Nawiązuję do
artykułu z 2020 roku Konrada Kulikowskiego i Emila Antipowa, który
przeszedł bez echa, a władza nie udzieliła odpowiedzi na zasadnicze
pytanie: Komu służy punktoza w szkolnictwie wyższym? Nie czynię tego dlatego,
że nie spełniam w tym zakresie ustawowych wymagań, bo jest wprost odwrotnie,
ale nie mogę przejść obok tego obojętnie, gdyż czytam o planowanej kontynuacji
slotowej ewaluacji.
W
największym skrócie: punktoza w szkolnictwie wyższym służy od kilkunastu
lat przede wszystkim rządzącym w kraju , w tym w Ministerstwie Nauki, a tylko
pośrednio – nauce. Jej główną funkcją nie jest poprawa poziomu polskiej nauki,
lecz oszczędzanie na tych, którzy wierzą, że na ich pracy rzeczywiście
komuś zależy.
Dobrze
ujęli to socjolog i historyk/filozof pokazując, że punktoza nie jest jedynie
techniką ewaluacji, ale wartością kulturową polskiej społeczności
akademickiej, jednym z najważniejszych celów pracy naukowej, ale nie po
to, by publikowanie służyło zdobywaniu punktów dla dyscypliny naukowej w
konkretnej jednostce akademickiej, by ta mogła dostać z budżetu państwa nieco
większą od innych "miskę ryżu"!
Komu
służy punktoza? Oczywiste, że władzy państwowej i ministerstwu jako podmiotu
sterującego dzieleniem biedy. Parametryzacja umożliwia szybkie
porównywanie jednostek i dyscyplin, tworzenie
rankingów, algorytmiczny podział subwencji. Jest to zatem wygodny
substytut złożonej, rzekomo eksperckiej oceny jakości badań przez członków KEN,
którzy nie są ekspertami w zakresie wszystkich dyscyplin.
Punkty
miały służyć ewaluacji instytucji, nie osób, ale w praktyce są także
przenoszone na poziom ocen indywidualnej pracowników co dwa lata. Nie ma tu
znaczenia ich praca dydaktyczna, organizacyjna i naukowa, ale to, jakiej
wartości jest wniesiony przez nich slot. Zakłada się, że "każda kura ma
znosić złote jaja", a jak nie, to "do gara, na
rosół".
Władzom
uczelni punktoza daje behawioralne narzędzie kaskadowego zarządzania
(„cele z góry → punkty w dół”), dyscyplinowania pracowników
i uzasadniania decyzji kadrowych oraz finansowych. Te ostatnie są na
żenującym poziomie.
Punkty
działają jak język biurokratycznej legitymizacji: decyzja nie jest „moja”,
tylko „wynika z ustawy”, a więc z systemu. Slotoza - punktoza służy zatem
systemowi parametrycznemu jako takiemu, bowiem podtrzymuje istnienie
rozbudowanych list czasopism (jakościowo skandaliczna, kompromitująca KEN,
MiSW), algorytmów, procedur, komisji. Jest więc mechanizmem
samopodtrzymującym się, w ramach którego system potrzebuje punktów, a
punkty uzasadniają istnienie systemu.
Punktoza
jest przydatna instrumentalnie niektórym naukowcom, ale i
pseudonaukowcom. Niektórym umożliwia szybkie budowanie
CV, stosowanie strategii „optymalizacyjnych”, minimalizowanie
ryzyka. Socjolodzy opisują to zjawisko jako strategie przetrwania, a nie
rozwoju naukowego.
Komu
punktoza nie służy? przede wszystkim nie służy jakości badań naukowych, bo
generuje powstawanie akademickich klik na każdym niemalże poziomie przydziału
środków i akademickich uprawnień. Punktacja odnosi się do miejsca
publikacji, a nie do treści rozpraw i ich faktycznego rezonansu w kraju i poza
granicami.
Ta
sama praca ma inną wartość punktową w zależności od czasopisma. Jakość
bywa kompensowana ilością przyznanych punktów. System dopuszcza sytuację,
w której wiele słabych tekstów są równoznaczne z jedną przełomową
publikacją. Punktoza nie sprzyja rzetelnej ocenie naukowca, gdyż ocena
oparta na punktach jest nietrafna (nie mierzy „poziomu
naukowego”), jest nierzetelna (niestabilna, zależna od mody,
strategii, sieci kontaktów).
Środowisko
naukowe doskonale rozpoznaje to w ramach własnych dyscyplin, ale nie
przeciwstawia się temu, gdyż niektórzy pseudonaukowcy objęli funkcje
kierownicze, a to oni/one przydzielają i tak niewielkie środki finansowe
akademikom. Nie przyznają im tym, którzy są rzeczywiście uczonymi, bo sami
jeszcze gorzej by wypadli w finalnej ocenie. Za "kasę" dopiszą
się, by mieć wysoko punktowany slot.
Punktoza
niszczy motywację wewnętrzną pracowników naukowych. Badania nad
systemami zarządzania efektywnością pokazują, że dominacja ocen i kontroli
nie podnosi jakości pracy, a często generuje cynizm i grę pod
wskaźniki. Autorzy wspomnianego wcześniej artykułu podkreślają, że
nie ma dowodów, iż ocenianie przez pryzmat punktów zwiększa poziom nauki.
Doprawdy, nie widać tego ani na UJ, ani w UW, ani w ...
źródło: Konrad Kulikowski, Emil Antipow, Niezamierzone konsekwencje punktozy jako wartości kulturowej polskiej społeczności akademickiej, Studia Socjologiczne, 2020 3 (238), 207–236.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam