środa, 20 lutego 2013

Nie tylko studenci pedagogiki mają problem

W środowisku akademickim wchodzimy w semestr letni, a to oznacza, że zaczyna się wśród studentów gorączkowe konstruowanie prac dyplomowych, jeśli chcą złożyć egzaminy licencjackie czy magisterskie jeszcze przed wakacjami. Okazuje się, jednak, że do tej grupy dołączają młodzi i starsi pracownicy naukowi, nauczyciele akademiccy, którzy nieco przestraszeni nową ustawą o stopniach i tytułach naukowych obawiają się utraty szans na awans naukowy. Tak jedni, jak i drudzy, chcą zatem "zmieścić się w czasie". Jak studenci studiów I stopnia nie napiszą w porę swoich prac dyplomowych, to nie będą mogli ubiegać się o kontynuację kształcenia na studiach II stopnia. Oczywiście, mogą jeszcze uczynić to we wrześniu, ale wówczas pozostają im ograniczone możliwości wyboru uczelni, w której chcieliby studiować.

Podobnie jest z naukowcami. Jak nie przeprowadzą kolokwium habilitacyjnego według starej procedury, na którą tak wszyscy ponoć narzekali i zapewniali panią ministrę B. Kudrycką, że dobrze czyni likwidując kolokwium habilitacyjne i wykład habilitacyjny, to są przekonani o czekającym ich rozstaniu z uczelnią. Zgodnie z nowymi kryteriami oceny dorobku naukowego uzyskanie stopnia doktora habilitowanego nie będzie - w tym kontekście - takie łatwe, a tytułu profesorskiego to już niemalże w ogóle. Być może i o to chodziło ministerstwu, by zacząć zmniejszać stan kadrowy w szkolnictwie wyższym, co stałoby się ważnym czynnikiem postępującej już likwidacji tzw. "wsp", czyli szkół prywatnych. Tu zresztą zbiega się wątek studencki, bowiem absolwenci studiów I stopnia, którzy nie uzyskają stopnia zawodowego jeszcze przed wakacjami, nie będą mieli szans na ubieganie się o bezpieczne i pewne studia w uczelniach publicznych. We wrześniu pozostaną im do wyboru marne szkółki prywatne, które "kupią' każdego, byle tylko się ruszał (a i to nie jest konieczne, jak prowadzą e-learning) i miał dyplom oraz kasę. Ogłoszenia w stylu - "u nas za darmo", "u nas dostaniecie tablet" albo "bony do teatru" - są tym, za co i tak każdy studiujący zapłaci.

Renomowane wydawnictwa naukowe uczelni państwowych, jak i prywatne oficyny akademickie mają w tym roku zapewnione zamówienia na drukowanie rozpraw habilitacyjnych czy profesorskich, bowiem do końca wakacji ich wydanie może ułatwić otwarcie przewodu naukowego według "starej" ustawy jeszcze do końca września. Potem pozostaje już tylko nadzieja, że przed wyborami pani ministra "rozmiękczy" nieco wymogi w nowej ustawie lub w ogóle przeprowadzi przez Sejm likwidację habilitacji. Trwa zatem wyścig z czasem. Kto go wygra, dla czyjego dobra i z jakim efektem? Tak studenci, jak i ich nauczyciele mają dylemat: Czy podjąć próbę otwarcia przewodu habilitacyjnego ze świadomością, ze posiadany dorobek nie jest wystarczający czy jakościowo poprawny? Czy przedłożyć promotorowi na chybcika napisaną rozprawę dyplomową, bo a nóż się uda?

7 komentarzy:

  1. Na marginesie... W najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska" (nr 8, 20.02.2013) przeczytać można o minister Kudryckiej, że "nie było po 1989 r. ministra tak demonstracyjnie łamiącego akademickie obyczaje i lekceważącego opinie naukowców". Niektórzy uczeni mówią o niej prosto z mostu: "nieprzygotowana do bycia ministrem". Zob. P. Lisiewicz, M. Michalska, Kopernik nieetyczny, Einstein bez habilitacji.

    Z wyrazami szacunku
    Gienek

    OdpowiedzUsuń
  2. Istotnie. Po raz drugi prof. J. Brzeziński wygrał wybory na przewodniczącego Centralnej Komisji a Premier wskazał tego Drugiego, ktòry miał dużo niższe poparcie wyborców. Tak władza traktuje środowisko naukowe.
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  3. Galop do profesorskich epoletów jest niezwykły. Nasza wyższa, habilitowana kadra przez kilkanaście lat, a nawet ponad dwadzieścia parała się własnym interesem i pozorowaniem naukowości i teraz mobilizacja! Rzutem na taśmę wrzuca kilka zbiorówek (pokłosie konferencyjek zrobionych siłami niższej kadry; lub dobrze wykombinowanej kasy na wydziałach, której dla innych nie było- zbiorówki pod red. dziekanów, dyrektorów i innych ustawionych) i jedną profesorską monografię.W kuluarach się mówi, że jest to sprzyjający czas, zielone światło, wręcz stwierdza się "teraz albo nigdy"!Aż strach, że oni za chwilę będą już na zawsze profesorami i do tego przy mizernym poziomie będą blokować innych, lepszych od siebie!

    OdpowiedzUsuń
  4. No jednak trochę tych profesur czy habilitacji nie doszło do skutku. Może trochę zaufać CK?

    OdpowiedzUsuń
  5. Około 3%, jak podaje CK. A co do tego artykułu w GP, kawałek - "Pod listami protestacyjnymi przeciw cenzurowaniu naukowców, w tym fizyków zajmujących się Smoleńskiem, podpisało się wielu lewicowców" buuuuhahhhahahha, akurat znam kilku fizyków.

    A co Pan Profesor sądzi na temat nowych wymogów?? Czy poziom habilitacji w Polsce jest za niski? (nawet tych polskich, nie czeskich czy słowackich). Ja sądzę że tak. Czy zatem dobrze, że podniesiono nieco wymagania czy nie?
    I co Pan sądzi jako członek CK, czy recenzenci i rady powinni przestrzegać nowych wytycznych do oceniania kandydatów czy nie. Chodzi mi o to czy np. powinni wskazywać jako istotny brak - brak publikacji na JCR czy Erihu czy nie? Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że recenzenci będą recenzować tak jak wcześniej, zatem nie będzie trudniej o habilitację niż kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zgodzę się z anonimowym, że poziom habilitacji w Czechach jest taki sam jak na Słowacji. Wszędzie są inne wymagania. W Czechach tylko 3 instytucje mają uprawnienia do hab. w zakresie pedagogiki, więc pilnują swojego poziomu. Proszę mi pokazać kto zrobił z naszych samodzielnych pracowników hab. na Uniwersytecie Karola lub w Brnie. Ilu pracowników zrobiło hab. w wschodnie części Słowacji lub pewnej prywatnej Uczelni w Bratysławie? Znam osoby z hab. słowacką i niestety opinie Pana Profesora formułowane nie wprost mają swoje potwierdzenie w przypadku tej persony.
    Reasumując wolałbym mieć habilitację z Uniwersytetu Karola niż polskiego słabego Uniwerku. Tyle w temacie!

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jakoś był sobie poradził ze wstydem i przyjął tę habilitację z polskiego uniwersytetu :))

    OdpowiedzUsuń