piątek, 19 grudnia 2014

Dolnośląska kultura akademicka





W dn. 16 grudnia miała miejsce na Wydziale Nauk Pedagogicznych Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu wyjątkowa uroczystość. Nie będę tu referował w kronikarski sposób tego wydarzenia, w którym miałem zaszczyt uczestniczyć jako zaproszony z referatem profesor pedagogiki, gdyż uczynią to zapewne sami organizatorzy na stronie tej znakomitej, niepublicznej Uczelni akademickiej.

Każdy z wypromowanych doktorów nauk społecznych i doktorów habilitowany w dyscyplinie PEDAGOGIKA przeżywał tego dnia zapewne wielką radość i poczucie osobistej satysfakcji, nie tylko dlatego, że w uroczysty sposób JM Rektor prof. DSW Robert Kwaśnica wręczał dostojnie tubę z dyplomem stopnia naukowego opatrzonym pieczęcią DSW. Każdemu towarzyszył ktoś z bliskich, członków rodziny, przyjaciół czy znajomych, którzy wspierali go w okresie prac nad własną dysertacją.


Gratulowałem wypromowanym naukowcom, w przeważającej mierze kobietom, gdyż wśród 9 doktorów był tylko jeden mężczyzna, co znacznie zmienia stereotypowy obraz w naszym społeczeństwie jakoby w nauce dominowali mężczyźni. Były zatem pamiątkowe zdjęcia, wspomnienia trudnych chwil, które łagodziły w programie występy studenckich zespołów artystycznych - kwartet muzyki poważnej, aktorzy performance, zespół rockowy, ale i przepięknie wykonane solowo piosenki z cyklu poezji śpiewanej czy wreszcie wigilijna wieczerza.

Uzyskania awansu w Uczelni, której kultura akademicka przewyższa niektóre jednostki znacznie starszych od DSW uniwersytetów państwowych w naszym kraju, świadczy o najwyższym poziomie jej kadr. Są bowiem takie jednostki akademickie, które każą wypromowanym doktorom habilitowanym zgłosić się po dyplom do działu uczelnianej administracji, by odebrać go za pokwitowaniem, jak przysłowiowy "węgiel z deputatu".



W imieniu doktorów i samodzielnych pracowników naukowych składane były promotorom, recenzentom i władzom Wydziału autentyczne podziękowania. Pani dr hab. Hana Červinkova prof. DSW - pierwsza z Dolnego Śląska doktor nauk społecznych, która otworzyła przewód habilitacyjny w nowej procedurze zanim ta stała się powszechnie obowiązującą - powiedziała co następuje:

Szanowni Państwo,

to szczególny zaszczyt, że mogę wypowiadać się w imieniu tegorocznych doktorów habilitowanych Wydziału Nauk Pedagogicznych Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. Jesteśmy grupą przedstawiającą w pewnym sensie moment przełomowy w całym szkolnictwie wyższym w Polsce. Ze względu na zmianę Ustawy wprowadzone zostały nowe procedury, które przeniosły większą odpowiedzialność przeprowadzenia procedury habilitacyjnej na Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów i zmieniły wymagania wobec habilitantów , bardziej ściśle określając wymogi dotyczące dorobku naukowego, dydaktycznego i organizacyjnego w kierunku umiędzynarodowienia i parametryzacji.

Cieszę się, że udało mi się przetrzeć ścieżkę i jako pierwszej na naszym Wydziale uzyskać tytuł doktora habilitowanego w tej właśnie procedurze. Za możliwość wystąpienia o ten przywilej i przeprowadzenie przewodu serdecznie dziękuję pani Dziekan, Radzie Wydziału, Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów, Komisji Habilitacyjnej i władzom mojej Uczelni, Dolnośląskiej Szkole Wyższej.


Ciesząc się dziś z tego osiągnięcia, muszę jednocześnie przyznać, że zmiana w procedurze habilitacyjnej jest częścią szerszej zmiany, której efekty nie są jednoznacznie pozytywne dla pedagogiki w Polsce, dyscypliny tradycyjnie istniejącej na pograniczu nauk humanistycznych i społecznych, obszarów nauki, które zostały rozdzielone decyzją administracyjną zmuszającą pracowników akademickich do uprawiania gry pozorów i przyjęcia instrumentalizmu w podejmowaniu decyzji o publikowaniu wyników swoich badań i zatrudnieniu.

Kłopoty przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych wydają się być efektem ogólnego "zamachu" na humanistykę, która jest w ostatnich latach coraz bardziej marginalizowana w ramach programów edukacyjnych i naukowych na wszystkich poziomach. Według amerykańskiej filozof Marty Nussbaum trend ten jest globalny i niesie ze sobą negatywne konsekwencje dla demokracji - dzięki edukacji bez humanistyki, systemy nie produkują obywateli, którzy potrafią samodzielnie myśleć i krytycznie interpretować i znajdować sens w otaczającej rzeczywistości.

Trwające zmiany w sferze edukacji (również w Polsce) spójne są z tym, co w swoich pracach naukowych nazywam "polityką uciszania", która polega na zawłaszczaniu przestrzeni demokratycznej deliberacji (dosyć niedawno nasza uczelnia przeżyła efekty polityki uciszania kiedy grupy ekstremistów napadli naszą decyzję o nadanie tytułu Doktora Honorowego Profesorowi Zygmundowi Baumanowi). I gdzieś głęboko, stawka jest wysoka - chodzi bowiem o różne wizje demokratycznej wspólnoty.

Współczesne procesy zmian (oparte często na oficjalnej retoryce odwołującej się do uproszczonej wersji teorii kapitału społecznego) sprzyjają wizji wspólnoty demokratycznej opartej o wspólne interesy, wartości i zgodę społeczno-kulturową. Radykalnie inna jest wizja takich humanistów jak Hannah Arendt, którzy do społeczeństwa podchodzą jako do wspólnoty zróżnicowanej - wspólnoty w wielorakości, w której członkowie działają i wyrażają opinię i mają obowiązek słuchać innych i sami być słyszani - deliberującego społeczeństwa uczestniczącego w tworzeniu demokracji poprzez wypowiadanie się z różnych punktów widzenia i działania w przestrzeni publicznej.

Zainspirowana filozofią Hanny Arendt, Profesor naszego Wydziału Elżbieta Matynia wspomina okres przed stanem wojennym w kategoriach "szczęścia publicznego" – charakteryzującego się poczuciem sprawczości i uczestnictwa w kreowaniu życia publicznego. Takie szczęście publiczne towarzyszyło zmianom ustrojowym w 1989 roku w Polsce i w Czechach, kiedy mieliśmy poczucie, że współtworzymy nową rzeczywistość, na którą mamy bezpośredni wpływ, że można poprzez debatę i partycypację w życiu publicznym zmieniać bieg historii.

Nie ma wątpliwości, że szczęście publiczne w swoim rewolucyjnym wymiarze nie może trwać, ale jakaś jego forma wydaje się być kluczowa dla tworzenia demokracji uczestniczącej. Brak szczęścia publicznego miał na myśli Václav Havel, kiedy jako Prezydent Czech przemawiał do obywateli, żeby odpuścili sobie blbou náladu (zły humor), wynikającą z braku poczucia potrzeby uczestniczenia w życiu publicznym. Zagrożenie blbou náladou jest u swych postaw zagrożeniem zanikiem polityczności, która polega na korzystaniu zdolności ludzi do udziału w procesie tworzenia wspólnoty demokratycznej.

Stojąc dziś w obliczu pytania, jak w sytuacji zanikającej polityczności kultywować demokrację i jak w obliczu kurczących się środków publicznych, nasilającej się konkurencji przy jednoczesnym obniżaniu solidarności społecznej, wspierać zdolność ludzi do wypowiadania się w przestrzeni publicznej, patrzę w kierunku pedagogiki, którą postrzegam jako obszar myślenia i działania zdolnego do tworzenia publicznych przestrzeni dla wspólnot uczących się i działających podmiotów.

Tworzenie takich publicznych przestrzeni wolności w których kultywowana jest zdolność do krytycznego myślenia, wypowiadania się, słuchania i działania, jest propozycją przeciwdziałania ciszy świadczącej o cynizmie i braku publicznej nadziei. W tym szczególnym dniu dla mnie, dla moich kolegów i koleżanek i dla naszego Wydziału i Uczelni, wyrażam ogromną nadzieję, że uda nam się, jako pedagogom, tworzyć w naszej pracy tego rodzaju przestrzenie wolności do krytycznego myślenia i działania. Jest to wyzwanie metodologiczne i polityczne - chodzi o to, żeby poprzez wspólne myślenie, dyskusje i działanie dać początek nowym ideom (według Arendt - "najbardziej praktycznej rzeczy na świecie") na rzecz dobra publicznego.

Podstawą pedagogiki jak publicznych przestrzeni wspólnego działania jest wspólnotowe i otwarte myślenie o edukacji jako procesie generowania idei poprzez przekraczanie granic tradycyjnie rozumianych metod i dyscyplin. Takiej otwartej i twórczej pedagogiki nam wszystkim w tym dniu życzę.



3 komentarze:

  1. To piękna, mądra i poruszająca wypowiedź profesor Hany Červinkovej.
    "Tworzenie takich publicznych przestrzeni wolności w których kultywowana jest zdolność do krytycznego myślenia, wypowiadania się, słuchania i działania, jest propozycją przeciwdziałania ciszy świadczącej o cynizmie i braku publicznej nadziei. "
    Takim miejscem powinna być szkoła. Niestety, polską szkołę można określić jako "czarną dziurę w przestrzeni krytycznego myślenia, wypowiadania się, słuchania i działania" . Czarną dziurę w przestrzeni wolności, demokracji i sprawczego działania. Młody człowiek wpada w tę dziurę na dwanaście lat. Jaki z niej wychodzi ? A może nie wychodzi, bo przecież z czarnej dziury nie wraca się ?
    Co zrobić, żeby szkoła była miejscem o właściwościach opisanych przez panią profesor - chociaż w jakimś stopniu ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszą nas zaangażowani pedagodzy.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.