środa, 22 stycznia 2014

POL-on jako sejf także fałszywych danych o szkolnictwie wyższym i jego kadrach













Elektroniczny Systemu Informacji o Szkolnictwie Wyższym służy... nie wiadomo komu. Jako ekspert Polskiej Komisji Akredytacyjnej uczestniczę w różnych okresach czasu w ocenie jakości kształcenia na kierunku pedagogika w uczelniach publicznych i niepublicznych. Do wglądu mam elektroniczną i drukowaną wersję Raportu Samooceny, który przygotowały zespoły kadr wszelkiej maści jednostki podlegające ocenie (akredytacja instytucjonalna) lub prowadzony w nich kierunek kształcenia (akredytacja kierunkowa). Wielokrotnie przekonujemy się, że dane zawarte przez władze niektórych jednostek dalece rozmijają się z prawdą. Wszyscy zdążyli się już nauczyć marketingu, w tym języka reklamy i manipulacji, toteż coraz częściej eksperci skupiają się nie na tym, jak jest tylko nad tym, dlaczego nie jest tak pięknie i mądrze, jak zostało to opisane w przesłanej dokumentacji.

Oczywiście, badamy różne aspekty jakości kształcenia, z wielu stron, sięgając do wielu źródeł i baz danych. Zadziwiające jest jednak to, że ekspert PKA, wykonując zadania związane z oceną jakości kształcenia, nie ma wglądu do bazy POL-on, która ponoć zawiera wiarygodne dane. Piszę "ponoć", gdyż jakiś czas temu b. ministra Barbara Kudrycka apelowała do władz uczelni (głównie prywatnych), o terminowe i rzetelne wprowadzanie informacji do POL-onu. Czy tak się stało, nie wiemy, bo i skąd. Nie mamy dostępu do danych, a zatem musimy weryfikować informacje z treścią dokumentów na miejscu. Tylko po co i komu ma służyć POL-on, skoro zapewne istotne informacje jakościowe są w nim skrywane jak w sejfie, a przecież wiedza o nich pozwoliłaby nie tylko kandydatom na studia, ale także kandydatom do podjęcia ewentualnej współpracy z daną uczelnią uniknąć pułapki nieuczciwości ze strony organu prowadzącego daną jednostkę?

Ponoć dzięki temu systemowi uczelnie miały weryfikować w nim m.in., czy studenci nie pobierają stypendiów na kilku kierunkach, a nauczyciele nie wykładają w innej szkole. To mnie akurat nie interesuje, a powinno być przedmiotem kontroli odpowiednich komórek MNiSW. Jako oceniającego, ale także interesuje mnie to, czy system, od którego może zależeć los studenta, wykładowców, profesorów i samej uczelni, jest pełny, zawierając wiarygodne i aktualizowane dane? Kiedy porównamy informacje z raportów z tymi, jakie są np. na stronach internetowych uczelni i innej, starej bazie OPI to się okazuje, że występujące w nich dane nie zawsze odzwierciedlają stan faktyczny, gdyż nie egzekwuje się i nie pociąga do odpowiedzialności władz uczelni z tytułu nieaktualizowania kluczowych informacji z chwilą zaistnienia zmian.

Przykłady:

Na stronie internetowej i w raportach szkoły znajdują się w komitetach programowych konferencji naukowych nazwiska osób już nieżyjących, albo w ogóle nieświadomych tego faktu;

Do dorobku naukowego zalicza się publikacje tych, którzy już dawno w tych szkołach nie pracują, a przypisuje się pozostałym ich publikacje z okresu pracy akademickiej, który nie ma nic wspólnego z ich obecnym miejsce pracy;

Wydawane przez szkołę czasopismo "naukowe" otrzymuje odpowiednią ilość punktów za zamieszczanie w nim artykuły naukowców z innych ośrodków akademickich, spoza jednostki wydającej czasopismo. Tymczasem redaktor pisma nie ujawnia w ankiecie dla MNiSW, że wielu spośród autorów opublikowanych tekstów jest zatrudnionych w jednostce wydającej to czasopismo, ale na drugim etacie czy w innej formie. Tym samym nie powinni być traktowani jako autorzy zewnętrzni. A są, ale dla ukrycia tego faktu podają afiliację innego miejsca zatrudnienia. Brak kontroli jakościowej sprawia, że wiele czasopism uzyskało punkty parametryczne, które zostały uzyskane w wyniku podania "niepełnych" danych;

Wiele wyższych szkół prywatnych posługuje się w informacjach publicznych przy nazwiskach części swoich kadr mianem "profesor" mimo, iż nie posiadają one naukowego tytułu profesora? Dewaluacja tego obciąża całe środowisko, bo poziom niektórych wykładowców obnoszących się tytułem, które nie posiadają, jest niższy niż niektórych młodych pracowników ze stopniem zawodowym magistra czy inżyniera;

Nie mogę sprawdzić w bazie POL-on, gdzie dany nauczyciel akademicki uzyskał stopień naukowy doktora habilitowanego czy tytuł naukowy profesora. Wszyscy mamy wprawdzie możliwość zajrzenia na stronę Ośrodka Przetwarzania Informacji, która zawiera dane o naukowcach, ale jest to interesujące dla badaczy źródło fałszowania i manipulowania danymi kadrowymi w naszym kraju. Dziwne, że jeszcze utrzymuje się tę bazę w takim stanie, bowiem wprowadza się w błąd jej czytelników. Dowód? Proszę bardzo. Wejdźcie na stronę OPI i wpiszcie nazwisko kogoś, kto posługuje się w szkole wyższej stopniem naukowym doktora habilitowanego np. z pedagogiki. Gwarantuję, że znajdziecie w główce rekordu informację np. dr hab. Iksiński, ale już nie macie możliwości zweryfikowania, czy występujące dane są prawdziwe.

Oto ktoś pisze w wierszu zatytułowanym "Rozprawa habilitacyjna" tak: - Uzyskany stopień doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki, specjalność: praca socjalna Nie jest to prawdą, gdyż na słowackiej uczelni istnieje lub istniała możliwość uzyskania stopnia doktora habilitowanego odrębnie z pedagogiki oraz odrębnie z pracy socjalnej. W kraju naszych uroczych sąsiadów z południa "praca socjalna" nie jest subdyscypliną pedagogiki, tylko odrębną dyscypliną naukową. Jeżeli zatem Polak/Polka przedkłada dyplom ze słowackiej uczelni, w którym jest zapis o mianowaniu go/jej docentem pracy socjalnej, to ta dyscyplina ma tam odrębny numer statystyczny i odrębny status. W Polsce nie ma takiej dyscypliny naukowej jak praca socjalna. Posługiwanie się zatem stopniem doktora habilitowanego w specjalności "praca socjalna" i korzystanie z uprawnień samodzielnego pracownika naukowego "pedagogiki" a nawet "socjologii" czy "psychologii" - co ma miejsce w wielu polskich uczelniach i szkołach wyższych - jest ewidentnym kłamstwem i wprowadzaniem w błąd władz uczelni. Tym powinny zająć się odpowiednie służby, ale MNiSW nieustannie "zamiata sprawę pod dywan".

Inny, jakże charakterystyczny przykład manipulacji, a dotyczący także niektórych członków i ekspertów Polskiej Komisji Akredytacyjnej, na co nie raczyła zwrócić uwagi pani ministra B. Kudrycka mianując te osobę do składów oceniających jakość kształcenia tych, którzy przeszli rzetelnie drogę awansu naukowego w kraju lub poza jego granicami. Wpisujemy nazwisko takiej osoby i widzimy, że jako Ygrekowska ma przed nazwiskiem "dr hab." . Niestety, nie znajdziemy w jej danych żadnej adnotacji o tym, gdzie uzyskała stopień doktora habilitowanego, na podstawie jakiej pracy i kto recenzował jej dorobek? DUCH ŚWIĘTY? Na jakiej podstawie dopuszcza MNiSW do takich manipulacji i jeszcze nominuje taką osobę do rangi państwowego kontrolera jakości kształcenia i prowadzonych w uniwersytetach badan naukowych? Komu na tym zależało, by niszczyć podstawy rzetelności akademickiej w strukturach Polskiej Komisji Akredytacyjnej? Dlaczego członkini PKA nie chwali się w tej bazie danych żadnymi własnymi publikacjami naukowymi, ale ocenia jakość prowadzonych badań naukowych w uczelniach akademickich, przed którymi "uciekła" na Słowację? Zajrzyjmy na stronę POL-on, a tam jest interesująca informacja przy nazwisku członka PKA: dr hab.: (klas. hist.) nauki humanistyczne > pedagogika > praca socjalna, pedagogika. Jakim prawem ta osoba jest w Polsce uznawana jako doktor habilitowany z pedagogiki, skoro uzyskała docenturę słowacką z "pracy socjalnej"? Takich kwiatków mamy w kraju wiele... tylko do czyjego są one kożucha?









44 komentarze:

  1. "Wiele wyższych szkół prywatnych posługuje się w informacjach publicznych przy nazwiskach części swoich kadr mianem "profesor" mimo, iż nie posiadają one naukowego tytułu profesora?"

    Pewnie zatrudniono ich na takich stanowiskach ...

    "Dewaluacja tego obciąża całe środowisko, bo poziom niektórych wykładowców obnoszących się tytułem, które nie posiadają, jest niższy niż niektórych młodych pracowników ze stopniem zawodowym magistra czy inżyniera;"

    Niestety zapewne nie niższy on niektórych osób posiadających tytuł ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinien komentator rozróżniać stanowisko od tytułu naukowego. A zatem z tym poziomem nie jest najlepiej :)

      Usuń
    2. "Powinien komentator rozróżniać stanowisko od tytułu naukowego."

      A gdzie tu jakieś pomieszanie: "Pewnie zatrudniono ich na takich stanowiskach ..."? Przecież wyraźnie o tym napisałem. A jeśli ktoś pracuje na takim stanowisku to tak się do niego zwyczajowo zwraca (na piśmie dodając jakiej uczelni jest profesorem) ...

      Usuń
  2. "Wydawane przez szkołę czasopismo "naukowe" otrzymuje odpowiednią ilość punktów za zamieszczanie w nim artykuły naukowców z innych ośrodków akademickich, spoza jednostki wydającej czasopismo. Tymczasem redaktor pisma nie ujawnia w ankiecie dla MNiSW, że wielu spośród autorów opublikowanych tekstów jest zatrudnionych w jednostce wydającej to czasopismo, ale na drugim etacie czy w innej formie. Tym samym nie powinni być traktowani jako autorzy zewnętrzni. A są, ale dla ukrycia tego faktu podają afiliację innego miejsca zatrudnienia. Brak kontroli jakościowej sprawia, że wiele czasopism uzyskało punkty parametryczne, które zostały uzyskane w wyniku podania "niepełnych" danych;"

    Naprawdę tak jest w pedagogice? Zajmowałem się oceną parametryczną mojego wydziału i w naszej "działce" nie miało żadnego znaczenia to czy autor jest z jednostki wydającej czasopismo czy nie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyznawaniu pismu punktów przez zespól MNiSW ma to znaczenie. Dotyczy to każdego czasopisma a nie tylko pedagogicznego. Publikowanie tekstów autorów z jednostki wydającej pismo obniża jego zasięg i poziom do lokalnego.

      Asia

      Usuń
    2. A slyszala Pani o czesci A listy? Byc moze nie ma w niej polskich czasopism pedagogicznych, ale inne sa. I ilosc punktow jakie uzyskuja zalezy od wspolczynnika wplywu IF, a nie od jakis dziwnych kryteriow ...

      Usuń
    3. Pisałam o obowiązujących w Polsce kryteriach oceniania czasopism naukowych, a nie o liście A, bo na tę nie ma wpływu MNiSW. Proszę najpierw zapoznać się z tymi dziwnymi kryteriami, a potem komentować.

      Asia

      Usuń
    4. Naprawdę uważa Pani, że MNiSW nie ma wpływu na część A list?! A te punkty skąd się biorą? Z baz (np. WoSu), "nieba" czy losowania? :) Poza tym ciężko się domyślić co ma Pani na myśli, bo tego, że chodzi tylko o te "inne" czasopisma nie można wyczytać ani w Pani wcześniejszym wpisie ani w oryginalnym tekście prof. Śliwerskiego.

      Usuń
  3. "Posługiwanie się zatem stopniem doktora habilitowanego w specjalności "praca socjalna" i korzystanie z uprawnień samodzielnego pracownika naukowego "pedagogiki" a nawet "socjologii" czy "psychologii" - co ma miejsce w wielu polskich uczelniach i szkołach wyższych - jest ewidentnym kłamstwem i wprowadzaniem w błąd władz uczelni."

    Coś mi się wydaje, że walcząc z "turystyką habilitacyjną" i dbając o zachowanie monopolu traci Pan trzeźwe spojrzenie na sprawę. Jeśli się nie mylę, to opisywani przez Pana delikwenci często (zawsze jeśli tylko się o to zwrócą) dysponują stosownym "papierem" z MNiSW, które potwierdza równoważność uzyskanego za granicą stopnia/tytułu "tłumacząc go na polski" (tzn. klasyfikując wg. polskich zasad). Nie ma więc tu żadnej winy po stronie docentów - pretensje można kierować za to np. do MNiSW czy CK :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profesor kieruje przecież zastrzeżenia do MNiSW. Nie ma już Biura Uznawalności Dyplomów o czym komentator wiedzieć powinien.
      Dobrze że profesor pisze o tym, że ci co to kontrolują innych,, sami ukrywają przed nimi brak własnego dorobku albo jego nicość.

      Asia

      Usuń
    2. A Komentatorka powinna wiedziec o czym pisze. Nie znam historii i nie chce mi sie szukac czy kiedys bylo owo "biuro", ale teraz jest Departament Spraw Międzynarodowych i Uznawalności Wykształcenia:

      http://www.nauka.gov.pl/departamenty-ministerstwa/dmu.html.

      To po pierwsze. Po drugie (http://www.nauka.gov.pl/dodatkowe-informacje/opiniowanie-dokumentow-.html) "Wydawana przez ministerstwo informacja / opinia ogólna o zagranicznym stopniu / tytule naukowym może potwierdzać: jego równoważność z odpowiednim polskim stopniem / tytułem naukowym na podstawie obowiązujących umów międzynarodowych ...".

      Proponuje wiec wiecej pokory i nieprzypisywanie innym wlasnych "cech" ... :)

      Usuń
    3. Anonimowy nie musi wiedzieć, odpowiadając na mój komentarz, że są osoby w kraju, które nie przeprowadziły takiej weryfikacji. Już dwóch polskich docentów po słowackim postępowaniu habilitacyjnym przegrało proces sądowy i nie uzyskało zatrudnienia w uniwersytecie. Tak więc więcej pokory przyda się anonimowej.

      Asia

      Usuń
    4. Przykro mi, ale nie ma Pani pojecia o czym Pani pisze. Nie ma zadnej "weryfikacji". MNiSW wydaje automatycznie stosowne zaswiadczenie, ktore - jak samo twierdzi - nie jest tak naprawde potrzebne, bo stosowna rownowaznosc wynika z umowy. Natomiast jesli delikwent sobie go zazada, to musie je wydac (chyba, ze stwierdzi jakies uchybienia formalne - np. brak wlasciwych uprawnien jednostki mianujacej kogos docentem). Ale pewnie sie myle. Bardzo prosze mnie o tym przekonac podajac stosowny link do historii tych dwoch osob ...

      Usuń
  4. Pisze Pan Profesor czy pani Asia? Zastanawiam się, czy jest jeszcze chociaż malutki wycinek rzeczywistości akademickiej, do której Pan profesor nie miałby "ale"? Pytam poważnie, bo wspaniałe g\habilitacje to jednak jest bardziej prywata niż dobro akademickie.

    A nawiasem, dlaczego pan profesor przy omawianiu Programu równościowego nie zaznaczył, że jest on realizowany tylko w 11 przedszkolach prywatnych i to za zgodą rodziców?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszej kwestii nie rozumiem pytania. Proszę skierować je do właściwego adresata.
      W drugiej zaś kwestii nie wiem, gdzie i co miałbym zaznaczać?

      Usuń
  5. Dzień dobry Szanowny Panie Profesorze
    Przygotowuję się do złożenia dokumentów wszczynających postępowanie profesorskie w nowym (aktualnie jedynym możliwym do wszczęcia) trybie. Ustawowe wymagania spełniam (w mojej ocenie), jednak okazało się, że jest niespójność w interpretacji. Prawdopodobnie jest to moja wina - nie jestem prawnikiem i po prostu zakładałem, że wystarczy przeczytanie ustawy i rozporządzeń. Tak myślałem do czasu kontaktu z dziekan. Chciałem aby powzięła kroki aby wszczęto mi postępowanie profesorskie a Pani dziekan twierdzi, że po wejściu nowelizacji, to profesorant wszczyna wszystko wysyłając do CK. Ja na to, że tak jest ale w habilitacji. Dział prawny twierdzi jak Pani dziekan. Znajomy z wydziału prawa zaś poparł moją wersję. Może jakiś akt prawny to rozstrzyga? Na stronach CK nie znalazłem postępowań profesorskich w nowym trybie - a to mogłoby pomóc. Przepraszam jeśli jakiś wątek już to omawiał a ja zaczynam temat już dawno wyjaśniony - nie znalazłem. Z poważaniem. PT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, pisałem komentarz myśląc o postępowaniu habilitacyjnym, a nie profesorskim. Oczywiście, wniosek składa Pan zgodnie z art. 27.1. do Dziekana o wszczęcie postępowania o nadanie tytułu profesora. Nie są do tego potrzebne rekomendacje, jak w poprzednim trybie. Rada jednostki wszczyna to postępowanie i wyznacza kandydatów na recenzentów, przekazując do CK co najmniej 10 kandydatów. Szczegółowo jest ten tryb opisany we wspomnianej przeze mnie książce profesorów Huberta Izdebskiego o Jana Michała Zielińskiego (Lex 2013). Jest to wyraźnie zapisane w Ustawie o stopniach i tytule naukowym. Być może prawnicy i pani dziekan myśleli o postępowaniu habilitacyjnym, bo tam jest właśnie tak, jak pisałem, tzn. kierujemy wniosek do CK. Przygotowywane są dla domeny CK odpowiednie informacje i komentarze, które wyjaśnią te kwestie.

      Usuń
  6. "Tymczasem redaktor pisma nie ujawnia w ankiecie dla MNiSW, że wielu spośród autorów opublikowanych tekstów jest zatrudnionych w jednostce wydającej to czasopismo, ale na drugim etacie czy w innej formie. Tym samym nie powinni być traktowani jako autorzy zewnętrzni. A są, ale dla ukrycia tego faktu podają afiliację innego miejsca zatrudnienia."

    Ale gdzie tu patologia?! Czy MNiSW płaci za pracowników zatrudnionych na II etatach? Czy jednostka może zaliczyć sobie do dorobku publikacje afiliowane w innej? Czy osoba zatrudniona na II etacie liczy się do uprawnień doktorskich/habilitacyjnych? NIE! No więc dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej? Dopiero wtedy by Pan sobie ich wypożyczył ... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mam potrzeby wypożyczania kogokolwiek. To niektórzy prowadzący szkoły prywatne traktują ludzi jak śmieci segregując ich "sobie" i wypożyczając jak mebelki.
    Anonimowy ma problem z dobrymi obyczajami i etyką, więc niech dalej uprawia handel skoro nie rozumie opisanej tu kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy "wypożyczanie" oznacza zatrudnianie na II etacie? A jeśli tak, to czy jest nielegalne? Poza tym, być może Pan o tym nie wie, ale nie we wszystkich dziedzinach produkuje się aż tylu samodzielnych co w pedagogice (w związku z czym nawet publiczne uczelnie o statusie uniwersytetu zatrudniają w tej formie) :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja odnoszę się do treści wpisu, czyli do tego że nieetyczne jest wykazywanie przez redaktora czasopisma "swojego" (także na lI etacie)autora tekstu jako "obcego". Nie mam nic do zatrudniania osób na II etacie czy w innej formie. Tak więc wyrywanie zdania z kontekstu jest nonsensowne. Natomiast ewidentną patologią jest wykazywanie zatrudnienia kogoś kto de facto nie wykonuje żadnej pracy na rzecz jednostki. Jak ekspert PKA spotykam się z kreatywną dokumentacją - co ciekawe- tylko w wyższych szkołach prywatnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym ostatnim nie sposób się nie zgodzić. Ale nie jest etyczna także np. praca członków CK jako recenzentów w przewodach habilitacyjnych (do CK płyną później odwołania, więc rozpatrują sprawy w których są stroną - i nie ma tu żadnego znaczenia ewentualne "wykluczenie się" recenzenta) i z tym akurat mógłby Pan coś zrobić - czy podejmuje Pan takie próby?

      Usuń
  10. To, o czym pisze anonimowy, jest absurdem , który wynika z niewiedzy albo złej woli. Nie ma proceduralnie takiej możliwości, żeby członek CK był recenzentem w postępowaniu habilitacyjnym, a jak habilitant się odwoła z powodu porażki, to sam rozpatruje jego odwołanie. Chyba anonimowy pisze o Białorusi albo o niektórych Polakach , którzy habilitują się na Słowacji. Tam są takie kwiatki, że tatuś dr hab. jest recenzentem synka doktora.
    Warto jednak powziąć wiedzę , zanim się wrzuci takie banialuki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czlonkowie CK, w tym Pan, bywaja czesto recenzentami habilitacji. Prosze zacytowac procedure wykluczenia Pana z obrad komisji CK na wypadek, gdy odwoluje sie habilitant, ktorego Pan rcenzowal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Członkostwo w CK nie zwalnia z zadań akademickich żadnego profesora. W sytuacji, gdy członek CK jest recenzentem w postępowaniu habilitacyjnym, które zakończyło się niepowodzeniem dla habilitanta, powoływany jest - nie przez tego członka CK - superrecenzent, a więc osoba suwerenna w swojej ocenie. To ona rozstrzyga, czy odwołanie jest słuszne czy nie. Koniec, kropka. Członek CK nie może zabrać głosu w tej sprawie w czasie posiedzenia oraz nie wolno mu głosować. To musi być zaprotokołowane. Koniec. Kropka.
      Podobnie anonimowy powinien postępować w swojej jednostce. czy tu trzeba wysiłku umysłowego, by to zrozumieć? Proszę poczytać sobie Kodeks Etyki Pracownika Naukowego. Proszę też nie projektować niepożądanych praktyk manipulacyjnych na innych. Mogę zrozumieć, że anonimowy ma jakiś problem, ale niech rozwiązuje go w sposób otwarty, a nie insynuacyjny.

      Usuń
  12. Tak się składa, że niedawno w Polsce był przykład przewodu doktorskiego, w którym ojciec promował syna, a matka była recenzentką. Umknęło Panu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tego przypadku gdyż nie dotyczył pedagogiki. Nie jestem zainteresowany monitorowaniem tych patologii we wszystkich dyscyplinach. Od tego jest ekspert dr hab. Marek Wroński. Wspomniany przeze mnie przypadek dotyczy pedagogów.

      Usuń
    2. Ale to chyba dotyczyło pracy licencjackiej a nie doktorskiej?

      Usuń
    3. To dotyczyło habilitacji synka na Słowacji.

      Usuń
  13. "naganne jest postępowanie polegające na sytuacji, kiedy Dziekan Wydziału Sztuki, dr hab. Piotr Obarek, był promotorem pracy dyplomowej syna, a jego żona, matka dyplomanta, była recenzentką tej pracy"

    (za http://forumakademickie.pl/fa/2013/04/sprawy-minione/)

    No ale moze UWM znajduje sie na Slowacji ...

    OdpowiedzUsuń
  14. Czesto podaje Pan rozne statystyki. A mozna w zwiazku z ta sprawa prosic o podanie jaki jest procent odrzucanych odwolan w postepowaniach (np. z pedagogiki), w ktorych jednym z recenzentow byl czlonek CK?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo ciekawe pytanie, bo demistyfikuje ścieżkę insynuacji anonimowego, który z taką zapalczywością jak V Kolumna usiłuje podważać autorytet członków CK - także zapewne w kraju stosując sobie znane i wypraktykowane metody nastawiania ludzi zgodnie z własnymi potrzebami konstruowania intryg.
      Otóż podaję statystyczne dane w tej kwestii, chociaż ubolewa zarazem, że anonimowy i tak będzie miał swoje uprzedzenia podyktowane zawiścią:
      A teraz ad rem, zamiast ad personam:
      w roku 2011: odwoływał się pewien b.wojskowy po Akademii im. Dzierżyńskiego , i odwołanie zostało przyjęte. Nie recenzował tego odwołania nikt z członków CK. Co uczynił habilitant, wycofał się, bo w ramach odwołania domagał się powtórzenia kolokwium. Przestraszył się? Ten przypadek opiszę w innym miejscu, bo jest nad wyraz ciekawy. Inny przypadek odwołania z pedagogiki specjalnej - też nie brał w tym udziału członek CK - zostało ono pozytywnie rozpatrzone i ta osoba już pokonała ów próg. Jak się okazuje "gry przeciwko" toczą się nie w CK tylko w niektórych radach wydziałów o czym anonimowy zapewne wie, ale woli skryć się za plecami pomówionej CK.
      W kolejnym odwołaniu innego habilitanta z pedagogiki nie zostało ono przyjęte. Nie uczestniczył w tym żaden członek CK.
      W roku 2012 z pedagogiki odwoływało się 2 habilitantów, w których postępowaniu odwoławczym nie brał udziału członek CK.
      W roku 2013 nie było jeszcze żadnego odwołania z pedagogiki.
      Zmartwiłem Anonimowego? Przykro mi. Fakty są bolesne dla intrygantów. Warto poprosić znajomego psychologa o dobrego psychoterapeutę. Pomoże.

      Usuń
    2. Nie dodał profesor jeszcze tego faktu, że w poprzednich kadencjach zdarzało się, że b. członek CK mimo powiązań z pewną uczelnią prywatną, opiniował jej wniosek o uprawnienie do nadawania stopnia doktora. Tymczasem PKA wnioskowała w tym samym czasie o odebranie uprawnień do kształcenia czy nawet likwidację tej uczelni... :)

      Burczymucha

      Usuń
    3. Z danych, ktore Pan przedstawil wynika, ze w okresie ktory Pan przeanalizowal nie bylo ani jednej sprawy odwolanie z udzialem recenzenta-czlonka CK? To zastanawiajace ...

      Usuń
    4. Z tego co Pan Profesor napisał może wynikać, że habilitanci boja się występować przeciwko członkom CK (no bo w to, że ci nie piszą negatywnych recenzji powodujących nie nadanie stopnia trochę ciężko uwierzyć).

      Usuń
    5. To nie jest związane z pytaniem, jakie skierował do mnie anonimowy. Sądzę, że fakty mówią same za siebie, a w środowisku jest pamięć społeczna prawdy, a nie tylko intryg i pomówień. Przykre, że ktoś usiłuje podważać wartość i sens pracy recenzentów usiłując im przypisać pozamerytoryczne motywy. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że pozostałością minionego ustroju, i to trwale zapisaną w mentalności niektórych profesorów, jest właśnie owo ukryte manipulowanie środowiskiem naukowym, by czerpać z tego własne korzyści. Musi upłynąć jeszcze wiele lat, by wyjść z tego syndromu. Niech więc anonimowi komentatorzy powołują się na fakty, a nie na swoje obrzydliwe insynuacje. Najlepszym dowodem na to, że kłamią, jest brak podanych przez nich (takich właśnie jak powyżej anonimowych) danych. Ja chętnie fakty udostępnię, ale konkretnym osobom czy instytucjom.

      Usuń
  15. To jest naganne. Czy jednak anonimowy wyznaje zasadę Kalemu ukraść-to źle, ale jak Kali ukradnie , to dobrze, bo na Słowacji?

    OdpowiedzUsuń



  16. Anonimowy24 stycznia 2014 14:00

    Proszę zobaczyć, jak ośmiesza się ten komentator anonimowy: "Z tego co Pan Profesor napisał może wynikać, że habilitanci boja się występować przeciwko członkom CK (no bo w to, że ci nie piszą negatywnych recenzji powodujących nie nadanie stopnia trochę ciężko uwierzyć."
    Nie zna faktów, rozczarowała go prawda statystyczna i empiryczna, więc teraz będzie pisał, że nie dowoływali się, bo się bali. Doprawdy... z takiej demagogii to nawet koń się uśmieje. Brawo! Brawo! Cóż za argument!

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak wygląda polska pedagogika. Pełna - jak słusznie pisze profesor - takich anonimowych partaczy, intrygantów, cwaniaczków, żałosnych badaczy , których rozczarowała prawda negatywnych recenzji o ich nędznym dorobku. Chcieliby dalej z tego żyć, a tu pech - pojawiło się pokolenie profesorów, które powiedziało dość. Niech CK tak trzyma i nie daje się tym intrygantom i osobom przynoszącym wstyd uczelniom i środowisku.. Może pedagogika podniesie głowę i zacznie promować naukowców przez N.

    Burczymucha

    OdpowiedzUsuń
  18. Szanowni Państwo;
    W tej iluzorycznej dyskusji opartej jedynie na wytykaniu drugiemu tego na co się samemu nie ma wpływu widać jak mocno górują nad człowiekiem "twarde popędy" o których pisał J. Szmyd, że wkomponowały się one szczególnie w ludzki żywot w dobie krwiożerczego i pasożytniczego pseudokapitalizmu. Ciekaw jestem ilu jest tak naprawdę ludzi zajmujących się nauką z uwagi na odczuwaną potrzebę wzbogacania własnej osobowości i bezinteresownego rozwoju? Czy naprawdę siłą napędową ludzkości i "smarem historii" musi być krew, zazdrość i egoizm? Czy nie można przeć do przodu w imię solidarności i lepszego jutra? Co należy uczynić (o ile coś można robić za kogoś) by rozbudzić w ludziach odrobinę dobrej woli?
    Pozdrawiam - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  19. Panie Profesorze,

    krytykuje Pan jeden z modułów systemu POL-on ("Zestawienie osób ze stopniami i tytułami naukowymi"), ale jako "dowód" podaje link do zupełnie innej bazy, prowadzonej w nieaktualizowanym obecnie serwisie Nauka-Polska ("Ludzie nauki").

    Nie chcę występować w roli adwokata ministerstwa, ale czy krytyczne uwagi dot. również wskazanego modułu POL-on:
    https://polon.nauka.gov.pl/opi/aa/drh/zestawienie

    Z wyrazami szacunku,
    ER

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisze wyraźnie: "Nie mogę sprawdzić w bazie POL-on, gdzie dany nauczyciel akademicki uzyskał stopień naukowy doktora habilitowanego czy tytuł naukowy profesora" . Oczywiście mogę podać adres do bazy POL-on, tyle tylko, że trzeba wpisać nazwisko interesującego nas naukowca, żeby przekonać się, że niczego o nim się z niej nie dowiemy. wgląd do danych jest dla nielicznych, a ja piszę o funkcji publicznej kontroli tej bazy.

      Usuń
    2. Jeszcze raz sprawdziłem pod wskazanym przez Panią adresem , z którego nie dowiem się niczego istotnego, poza tym, że jest informacja o tym, gdzie jest dana osoba zatrudniona oraz jaki ma status naukowy. Na jakiej jednak podstawie go uzyskała ? - tego się nie dowiemy. Proszę porównać dane w tej bazie z bazą OPI.

      Usuń
  20. wpisując nazwisko osoby, która habilitowała się na Słowacji, uzyskuję informację, która potwierdza niezgodność stopnia naukowego danej osoby z obowiązującym w Polsce prawem. Proszę bardzo:
    wpisując nazwisko takiej osoby mam dane:
    dr hab.: (klas. hist.) nauki humanistyczne > praca socjalna

    Od kiedy to i na podstawie jakiego prawa w Polsce "praca socjalna" jest dyscypliną naukową? Na tym polega fałszowanie rzeczywistości także w bazie POL-on.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.