poniedziałek, 23 grudnia 2013

EWD jako narzędzie do kreowania kolejnego rankingu szkół jest patologią

To, że nie rozumieją tego dziennikarze Gazety Wyborczej, to mnie nie dziwi. Dla nich ważne jest odczytywanie tego, co służy sensacji, tabloidowemu wyostrzeniu pewnych tez, a że te nie mają nic wspólnego z istotą procesu kształcenia oraz jego uwarunkowaniami, to już nie ma najmniejszego znaczenia.

Kiedy czytam w łódzkim dodatku GW: Ranking łódzkich liceów. Szkołą „dresów: nad „patriotami” (21.12.2013, s. 3), że rolą EWD jest porównywanie wyników egzaminu gimnazjalnego z wynikami matury, by kwalifikować na tej podstawie szkołę do jednej z pięciu grup, to zastanawiam się nad tym, o czym pisał Wojciech Młynarski „Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie ...”. Nie jest to winą dziennikarza, tylko tych, którzy tworząc ważne narzędzie diagnostyczne, postanowili je wpisać w proces rywalizacji antagonistycznej, chociaż powinien on służyć czemuś zupełnie innemu. Dziennikarz nie będzie zastanawiał się nad patologią tego procesu, bo on po prostu referuje wyniki EWD i ich interpretację zgodnie z podaną klasyfikacją urzędową. Młynarski śpiewał właśnie o tym, jak to jest możliwe, że:

(...) faceci wokół się snują co są już tacy,
że czego dotkną, zaraz zepsują. W domu czy w pracy.
gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym.
Na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek,
bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
"Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?
"

Co piszą twórcy EWD?

Metoda EWD to zestaw technik statystycznych pozwalających zmierzyć wkład szkoły w wyniki nauczania. By można ją zastosować, potrzebujemy wyników przynajmniej dwóch pomiarów osiągnięć szkolnych: na początku nauki w danej szkole i na jej zakończenie. Po co nauczycielom, wizytatorom i samorządom metoda edukacyjnej wartości dodanej?
Metoda edukacyjnej wartości dodanej służy przede wszystkim szkołom. To dyrektorzy i nauczyciele mogą dzięki właściwej analizie wyników egzaminacyjnych zobaczyć mocne i słabe strony nauczania w swojej placówce. Wnikliwe przyjrzenie się rezultatom testów egzaminacyjnych dostarcza ważnych przesłanek do formułowania planów rozwoju szkoły, pozwala ocenić skuteczność już podjętych działań. Ewaluacja prowadzona przez samą szkołę w celu poprawy swojego funkcjonowania to najważniejszy obszar wykorzystania wyników egzaminacyjnych, a tym samym i metody edukacyjnej wartości dodanej.

Beneficjentami skutecznej autoewaluacji stają się uczniowie, którzy mają szansę uczyć się w skuteczniej nauczających szkołach. Wiele szkół gimnazjalnych jest już zaawansowanymi użytkownikami metody edukacyjnej wartości dodanej, co roku korzysta z prostej w użyciu aplikacji komputerowej

Metoda edukacyjnej wartości dodanej służy też nadzorowi szkolnemu. Porównywalne wyniki egzaminów pozwalają na obiektywną ewaluację zewnętrzną szkół. Użycie metody edukacyjnej wartości dodanej umożliwia skupienie uwagi na tym, co w nauczaniu najważniejsze, czyli na postępach uczniów w danym cyklu nauczania. Już od kilku lat dostępne są on-line wskaźniki egzaminacyjne dla około 6 tysięcy gimnazjów i niemal 4 tysięcy liceów ogólnokształcących i techników. Kolejnym potencjalnym użytkownikiem metody edukacyjnej wartości dodanej są samorządy. Bez wchodzenia w kompetencje nadzoru pedagogicznego mogą one monitorować efektywność nauczania w szkołach na swoim terenie.
(podkreśl. BŚ)


W wyniku takiego właśnie zastosowania metody EWD, nie jest ważny uczeń, ale wejście w posiadanie jeszcze jednego narzędzia do selekcjonowania szkół na najlepsze, lepsze, słabsze, gorsze i najgorsze. Dlaczego? Na jakiej podstawie twierdzi się, że to, co jest wynikiem pomiaru „na wyjściu” jest efektem znakomitej lub fatalnej pracy nauczycieli? Jaki to ma związek z „wysiłkiem szkoły”, skoro doskonale wiemy, już od kilkudziesięciu lat, że ten jest jednym z wcale nie najważniejszych, chociaż też istotnych czynników końcowych osiągnięć szkolnych uczniów? Pomiar EWD absolutnie niczego nie "mówi" o mocnych i słabych stronach szkoły, gdyż tych po prostu nie mierzy. To jego twórcy przypisują mu pośrednio takie znaczenie mimo, iż nie ma ku temu empirycznych podstaw. On w ogóle nie mierzy procesu kształcenia, czy jakby chcieli w/w twardogłowi dydaktycy - przebiegu oraz jakości nauczania i uczenia się. On mierzy tylko i wyłącznie to, jaki jest poziom różnicy między wynikami jednego egzaminu zewnętrznego a po kilku latach drugiego egzaminu zewnętrznego. Tyle, i tylko tyle. Skąd nagle taka interpretacja wyników?

Po co wprowadzamy w błąd samych uczniów, ich rodziców, że beneficjentami tej metody stają się uczniowie, gdyż (...) mają szansę uczyć się w skuteczniej nauczających szkołach? Proszę zwrócić uwagę na tkwiący w tym podejściu język dydaktyki lat 50. XX w., na to, że oto szkoły mają skuteczniej nauczać. To właśnie w wyniku karykaturalnie tworzonych rankingów, wyjałowionych zresztą z pomiaru kluczowych zmiennych, bowiem koncentrujących się jedynie na wynikach egzaminów, można pisać, że „Liceum rzekomo „dresiarskie” wypadło lepiej niż „patriotyczne”. Biedna pani dyrektor „patriotycznego” rzekomo liceum twierdzi, że „trzeba mieć pokorę, bo nigdy nie wiemy, jaki osiągniemy wynik”. Pani dyrektor, trzeba mieć dużo pokory, by tego typu rankingi jeszcze tolerować w sferze oświatowej.

36 komentarzy:

  1. Panie Profesorze !
    Pięknych Świąt Bożego Narodzenia
    a Nowy Rok
    niech spełnia marzenia !
    Panu i najbliższym życzę .

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślicznie wszystko wytłumaczone. Jest tylko jeden problem.
    Szkołę oceniają pod kątem EWD.
    Należy zmienić obsadę MEN, zlikwidować chorą ewaluację zewnętrzną, w komórkach oświatowych organów prowadzących umieścić praktyków. Jeszcze zostały kuratoria. Do wymiany lub likwidacji.
    To jest potężna machina kontrolująca pracę nauczyciela. Mamy wybór: podporządkować się lub zrezygnować z pracy

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze! Oczywiście EWD w obecnej wersji jest prostackie i prymitywne bo, co szczególnie ważne dla oceny "na wyjściu", opiera się wyłącznie (!) na wynikach baaaardzo marnej jakości wynikach egzaminów zewnętrznych. Co Pan jednak proponuje (bo oceniać jakość pracy trzeba!) jako narzędzie oceny - słynną "ewaluację" pani ministry Berdzik i jakichś niekompetentnych edukacyjnie krakowskich socjologów(to już wolę EWD!), widzimisię urzędników z kuratoriów wsparte papierologią czy przyjęcie, że nauczycieli, dyrektorów oceniać będzie jeno "Bóg i Historia" ... ;-) EWD w obecnej wersji ma gigantyczne wady(co opisałem, ale z wymienionych jest najlepszym narzędziem oceny bo, jednak, opartym na efektach -zgoda nie wszystkich i nienajlepiej mierzonych, ale jednak!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki system nadzoru kreuje pozór i niszczy kulturę zaufania. Biedni będą nasi socjolodzy, bo jak uzasadnią coraz niższe wskaźniki w tym zakresie. O tym, co w zamian, piszę w swoich książkach od początku lat 90. XX w. Współczuję nauczycielom i dyrektorom szkół, że są wmanewrowani w tak prymitywną manipulację urzędniczo-biurokratyczną, która w niczym ani nie sprzyja poprawie jakości kształcenia i wychowania, ale jeszcze pogarsza stan relacji międzyludzkich w szkołach. Świetne narzędzie, jakim mogła być EWD do pracy indywidualnej z uczniami, stało się siekierą selekcyjno-restrykcyjną nadzoru, który jakoś musi uzasadnić "sens" swojego trwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Profesorze!
      To jest odpowiedź pytii... ;-) Ja zadałem proste pytanie: "Jakie narzędzia oceny pracy nauczyciela, dyrektora i szkoły Pan proponuje?"
      Nie jakie są złe i jakie mają wady tylko jakich użyć zamiast nich. Bo na razie krytyka jest jałowa... ;-)

      Usuń
    2. P.S. Akurat do indywidualnej pracy z uczniami EWD się kompletnie nie nadaje - to toporne statystyczne (!) narzędzie!!!

      Usuń
    3. No to proszę mnie przekonać, że EWD ma jakikolwiek sens z punktu widzenia jakości procesu kształcenia. Skoro jest toporne statystycznie, to znaczy, że wyrzucono miliony w błoto.
      A krytyka jest rzeczowa w odróżnieniu od pustej opinii anonimowego

      Usuń
  5. Profesorze tak reagują urzędasy. Niech tylko ktokolwiek cokolwiek skrytykuje to ich nie obchodzi rzeczowy argument krytyka, tylko odparowują - a co macie w zamian? Tak to jest jak ktoś jest uwięziony w biurokratycznych modułach nadzorcy. I jeszcze z tego się utrzymuje. Fajnie że pan to demistyfikuje bo dyrektorzy szkół trzęsą portkami .

    OdpowiedzUsuń
  6. EWD pokazuje jednak,i to uwzględniając punkt wyjścia (czyli zagregowany potencjał uczniów rozpoczynających naukę!), część przynajmniej efektów edukacyjnych - efekty dydaktyczne. Oczywiście zależy bardzo od topornego, przynajmniej na tę chwilę, egzaminu zewnętrznego kończącego dany etap kształcenia. Lepsze egzaminy to i lepsze działanie EWD. Obecne EWD stworzył lewak Dolata, z założeniem by ono się do porównywania efektów nie nadawało, ale to już inna historia. Sądzę, że EWD trzeba doskonalić, uwzględniając więcej efektów kształcenia i wychowania, ale to inna historia... ;-) Co do wpływu EWD na realną jakość procesu kształcenia to jest on oczywisty - nauczyciel chcąc mieć dobre efekty stara się czyli wykonuje masę rzeczy i pamięta o innych, robi je na czas wg potrzeb danej grupy, dba o zgranie różnych czynników, motywację uczniów etc., czego żadna biurokratyczna machina dopilnować nie jest w stanie!!! W obecny system wymusza przede wszystkim udowadnianie, że się robi, a nie że się robi to co trzeba i na dodatek skutecznie. Pańskie wybrzydzania bez podania alternatywy służą wyłącznie zachowaniu władzy przez aparat biurokratyczny oceniający nauczycieli i szkoły wg swojego widzimisię, a tak naprawdę - koteryjnych układów i interesów. Tam gdzie liczy się (a wcześniej mierzy!) efekt pracy nauczyciela, może on go pokazać na dowód, że to co robi jest efektywne i ma sens, również innowacje, o które Pan tak się troszczy. Może też, dla lepszego efektu, domagać się większej autonomii!!! Przy czym na pewno jedni nauczyciele z różnych powodów (głównie motywacje i kwalifikacje rzeczywiste!)pracują lepiej, a inni gorzej - Pańska odpowiedzialność "przed Bogiem i Historią" ich zrównuje, a nawet krzywdzi tych bardziej zaangażowanych!!! Jak na razie jest Pan w tej sprawie, paradoksalnie(przy całej retoryce!), obrońcą status quo czyli interesów i władzy szkolnej i samorządowej biurokracji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do wpływu EWD na realną jakość procesu kształcenia to jest on oczywisty - nauczyciel chcąc mieć dobre efekty stara się czyli wykonuje masę rzeczy i pamięta o innych, robi je na czas wg potrzeb danej grupy, dba o zgranie różnych czynników, motywację uczniów etc., czego żadna biurokratyczna machina dopilnować nie jest w stanie!!! "

      Otóż dla mnie wcale nie jest ten wpływ oczywisty, bo proszę wytłumaczyć, w cym on się wyraża? W tym, że w wyniku opublikowania danych ex ante i ante portas ktoś może cokolwiek z nich wywnioskować na temat własnej pracy pedagogicznej z uczniami? A niby na jakiej podstawie? Proszę sobie poczytać zasady, jakie opublikowało IBE na temat tego, jaki ma sens porównywanie tych danych. Żadnego. Nie ma bowiem możliwości zapewnienia wszystkim porównywanym szkołom tych samych warunków osobowych, kadrowych i procesualnych, nie wspominając już o kapitale społecznym rodzin uczniów i ich potencjale intelektualnym. Warto jednak mieć trochę pokory i nie wmawiać społeczeństwu, że oto ma się narzędzie , które może cokolwiek porównywać. Tak więc to anonimowy podtrzymuje status quo takimi opiniami uważając, jak w PRL, że totalitarny system da się zmodernizować, by mieć socjalizm z ludzką twarzą. To właśnie anonimowy upomina się o naprawę instrumentarium, wykluczające de facto jakość, która od niego nigdy zależeć nie będzie. No to proszę doskonalić to narzędzie , by mieć ów pozorny wskaźnik jakości. Gratuluję. Proszę nie projektować na mnie tego, co się samemu wyraża w swoim komentarzu: To pasuje jak ulał właśnie do anonimowego:
      " - Pańska odpowiedzialność "przed Bogiem i Historią" ich zrównuje, a nawet krzywdzi tych bardziej zaangażowanych!!! Jak na razie jest Pan w tej sprawie, paradoksalnie(przy całej retoryce!), obrońcą status quo czyli interesów i władzy szkolnej i samorządowej biurokracji!"

      Usuń
    2. Najlepiej się ocenia każdą rzecz przez porównanie z podobnymi, a nie z abstrakcyjnymi, wydumanymi standardami!!!
      Co do socjalizmu z ludzką twarzą i kapitalizmu bez ludzkiej twarzy - polecam wspomnienia prof.Modzelewskiego - szczególnie informację, że gdyby wiedział jaka będzie Polska dziś, to nie siedziałby za to ani dnia w więzieniu!!! Dalej czekam na alternatywę EWD (oczywiście udoskonalonego!) żeby móc porównać wady i zalety obu rozwiązań!!!;-)

      Usuń
    3. Fantastyczne nie podoba się jeden "lewak" a za wzór daje się następnego. Cóż to za personalne rozgrywki? Jednemu się zazdrości, a drugiemu do pięt się nie dorosło? Małość. Jeszcze ten Śliwerski drażni?

      Usuń
    4. Dolata robi konkretną, motywowaną ideologicznie, złą robotę w oświacie. Wspomnienia Modzelewskiego to dość aktualny opis życiorysu rewolucjonisty, który doczekał efektów swoich rewolucyjnych działań i ,co więcej, oczekiwań! I może porównać co sobie wymarzył z tym co z tego wynikło - bardzo pouczające, przynajmniej dla inteligentnych ... ;-)

      Usuń
    5. Panie Profesorze!
      Jeśli oczekuje Pan na jakiegoś ministra czy premiera "na białym koniu", który przeczyta Pańskie prace, a potem wdroży Pańskie całościowe rozwiązania, to Pan się nie doczeka... ;-) W solidarnościowej bibule przestawiano zupełnie inny obraz Polski "po PRL" od obecnego w różnych dziedzinach - przykładem wspominany prof.Modzelewski!!! A skoro cała Polska jest inna, to i tamte modele cząstkowe do obecnej nie pasują.
      Obecnie mamy silny nacisk na "jakieś" motywowanie nauczycieli do lepszej pracy, przy czym etos zawodowy, podobnie zresztą jak akademicki,już skutecznie zniszczono i realnych prób reaktywacji nie widać!!! Obecnie są " w obiegu" 3 modele podejścia do tego motywowania:
      1. Klasyczny biurokratyczny (skrajnie centralistyczny i uniformistyczny!), już nawet nie PRL-owski, a exradziecki(tam to tak działało!), autorstwa pupilka oświatowej biurokracji prof.Konarzewskiego - dać nauczycielom sztywny program(zwany ciągle dla niepoznaki podstawą programową!) w postaci listy tematów do "przerobienia", egzekwowany przez kuratoryjnych urzędników na podstawie zapisów w dziennikach. Znakomitym uzupełnieniem do tego są znajdujące się w fazie wprowadzania "dzienniczki pracy nauczyciela".Towarzyszy temu myślenie o pracy nauczyciela w urzędniczym sensie "siedzeniogodzin". O efektywność jakąkolwiek i skutki działań nikt tu nie pyta, a najlepszym nauczycielem jest dobry wypełniacz dokumentacji... ;-)
      2. Model "ewaluacji" szkół autorstwa obecnej wiceministry Berdzik i niezwiązanych z edukacją niczym "krakowskich socjologów"- też biurokratyczny, tyle że tu jeszcze nauczyciele w krzyżowym ogniu pytań z uczniami i rodzicami (tzw. triangulacja)mają dać zgodne odpowiedzi poświadczające nie że mają efekty pracy(one są programowo negowane!) tylko, że starają się je mieć... ;-) W rzeczywistości prowadzą do działań pozorowanych i fasadowych, często demoralizujących dla uczniów. To pomysł na etaty dla licznych kuratoryjnych kadr urzędniczych!!!
      3. EWD, gdzie przy wszystkich ograniczeniach ( o których pisałem!) jednak bierze się pod uwagę efekty pracy nauczyciela, dyrektora i szkoły!!!
      Ponieważ Pan programowo (!) niczego innego nie proponuje, to jest tylko kwestia, który z tych 3 wariantów poprzeć i doskonalić. W moim przekonaniu tylko 3 na to zasługuje, ponieważ jest jakąś drogą do poczucia własnej wartości i autonomii nauczyciela (oczywiście po daleko idącej modyfikacji!) Właśnie dlatego, że opiera się na efektach pracy!!!

      Usuń
    6. c.d.
      Pan twierdzi, że efekty pracy nie zależą od nauczyciela, powołując się na resortową "naukę" IBE, która zawsze takie wnioski otrzyma jakich MEN-owska biurokracja sobie zażyczy ... ;-)
      Otóż zależy, co widać porównując szkoły przyjmujące w przybliżeniu baaardzo podobnych uczniów!!! Weźmy dla przykładu licea!W średnich wynikach egzaminów gimnazjalnych czy progach punktowych są zawarte skumulowane informacje o potencjale zarówno indywidualnym jak i "społecznym" przyjmowanych. Jeśli popatrzeć na grupy szkół przyjmujących podobnych gimnazjalistów(a w wielkim mieście ich podstawowe warunki pracy(liczba uczniów w klasie, dodatkowe godziny, wyposażenie) są porównywalne!) to widać ogromną rozpiętość średnich wyników matur (i to również przedmiotami!). Podobnie w szkołach z czołówki rankingu "Perspektyw" , kształcących najzdolniejszych, jedne mają sukcesy w jednych olimpiadach(i to dla bardzo zbliżonej młodzieży !) np.informatycznych, matematycznych, fizycznych, chemicznych i wiedzy technicznej, a inne - w innych. Również w tej samej szkole bywają znaczne różnice wyników pomiędzy nauczycielami tego samego przedmiotu. Czy da się te różnice (przypominam - ten sam punkt startowy!) wyjaśnić inaczej niż różną efektywnością pracy nauczyciela (merytoryczną znajomością przedmiotu i umiejętnością nauczania, wykorzystania zasobów szkoły i otoczenia, umiejętności motywowania (zwłaszcza pozytywnego!) uczniów itp.itd.
      A więc... ;-)
      P.S. Bardzo mi się nie podoba przypisywanie różnic poglądów jakimś osobistym motywom czy używanie w dyskusji nic nie wnoszącej merytorycznie formy "mędrkowanie"! Po to jest, jak rozumiem, ten blog żeby różne (!) punkty widzenia przedstawiać.Znany Panu zapewne Aleksander Kamiński coś tam mówił o pięknym różnieniu się ... ;-)

      Usuń
  7. W przeciwieństwie do "prostego krytyka" to akurat krytykujący profesor powinien mieć lepsze propozycje. Wiadomo, że każde rozwiązanie ma wady i zalety, a ustalić, które lepsze można tylko przez porównanie ... Ze strony eksperta(!) sama krytyka bez podania alternatywy jest właśnie jałowa, no bo kto ma tę alternatywę w końcu proponować jak nie krytykujący ekspert(!), o ile nie chce nim być tylko z nazwy ...;-) Po to się krytykuje, żeby gorsze rozwiązanie zastąpić lepszym - wtedy krytyka ze strony eksperta(!!!) ma sens!!! Bo oczywiście szeregowy użytkownik rozwiązania ma prawo krytykować jego wady bez podania alternatywy, ale nie ekspert(!)!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja krytyka ma swoje uzasadnienie merytoryczne i poparte analizami także wyjścia z sytuacji pseudoporównań. O tym, że błędna jest polityka oświatowa i do jakich prowadzi skutków oraz dlaczego powinna mieć inny charakter pisałem wielokrotnie w moich książkach, więc nie widzę powodu, by w blogu, który ma zupełnie inny charakter , przytaczać kilkadziesiąt stron analiz popartych także konkretnymi rozwiązaniami. Rozumiem, że anonimowemu czytać się nie chce, ale to nie jest już mój problem. W tym miejscu komentuję na bieżąco - co powinien anonimowy zauważyć - wydarzenia i pomysły tak urzędników MEN, jak i niektórych naukowców. Nie mam zamiaru wyręczać ich w tym, co realizują za publiczne pieniądze z tak toksycznymi efektami dla polskiej edukacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1.Ja nie oczekuję, że Pan poda dopracowaną metodę oceny (ma Pan rację od tego jest opłacany przez podatników personel!) - ja oczekuję, że Pan choćby jakieś hasło na temat alternatywy rzuci, a Pan nic... ;-)
      2. Bardzo możliwe, że w inaczej rządzonym kraju, w innym systemie edukacji, który Pan sobie wymyślił, wszystko działa inaczej i tam EWD nie pasuje...;-) Ale ja (i Pan) oraz setki tysięcy nauczycieli oraz miliony uczniów i rodziców żyją w TYM kraju jaki jest. Więc ja też baaardzo nie lubię biurokracji i różnych innych dziwów systemu. Ale zamiast śnić o REWOLUCJI, która przyjdzie któregoś dnia i wszystko uczyni idealnym (tak naprawdę akurat rewolucje głównie niszczą!),to bym jakichś takich małych kroczków we właściwą stronę oczekiwał i im sprzyjał. A Pan mówi wszystko jest nie tak i każde rozwiązanie w ramach obecnego systemu działania państwa i, wszczególności edukacji, jest fatalne! Wobec czego nie należy robić nic tylko czekać na przyjście Mesjasza (czy REWOLUCJI) i krytykować, a kiedyś nagle wszystko zacznie działać dobrze ... ;-)
      Nie zacznie!!!

      Usuń
    2. Warto czytać więcej niż tylko ten wpis. Wyraźnie krytykuję nie EWD tylko sposób jego wykorzystania w stratyfikowaniu szkół, tworzeniu ich hierarchii tak, jakby w istocie miały realny wpływ na wszystkie a kluczowe dla jakości kształcenia zmienne. Mnie nie odpowiada centralizm systemu nadzoru, gdyż był on nieskuteczny (na szczęście) w socjalizmie i jest oraz będzie w polskim neoliberalnym ale skrywającym patologiczny etatyzm kapitalizmie. Jak się anonimowemu to podoba , to niech nie odmawia prawa innym do niezgody na te dewiacje. Nie mówię i nie piszę, że wszystko jest nie tak. Proszę nie przypisywać mi tego, bo jest to niezgodne z prawdą. Śmieszy mnie ten ranking szkół na podstawie EWD, gdyż wbrew statystycznej obróbce nie jest ani obiektywny, ani rzetelny ani tym bardziej sprawiedliwy. Jak dla mnie EWD ma sens jedynie w pracy indywidualnej z uczniem, ale to anonimowy twierdzi, ze się nie da, ,bo przecież władza musi mieć kij na nauczycieli i dyrektorów szkół. Proszę nie wciskać kitu. Modzelewski nie jest tu akurat żadnym autorytetem, bo szkolnictwem się nie zajmował poza tym, że też chodził do szkoły. Lepiej niech anonimowy poczyta teksty i bibułę tych z Solidarności, którzy na edukacji się znali.
      Może tam znajdzie rozwiązania. Mesjaszy mamy w MEN ostatnio wielu, co jeden, to gorszy. Poczekam. Może anonimowy coś zmieni propagandą sukcesu. Za ile?

      Usuń
    3. >stratyfikowaniu szkół, tworzeniu ich hierarchii tak, jakby w istocie miały realny wpływ na wszystkie a kluczowe dla jakości kształcenia zmienne.<
      Żadna firma(to nie dotyczy tylko edukacji!) nie ma wpływu na wszystkie(!) kluczowe dla jej funkcjonowania zmienne. Toteż poddana presji konkurencji stara się wykorzystywać maksymalnie to na co ma(!!!) wpływ. A zawsze ma na coś! I oczywiście jest lepiej gdy ma maksymalną autonomię - to na dole najlepiej widać, co można i jak zrobić lepiej by poprawić wyniki!!! ;-)

      Usuń
  9. Ależ profesor rozjuszył urzędników-biurokratów, którzy chcieliby wszystkich mierzyć linijką. Pisał o takim technopolowym myśleniu Neil Postman. Oni tego nie czytają. Oni wolą instrumenty kontroli jako narzędzie władzy. Nie uważam za stosowne używanie przez anonimowego określenia o charakterze epitetu - "lewak, bo nie widzę nawet w lewicowym podejściu do świata niczego nagannego.

    Na stronie EWD jest wiele danych potwierdzających opór profesora przed właśnie tak urzędniczym i rywalizacyjnym podejściem do miernika. Dla mnie EWD mogłoby istnieć, byleby tylko urzędnicy nie czynili z niego narzędzia do nadzoru i oceniania szkół. Tu profesor ma absolutnie rację.
    Cytuję:
    Gdyby wszystkie szkoły w Polsce pracowały z uczniami o tym samym poziomie uprzednich osiągnięć szkolnych, wyniki egzaminu końcowego byłyby dobrą miarą efektywności. Ale tak nie jest.(...)
    Wskaźnik EWD dla szkoły mówi o tym, na ile wysokie/niskie wyniki egzaminu końcowego uzyskali jego absolwenci w porównaniu do uczniów w całej Polsce o analogicznych wynikach na sprawdzianie.

    ale tak nie jest....

    Wskaźnik ma charakter względny - to prawda, a zatem nie można nim porównywać szkół , skoro na wejściu mają być może zbliżone wyniki egzaminu końcowego, ale zupełnie inną liczbę uczniów, klas, nauczycieli, itd., itd.

    Jednak wskaźniki trzyletnie mają też swoją wadę - są mniej wrażliwe na realne zmiany dokonujące się w krótkim czasie.

    Wyniki egzaminów same w sobie nie wyjaśniają niczego, a już na pewno nie to, jak pracował nauczyciel, czy szkoła jest dobra czy zła. Tak bowiem krawiec kraje, jak materii staje...


    Jacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponawiam pytanie - jakie narzędzia do oceny jakości pracy szkół są dobre!!! Na razie jest jedno - urzędnicze widzmisię wsparte koszmarną biurokracją, uniformizacją i centralizacją. Każde narzędzie ma wady - większe lub mniejsze i zawsze będzie miało. Krytyka EWD jako narzędzia nadzoru i oceny szkół (zgoda trzeba to narzędzie doskonalić!) jest jałowa bez porównania z innymi alternatywami!!! Otóż ja jak na razie poza pohukiwaniem i wyzwiskami tej alternatywy do porównań wad i zalet jakoś nie widzę - poza utrzymaniem status quo, które też ma wady i to liczne, moim zdaniem większe!!! Przedstawcie panowie alternatywy do porównań to wtedy będzie o czym mówić!!! ;-)

      Usuń
    2. >Jednak wskaźniki trzyletnie mają też swoją wadę - są mniej wrażliwe na realne zmiany dokonujące się w krótkim czasie. <
      Znowu rad bym przeczytać jakie to realne zmiany mogą na gwałt zajść w pracy nauczyciela i jakie wskaźniki są na te zmiany wrażliwe, a na dodatek na tyle tanie w uzyskiwaniu by można było cały czas "trzymać rękę na pulsie" i nie krępować autonomii nauczyciela ... ;-)

      Usuń
    3. Dla Dolaty(na tym jego lewackość polega!) podstawową i właściwie jedyną wartością w edukacji jest równość czy raczej jednakowość. Każdy, niezależnie od zdolności, zainteresowań i ambicji, powinien się uczyć tego samego w identycznej (jeśli chodzi o statystyczny skład ) klasie. Do uzyskania tej jednakowości gotów jest nawet użyć aparatu państwowego i przymusu związanego z losowaniem klas i szkół, dowożeniem uczniów z jednych dzielnic do drugich dla uzyskania efektu jednakowości.
      Dolata odrzuca jakiekolwiek motywowanie szkół i nauczycieli za dobre efekty pracy bo się szkoły 'rozwarstwią". Jako nagrodę dla nauczycieli z osiągnięciami proponuje ... wysyłanie ich do pracy z najtrudniejszą i najbardziej zdemoralizowaną młodzieżą. To oczywiście wspaniała motywacja ... ;-)
      Tacy jak Dolata mają w nosie fakt, że ludzie są różni i mają różne aspiracje i talenty - za wszelką cenę ma być jednakowo. Takie podejście nazywam lewactwem, niezależnie od tego jak się sam zainteresowany definiuje.
      Ostatnio zaczął tropić zróżnicowanie gimnazjów - wyszło mu, że są bardziej zróżnicowane w wielkich miastach, co przypisał wrednej ideologii i knowaniom rodziców z klasy średniej, których w wielkich miastach jest więcej... ;-) Nie wziął pod uwagę, że po prostu w wielkich miastach istnieją wystarczająco duże części względnie jednorodne społecznie by tworzyć rejony dla gimnazjów. I dlatego rejonowe gimnazjum na Saskiej Kępie(biorąc stołeczne przykłady!) będzie zupełnie inne niż gimnazjum rejonowe w okolicach Stalowej ... ;-)

      Usuń
  10. Każdy, kto cokolwiek wie na temat rywalizacji zespołowej, a tym bardziej instytucjonalnej zgodzi się z blogerem,że ma rację. MEN jak za komuny nieustannie kreuje kolejne rodzaje ekskluzji i podtrzymywania różnic zamiast wyrównywania szans. Tu mędrkowanie anonimowych odwracających uwagę od istoty problemu nie służy analizie tej patologii urzędników którzy znaleźli sobie naukowców do upełnomocnienia narzędzi kontroli. To jest żenujące, że twórcy EWD nie widzą nawet tego, jak wpisują się w mechanizm władztwa centralistycznego w szkolnictwie. Oj wstyd ...

    Jacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak panie Jacku , właśnie to było przesłaniem mojego wpisu, który -jak wiele poprzednich - choć został zrozumiany , to jednak moi osobiści a skrywający się jak anonimowi wrogowie postanowili skorzystać z okazji także w tym świątecznym klimacie. To tylko odsłania, że jeszcze długo pedagogika nie wyjdzie z personalnego kryzysu, bo niektórzy nauczyli się w PRL matactw, manipulacji. Hipokryci niszczą to środowisko pod pozorem troski o naukę. Niektórzy zapomnieli, jak wysługiwali się w strukturach partyjnych komórek b.reżimowi. Sądzą, że jednorazowy akt kolektywnego działania zasłoni ich wcześniejsze podłości.
      Szkoda, że jeszcze w święta szczują zza węgła. Dla takich nie ma świętości Świąt. Nie ma też praw ten, kto odsłania ich obłudę i faryzeizm. To oczywiste. Wesołych zatem im Świąt życzę.


      Usuń
    2. To prawda, ma pan wrogów. Niektórzy gromadzą jak tow. Breżniew akademickie "medale" , by chociaż w ten sposób dowartościować swoje EGO.
      Profesorze zdrowych, spokojnych i odległych od tych nędzników Świąt.
      Nadzieja zmian jest z nami.

      Jacek

      Usuń
    3. Panie Jacku!
      To jak wyrównywać te szanse, ale konkretnie! I jak zmotywować nauczycieli(a różni są!) żeby robili to najlepiej jak potrafią??? Na razie to co Pan pisze jest puste - diabeł siedzi w szczegółach ... ;-)

      Usuń
    4. Za szczegóły się płaci. Za lipę też.

      Jacek

      Usuń
    5. Czyli, że Pan też nic nie ma do powiedzenia. Poza jałową(albo, jak w wielu przypadkach, motywowaną jakimiś interesikami, np. "szkoleniowymi") krytyką potencjalnie konkurencyjnych rozwiązań. Akurat w edukacji nie ma żadnych genialnych pomysłów kryjących się w jednym zadaniu do skopiowania ( diabeł siedzi w szczegółach!) więc to jest najbardziej prawdopodobne. Widzi Pan - i wyszło szydło z worka... ;-)

      Usuń
    6. Akurat w edukacji są możliwe inne rozwiązania ale umysł anonimowego poza jałową krytyką mojej krytyki , powodowaną zapewne obroną własnych interesików , nie ogarnia. A profesor ma rację, tylko anonimowy prześmiewca nie jest w stanie dać jej odpór poza prymitywnym pytaniem "Co w zamian?
      To musi sobie trochę poczytać, może popodróżować (o ile zna jakiś język obcy) po świecie, żeby wyjść z własnej ciasnoty umysłowej. Ja tego anonimowemu nie ułatwię :)
      Jacek

      Usuń
    7. Panie Jacku!
      Widzę, że ubodło! Ja akurat znam języki nienajgorzej i podejrzewam, że więcej niż Pan. Po świecie też trochę pojeździłem i szkół się naoglądałem. A forma dyskusji jaką Pan przyjął najwięcej mówi o Panu... ;-) Ja nie pytam o inne rozwiązania które ja wymyślę - ja pytam o to co Pan(!) ma lepszego do zaproponowania, krytykując propozycje innych. Okazuje się, że nic!!! Czyli jest Pan obrońcą status quo ante(ma Pan w tym interesik!) i interesów szkolnej biurokracji, bo do tego sprowadza się jałowa krytyka innych propozycji bez podania alternatywy ... ;-)

      Usuń
    8. Panie Jacku!
      Przecież to w Pańskim CEO ministra Berdzik rozpoczęła swoją pokrętną karierę (powiązaną m.in. z elementem kryminalnym - hasło "Jarosław Wojdyła" w google i wiadomo o co chodzi - opisaną nawet w Rzepie!), więc pan i powiązana więzami rodzinnymi z GW zastępczyni jej bronicie - ona się okruchami (całkiem sporymi!) z pańskiego stołu odwdzięcza ... ;-)

      Usuń
  11. No cóż, nawet Świąt nie uszanują. Muszą hejtować.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla porządku: sam pomysł by mierzyć umiejętności uczniów na wejściu i wyjściu ze szkoły oraz nazwa Edukacyjna Wartość Dodana pochodzą od dyrektora warszawskiego LO im.Nowaka-Jeziorańskiego dr Mirowskiego i zostały przez zespół Dolaty przy CKE zawłaszczone dla dosyć ułomnego tworu za duże unijne pieniądze ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Profesorze!!!

    http://www.rp.pl/artykul/19,1076361-Tu-najlepiej-ucza-do-matury.html?p=2

    Ten tekst z Rzepy, a szczególnie komentarze do niego czytelników,wykazują wyraźnie przynajmniej dwa powody, dla których EWD w obecnym kształcie, oparte wyłącznie o końcowe wyniki egzaminu zewnętrznego (tu akurat matury!) jest kiepskim miernikiem jakości szkoły:
    1.Co widać w przypadku liceum z Sierpca -matura odbywa się w szkole ucznia, a to może i (statystycznie) musi prowadzić do nadużyć - w niektórych szkołach nawet ściany pomagają maturzystom. Była już w Radomiu proces(zakończony skazaniem!) o to samo w przypadku egzaminu gimnazjalnego. W zasadzie, zgodnie z prawem, po takiej ilości postów redakcja Rzepy nie ma innego wyjścia niż wysłanie do prokuratury zgłoszenia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa ... ;-)
    2. Obecnie EWD opiera się na awansie(!) bądź spadku uczniów pomiędzy staninami (czy w normalnej terminologii statystycznej, a nie żargonie CKE/OKE, decylami według wyników.
    Istnieje problem dobrych (!)szkół z najwyższej półki przyjmujących najlepszych uczniów z najwyższej staniny. Oni nie mają dokąd awansować, a miarą ich sukcesów i sukcesów w ich rozwoju są miejsca w pierwszej setce czy dwudziestce w Polsce (!)czyli uzyskanie tytułów finalisty czy laureata ogólnopolskiej olimpiady. Tego jednak obecne
    EWD nie bierze pod uwagę ...:-(

    OdpowiedzUsuń