czwartek, 26 marca 2015

Jak nie należy pisać o edukacji, która rzekomo zmienia świat









Wiedziałem, że jest wśród młodych naukowców źle z ich znajomością literatury przedmiotu badań, ale że aż tak beznadziejnie, to nie. Właśnie zapoznałem się z niewielkiej objętości publikacją autorstwa dr Katarzyny Gawlicz (absolwentki filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego) i dra Marcina Starnawskiego (socjologa po Uniwersytecie Wrocławskim i b.studenta Uniwersytetu Oxfordzkiego oraz Uniwersytetu Północnej Karoliny w Greensboro), która nosi tytuł: ”Jak edukacja może zmieniać świat? Demokracja, dialog, działanie” . Wydanie tej książki było współfinansowane przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

To, że ów tytuł został wydany w ramach serii „Praktyka i profesjonalizm”, ma też swoje dobre strony. Otrzymujemy bowiem dowód na to, jak nie należy pisać o edukacji rzekomo się na niej znając. Otóż już na wstępie muszę zaznaczyć, że autorzy nie tylko nie są profesjonalistami, ale i praktykami w obszarze edukacji, o której piszą i wypowiadają się z poczuciem pewności, że nie dodam wyższości w stosunku do tego, co my, pedagodzy wiemy już na powyższy temat.

Swoją rozprawkę zaczynają od stwierdzenia, że „temat demokracji w edukacji należy do rzadziej dyskutowanych, poza kręgami ekspertów akademickiej pedagogiki i praktyków-entuzjastów „alternatywnych” rozwiązań oświatowych”. (s. 11). Dowodem na taki stan rzeczy jest nieodnalezienie przez nich lub odnalezienie zaledwie kilku odnośników do terminu „demokracja” w indeksach rzeczowych w wydanych po 1989 r. podręcznikach akademickich z pedagogiki.

Co to ma wspólnego z brakiem debaty poza kręgami akademickimi na temat edukacji dla demokracji? Nie wiem. Gdyby każdy badacz miał oceniać merytoryczną wartość rozprawy czy podręczników po liczbie odnośników w indeksie rzeczowym, to wystarczyłaby do tego osoba z wykształceniem podstawowym, która opanowała podstawowe umiejętności czytania. Natomiast o tym, czy treści zawarte w monografiach lub podręcznikach są izomorficzne do wartości i problemów demokracji może zadecydować tylko ich lektura i analiza treści. Tak na marginesie, w mojej najnowszej książce pt. "Edukacja (w) polityce. Polityka (w) edukacji" (Kraków 2015) nie znajdziecie w indeksie rzeczowym hasła "edukacja", gdyż odnośniki do niego musiałyby zająć kilkanaście stron.

Wiem natomiast z lektury w/w publikacji wrocławskich naukowców, że nie raczyli nawet sięgnąć do literatury przedmiotu, która w naukach pedagogicznych aż roi się od rozpraw naukowych, raportów z badań, informatorów i przewodników po prawie oświatowym wprost poruszającej fenomen demokracji w edukacji, dialogu, działania na rzecz zmiany świata itp. (w systemie makropolityki oświatowej, jak i w odniesieniu do sytuacji mezo i mikrooświatowej na poziomie samorządów terytorialnych czy szkół publicznych).

W tym sensie książka tych autorów jest szkodliwa, bowiem kształtuje świadomość rzekomej nieobecności pedagogiki teoretycznej i praktycznej w przestrzeni publicznej, w której funkcjonują szkoły. Ba, ani wspomniana filozofka, ani socjolog nie mają pojęcia na temat setek (jeśli nie tysięcy) debat publicznych na temat edukacji dla zmiany świata, demokracji w edukacji i antydemokratycznej polityki oświatowej III RP. Wystarczyło przeczytać chociażby wspomniane w ich wstępie podręczniki akademickie, a nie tylko rozdział (zresztą znakomity) prof. Doroty Gołębniak.

Jedyny dyskurs, jaki im się jawi w tym zakresie, a przypisują go demokracji w edukacji, to ten związany z kluczowymi kategoriami w procesie wychowawczym szkół, do jakich zaliczyli jedynie formację religijną i płciową młodych pokoleń. Zrozumiałe. Ten pierwszy jest pochodną neolewicowej ideologii, która ma za złe polskim rządom, że przywróciły do szkół publicznych edukację religijną (wprawdzie jako dobrowolną, bez szczególnych przywilejów, co wynika z nieliczenia oceny do średniej ocen i braku religii jako przedmiotu maturalnego egzaminu) oraz do jej subideologii - gender.

To właśnie ci zwolennicy mają nieustanne pretensje do władz III RP, czyli zapewne także do MEN, że nie wyeliminowały z przestrzeni publicznej (w ramach pluralizmu podręczników szkolnych) treści, których autorzy nie promują tzw. równości płciowej wraz z jej najprzeróżniejszymi odmianami. Mają do tego prawo tym bardziej, że UE nie współfinansowała projektów, które nie uwzględniały analiz z uwzględnieniem perspektywy gender (np. teoria P. Bourdieu już nie wydaje im się kluczową do odczytywania reprodukcji określonego światopoglądu).

Co gorsza, piszą o edukacji tak, jakby się na niej znali, a tymczasem nie znają 99% rozpraw naukowych oraz metodycznych na temat edukacji dla, w i wobec demokracji, o dialogu i działaniach z tym związanych. Jak piszą o szkołach demokratycznych, to nie mają pojęcia o tym, że są one powoływane do życia tak w innych krajach, jak i w Polsce w przestrzeni niepublicznej (jako tzw. free schools, Freie Schulen). Nie przeczytali, że każda próba uczynienia w okresie III RP z jakiejkolwiek szkoły publicznej szkoły demokratycznej została zablokowana przez rządzących (piszę o tym m.in. w książce „Edukacja pod prąd” czy „Edukacja autorska”). Chwalą np. Summerhill, a zarazem niekonsekwentnie wytaczają działa przeciwko modelowi edukacji elastycznej R. Meighana. Zupełnie nie rozumieją różnic między tymi podejściami do edukacji.

Tandem Gawlicz-Starnawski nie odrobił lekcji, nie przygotował się merytorycznie do wypowiedzi na temat tego, jak edukacja może zmieniać świat. To, że było się poza granicami kraju albo studiowało na innym kierunku niż pedagogika, nie usprawiedliwia ignorancji. Tymczasem literatura polska, podobnie zresztą jak i zagraniczna, aż ugina się pod ciężarem literatury na temat demokracji w edukacji i edukacji dla demokracji. Piszą o tym (podaję alfabetycznie nazwiska tylko samodzielnych pracowników naukowych, bez tytułów ich rozpraw, bo może kiedyś młodzi się wysilą i zrobią porządną kwerendę literatury): K. Ablewicz, J. C. Almack, J. Bińczycka, E. Claparede, M. Debesse i G. Mialaret, M. Dudzikowa, C. Freinet, J. Gara, S. Hessen, A. Janowski, E. Jarosz, A. Kamiński, J. Korczak,Z. Kwieciński, Z. Melosik, M. Mencel, M. Mendel, R. Miller, H. Muszyński, A. Nalaskowski, M. Nowak, M. Nowak-Dziemianowicz, K. Przyszczypkowski, H. Radlińska, J. Radziewicz, S. Ruciński, J. Rutkowiak, H. Semenowicz, B. Smolińska-Theiss, M.S. Szymański, B. Śliwerski, M. Śnieżyński, J. Tarnowski, D. Uryga, T. Wiloch, M. Winiarski, L. Witkowski, I. Wojnar, S. Wołoszyn, Z. Zaborowski, A. Zielińska, W. Żłobicki i in.

Nie warto pisać o czymś, o czym nie ma się zielonego pojęcia, gdyż nie ma to nic wspólnego z praktycznością i profesjonalizmem, a jeśli już ktoś musi na czymś zarobić, to niech chociaż uczciwie przyzna się do braku wiedzy i do co najwyżej jej wycinkowego wykorzystania w powierzchownym przeglądzie czy rekonstrukcji nielicznych publikacji.


11 komentarzy:

  1. Zapewne jest jeszcze jakiś recenzent tej książki - a moze nie ma? Jeśli jest - to proszę nam ujawnić, kto swoim nazwiskiem rekomenduje takie publikacje. Jeśli nie ma - to naprawdę szkoda tych unijnych pieniędzy na to, by wydawać rzeczy udające naukowe zupełnie poza jakąkolwiek kontrolą środowiska naukowego. Dobrze, że Pan to ujawnia. Dużo cennych publikacji zostało wydanych w ramach projektów unijnych, ale chyba też sporo chłamu i bezwartościowej literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety więcej jest tych drugich publikacji.
      Szkoda że to się stało na DSW profesor B.D.Gołębniak wielokrotnie mówiła/pisała o żenująco niskim poziomie prac/ raportów po realizacji unijnych projektów edukacyjnych, w mojej ocenie sama napisała wspólnie z dr B Zamorską wzorcową publikację o Nowym profesjonalizmie nauczycieli
      kwestia finansowania publikacji za unijne pieniądze naprawdę jest kluczowa, w tej chwili nie jest ważne co się napisze jeśli są pieniądze unijne opublikowane zostanie naprędce wszystko na każdy temat
      tylko lasu szkoda................

      Usuń
    2. Nie znam jeszcze pracy, nad którą toczy się tu polemika, ale potwierdzam, że książka wydana przez wrocławską DSW "Profesjonalizm nauczycieli. Podejścia – praktyka przestrzeń rozwoju", autorstwa prof. DSW dr hab. B.D. Gołębniak i dr B. Zamorskiej jest naprawdę doskonała!!! To lektura dla każdego pedagoga, nauczyciela, badacza...

      Usuń
    3. To proszę się z nią zapoznać. Natomiast wspomniana tu przez Badacza Nowej Matury publikacja jest rzeczywiście wartościowa.

      Usuń
  2. To wielki problem. Często za unijne pieniadze produkuje się śmieci. Podobnie jest ze szkoleniami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzowana książka jest dostępna online na licencji CC. Bibliografia znajduje się na stronicach 131 -142. Nie jest to tak mało. Rozumiem widoczne rozczarowanie Pana Profesora, brakiem jego nazwiska w bibliografii. Sama książka, w ogólnym kształcie sprawia wrażenie raczej eseju lub prostego podręcznika, niż publikacji naukowej zobiektywizowanej lub faktograficznej. Poniżej link do książki. Iga
    http://www.wydawnictwo.dsw.edu.pl/fileadmin/user_upload/wydawnictwo/Seria_PP/2._Gawlicz__Starnawski_%C5%9Brodek_do_druku.pdf

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak prymitywnego komentarza mogłem spodziewać się po niejakiej Idze. No cóż. Taka pseudokultura.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdy wręczałam niegdyś moją książkę uczonemu nauk medycznych - ten najpierw otworzył część bibliograficzną i przeliczył publikacje. Potem przeanalizował skrupulatnie lata wydanych publikacji a następnie sprawdził czy sam jest w niej umieszczony. Czy to też subkultura ? Może subkultura lub pseudokultura medyczna ? Czy zachowanie uczonego było prymitywne ? -nie sądzę. Z punktu widzenia rzetelności naukowej pominięcie Pana nazwiska wydaje mi się niedociągnięciem autorów cytowanej we wpisie publikacji. A przy okazji, no cóż obrażanie mnie nieustanne na blogu jest już nużące w odbiorze. Czy spodziewać się dalszych inwektyw związanych np. z płcią, pochodzeniem, klasą, rasą, dochodem etc. ? Iga
    P.S. Te dotyczące "nierozumienia czytanych treści" lub "braku oczytania" czyli generalnie dotyczące poziomu wykształcenia - już były.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie należy projektować na wszystkich własnych doświadczeń z naukowcami, szczególnie z nauk medycznych. Iga nie raczyła zauważyć, że nie wskazałem na swoje prace, ale na kilkunastu badaczy , i to z pedagogiki. Trzeba więcej, niż złej woli, by wprowadzić tak arogancki komentarz. Mój komentarz nie jest inwektywą, ale bezpośrednim odniesieniem do aroganckiej adnotacji. Warto zastanowić się na sobą, bo jak ma się z tym problemy, to stosuje się tego typu formy agresji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Profesorze

    Autorzy już niedługo bo 22 kwietnia będą prezentować kolejny raport w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów
    http://www.dsw.edu.pl/nauka-i-badania/konferencje/aktualnosc/news/zaproszenie-do-udzialu-w-konferencji-dyskryminacja-w-szkole-obecnosc-nieusprawiedliwiona/


    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Panie Profesorze,

    dziękujemy za ten post, uczymy się także na błędach innych.

    P.S.
    Do prawdy dziwi, że Iga nie dostrzega prymitywizmu swojego wpisu, my poczuliśmy się nim zażenowani w trakcie lektury.

    Młodzi

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.