wtorek, 23 sierpnia 2016

O rzekomym wyroku śmierci na polską naukę i projektowanych zmianach rozporządzeń ministra


W lipcu miała miejsce na łamach "Dziennik. Gazeta Prawna" (2016 nr 141) debata na temat stanu rodzimej nauki oraz szkolnictwa wyższego pt. "Polska nauka na krześle elektrycznym? Tak, ale może z niego jeszcze zejść?" zapewne legła już na makulaturowych stosach, bo kto będzie czytał letnią porą dyskusję polskich doktorów i profesorów na powyższy temat. Zainteresowało mnie to, czym jest nauka dla osób na światowym poziomie?

Każdy z rozmówców pracował przez krótszy lub dłuższy okres czasu w USA lub w Wielkiej Brytanii, a zatem już na wejściu usytuował się ponad polskim, akademickim "plebsem". Wiadomo, co krajowe, to fatalne, nędzne, beznadziejne, kolesiowskie, nonsensowne, prymitywne, itp. Nie bez powodu b. prezes PAN prof. Michał Kleiber stwierdził: "Ktoś powiedział, że zmiany w nauce przypominają zmianę lokalizacji cmentarza. Budzą wiele kontrowersji i nie można liczyć na zaangażowanie samych zainteresowanych" (s. A15). Wątek ten jednak nie został rozwinięty, w związku z tym metafora cmentarza pozostaje do dalszego wykorzystania. Może przez humanistów, których nie zaproszono do tej rozmowy?

Diagnoza polskiej nauki jest tu potoczna, powierzchowna, kawiarniana, bo i jaka miałaby być, skoro nie miała naukowego charakteru? Stała się natomiast dla niektórych okazją do autoafirmacji. Dowiedzieliśmy się, że fizyk studiował za granicą, ale zrobił doktorat w Polsce, by następnie wyjechać do Cambridge, i znowu powrócić do kraju. Jest też b. rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, dla którego - jak mówi - "tytuł naukowy (profesora- BŚ) nie ma znaczenia, pozbyłem się go z moich drzwi, co wzbudza sensację". (A14)

W rozmowie bierze udział prof. AGH, który przez 25 lat żył w Wielkiej Brytanii, a kiedy powrócił do Polski, nie wyobrażał sobie, "(...)że jest tak źle. Powiedziano mi, że jeśli chcę zaistnieć w Polsce, , to konieczne są tytuły. Nie wystarczy, że pracuję na jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie. to się postarałem". (tamże) Jednym z uczestników jest też prof. psychologii, która trafnie narzeka na punktozę, która demoralizuje jej doktorantów, bo wolą iść na skróty, podejmować modne teorie (bzdury?), zajmować się czymś, co jest bardziej publikowalne, niż dokonywać znaczących w nauce odkryć.

Zabrał też głos wiceminister edukacji, który zapewnił o światełku w tunelu, a ogłoszenie przez resort konkursu na ustawę o szkolnictwie wyższym jest otwarciem władzy na racjonale rozwiązania. 'Mamy nadzieję, że projekty konkursowe będą kompleksowe i zmienią całą filozofię podejścia do nauki. Ona powinna być czymś nieoderwanym od życia. Nauka i gospodarka muszą się przenikać. Chcemy więc wprowadzić doktoraty wdrożeniowe (...)". (A15)

Nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, kto wydał wyrok śmierci na polską naukę czy kto wsadził naukę do "więzienia" z powyższym wyrokiem? Kara śmierci została w Polsce zniesiona, a zatem metafora z krzesłem elektrycznym jest nieadekwatna do rodzimy realiów. Czego jednak oczekują interlokutorzy Magdy Suchodolskiej z DGP?

1. Zniesienia habilitacji i tytułów naukowych. Niech uczelnie sam nadają tytuły komu chcą i ja chcą oraz niech zatrudniają tych, którzy będą na światowym poziomie zaangażowani, innowacyjni, twórczy, najlepiej tych z potencjałem naukowym sprawiającym, że "Polska mogłaby się znaleźć w pierwszej setce światowych rankingów;

2. Połączenia uniwersytetów z politechnikami i akademiami, by zintegrowana uczelnia mogła podejmować inicjatywy pod jednym szyldem, a wówczas będzie na 70. miejscu w świecie;

3. Zlecania niemieckim uczelniom testowania pewnych projektów, bo w nich uczeni nie są tak zdemoralizowani łatwymi pieniędzmi, jak polscy profesorowie, a zatem wykonają je taniej;

4. "Wystarczy zebrać w kupę najlepszych, dać im trochę pieniędzy i czasu, a prędzej czy później coś z tego wyjdzie. Chodzi o to, żeby trzymać w pogotowiu grupę najlepszych ludzi." (A16)

a - jak stwierdził jeden z rozmówców -

5. Jeśli jakaś uczelnia ma straty, nie zarabia na siebie, to zaksięgujmy je i sprzedajmy ją za złotówkę. Ja chętnie kupię i rozkręcę interes"
(A16).

Tymczasem w dniu wczorajszym minął termin ogłoszonych przez MNiSW konsultacji w sprawie projektowanych zmian w szkolnictwie wyższym. Aż siedem projektów rozporządzeń dotyczy m.in. warunków prowadzenia studiów, kryteriów oceny programowej, maksymalnej wysokości opłaty rekrutacyjnej na studia, ogólnopolskiego wykazu pracowników naukowych oraz dokumentacji przebiegu studiów.

Proponuje się np. rezygnację z obowiązku przedkładania kopii dokumentów wymaganych w poszczególnych przepisach rozporządzenia uprzednio poświadczonych przez jednostkę organizacyjną wybraną do prowadzenia danego postępowania.

Ponadto przewiduje się zastąpienie wymogu przekazywania przez przewodniczącego rady jednostki organizacyjnej przeprowadzającej postępowanie habilitacyjne informacji o składzie komisji habilitacyjnej, która podjęła uchwałę zawierającą opinię w sprawie nadania lub odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego, z podaniem imion i nazwisk członków komisji oraz nazw jednostek organizacyjnych, w których są oni zatrudnieni – wymogiem przekazywania kopii uchwały podjętej przez tę komisję.

Ciekawą zmianą jest możliwość przeprowadzenia publicznej obrony rozprawy doktorskiej w formie wideokonferencji.
Nie będą ogłaszane w dzienniku urzędowym przez ministra szkolnictwa wyższego i nauki informacje o nadanych stopniach doktora i doktora habilitowanego w poprzednim roku kalendarzowym.

Przewiduje się zastąpienie wymogu przekazywania przez przewodniczącego rady jednostki organizacyjnej przeprowadzającej postępowanie habilitacyjne informacji o składzie komisji habilitacyjnej, która podjęła uchwałę zawierającą opinię w sprawie nadania lub odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego, z podaniem imion i nazwisk członków komisji oraz nazw jednostek organizacyjnych, w których są oni zatrudnieni - wymogiem przekazywania kopii uchwały podjętej przez tę komisję.

Wreszcie rezygnuje się z obowiązku określenia przez radę jednostki organizacyjnej przeprowadzającej przewód doktorski maksymalnej liczby kandydatów, nad którymi promotor lub promotor pomocniczy mogą sprawować opiekę naukową w
jednym czasie. Tym samym zwiększy się w niektórych dziedzinach i dyscyplinach nauk "produkcja" doktorów.

Proponowane zmiany nie wychodzą naprzeciw wielu oczekiwaniom władz jednostek organizacyjnych prowadzących postępowania awansowe. Oczekiwały one konieczności zaprezentowania się przed nimi habilitanta np. z autoreferatem czy wkładem, bez potrzeby powrotu do kolokwium. O innych problemach napiszę odrębnie i w innym czasie, bo jak widać nie ma woli resortu do skorygowania wadliwej procedury i dwuznacznych lub niejasnych zapisów - szczególnie w postępowaniach habilitacyjnych.

Konsultacje przewidziano na okres wakacyjny, kiedy to uczeni z niecierpliwością czekają na możliwość czytania tego typu dokumentów, by móc jak najszybciej przesłać do resortu swoje opinie. Jeden z projektów rozporządzeń, które powinno ich zainteresować, dotyczy szczegółowego trybu i warunków przeprowadzania czynności w przewodzie doktorskim, w postępowaniu habilitacyjnym oraz w postępowaniu o nadanie tytułu profesora.

2 komentarze:

  1. Jakże smutnie trafna ta metafora z cmentarzem... :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Profesorze,

    muszę przyznać, iż czasami zdumiewające są wypowiedzi niektórych nauczycieli akademickich, emerytów, jak chociażby byłego rektora Uniwersytetu Wrocławskiego na temat znaczenia tytułu naukowego profesora, gdyż są to refleksje seniora o życiu po życiu.Krytyka w Polsce obejmuje i doktorat, i habilitację, i tytuł naukowy profesora, czyli ścieżkę akademicką w całości.Najlepiej wszystko poluzować, rozregulować, a może i zlikwidować? Na pewno wówczas poprawi się ilość i jakość kadry akademickiej w kraju, bo doktorem, profesorem każdy może być, zostać, jak ochroniarzem czy taksówkarzem przy całym moim szacunku do wszystkich wykonywanych zawodów w Polsce.Dokąd to wszystko prowadzi? Pominę wypowiedzi owego gremium na temat zatrudniania w Polsce sław nauki globu np.laureatów Nagrody Nobla czy łączenia szkół wyższych, w swoiste akademickie koncerny, fabryki itd., itp.Dziś na wszystko brakuje funduszy, a nie zapowiada się aby sytuacja w najbliższych latach uległa poprawie.Więc możemy sobie pogawędzić przy kawie.Nieprawda?

    OdpowiedzUsuń