. Pierwsza miała wzmacniać uniwersytet w jego samodoskonaleniu, druga zaś skutkuje wewnątrzuczelnianą działalnością pozorną.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam