Grafika wygenerowana i opracowana we współpracy z narzędziem AI ChatGPT (OpenAI)
Aby
w pełni zrozumieć absurd narracji o „dobrobycie” polskich profesorów i
oczekiwaniach wobec ich globalnej konkurencyjności, konieczne jest wyjście poza
poziom prostych porównań płacowych i sięgnięcie do aparatu pojęciowego
socjologii nauki. W tym kontekście szczególnie użyteczna pozostaje
koncepcja Pierre’a Bourdieu, zwłaszcza jego rozróżnienie kapitału
ekonomicznego, kulturowego i symbolicznego oraz pojęcie sfery naukowej jako struktury
relacyjnej.
Sfera naukowa — wbrew deklaracjom o jej uniwersalizmie — nie jest przestrzenią
równej konkurencji. Jest hierarchicznie ustrukturyzowana, w której pozycje aktorów zależą od ilości i struktury posiadanego kapitału. Kapitał
ekonomiczny (wynagrodzenia, stabilność zatrudnienia, infrastruktura badawcza)
nie jest tu elementem zewnętrznym, lecz warunkiem możliwości akumulacji
kapitału symbolicznego, czyli prestiżu, cytowalności, rozpoznawalności i
zdolności do stanowienia o obowiązujących kryteriach doskonałości naukowej.
W
tym sensie polska profesura funkcjonuje w warunkach peryferyjności
strukturalnej. Nie dlatego, że tworzy wiedzę gorszej jakości, lecz dlatego,
że działa w przestrzeni, w której reguły gry ustanawiane są przez ośrodki akademickie dysponujące
nieporównanie większym kapitałem ekonomicznym i instytucjonalnym. Oczekiwanie,
że aktorzy peryferyjni będą konkurować na tych samych zasadach, przy radykalnie
asymetrycznych zasobach, jest klasycznym przykładem tego, co Bourdieu określał
mianem symbolicznej przemocy — przemocy niewidzialnej, bo ukrytej pod
pozorem neutralnych procedur i „obiektywnych wskaźników”.
Narracja
o „wystarczającym” poziomie wynagrodzeń profesorów pełni w tym układzie funkcję
legitymizującą. Skoro bowiem formalnie spełnione są minimalne standardy bycia
„klasą średnią”, to wszelka krytyka może zostać zredukowana do indywidualnego
niezadowolenia, a strukturalny deficyt kapitału — do problemu motywacji lub
zarządzania czasem. W ten sposób niedobór ekonomiczny zostaje przekształcony w
moralne zobowiązanie do heroizmu, a peryferyjność — w cnotę skromności.
Wyrównanie płac w wysokości 3 proc. w stosunku do grudnia 2024 roku nie przesuwa Polski na mapie świata nauki nawet o jedno miejsce, nie skraca dystansu do liderów a utrwala głęboki kryzys szkolnictwa wyższego. Konkurencja bez kapitału jest systemowym paradoksem.
Dochodzimy do sedna absurdu, który tak wyraźnie przebija z entuzjastycznych komentarzy o „dobrobycie” polskich profesorów. Otóż MNiSW oraz instytucje oceniające naukę oczekują od polskich uczonych:
- publikowania w tych samych
czasopismach,
- rywalizacji o te same granty,
- budowania międzynarodowych zespołów,
- spełniania identycznych wskaźników
parametrycznych,
jakich
wymaga się od badaczy funkcjonujących w systemach, gdzie profesura dysponuje
2–4-krotnie większym kapitałem ekonomicznym i infrastrukturalnym.
Nie jest to już kwestią indywidualnej zaradności czy „etosowej motywacji”. Jest to problem strukturalnej nierówności pola naukowego, w którym polska akademia funkcjonuje jako dostarczyciel taniej pracy intelektualnej, a nie równorzędny partner.
W logice pola naukowego kapitał symboliczny nie jest nagrodą za wysiłek, lecz
rezultatem długotrwałej akumulacji zasobów, możliwej tylko w warunkach
stabilności materialnej. Profesor, który musi permanentnie kompensować deficyt
ekonomiczny dodatkowymi zajęciami dydaktycznymi, administracyjnymi lub
pozauczelnianymi, traci nie tylko czas, ale przede wszystkim zdolność
uczestnictwa w grze o najwyższą stawkę — formułowanie problemów badawczych, rozwój dyscypliny naukowej i kryteriów jej doskonałości.
W
tym sensie polskie uniwersytety nie tyle „przegrywają konkurencję”, ile zostały wpisane w rolę podporządkowaną, w której oczekuje się od kadr internalizacji
reguł ustalanych gdzie indziej, bez realnej możliwości ich współtworzenia.
Zachwyt nad rzekomym dobrobytem profesury jest więc nie tylko empirycznie
fałszywy, ale teoretycznie naiwny: ignoruje bowiem fakt, że symboliczna równość
w polu naukowym bez ekonomicznej równoważności jest jedynie ideologiczną
fikcją.
English summary
Purchasing
power parity data expose a stark and politically inconvenient reality: Polish
full professors rank at the bottom of the European academic ladder and far
outside the global core. In real terms, their monthly income amounts to roughly
4,600 international dollars—around 30 per cent less than in neighbouring
Czechia or Estonia, and more than two to three times lower than in Japan, the
United States or Singapore. Yet Poland’s science policy continues to demand
performance according to identical global metrics, publication regimes and
competitiveness standards. This is not meritocracy but structural hypocrisy: a
system that proclaims international excellence while systematically
underfunding the very actors expected to deliver it. Official claims about the
“relative prosperity” of Polish professors do not withstand comparative
scrutiny; they function instead as political narrative management, masking the
long-term peripheralisation of academic labour.
(Transl. i opracowanie we współpracy z narzędziem AI ChatGPT (OpenAI)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam