sobota, 14 września 2013

Kolejne słowackie habilitacje Polaków




















Wraz z nowym rokiem szkolnym, chociaż jeszcze nie akademickim, rozpoczęły się postępowania habilitacyjne nauczycieli akademickich z polskich szkół wyższych na Uniwersytecie Mateja Beli w Bańskiej Bystrzycy na Słowacji. Ministra prof. Barbara Kudrycka nadal nie rozwiązała problemu, który zaczyna nabrzmiewać w naszym kraju, a dotyczy formalnej uznawalności dyplomów uzyskiwanych przez Polaków poza południowymi granicami naszego kraju.

W dniu 12 września odbyły się na w/w uniwersytecie aż 3 wykłady habilitacyjne i obrony prac habilitacyjnych rodaków (łączny czas wyniósł dla każdego przewodu 1,5 godz.), co wyraźnie potwierdza, z jak poważnym mamy tu do czynienia postępowaniem. Także problematyka tych prac wskazuje na wysoki wkład w rozwój współczesnych nauk społecznych z udziałem pedagogiki. O ile nie budzą zastrzeżeń przewody habilitacyjne na słowackiego docenta z pedagogiki, o tyle ciekawe jest to, na jakiej zasadzie będą zatrudniani nauczyciele, których dyplom nie odpowiada polskim normom prawnym.

Najpierw pedagodzy:

1) dr Małgorzata Przybysz – Zaremba z Instytutu Pedagogiczno-Językowego PWSZ w Elblągu przedłożyła do obrony maszynopis rozprawy habilitacyjnej pt. "Rodzina, praca i kształcenie jako życiowa przestrzeń kobiet". Wygłosiła też wykład habilitacyjny na temat: Pedagogiczne determinanty edukacyjnych niepowodzeń uczniów w szkołach podstawowych w Polsce

2) dr Izabela Bieńkowska z Wydziału Etnologii i Nauk o Edukacji w Cieszynie - przedłożyła w swoim dorobku maszynopis rozprawy habilitacyjnej pt. Pedagogiczne i socjalne aspekty adaptacji osób chorych (zaburzenia zdrowotne) w Polsce i w wybranych krajach UE , natomiast wykład habilitacyjny dotyczył kwestii: Społeczne sieroctwo dzieci w Polsce jako problem pedagogiki społecznej.

Trzecią osobą, która tego samego dnia prezentowała swój dorobek, tym razem już nie z pedagogiki jako dyscypliny naukowej, która na Słowacji ma swoją kategorię 1.4., ale z honorowanej w tym kraju dyscypliny: 1.1.10. "Odborova didaktika - didaktika hudobneho umenia", czyli dydaktyka szczegółowa (przedmiotowa) - dydaktyka muzyki, był pan dr Maciej Kołodziejski z Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Przedstawił swoją rozprawę habilitacyjną pt. "Ocenianie na lekcjach muzyki w szkole podstawowej" oraz wygłosił wykład habilitacyjny na temat: Teoria uczenia się Edwina Eliasa Gordona w edukacji muzycznej. W Polsce nie ma takiej dyscypliny naukowej, a zatem MNiSW wraz z Centralną Komisją Do Spraw Stopni Naukowych i Tytułów powinno jak najszybciej albo zarejestrować taką dyscyplinę wiedzy, co ma miejsce nie tylko na Słowacji, ale także w Czechach, Niemczech, a nawet Austrii, albo określić, czy osoba ze słowackim dyplomem docenta może być w Polsce samodzielnym pracownikiem naukowym. No bo jak tu być doktorem habilitowanym z czegoś, co nie jest przez MNiSW uznane jako nauka? W przeciwnym razie nie wiadomo, czy słowackie uczelnie podają naszym nauczycielom akademickim linę ratunkową, czy raczej sytuują ich nad przepaścią?

10 komentarzy:

  1. Gdy czytam o kolejnych – na Słowację – awansowych peregrynacjach Polaków, a na rodzimym podwórku widzę zbiorowy pęd, by z habilitacjami i profesurami zdążyć na warunkach dotychczasowych regulacji prawnych, wątpić zaczynam w jakościowe różnice między tymi działaniami. Pragmatyka ponad granicami wypiera etykę…

    Z poważaniem,
    Wojciech Zieliński
    http://wojciechzielinski.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Praca doktorska, habilitacyja czy profesorska, to prace na stopień, a więc wymagają spełnienia ściśle określonych kryteriów. Ludzie podchodzą do tego racjonalnie. Jeśli ulegają zmianie kryteria, to nie ma się co dziwić, że ci, którzy zbieranie swojego dorobku naukowego ukierunkowali na stare kryteria, będą chcieli zakończyć to właśnie wg starej procedury. Jednak poza tym, niezależnie od kryteriów ustawowych, istnieje coś takiego jak kryteria środowiskowe i wśród nich pomyślne przejście przez kolokwium habilitacyjne wartościowane jest nadal bardzo wysoko. Czy to się komuś podoba, czy nie. Może niektórzy potrzebują takiego potwierdzenia, a wcale nie widzę tu drogi "na skróty". Pamiętam kilka lat temu podobne wzmożenie zainteresowania habilitacjami. Paradoksalnie wtedy, kiedy bardzo głośno mówiło się o ich zniesieniu. Naukowcy spieszyli się, by uzyskać potwierdzenie swoich kompetencji... zanim nie zniesiono wymogu ich posiadania. Oczywiście sprawy potoczyły się inaczej, ale proszę nie upraszczać i nie generalizować ludzkich motywacji. Myślę, że popełnia Pan błąd logiczny, kierując się samym (powierzchownym) aspektem wzmożonego zainteresowania. Czy to wystarczający powód, by na tej podstawie podważać jakość krajowych habilitacji i profesur - nie tylko przecież z zaobserwowanej fali, ale także z minionych lat (czyli od czasu wejścia w życie owych przemijających, a docenianych przez habilitantów obecnie procedur)? Jest Pan także o krok od wniosku (nie napisał Pan tego, ale w takim kontekście zestawia Pan swoje wnioski), iż pragmatyczny start wg starej procedury jest nieetyczny. Proszę jednak o zweryfikowanie wygłoszonej opinii. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myślałem, że tak wiele można z mojej krótkiej notki wyczytać… Dziękuję, dostrzegam błąd w moim komentarzu – w jego zakończeniu, przed wielokropkiem winien był znaleźć się znak zapytania. I przepraszam, że na tym odpisywanie zakończę. Wszak gospodarzem miejsca jest Autor niniejszego bloga, a ja nie czuję się upoważniony do zajmowania tego miejsca odpowiadaniem na anonimowe wpisy.

      Z poważaniem,
      Wojciech Zieliński
      http://wojciechzielinski.pl/

      Usuń
  3. Zgadzam się z Anonimowym (21:44). Sugestia, że podejście pragmatyczne (jak wnioskuję z wypowiedzi Pana Wojciecha - związane ze staraniem się o stopień/tytuł naukowy wg starej procedury) może wypierać etykę, wymaga uzasadnienia. Pośpiech naukowców mógłby być traktowany jako świadectwo braku wrażliwości etycznej, gdyby dotychczasowa procedura była łatwiejsza (wnioskuję, że takie jest założenie, skoro porównuje Pan ten "pęd" do zjawiska zdobywania doktoratów i habilitacji na Słowacji). Sądzę, że starania polskich doktorantów i habilitantów o uzyskanie stopnia/tytułu według dotychczasowych przepisów nie są niczym nagannym, zważywszy na fakt, że w nowej procedurze większe znaczenie zdają się mieć kryteria ilościowe niż jakościowe. Proponuję zainteresować się "pędem" w kierunku punktów, który będziemy teraz w Polsce obserwować. Jeżeli naukowiec nie ucieka od weryfikacji własnych osiągnięć (np. za granicę)i w dodatku jest w stanie przygotować się do niej w krótkim czasie (jak w przypadku starej procedury), to widzę w takiej mobilizacji duży potencjał etyczny. Nie dostrzegam go natomiast w "wyścigu" po punkty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam super piosenkę o punktach, indexach i innych nowościach.....
    http://www.youtube.com/watch?v=HdNtbJ7RRMI&list=LLMpUZRnEUxPrduquEuVYYCw

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak czytam te hasła typu: teraz będą mieć znaczenie kryteria ilościowe a nie jakościowe,to mnie pusty śmiech ogarnia. Kto Państwu w Uczelniach takie populistyczne hasła wciska?! Można nie lubić tych zmian,ale ten argument jest wyjątkowo kiepski. A pęd do hab w starym stylu musi dawać do myślenia i dopatrywanie się w nim wyższej etyki, to bzdura. To oczywiste,że gros osób, które to robią, nie jest w stanie sprostać nowym wymaganiom. Wielu obecnych profesorów nie jest w stanie im sprostać. dawne życie poszło w dal, nie pójdziemy już na bal!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedopatrywanie się wyższej etyki, a obrona przed niczym nieuzasadnioną etykietką nieetyczności - to przecież zupełnie co innego!

    I nie dajmy "się zwariować"! Bo to już przecież jakiś obłęd samobiczowania: nie dość, że dyskusja nad tym, która habilitacja lepsza - stara czy nowa - zaczyna przypominać dyskusję o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą, to jeszcze na dodatek wlewacie kropla po kropli ten jad insynuacji o nieetyczności wyboru starych procedur. To jest dopiero wredne! Czy chodzi o napiętnowanie wszystkich habilitowanych, profesorów z ostatnich dwóch lat (vacatio legis), co to się nieetycznie podpięli pod stare procedury - tak będzie dobrze? Protestuję! Przecież to bzdura kompletna! A może od razu przyjmiemy - tak na wszelki wypadek - że nieetycznie jest starać się o jakokolwiek awans, a tak w ogóle to i sam zawód pracownika naukowego jest z założenia niemoralny? Tak? O to chodzi? Co za mania z tym szermowaniem etycznością? Nieetyczne jest przypisywanie nieetyczności czemukolwiek czy komukolwiek za sprawą przypinania łatek, etykiet, bezpodstawnego rzucania podejrzeń. To niebezpieczna gierka, która ma po prostu wywyższać jednych, a poniżać drugich według konstruowanych doraźnie kryteriów. Po co? Po co ta walka na okładki dyplomów, anie ich zawartość? Z całym szacunkiem dla CK: stoi ona na straży procedur awansowych, ale przecież nie ona tworzy autorytety naukowe. A może po prostu trzeba w końcu zacząć czytać się wzajemnie, podejmować polemiki, nauczyć się na nowo zatracanego szacunku dla przedstawicieli uprawianego wspólnie zawodu (tym samym szacunku dla zawodu w ogóle) i zasad szlachetnej erystyki? Dyskutować zamiast dyskredytować. Wzmacniać środowisko naukowe zamiast nie wiadomo po co stereotypizować: profesor? - cwany kombinator, habilitowany? - szemrany gość, doktor? - śmieć z wygórowanymi ambicjami. Przecież tego już się nie da czytać ani słuchać! Pieczątka "nieetyczne" jest stanowczo nadużywana!

    OdpowiedzUsuń
  7. KIEDYŚ PANI PRZYBYSZ-ZAREMBA kazała nam na metodyce jęz. polskiego czasowniki przez przypadki odmieniać, a tu habilitacja, niesamowite

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani jak usłyszała Twoje logiczne wypowiedzi to kazała Ci czasowniki przez przypadki odmieniać -a że inteligencja Twoja powszechnie znana to dowcipu nawet po latach nie zrozumiałeś.

      Usuń
  8. Habilitowała się na Słowacji. Tam nie trzeba znać języka polskiego a słowackiego tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.