wtorek, 13 marca 2018

O rozwoju zawodowym nauczycieli w Irlandii i Polsce



Wydział Nauk o Wychowaniu UŁ gościł wczoraj prof. Mary Immaculate College w Limerick w Irlandii - Cathal'a de Paor, który wygłosił dla zainteresowanych pracowników naukowych z tej jednostki, doktorantów, jak i Ogólnopolskiego Seminarium Podoktorskiego Katedry Teorii Wychowania wykład pt. Professional development of teachers. The presentation of comparative research in Professional development of teachers.

Kilkanaście lat temu gościliśmy na Wydziale profesorów pedagogiki i socjologii edukacji z Wielkiej Brytanii w osobach Stephena Ball'a i Christophera Day'a. Ich najważniejsze publikacje zostały przetłumaczone na język polski i wydane w naukowych oficynach: "Impuls" i GWP. Tym razem mogliśmy wysłuchać referatu profesora z Limerick na temat profesjonalnego rozwoju nauczycieli w kontekście m.in. badań międzynarodowych, w których on sam uczestniczył. Wykład był tłumaczony przez adiunktów: dr Arletę Suwalską i dr Anetę Rogalską-Marasińską.


W Irlandii nie obowiązuje podobny do polskiego system awansu zawodowego, gdyż tam traktuje się go procesualnie jako immanentny komponent bycia nauczycielem. Nie ma potrzeby tworzenia biurokratycznych i zarządzanych regionalnie struktur awansu zawodowego, gdyż to nie od certyfikatów zależy to, czym i w jaki sposób nauczyciel promieniuje na swoich uczniów. Kategoria ustawicznego rozwoju jest wpisana w nauczycielską rolę. Nie ma w tej profesji takiego okresu, takiej fazy życia i działalności pedagogicznej, o której można by powiedzieć, że nie wymaga od nauczyciela ustawicznego uczenia się i (samo-)doskonalenia.

W resorcie edukacji jest powołana specjalna, licząca 37 osób Rada do spraw nauczycieli, której członkami w większości są nauczyciele(22), a także rodzice, inspektorzy szkolni i działacze społeczni. To ta rada konstruuje politykę przygotowania nauczycieli do profesji. Studia licencjackie trwają tam 4 lata. Specjalnie wydłużono je o jeden rok, by jak najlepiej przygotować do tego zawodu najlepszych absolwentów szkół średnich.


W Irlandii rozwój zawodowy nauczycieli jest projektem całożyciowym i obejmuje:

1. implementację podstaw programowych kształcenia ogólnego i zawodowego w ramach prowadzonych zajęć przedmiotowych;

2. przygotowanie nauczycieli do realizowania dodatkowych zajęć (pozaszkolnych, pozalekcyjnych);

3. rozwijanie ich tożsamości zawodowej, stawanie się nauczycielem przez prowadzenie badań typu action research;

4. kształtowanie przez nich własnej osobowości.


Ważne jest zatem to, by dzięki uczeniu się nauczyciel mógł robić coś w inny sposób, zmieniać swój sposób myślenia czy też odnajdywać nowy sens w swojej aktywności zawodowej. Wskaźnikiem rozwoju zawodowego nauczyciela jest bowiem to, czy potrafi w tej pracy odnajdywać siebie, być krytycznym wobec wiedzy i czy potrafi doskonalić swoją inteligencję emocjonalną. Ważny jest tak on sam, jak i jego relacje z innymi nauczycielami, uczniami i ich rodzicami. Rozwój zawodowy - zdaniem Cathala de Paor - jest następstwem bycia z innymi, uczenia się przez działanie i prowadzenie badań w działaniu.

Gość powołał się na nowa politykę Komisji Europejskiej, która będzie wspierać wszelkie programy dotyczące właśnie rozwoju zawodowego nauczycieli, by zmieniali oni edukację szkolną dzięki współpracy z innymi nauczycielami. Przewiduje się udział nauczycieli w różnych projektach międzynarodowej wymiany Erasmus+ ok. 1,5 mln. pedagogów z krajów UE. Oni powinni umieć radzić sobie z różnorodnymi problemami w klasie szkolnej, z nowymi technologiami komunikacyjnymi, ale także włączać się w działania o charakterze wymiany doświadczeń. Konieczne jest zwiększenie mobilności tego środowiska zawodowego.

Cathal de Paor przywołał wyniki badań OECD dotyczące braku aktywności nauczycieli na rzecz własnego rozwoju zawodowego. Jak się okazuje polscy nauczyciele zajmują w tym rankingu czwarte miejsce od końca, co oznacza, że jest to bardzo dobry wynik. Zaledwie bowiem 18 proc. polskich nauczycieli nie uczestniczy w (samo-)doskonaleniu zawodowym. W gronie nauczycieli wczesnej edukacji w Polsce 27, 9 proc. nigdy nie współpracowało z innymi nauczycielami na rzecz własnego rozwoju, zaś 15,9 proc, nigdy nie brało udziału w hospitacji lekcji prowadzonych przez innych nauczycieli.


Z badań wynika, że im wyższy jest wskaźnik częstotliwości współpracy między nauczycielami, tym wyższy jest poziom ich satysfakcji zawodowej. Słusznie zaznaczył w czasie dyskusji dr Andrzej Dakowicz, że korelacja ta może mieć też i inny wymiar, a mianowicie - tym częściej współpracują ze sobą ci nauczyciele, którzy mają poczucie satysfakcji zawodowej. Z badań Irlandczyka wynika także, że nauczyciele nie biorący czynnego udziału w żadnych projektach współpracy zawodowej także mają niski poziom satysfakcji zawodowej.

Odbyliśmy prawie godzinną dyskusję wokół pojęć: collaboration, co-operate i co-operation. To pierwsze - kolaboracja - ma w Polsce pejoratywne znaczenie, toteż nie jest u nas używane w odniesieniu do uczenia się zespołowego (w zespole). Natomiast co-operate oznacza dla Cathala autentyczną, głęboką, pełną osobistego zaangażowania współpracę nauczycieli ze sobą, podczas gdy co-operation ma znaczenie współpracy formalnej, powierzchownej, technicznej, wymiany informacji itp.

Nauczyciele powinni - zdaniem Irlandczyka - mniej koncentrować się na sobie (narcystycznie), a bardziej na własnym zaangażowaniu w zespołach nauczycielskich, wewnątrzszkolnych i pozaszkolnych, krajowych i międzynarodowych, bo tylko w ten sposób mogą uniknąć zachowawczego stylu pracy. Nie ma nic złego w konserwatywnej postawie nauczycieli wobec narzucanych im przez rząd zmian, reform programowych czy także organizacyjnych. Zaakceptują je, kiedy z biegiem czasu doświadczą ich pozytywnych efektów.


O jakości edukacji w szkolnictwie publicznym i niepublicznym decyduje nauczyciel, toteż wsparcie zewnętrzne jego profesji jest konieczne i w interesie władz państwowych oraz samorządowych. To one muszą stwarzać nauczycielom jak najlepsze warunki do samorozwoju, samokształcenia, samodoskonalenia i samorealizacji, bo trudno, by ktoś, kto nie jest osobowością, mógł pozytywnie wpływać na rozwój osobowości swoich podopiecznych. Im więcej zatem nauczyciel ma autonomii w swojej pracy, tym większy jest zakres jego twórczego zaangażowania oraz otwartości na współpracę z innymi.





5 komentarzy:

  1. No właśnie: autonomia....

    OdpowiedzUsuń
  2. Wykład dla pracowników naukowych, doktorantów oraz Ogólnopolskiego Seminarium Podoktorskiego i musi być tłumaczony z j. angielskiego? Czy to nie wstyd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd to dotyczy anonimowego komentatora. Na świecie obowiązują różne języki konferencyjne i nie ma na szczęście przymusu posługiwania się jedynie językiem angielskim. Pewnie by się zdziwił anonimowy, gdyby był i posłuchał jak seminarzyści potrafili rozmawiać swobodnie w języku ojczystym tego profesora - w języku francuskim. Proszę zatem nie zamieszczać tak żałośnych komentarzy. To wstyd.

      Usuń
  3. Szanowny Panie Profesorze,
    Wiem, że mój powyższy komentarz można odebrać jako zwykłe „trollowanie”, popatrzmy jednak na poruszoną kwestię.
    Dawniej „językiem nauki” była łacina, obecnie jest to język angielski. Podoba nam się to czy nie, posługiwanie się nim to obowiązek każdego naukowca. Pisze Pan „Na świecie obowiązują różne języki konferencyjne”, przepraszam, ale trudno jest zgodzić się z tym stwierdzeniem. Obecnie podczas wszystkich liczących się konferencji międzynarodowych językiem konferencyjnym jest angielski. Fakt, że „seminarzyści potrafili rozmawiać swobodnie w języku ojczystym tego profesora - w języku francuskim” z jednej strony jest godny pochwały, z drugiej, jaki sens mają takie konwersacje podczas seminarium, jeżeli pozostali uczestnicy ich nie rozumieją?
    Podobnie rzecz się ma w kwestii obowiązku publikowania w czasopismach anglojęzycznych. Sprawa ta kilkukrotnie pojawiała się na Pana blogu i była krytykowana, również w komentarzach. Trzeba się zastanowić, z czego wynika ta niechęć. Pojawiały się opinie, że takie publikacje są drogie, że w wydawnictwach rządzą lobby, które uniemożliwiają dostanie się tam „naszych”. A może jednak problem tkwi w języku? Jeżeli naukowcy nie są w stanie zrozumieć wystąpienia, to jak mają zrobić rzetelny przegląd literatury światowej, a następnie napisać artykuł?

    Zapytam zatem jeszcze raz, czy dla naukowca w XXI wieku brak znajomości języka angielskiego to nie powód do wstydu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma żadnego wstydu z tytułu nieznajomości języka angielskiego przez naukowca. Tu różnimy się zasadniczo. Pan krytykuje fakt tłumaczenia z języka angielskiego wykładu zaproszonego gościa tak, jakby na UW, UJ, UAM , UWr, UG, UMCS itd. itd. nie odbywały się tego typu sesje z tłumaczami, tak jakby kongresy światowe mające miejsce także w Polsce, nie korzystały z kulturowej powinności zabezpieczenia tłumaczy dla wszystkich gości i uczestników. W tym sensie uważam Pański komentarz za wysoce niestosowny. Nie ma to nic wspólnego z tym, czy powinniśmy czy nie znać język angielski, publikować w tym języku itd. Proszę nie odwracać kota ogonem, tylko zastanowić się nad takim przekazem.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.