wtorek, 25 czerwca 2013

Francuska lekcja walki z rasizmem

Z francuskich ustaw prawnych ma zostać usunięte pojęcie "rasa", które w obecnej wersji ideologicznej obowiązują we Francji od 1881 r.. Zdaniem będących u władzy socjalistów, nie istnieje coś, co jest określane tym mianem. Wystarczy zatem usunąć pojęcie rasy z wszelkich ustaw, prawnych regulacji¶ aby zniknął rasizm. Ustawę w tym zakresie przyjęła izba niższa Parlamentu tego kraju oczekując, że rasa zostanie usunięta z literatury, prawa, a tym samym i z codziennego życia. Nie będzie powodu do posługiwania się kategorią, na podstawie której ludzie są ze sobą porównywani, oceniani, a bywa, że i są szykanowani. Autorem nowelizacji prawa w tym zakresie jest poseł lewicy - François Asensi.

Tym samym rasa nie powinna mieć już żadnego znaczenia, ani w nauce, ani w kulturze, ani w polityce czy w życiu codziennym, gdyż nie może być wykorzystywana w tym kraju do charakteryzowania ludzi, a więc i ich różnicowania. Słowo, które oznacza określoną grupę ludzi ze względu na ich właściwości a objaśniane w jego definiensie, może z racji powszechnego stosowania zachęcać do działań ideologicznych, rasistowskich. Rasa jest - zdaniem innego z posłów Alfreda Marie-Jeanne - absurdalnym konstruktem pojęciowym, który doprowadził do powstania najgorszych ideologii w świecie.

Sejm przyjął ustawę dotyczącą usunięcia pojęcia "rasa" z prawa i nauki, ale nie wiem, czy zatwierdził to francuski Senat. Ponoć Prezydent Francji obiecał w czasie kampanii wyborczej, że poprze tę inicjatywę. Pojęć, które jako opis fenomenów ludzkiej egzystencji prowadzą do stosowania przemocy wobec osób bądź jej sprzyjają, jest znacznie więcej, jak np. płeć, wiek, tusza, narodowość itp. Ich usunięcie z ustawodawstwa nie spowoduje przecież, że ludzie przestaną się nimi posługiwać w procesie oceniania, komunikacji, współpracy i rywalizacji, edukacji itp.

U nas do tego rozwiązania nie dojdzie, bo w kraju bł. Jana Pawła II ziarna nienawiści są na co dzień rozsiewane w mediach, oświacie, nauce, kulturze, biznesie i usługach. "Rasą", czyli zmienną wykorzystywaną przez niektórych do wykluczania INNYCH może być tu wszystko - wiek, płeć, wyznanie, miejsce zamieszkania, pochodzenie społeczne, biografia itp.

A tak pracują posłowie UE za 12 tys. EURO miesięcznie (naszych tam nie widać, bo są w Polsce udzielając mediom licznych wywiadów):


(Źródło: Yahoo! Groups,

3 komentarze:

  1. Naiwne przekonanie, że jak się o czymś nie mówi to tego nie ma ...;-)
    Skutki we Francji opisywał kiedyś w "Poltyce" Ludwik Stomma! Ludzie, jako ssaki, mają swoje rasy. Jamnik różni się od doga, a przedstawiciel rasy czarnej (Murzyn) od przedstawiciela rasy żółtej (Azjata) - różnią się elementami które darwinowska ewolucja rozwinęła w nich w ramach przystosowania do lokalnyvh warunków życia. Zaprzeczanie, w imię ideologii, oczywistościom biologicznym, do niczego dobrego nie prowadzi...;-) Rasizm nie bierze się z pojęcia rasy tylko z zupełnie innych powodów społeczno-ekonomicznych... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Patrząc na tę lekcję francuskiego postkolonialnej Francji, antyrasistowska polityka usuwania symptomów stygmatów w ustawodawstwie ma swoje uzasadnienia. Francuska rzeczywistość jest zupełnie inna niż polska. Ta rzeczywistość to wieloletni emigranci z Algierii, Afryki, innych byłych kolonii. We Francji są prawdziwe poważne ataki o podłożu rasowym, o różnym nasileniu, wobec różnych grup. W marcu 2013 śmiertelne strzały w szkole żydowskiej w Tuluzie. Głównie mówi się jednak o szykanowaniu tzw. "czarnych" i Arabów. Ostatnio jednak w Tulonie w maju 2013, na "brudnych białych" gdzie zaatakowano i pobito "białego" wykrzykiwano "o miejscu tylko dla Arabów". N. Sarkozy usunął Romów. F. Hollande chce usunąć słowo "rasizm" z konstytucji i zgadzam się z Panem Profesorem, że nie ma pewności czy usunie problem i skutki postkolonializmu. Natomiast pewne w procesie asymilacji jest to, że we Francji oczekuje się iż, imigrant najpierw "stanie się Francuzem", na co nie każdy imigrant chce się zgodzić. Są jeszcze inne współczesne lekcje francuszczyzny poprawnej politycznie a niekiedy absurdalnej. Pan Profesor pisze o "kraju bł. Jana Pawła II" - oczywiście - z tego patrona jesteśmy jako Polacy dumni. Najlepszy autorytet wszak nie daje legitymacji do świętości każdemu Polakowi. Tu dodam, że nie popieram prymitywnej formy protestu oraz incydentu na Uniwersytecie Wrocławskim podczas spotkania z prof. Baumanem. Zauważam, że nie był to incydent na tle rasowym lecz narodowo-historycznym. A "rasa" nie jest taką obszerną zmienną jak Pan Profesor to metaforycznie ujął. O ile Francja doświadcza rykoszetowych skutków kolonializmu, o tyle my doświadczamy skutków powojennego komunizmu, co było również widoczne na UW we Wrocławiu.Iga

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli istnieje jakieś zjawisko, zawsze otrzymuje nazwę... Likwidacja nazwy nie powoduje automatycznie likwidacji zła. Zlikwidujmy słowo nienawiść, podłość, złośliwość. Czy zlikwidujemy przez to te stany i zachowania? To jakiś absurd, myślenie życzeniowe, które może wyzwolić pomysły nazw bardziej jeszcze dokuczliwych i wymyślnych kategorii...

    OdpowiedzUsuń