25 maja 2026

Jak (od-)blokowano w pierwszych latach transformacji ustrojowej Polski rozwój przedszkoli montessoriańskich

 



Niekompetentni publicyści oświatowi na usługach określonej frakcji politycznej chętnie operują narracją typową dla czasów stalinizmu w Polsce. Stylistyka antagonizowania pedagogów, socjologów i politologów oświatowych ma na celu wykreowanie nieprawdziwego świata myśli, idei, byle tylko nie sprzyjał on jakimkolwiek powrotom, odnowie, a tym bardziej praktykom edukacyjnym. Tak stało się m. in. z pedagogiką Marii Montessori po 1989 roku.     

Publicyście, który postanowił przeciwstawić się rzekomym eksponentom pogańskich ośrodków, wystarczyły  ślady, które wskazywałyby na jakieś związki tej pedagog ze środowiskami teozoficznymi, feministycznymi czy antyklerykalnymi. Wykorzystał zdarzenia z życia nie tyle i nie tylko samej Montessori co osób, z którymi być może nawet nie miała kontaktu, ale nie można po kilkudziesięciu latach ich w żaden sposób zdementować. Insynuacje, pomówienia, demagogiczne asocjacje wykorzystuje się jako właściwe narzędzie walki z czymś, co wydawałoby się, że stanowi już kanon współczesnej pedagogiki reform. Komu się będzie chciało dementować, wyjaśniać lub tłumaczyć artefakty, kalumnie czy typowe dla ideologicznej propagandy „zarzuty”?

A jednak, nie można poprzestawać na konstatacji, że przecież wszyscy wiedzą, iż oponent kłamie, wprowadza celowo w błąd opinię publiczną, by chociaż na krótki okres czasu powstrzymać zainteresowanie czy rozwój „wrogiego” nurtu, teorii czy praktyki edukacyjnej. Warto wydobywać na jaw te pseudoargumenty, by ukazać środki, jakimi usiłuje się zaprzeczyć niepowtarzalnym wartościom i dokonaniom wybitnych pedagogów reform. Marii Montessori demagogicznie przypisano największe zło, które wyraża się m.in. w: 

1) powstaniu ruchu feministycznego na świecie (była pierwszą kobietą, która ukończyła studia medyczne), 

2) prowadzeniu działań antyklerykalnych, antyewangelicznych, sprzecznych z katolicką nauką i polityką społeczną, 

3) stosowaniu tresury wobec dzieci pod pozorem uwolnienia wychowania od kar, 

4) utrzymywaniu kontaktów z teozofami, a więc na pewno z sektą spirytystów, których celem jest zniszczenie zachodniej, chrześcijańskiej cywilizacji, 

5) instrumentalnym wykorzystaniu młodego pokolenia do  eksperymentowania na nim na skalę marzeń nazistów, komunistów czy ezoteryków, 

6) stworzeniu podstaw naukowych dla  współczesnej eugeniki  wobec ludzi „niepełnosprawnych”, 

7) skrajnie indywidualistycznym wychowaniu dzieci. 

Jedyne, co jest prawdą, to cytowane poniżej za antagonistą tej pedagogii kalumnie, że Maria Montessori po obronie pracy doktorskiej z medycyny działała w ruchu feministycznym, ale – co gorsza - zajmowała się dziećmi upośledzonymi przy poparciu ówczesnego ministra oświecenia publicznego Guido Baccelli. Ten zaś był członkiem rządu, który prowadził hałaśliwą, ale systematyczną walkę z katolicyzmem i obnosił się ze swoją wolnomularską przynależnością. 

Wprawdzie Montessori założyła w 1907 r. pierwsze przedszkola („domy dziecięce”), to jednak miały one służyć planowemu wychowaniu dzieci bez ingerencji ze strony rodziców i zakonów katolickich, powszechnie wówczas zajmujących się edukacją. Nie jest prawdą, jakoby ten rodzaj pedagogicznego podejścia do dziecka z założenia miał pozwalać jemu na samodzielny rozwój. 

W rzeczywistości jednak – jak zauważyła w 1931 roku polska pedagog (skądinąd wielbicielka Marii Montessori) dr Felicja Pinesowa – jest to tylko „umiejętna tresura”. Rzekomo rozwijające, specjalne zabawki są zabierane dziecku, jeśli korzysta z nich w sposób nie przewidziany programem, np. układa domki z tabliczek do nauki kolorów. Zasadą pedagogiki Marii Montessori jest rezygnacja z nagród i kar. Ponadto – podobnie jak twórca sekty „antropozofii” Rudolf Steiner – uważała, że „dziecko kroczy po drodze naturalnej ludzkości” i powinno uczyć się kolejno zajęć, które wyznaczały rozwój techniczny rodzaju ludzkiego. 

 W 1908 roku teozofowie powołali w Paryżu Ligę Wychowania Moralnego Młodzieży. Jej program pokrywał się z programem Marii Montessori, która zresztą utrzymywała z Ligą ścisłe kontakty. W latach 30-ych i po II Wojnie Światowej Montessori przebywała długo w Adyarze pod Madrasem, w siedzibie Towarzystwa Teozoficznego i tam publikowała swoje książki. Niektóre pozycje ukazywały się w wydawnictwie Theosophical Press w Wheaton (USA). Wtedy to współtworzyła  ruch „potencjału ludzkiego”, stanowiący obecnie ważny nurt New Age.

Ukierunkowanie wychowania dziecka na jego rozwój wewnętrzny jest instrumentalnym wykorzystaniem młodego pokolenia dla stworzenia „nowej ludzkości”. Było to zawsze marzenie nazistów, komunistów, ezoteryków spod znaku New Age, wolnomularzy i innych rewolucjonistów. Montessori lubiła odwoływać się do Nietzschego  i jego apelu o świadome ulepszanie rodzaju ludzkiego. Wychowane przez Marię Montessori „nowe dzieci” – jak pisała – mają być „nowym rodzajem ludzkości, wyłonieniem lepszej jakości istoty ludzkiej”. Z tej idei – jak wiemy – narodziła się eugenika, nauka o eliminacji ludzi niesprawnych, „gorszych”, propagowana w latach 30-tych przez hitlerowców i przez niektóre wielkie ośrodki kapitałowe (np. Fundację Rockefellera). 

Spadkobiercy Marii Montessori nie głoszą staroświeckiej eugeniki. Obecnie prorocy „nowej ery” starają się o eliminację ludzi ubogich i stąd biorą się koncepcje przymusowej sterylizacji i aborcji w Indiach czy na Filipinach. Głoszenie przez Montessori poglądu, że dziecko jest istotą z natury dobrą jest właściwe tradycji idealistycznej, gnostyckiej, teozoficznej i wolnomularskiej. [...] Należy podkreślić, że wszystkie te systemy są z gruntu antychrześcijańskie, ponieważ nie uznają potrzeby formowania młodego człowieka ku dobru przez wychowawcę.(1) 

Tak typowej dla czasów głębokiego stalinizmu pseudokrytyki nie wytrzymali naukowcy z UŁ, przesyłając do redakcji miesięcznika replikę, ale – niestety, ich głos polemiczny i wyjaśniający powyższe zarzuty nie został nigdy opublikowany na jego łamach. Zapewne wydawcy i M. Masnemu chodziło właśnie o to, by wstrząsnąć opinią publiczną, przestraszyć zdezorientowanych rodziców, którzy byliby zainteresowani ewentualnym posłaniem swoich dzieci do przedszkoli czy szkół montessoriańskich. 

Pamiętam jedną z pierwszych Pielgrzymek Nauczycieli na Jasna Górę w sierpniu 1995 roku, której organizatorzy w ostatniej chwili wycofali zaproszenie dla dr Ewy Łatacz z mojej Katedry. Miała podzielić się z pielgrzymującymi nauczycielami swoimi doświadczeniami w zakresie tworzenia przedszkola i szkoły montessoriańskiej w Łodzi we współpracy z siostrami Bernardynkami. Ktoś ostrzegł, że nie należy promować pedagogiki alternatywnej, która ponoć "szkodzi polskiemu katolicyzmowi". 

Od znacznie poważniejszych następstw tak dla sióstr zakonnych, jak i inicjatorów innych placówek montessoriańskich w Polsce, uchroniła wypowiedź Jana Pawła II przed odmówieniem modlitwy „Anioł Pański”, którą Ojciec Święty podzielił się przed zbliżającą się w Pekinie światową konferencją nt. roli kobiet. Opublikowany w prasie katolickiej fragment papieskiej wypowiedzi i komentarz stały się wręcz zbawienne. Dzięki temu dzieła tak wybitnej postaci w dziejach reform pedagogicznych na świecie, powstrzymano atak na jej myśl pedagogiczną także w polskich placówkach oświatowych.           

  Ojciec Święty nawiązał do myśli zmarłego dokładnie 17 lat temu Papieża Pawła VI, który w 1970 r. mówiąc o Marii Montessori z okazji 100 rocznicy jej urodzin zauważył, że sekretu jej sukcesów, a w pewnym sensie źródła jej osiągnięć naukowych, trzeba doszukiwać się w jej duchu, tzn. w tej szczególnej wrażliwości duchowej i kobiecej zarazem, która doprowadziła ją do życiowego odkrycia – kim jest dziecko. A to doprowadziło do skonstruowania na tej bazie wrażliwości specyficznego, oryginalnego modelu wychowawczego.

Nazwisko Montessori dobrze symbolizuje tak wiele kobiet, które wniosły znaczący wkład w rozwój kultury. Niestety, patrząc obiektywnie na rzeczywistość historyczną, z goryczą trzeba stwierdzić, że także w tym zakresie kobiety odczuwały boleśnie systematyczne spychanie na margines. Bardzo długo odmawiano im albo redukowano wszelkie zaangażowanie, które wykraczało poza rodzinę. I potrzeba było nadzwyczajnej energii u tych kobiet, które mimo trudności zdołały osiągnąć swój cel.

Oto jak zróżnicowanie uwarunkowań kulturowych sytuacji życia mężczyzny i kobiety jest stopniowo uładzane. Z całego serca życzę, by nadchodząca konferencja w Pekinie dała istotny impuls w tę stronę. Z tego odniosą korzyść nie tylko kobiety, ale także sama kultura, bowiem szerokie pole świata myśli i sztuki bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje ich kobiecego geniuszu (2).

Mimo to radni miasta Łodzi z komisji ds. nazewnictwa ulic sprzeciwili się w 1998 r. wnioskowi ówczesnej dyrektorki Przedszkola Samorządowego nr 220, którego nauczyciele od początku lat 90. XX wieku pracowali z dziećmi według pedagogiki Marii Montessori, nadania placówce jej imienia. W uzasadnieniu stwierdzono m.in.: 

Nie należy wszczynać procesu nadawania imion przedszkolom, kiedy wszystkie przedszkola obchodzą się z powodzeniem bez imienia. Nie jesteśmy przekonani, że takie imiona, a nie np. Muchomorek czy Czerwony Kapturek, należy nadawać przedszkolom. [...] Niezależnie od uznania, jakim cieszy się M. Montessori u niektórych pedagogów, komisja nie znajduje powodów, by czcić ją w tak szczególny sposób w Łodzi. Zdaniem członków tej komisji Montessori nie jest najwłaściwszym patronem dla placówki opiekuńczo-wychowawczej, gdyż ma niewłaściwy życiorys. Radni sprawdzili w życiorysie Montessori, że urodziła dziecko, którego później nie wychowywała. – Zainteresowała się nim dopiero jak było dorosłe (3).  

Na szczęście dla nauczycieli tego przedszkola nie przeszkadzał ów fakt biograficzny w tym, by w powyższym przedszkolu i w oddziałach szkolnych dzieci wychowywane były i kształcone metodą włoskiej pedagog nowego wychowania.

         Twórczość i działalność pedagogiczną Marii Montessori popierali i błogosławili przed Papieżem z Polski: Pius X, Benedykt XV, Pius XII, Paweł VI. W 1906 r. Montessori przeżyła pod wpływem trudnych sytuacji życiowych głębokie nawrócenie religijne w wierze katolickiej, zaś w dn.10.11.1910 r. złożyła wraz z trzema przyjaciółkami prywatne śluby zakonne następującej treści: W obecności Bożego Majestatu pragnę wyrazić pragnienie poświęcenia się służbie na rzecz Kościoła Katolickiego, złożenia z siebie ofiary na rzecz Jezusa Chrystusa, naszego Pana, którego śladami podejmując mój słodki krzyż pragnę podążać, żyjąc w prawdziwym ubóstwie, czystości i posłuszeństwie, jeśli Jemu się to podoba. A to wszystko po to, aby w odnowionych przez Chrystusa wiernych Jego Kościoła zatriumfowała pełna blasku kultura.[4]     

         Ta wciąż niedoceniana i mało znana z wartości swoich dokonań i dzieł  pedagogicznych włoska lekarka stworzyła nie tylko zwarty, jednolity i wciąż będący niedościgłym wzorem dla innych system wychowawczy, który ukierunkowany był na budowanie na bazie chrześcijaństwa ogólnoświatowej cywilizacji miłości (nie mającej nic wspólnego z teozofią, ezoteryką, New Age itp.). Pragnęła też utworzyć nowy zakon, ale nie dożyła już tego momentu. Jej ponadczasowe idee zostały ucieleśnione w działalności międzynarodowego ruchu montessoriańskiego i powstających w świecie instytucji edukacyjnych i opiekuńczo-wychowawczych.



[1] M. Masny, Skąd się wzięła Łopatkowa, Polska Rodzina 1995 Nr 2; tenże, Bez grzechu poczęci? Polska Rodzina 1995 Nr 3.

[2] W.Ś., Powołanie kobiety, Słowo. Dziennik katolicki, 1995 Nr 151, s.2; por. też: Świat potrzebuje kobiecego geniuszu, Niedziela 1995 Nr 34, s.4.

[3] E. Zientarska, Lepszy Muchomorek, Gazeta Łódzka 1998 Nr 30, s. 2.

[4] E.. Łatacz, Trud wychowania Marii Montessori dla cywilizacji miłości, Wychowanie Na Co Dzień 1998, Nr 1-2, s. 36.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam