niedziela, 13 listopada 2016

Kontrsocjalizacja


Jakiś czas temu przeczytałem książkę Barbary Ostafińskiej-Molik pt. "Postrzeganie siebie i własnego zachowania w kontekście zaburzeń adaptacyjnych młodzieży" (Wydawnictwo UJ 2014). W związku z tym, że powstały przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN Zespół do spraw Badań nad Młodzieżą zaczyna swoje analizy i studia porównawczo-syntetyczne, postanowiłem dołączyć od siebie kilka uwag na temat książki, która zapowiada w tytule przedmiot powyższych zainteresowań.

Rozprawa jest z pogranicza pedagogiki młodzieży i pedagogiki resocjalizacyjnej podejmując kwestie związku między procesem socjalizacji młodzieży a postrzeganiem przez nią siebie i swojego postępowania w relacjach z innymi. Jednak obie subdyscypliny od samego początku istnienia i rozwoju pedagogiki społecznej są jej immanentną częścią.

Nie bez powodu zatem autorka już w zarysie teoretycznym odwołuje się do Heleny Radlińskiej, by wskazać na trafność jej idei uwzględnienie w badaniach trzech wymiarów środowiska życia jednostki: społecznego, kulturowego i przyrodniczego. To zaś zostało jeszcze bardziej poszerzone w modelu rozwoju człowieka wg Jeniffer Lerner i w systemowym ujęciu ekologicznym Urie Bronfenbrennera.

Barbara Ostafińska-Molik omawia środowiska wychowawcze jednostki – rodzinę, grupę rówieśniczą i szkołę. Skupia się jednak na kontrsocjalizacji jako opozycyjnym wpływie na jednostkę wzorów, norm i wartości sprzecznych z dominującymi w społeczeństwie. Jej zdaniem tego typu kontrsocjalizacja jest dewiacyjną, gdyż prowadzi do kultywowania przez osoby (…) przeciwnych reguł i wzorców niż uznane społecznie za cenne, uczeniu się wzorców typowych dla środowisk dewiacyjnych i przestępczych, Kontrsocjalizacja zatem to wdrażanie do ról dewiacyjnych bądź przestępczych.

(…) Proces ten dokonuje się w środowiskach przestępczych zazwyczaj w sposób spontaniczny, przez naśladowanie tych, którzy cieszą się prestiżem czy sławą i dla nowych członków stanowią życiowe ideały
.(s. 38-39) Popełnia jednak błąd stwierdzając, że „kontroscjalizująco wpływa na jednostkę wszystko to, co oddziałuje na nią w przeciwnym kierunku do socjalizacji, a mianowicie:

- kształtowanie w jednostce postawy nihilistycznej, polegającej na odrzuceniu wszelkich wartości, poza własną korzyścią lub przyjemnością,

- internalizacja wartości sprzecznych z wartościami danego społeczeństwa globalnego;

- podmiotowe lub sytuacyjne ograniczenie zakresu wartości danego społeczeństwa, a tym samym ograniczenie zakresu stosowania norm związanych z wartościami,

- wytwarzanie nawyków działań zwiększających szanse występowania zachowań kryminalnych,

- wdrożenie w techniki uzasadniające bądź usprawiedliwiające zachowania kryminalne
.

Jak stwierdza: Przykładem kontrsocjalizacji może być nazizm czy ksenofobia.(s. 39)

Niestety, ale sposób opisu i wyjaśnienia pojęcia jest metodologicznie nie do przyjęcia. Kontrsocjalizacja jest de facto wszystkim, bo nawet ideologią czy postawą. Tymczasem może ona być także pozytywnym/transformatywnym oporem na sprzeczne z uznawanymi przez osobę wartości, które są jej narzucane przez władze (władztwo pedagogiczne, polityczne, administracyjne itp.).

Tym samym nie można wyeliminować sytuacji uzasadnionego sprzeciwu jednostki, który nie jest przecież patologią, dewiacją czy przestępczością. Zupełnie niezrozumiałe jest i niczym nieuzasadnione stwierdzenie, że jednym z wymiarów kontrsocjalizacji jest internalizacja wartości sprzecznych z wartościami danego społeczeństwa globalnego. Dlaczego? Z jakiego to powodu kontrsocjalizacja jest przez autorkę tej książki utożsamiana z działaniami czy wpływami antyspołecznymi, które prowadzą do zaburzeń zachowań? Jak to się ma do odnotowanych w rozdziale 4 zarzutów Jőrga Schlee dotyczących definiowania zaburzonego zachowania?(s. 90)

Autorka nie rozróżnia, co jest przyczyną, co przejawem, a co skutkiem kontrsocjalizacji. Nic dziwnego, że część teoretyczna rozprawy ma się nijak do konceptualizacji badań. Podobnie rozdziały quasi psychologiczne o młodości i jej specyfice w kontekście biegu życia czy o percepcji siebie, które są eklektyczne, powierzchowne, bez jakiegokolwiek wkładu autorki w wiedzę na ten temat.

Mam poważne zastrzeżenia do założeń metodologicznych badań. Autorka stwierdza bowiem:

- celem badań było „przedstawienie obrazu siebie i własnego zachowania u dorastających o zaburzonym zachowaniu - dokonane w kontekście obrazu samego siebie i własnego zachowania „posiadanego” przez młodzież, która nie ma trudności adaptacyjnych. (s. 116).

Problem główny został sformułowany następująco: Jak kształtuje się percepcja siebie i własnego postępowania młodzieży o zaburzonym zachowaniu, jaka jest specyfika tej percepcji i przez jakie grupy czynników natury endo- i egzogennej jest ona warunkowana? Problem główny jest zatem wielowarstwowy, bo zawiera aż trzy pytania w jednym. Do tego dochodzą dwa pytania szczegółowe dla zmiennej niezależnej – mimo, że problem główny ma charakter pytania dopełnienia, a nie zależnościowego.

Autorka już wie, że są takie zmienne niezależne, które w obiektywny sposób przyczyniają się do funkcjonowania społecznego jednostki. Stąd pyta:

- Jaki jest stopień zaburzonego zachowania? oraz docieka - Jaki jest rodzaj zaburzonego zachowania? (s. 119). Najpierw pytałbym o rodzaj, a potem o jego stopień, ale autorka tego nie rozróżnia.

Czynniki funkcjonowania społecznego i wyznaczniki zaburzeń młodzieży są dla autorki zmiennymi pośredniczącymi, co nie znajduje teoretycznego uzasadnienia.



Kiedy przyjrzymy się wyróżnionym zmiennym, to główny problem badawczy mógłby brzmieć następująco:
Jaki jest związek między rodzajem zaburzonego zachowania a obrazem samego siebie u młodzieży posiadającej bądź nieposiadającej trudności przystosowawcze?


Na s. 125 autorka pisze: Zmienną niezależną „główną” są zatem zaburzenia zachowania. Jak one mają się do przyjętego przez nią wcześniej głównego problemu badawczego? Nie wiemy.

Przyjęty model zmiennych także jest niewłaściwie skonstruowany. Odnoszę wrażenie, że autorka dysponując gotowymi narzędziami diagnostycznymi niejako „dorobiła” do nich założenia badawcze. Na s. 126 stwierdza: Moje postępowanie badawcze jest bardziej zbliżone do odmiany modelu pierwszego (EPF-E - eksperyment ex post-facto) – szukam potwierdzenia, że zmienna niezależna wpływa na zmienną zależną.


Odłożyłem książkę na bok. Uzyskane wyniki badań są bowiem artefaktami.

19 komentarzy:

  1. Mam pytanie retoryczne: a kto jest recenzentem naukowym tej publikacji /badań?
    Czasem mam wrażenie, że na etapie formułowania koncepcji brakuje często osoby, która ma pojęcie o metodologii. A i sami autorzy nie dyskutują z kompetentnymi osobami swoich pomysłów. Szkoda, bo marnuje się szanse i środki na ciekawe i być może ważne odkrycia.

    OdpowiedzUsuń
  2. I znów zamiast pochylić się nad meritum badań i wynikami, najważniejsza i kluczowa jest pedagometodologika.
    Quo Vadis Pedagogiko >2016 ???
    Nie daj się zniszczyć!

    OdpowiedzUsuń
  3. Albo się poważnie traktuje, to co się robi, albo nie. Jeżeli się aspiruje do wydawania książek naukowych, to trzeba zadbać, aby miały one także wartość naukową.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po co komu teoria? Stworzy ktoś nową teorię? Nie, to wszystko co się pisze w teorii, to tylko cytowania innych- nikomu niepotrzebne. Istotą są badania. Badania posuwają naukę do przodu, odkrywają nieznane. Teoria to niestety balast.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może właśnie lepiej dostać takie uwagi przed wskazaniem danej pracy jako podstawowego osiągnięcia habilitacyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Teoria to nie tylko przepisywanie innych. Teorię można tworzyć na podstawie badań własnych. Jedno uzupełnia drugie. Jak stworzyć zarys badań bez podstawy/podłoża? Bez rozeznania się kto i dlaczego na dany temat pisał?
    A Pani doktor uczy w tym roku aż 3 przedmiotów powiązanych z metodologią pedagogiczną:
    16/17Z - Metodologia pedagogiki i badań pedagogicznych
    16/17Z - Metody, techniki i narzędzia badawcze w badaniach ilościowych
    16/17Z - Od przedmiotu pomiaru do sposobu pomiaru, czyli krótki przewodnik konstruowania narzędzi badawczych

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzentem pracy jest koleżanka... doktor Justyna Kusztal.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba by się zastanowić za co recenzenci biorą pieniądze

    OdpowiedzUsuń
  9. Teoria - po co? Ano stanowi konceptualizację wyników badań.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydeje mi się, że tak rozumiana jest kontrsocjalizacja przez kryminologów. Pytanie, czy czasem Autorka nie powołuje się na książkę: Kryminologia, Błachut, Gaberle, Krajewski - czy się mylę Profesorze? Pozdrawiam, Z. Mikara

    OdpowiedzUsuń
  11. Justyna Kusztal nie jest recenzentem naukowym ksiązki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Recenzentem jest Ewa Wysocka, jeśli ufać temu źródłu:
    http://www.wuj.pl/page,produkt,prodid,2433,strona,Postrzeganie_siebie_i_wlasnego_zachowania_w_kontekscie_zaburzen_adaptacyjnych_mlodziezy,katid,56.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Bez przesady z tą nieufnością wobec źródeł.Recenzentem ksiązki jest dr hab.Ewa Wysocka z Uniwersytetu Śląskiego, co nie wymaga jakiegoś wyrafinowanego odkrywania i dowodzenia...

    OdpowiedzUsuń
  14. Lepiej podać źródło, jeśli wcześniej podano nieprawdziwe dane.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm, pluralizm ocen w pracy empirycznej? Tzn. można dowolnie określać zmienne i dobierać do nich wskaźniki?

    OdpowiedzUsuń
  16. Czemu piszą tu same anonimy? Zabawa jak na forum Onetu :) Fajnie się krytykuje jak można się nie podpisać ... dno ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. A czemu anonim się nie ujawnia? Dno :)?

    OdpowiedzUsuń
  18. A czemu anonim się nie ujawnia? Dno :)?

    OdpowiedzUsuń
  19. Szanowny Panie Profesorze,
    Spory i krytyka naukowa są paliwem akademii, jak mawia jedna z moich przełożonych. Z przyjemnością podejmę z Panem dyskusję i przedstawię mój punkt widzenia. Zrobię to za pomocą listu, który wystosuję na Pana ręce. Liczę, że zechce Pan zapoznać się z nim, i możne nawet na tym blogu podjąć ze mną dalszą dyskusję.
    Uważam, że rolą naukowca nie jest „poklepywanie się po ramieniu” i mówienie jedynie, że: jest cudownie, ale rzeczowa argumentacja. Możemy się spierać i wymieniać swoje poglądy, a to pozwoli nam się rozwijać i rozwijać przedmiot którym się zajmujemy. Dlatego z ogromną starannością przeczytałam uwagi Pana Profesora pod adresem mojej książki i w liście postaram się najlepiej jak potrafię ustosunkować do poczynionych mi na blogu zarzutów.
    Z wyrazami szacunku,
    Autorka, B. Ostafińska-Molik

    OdpowiedzUsuń